Mam dość!

Poniżania, wulgaryzmów, przekleństw i zwykłego chamstwa. Szczególnie wobec dzieci.

hitJakiś czas temu odezwała się do mnie Edyta Zając (www.edytazajac.pl – zdecydowanie! polecam), z prośbą o udział w akcji Mam dość! Oto co napisała:

„Witajcie,

zwierzę się Wam – nasłuchałam się ostatnimi czasy. Pod moim oknem w sypialni rozgrywały się w minionych tygodniach ciekawe scenki, które do dziś mnie przerażają. Główni aktorzy to mały, może 5 letni chłopak i jego mama. Ten maluch dowiedział się, że jest idiotą, debilem, że nie myśli, jest beznadziejny i dostanie pasem za to, że jest głupi. Co pozostanie w głowie tego dziecka? Oprócz miłości mamy, która pewnie jest okazywana, w jego maleńką główkę wtłoczone zostaną brutalne słowa, które pozostaną tam na zawsze.
Bez względu na to, co sobie wyobrażamy na temat dzieci, nie powinniśmy zapominać o jednym. Dzieci są jak gąbki.Chłoną wszystkie słowa, które je otaczają. Chłoną przekleństwa po to, aby powtórzyć je w przedszkolu. Chłoną pełne nienawiści wywody na temat sąsiadów po to, aby ich nienawidzić całym sercem. Chłoną też to, co inni mówią na ich temat. Właśnie dlatego „grubas” będzie zawsze myślał o sobie przez pryzmat tego słowa. „Kościotrup” też. Tak jak idiota, debil, kretyn czy totalna niezdara. Słowa, które kierujemy do dzieci, budują krok po kroku ich przyszłość. Stąd mój mail i prośba o dołączenie do wrześniowej akcji, którą chcę zacząć za kilka dni. 
Mam nadzieję, że mogę na Was liczyć.”

Mam dość!

Zgadzam się z tą ideą wyjątkowo, bo sam mam podobny problem w mojej okolicy (może kiedyś jeszcze o nim napiszę). Najgorsze w takim traktowaniu dzieci jest to, że dziecko, wobec którego stosuje się przemoc fizyczną lub słowną, samo zaczyna stosować tą przemoc wobec innych. Najpierw wobec rówieśników, później wobec rodziców, aż w końcu stosuje ją wobec każdego na swojej drodze. Wzór przemocy przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Podobnie przekazywane są inne problemy, takie jak kompleksy, nałogi, depresja i niskie poczucie własnej wartości. A to właśnie przekazują rodzice okazujący pogardę innym i narzekający na wszystko dookoła. „Gdyby nie ONI (Ci wszyscy źli ludzie w otoczeniu owych rodziców – przyp. autora), którzy podkładają im kłody pod nogi, to oni byłby przecież najlepszymi ludźmi na całym świecie”. Niestety, wszyscy postanowili się zmówić przeciwko nim i oni nic nie mogą zrobić. Nie wierzą w siebie. Nie wierzą, że mogą cokolwiek zmienić. I ten brak wiary przekazują swoim dzieciom.

Mam dość!

I właśnie te dzieci, tracą na tym najbardziej. Bo kiedy spotykam się z takim dzieckiem, zwyczajnie nie potrafię jego winić za to, że zamiast przecinka, wstawia solidną kurwę. W końcu siedmiolatek nie nauczył się jej sam. Nie są też winni rówieśnicy czy szkoła, na których tak często rodzice lubią wieszać psy. Winni są wyłącznie rodzice i najbliższa rodzina. Ta, która nie reaguje. Samemu dziecku co najwyżej mogę współczuć.

