Marzenie, które dla wszystkich rodziców jest tym najważniejszym

Marzenie, które łączy wszystkich rodziców.

_X8A1999_out

Co łączy wszystkich rodziców?

Nie będę ukrywał, że wielu pisze do mnie ze swoimi wychowawczymi problemami. Niektórzy rodzice zgłaszają, że ich dziecko często bije swoje młodsze rodzeństwo i naprawdę próbowali już wszystkiego. Inni mają problem z tym, że ich dziecko nie potrafi odnaleźć się w nowej grupie rówieśniczej, przez co całej rodzinie jest ciężko. Jeszcze inni piszą do mnie, bo nie potrafią zapanować nad własnymi emocjami, co skutecznie utrudnia im to nawiązanie bliższej relacji z dzieckiem.

Gdy przyjrzymy im się bliżej, możemy zauważyć, że ich wszystkich łączy jedno, małe marzenie. Pragnienie szczęścia dla swoich dzieci. Jednak to nie o nim chciałem dzisiaj mówić.

Dzisiaj chciałem powiedzieć o marzeniu, które znajdziemy, jeśli przyjrzymy się owym rodzicom jeszcze bliżej. Marzeniu, które łączy wszystkich rodziców, napotykających wychowawcze trudności. Jedno cudowne marzenie, która sprawia, że są oni niesamowitymi szczęściarzami (chociaż niektórzy już o tym zapomnieli). O jakim marzeniu mówimy?

Największe marzenie

Pamiętacie co było naszym największym marzeniem, zanim zaczęliśmy chociażby myśleć o tym, aby mieć szczęśliwe dziecko?

Tak, dokładnie.

Najpierw było marzenie, aby w ogóle mieć dziecko.

Marzenie, które potrafiło spędzać nam sen z powiek. Marzenie, które u niektórych powodowało nieprzespane noce, u innych mętlik w głowie, a u jeszcze innych emocjonalną loterię. ”

„A co jeśli? A co gdyby? A jak? Kiedy? Gdzie? Czy damy radę? Poradzimy sobie? W jaki sposób?”

Pamiętacie?

Pamiętacie ten czas przed porodem? Tę radość przemieszaną z obawą? Z jednej strony nie mogliśmy się doczekać, aby w końcu ujrzeć nasze dziecko i móc się nim nacieszyć, a z drugiej strony byliśmy w pełni świadomi jak delikatny potrafi być niemowlak i jak wiele niewiadomych jeszcze przed nami. Statystycznie ponad połowa z nas spotkała się z chociażby z żółtaczką niemowlęcą i naświetlaniami w inkubatorze. I wprawdzie człowiek wie, że to nie jest choroba jako taka, a jednak gdy patrzy na swojego malucha w tym inkubatorze, to nie potrafi nie odczuwać chociaż lekkiego strachu. Sam doskonale pamiętam to uczucie i ten strach. Szczególnie, że u nas w jednym przypadku pojawiło się coś więcej, niż tylko żółtaczka.

W niektórych krajach niestety ten strach jest znacznie większy

W niektórych krajach na dzieci czekają niebezpieczeństwa, o których my już od wielu lat nie pamiętamy. Niebezpieczeństwa, które udało się u nas zażegnać. Niemniej rodzice tam mieszkający, mają dokładnie takie same marzenia jak my.

Pragną mieć kłopoty z dziećmi, pragną tego, aby ich dzieci czasem się kłóciły, pragną tego, aby kiedyś nawet wyprowadziły ich z równowagi. Pragną tego, aby kiedyś pobiło się z kolegą czy nawet tego, aby ktoś im kiedyś metaforycznie złamał serce. Bo to będzie oznaczało jedno. Że ich dziecko żyje i że jego życie, przebiega w normalny sposób. Aby jednak do tego doszło, ich dziecko musi przeżyć okres niemowlęcy.

