List ojca bitego jako dziecko, który nam wszystkim może dać nadzieję

Dostałem list od ojca, który jak sam przyznawał, był wychowywany w rodzinie, w której kabel służył nie tylko do zasilania prodiża, czy żelazka. Jednak gdy dotarłem do końca tego wpisu, postanowiłem poprosić autora o zgodę na jego publikację, bo mam wrażenie, że daje on ogromną nadzieję wszystkim rodzicom, którzy dorastali w rodzinach, w których pojawiała się przemoc i którzy z jej skutkami mierzą się do dziś.

„Witam. 

Regularnie czytam pańskiego bloga. Bardzo mi pomaga, czerpie z niego wiele pożytecznych informacji, które pomagają mi w nierównej walce, z samym sobą. Mój ulubiony wpis, do którego regularnie wracam to: „29 RZECZY, KTÓRE WARTO MÓWIĆ DO DZIECI”.

Mam dwóch synów… Ale może zacznę od początku

Wychowałem się w tradycyjnej polskiej rodzinie z przełomu lat 80 i 90. Takiej w której kabel służył nie tylko do zasilania prodiża, czy żelazka. Miał również zastosowanie dydaktyczno-wychowawcze. Rodzice, zwłaszcza ojciec, trzymali mnie krótko. Myślę nawet, że za krótko. Klapsy, lanie i krzyki, były normą wychowawczą. W rodzinie panował „chłód”, co sprawiło, że zacząłem się wycofywać.

Z samym sobą było mi dobrze… 

Z rodzinnego domu wyniosłem: obgryzanie paznokci, jąkanie się, nerwicę, wyparcie, oraz ślepotę uczuć (aleksytymia – sprawia że nie czuję potrzeby by okazywać uczucia innym osobom, nawet najbliższym). Obecnie mam 35 lat i jestem w drugim związku małżeńskim, pierwszy rozpadł się po siedmiu latach – głównie dlatego, że nie potrafiłem wyrazić, okazać swoich uczuć do żony. Kochałem ją, ale nie potrafiłem jej tego pokazać, co poskutkowało tym, że z biegiem czasu zaczęliśmy żyć obok siebie.

Z obecną partnerką mam dwóch synów, starszy trzy letni, młodszy nie ma jeszcze roku. Przez pierwsze półtora roku życia, starszy syn, był przeze mnie marginalizowany, nie potrafiłem go traktować tak, jak powinienem. Nie tuliłem, nie całowałem, nie mówiłem że kocham.

Byłem daleko, choć tuż obok

Wtedy dowiedziałem się o rodzicielstwie bliskości. O wychowywaniu dzieci bez przemocy, krzyków. W domu pełnym miłości, zrozumienia i wzajemnego szacunku. Postanowiłem żyć wbrew własnej naturze. Okazywać uczucia, być blisko. Nie jest łatwo, ale zmiany przynoszą efekty. Krokiem milowym stał się moment, gdy starszy syn, sam z siebie powiedział: kocham Cię tatusiu.

Dojście do tej chwili zajęło półtora roku

Na początku było dziwnie, nawet strasznie, czułem się źle. Działałem w brew sobie. Co jakiś czas w mojej kieszeni wibrował telefon. Na początku nie byłem wstanie, tak bez „popchnięcia” zrobić miłego gestu. Wiec ustawiłem sobie szereg przypomnień. Przytul, daj buziaka, pochwal… Wychodząc do pracy, naklejałem na drzwi wejściowe od strony dworu, małą kartkę z napisem: przywitaj się czule. Z uporem, każdego dnia, poświęcałem synkowi czas, rozmawiałem z nim (chociaż to były bardziej monologi), tuliłem tak bez okazji, zacząłem dawać buziaki, chwalić za osiągnięcia… 

Mniej więcej po roku, ludzkie odruchy weszły mi w krew

Na obecnym etapie nie korzystam już z przypomnień. 

Ślepota uczuć nadal mi towarzyszy, ale teraz potrafię nad nią zapanować. Wymaga to ciągłego skupienia i obserwowania własnego zachowania. Lecz da się. 

Zaczęło się niewinnie, od pierwszego klapsa który dostałem od rodziców. Cieszę się ze zmian jakie zachodzą w społeczeństwie, z większej świadomości rodziców, którzy pojęli, że wychowywanie przemocą jest złe. Mam też ogromną nadzieję, że ci ludzie którzy nadal wierzą w klapsy, zdadzą sobie sprawę z dalekosiężnych skutków, jakie ta metoda wychowawcza z sobą niesie.

Bo klapsy dane dzisiaj dzieciom, odbiją się echem za wiele lat, w życiu dorosłych wtedy już ludzi. „

Mi pozostaje już nic więcej jak poprosić was o to, żeby udostępnić apel tego ojca i by dotarł on do jak największego grona ludzi, którzy są na etapie w swoim życiu, w którym potrzebują usłyszeć takich słów. Może dzięki temu chociaż kilkoro dzieci nie będzie musiało przeżywać tego samego.

Prawa do zdjęcia należą do Elvert.

11
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
1 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
Blog Ojciec, słów kilka – Blog hejterJustynaEwaPamelaGrzegorz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Małgorzata
Gość

To naprawdę świetny pomysł, by opublikować taki post. Oby żyło się nam wszystkim coraz lepiej. Nigdy nie może być”za dobrze”.