Tak samo jak współczuję dzieciom, które boją się odezwać, żeby nie powiedzieć czegoś niewłaściwego, bo zdarzyło im się usłyszeć, że są debilami i skończonymi idiotami. Lub tym, które boją się eksperymentować i odkrywać świat, żeby czegoś nie zepsuć lub nie zniszczyć, bo boją się oberwać. Współczuje zakompleksionym dzieciom, które boją się nawet oddychać, bo może się okazać, że to nie spodoba się ich rodzicom. Współczuje dzieciom, które biją innych, bo taką naukę odebrali od swoich patologicznych rodziców. Współczuje dzieciom, które przeklinają, bo myślą, że tylko wtedy ktoś ich słucha. Współczuje dzieciom, które celową są niegrzeczne, bo myślą, że tylko wtedy ktoś zwróci na nie uwagę. Współczuje dzieciom, które sądzą iż siłowe rozwiązania są jedynymi, które mają znaczenie. Współczuje dzieciom, które od dawna nie były przytulone, bo rodzic sam już siebie przekonał, że jego „głupie” dziecko na to nie zasługuje. Współczuje dzieciom, które od dawna nie usłyszały od rodzica słów „Kocham Cię”.

Mam dość!

A przy tym wszystkim pokładam ogromną nadzieję, w ich rodzicach. Że w końcu przejrzą na oczy. Że w końcu zobaczą w swoich dzieciach, to co widzi większość rodziców. Małą istotę, która ponad wszystko w świecie, potrzebuje ich wsparcia, ich miłości. Bezwarunkowej miłości. Ich dzieci pragną jedynie kochać i być kochane. Pragną być radosne. Uśmiechnięte. A ich rodzice, bezlitośnie im to zabierają. Zabierają im beztroskie i szczęśliwe dzieciństwo, na rzecz swojego przygnębiającego życia. Zamiast dawać im szansę, wciągają ich w swoje problemy. Każdym takim słowem, o jakich pisała Edyta, przekazują dziecku cząstkę nienawiści. Im więcej tych cząstek przekażą, tym większa jest szansa na to, że zamiast wspaniałego, dobrego i współczującego człowieka, otrzymamy kolejnego osobnika, pełnego jadu, zawiści i pogardy dla wszystkich dookoła. Dlatego silnie wierzę, że to się nie stanie i że w odpowiednim momencie Ci rodzice natrafią na jakąś osobę lub na jakąś książkę (tudzież blogera), która im pokaże, że da się inaczej. Że da się lepiej. Że da się pokochać własne dziecko i nauczyć je kochać innych.

Prawa do zdjęcia należą do Petras.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

29
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
HomerJoanna HreczychoBlog OjciecNasze KluskiKuba Osiński Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina Młynarczyk
Gość
Karolina Młynarczyk

Całe moje dzieciństwo zawarte w Twoich słowach,,,dlatego z całych sił staram się teraz by moje dziecko miało zupełnie inne dzieciństwo :-)

Mama Ka
Gość
Mama Ka

„Tak samo jak współczuję dzieciom, które boją się odezwać, żeby nie powiedzieć czegoś niewłaściwego, bo zdarzyło im się usłyszeć, że są debilami i skończonymi idiotami. Lub tym, które boją się eksperymentować i odkrywać świat, żeby czegoś nie zepsuć lub nie zniszczyć, bo boją się oberwać. Współczuje zakompleksionym dzieciom, które boją się nawet oddychać, bo może się okazać, że to nie spodoba się ich rodzicom.” – jestem takim dorosłym… Dzieciństwo kładzie się cieniem na całe moje obecne życie, kiepsko radzę sobie w grupie ludzi. Zawsze boję się, że tak na prawdę nikogo nie interesuje moje zdanie, że nikt nie chce mnie… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Tutaj możesz czuć się jak Królowa Świata :) To jest strefa całkowicie bezkompleksowa :)

A jeśli myślisz, że nikogo nie interesuje Twoje zdanie, to wiedz, że właśnie zainspirowałaś mnie do kolejnego tekstu :)

