Jak obudzić w naszych dzieciach miłość do książek?

Czy jest to w ogóle możliwe?

4508639159_fc7a36f996_b

Czytające dziecko

Moja córka (ośmioletnia, w grudniu skończy dziewięć) w ubiegłym roku przeczytała (wg danych ze szkolnej biblioteki) 48 książek. W domu, na swoich półkach, ma kolejne 20 przeczytanych pozycji. Do tego obecnie zajeżdża otrzymany miesiąc temu na komunię e-czytnik.

Nie piszę jednak tego wszystkiego, żeby się chwalić. Piszę to dlatego, że jeszcze dwa lata temu, gdy moja córka dopiero nabyła umiejętność samodzielnego czytania, stwierdziła, że książki są głupie i nudne i nie zamierza ich kiedykolwiek czytać.

Książki są głupie i nudne?

Dla mojej córki nie miało znaczenia o czym jest książka. Żadna jej nie pasowała i żadnej przeczytać nie chciała. Nawet (moim zdaniem) jednej z najlepszych książek dla dzieci i młodzieży, czyli „Zadziwiającego Maurycego i jego edukowanych gryzoni”. Wtedy właśnie zrozumiałem, że dla sześcio czy siedmiolatka, książki naprawdę mogą być głupie i nudne. W końcu to tylko kawałek papieru, a trzeba się ostro namęczyć, żeby z niego coś wyciągnąć. Dlaczego w ogóle miałyby to robić? I co ważniejsze – czy da się je do tego jakoś zachęcić?

Cała Polska czyta dzieciom

Zdecydowana większość rodziców słyszała o akcji „Cała Polska czyta dzieciom” i naprawdę spora ich część stara się realizować jej (ze wszech miar słuszne) założenia. Czytamy więc naszym dzieciom – czytamy im bajki, baśnie i różne historie, których sami słuchaliśmy jako dzieci. A to o czerwonym kapturku, a to o kocie w butach, a to o brzydkim kaczątku.

Niestety, gdy nasze dzieci trafiają wreszcie do szkoły i zdobywają umiejętność samodzielnego czytania, to wydaje nam się, że nasza praca jest zakończona. Że oto zakończyliśmy jakiś kolejny etap i możemy świętować sukces. Nic bardziej mylnego.

Została nam jeszcze jedna rzecz do zrobienia

Oczywiście należy docenić drogę, którą przeszliśmy, bo czytanie dzieciom od ich najmłodszych lat naprawdę jest bardzo ważne. Jednak sam fakt zdobycia przez nasze dziecko umiejętności czytania, nie oznacza jeszcze, że będzie ono z tej umiejętności korzystało. Jeśli chcemy, aby tak się stało, musimy zrobić jeszcze jedną rzecz:

Musimy zacząć czytać mu książki. Prawdziwe książki. Już nie 10 stronicowe bajeczki, ale 200-300 stronicowe książki. Książki, które pokażą naszym dzieciom, że czytanie może być jedną z najpiękniejszych przygód w ich życiu (tutaj jest ciekawa lista książek, od której można zacząć). Jak zresztą inaczej moglibyśmy pokazać prawdziwą wartość ukrytą w książkach, jak nie poprzez czytanie tychże?

Jeśli więc chcemy, aby nasze dzieci dostrzegły w książkach jakąś wartość, to sami musimy im ją pokazać.

Ile to trwa?

15-20 minut dziennie. Tyle czasu mi wystarczyło, abym w ciągu trzech miesięcy, przeczytał córce cztery książki. Cztery książki, które sprawiły, że sama zaczęła sięgać po kolejne. I po kolejne. Cztery książki, trzy miesiące, piętnaście minut dziennie. Tyle wystarczyło, aby zmienić „książki są głupie” na „tatusiu, musisz przeczytać tą książkę, jest świetna”. Moim zdaniem to naprawdę niewielka cena.

