Jak pomóc dzieciom, które robią wszystko na ostatnią chwilę?

Albo z drugiej strony: jak pomóc ich rodzicom?

Dzieci, które zawsze mają czas

Jako rodzic miałem już ową osławioną przyjemność spotkać się z sytuacją, w której moje dziecko nie miało najmniejszej ochoty rano się ubierać czy iść do przedszkola, głośno deklarując, że ono jeszcze przecież potrzebuje „chwilkę”, aby się pobawić. Byłem też świadkiem jak moje dziecko najpierw wojowało, że ono wcale nie chce iść na zewnątrz, po czym po trzech godzinach tam spędzonych wojowało, że ono nie chce wracać do domu. Miałem też okazję rozmawiać z dzieckiem o tym, że ono to już w zasadzie powinno spać od jakiejś godziny i że ja rozumiem jego trzydziestą czwartą prośbę o coś do picia, ale chyba lekko przegina.

Niemniej gdzieś mniej więcej w okolicy tych nawracających próśb o picie przed snem zacząłem się zastanawiać dlaczego tak się dzieje? Dlaczego dzieci tak robią? Czy to jest jakiś eksperyment przeprowadzany na rodzicach, aby sprawdzić ile wytrzymają (dalej tego nie wykluczyłem)?! Czy może ma to jakieś sensowne wytłumaczenie? A jeśli ma, to czy jest coś, co możemy zrobić, aby takim sytuacjom zaradzić?

Najpierw musimy się zastanowić: dlaczego dzieci się tak zachowują?

Od tego musimy zacząć nasze rozważania. Dlaczego dzieci się tak zachowują? Co musimy zrobić, aby to zmienić? Czego im brakuje, w tym, aby chciały z nami współpracować?

Otóż brakuje im tylko jednej rzeczy. Brakuje im odpowiedniej motywacji do działania.

Najlepiej to widać na spacerze, na którym nasze dziecko stwierdza, że nie ma już siły iść, a nagle na widok motylka zaczyna biegnąć. Albo przy przebieraniu się w przedszkolu, gdy nasze dziecko strzela klasycznego focha i mówi, że przebierać się nie zamierza, po czym wchodzi jego kolega i urządzają sobie wyścig w ubieraniu się. Albo gdy wiedzą, że w nocy przyjdzie Mikołaj i trzeba szybko iść spać, to potrafią leżeć w łóżkach od 18:00.

Odpowiednio zmotywowane dzieci same podejmują się tych zadań, na których nam zależy.

Czy jednak możemy jakoś to przełożyć na grunt codzienności? Skąd wziąć tego motylka czy tego Mikołaja na co dzień? A może nie jest to możliwe?

Ja osobiście spotkałem się z dwoma rodzajami motywacji, które działają na dzieci:

1. Motywacja przez rozmowę – długotrwała

To jest ten nieco nudniejszy rodzaj motywacji, bo opiera się on na rozmowie i to najczęściej nie jednej, a kilku. Rozmowie podczas której staramy się poznać motywację naszego dziecka (czyli dlaczego woli się bawić klockami, zamiast iść do przedszkola) i odpowiednio ją ukierunkować, tłumacząc dlaczego to jest ważne, ciekawe lub warte wykonania (może się czegoś nauczyć, może się spotkać z kolegami).

Minusem tego rozwiązania jest to, że raczej nie da się go użyć „na szybko”, gdy nasze dziecko akurat zaczyna mieć problem, a nam zostało 5 minut do wyjścia. Niemniej jego największą zaletą jest to, że jak już uda nam się jakieś zachowanie w ten sposób wymodelować, to zwykle jest ono długotrwałe.

2. Motywacja przez zabawę – doraźna, raczej krótkotrwała

To jest ten rodzaj, który ja bardzo lubię, bo używa się do niego wyobraźni i za jej pomocą zamienia nudne codzienne zadanie w niesamowitą przygodę. Czyli nie prosimy dziecka, aby się trochę uspokoiło, gdy stoimy w kolejce do lekarza, tylko mówimy mu, że zostało mianowane na Pierwszego Intergalaktycznego Strażnika Niewidzialnej Super Ważnej Rzeczy i musi stać na baczność jej pilnując. Albo mówimy, że dzisiaj do przedszkola zamierzamy wyruszyć w Niesamowitym Powozie i że po drodze musimy pilnie obserwować poboczy w poszukiwaniu Zaginionych Pluszostworów.