49 tysięcy dzieci

To jest liczba dzieci, które rocznie umierają na tężec noworodkowy. Chorobę, która u nas w Polsce ze względu na odpowiednią profilaktykę, jest już od kilku dziesięcioleci zupełnie nieznana. Chorobę, która niestety dotyka w dalszym ciągu ogromnej liczby ludzi.

Jednak to tylko statystyka. Cyferki. Dlatego też chciałbym, abyście poznali te historie. Historie kilku mam z Angoli, gdzie tężec noworodkowy dalej zbiera swoje straszne żniwo. W trosce o swoje dzieci szukają wsparcia w różnych miejscach: przychodniach, polowych szpitalach, mobilnych punktach szczepień.

Poświęcenie rodziców

Wiecie co mnie najbardziej zaskoczyło? Gdy dowiedziałem się, że niektórzy z tych rodziców potrafili przejść nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt (!) kilometrów, aby dostać się do najbliższego dla nich punktu szczepień. Z małymi dziećmi trzymanymi w chustach lub na rękach! Wszystko to tylko po to, aby upewnić się, że ich dzieciom tężec nie zagrozi. Wszystko to tylko po to, aby upewnić się, że ich dzieci nie będą następnymi ofiarami.

Zresztą kto z nas by tego nie zrobił, gdyby w grę wchodziło życie naszych dzieci?

Niestety w niektórych krajach nawet pokonanie tak wielkiej odległości bywa niewystarczające. Do niektórych miejsc nawet mobilne centra szczepień jeszcze nie dotarły.

Na szczęście jest coś, co możemy zrobić, aby to zmienić. W tym tekście, opisałem jakie to są działania.

Tak, chcę pomóc

_X8A1042_out

_X8A1258_out

_X8A0927_out

_X8A0905_out

_X8A0852_out

_X8A1911_out

_X8A1989_out

Wpis powstał we współpracy z marką Pampers i UNICEF w ramach akcji „1 paczka=1 ratująca życie szczepionka”

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

8
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
mówię co myślęKamil NowakJustyna AnnaKasia Frenczak-SitoBartek z rodzinawpraktyce.pl Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Alicja Kost
Gość

Wsparcie sprawy szczepień – zawsze i wszędzie! <3

Kamil Nowak
Gość

Krok po kroku :)

Hafija
Gość

Tak! <3 To i nasze marzenie! Możesz liczyć!

Bartek z rodzinawpraktyce.pl
Gość

Wielki koncern, ale też wielka pomoc. Możesz na mnie liczyć.

Kasia Frenczak-Sito
Gość

Tak! Możesz na mnie liczyć !

Justyna Anna
Gość
Justyna Anna

Warto poszukać organizacji i fundacji, które zbierają fundusze na edukację oraz poprawę bezpieczeństwa i higieny porodów. Zanim uwierzy się bezgranicznie korporacjom i finansowanym przez nie organizacjom warto poznać fakty na przykładzie Polski: Do końca lat 50. duży odsetek zachorowań (ponad 10%) i zejść śmiertelnych (ponad 30%) w Polsce stanowiły noworodki. Zachorowania wśród niemowląt w wieku 2-12 miesięcy zdarzały się już rzadko. Zasadnicze znaczenie odgrywało środowisko w jakim odbywał się poród i w którym przebywał noworodek. Większość przypadków zachorowań w tej grupie wiekowej wiązała się z porodem poza placówką służby zdrowia, niefachową pomocą porodową. Odpowiedni poziom higieny i opieki nad noworodkiem… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Higiena i edukacja rzeczywiście są ważne i mogą pomóc. Jednak uważam, że to są zmiany, która wymagają znacznych ilości czasu i zmiany na poziomie infrastruktury. A to są ogromne koszty. Niestety w międzyczasie ludzie będą umierać – i my z tym chcemy walczyć. Żeby ludzie się zmienili, najpierw muszą przeżyć.

mówię co myślę
Gość

Tak. Wsparcie szczepień to ważna sprawa i możesz na mnie liczyć :)