Jak uniknąć eskalacji konfliktów z dziećmi?

Czy jest na to jakiś sposób?

konflikt

Eskalacja rodzinnych konfliktów: pochodzenie nieznane

Zdarza wam się, że jakaś mała i zupełnie nie znacząca sprzeczka z dzieckiem, przeradza się nagle w ogromny konflikt? Konflikt, po którym jesteśmy wściekli, spoceni i obrażeni na nasze dziecko (i na cały świat), z powodu jakiejś bzdury? Jakiegoś niepodniesionego papierka czy niewypowiedzianego „dzień dobry” (tak, dla niektórych to też jest powód)? I najlepsze jest to, że sami nie wiemy jak się tam znaleźliśmy lub wręcz obiecywaliśmy sobie już kiedyś, że więcej tak nie zrobimy?

Dzisiaj mam więc kilka rad, jak skutecznie unikać takich zupełnie niepotrzebnych konfliktów.

Bilans zysków i strat (a w zasadzie tylko strat)

To jest pierwsza rzecz, którą robię w sytuacji, w której pojawia się konflikt na linii rodzic-dziecko. Analiza czy to co zrobiło moje dziecko, przyniosło jakieś rzeczywiste straty? Czy ktoś został skrzywdzony? Czy zostało uszkodzone coś o dużej wartości? Innymi słowy: Czy naprawdę warto wojować z dzieckiem o to, że wylało na siebie mleko, mimo upomnień, żeby nie biegało? Szczególnie, że takie wylanie mleka na siebie, jest dla dziecka bardzo często lepszą nauczką, niż nawet najlepsze tłumaczenia. Więc może wręcz warto to mleko postawić gdzieś na brzegu blatu, zamiast ciągle dziecku upominać, żeby nie biegało? ;)

Zresztą pisałem kiedyś o teście jajka, który każdy rodzic powinien na sobie przeprowadzić. Więc jeśli go nie robiliście, to najwyższa pora.

Czasami jednak to pytanie nie wystarczy i w takich sytuacjach, zadaje sobie jeszcze jedno:

Czy to miało miejsce w przeszłości?

To jest drugie pytanie, które sobie zadaje i jest ono w zasadzie pytaniem najważniejszym z najważniejszych: Czy to jest sytuacja, która się powtarza? Czy moje dziecko nigdy nie podnosi papierków czy akurat w tej wyjątkowej sytuacji? Czy zawsze rozlewa mleko po kuchni czy akurat dzisiaj? Nigdy nie sprząta pokoju czy tylko czasami?

Pojedyncze sytuacje nie definiują nasze życia

Widzicie, w naszej drodze ku byciu idealnym rodzicem, bardzo często zapominamy, że nasze dziecko, nawet jeśli się nam czasami sprzeciwi i nie zrobi czegoś zgodnie z naszymi wymagania – to jeszcze nie znaczy, że już zawsze tak będzie. Nawet osoby, które należą do Green Peace, kiedyś nie podnosiły papierków. Podobnie dam sobie paznokieć obciąć (albo i dwa!), że nawet Perfekcyjna Pani Domu miała w swoim życiu etap, w którym nie sprzątała własnego pokoju. Czy to jednak przesądziło o ich życiu? Bynajmniej.

Jak często się zdarza?

Dlatego też informacja czy nasze dziecko sprzeciwia się wykonywaniu danej czynności stale czy tylko raz na jakiś czas, jest niezwykle istotna.

Jeśli robi to stale – wtedy oczywiście, powinniśmy podjąć się jakiegoś działania. Porozmawiać, wytłumaczyć, pokazać film, narysować wykresy, zabrać na szkolenie, zorganizować mu wyjazd integracyjny (dobra, zapędziłem się – ale wiecie o co mi chodzi ;).

Jeśli natomiast jest to sytuacja wyjątkowa (a jestem pewny, że tak będzie w większości sytuacji), to moim zdaniem najlepiej będzie zwyczajnie odpuścić. I zamiast walki, podjąć dialog, aby znaleźć źródło sprzeciwu. Może nasze dziecko ma gorszy dzień? Może jest zmęczone? Może pokłóciło się z kolegą? Może coś go boli? Powodów sprzeciwu może być naprawdę wiele, ale nigdy go nie znajdziemy, jeśli zamiast pomocy czy dialogu, zaserwujemy dziecku karę i odetniemy je od siebie. Bo dla niego będzie to sygnał, że przy rodzicach musi być zawsze idealne, inaczej może stracić ich miłość. A przecież nie taki sygnał chcemy wysyłać?

Dlatego ostatnia moja rada brzmi: wyluzujmy

Jako rodzice, często czujemy na sobie ogromną społeczną presję. Czujemy, że społeczeństwo wymaga od nas odpowiedniego zachowania naszego dziecka. W końcu to my jesteśmy za nie odpowiedzialni. I społeczeństwo uważa wręcz, że nasze dziecko zawsze musi być posłuszne rodzicom. Bo inaczej ktoś mógłby pomyśleć, że jesteśmy złymi rodzicami. A jeśli spełnimy te wysokie normy, to będziemy tymi dobrymi rodzicami i będziemy mogli chodzić z dumnie podniesioną głową.

