Odbieramy naszym dzieciom ich największy przywilej. W imię czego?

Dobrego samopoczucia? Potrzeby kontroli? Bezpieczeństwa?


Wiele się mówi o tym, jak to na przełomie ostatnich dekad zmieniło się (i dalej się zmienia) podejście do rodzicielstwa. Jak to rodzice obecnie dają swoim dzieciom znacznie więcej, niż dawano kiedyś. Więcej czasu, więcej uwagi, więcej uczuć.

Wiadomo, że nie zawsze i nie w każdej rodzinie, ale statystycznie zmiana idzie w dobrą stronę. Wydaje mi się jednak, że w tym ruchu „więcej dla dzieci”, zauważamy tylko zalety, a trochę zapominamy spojrzeć w drugą stronę. Czy aby czasem to rozwiązanie nie ma jakichś wad? Czy nie ma czegoś takiego jak „zbyt wielki udział rodziców w życiu dziecka”?

Jak wiadomo każda skrajność jest niebezpieczna i chciałbym, abyśmy w trakcie tej pozytywnej społecznej przemiany, uniknęli popadania z jednej skrajności w drugą.

Szkoła kiedyś

Pobiłem się z kolegą. Poleciała krew. U obu uczestników. Okolice 3 klasy podstawówki. Ilość wezwanych rodziców: zero.

Inny kolega wrzucił koleżance petardę do plecaka. Trochę się przyjarało, ale zasypali jej plecak śniegiem i ugasili. Straty: trzy podręczniki, które kolega musiał odkupić. Ilość wezwanych rodziców: zero.

Nawet jak koleżanka została popchnięta i złamała rękę, to nie wezwano rodziców. W całej mojej szkolnej historii pamiętam tylko jedną sytuację, w której wezwano rodziców i zrobiono to w sytuacji, w której do starcia między dwoma chłopakami dochodziło nawet kilka razy dziennie. Ewidentnie się nie lubili. Niemniej mimo wszystko, najpierw wykorzystano wszystkie inne drogi, z czego większość opierała się na zwracaniu bezpośrednio do uczniów, pokazaniu im właściwej drogi i odwoływaniu się do ich zdrowego rozsądku oraz umiejętności samodzielnego rozwiązania takich sytuacji.

Byliśmy dziećmi, ale i tak w nas wierzono.

Szkoła dzisiaj

Klasa pierwsza podstawówki. Dwójka dzieci nie może się dogadać. Mamy październik, ledwo początek roku szkolnego. Kilka docinek, kilka sprzeczek. Nic wielkiego. Bez przemocy fizycznej, ale jednak trochę zaciekle. Nie minął tydzień jak rodzice się z sobą starli i pojawił się nawet argument zaangażowania prawników (sic!). A dodam, że mówimy o szkole na wsi, gdzie ogólnie naprawdę niewiele się zmieniło przez ostatnie 20 lat i jest raczej „sielanka”.

Zresztą nie tylko rodzice bywają nadgorliwi. Nauczyciele również. Słyszałem o takich co raportują każde brzydkie słowo, każde popchnięcie i każdego wręcz bąka, jakiego się naszemu dziecku zdarzyło puścić. Same szkoły nie są lepsze, z tymi swoimi elektronicznymi dziennikami, które sprawiają, że zaczynam współczuć moim dzieciom. Nie mówię już nawet o tym, że za czasów poprzedniego rządu były plany (nie wiem czy to dalej jest kontynuowane, mam nadzieję, że nie) monitoringu w każdej szkole, a w wielu niestety taki monitoring powstał.

A przecież cały czas mówimy o dzieciach. O tych samych dzieciach, które 20 lat wcześniej uczono jak sobie radzić i one jakoś sobie radziły. Może nie zawsze idealnie, bo i metody dorosłych nie zawsze były najlepsze, ale jednak sobie radziły. Niestety powoli zmierzamy do sytuacji, w której wszyscy dorośli z otoczenia reagują na problem, zanim dziecko chociażby zrozumie, że jakikolwiek się pojawił. Gdzie tu miejsce na rozwój? Na naukę? Na wyciąganie wniosków?

Podobnie jest w wielu domach

Dzieci się kłócą – rodzic reaguje. Dzieci krzyczą na siebie – rodzic reaguje. Dzieci używają brzydkich słów – rodzic reaguje. Czego dzieci by nie zrobiły, co nie jest zgodne z „zasadami” – rodzic reaguje. O każdej porze dnia i nocy. Niezależnie od tego czy dzieci są u siebie czy poza swoim pokojem (to drugie jestem w stanie zrozumieć, pierwsze tylko w wyjątkowych sytuacjach). W efekcie dzieci żyją pod stałym nadzorem, gdzie muszą uważać na każde słowo i każdy swój ruch. Ilość wolności takiego dziecka wynosi dokładnie tyle samo, ile rodziców zostało wezwanych po tym jak się pobiłem z kolegą w drugim akapicie.

Jasne, jeśli dziecko ma z czymś wyraźny problem, który się powtarza – reagujmy, rozmawiajmy, szukajmy rozwiązania – ale jednocześnie zostawmy mu nieco wolności, aby mogło sprawdzić czy te rozwiązania są skuteczne i czy zadziałają.