PS. I co najważniejsze, ta książka, którą mi poleciła, naprawdę była świetna :)

Prawa do zdjęcia należą do ThomasLife.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

29
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
Gabriela RaczyńskaPrzemysław PufalKamil NowakBlog OjciecAnna Bartnik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Blog Ojciec
Gość

Gdyby kogoś interesowało jakie to były książki:
1. Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie,
2. Opowieści z Narni: Lew, czarownica i stara szafa,
3. Harry Potter i Komnata Tajemnic,
4. Hobbit, czyli tam i z powrotem.

Czytaliśmy je w takiej właśnie kolejności i wszystkie bardzo się spodobały. Natomiast jako ciekawostkę dodam, że Dzieci z Bullerbyn moja córka uznała za książkę nieodpowiednią dla dzieci w jej wieku, bo tam się bije dzieci pasem. I ona tego czytać nie będzie :)

Martyna Kubiesa
Gość
Martyna Kubiesa

a jaką książką córka poleciła Tobie?

Blog Ojciec
Gość

Spirit Animals.

Marta Kordys
Gość
Marta Kordys

Opowieści z Narnii czekają na półce, aż mi latorośl trochę podrośnie. Hobbit też jest ;)

Mc2
Gość

O, właśnie miałam o nie zapytać.
A dlaczego akurat komnata tajemnic, a nie pierwsza część?
Mądra córa! :)

Blog Ojciec
Gość

To była pierwsza część, mój błąd :)

Kobiecym krokiem przez życie
Gość

Bardzo ciekawy wpis, dobrze że poruszyłeś ten temat. Ja jestem na etapie czytania prawie 3-latkowi, bardzo to lubi. Choć aktualnie z racji ogromnego zainteresowania autami, wieczorem studiuje z mężem magazyn Auto Świat, to jednak nadal uwielbia też m.in. Martynkę lub serię Tomek i Przyjaciele:-). Zawsze moim marzeniem było, aby moje dzieci lubiły czytać, tak jak ja. Dobrze, że poruszyłeś temat etapu późniejszego, będę wiedziała co robić:-). Bardzo ciekawy blog, z chęcią tu zaglądam, pozdrawiam serdecznie.

Hexe
Gość

Może niekoniecznie każde dziecko przekona to do czytania książek, bo nie każde dziecko to lubi. Cieszę się, że Twoja córka dołączyła do grona lubiących czytać, naprawdę :) Jednak niektóre dzieci, szczególnie te, którym trudność sprawia czytanie, nie będą same chętnie tego czyniły. Bo nadzwyczajnej w świecie ich to męczy. Mogą też po prostu nie lubić czytać. Tak jak nie każdy lubi jeździć na rolkach czy szydełkować. Czytamy chłopcom z mężem od 7 lat, niemal co wieczór. Jako, ze Oskar to już 9-cio latek – wskoczyliśmy już jakiś czas temu na poważniejsze i grubsze lektury. seria „Hania Humorek”, seria „Magiczne drzewo”,… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Wierzę w ADHD :) I wierzę, że dla niektórych dzieci czytanie może nie być przyjemne. Tym bardziej cieszy fakt, że się nie poddajecie :) Może w końcu się uda i któraś seria zainteresuje go na tyle, że sam sięgnie po kolejne pozycje? :)

Hexe
Gość

Mam taką nadzieję, bo dla mnie – maniaka czytelniczego – nie byłoby niczego piękniejszego niż to, że sam sięga po książkę (to się czasami zdarza) i czyta ją samodzielnie do końca :) Tak samo jak mój mąż chciałby aby któryś z synów był piłkarzem :P Nie można mieć w życiu wszystkiego ;)

