Jak (nie) namieszać dziecku w głowie, gdy chodzi o pojęcie kłamstwa i prawdy?

O dziwo, nie jest to wcale takie łatwe zadanie, jak mogłoby się czasami wydawać.

Zupełnie niedawno uświadomiłem sobie, że jako rodzice dość często strasznie mieszamy dzieciom w głowach na temat pojęcia prawdy i kłamstwa. Czym jest prawda? Czym jest kłamstwo? Czy powinniśmy nagradzać dziecko za mówienie prawdy i karać za kłamanie?

Przykładowo wiele osób mówi swoim dzieciom, że zawsze należy mówić prawdę. Czy tak rzeczywiście jest? Pamiętam świetny cytat Pana Jacka Walkiewicza, który pozwolę sobie zacytować:

„Dzieci nie udają. Dziecko, gdy widzi człowieka bez nogi, to mówi:
– O, pan bez nogi.
A my mówimy:
– Cicho, przestań.
Po czym zdziwione dziecko pyta:
– To on nie wie, że nie ma nogi?”

Historia zabawna, ale jednocześnie pokazująca jak bardzo potrafi różnić się to co mówimy, od tego co robimy. Jak więc pomóc dziecku odnaleźć się w tych niezwykle trudnych pojęciach jak prawda i kłamstwo?

Przede wszystkim ustalmy jedno

Jeśli chcemy, aby nasze dziecko było z nami szczere, prawdomówne i nie ukrywało przed nami różnych rzeczy ze strachu, to musimy całkowicie porzucić koncepcję kar, w rozumieniu „dziwne rzeczy wymyślone przez rodziców, aby dziecko porządnie popamiętało i więcej tego nie zrobiło”.

Dlaczego? Bo dzieci najczęściej kłamią wtedy, gdy obawiają się, że prawda będzie oznaczała kłopoty. Ewentualnie mówią wtedy, że nie pamiętają albo że nie wiedzą. Strach jest naprawdę bardzo silną motywacją i ludzie (a dzieci w szczególności) zrobią naprawdę wiele, aby uniknąć bólu czy cierpienia stojących za strachem (niezależnie czy fizycznego czy psychicznego).

Jeśli więc chcemy uniknąć częstych kłamstw, musimy zrezygnować z kar w tradycyjnym rozumieniu i zastąpić je raczej rozmową, tłumaczeniem, prewencyjnym działaniem (tam gdzie to możliwe) i naturalnymi konsekwencjami.

Szerzej ten temat poruszyłem tutaj: Czy da się wychować dziecko bez karania (i bez nagradzania)?

Dzieci są sprytniejsze niż nam się wydaje

Oczywiście można pójść inną drogą i za każdym razem przeprowadzać szerokozakrojone dochodzenie i gdy odkryjemy, że dziecko kłamało, to je ukarać, aby miało nauczkę. Jednak o ile sprawdzi się to może w przypadku 4-5 latków, którzy jeszcze nie są zbyt dobrzy w posługiwaniu się tą techniką, o tyle już ośmiolatki potrafią skutecznie kłamać i nie zawsze będziemy w stanie to rozpracować (źródło). A im dzieci będą starsze tym będzie to trudniejsze.

Pozostają więc nam dwie opcje: zaufać, że dziecko nie będzie kłamało w obawie przed wykryciem i karą (a jak już wcześniej wspomniałem – ludzie kłamią najczęściej właśnie dlatego, że się boją, więc takie podejście lekko krzywdzi logikę) albo możemy zaufać, że dziecko nie będzie kłamało, bo nie będzie miało potrzeby kłamać.

Chyba nie muszę dodawać, które wyjście uważam za rozsądniejsze, jeśli naszym celem jest wychowanie odpowiedzialnego dziecka, z którym będzie nasz łączyć silna więź i które będzie otwarte na rozmowę z nami.

Nie mówiąc juz o tym, że takie podejście jest też w najlepszym interesie dziecka i rodzica, którym zależy na bezpieczeństwie, gdyż przy tego rodzaju więzi dziecko od razu nam powie, gdy ktoś je będzie zastraszał, krzywdził itp.

Niestety z konceptem prawdy wcale nie jest łatwiej

Wiele rodziców mówi swoim dzieciom, że zawsze należy mówić prawdę, ale jak pokazała historia na początku – nie do końca tak w rzeczywistości uważamy. Czasami szczera i naga prawda nie jest tym, co my sami uważamy za najlepsze. Czasami prawdę nieco ubieramy. Szczególnie zaś wtedy, gdy na kimś nam zależy i nie chcemy go niepotrzebnie ranić. Najczęstszy i najlepszy przykład to są chyba zerwania („Tu nie chodzi o ciebie”, „To ze mną jest problem”, „Zasługujesz na kogoś lepszego.”).

Czasami zdarzy się też tak, że nawet mając całe życie za sobą i ogrom doświadczenia na karku, dalej nie będziemy potrafili zdecydować czy prawda jest odpowiednim wyborem – ubrana w piękne słowa czy nie. Tak będzie na przykład wtedy, gdy dowiemy się, że bliska nam osoba umiera, zostało jej kilka dni życia, które spędzi przykuta do szpitalnego łóżka i będziemy musieli zdecydować czy jej o tym powiedzieć. Tu nie ma miejsca na oczywiste decyzje.

