Nie obchodzi mnie, jak zostaliście wychowani

Czyli dlaczego lepiej jest milczeć, jeśli nie mamy nic wartościowego do powiedzenia.

15136099644_d051be92e7_k

Gdzie ich hodują?

Raz na jakiś czas, kiedy czytam artykuł o wychowaniu dzieci na jakimś blogu, znajduję tam komentatorów, którzy na siłę próbują wszystkich przekonać, że zostali wychowani inaczej i są normalni. Na tej podstawie próbują dowodzić, że autor tekstu nie ma racji. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy autor ma na potwierdzenie swoich słów konkretne badania, a oni jedynie swoje doświadczenie. Chodzi o takie typy spod znaku: „Mnie rodzice bili i wyrosłem na porządnego człowieka, więc też będę bił swoje dziecko. Przynajmniej nie będzie tak rozwydrzone jak dzisiejsza młodzież”. Albo łagodniej „mnie rodzice ciągle chwalili i mówili mi, że wszystko pięknie robię, a dzisiaj jestem normalna”. Ogólnie chodzi o ignorantów, którzy mają w ręku tylko jedno doświadczenie (swoje własne) i na jego podstawie wyciągają wnioski dotyczące całego świata.

(przy okazji wielkie ukłony dla czytelników, bo na tym blogu od pewnego czasu, takich okazów nie ma)

Dlaczego mówię ignorantów?

Bo większość z tych ludzi, których opinia opiera się wyłącznie o własne doświadczenia, nie ma pojęcia o wychowaniu dzieci. Ba, większość z nich nawet nie ma dzieci. Nie przeczytali również żadnej książki na ten temat, nie ukończyli żadnych studiów w tym zakresie, nic. Jedno wielkie nic. Niemniej, jako że byli dziećmi, to uważają, że na dzieciach się znają. Bo to przecież „takie proste” i „takie oczywiste”.

Tymczasem dopóki ktoś nie ma wiedzy i/lub doświadczenia z konkretnego zakresu, to jego opinia jest warta mniej więcej tyle, co opinia szympansa. W zasadzie, szympans ma znacznie większe szanse mieć rację, bo on się myli zwykle tylko w połowie przypadków. Nawet dyplom czy świadectwo nie zawsze wystarcza, bo teoria bardzo lubi od praktyki odbiegać.

Wszędzie widzę „ekspertów”

Nie wiem skąd to przyszło, ale nasze społeczeństwo zaczyna wypełniać coraz większa banda ignorantów, którzy nie mają pojęcia o niczym, a jednak uważają, że mają prawo wypowiedzieć się na każdy temat. I niestety korzystają z tego prawa. Później słucham takich „ekspertów” od polityki, którzy uważają, że im wyższe podatki, tym się lepiej żyje. Albo „ekspertów” od sportu, którzy w życiu nie przebiegli więcej niż 50 metrów (i to akurat dlatego, że im autobus uciekał). Mamy też „ekspertów” od reklamy, „ekspertów” od logotypów i „ekspertów” od celebrytów, którzy podobno nic nie robią. Skoro nic nie robią, to idź i rób to nic. Zobaczymy jak ci wyjdzie. Dzieciom też się oberwało i obecnie już niemal każdy „zna się” na wychowaniu dzieci i uważa, że wolno mu głosić swoje prawdy objawione innym ludziom.

Niestety ci wszyscy „eksperci” zapominają, że sam fakt, że mamy prawo się wypowiedzieć na każdy temat, nie oznacza jeszcze, że powinniśmy.

Chcecie zabierać głos?

Proszę was bardzo: Pokażcie mi ludzi, którym wasze rady pomogły. Pokażcie mi dzieci, które wychowywane waszymi metodami, wyrosły na porządnych ludzi. Pokażcie mi profesjonalne badania, o które opieracie swoje wypowiedzi. Pokażcie mi autorytety, których zdaniem się kierujecie. I dopiero wtedy rzucajcie tekstami, że was wychowano w jakiś inny sposób i jesteście normalni. Że was bito i jesteście porządni. Że klapsy są skuteczne. Że czasami trzeba krzyknąć na dziecko, żeby zrozumiało. Że metoda kija i marchewki, jest nie tresowaniem, a jednak wychowywaniem.

Dopiero wtedy, kiedy macie dowody na poparcie tych słów, otwierajcie usta. Dopiero wtedy, gdy jesteście pewni, że nie jesteście zwykłym błędem statystycznym. Błędem, który miał to szczęście, że jemu się udało wyjść na ludzi, pomimo tego jak był wychowywany. A nie dzięki temu.

Nigdy o nich nie zapominajmy

W przeciwnym razie, może się okazać, że wasze poglądy, wyrażone w taki czy inny sposób, skrzywdzą nie tylko wasze dziecko, ale skrzywdzą też cudze dzieci. Bo ktoś weźmie od was ową „dobrą radę”. I przekaże ją dalej. I dalej. I dalej. I to się nigdy nie skończy.