Reagując na każdą sytuację zanim się rozwinie (nie mówię tutaj o jakichś szczególnie groźnych przypadkach), uniemożliwiamy dzieciom samodzielne ich rozwiązanie. Niestety w ten sposób bardzo silnie podkopujemy dziecięcą pewność siebie („rodzic reaguje, bo on wie lepiej, on to załatwi, ja tu tylko sprzątam”) oraz dodatkowo sprawiamy, że dziecko w sytuacjach konfliktowych będzie polegało na rodzicu. Co jednak w sytuacji, gdy nas obok nie będzie? Co wtedy, gdy nas zabraknie?

Nie tylko nie wierzymy w dzieci, ale jeszcze dodatkowo odebraliśmy im ich ostatni bastion wolności

Czyli wolną zabawę na świeżym powietrzu. Zabawę, którą dzieci uwielbiają, bo odbywa się ona na terenie, na który nie sięgają macki nadgorliwych i kontrolujących wszystko dorosłych. Niestety nawet tej zabawy coraz więcej dzieci jest pozbawionych. Gdzie się nie obejrzymy widzimy ogrodzone place zabaw, na których nie ma żadnego miejsca chroniącego przed wzrokiem rodzica. Wszystko musi być widoczne, wszystko musi być bezpieczne, wszystko musi być pod kontrolą.

Albo co gorsza – dzieci nawet na takich placach zabaw się nie pojawiają, bo rodzice od najmłodszych lat ładują w ich ręce tablety i smartfony, uzależniając je od tych urządzeń i trzymając później cały czas blisko siebie. Na domiar złego są święcie przekonani o swoim sukcesie wychowawczym.

Ja jednak nie wiem czy posiadanie w domu dziecka, która jest w nim obecne tylko fizycznie, jest takim wielkim powodem do radości. Takim rodzicom szczególnie polecam film „Sala samobójców”.

Jak napisałem w tytule, odbieramy naszym dzieciom ich najważniejszy przywilej

Odbieramy im ich wolność. Odbieramy im nawet możliwość pokłócenia się z bratem, zezłoszczenia się na niego czy krzyknięcia. Nawet jeśli dzieci kłócą się w swoim pokoju, za zamkniętymi drzwiami i nikomu tak naprawdę nie dzieje się krzywda. Bo uważamy, że wiemy lepiej.

Jak zatem nasze dziecko ma nabyć umiejętność radzenia sobie w takich sytuacjach, jeśli nigdy nie dajemy mu nawet spróbować?

Dorośli coraz odważniej i coraz częściej, pakują się w życie własnych dzieci i przejmują stery, nie pozostawiając już w tym życiu, żadnego miejsca dla odtwórców głównych ról. Dla dzieci. Dla dzieci, które w przyszłości mają stać się dorosłymi. Samodzielnymi, inteligentnymi i zaradnymi ludźmi, radzącymi sobie z wyzwaniami, jakie życie przed nimi postawi. Nie wierzmy w nie na tyle, aby pozwolić im samodzielnie rozwiązać kłótnie z bratem, gdy mają pięć lat, ale wierzymy, że w przyszłości będą w stanie postawić się partnerowi albo szefowi.

Mi oczywiście też się zdarzyło przegiąć i reagować na zbyt wiele konfliktowych sytuacji, więc nie mam zamiaru tutaj robić się na świętszego od papieża. Po prostu udało mi się otrząsnąć na czas (a raczej ktoś mnie otrząsnął) i piszę o tym, bo może komuś też taki zimny prysznic się przyda.

To co możemy, a wręcz powinniśmy zrobić dla naszych dzieci

To naprawdę wspaniałe, że tak bardzo kochamy nasze dzieci, że chcemy spędzać z nimi więcej czasu niż kiedyś. To wspaniałe, że jesteśmy w stanie tak wiele dla nich poświęcić i tak wiele dla nich zrobić. I nas samym początku, gdy są jeszcze bardzo małe, one naprawdę tego potrzebują. Wręcz niemal równie silnie, jak potrzebują tlenu. Potrzebują stałej obecności, dużo uwagi i mnóstwa czasu razem. Wtedy to jest kluczowe (absurdalną rzeczą jest, że właśnie wtedy zdarza się, że tego nie otrzymują – pisałem o tym tutaj).

Niemniej im dzieci są starsze, tym częściej powinniśmy właśnie IM pozwalać chwytać za stery. W końcu tutaj chodzi o sterowanie ICH życiem. W pierwszych latach oczywiście dobrze by było, abyśmy siedzieli obok, na stanowisku drugiego pilota (kontynuując tę lotniczą metaforę) i spokojnie tłumaczyli dziecku do czego służą wszystkie przyciski w kokpicie oraz pomagali mu, gdy pojawiają się ostre turbulencje. Jednak w miarę dorastania naszych pociech, musimy być świadomi tego, że w końcu nawet do kokpitu nie zostaniemy wpuszczeni i jedyne co nam pozostanie, to obserwowanie z ziemi czy cała podróż przebiega w porządku. I co najważniejsze: ten dzień nadejdzie niezależnie od tego czy nauczymy nasze dziecko samodzielności za sterami czy nie.

