Co tak naprawdę kryje się za dziecięcym sprzeciwem i jak ta wiedza może nam pomóc?

Kiedy nasze dzieci mówią nam „nie”, tak naprawdę mają na myśli coś zupełnie innego. Coś znacznie dla nich ważniejszego.

Dziecięce sprzeciwy

Nieodłączna część rodzicielstwa. Nie pójdę, nie zrobię, nie zjem, nie zabiorę, nie posprzątam, nie, nie, nie! „Nie” jest chyba jednym z najczęściej słyszanych słów przez rodziców, szczególnie gdy dziecko pierwszy raz posmakuje jego mocy. Znam wręcz przypadki, gdy dziecko nawet na pytanie czy idzie na lody odpowiadało odruchowo „nie”, by po chwili dopiero się zreflektować. Oczywiście w tym początkowym etapie jest to jeszcze w części nieświadome, ale z czasem dziecięce „nie” nabiera właściwego znaczenia i wtedy właśnie musimy uruchomić naszą uważność.

Błąd poznawczy

W życiu bardzo często jest tak, że skupiamy się rzeczach, które są marginalne. Jeśli natrafimy na kierowcę, który będzie poruszał się wyjątkowo powoli i spędzimy za nim 3 minuty z całego naszego dnia, to jest spora szansa, że później będziemy całą dzień to przeżywać. Zupełnie nie zauważymy tego, że przy okazji minęliśmy setki normalnych kierowców. Gdy ktoś napisze nam na internecie, że jesteśmy głupi, pomiędzy setkami komentarzy, że jesteśmy super, to my skupimy się na tym jednym. I dokładnie tak samo robimy z naszymi dziećmi.

Dzieci potrafią współpracować

Rano wstają, bawią się, ubierają, myją zęby, jadą do przedszkola/szkoły, wracają, jedzą obiad, robią zadanie, rysują, oglądają bajkę, przebierają w piżamy, kąpią się itp. Kolejność niekoniecznie ma tutaj oczywiście znaczenie – to co ma znacznie, to że dzieci robią codziennie setki różnych rzeczy i w zdecydowanej większości nie zgłaszają sprzeciwu (poza gorszymi dniami, ale my też takie mamy).

My natomiast, zamiast zauważyć, że one przez większość dnia z nami współpracują, skupiamy się na tych paru momentach, w których okazały niesubordynację. W których one powiedziały nam „nie”. Dlatego na początku dobrze jest spojrzeć w takim momencie na całokształt, a nie na pojedynczą sytuację. To co jednak ważniejsze, to zauważyć co stoi za dziecięcym „nie”.

Dziecięce „nie”, to w rzeczywistości „tak”

Kiedy dziecko mówi „nie” rodzicowi, ono w rzeczywistości mówi „tak” sobie. Ono mówi „tak” swoim potrzebom. Mówi „tak” sobie, jako osobnemu człowiekowi, który też potrzebuje czasami czegoś dla siebie i który właśnie uczy się dbać również o swoją osobę. Za każdym więc razem, gdy dziecko wypowiada „nie”, daje nam znać, że cokolwiek od niego chcemy, stoi w sprzeczności z jego potrzebami.

„Nie posprzątam klocków” = „chcę z nich coś jeszcze wybudować”.

„Nie odrobię zadania” = „chcę odpocząć”.

„Nie chcę jeszcze wracać do domu z placu zabaw” = „chciałbym się jeszcze na nim pobawić”.

„Nie idę myć zębów” = „teraz ważniejsze jest dla mnie kolorowanie”.

Znając potrzeby, znacznie łatwiej jest nawiązać dialog

Oczywiście najlepiej byłoby, aby dzieci od razu mówiły nam dlaczego nie chcą czegoś zrobić. Albo gdyby był dostępny chociaż jakiś tłumacz pod ręką. Niestety jedyni tłumacze jacy są dostępni w chwili obecnej, to my sami i to my musimy dostrzec dziecięce niezaspokojone potrzeby, które stoją za owym sprzeciwym.