Każda osoba, która twierdzi, że dostawała klapsy i wyrosła na porządnego człowieka, zapomina (lub nie wie) o setkach dzieci chowanych podobnie, które skończyły z ciężkimi kompleksami, nałogami czy depresjami. Zapomina też o tych, których już wśród nas nie ma, bo sobie nie poradziły. Bo wolały skończyć z sobą, niż dalej żyć w ten sposób.

A może jednak powinniśmy o nich zapominać? Czy to byłoby wobec nich w porządku? Czy to byłoby w porządku, wobec następnych pokoleń? Nie uczyć się na własnych błędach? Moim zdaniem jest to niedopuszczalne. Pod żadnym pozorem nie powinniśmy o nich zapominać. Zapominanie o nich, nie byłoby już tylko ignorancją. Zapominanie o nich, byłoby zbrodnią. Zbrodnią przeciwko każdemu pokoleniu, które przyjdzie po nas. Zbrodnią zaniedbania. Zbrodnią, za którą wszyscy w przyszłości zapłacimy, jeśli jej teraz nie powstrzymamy.

Możliwe, że będzie się to wiązało z koniecznością porzucenia wzorców wychowania wyniesionych z rodzinnego domu. Jeśli jednak dzięki temu, nasze własne dzieci wychowamy lepiej, to dlaczego mielibyśmy tego nie zrobić?

Przestańmy się cofać. Zacznijmy w końcu iść do przodu.

Prawa do zdjęcia należą do Norbert.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

19
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Blog OjciecSosnowa 11Katarzyna RykowskamammanaobcasachPaula Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anita JR
Gość

Bardzo dobry tekst, bardzo Ci za niego dziękuję! W sieci, ale też w swojej pracy, ciągle słyszę ten argument – mnie kiedyś coś tam i nic mi nie jest. Zgadzam się również z tym nadmiarem ekspertów, przeraża mnie to, szczególnie w kwestii ekspertów od wszelkich zaburzeń, chorób itp. Mam też taką refleksję o blogerach, oczywiście nie uogólniam, ale bez trudu można zgadnąć, kto podejmie temat, ktorym żyją media. I aż mnie od tych blogów odpycha, bo nie rozumiem tego przekonania, że w każdej sprawie niezbędny jest komentarz.

No to się rozpisałam :) Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za tekst.

Blog Ojciec
Gość

Że też zapomniałem o ekspertach lecznictwa. Ile razy bym nie szukał informacji w sieci na temat jakichś dolegliwości, to zawsze kończy się w ten sam sposób. To zawsze jest rak ;)

Karina Kala
Gość
Karina Kala

Potwierdzam, baardzo dobry tekst. Jak również przyznaję się do tego, że jeszcze kilka lat temu mówiłam jak Ci ignoranci i w jak wielkim błedzie byłam. Kiedy masz już dzieci i zauważasz w koncu, że coś jest nie tak..wtedy właśnie zdajesz sobie sprawę że jednak „te” metody się nie sprawdzają i jak wielką walke musisz stoczyć by się zmienić.

Blog Ojciec
Gość

Ja też walczę. Bo też byłem kiedyś jak oni. Na szczęście z kolejnymi latami, jest już mi coraz łatwiej :) Więc jest jakaś dobra strona tej walki :)

Bartłomiej Panek
Gość

Kamilu, sam wyrastasz poniekąd na eksperta. Tak, tym właśnie jest Twój blog – blogiem eksperckim/parentingowym (niepotrzebne skreślić). Wyrażasz opinię, podobnie jak ja, choć nie o takim samym zasięgu. Ja jestem pełen obaw, pełen sprzeczności i jedyne czym się kieruje, to miłość do własnych dzieci. Pewnie jak każdy rodzic, pragnę dla nich tego co najlepsze, ale nie chcę iść na skróty – a tym między innymi jest bicie i krzyk. Mimo wszystko, nie chodzi przecież tylko o bicie, ale o każdą najmniejszą sprawę w wychowaniu dzieci, kieruje się sercem. Nasi rodzice robili źle, ale poniekąd większość z nas dobrze wychowali –… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Zgodzę się z tym ekspertem, ale ja jeśli komuś daję radę, to zawsze zastrzegam, że w razie problemów i tak polecam spotkanie z lekarzem lub psychologiem, bo moja opinia, to jednak tylko moja opinia. I niezależnie od tego ile intuicji, ile miłości i ile życiowej mądrości bym nie miał – staram się być cały czas na bieżąco z tematyką dziecięcą: czytam książki, inne blogi, rozmawiam z psychologami i przede wszystkim – staram się brać odpowiedzialność za to co piszę. A jeśli popełniam błąd, to potrafię się do niego przyznać. Bo tak się zachowują ludzie, których osobiście szanuję. Ludzie, których ja… Czytaj więcej »

Mc2
Gość

E tam, moi rodzice się nie buntowali gdy im inni radzili i wyrosłam na normalnego czlowieka.