Na szczęście, większość z nas ma jeszcze czas, aby własne dzieci – tych naszych małych pilotów – na ten dzień przygotować. Wykorzystajmy go.

Prawa do zdjęcia należą do U. S. Fotografie.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

62
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
37 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
31 Comment authors
AgnieszkaBeata GKamil NowakKasia ŻądłoDorota Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gość123
Gość
gość123

W tej szkole lat 90′ to trochę niedokładnie. Jak chłopcy się pobili, rodziców zero, chłopiec pobił dziewczynkę (nawet jeśli zrobił jej krzywdę!) rodziców zero, ale jak nie daj Boże pobiły się dziewczynki lub dziewczynka pobiła kogoś, to i rodzice wezwani, rozważanie wizyty u psychologa, a nawet grożenie specjałką. Jak chłopiec pobił dziewczynkę, to też często winna była dziewczynka. Tak wyglądało i pewnie wygląda do dziś „równouprawnienie” płciowe w szkołach polskich.
Pozdrawiam

Marta
Gość
Marta

Coś w tym jest. Pamiętam jak sama byłam w 1 klasie podstawówki i już we wrześniu, na starcie, pokłóciłam się z koleżanką. Doskonale pamiętam genezę tej kłótni (a w sumie „bójki”, bo koniec końców jednak doszło do rękoczynów), gdyż z koleżanką znałam się od przedszkola. Dziewczyna była dwa razy taka jak ja i lubiła sobie wszystkich podporządkowywać. Długo się dawałam, ale w końcu miarka się przebrała – kiedy skarżyłam rodzicom, ojciec powtarzał „masz ręce, to się broń” – to i się obroniłam. Bo to ona mnie uderzyła (chcąc chyba wymusić posłuszeństwo, no nie wiem), a ja jej najzwyczajniej oddałam. Problem… Czytaj więcej »

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

Ja kiedys w podstawowce uderzylam kolege. Jego ojciec poskarzyl sie mojemu. A moj sie rozesmial I zapytal czy mu nie wstyd ze syna pobila dziewczyna :) (ale nie, to nie byla zadna bojka, raz go uderzylam). Tak w sumie wygladalo reagowanie wiekszosci rodzicow kiedy ja chodzilam do szkoly.

Kamil Nowak
Gość

Dokładnie tak było.

Joanna Hreczycho
Gość
Joanna Hreczycho

Piszesz o pierwszakach, a ja przeżywam właśnie horror w gimnazjum. Przy okazji projektu gimnazjalnego, który jest robiony w grupach, matka i babcia jednej z dziewczynek tak się przejęły, że same sobie ustaliły co kto gdzie i kiedy robi. I wydzwaniają d mnie z pretensjami, dlaczego córka nie zrobiła czegoś, nie przyniosła IM tekstu do sprawdzenia itp. Jak dziś po raz kolejny powiedziałam, że od wyznaczania zadań jest nauczyciel, a nie one, usłyszałam „a niech córka sobie do cholery idzie z tym projektem!”. Próbowano mnie też szantażować skargą u dyrekcji, bo mama ustaliła termin kręcenia filmiku na dzień, który mieliśmy zaplanowany… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

U nas była taka historia w pierwszych klasach. Że były konkursy na prace plastyczne. I 90% wykonywanych była przez rodziców. Na szczęście nauczyciele wymyślili, że to rodzice będą głosować na te prace i tak się złożyło, że zawsze wygrywały te, które były wykonywane samodzielnie ;)

Kinia
Gość
Kinia

Dziś mój 3latek po pierwszym tygodniu w przedszkolu wygadał się mimochodem, że stał w kącie.. pytam za co, on że za oblaną bluzkę, więc dopytuję dalej czy zachowywał się niegrzecznie ( nie znoszę tego słowa no ale w przedszkolu wiem, że je lubią zanadto) on, że nie, że to woda była niegrzeczna bo go oblała :) i miałam już jutro z Paniami pogadać o tym kącie a tu taki wpis u Ciebie.. w sumie widzę, że on to stanie w kącie miał w nosie, jeśli powód dobrze opisuje to niezbyt Paniom się udało go nauczyć, że ma nie wariować w… Czytaj więcej »

Katarzyna Borowiak
Gość
Katarzyna Borowiak

Ta ingerencja rodziców jest przerażająca. Znam sytuację gdzie (w pierwszej klasie, 6 latki) dziewczynka POPCHNĘŁA dziewczynkę, zaraz afera matka w szkole, rozmowa z dyrektorem. Niestety tu wygrywa bardziej rozhisteryzowana mamuśka, mniej kłótliwa mama niestety przegrywa jej dziecko musi zostać przeniesione, to jest absurd, porażka! Gdzie w tym wszystkim dobro dziecka. Moja córa też miała starcie z koleżanką, byłam zła! cholernie, moje dziecko popchnięte, leżało na podłodze! teraz dziewczynki bawią się, chichotają w najlepsze na lekcjach. A przecież można było zrobić aferę

Kamil Nowak
Gość

Dokładnie tak. Dla dzieci to zwykła sprzeczka, jakich zdarzą się jeszcze setki i o której zapomni w ciągu najbliższej doby, może dwóch. Ale jak się zaangażują rodzice, to rozdmuchają to do wielkości trzeciej wojny światowej i już nigdy nie będą ze sobą rozmawiać…

