Najbardziej przereklamowane słowo we współczesnym rodzicielstwie

Słowo, które jest niewłaściwie rozumiane przez ogromną liczbę ludzi.

Rozmawiałem ostatnio ze znajomą, która skarżyła się, że nie wie co ma zrobić. Czasami zdarza jej się przy swojej dwójce dzieci stracić panowanie nad sobą i wrzasnąć na nie tak, że aż dzieci sąsiada siadają prosto czy na dokładkę wymyślić jakąś karę, z którą jej uspokojony umysł zupełnie się później nie zgadza (wiecie, coś w stylu „jak nie przestaniecie, to w tym roku odwołujemy święta”). Oczywiście, gdy tylko emocje opadną to rozmawia z dziećmi i owe kary anuluje, jednak nie ma pewności czy powinna. Szczególnie, że teściowa jej ostatnio ostro powiedziała:

– Jak będziesz tak robiła, to dzieci ci na głowę wejdą. Tylko im ciągle mieszasz tą swoją niekonsekwencją. Raz im dajesz karę, potem ją zabierasz, a na koniec jeszcze je przepraszasz za to, że się uniosłaś. Kto to widział tak się płaszczyć przed własnymi dziećmi?

Tak, użyła słowa płaszczyć.

Zacznijmy więc od początku

Czy to dobrze, że ta mama traci panowanie nad sobą i ma gorsze chwilę w swoim rodzicielstwie? Niekoniecznie. Czy to jest najgorsza rzecz jaką może zrobić rodzic? Skąd! Wręcz każdy takie chwile ma i mimo tego, że te chwile może nie są idealne, to są częścią bycia człowiekiem. Szczególnie, że zdecydowanej większości z nas, nikt nie nauczył jak działać pod wpływem silnych emocji i my sami się tego dopiero musimy nauczyć.

Czy zatem później powinniśmy się „płaszczyć” przed dziećmi?

Przede wszystkim ja ani na sekundę nie sądziłem, że moja znajoma się przed kimkolwiek płaszczyła. Nie wyobrażam sobie w ogóle jak można tak określić osobę, która po prostu przeprasza za swój błąd (choć niestety nie pierwszy raz się z takim podejściem spotykam, szczególnie u pokolenia spod znaku „dzieci i ryby głosu nie mają”).

Często czytam o tym jakie to jest ważne, aby nauczyć swoje dzieci mówienia „Dzień Dobry”, „Dziękuję” czy właśnie „Przepraszam”, ale jednocześnie równie często wśród tych porad zapomina się o najważniejszej. O własnym przykładzie. Skoro oczekujemy, że dzieci przeproszą za swoje błędy, to dlaczego my byśmy mieli za nasze błędy nie przepraszać?

„Tak długo jak rodzic myśli, że dziecko musi mu okazywać więcej szacunku, niż on dziecku, wszystko jest stracone.” Jay Morgan

Przeproszenie dziecka daje mu coś więcej niż tylko właściwy przykład

Tak się składa, że dzieci żyją w świecie opanowanym przez dorosłych. Widzą ich każdego dnia. Widzą jak sobie dobrze radzą ze wszystkim. A dzieci? Jak to dzieci. Tu coś wywrócą, tu coś wyleją, tu się zdenerwują, tam coś przez przypadek zniszczą. Ogólnie seria nieszczęść. W efekcie niektóre dzieci mają później wrażenie, że poza nimi wszyscy inni są doskonali i to uderza w ich wiarę we własne możliwości.

Dlatego też pokazywanie dziecku, że błędy są czymś normalnym i że z błędów możemy się uczyć, jest lekcją znacznie wykraczającą ponad samą naukę mówienia „przepraszam”. I dlatego też tym ważniejsze jest, aby to uskuteczniać.

 

Niestety wiele osób stawia konsekwencję ponad zdrowy rozsądek

Gdybym dostawał lajka za każdym, gdy ktoś mówił iż najważniejsza w rodzicielstwie jest konsekwencja, to dzisiaj miałbym tyle lajków co Taylor Swift (#szanuję). W rzeczywistości jednak konsekwencja bywa niesamowicie przereklamowana.