Kiedy jednak nam się to uda, to znacznie łatwiej przyjdzie nam też znalezienie rozwiązania uwzględniającego potrzeby obu stron (szczególnie, że często nie mamy problemu z tym, aby dziecko wybudowało jeszcze jedną małą rzecz z klocków czy jeszcze raz przejechało się na karuzeli, a ono z kolei nie będzie miało później problemu zrobić tego, o co my prosiliśmy). Zamiast więc skupiać się na „nie” i na dziecięcym „nieposłuszeństwie”, pozwólmy sobie zajrzeć nieco głębiej, pod powierzchnię.

Naturalnie nawet przy tym rozwiązaniu nie zawsze uda nam się zadowolić wszystkie strony (czasami możemy zwyczajnie nie mieć czasu, aby spełnić daną dziecięcą potrzebę) i dalej może się czasem pojawić złość czy smutek, ale nawet w takim wypadku dzieci z czasem zauważą, że rodzice ich potrzeby dostrzegają, że są dla rodziców ważne i że jeśli dzisiaj naprawdę nie mogą zostać na placu zabaw dłużej, to gdy tylko będzie taka możliwość, pójdą na niego znowu w najbliższym czasie.

I to właśnie moim zdaniem jest relacja, w którą może i trzeba na początku nieco zainwestować, to jednak jest to inwestycja zdecydowanie warta swojego wkładu.

Wpis zainspirowany książką Małgorzaty Musiał „Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny”. Polecam też przy okazji jej profil na Facebooku dotyczący mądrego rodzicielstwa, który ja sam uważnie śledzę.

Prawa do zdjęcia należą do Mith.

Jeśli spodobał się wam ten wpis, będę wdzięczny za udostępnienie, bo dzięki temu wiedza o takim podejściu do wychowania dotrze do szerszego grona rodziców.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

19
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
EwaBlogOjciecellenJowita DamaszekNiematka niedwójki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tylko dla Mam.pl
Gość

Świetnie to ujałeś, „nie” czasem może być wstępem do ważnej rozmowy i wspólnych ustaleń rodzinnych. Książka tez znakomita, dzięki.

Michał Moskal
Gość

Świetnie napisane. Mogę od siebie dorzucić, że czasem gdy nie mamy czasu aby dziecko zaspokoiło własną potrzebę. Wystarczy z nim o tym porozmawiać. Wytłumaczyć, że za jakiś czas może do tego wrócić: gdy wróci do domu z przedszkola/szkoły, lub jeśli robiliśmy coś wspólnie dokończymy to, gdy wszyscy będziemy już w domu.

StatystycznyKowalski.Com.Pl
Gość
StatystycznyKowalski.Com.Pl

Ostatnio trafiłem na książkę, która dotyczyła tego samego tematu i zawierała zestaw gotowych do użycia narzędzi: „Dziecko, czy muszę ci to jeszcze raz powtarzać?”. Na tej podstawie, uzupełniając o wiedzę czerpaną z Blog Ojciec, wprowadzamy nowe zasady w domu. :)

rz
Gość
rz

Strasznie nieprzyjemny ten tekst o powtarzaniu :p

StatystycznyKowalski.Com.Pl
Gość
StatystycznyKowalski.Com.Pl

Dziękuję za opinię. :)

Olga
Gość
Olga

A co jak moje dziecko nie chce się kąpać i myć zębów bo bawi się klockami a jest godzina 22? Mam po prostu pozwolić by bawiło się nadal? Czy zmusić do mycia i położenia spać? Nie umiem nic zrobic w domu, nie mam czasu dla męża i dla siebie bo moje dziecko ma swoje pory snów, śpi w dzień bo sygnalizuje ze chce spac a potem mimo tego ze intensywnie gania i baw sie nie chce mu sie spać. Zasypiam obok niego prędzej niż on, budzę się o 1 w nocy i dopiero zaczynam wieszac wyprane pranie. Mam sie godzic… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

W jakim wieku jest dziecko?

Olga
Gość
Olga

ma 2,5 roku. Jest bardzo kochany i żywy. Moi bliscy mówią że za bardzo mu pobłażam, że rządzi mną i daje sobie wejsć na głowe. Jestem wielkim przeciwnikiem klapsów i staram sie mieć bliski kontakt z dzieckiem. Jednak skutkuje to tym, że on po prostu rządzi w domu :) Proszę o pomoc w ujarzmieniu tego mojego szkraba, ponieważ od września idzie do przedszkola i mam obawy o to.

