Sprzedawanie własnego dziecka, czyli o dzieciach zarabiających miliony

A za ile wy sprzedalibyście swoje dziecko?

5437898348_80273092f8_b

Świat się zmienia

Jeszcze kilka lat temu nikt by nawet nie pomyślał o umieszczeniu swojego zdjęcia czy zdjęcia swojego dziecka w Internecie – dziś robi to prawie każdy. Nikogo więc nie dziwi, że niektóre z tych dzieci zaczynają zdobywać popularność. Jak chociażby Evan, który w wieku 7 lat zaczął wspólnie z tatą nagrywać filmy i ledwie rok później jego kanał ma milion subskrybentów, a on ma drugi milion ($$$) na koncie. Obok Evana mamy też japońskie trio, które ma bardzo podobny kanał, ale lubię je znacznie bardziej, bo uwielbiam japoński (choć ni w ząb nie rozumiem). W innej części Internetu popularność zaczynają również zdobywać dziecięce modelki – zaczynając od 3 letniej London, której profil na Instagramie śledzi kilkadziesiąt tysięcy osób, a kończąc na określanej jako najpiękniejsza dziewczynka na świecie – Kristinie Pimenovej, która ma prawie 3 miliony fanów na Facebooku i jest modelką Armaniego.

Długo się zastanawiałem w jaki sposób podejść do tego problemu. Poprzeć tych rodziców? Czy może przeciwstawić się temu trendowi?

Jak reagują zwykli ludzie?

„Niespełnione ambicje rodziców”, „Odebrane i zniszczone dzieciństwo”, „Dziecko wykorzystywane w celach komercyjnych”, „Tyranie dla zachcianek mamuśki”, „Masakra”, „Ohyda”, „Patologia”, „Pożywka dla pedofilów”, „Dziecko produktem”, „Sprzedawanie własnego dziecka”, „Żywe lalki”, „Niedojrzali rodzice”, „Marionetki”, „Biedne i skrzywdzone dzieci”.

To tylko kilka z opinii ludzi, jakie przeczytałem ostatnio pod adresem tych dzieci (a właściwie pod adresem ich rodziców). I początkowo, chciałem się z tymi głosami zgodzić. Że niby po co takie coś robić dziecku? W imię czego? Że przecież da się inaczej i nie ma sensu zamieniać dzieciństwa w pracę. Że to przecież okrucieństwo, podczas gdy dzieciństwo to powinien być czas na zabawę. Sam zresztą pisałem o tym, że nie warto odbierać dzieciom tej magii, którą w sobie noszą. Tej iskry niewinności. Że to właśnie ona sprawia, iż dzieci są takie beztroskie i (w naszych oczach) takie magiczne. I oczywiście dalej się ze sobą całkowicie zgadzam (taki już spolegliwy ze mnie typ). Zapytałem jednak sam siebie: czy jedno (sława) się z drugim (dzieciństwem) wyklucza?

Praca?…

Z jednej strony widziałem kiedyś kilka odcinków wyborów małych miss i do dzisiaj jestem przerażony tym, jak traktuje się tam dzieci. I w zasadzie wszystkie te nienawistne komentarze wyżej przytoczone, idealnie oddają moje uczucia w kierunku owych rodziców. Bo oni (a w zasadzie one, bo to głównie mamuś dotyczyło) naprawdę przerzucili całe swoje ambicje na dziecko i każdą porażkę dziecka, traktowali jak życiową tragedię.

..czy pasja?

Jednak sam fakt, że kilka mamuś z chorymi ambicjami trafiło do telewizji, nie oznacza jeszcze, że to jest norma. To są wręcz wyłącznie skrajne przypadki (telewizja ma nosa do takich) i tak też powinny być traktowane. Jako skrajność. Tymczasem jest wielu rodziców, którzy po prostu chcą wspierać swoje dziecko w rozwijaniu jego zainteresowań. To jest coś, co w zasadzie wszyscy powinniśmy robić. Dlaczego więc inaczej patrzymy, gdy u jednego dziecka pielęgnowana jest pasja do baletu, a u drugiego pielęgnowana jest pasja do pozowania przed obiektywem? Dlaczego inaczej traktujemy dziecko, które trenuje karate, a inaczej to, które nagrywa filmiki? Bo pojawiają się pieniądze? Bo niektóre dzieci na tym zarabiają? Czy naprawdę jesteśmy tak płytcy, że gdy tylko słyszymy o dolarach, zaraz zakładamy, że to jest zarabianie na dziecku, czyli „największa zbrodnia przeciwko ludzkości”?