Agnieszka Korniluk
Gość
Agnieszka Korniluk

Ja tego typu zmiany zauważyłam kiedy mój syn w pierszym tygodniu pierwszej klasy przyniósł uwagę póżniej kolejna i kolejna i nastepna. Obecnie jest w drugiej klasie a ilość uwag jest taka ze ja z siostra przez cała nasza edukacje nie miałam tyle co on przez dwa lata szkoły. A uwagi wręcz śmieszne bo nigdy nikomu krzywdy nie zrobił, tyle że w dzisiejszych czasach niektórzy nuczyciele wola wpisac uwagę niż uczyc . Ja pamiętam ze nam zawsze nauczycielka tłumaczyła nasze zachowanie i mówiła co wolno a co nie. Troche szkoła nas uczy tego zachowania bo tak postepujac to niestety człowiekowi nerwy… Czytaj więcej »

Alex
Gość
Alex

Alex Zgadzam się na 100%! Uważam, że przytłaczająca większość ludzi rodzi się z naturalną chęcią i pragnieniem poznanie świata (wyjątek stanowią tylko dzieci chore) i ten nazwijmy to mechanizm tkwi w nas do samego końca życia.. Nieumiejętnie ingerując w ten proces zabijamy chęć do samorozwoju i stwarzamy w głowie dzieci bariery i blokady, które w życiu dorosłym skutkują brakiem pewności siebie, niską samooceną i aspołecznością. Rozkazy typu: “nie rusz tego”, “zostaw”, “zejdź bo spadniesz”, “nie właź tam bo się ubrudzisz” ” nie kłuć się” itp, itd…dzieci odbierają jak – ciągle robię coś źle, rodzice pewnie mnie nie kochają, nikt mnie… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Zaryzykowałbym i powiedział, że nawet jak dzieci są starsze, to też powinny być chwalone przede wszystkim za wysiłek – dzieci nie są głupie i same są w stanie ocenić rezultaty. Tych więc nie powinniśmy zakłamywać oceniając każdy obrazek jako „piękny”. Szczególnie, że dużo zależy od konkretnych predyspozycji dziecka. Niemniej wysiłek – tego już każdy może włożyć tyle samo.

Gość 1
Gość
Gość 1

To zachwalac czy nie te nasze Dzieci? ;)

Zuza
Gość
Zuza

Mieszkam na jednobudynkowym osiedlu „nowego typu”. Jeden budynek otoczony ogrodzeniem, monitoringiem, ochroną. Mały placyk na środku i droga z kilkoma miejscami postojowymi. Mieszka tu również chłopczyk. Na oko 10 lat. Grzeczny do obrzydliwości, zawsze mówi „dzień dobry”, za każdym razem pyta czy może pogłaskać mojego psa… i ogólnie jest bardzo miły. Z tym, że dzieciak ewidentnie z jednej strony nie ma przestrzeni dla siebie a z drugiej kontaktu z żywym człowiekiem. Po tym skrawku osiedla, na którym wspólnie bywamy chłopiec jeździ na rowerze a kiedy tylko zbliża się do bramy, panicznie zawraca, jakby samo przebywanie niedaleko granicy osiedla już było… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Gdybyś widziała jak patrzyli na mnie ludzie, gdy im powiedziałem, że posłałem sześciolatkę samą do sklepu (jakieś 400 metrów). Albo jak okazało się, że moja ośmiolatka chodzi sama (znaczy z kolegą, ale bez dorosłych) do szkoły. Chyba gdybym powiedział, że bije swoje dzieci, to byliby mi przychylniejsi. Masakra.

Natomiast 10 latek, który może jeździć tylko po zamkniętym terenie, a nawet po parku mu nie wolno (czy odwiedzić placu zabaw), to jest chyba klasyczny przypadek ptaszka w złotej klatce…

Żaneta Kraszewska
Gość
Żaneta Kraszewska

Moja córka kończy 7 lat. chodzi do 1 klasy. Kilka razy w miesiącu jestem albo wzywana do szkoły albo dostaję wiadomość w zeszycie, że jest niegrzeczna, że popchnęła koleżankę podczas zabawy i wiele innych dupereli. Tak naprawdę nie wiem na kogo bardziej się w tedy złoszczę. Na nieokiełznanie małe dziecko, które jest ciekawe życia żadne przygód a nie siedzenia w ławce. Dziecko, które ma swoje zdanie i nie da go sobie narzucać, czy na szkołę- wychowawcę, który nie może poradzić sobie z tak błahymi sprawami. oczywiście to nie tylko problem w wychowawcy. Dzisiejsza szkoła uczy nasze dzieci, że są za… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Te 6 i 7 latki są właśnie teraz ciągle męczone przez nauczycieli, bo oni się przyzwyczaili do pewnych zasad, a małe dzieci te zasady łamią. To jest jednak naturalna kolej rzeczy i nauczyciele się powinni do tego przystosować. A jak się nie przystosują, to warto im przypomnieć bajkę o chłopcu, który wywoływał wilka z lasu. Bo ja sam miałem taką sytuację i po drugim tygodniu upominania mojego dziecka w przedszkolu dzień w dzień (tylko przez jedną nauczycielkę – przy innych cudowne dziecko), po prostu przestałem jej słuchać. Inaczej się chyba nie da w takiej sytuacji. Zignorować nauczyciela i skupić się… Czytaj więcej »

Żaneta Kraszewska
Gość
Żaneta Kraszewska

Właśnie dokładnie tak zrobiłam. Trzeba się zdystansować bo w końcu odbije się to na naszych dzieciach.