Marta Kordys
Gość
Marta Kordys

a ja bym się nie załamywała, kiedy kilkulatek mówi, że nie lubi książek. sama takim kilkulatkiem byłam ;) mimo tego, że tata wytrwale czytał mi i bratu książki, co z resztą bardzo lubiłam. a dlaczego byłam negatywnie nastawiona do książek? z przekory. mój brat był molem książkowym, a chciałam mieć wszystko inne niż on. on książki pochłaniał, ja prawie wcale nie czytałam. i nie chodzi o brak umiejętności. jedynie brak chęci. jakoś mając lat naście zaczęłam naprawdę czytać. z przyjemnością. zaczęły się zarwane nad książką noce. teraz sama jestem molem. a raczej byłabym nim, gdybym miała czas ;)

Rodzinne porachunki
Gość

Ja mam nieco inne przykłady ze swojego podwórka, ale także optymistyczne. Czytamy naszemu młodszemu synkowi odkąd skończył 6 miesięcy….Przez pierwsze kilka miesięcy, przeczytanie więcej niż 3 kartek prostej książeczki urastało do rangi wyczynu – synek wyrywał książkę i ją po prostu wyrzucał, albo najzwyczajniej w świecie próbował zejść na podłogę (oczywiście nie jak miał 6 mies :-) Osobiście byłem nieco przerażony, bo mój pierwszy syn był zakochany w książkach i mógł przesiedzieć nawet 10-15 min słuchając jak mu się czyta…. Ale półtora miesiąca temu pojawiło się światełko w tunelu – młodszy syn sam wybiera książki, które chce abyśmy mu przeczytali… Czytaj więcej »

Justyna
Gość

Ja tam wolałam czytać sama, nie cierpiałam jak ktoś czytał dialogi innym tonem niż sobie wyobrażałam i w najlepszych momentach śmiał się zamiast czytać dalej. Nie wiem w sumie, co sprawiło że tak wsiąkłam w te książki. Ich zawsze było w domu mnóstwo, więc czasem sobie wyciągałam z półki coś na chybił-trafił. W ten sposób w 4 klasie podstawówki jednym tchem pochłonęłam Pana Tadeusza, przewijając tylko trochę na nudnych opisach :) A jeśli nie książki, to może komiksy? Taki etap przejściowy, sporo obrazków, niedużo tekstu, tak żeby nabrać wprawy w składaniu literek, a potem jak się dziecko podszkoli to łatwiej… Czytaj więcej »

juti
Gość
juti

Jak dla mnie sposób jest tylko jeden – SAMEMU czytać – dzieci muszą to widzieć.
To jak z jedzeniem – mówisz, że mają zdrowo jeść a sam jesz chipsy – nie pójdzie.
PS. Książki muszą być ciekawe. I musi być w nich nie tylko i zawsze dobro – ale i zło. Zło jest ciekawe, niestety. Po to mamy właśnie baśnie i okrutne kary na koniec. Nie bójmy się tego.
A jak tylko słodkie zakończenia i wybaczanie… fajnie… ale nie tylko… nie tędy droga (stwierdzone naukowo).
To pisałam ja – polonistka ;)

Blog Ojciec
Gość

Nie zgadzam się zupełnie, że w książkach (czy bajkach jako takich) musi być i dobro i zło. To jest droga na skróty. Nie ma nic prostszego fabularnie, niż walka dobra ze złem – jest to najbardziej infantylne rozwiązanie. Wiem to jako osoba, która swego czasu tworzyła bardzo dużo fabuł. Stworzenie czegoś innego, poza tą odwieczną walką, co będzie jednocześnie ciekawe, jest dla wielu autorów zwyczajnie zbyt trudne, ale to nie oznacza jeszcze, że jest niemożliwe. Najlepsza moim zdaniem bajka dla dzieci, to Dzwoneczek i Sekret Magicznych Skrzydeł i ona motywu walki dobra ze złem nie ma. Natomiast ma ten motyw… Czytaj więcej »

juti
Gość
juti

W każdej książce nie. Ale właśnie ten prosty, infantylny schemat także jest dzieciom potrzebny.