Zaletą tego rozwiązania jest to, że idealnie się sprawdza, gdy mamy mało czasu i nie zdążymy porozmawiać z dzieckiem i wytłumaczyć mu dlaczego dana czynność jest ważna. Minusem jest to, że jest to motywacja najczęściej krótkotrwała. Czyli będzie skuteczna jednorazowo, ale jeśli przyczyna danej sytuacji jest głębsza (przykładowo brak chęci pojechania do przedszkola, nie wynika z gorszego dnia, a na przykład z kłótni z kolegą), to następnego dnia sytuacja pojawi się ponownie.

Złoty środek

W związku z tym, że żadna z tych motywacji nie jest uniwersalna, co widzimy po liście plusów i minusów, dobrze jest znać je obie i używać naprzemiennie, w zależności od sytuacji.

Jeśli zauważamy, że problem jest chwilowy, to możemy spokojnie używać motywacji przez zabawę, bo zapewnia ona najczęściej mnóstwa radości wszystkim uczestnikom. Jeśli natomiast zauważamy, że problem się powtarza, to warto byłoby poświęcić mu trochę czasu, trochę się w niego zagłębić i dowiedzieć się czy jest jakiś element, którego nie dostrzegamy na pierwszy rzut oka, po czym znaleźć sposób, aby pomóc naszemu dziecku i zachęcić go do danej czynności.

Czy możemy sobie jeszcze jakoś ułatwić życie w tym zakresie?

Jest jeszcze jedna rzecz, którą ja osobiście stosuję, aby uniknąć eskalacji konfliktów opartych na tym, że ja się gdzieś spieszę, a moje dzieci akurat niekoniecznie :)

Otóż zawsze staram się mieć dodatkowy zapas czasu dostosowany do dziecka. Przykładowo jeśli wiem, że na 8:00 mamy być w przedszkolu/szkole, to przy starszej dwójce wystarczy się zebrać o 7:50 (mamy blisko). Jednak w przypadku najmłodszego mam świadomość, że rozmowę o „podróży, musimy zacząć o 7:20. Trochę się pobawić, trochę poprzytulać, trochę poczytać. I wtedy mam pewność, że wszystko przebiegnie gładko, a dziecko pojedzie do przedszkola radosne i uśmiechnięte, zamiast złe lub smutne.

Na koniec krótka historia o motywacji wewnętrznej

Pamiętajmy też o tym, aby zawsze docenić dziecko, które się stara. Nam udało się to zrobić ze starszym synem, który był… nazwijmy to sceptyczny wobec porannego ubierania się, gdy miał chyba cztery latka i który jeden jedyny raz przyszedł do nas rano już w pełni ubrany. Sam wybrał ubrania i sam się ubrał, mimo tego, że od kilku tygodni miał z tym problem. I przyznam, że nie wiem czy coś wtedy konkretnego powiedzieliśmy czy może wyczytał to z naszych twarzy, ale tak mu się spodobała nasza reakcja – tak dobrze poczuł się z tym co zrobił, że od tego czasu weszło mu to w nawyk i robi tak do dzisiaj (co niestety skutkuje tym, że czasem budzi nas o 5:30 i prosi, żeby go zawieźć do szkoły, bo jest gotowy – nawet w sobotę ;). Niemniej nie ukrywamy, że nadal nas jego zapał cieszy.

Także jeśli tylko się trafią, to cieszmy się z naszych małych rodzicielskich zwycięstw. Może akurat ta zwykła ludzka radość wystarczy, aby zwycięstwo się utrwaliło :)

Prawa do zdjęcia należą do Aitor.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

9
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Kamil NowakTomasz CiosekEwarystZe Źródeł #52 » Kuba OsińskiSylwia Sme Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sylwia Sme
Gość
Sylwia Sme

Nam pomaga plan-na-dany-dzień. Najlepiej przedstawić go poprzedniego dnia a rano tylko przypomnieć. Nie twierdzę, że on całkowicie eliminuje opór jeśli zaplanowane jest coś na co córka całkowicie nie ma ochoty, ale znacznie ułatwia negocjacje i współpracę. Nie lubi być zaskakiwana, od malucha tak ma (teraz ma już trzy lata :)). Przydało się to bardzo na początku przedszkola, bo przez pierwsze tygodnie było ciężko. Minusem tego rozwiązania jest to, że lepiej działa w sytuacjach, które można wcześniej przewidzieć, czyli gdy jest czas (najlepiej tak właśnie z dnia na dzień) przyzwyczaić się do danej myśli.