Oczywiście ważne jest, aby trzymać się pewnych zasad i granic, bo to daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Niemniej dotyczy to wyłącznie tych zasad i granic, które zostały wcześniej na spokojnie przemyślane i ustalone (a nawet i te przemyślane zasady trzeba czasami poddać rewizji, bo mogą się nie sprawdzać tak jak powinny).

Zresztą czy naprawdę ktokolwiek chciałby się konsekwentnie trzymać decyzji, które podjął w momencie, gdy jego mózg pracował w prymitywnym, tzw. jaszczurzym trybie i myśli racjonalnych nie było tam za grosz? Na tej zasadzie decyzje podejmują m. in. nałogowi hazardziści, którzy przegrywają całe swoje majątki. Czy to komukolwiek wydaje się rozsądne?

Ośli upór to nie konsekwencja

Dlatego też nie ma co się obawiać tej okropnej „niekonsekwencji”. To czego bardziej musimy się obawiać to ludzi, którzy mylą konsekwencję z oślim uporem i idą w zaparte nawet wtedy, gdy widzą, że krzywdzi to ich samych lub ich bliskich, a robią to tylko dlatego, że ich ego nie potrafi znieść myśli o tym, że popełnili błąd i nie potrafią się do niego przyznać.

W następstwie naszej rozmowy znajoma ostatecznie podziękowała teściowej za „rady” i stwierdziła, że będzie robiła to co jej instynkt (a nie teściowa) od samego początku podpowiadał, bo szczęście jej samej i jej dzieci jest dla niej ważniejsze niż to, co ktoś inny sobie o niej pomyśli czy w jakie „niekonsekwentne” ramki będzie próbował ją wkładać. I tak po rozmowie z nią doszedłem do wniosku, że to bardzo zdrowe podejście.

Prawa do zdjęcia należą do Kate.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

24
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
ElaOlgaKlaudiaIzkaMilena Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Michał Moskal
Gość

W moi skromnym przekonani, najważniejsze w wychowywaniu dzieci jest: przytulanie, okazywanie czułości oraz zrozumienia. Konsekwencja i owszem, ale nie za wszelką cenę.

Książko Miłości Moja
Gość

Kiedy nasze dziecko jest niegrzeczne, stawiamy je w kącie, prosimy o uspokojenie się i chcemy przeprosin. Kiedy my nawalimy, mamy udawać, że nic się nie stało i nam to w sumie wszystko wolno, ale dzieciom już nie? Ja moje dziewczyny traktuje na równi z dorosłymi, zdarza mi się wybuchnąć, rozstawić je po kątach (najlepiej tak, żeby się się nie widziały, bo jak mają kontakt wzrokowy jeszcze pokazują sobie języki i się kłócą), ale zawsze kiedy się załagodzi sytuacja, rozmawiam z nimi i tłumaczę. Rady teściów już dawno olałam, bo stwierdzenie „daj klapsa”, w momencie kiedy starasz się odliczyć dziecka bicia… Czytaj więcej »

Luc Cza
Gość
Luc Cza

U nas postępujemy dokładnie tak samo. Tylko każę im (dwie 7 latki) siadać na łóżkach, w dwóch różnych pokojach, bez zabawek, bez przytulanek, siedzieć i się nie ruszać i być cicho. I kiedy jedna pyta: a można mrugać? – złość mi przechodzi :-) i tłumaczę, że jest mi przykro, kiedy dwie istotki które kocham najbardziej na świecie traktują się tak, jak ja nawet worka ze śmieciami nie traktuję…itp….. O dziwo po tylu latach usłyszałam od Teściowej, że mamy świetnie wychowane córki. Pewnie jutro będzie padał grad ;-) w każdym razie szczerość, miłość, empatia i szacunek. Reszta już pójdzie….. Pozdrawiam

Aleksandra Talacha
Gość
Aleksandra Talacha

A ja nie traktuję moich dzieci „na równi”, bo to ja pracuję na ich i nasze wspólne potrzeby, a nie one na moje.
Niemniej jednak w 100% zgadzam się z Tobą, że dziecko zasługuje na szacunek nie mniejszy niż dorośli. Dorośli rządzą, ale większa władza, to większa odpowiedzialność. Mądry człowiek szanuje innych ludzi i potrafi to okazać także tym, którzy są od niego zależni.