Michał
Gość
Michał

Są sytuacje w których warto zebrać się na odwagę i otworzyć się przed innymi, dzieląc się własnymi doświadczeniami, nawet jeśli są smutne lub traumatyczne. Te przedstawione przez autora listu, są dowodem na to, że nie trzeba powielać błędnych schematów. Dowodzą, że dzieci i ich szczęście warte są wszelkiego trudu.

A....
Gość
A....

uklony i szacunek. Ja jestem DDA, alkohol, krzyki, bicie rzadzilo w moim domu. Rowniez sie wycofalam, nie czuje milosci mimo ze najblizsi mowia ze kochaja. 2 dzieci i tez mimo ze nie czuje takiej potrzeby przytulam, caluje, czytam i ucze sie. Z dziecmi troche latwiej, ale z doroslymi i ukazywaniem uczuc w stosunku do nich bardzo mi ciezko. Nie do konca wiem czy poczucie litosci czasem nakazuje mi pokazac i „udawac” milosc…

Izabela
Gość
Izabela

Ja też jako dziecko dostawałam pasem, za np. ucieczkę jako 3 letnie dziecko (to że dziecko biegnie to kwestia jego natury), z czasem kar cielesnych było mniej, za to dużo krzyku, co powoduje, że sama ze sobą muszę walczyć, by nie krzyczeć na mojego dwulatka, gdy testuje granice. Przez takie wychowanie zamiast w ciąży myśleć jaką chciałabym być matką, myślałam raczej jaką nie chcę być, czego nie chcę robić… Naszym dzieciom być może będzie łatwiej, gdy nie będą mieć wpojonych takich negatywnych zachowań

Kasia
Gość
Kasia

Ja również dorastałam w rodzinie pelnej przemocy, nie tylko fizycznej ale również psychicznej. Dopóki nie zostałam matką wierzyłam, że klaps to dobra metoda wychowawcza. Nie bicie, ale klaps. Kiedy już urodziłam syna trochę zaczęłam w to wątpić, ale wiadomo tak małego dziecka nie ma jeszcze za co karać klapsem, więc do końca nie miałam sprecyzowanego zdania na ten temat. Gdy nadeszła chwila, że nie wytrzymałam i uderzyłam go po raz pierwszy (i ostatni zarazem) uświadomiłam sobie, że on robił juz gorsze rzeczy, które wzbudzały większą moja złość, a tego dnia po prostu miałam gorszy nastrój, byłam bardziej zmęczona, nie wiem… Czytaj więcej »

Ewa
Gość
Ewa

Ja niestety wychowałam się w podobnym domu. Dlatego nie zdecydowałam się na dzieci. Każdy chyba inaczej reaguje – mam 3 rodzeństwa, wszyscy poza mną mają dzieci. Mam wrażenie, że oni za wszelką cenę chcą naprawić błędy naszych rodziców – pozwalają dzieciom na wszystko.

Ja wiem że byłabym fatalną matką. Wspomniana ślepota uczuć plus bardzo niskie (praktycznie zadne) poczucie własnej wartości, stany depresyjne. Wszystkim łatwo oceniać – jak ktoś nie chce mieć dzieci to jest egoistą. Nie zawsze tak jest. W moim przypadku egoizmem byłoby posiadanie dziecka. Dla mnie niestety nadziei już nie ma…

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Cierpię, w zależności od diagnozy, także na aleksytymię. Chłód emocjonalny towarzyszy mi od bardzo wielu lat. Wszystkie moje związki legły w gruzach. Straciłem emocjonalnie dorosłe już dziś dziecko. Mój obecny związek, w którym mam dwójkę dzieci, niewiele starszych od dzieci Autora listu, doświadczają tego, czego się nauczyłem dawno temu. Też dostawałem lanie kablem od żelazka. Biła matka. Ojciec, co ciekawe, nigdy na mnie ręki nie podniósł, ale był człowiekiem biernym i wycofanym z relacji. Co więcej, myślałem, że w toku różnych terapii uporałem się z pewnymi sprawami, demonami związanymi np. z gniewem, agresją, lecz one ujawniły się bardzo mocno w… Czytaj więcej »

Justyna
Gość
Justyna

Spróbuj więc tego samego, co autor: przypominaj sobie o ważnych rzeczach, które jako ojciec i mąż powinieneś robić – aż staną się częścią Ciebie i przestaną być tylko fasadą. Skoro szukasz pomocy, to ją znajdziesz.

Pamela
Gość
Pamela

Myślę, że problemem tego Pana nie jest fakt, że rodzice go bili, tylko że nie okazywali mu uczuć. Takie same skutki byłyby, gdyby go nie bili, ale wychowywali chłodno. Ja od moich rodziców nie raz dostałam, ale oprócz tego, że wiem jak boli pasek, rodzice też spędzali ze mną mnóstwo czasu, przytulali, bawili się, mówili że kochają, dawali buziaczki. Chociaż mam 27 lat, wciąż potrafię usiąść tacie na kolanach i się przytulić. Więc nie demonizowalabym aż tak bicia, bo problem leży gdzie indziej.

Ewa
Gość
Ewa

Młody tatusiu. Twój list świadczy o samorozwoju co mnie bardzo cieszy ale w Waszym pokoleniu nie jest tak popularne. Nie szukaj winy w ojcu tylko niestety w dziadku albo jeszcze dalej.

trackback

[…] spośród wpisów bloga jest: „LIST OJCA BITEGO JAKO DZIECKO, KTÓRY NAM WSZYSTKIM MOŻE DAĆ NADZIEJĘ„. Tak się składa, że znam tego ojca osobiście. Miałem okazję obserwować, jak boryka […]