Kuba Osiński
Gość

No to mam podobnie. Staram się radzić z tym przy wsparciu żony i teraz córki. Staram się to też przelać na bloga, ale mam opory przed pisaniem wszystkie, co chce z obawą, że jednak nie powinienem. Będę się starał! :-)

Mama Filipa
Gość
Mama Filipa

Zgadzam się z poprzedniczkami. Moje dzieciństwo i młodość odbija się głośnym echem w moim dorosłym życiu. Tak samo jest z moim mężem. Dlatego teraz chcemy stworzyć dzieciom inne warunki, ale na niektórych wpłynąć nie możemy. Możemy starać się ich odseparować od toksycznych osób, ale jak to zrobić w najbliższej rodzinie? Ostatnio właśnie z takich powodów sprawy stanęły na ostrzu noża. Nie wiem, jaki będzie finał tej sytuacji. Czas pokaże.

Blog Ojciec
Gość

W takich sytuacjach bardzo często niewiele można zrobić. Bo jednak wchodzić na drogę wojenną, żeby spróbować uleczyć jedną osobę, może nie być warte świeczki, tym bardziej, że często ta osoba, nie chce zostać uleczona. Chyba najlepsze rozwiązanie, to skupienie się na sobie i swoich najbliższych – udowodnienie, że nasza przeszłość nas nie definiuje. Róbmy to, co słuszne, a jeśli nam się uda – inni z biegiem czasu podążą za nami. Nawet jeśli musimy na to jeszcze poczekać.

Mama Filipa
Gość
Mama Filipa

W tym wypadku rzeczywiście niewiele można zrobić, bo całe otoczenie tej osoby go usprawiedliwia, że „on już taki jest”. A nam się to nie podoba. Ja osobiście też mam dość takiego traktowania, zwłaszcza teraz, kiedy jestem w ciąży i potrzeba mi spokoju. Dlatego wspólnie z mężem stwierdziliśmy, że na trochę się odseparujemy. Możliwe, że reszta coś zrozumie i może jakoś wpłynie na jego zachowanie.

Iwona Wardal
Gość
Iwona Wardal

Nie znam sytuacji, ale skoro piszesz, że kontakt z tą osobą jest dla Ciebie tak stresujący, że czujesz że szkodzi Tobie i dziecku – to wierzę, że odseparowanie się od takiej osoby jest najlepszym wyjściem. :( Nie sądzę, by reszta rodziny „wpłynęła” na krzywdzącą Was osobę, skoro dotąd ją usprawiedliwiali (taki magiczny krąg może przerwać jedynie bardzo gwałtowna zmiana, nie sądzę, by nie odwiedzanie kogoś/nie zapraszanie do siebie tutaj wystarczyło), ale życzę, by sprawa rozwiązała się w pierwszej kolejności z korzyścią dla Twojej najbliższej rodziny i Ciebie (bo to nie Wy ponosicie odpowiedzialność za nierozwiązane problemy dorosłego członka dalszej rodziny),… Czytaj więcej »

Bartłomiej Panek
Gość

Nie pozostaje nic innego, jak tylko przyłączyć się do akcji.

Blog Ojciec
Gość

Szczerze zachęcam :)

Sabina Gatti
Gość
Sabina Gatti

A ja oprócz tego, że też współczuję wszystkim obecnym dzieciom i tym które przyjdą jeszcze na ten chory świat to współczuje sobie samej, że przyszło mi żyć w tak chorym społeczeństwie i wśród tak poranionych dorosłych :(

Blog Ojciec
Gość

Może dzięki nam, nasze dzieci nie będą już musiały tego przeżywać?