Czasami zwyczajnie nie znajdziemy gotowych odpowiedzi

Czasami świat nie będzie czarny i biały, nawet gdybyśmy tego bardzo pragnęli.

Dlatego też w mojej opinii, nie powinniśmy dawać naszym dzieciom gotowych i sprawdzonych rad/instrukcji/rozwiązań, bo życie to nie meble do poskładania. Życie jest znacznie bardziej skomplikowane i bardzo często będziemy musieli manewrować między różnymi maleńkimi wręcz niuansami, aby podjąć odpowiednią decyzję, która będzie dopasowana to tej jednej konkretnej sytuacji i która już nigdy więcej się nam nie przyda.

Powtórzę więc pytania, które zadałem na początku:

Czym jest prawda?

Czym jest kłamstwo?

Ja osobiście nie mam odpowiedzi na te pytania. Uważam wręcz, że odpowiedzi na te pytania nie istnieją. Jasne, istnieją definicje encyklopedyczne, ale one nie pomogą nam zdecydować czego powinniśmy użyć w danym momencie. Co będzie dobre, co będzie właściwe? Tego nie dowiemy się z definicji, ani ze złotych rad w stylu „zawsze należy mówić prawdę” czy „kłamstwo jest złe”.

Co więc może nam pomóc? Co może pomóc naszym dzieciom?

Poza tym o czym wspominałem wcześniej? Mi prywatnie bardzo pomaga w poruszaniu się po temacie kłamstwa i prawdy, świetny cytat L. R. Knost, który dotyczy właśnie tego tematu i który pokazuje właściwy kierunek, za którym warto podążać:

„Kiedy dziecko mówi, że jest piratem żeglującym po morzach, siedząc w kartonowym pudełku, doceniamy jego wyobraźnię.

Jednocześnie kiedy dziecko wskaże na człowieka niepełnosprawnego fizycznie lub psychicznie albo który ma nieświeży oddech albo cokolwiek innego, co wprawia nas w zakłopotanie, uciszamy je i mówimy, żeby nie było nieuprzejme.

Kiedy dziecko kłamie, karzemy je i mówimy, że zawsze powinno mówić prawdę.

Jednak w rzeczywistości prawda jest bardzo elastycznym pojęciem, które rozciągamy, kształtujemy i wykrzywiamy, aby dopasować ją do aktualnej społecznej sytuacji i okoliczności, w których się znajdujemy. Karanie dziecka za brak zrozumienia abstrakcyjnej dynamiki prawdy i niuansów interakcji między dorosłymi ludźmi, jest równie nieskutecznie jak hipokrytyczne.

Tymczasem tworzenie atmosfery zaufania, utrzymywanie długotrwałej rozmowy o życiu, komunikacji, związkach międzyludzkich i bycie uczciwym z samym sobą i naszymi dziećmi o tym jak sami ciągle balansujemy z pojęciem prawdy, oferuje naszym dzieciom przewodnictwo i odpowiedni przykład, którego potrzebują, aby zrozumieć rzeczywistą istotę pojęcia prawdy.”

Podpisuję się pod tym obiema rękami i ja osobiście dokładnie tą drogą zamierzam podążać.

Prawa do zdjęcia należą do Donnie.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
MorrriganRodzina Ela Marek Ankasalus salus Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
salus salus
Gość
salus salus

dokładnie tak! – dzieci są cwane i kombinują, jednak gdy my będziemy z nimi szczerzy, nie będziemy ich „karcić” za wszystko – nie będą się nas bać, nie będą kombinować…nie będą kłamać!

Rodzina Ela Marek Anka
Gość
Rodzina Ela Marek Anka

Byłyśmy kiedyś z córką w sklepie i spotkałyśmy panią na wózku inwalidzkim – śliniła się, machała rękoma i mówiła coś do siebie (jej opiekunka płaciła za zakupy). Córka spytała co się dzieje z tą panią więc odpowiedziałam „pani jest chora, wiesz?” i temat jakoś ucichł. Córka wie, widziała i zna osoby chore, niepełnosprawne, to nie jest tematem tabu. I nie wiem czemu miałoby być. Dzieci są ciekawe świata i dzieciom się więcej wybacza. Ja sama będąc dzieckiem spytałam mamę widząc Murzyna jak on śpi, że nie pobrudzi prześcieradła, to rzeczony tylko się zaśmiał. Dzieci są szczere, i o mnie mówi… Czytaj więcej »

Morrrigan
Gość
Morrrigan

Metody moich rodziców często sprowadzały się do wywoływania jakiegoś strachu przed nimi, może nie była to tyrania, ale jednak. Co prawda nie dostawałam lania, klapsów ani nawet szlabanów, ale sroga reprymenda i tzw „kazanie” wywoływało u mnie tak olbrzymią niechęć i stres, że szybko się wyćwiczyłam w kombinowaniu, szczególnie, gdy kompletnie nie wiedziałam, dlaczego czegoś mi nie wolno (a zdarzało się to często). Niestety kłamałam i kłamię nadal perfekcyjnie, nawet dziś w dorosłym życiu mamie się nie zwierzam (ona z kolei jest zbyt szczera i wszystko ocenia nieważne, czy się ją o to prosi czy nie), a w starciu z… Czytaj więcej »