Anna Tabak
Gość

Pamiętam, jak prawie 20 lat temu moi rodzice zostali wezwani do szkoły, bo powiedziałam koleżance, że „jest głupia jak but z lewej nogi i w dodatku bez sznurowadła”. Efekt? Rodzice nieźle się uśmiali ;) masz zupełną rację, że powinno się pozwolić dzieciom na samodzielne próby rozwiązywania problemów, inaczej jako dorośli nie będą umieli poradzić sobie z najprostszymi sytuacjami.

Kamil Nowak
Gość

Poważnie? :D Dzisiaj to bym jeszcze uwierzył, ale 20 lat temu? :D Wyobrażam sobie minę rodziców :D

MyLittleAntS
Gość

Mieszkając na wsi moja córka ma tyle wolności ile potrzebuje. Sam wychodzi z domu i dogląda kur. Karmi je przez ogrodzenie, wychlapuje kałuże.

Tylko dla Mam.pl
Gość

Najgorzej chyba jednak mają nauczyciele: jak reagują na przekleństwo, to są krytykowani za nadgorliwość, a jak nie zareagują – to za olewanie. Jak rodzic chce to zawsze znajdzie powód ;)

Kamil Nowak
Gość

No nie do końca. Mi w tekście chodziło o przypadki, że nauczyciele dzień w dzień zgłaszają każde, nawet najmniejsze przewinienie. I zdarza się, że nawet nie rozmawiają o tym z dzieckiem, tylko lecą prosto do rodziców. I na rodzica się przerzuca rozwiązanie problemu, który występuje tylko w szkole, umywając od tego całkowicie ręce. Tymczasem nauczyciel najpierw powinien porozmawiać z uczniem, a dopiero gdy to nie zadziała, to zwrócić uwagę rodzicom, że pojawił się problem.

Tylko dla Mam.pl
Gość

Jak nie rozmawiają z dzieckiem to źle, ale z mojego doświadczenia wynika, że rodzice w sporej części przypadków domagają się tego zgłaszania „każdego incydentu”, naprawdę :(

Kamil Nowak
Gość

O tym nie pomyślałem i przyznam, że też się z tym nie spotkałem. Niemniej jestem w stanie w to uwierzyć, bo widziałem już wielu takich nadgorliwych rodziców w innych strefach życia – dlaczego więc tą mieliby omijać.

KaKuMon Misako
Gość

Mam bardzo mieszane uczucia po tym poście. Rozumiem jego przesłanie, ale… Zgodzę się z tobą, że teraz rodzice są nadgorliwi i dużo odbierają dzieciom. Jednakowoż należy zauważyć, że też dzieci się (przez nas czy przez społeczeństwo) mocno zmieniły. Syn koleżanki przyniósł do szkoły zabawkową broń i udawał, że strzela do kolegów – jak w Battel Field. Dzieci mają teraz dość mocno spaczony obraz rzeczywistości grami, wirtualnym światem, szpanem, gadżetami czyli wieloma rzeczami, które to my im wepchnęliśmy w ręce. Akcja – reakcja.Jedna sprawa to na placu zabaw nie ingerować jak dziecko nie chce pożyczyć wiaderka, zupełnie inna jak przemoc staje… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Syn koleżanki, o którym piszesz, grał w grę, która (w zależności od części) ma ograniczenie wiekowe 16 lub 18 lat. Jeśli rodzice dają taką grę dziecku w szkole podstawowej, to wątpię aby rozmowa z nimi coś zmieniła – oni tak mają już nierówno pod sufitem. Dla mnie osobiście takie coś powinno być wręcz karalne, bo to jest wystawianie małoletniego na obrazy brutalnej przemocy. Oczywiście również się zgadzam, że nie chodzi mi o zupełne niereagowanie. Mi chodziło o nie bycie nadgorliwym. Jak dzieci zaczynają się krzywdzić, to jak najbardziej trzeba reagować. Miałem nadzieję, że to dość oczywiste. Co do przekleństw, to… Czytaj więcej »

Hubert z WladcaPortfela.pl
Gość
Hubert z WladcaPortfela.pl

Zgadzam się w 100% że wolność i co za tym idzie pewność siebie naszych dzieci jest dziś zagrożona.
Dzięki za zwrócenie na to uwagi. Ja rownież nie jestem tu święty :)

Agnieszka Jupowicz
Gość
Agnieszka Jupowicz

Ja to w ogóle jestem postrzegana jako matka -nienormalna :P Mam dwójkę dzieciaków ( 7 i 12 lat) Moje dzieci są samodzielne, należą do harcerstwa. Córkę w wieku lat 5 wysłałam na tydzień na harcerskie zimowisko. Oboje ciągle jeżdżą na biwaki, obozy, wycieczki i zloty ( bez rodziców-gdzie najstarszy pełnoletni opiekun ma nieco ponad 18 lat) syn starszy o 6 lat , od niepamiętnych czasów jeździ sam autobusami, Oboje potrafią robić zakupy, wychodzą SAMI z psem , Zostają SAMI w domu, do szkoły również chodzą SAMI. Nawet córka, która poszła jako sześciolatka. Niestety ubolewam nad tym,ze muszę ją odbierać ze… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Jak ja posłałem 5 latka na kolonię, to też myślałem, że będę miał pikietę pod domem :D A jak słucham o 10-12 latkach, które nigdy nawet u kolegi czy koleżanki nie nocowały, to robi mi się słabo.