Ja natomiast wam mówię – nie istnieją żadne dzieci, które przez społeczeństwo zostałyby uznane za idealne. Nie istnieją. Zawsze znajdzie się jakaś maruda, która się do czegoś przyczepi. Więc wyluzujmy, bo i tak wszystkich nie zadowolimy. I nawet jak dziecko czasem nam się sprzeciwi, to nie jest jeszcze casus beli, do wszczynania trzeciej wojny światowej.

„Nie potrafię podać niezawodnego przepisu na sukces, ale mogę podać przepis na porażkę: staraj się zawsze wszystkich zadowolić.”Herbert Bayard Swope

Czasami dobrze jest siebie samych zapytać, co jest dla nas ważniejsze: samopoczucie społeczeństwa czy samopoczucie naszego własnego dziecka, które kochamy ponad życie? I później postępować zgodnie z odpowiedzią na to pytanie.

Prawa do zdjęcia należą do Petras.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

10
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Blog OjciecTata Potworamctiggle .piwnookaDagmara Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Meduza
Gość

Byłam świadkiem pewnej dość żenującej sytuacji, gdzie rodzice prosili, wręcz błagali swoje dziecko, żeby przeprosiło drugie. OK przeprosiny za wyrządzoną krzywdę są ważne, ale gdy dziecko ma w nosie rodziców i dyskusja nad sensem przeprosin się wydłuża, a malec zdecydowanie odmawia i atmosfera spotkania wyraźnie się zagęszcza to chyba lepiej przerwać to przedstawienie, ewentualnie wziąć dziecko na stronę i tam spokojnie omówić temat,a nie wprawiać resztę towarzystwa w zakłopotanie.

Blog Ojciec
Gość

Ani groźbą, ani prośbą, jak widać. Dlatego uważam, że w takiej sytuacji odpuścić i wrócić do tego na spokojnie, gdy dziecko będzie w bardziej „absorbującym rady” nastroju. Nie mówiąc już o tym, że tak jak piszesz – takie sytuacje, są dość żenujące dla obserwujących.

mctiggle .
Gość
mctiggle .

przede wszystkim nieszczere przeprosiny to żadne przeprosiny.
a bardziej żenujące niż dziecięce przeprosiny „wyproszone” przez rodziców są przeprosiny na rozkaz: „masz przeprosić!”. jako ofiara wolałbym nie usłyszeć nic niż uczestniczyć w totalnie nieszczerych przeprosinach.

myślę że bardziej sensowne w tego typu sytuacji jest wzięcie przez rodzica części odpowiedzialności za dziecko (w końcu posiada ją jako opiekun) i przeproszenie w imieniu własnym i dziecka. takie zachowanie stanowić może przykład i punkt wyjścia do późniejszej dyskusji „rozrabiaki” ze swym rodzicem.

Dagmara
Gość
Dagmara

Bardzo przydatny artykuł

piwnooka
Gość

Społeczeństwo, czy chociażby rodzina i najbliższe otoczenie to jedno, ale często sami nakładamy na siebie tę presję w imię często podkreślanej konsekwencji. Ja nadal uczę się odpuszczać i za każdym razem widzę, że wypracowanie kompromisu daje o wiele lepsze efekty. Poza tym, dzieci kilkuletnie w porównaniu z młodszymi (np. 2-latkami), to coś wspaniałego, bo można się dogadać, wyjaśnić i spojrzeć na sprawę z tej drugiej perspektywy.

mctiggle .
Gość
mctiggle .

ja też mam wrażenie że bardziej niż presja społeczna napędza nas wtedy presja wewnętrzna. przekonanie o własnej nieomylności z jednej strony i obawa o utratę autorytetu z drugiej. takie „co mi ten maluch będzie tu…”
a przecież z takim podejściem trudno zarówno cokolwiek wytłumaczyć, jak i zbudować zdrową relację.
naprawdę przydaje się wtedy zdystansowanie do sprawy i wyluzowanie

Blog Ojciec
Gość

Warto też zauważyć, że z dorosłym też byśmy nic w ten sposób nie załatwili. Dlaczego więc podejrzewamy, że z dzieckiem nam się uda? Bo jesteśmy więksi i silniejsi?

Blog Ojciec
Gość

I właśnie podczas takiej dyskusji można się wiele o dziecku dowiedzieć. O jego problemach, o jego podejściu do ich rozwiązywania czy do konfliktów jako takich. Nie wyobrażam sobie, w jaki sposób rodzice mogą żyć w jednym domu ze swoimi dziećmi i nie chcieć tej wiedzy zdobywać.

Tata Potwora
Gość

Zdecydowanie trzeba wyluzować. Po dwóch czy trzech takich awanturach powiedziałem sobie stop, hola hola, o co ta cała chryja. Pomogła próba „stanięcia z boku” i obserwacji czy cały spór ma jakikolwiek sens, czy tylko jest chęcią postawienia na swoim za wszelką cenę. Odkąd zacząłem się mniej przejmować zostałem uznany przez żonę za ostoję cierpliwości. Nie dość, że żyję spokojniej, to jeszcze zapunktowałem u małżonki :)

Blog Ojciec
Gość

Takie spokojniejsze życie, to naprawdę wpływa pozytywnie na wszystkie pozostałe sfery i na całe nasze otoczenie :) Zdecydowanie polecam, choć sam się ciągle jeszcze tego podejścia uczę ;)