Sabina Gatti
Gość
Sabina Gatti

Hmmmmm….. jestem optymistką ale w tym temacie jakoś brak mi tego optymizmu, jest nas zbyt mało jeszcze :( j

lavinka
Gość

Ja czasem jestem linczowana, gdy otwarcie piszę, że nie zamierzam krzyczeć na moje dziecko i że są ważniejsze rzeczy niż odjazd pociągu czy dotarcie na czas do przedszkola czy do pracy. Że wolę się spóźnić, ale w spokoju ubrać swoje dziecko. Bez krzyku, bez popędzania, bez frustracji, że mam złe i nieposłuszne dziecko. I że jak tak można pozwalać dziecku na wszystko, powinnam je dyscyplinować i uczyć obowiązków, choć jeszcze nie umie mówić. Wiesz, ze bywają ludzie, którzy zmuszają już dwulatki do odkładania zabawek na miejsce? I oczywiście ten żal i złość, gdy dwulatki dość jasno dają do zrozumienia, co… Czytaj więcej »

Marthaha
Gość
Marthaha

Pamiętajmy też, że tyle ile rodziców tyle sposobów i efektów wychowania, raczej czytaj: wpływania na kształtowanie osobowości dziecka. Nie może być też tak, że w odległej perspektywie wszystkie obecne dzieci, potem dorośli, będą dobrzy, spokojni, empatyczni, silni w wierze w siebie etc, stonowani, nieprzeklinający etc. Pamiętam jeden z odcinków Super Niani (owszem, lubiłam oglądać), która mówiła, że złe emocje dziecku też trzeba pokazać – i krzyk i złość i rozczarowanie i smutek itd. – a to wszystko najlepiej w domu, w zaufanym i bezpiecznym otoczeniu. Brutalne zderzenie nastolatka z rzeczywistością w jakiej przyjdzie mu dojrzewać nie oszczędzi dziecka i z… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Wiele razy już pisałem o tym, żeby nie popadać ze skrajności w skrajność i nie idealizować roli rodzica. Bo wtedy stawia się dziecku bardzo wysokie wymagania. A przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy popełniamy błędy. Najważniejsze to pokazać dziecku, że zauważamy swój błąd i potrafimy się do niego przyznać. Że nawet jeśli jesteśmy źli i wściekli i robimy niemądre rzeczy, to staramy się z wszystkich sił, żeby nie skrzywdzić przy tym nikogo, ani niczego. Dzięki temu dziecko dostaje sygnał – nie musisz być doskonałe. Bycie niedoskonałym oznacza byciem człowiekiem.

Tedi
Gość

Niestety aż za wiele znam rodzin, które poniżają swoje dzieci. Strasznie to smutne patrzeć na te maluchy. Na mnie też dzieciństwo się bardzo odbiło i każdego dnia muszę z tym walczyć. Tyle że u mnie odbiła się przyjaźń z osobą, której lepiej byłoby nie spotkać na swojej drodze.

Solhem
Gość
Solhem

Trudny temat szczególnie ze człowiek jest bezradny. Znam wiele rodzin ludzi wykształconych który poniżają swoje dzieci i dają przysłowiowe klapsy. I uwierzcie próbowałam rozmawiać ale to jest tak jak alkoholików wmawiać ze ma problem z piciem to chociaż by go bili to się nie przyzna. A nawet jeśli tak to powie przecież nie on jeden i ludzie z tym żyją. I ta bezradność mnie dobija. P.S usłyszałam raz od takiego rodzica cytuje: jestem ciekawy co z tego twojego dziecka wyrośnie (w domyśle skoro go nie bijesz). Mam wspaniała córkę i cieszy mnie to że mnie szanuje a nie się mnie… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

To jest zmiana, która musi zająć czas. Dopiero jak niebite dzieci dorosną i dojdą do głosu, będzie można zobaczyć, że dało się. Że naprawdę są dojrzałymi, troskliwymi i dobrymi ludźmi, w przeciwieństwie do tych wszystkich agresywnych, pogardliwych i zakompleksionych, którzy bili bici.

Nasze Kluski
Gość

Wszystko ładnie, pięknie, tylko co zrobić w takich sytuacjach? Bo ja, na przykład, szczerze nie wiem.