Dorota
Gość
Dorota

Well, pierwszy raz u kogoś zanocowałam mając lat 20. To dopiero patologia =.=
Ale cóż.

Kamil Nowak
Gość

A tam od razu patologia ;)

Joanna Jackowska
Gość
Joanna Jackowska

Kocham Cię za ten artykuł! :) Dzień w dzień oglądam dzieci ubezwłasnowalniane przez własnych rodziców (prowadzę szkołę językową)…obrzydliwe..mogłabym mnożyć przykłady w nieskończoność…jeden z „drastyczniejszych” akurat z podstawówki, do której chodzi moja mała – teraz 9-latka (2.kl.) : Dzień jak co dzień…idziemy do szkoły, przed nami babcia-na oko ok 75 lat i wnuczek-3 kl. ok 150 cm wzrostu, dobrze zbudowany..babcia na plecach plecak wnusia i w ręku dwie siatki…zwalniam, idziemy za nim do szatni..obserwuję..??? Chłop siada na ławeczce..babcia pada mu do stóp i zdejmuje buty..zanosi kurtkę do szatni, przynosi ciapy…znów pada na kolana i zaklada mu na nogi…ale nieeee to nie… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Ja też się zawsze dziwię, jak rodzice 3-4 klasistów rozmawiają o tym, jakie to zadania tych dzieci teraz trudne, jak ich dużo…
Zaraz, ludzie, jakie zadania? 6-7 latkowi trochę przy zadaniu pomóc, jak jeszcze czytać się dopiero się dziecko uczy, to ja rozumiem, ale 10 latkom? Po co? Jak? Dlaczego? Może teraz wyjdę na złego ojca, ale nie mam pojęcia ile moja córka ma zadania i czy jest łatwe czy trudne – jak spędzamy czas razem, to mamy ciekawsze tematy do rozmowy ;)

Joanna
Gość
Joanna

hahah dokładnie! Moja ostatnio dostała 1 bo nie przeczytała lektury i…do mnie, że „bo pani zła”..a lektury nie ma w biblio bo wypożyczone wszystko…o Ty ja sobie myślę…to było tydzień po feriach..pytam kiedy pani kazała przeczytać? Cisza…przed feriami..pada w końcu odpowiedź..no to ja gadkę dałam, czyja wina, ile było czasu i że pracy domowej to ma sobie pilnować sama…itp itd…był kara, foch, ale co tam :)

Agnieszka Jupowicz
Gość
Agnieszka Jupowicz

Ufff a myślałam,że ze mną coś źle… Ja nie mam pojęcia jakim programem nauczania idzie mój szóstoklasista… czy ma coś zadane, czy odrobił lekcje…

Martyna
Gość
Martyna

niestety.. moja znajoma smaruje nalesniki swojemu synowi gimnazjaliscie.. bo on zasiada do stolu i czeka.. kalectwo..

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

Niestety, to ja Ci powiem ze moj sasiad, ktory ma 34 lata mial do zony pretensje ze robi mu kanapki do pracy wieczorem a nie wstaje o 5 rano zeby mu zrobic. Mama wstawala. Czlowiek nigdy nie robi zakupow, zona kupuje mu ubrania, kosmetyki plus oczywiscie robi zakupy dla dzieci i spozywcze. Jak ma wolne to 90 proc czasu spedza przed telewizorem. Czasem sam, czasem z dziecmi. Chyba ze mu przeszkadzaja w ogladaniu to je wysyla do ich pokoju. Na wieszaku w kuchni wisi pasek jako straszak. Jak potem dzieci sie nastolatkowi, skoro ma takiego ojca w domu.

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

Super! :) masz swietne podejscie I na pewno swietne kontakt z dzieckiem :)

Toldinka
Gość
Toldinka

Pamiętam jak jako pierwszoklasistka absolutnie nie chciałam się uczyć i zbierałam same gały. Byłam tez dosyć bezczelna, bo jak nauczycielka mnie pytała czemu nie piszę dyktanda, to mówiłam, bo mi się nie chce. Mama była wzywana do szkoły i na wywiadówce nauczycielka zawsze mnie wytykała, że niegrzeczna, że się nie uczę. Moja mama starała się coś z tym zrobić. Rodzice ze mną siedzieli, tłumaczyli, robili prace domowe. Efekt zerowy. Ja im tłumaczyłam, że jestem mała i mam czas, bo mama się uczyła do lat 20-kilku, a ja mam dopiero siedem i się chcę bawić. Mama uznała, że trudno. Nie będzie… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Cudna historia ;)