Niemoralna propozycja

A co jeśli jutro do waszych drzwi zapukałby człowiek, oferujący wam 100.000$ za prawo do reprodukcji dzieł plastycznych waszego dziecka? Bo w przedszkolu (lub w szkole) odkrył jego talent? A widząc wasze wahanie dodałby, że prace wylądują we wszystkich muzeach na całym świecie i dodatkowo będzie on skupował prawa do prac każdego roku, i każdego roku będzie płacił identyczną sumę. Sto tysięcy dolarów. Czy dalej uważacie, że zarabianie na dziecku, to coś straszliwego? A jaka szkoda mogłaby z tego wyniknąć? Szczególnie jeśli widzicie, że wasze dziecko ponad wszystko kocha malowanie i tworzenie? I jest wniebowzięte, gdy jego prace trafiają do różnych gablotek?

Co byłoby złe?

Ja myślę, że zło pojawiłoby się dopiero wtedy, gdyby dziecku po roku czy dwóch od podpisania „umowy” odechciało się malować, a rodzice by je do tego zmuszali. Bo zależałoby im na pieniądzach. Zależałoby im na pieniądzach bardziej, niż na dobru dziecka. To byłoby złe. To byłoby niewłaściwe. Jednak jeśli dziecko samo tego pragnie, to dlaczego mielibyśmy powiedzieć nie? Czy każdy z nas nie marzy czasem o tym, żeby robić to co kochamy i jeszcze na tym zarabiać? Dlaczego nie umożliwić tego własnemu dziecku? Przecież taka „umowa”, mogłaby mu otworzyć mnóstwo dotąd niedostępnych drzwi. Mogłoby dzięki temu na przykład podróżować po całym świecie i na własne oczy oglądać prace najznamienitszych artystów. Jeśli tylko wszystko oparte byłoby na szczerości wobec dziecka i kierowaniu się jego dobrem, to jest to sytuacja w której każdy wygrywa. Rodzice również. Oni zyskaliby w zasadzie najwięcej, bo zyskaliby najcenniejszą walutę dostępną w dzisiejszym świecie. Czas. Czas, który mogliby spędzić razem ze swoją rodziną.

Oskarżajcie ostrożnie

Dlatego też podejrzewam, że większość oskarżeń kierowanych pod adresem tych dzieci i ich rodziców, jest spowodowana zwyczajną ludzką zazdrością. Ci ludzie żałują, że sami nie mają takiej możliwości. Że im się nie udało. Może nie jest to oczywiste, ale takie są powody. Nawet jeśli są głęboko zakopane i sami zainteresowani tego nie wiedzą. Kierują się podejściem „ja muszę cały dzień zapierdzielać w fabryce, a oni zarabiają na dzieciach?! To jakaś patologia!”. Jednak gdyby sami dostali propozycje zarobienia paru tysięcy na wizerunku własnego dziecka, to łyknęliby ją jak młody pelikan. Nawet jeśli ten wizerunek miałby później wylądować na papierze toaletowym.

To jest ten gatunek człowieka, który nie jest w ogóle zainteresowany faktami. Ich nie interesuje czy tym dzieciom naprawdę dzieje się krzywda. Oni mają już wyrobiony pogląd. Nie wiedzą, że w rzeczywistości owi rodzice sławnych dzieci spędzają ze swoimi dziećmi mnóstwo czasu i poświęcają im mnóstwo uwagi. Inaczej żadne z nich, nie mogłoby osiągnąć takiego sukcesu. Żadne. Komentujący nie chcą jednak tego wiedzieć. Bo to prawdopodobnie kazałoby im spojrzeć na własne życie. Na to ile czasu i ile uwagi oni poświęcają swoim dzieciom. I efekt mógłby być dla nich mocno przygnębiający. Mogłoby się okazać, że w czasie gdy oni toczyli swoje Internetowe wojny o wychowywanie dzieci, ich własnych dzieci nie miał kto wychowywać. I to jest prawdziwie przykry obraz. Nie obraz rodziców wykorzystujących dzieci do zarabiania pieniędzy, lecz obraz rodziców, których cudze dzieci absorbują tak bardzo, że zapominają o swoich własnych.