Sabina Gatti
Gość

…”Widzą jak sobie dobrze radzą ze wszystkim….” —- hmmmm…….. jakby dorośli sobie radzili dobrze to świat byłby inny :)

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

A właściwie to czemu ta znajoma się przejmuje gadaniem teściowej? 😉

Barbara
Gość

Racja.Najlepiej jest po prostu po takim słabszym momencie postarać się dziecku wytłumaczyć, że takie momenty ma każdy, że to nie jest nic złego itd. Świetny tekst..:)

Beata Kos
Gość
Beata Kos

Zawsze uważałam, że konsekwencja jest ważna. Jednak przy tym potrzebnny jest zdrowy rozsądek. Bycie konsekwentnym dla samej konsekwencji jest bez sensu. Z drugiej strony brak konsekwencji do granic absurdu też dzieciom nie służy dobrze. Każdy rodzic powinien wypośrodkować wszystko z tą konsekwencją.

Olga
Gość
Olga

Z drugiej strony ja nie chciałabym przyzwyczajać dziecka, że jak się jest w silnych emocjach, to można się nawydzierać, pleść co ślina na język przyniesie, wyładować się na drugiej osobie, a potem WYSTARCZY przyznać się do błędu, przeprosić i wszystko jest ok. Jeśli taka sytuacja jak u znajomej zdarzy się ze dwa razy, to faktycznie ok, ale jeśli będzie powtarzać się cyklicznie, to obawiam się, że właśnie do takich wniosków może dojść dziecko.

Aurelia
Gość
Aurelia

No to wyobraź sobie, że sytuacja zdarza się cyklicznie, ale nie ma potem przeprosin. Problem leży wtedy zupełnie gdzie indziej…

Wolisz nauczyć dziecko, że można się nawydzierać i wyładować na drugiej osobie, a potem wystarczy udawać, że nic się nie stało?

Olga
Gość

A jak Twoje dziecko reaguje na silne emocje? Nie wydziera się? To pogratulować mu samokontroli ;) Nie chodzi o to, żeby bez wyrzutów sumienia się wydzierać, tylko co zrobić, jeśli to się już stało. Przepraszanie nie zwalnia z pracy nad sobą i nad tym, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła.

klaudia
Gość
klaudia

cześć. nie bierz tego do siebie bo lubię Twojego bloga i Twoje podejście do wychowania dzieci ale niemiłosiernie wkurzają mnie tytuły Twoich artykułów czy jak to nazwać. Wyglądają jak nagłówek artykułu z podrzędnej gazety szukającej sensacji: „UWAGA UWAGA Najbardziej przereklamowane słowo we współczesnym rodzicielstwie !!”, „Słowa mojego syna, które nauczyły mnie dojrzalszego spojrzenia na moje błędy”, „Odkąd wprowadziliśmy to w życie, czuję dużo większy luz i przyjemność w byciu rodzicem” co za TO !!! co za słowa !!! łomatko ! nie można napisać narmalnego tytułu?? musi być taka sensacyjność w temacie? w końcu to poważny blog a nie szukanie przypadkowych… Czytaj więcej »

Milena Nowak
Gość
Milena Nowak

Serio?…klaudia nie bierz tego do siebie, ale w mojej opinii to piep..ysz kocopoły.
Jakiejś literóweczki skandalicznej nie znalazłaś może w tekście?

todopieropoczatek.pl
Gość

Zasady warto ustalać po „akcji” :) Na niektóre rzeczy przymykam oko albo mówię: „Nie podoba mi się jak bawisz się mąką. Straszny bałagan się robi”. Wcale nie trzeba wymyślać 109733 zasady na temat jak można, a je nie wolno się bawić. Kropka.