A tak serio to dobrze napisane :)

Blog Ojciec
Gość

Podoba mi się ten rodzaj humoru ;)

anonimowy gall
Gość
anonimowy gall

Czasami mam wrazenie, ze dorosli, ktorzy cierpieli jako dzieci, szukaja w jakims stopniu zemsty, a w jakims stopniu oczyszczenia (nie wiem, czy to dobre slowo; moze: terapii?) poprzez dawanie tego typu rad. To wcale ich nie usprawiedliwia. Uwazam, ze trzeba sie uczyc zarowno poprzez swoje sukcesy, jak i na bledach. Po to mamy te kilka centymetrow szesciennych pod czaszka. Homo sapiens, nie tylko erectus :) Wiekszosc rzeczy, ktore uwazam za sukces w procesie wychowania mojego dziecka biora sie z bledow i brakow, ktore cierpialam jako dziecko. Na przyklad wczesna smierc mojej mamy, jej nieobecnosc przewartosciowala moj czas poswiecany dziecku i… Czytaj więcej »

Gosia Skrajna
Gość

Ja mam poparte własnym doświadczeniem, że bite i krzywdzone allkoholizmem rodzica dziecko nie jest „normalne”… ba, potrzebowało wielu lat terapii aby móc dziś powiedzieć że może i nadal ma nierówno pod sufitem, ale przynajmniej nad sobą pracuje i wie, że powielanie „wychowania jak moi rodzice” wyrządza dzieciom krzywdę. daleka jestem od gloryfikowania swojej pracy nad nowymi zachowaniami, ale to że nie skończyłam jako alkoholiczka czy narkomanka mimo trudnego dzieciństwa nie oznacza, że przemoc w domu wyszła mi na „dobre”…

Blog Ojciec
Gość

Z porządnymi ludźmi, jest podobnie jak z przeciętnymi kierowcami. Każdy uważa się za porządnego człowieka i jednocześnie każdy uważa, że jest lepszym kierowcą niż przeciętny. Problem jest w tym, że jeszcze nikt nie podał definicji, ani porządnego człowieka, ani przeciętnego kierowcy. Więc Ci, którzy uważają się za porządnych, niekoniecznie tacy są.

Paula
Gość
Paula

Wartościowy i potrzebny tekst. Osobiście uważam, że nawet jeśli dziecko, wobec którego w jakiś sposób stosowano przemoc (fizyczną i psychiczną), wyrasta później na „porządnego człowieka”, nie umniejsza to jego bólu i upokorzenia z dzieciństwa. Nawet jeśli za 20 lat ten „porządny człowiek” miałby stwierdzić, że przecież to nic takiego, czy oznacza to, że przez lata do tego czasu należy mu robić krzywdę? Pewnie że nie. Kurde, dziecko płacze TERAZ i widać, że cierpi. Nie rozumiem, jak można kontynuować swoje krzywdzące działania pod pretekstem, że wyrośnie z niego porządny chłop. Może, do cholery, nie dożyje dorosłości, bo dłużej tego nie zniesie!… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Bardzo fajny tekst Ani. Dzięki.

mammanaobcasach
Gość

Wszędzie jest pełno ekspertów od wychowywania dzieci-cudzych!. Wychowuję swoje dzieci myślę dobrze (okaże się za naście lat:-)) nie według swojego uporu- bo mnie tak wychowano to ma się sprawdzić u moich dzieci, ale według tego co jest dobre dla nich, czytam blogi (między innymi Twój :-) ), artykuły i to co uważam, że ma sens i jest poparte praktycznym doświadczeniem- zapożyczam w swoje wychowanie, dzieci mi w tym pomagają. Bo rozmawiając z córką o tym co dzieje się w jej życiu idę z nią i wiem czego potrzebuje i który kierunek jest dobry. Myślę, że każdy odpowiedzialny rodzic ma swój… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Jak mogłaś? ;) Przecież starsze osoby mają zdecydowanie większe doświadczenie i „wiedzą lepiej” :)

mammanaobcasach
Gość

o ja biedna((głupia hihi)matka, nie skorzystałam z tak cennej rady :) :)

Katarzyna Rykowska
Gość
Katarzyna Rykowska

A wystarczyło wytłumaczyć starszej pani, że dziecko chore i ma wysoką temperaturę, a
nie od razu atak;/

Sosnowa 11
Gość

Stwierdzenie „Bicie dzieciom nie szkodzi, mnie bili i wyrosłem na przyzwoitego człowieka” zawiera w sobie paradoks. Za każdym razem mam ochotę odpowiedzieć „Nie jest przyzwoitym człowiekiem ktoś, kto uważa, że bicie słabszych nie jest szkodliwe”. Gdybym miała ochotę na dłuższy wywód, dodałabym: „Uważasz tak dlatego, że byłeś bity, co spowodowało u ciebie rodzaj znieczulicy na tę krzywdę, zarówno wtedy, gdy dotyczyła ciebie, jak i wtedy, gdy dotyczy innych”. Mogłabym jeszcze dodać: „to jeden ze znanych w psychologii mechanizmów obronnych”, ale pewnie by mi się już nie chciało.

Blog Ojciec
Gość

Napisałbym jeszcze jakiś uzupełniający komentarz, ale powiedziałaś już wszystko ;)