Prawa do zdjęcia należą do Steve.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

18
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
Blog OjciecAnia SikoraMatka AntyterrorystkaBartłomiej Paneklitosc boska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bartłomiej Panek
Gość

Po pierwsze dziecko, jego potrzeby i to, co chciałby robić. Pasja i pieniądze, to chyba najlepsze połączenie, ale czy tego chce dziecko? Ale co potem, gdy dorośnie i każdy będzie kojarzył Cię tylko jako „ten dzieciak z internetu”?

Blog Ojciec
Gość

Dokładnie. Po pierwsze dziecko i jego potrzeby. Jednak nie bałbym się wizji „ten dzieciak z Internetu”, bo to nie jest tak, że nagle dziecko dozna jakiegoś szoku. Ono się w tym wychowa. To będzie dla niego normalne.

Bartłomiej Panek
Gość

Jasne, że się wychowa. Tylko co potem, jak już dorośnie? Przecież znany był jako „cudowne dziecko”, a gdy dzieckiem być przestanie, to i tak każdy będzie pamiętał go przez ten pryzmat.Wielu dziecięcych aktorów ma ten problem teraz. Przykłady –
Miley Cyrus – czyli Hannah Montana lub Kevin McCallister – czyli Kevin sam w domu. Oni zostali jakby naznaczeni, a później mieli spory problem, żeby udowodnić, że nie są tylko zdolnymi dziećmi. A przecież na brak kasy nie narzekali, tylko zostali przez świat zamknięci w ciałach dzieci. Sława jest zarazem błogosławieństwem i przekleństwem.

Blog Ojciec
Gość

„Sława jest zarazem błogosławieństwem i przekleństwem.”
Powiedziałbym raczej, że może być. Britney Spears też była dzieckiem reklamy i jakoś takiego załamania jak Miley nie miała (przynajmniej nie w wieku około nastoletnim). Na każdy przykład sławnego dziecka z problemami, podejrzewam że znaleźlibyśmy jedno dziecko bez problemów.

Bartłomiej Panek
Gość

Wyjątek podkreśla regułę ;-) , chociaż ona stała się sławna około 1998 roku. A Michael Jackson? To chyba przykład jak nie należy łączyć sławy i dziecka. Nie jestem przeciwnikiem zarabiania przez dzieci, ale jestem przeciwnikiem przenoszenia własnych ambicji na dzieci.

Blog Ojciec
Gość

Selena Gomez i Demi Lovato, to kolejne wyjątki? :) Wszystko się da połączyć, jeśli robi się to rozsądnie :) I całkowicie zgadzam się z Twoim ostatnim zdaniem :)

litosc boska
Gość
litosc boska

POTWIERDZA regule, na litosc boska!

Bartłomiej Panek
Gość

Dzięuję za zwrócenie uwagi. Pozdrawiam!

Gosia Skrajna
Gość

ogladałam akurat te programy z o malych miss. i żal mi było ogladac zarowno smutne dziewczynki, ogromna presje matek, podejscie nauczycielki, całą tą bezduszną machine tego show. ale jak piszesz. mogło to być pod publikę… nie oceniam, bo gdyby mojej córce zaproponowano udział w czymś w czym byłaby dobra podjęłabym wyzwanie…dopóty dopóki czerpałaby z tego radość…
zawiści się nie uniknie. dla niektórych jest pożywką dla własnego nieudacznictwa… mogę komuś zazdrościć że ma lepiej ale to nie znaczy że zamienie to w chorą zawiść i obrażanie innych…

Komiteptol
Gość

Myślę tylko, że to też nie takie proste jeśli dziecku nagle przestanie się chcieć i przestanie sprawiać to radość. Bo skoro było w tym naprawdę tak dobre, to może to tylko chwilowe załamanie a przecież jesteśmy też od motywowania. Pomijając już kwestie rodziców, którzy np. zrezygnowali ze swojej kariery, by wesprzeć pasję dziecka i z dnia na dzień zostają bez niczego (noo dobra jak dziecku naprawdę szło tak dobrze, że ma te kilka milionów na koncie to żadna tragedia ;) ). Myślę, że w takiej sytuacji można sporo się zastanawiać czy nasze dziecko za kilka lat będzie miało do nas… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Zgadzam się całkowicie, że trzeba znaleźć w tym wszystkim zdrową równowagę – ani nie naciskać za mocno, ani też nie odpuszczać zbyt łatwo. Zdrowy środek się dobrze sprawdza, w większości takich dylematów.