Kamil Nowak
Gość

Myślę, że niektóre rzeczy dotyczące np. bezpieczeństwa przy drodze można ustalić wcześniej, ale jak najbardziej zgadzam się, że nie ma co iść w spisywanie z dzieckiem umowy na 300 stron i wymieniać tam wszystko ;)

JakubPrzybylski.pl
Gość

Super post :) Dokładnie uczmy poprzez przykład. Z tego miejsca chce też podziękować za niedzielny wykład na BCPoznan, mega dawka wiedzy. Dziękuje i pozdrawiam,

Kamil Nowak
Gość

Bardzo się cieszę, że tak został ten wykład odebrany :)

Marta Nowosielska-Nowotnik
Gość
Marta Nowosielska-Nowotnik

W 100% sie zgadzam. Wiele lat temu probowałam to tłumaczyc znajomym. Niestety wtedy byl boom na Super Nianie. Wszyscy ja ogladali i uznawalu za eksperta od wychowania dzieci.(robili tez sobie w domu karne jeżyki i tablice na pkt za dobre zachowanie). To wlasnie Super niania w kazdym odcinku powtarzala:” konsekwencja, konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja”. A rodzice powtarzali za nia..I na prawde fajni rodzice postepowali czasem wbrew sobie bo mysleli że brakiem konsekwencji (ktora byla tylko oslim uporem) krzywde dzieciom zrobia…Ja bylam wowczas zbyt leniwa żeby tablice na pkt zrobic:) i zamiast tego zaczełam czytac o Rodzicielstwie Bliskosci.

Ania
Gość
Ania

Dzięki za ten tekst. Mam podobnie jak Twoja znajoma, tzn czasami tracę cietpliwosc i unosze się zupełnie nie adekwatnie do sytuacji. Zawsze mam potem poczucie winy i przepraszam młodego. Robię tak intuicyjnie. Staram się aby nie było takich sytuacji. Jakoś lepiej się poczułam po tym wpisie :-)

Natalia
Gość
Natalia

Skąd ja to znam. Niemal sytuacja wyjęta z mojego życia, szczególnie jeśli chodzi o ten ośli upór i przyznanie się do błędu. I nie mówię tu o sobie. Ja mam może za miękkie serce ale trzymam się zasady „nie czyń bliźniemu co tobie niemiłe”. Może dzieci wchodzą mi na głowę, ale nie potrafię tak sztywno bez empatii konsekwentnie karać. Bardzo dużo rozmawiamy o każdym przewinienia. Przepraszam dzieci, gdy na nie nakrzyczę. Nie uważam żeby mi to w jakiś sposób ujmowało. Najważniejszy jest przykład, skąd mają wiedzieć jak się zachować jeśli ich tego nie nauczymy. Z tym się w pełni zgadzam.… Czytaj więcej »

Milena
Gość
Milena

Mam gorsze momenty jak każdy, wielokrotnie się tego wstydzę ale jestem tylko człowiekiem, dlatego gdy np. zdarzy mi się unieść tan naprawdę bez powodu to przepraszam mojego pięciolatka bo wiem, że go tym skrzywdziłam i nie ma w tych przeprosinach nic złego, efekt jest tego taki, że jak on jest niegrzeczny to przyjdzie i mnie przeprosi. Syn zna mnie na wylot, mimo, że ma 5 lat rozumie, że czasem mogę mieć gorszy dzień i gdy go przepraszam widzę ulgę w jego oczach bo on przecież tak naprawdę niczego złego nie zrobił. Dlatego przepraszajmy dzieci za swoje błędy, przytulajmy je, mówmy… Czytaj więcej »

Izka
Gość
Izka

A tak schodząc z tematu przewodniego, jak radzicie sobie z emocjami?? Myślę , że trochę za często się unosze i jak widze ludzi, ktorzy sa opanowani w kazdej stresującej sytuacji, to im po prostu zazdroszczę… Macie jakieś swoje sposoby?

Klaudia
Gość
Klaudia

Uwielbiam pana wpisy, zgadzam się z nimi w 100% :)

Ela
Gość
Ela

Zawsze po takim moim wybuchu tłumaczę córce, że to źle, że tak się zachowałam, że nikt nie ma prawa na nią krzyczeć, nawet mama, że to nie jej wina tylko moja, bo mogłam zareagować inaczej, że byłam zmęczona a jak ktoś jest zmęczony, to złości się bardziej. Idealnie byłoby, gdybym w ogóle nie krzyczała. Bardzo się staram, ale czasami wybucham. Dlatego na przykład nie jadę po dziecko zaraz po pracy tylko robię sobie przerwę na wyciszenie się. Ale jak już wybuchnę, to przepraszam i tłumaczę. Zarówno mężowi jak i dziecku