Blog Ojciec
Gość

Jest akcja „Reaguj. Masz prawo.”. http://jakreagowac.pl/

Iwona Wardal
Gość
Iwona Wardal

Tak, mamy prawo, a nawet moralny obowiązek reagować, gdy bezbronnemu człowiekowi dzieje się krzywda. Pytanie nie brzmi „Czy reagować?”, ale „Jak reagować?”. Podobnie, jak Nasze Kluski zwykle nie wiem, jak powinnam się zachować… Agresją nie zwalczę agresji, a taki agresywny człowiek (niekoniecznie rodzic) zwykle odbiera KAŻDY komunikat jako atak na siebie. Ja sobie poradzę z informacją, że „to nie moja sprawa i mam się zająć swoim życiem, zamiast wp***rzać się komuś w wychowanie jego dziecka”, ale zawsze wydaje mi się, że lęk i poniżenie, które wywołałoby w takim niedowartościowanym człowieku moje (choćby najłagodniejsze i najbardziej słuszne) zwrócenie uwagi, wyładowano by… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Myślę, że problemów obcych ludzi nie naprawimy, bo to jest niemal nie wykonalne. Nie w czasie paru minut, jakie możemy mu poświęcić, gdy on w taki czy inny sposób krzywdzi swoje dziecko. Możemy przerwać sam akt, ale nigdy nie będziemy mieli pewności, że ten człowiek do niego nie powróci, gdy nas nie będzie.

Pytasz jak reagować – na stronie, którą wyżej umieściłem jest dosyć dokładna instrukcja. Niemniej najważniejsze co możemy zrobić, to zareagować, gdy sytuacja dotyczy kogoś bliskiego. Jak? Poprzez rozmowę. Podrzucenie odpowiednich książek. Polecenie psychologa. Cokolwiek. Zawsze jest jakiś sposób.

Nasze Kluski
Gość

„lub użyj przykładowej historii (tzw. z życia, z morałem). Daj do zrozumienia, że bicie/zaniedbanie szkodzi dziecku.” Oj jakby mi ktoś taką „parabolą” przywalił w momencie zdenerwowania to dopiero bym poleciała. No ale fakt, celem ataku nie byłoby już dziecko :)

Blog Ojciec
Gość

Czyli efekt zostałby osiągnięty :)

SposobyNaDzieci
Gość

Trzeba o tym mówić i pisać bo problem rzeczywiście jest ogromny. Pierwszym co trzeba zmienić w głowach społeczeństwa to poczucie, że to nie nasza sprawa. W takich sytuacjach niestety większość z nas po prostu nie ma odwagi zareagować. Słyszysz – zareaguj. Powiedz cokolwiek by przerwać wodospad złych emocji.

trackback

[…] na dwa artykuły na Blog Ojciec, jeden pod bardzo podobnym tytułem, jak ten: „Mam dość!” i drugi: „Jestem najlepszy„. Jest to swego rodzaju odpowiedź, […]

Joanna Hreczycho
Gość
Joanna Hreczycho

Reagować trzeba zawsze. W końcu nie otacza nas sama patologia, „zwykły” człowiek może mieć ciężki dzień i puszczą mu nerwy. Wtedy spokojne zwrócenie uwagi może pomóc. A jeśli tylko wzmaga agresję? Cóż, zdarzyło mi się już tłumaczyć, że mam prawo wezwać policję. I że pani/pan mogą mieć nawet ograniczone prawa rodzicielskie. Na to jakoś zabrakło argumentów.

Homer
Gość
Homer

A ja mam dość tego, że moje dziecko krzyczy, gryzie i bije mimo, że nie ma takiego przykładu w domu. Nigdy nie widziało podniesionej ręki ani prawdziwej kłótni. Jest otaczane miłością a mimo tego coś z nim nie tak.
Łatwo jest pisać „idealne” rzeczy gdy jest idealnie.
Sorry, musiałem się wypisać.