Agnieszka Jupowicz
Gość
Agnieszka Jupowicz

Moja na początku pierwszej klasy też zbierała jedynki za brak zadania domowego, uwagi za brak przyborów szkolnych- zresztą na zebraniu, przy wszystkich rodzicach powiedziałam wychowawczyni,żeby jej z pełną świadomością stwiała te uwagi, skoro zasłużyła, bo uważam,ze lepiej teraz niż w czwartej klasie, powinna przekonać się, ze trzeba pilnować swoich szkolnych spraw,że mama nie zawsze będzie o wszystkim przypominać… Rodzice byli zbulwersowani, bo jak to tak można??? Wychowoawczyni opowiadała,ze od 8 do 8:30 nie moze prowadzić lekcji, bo mamusie: przynoszą śniadanka, stroje sportowe, zapomniane zadania i przybory. Do tego odrabiają lekcje za pierwszaki…

Asia
Gość
Asia

też jestem dość zbulwersowana, córka powinna liczyć raczej na wsparcie rodzica. Uczenie odpowiedzialności to nie publiczne piętnowanie dziecka za tak mało znaczące rzeczy jak brak linijki. być może nie była niezbędna? A jeśli była, to chyba dziecko zauważy samo, i to właśnie je nauczy zabierania, pamiętania, a nie uwagi. Poza tym, biorąc pod uwagę gotowość mózgu do podejmowania racjonalnych decyzji, to ok. 20 lat. Dzieci mają czas na zagapienie się, zapominanie itp. Nie trzeba im dokładać stresu, rujnując poczucie wartości i godności.

Czarny Motyl
Gość

Wolność… eh tak sama latałam po podwórku jak głupia obcierając kolana, w szkole kłóciłam się na potęgę, i zostawałam w domu na 8 czasem na 10 godzin sama i nic mi nie było. Teraz wychowując swoje dziecko, mam problem, bo wzywana jestem do szkoły średnio co drugi dzień bo nie dają sobie rady z moją 6 latką, do tego zrobił się problem co zrobić z dzieckiem na wakacje, jest jeszcze za mała by jechać na kolonie, a samej jej nie zostawię w domu, bo doniosą, że ją zostawiłam, samą na pastwę losu i że się nad nią znęcam. Jak powiedziałam… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Sam nie mam pojęcia co z tymi wakacjami. W końcu nie każdy ma babcię w domu, a o ile ośmiolatka (w sensie koniec pierwszej klasy) to jeszcze w miarę się dało zostawić, tak siedmiolatka nie wyobrażam sobie (chociaż wszystko zależy też od dziecka).

Agnieszka Jupowicz
Gość
Agnieszka Jupowicz

nie jest za mała na kolonie, teraz są od sześciu lat. Moja miałą 5 jak pojechała pierwszy raz. No i są półkolonie.

Jakub Mokrosiński
Gość
Jakub Mokrosiński

tu należy problemu szukać gdzie indziej – w obecnym systemie. Kiedyś gdy dziecko szalało nauczyciel brał linijke w rękę i dawał po łapach. Jak dziecko gadało na lekcji obrywało nisko przelatującą kredą. Teraz nauczycielowi nie wolno nawet głosu podnieść, bo grozi mu za to nawet więzienie za znęcanie się nad dziećmi. Co do reszty się zgadzam. Sam często widuję matki latające za dzieciakami po placu zabaw krok w krok bo dziecko może się przewrócić i pobrudzić nowe rajstopki. Za czasów dzieciństwa obecnych rodziców, jak się biegło i przywaliło w drzewo, to zalało się krwią i biegło się dalej. Dzisiaj nawet… Czytaj więcej »

Martyna
Gość
Martyna

cos mi przyszlo do glowy.. kiedys na placu zabaw babcia jakiegos chlopca zapytala mnie czy bije dziecko, bo Córa miala rozciętą wargę..
Ludzie.. ja się boję dać dziecko z siniakami do przedszkola, bo sobie zaraz pomyślą, że bite..

Gość 1
Gość
Gość 1

Nieśmiało się zapytam a co robić z 2.5 letnim dzieckiem? Rozumiem że przy takich dzieciach trzeba więcej reagować i tłumaczyc, ale czy też pozwolić sobie na pewien dystans i w momencie kiedy syn zacznie bić zacząć reagować? Pytaam się bo już się pogubiam w tym wszystkim :( dodam że syn często bije i zabiera zabawki a owi opiekunowie innych dzieci reagują na niego ze złością i na mnie jak nie zareaguje :(

Martyna
Gość
Martyna

ja jestem Mamą 2-latki i 3-latka.. tez nie zawsze wiem jak sie zachowac. Ale na bicie reaguje, tlumacze. Ale jak sie kloca miedzy soba to czekam az jest ostro;) Musza sie uczyc samodzielnego rozwiazywania konfliktow.
Psycholog mi doradzil,zeby nie przesadzac u takich dzieci z zasadami i dyscyplina.. owszem, nie mozemy „oddac wladzy”. ale jak np. dziecko nie chce z nami jesc posilku to dajmy mu sie w tym czasie bawic..

Kamil Nowak
Gość

Jeśli dochodzi do sytuacji, w których dziecko krzywdzi innych, to jak najbardziej reagować. Szczególnie przy takim maluchu. Mi w tekście bardziej chodziło o dzieci 6, 7 letnie i starsze – ale nawet przy nich należy reagować, gdy komuś dzieje się rzeczywista krzywda.