Asia
Gość
Asia

Może warto, żeby dziecko miało w miarę stały plan dnia? Rutyna ułatwia dzieciom dopasowanie się do rzeczywistości, pogodzenie z kolejnością pewnych spraw. 22 to bardzo późna pora na sen u takiego maluszka, więc na kąpiel tym bardziej. Może warto skrócic drzemkę w dzień, przesunąć kąpiel na 19, położyć malucha spać koło 20 i mieć wieczór na swoje przyjemności i obowiązki? Wiadomo, nie musi to być ściśle z zegarkiem, ale tak mniej więcej. Można na zegarku tarczowymi nakleić jakieś naklejki, które dziecku zobrazują, że to właśnie pora kąpieli, pora snu. I np pół godziny czy 15min przed tym czasem przypomnieć, że… Czytaj więcej »

Olga
Gość
Olga

Dziękuję za odpowiedź. Staraliśmy się coś takiego wprowadzić ale mały miał oczy jak ping pongi ;) i i tak zasnął o 21:30. Ale postaram sie może tak jak piszesz własnie bardziej konsekwentnie sie tego trzymać i mowić mu wcześniej ze będzie pora na kąpiel, ksiazeczkę i sen żeby był na to gotowy :) dziękuję Ci, a taki zegar tarczowy zrobimy sami :) przy okazji bedzie zabawa w wyklejanki i spróbuje taką metode. Bardzo dziekuje za odpiwiedź:)

Asia
Gość
Asia

21:30 to zawsze lepsza pora niż 22. Poza tym – to przecież musi być proces, dziecko nie od razu musi zaakceptować takie zmiany. U nas też bardzo fajnie sprawdza się czytanie przed snem. Synek ma 14mcy i codziennie wieczorem czytamy Pucia. Kiedy dochodzimy do ostatnich stron, gdzie Pucio i jego siostrzyczka a także wszystkie zwierzątka już śpią, synek wie, że dla niego też już pora spać i nawet sam zamyka książeczkę i wie, że będziemy żegnać świat i domek. Powodzenia!

Ewa
Gość
Ewa

A u nas 20-sto miesięczna zasypia ok 22, nawet po i co z tego że drzemka jest od 12 do 14? Nie umie zasnąć i już. Ma od zawsze stałe pory wszystkiego. Jak zacznie oglądać książeczki na dobranoc to się jeszcze bardziej pobudza. Żadne wcześniejsze zmęczenie na nią nie działa. Poza tym nie chce dać sobie umyć ząbków. Jeden wielki płacz przy tym. Ostatnio musimy jej podawać lek wziewny- też nie. Krople do nosa- ok, inne też ok ale to nie. Ciągle tylko nie. Chciała bym wiedzieć jaka potrzeba się za tym kryje…

Aleksandra T
Gość
Aleksandra T

Świetny tekst ! A ja polecam od siebie książkę „Zatrzymać dzień” – uważam, że to obowiązkowa lektura dla każdego rodzica. Znasz już ją może?

Kamil Nowak
Gość

Nie miałem okazji czytać. Aż tak polecasz?

Aleksandra T
Gość
Aleksandra T

Tak. Bardzo wartościowa książka. Uczy, motywuje, otwiera oczy na wiele spraw… Przeczytałam ją jednym tchem :)
Można zamówić na zatrzymacdzien.pl – szczerze polecam i pozdrawiam :)

Niematka niedwójki
Gość

Ja mam z takimi rzeczami następujący problem. Przeczytam gdzieś, myślę: ma sens, to tak jakby oczywiste. Pamiętam o tym przez jakiś czas, a potem, w wirze obowiązków, utrwalanie tych nowych umiejętności komunikacji schodzi na dalszy plan. Spróbuję i tym razem…

Jowita Damaszek
Gość
Jowita Damaszek

najważniejsze to w sytuacji kiedy dziecko się buntuje, nie wpadać w złość bo wtedy otrzymamy odwrotny skutek.

ellen
Gość
ellen

A jak postąpić z 9 latkiem, który w szkole notorycznie odmawia pracy na lekcjach? Nie chce przepisywać z tablicy, robić zadań, zapisać pracy domowej. Nie i już. Nauczycielka nie jest w stanie go przekonać ani zmusić. I tak od trzech lat. Ręce mi opadają. W domu nie mam z tym problemu. Zupełnie nie wiem, jak z nim rozmawiać…