Tomasz Ciosek
Gość

Bardzo fajne zestawienie. Wieczór (kładzenie dzieci do łóżek) i poranek (pobudka, wyjście do szkoły) to według moich statystyk najbardziej konfliktogenne sytuacje. Świetnie piszesz o dwóch rodzajach motywacji. Mam wrażenie, że ten pierwszy, mimo iż w teorii długotrwały, też trzeba wciąż podsycać. Nie zdarzyło mi się nigdy w mojej tatowej karierze, aby jakiekolwiek postanowienie dziecka (nawet wypracowane bardzo samodzielnie) było w stanie wytrwać wiecznie (może to zbyt górnolotne stwierdzenie – chodzi mi o kilka miesięcy). Po pewnym czasie motywacja opada a niekiedy nie działa nawet powtórzona i przegadana ponownie. I clue programu „zawsze staram się mieć dodatkowy zapas czasu dostosowany do… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Ja bardzo długo operowałem właśnie w godzinach 5:00 – 24:00. Obecnie staram się oscylować w sześciu godzinach snu, chociaż z tymi porannymi dalej mam problem (i jednocześnie dalej uważam, że one są tymi najważniejszymi). Dlatego tym bardziej przyznaję, że łatwo nie jest :)

Tomasz Ciosek
Gość

Mam tutaj mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się słysząc, że to nie tylko u nas taka zabawa, a z drugiej nieco mniej, gdy słyszę, że to jednak nie jest prosto ustawić :-)

Ewaryst
Gość
Ewaryst

Pewnego razu mialem ciekawa dyskusje ze znajomym tata spod szkoly. Powiedzialem mu, ze jestem wykonczony porannymi bitwami i fochami i ze teraz bede budzic moje dwie dziewczynki o 6 rano (3 i 5 lat). On na mnie popatrzyl uwaznie i rzekl, Masz do szkoly 10 minut pieszo i potrzebujesz 3 godzin? Ja musze dojezdzac samochodem 20 minut z innego miasta i my budzimy sie i wychodzimy w 40 minut. ‚Jak nie wyszkolisz swoich dzieci to beda sie zawsze spozniac do pracy lub wywiady o prace lub na wlasny slub.’ To mi dalo natychmiast do myslenia i natychmiast zmienilem nasza dzienna… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Potwierdzam, że bycie obok i przypominanie, gdy widzimy, że dziecko „odpływa” i zapomina co miało robić, jest jednym z lepszych sposobów. Problem jest to, że większość rodziców po prostu rzuca „ubierz się” czy „umyj się” i po 10 minutach sprawdza czy dana czynność jest wykonana. A na początku, gdy dziecko jest małe, ono jednak potrzebuje trochę przypomnieć czy wskazówek. Nie mówiąc już o tym, że to się po prostu „opłaca”, bo w efekcie nasze dzieci zaczynają te rzeczy robić same.

Tomasz Ciosek
Gość

Wszystko się zgadza, póki dziecko jest małe. U nas odpływa całkiem spory osobnik.

Kamil Nowak
Gość

No to już gorzej. Może trzeba zrobić coś przeciwnego? W sensie usiąść, porozmawiać o obowiązkach, o konsekwencjach itp.? Z wyjściem z domu może nie zadziałać, ale już na przykład przy odrabianiu zadań jak najbardziej – Twoje zadanie, Twoja odpowiedzialność. Może ta metoda podziała?

trackback

[…] Jak pomóc dzieciom, które robią wszystko na ostatnią chwilę? – Blog Ojciec – Coś o motywowaniu dzieci do działania. Wartościowy wpis dla osób, które mają problem ze zbieraniem się rano. […]