Blog Ojciec
Gość

Zgadzam się całkowicie, że trzeba znaleźć w tym wszystkim zdrową równowagę – ani nie naciskać za mocno, ani też nie odpuszczać zbyt łatwo. Zdrowy środek się dobrze sprawdza, w większości takich dylematów.

Matka Antyterrorystka
Gość

Jeżeli dziecko chce to dlaczego nie? Jednak nie wiem czy 3 letnie dziecko do końca rozumie to co się wokół niego dzieje…rodzice podpisują umowę- trzeba się z niej wywiązać. Jeśli dziecko nagle wyrazi niechęć do współpracy? Można na ten temat debatować godzinami. Jedyne co mnie mocno denerwuje to wybory małej miss i dzieci rywalizujące z dorosłymi w talent show.

Blog Ojciec
Gość

Jasne, jeżeli umowa zobowiązuje dziecko do czegokolwiek – to ja bym jej nie podpisał i odradził każdemu. Jeżeli jednak ktoś jest gotowy płacić za to, że dziecko jest dzieckiem i zachowuje się jak dziecka, bez żadnych dodatkowych ukrytych motywów, to nie potępiłbym takiego działania.

Matka Antyterrorystka
Gość

Nie zawsze to co daje pieniądze jest aż tak złe ;)

Ania Sikora
Gość
Ania Sikora

mnie też oburzają występy dzieci w talent show dla dorosłych. Ale wiecie w jakim kontekście – wkurza mnie, że dzieciom daje się fory, bo takie urocze są te dzieci,i nie patrzy się obiektywnie na te prawdziwe talenty. I jak widzę, jak kolejny raz jakiś talent show wygrywa dziecko, zamiast dorośli ludzie, którzy naprawdę się wg mnie wyróżniają, to mi się oglądać odechciewa. To tak, jakby oglądać biegi kobiet i mężczyzn startujących razem – wiadomo, że mężczyźni będą lepsi, więc olejmy ich osiągi i niech wygrają kobiety, bo mają „fajne cycki”. I to ma być uczciwe? pewnie to kontrowersyjne porównanie, ale… Czytaj więcej »

Ania Sikora
Gość
Ania Sikora

właśnie zauważyłam, że siedzę i czytam twój blog już ponad godzinę! naprawdę, szacun, bo poruszasz ciekawe tematy i to w bardzo, bardzo angażujący sposób :-) a teraz do rzeczy. Znów się odniosę do swojego przykładu. Jako 5 latka, wymyśliłam sobie, że oto chcę iść do szkoły muzycznej, i mało tego, chcę grać na skrzypcach. Moi rodzice byli przerażeni – wiedzieli, że to nie tak hop – do szkoły trzeba zdać egzamin, a skrzypce to nie fortepian czy gitara – naprawdę trzeba mieć słuch. Bali się, że będzie mi przykro, jeśli się nie dostanę. Po latach przyznali się, że po cichu… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Ze sztukami walki jest o tyle dobrze, że istnieją ich bezpieczniejsze warianty. Nie trzeba pięciolatka zapisywać od razu na Krav Maga :)

Twoja historia tylko pokazuje, że warto słuchać dzieci. Że rodzicielstwo bliskości, to nie jest jakiś wymysł nowoczesnych czasów, tylko coś, co się sprawdza i ma prawdziwą wartość. Cieszę się, że się nim dzielisz, bo może dzięki temu, ktoś się zainspiruje i też pozwoli dziecku na odkrywanie samego siebie :)

Co do czasu spędzonego na blogu – nie pozostaje mi nic innego, jak być wdzięcznym :)