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

Duzo z nas ma problem z tym jak i kiedy reagowac. U mnie jesli dzieci (syn z kolega) sie bija, reaguje i tlumacze ze tak Nie wolno, ale nie zawsze. Czasem slysze z pokoju ze sie uderzyli wzajemnie, ale zaraz sie przeprosili i bawia sie dalej. Dzieci potrafia sie czesto same dogadac. Wspolnie sie zastanawiamy jak mozna wyladowac zlosc (syn wymyslil malowanie czerwonych zygzakow na kartce, tupanie i warczenie jak lew). Rozmawiamy o tym jak syn jest spokojny, wtedy sam jest w stanie dostrzec co jest zle a co nie i wymyslic rozwiazanie. Jak sie wpada w zlosc to ciezko… Czytaj więcej »

Krzysztof
Gość
Krzysztof

zabierzmy dzieci na dwór http://www.dzienpustejklasy.pl

salus salus
Gość
salus salus

Podpisuje się imieniem i nazwiskiem.
Nic dodać nic ująć

Maciek Banaszek
Gość
Maciek Banaszek

To ja troszkę odwrócę sytuację, jak mam przekonać żonę że 7 latka może wyjść sama z psem na spacer na pobliską polanę, dodam że w pobliżu nie ma ruchliwej drogi, a obawa małżonki odnosi się do dzików (serio wiem jak tu brzmi) ew. pedofilów lub porywaczy

Kamil Nowak
Gość

Myślę, że z psem (jak nie jest ogromny i nie przewróci dziecka), to jeszcze mniej bałbym się dziecko puścić, niż samo :) W końcu pies to zawsze jakaś dodatkowa ochrona.

Może na początku warto pójść za dzieckiem, tak kilkadziesiąt metrów, aby dziecko nas nie wiedziało i obserwować jak się zachowuje? W ten sposób może uda się żonie zaufać dziecku, że jest już dość odpowiedzialne?

Słyszałem też o różnych urządzeniach i aplikacjach na telefony, które śledzą ruch dziecka – może warto czegoś takiego poszukać, żeby trochę uspokoić żonę?

Maciek Banaszek
Gość
Maciek Banaszek

Pies to spaniel więc na pewno jej nie przewróci, niestety ze śledzeniem może być problem, bo trasa dostaw spaceru jest taka że wszystko widać jak na dłoni, ale dzięki za odpowiedź może coś wykombinuje, najgorzej z tymi dzikami, logiczne argumenty nie trafiają

Marta / Pani Poczytalna
Gość

Hmm część tych zmian jest cywilizacyjna, w taką stronę stety niestety zmierzamy. Kiedyś były trzepaki, klucze na szyi, samodzielne powroty że szkoły, teraz – rodzice wożą wszędzie, noszą plecak za dziecko, zapełniają dni pozalekcyjnymi zajęciami tak że nie ma chwili oddechu. Ale tak, przegiec jest dużo, można jednostkowo próbować nad tym zapanować, ale tendencja jest tendencją. Np ruch free range kids zapoczątkowany przez „najgorszą matkę świata”, która pozwoliła 9latkowi wrócić samemu do domu w NY. Albo książka Loeva, Ostatnie dziecko lasu, która bardzo mnie porusza. To mocne przykłady jak daleko zapedzilismy się jako cywilizacja w potrzebie kontroli. Ech…

Kamil Nowak
Gość

To wszystko prawda. Jako rodzice musimy więc szczególnie zwrócić uwagę na te wszystkie zalety jakie charakteryzowało takie dzieciństwo i w jakiś sposób spróbować to zrekompensować.

Beata G
Gość
Beata G

Może trochę późno odkryłam owy blog, ale muszę się wypowiedzieć ;-)
Nie lubię ciągłego nadzorowania dzieci, mój trzyletni syn jest bardzo samodzielny i zaradny. Jednak jestem zmuszona go kontrolować, dlatego że jak był mniejszy nabił sobie siniaka, a na drugi dzień poszliśmy na szczepienie i pani pielęgniarka się przyczepiła ostro o to. Jak ja byłam mała, to nas nikt nie pilnował, chodzenie po drzewach itp to był standard, siniaki i porwane spodnie również, a teraz ciągle się ktoś czepia…bo dzieci to mają być idealne, jak z reklamy zabawek little tikes albo fisher price?!!?

Agnieszka
Gość

W pełni się zgadzam z całym postem. Obecnie szkoła dla dzieci jest straszna. Ja jestem wzywana do szkoły tylko dlatego że mój syn nie chce śpiewać piosenki :/ no bez przesady. Skończył dopiero pierwszą klasę , a już nie znosi chodzić do szkoły bo twierdzi, że w szkole im nic nie wolno. Pani się go pyta po co przyszedł do szkoły ( durne pytanie ze strony wychowawcy do dziecka 8 letniego moim zdaniem) a on odpowiada że go mama wysłała. Z tego powodu też byłam wzywana do szkoły i usłyszałam, że syn jest bezczelny.Dzisiejsza szkoła w ogóle nie bierze pod… Czytaj więcej »