Co nie znaczy, że tylko po takie książki warto sięgać. Ale i te są istotne dla dzieci.

Był kiedyś świetny artykuł w WO na ten temat – i właśnie nudy w disneyowskich „baśniach”, gdzie dobro jest ukarane, a złu się przebacza. I że to robi „czarną robotę” dla książek. Niestety tego artykułu znaleźć w sieci nie mogę (czytałam go „tradycyjnie”).

Ten w pewnej części także dotyka kwestii dobra i zła (choć nie tylko), zatem go wklejam: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,288500.html

juti
Gość
Niksa | kobiecywymiar.pl
Gość

Zachęcić do czytania to jedna sprawa, a nauczyć czytać to druga. Dzieci w drugiej i trzeciej klasie podstawówki mają ogromne problemy z przeczytaniem i zrozumieniem czegokolwiek. Pracuję z dziećmi prowadząc warsztaty i często zastanawiam się kto w takim przypadku zawalił? Rodzic czy szkoła. Szkoła jeśli nie zwróciła na to uwagi, a rodzic właśnie wtedy, kiedy nie poświęcił tych 30 minut na rozwój swojego malucha.

Dominika
Gość
Dominika

My też czytamy córce, przynajmniej raz dziennie. Na pewno przed snem. Ma prawie 3,5 roku i choć sama czytać nie potrafi to w ciągu dnia sama bierze książki do ręki i odtwarza to co jej przeczytalismy. Ma zadziwiająca pamięć i książki uwielbia. Poza bajkami teraz czytamy serię Basi. Naprawdę polecam, bo świetne książki.

calareszta.pl
Gość

Mnie się wydaje, jak ze wszystkim w wychowaniu, że trzeba dawać dobry przykład i stwarzać przestrzeń do czytania. Samemu czytać, a w domu ustanawiać czas na czytanie, w którym wyłączony jest telewizor, komputer, każdy jest skupiony na lekturze. Ciężko będzie gonić dzieci do czytania, jeśli sami nie czytamy nic.

patibloguje
Gość

A od jakiego wieku dobrze zacząć takie „prawdziwe” książki? My na razie jesteśmy na etapie krótkich bajek, chociaż chętnie bym przeskoczyła level-up (z własnej ciekawości), tylko nie wiem, czy jest sens, skoro mój mały jest jeszcze mały. :)

Blog Ojciec
Gość

Ja bym strzelał, że 6-8 lat, w zależności od dziecka. Mniej więcej wtedy, gdy zaczynają samodzielnie czytać.

Krauziaki
Gość

Warto czytać bo to wzbogaca wyobraźnie naszych dzieci, no i co najważniejsze wzbogaca słownictwo.
Uwielbiam czytać i choć brakuje mi czasu na to, zawsze staram się czytać etapami, dzieląc na rozdziały.
Mojemu czterolatkowi codziennie czytam przed snem, zazwyczaj krótkie historyjki, które interesują szkraba.
pozdrawiam

milena
Gość
milena

Moja corka ma teraz 3,5roku I juz sama sciaga z polki ksiazke, ktora chce zebym jej przeczytala I krzyczy na mnie: mama czytaj. Czasem sama przewrwca strony I opowiada mi co jest na obrazku. Ja kiedys wrecz pochlanialam ksiazki jedna za druga. Po urodzeniu, z wiadomych wzgledow (brak czasu) czynnosc te musialam odlozyc na pozniej. Duzo, duzo pozniej. teraz tymchetniej siegam po tytuly dla mnie bo przeciez dzieci bacznie nas obserwuja I z nas biora przyklad :)

Anna Bartnik
Gość

Moja koleżanka czyta swoim chłopakom po kolei wszystkie części „Tomka” <3 też mam zamiar, jeszcze trochę czasu do grubszej lektury.

Aaa! Mnie do biblioteki w swojej szkole zapisała starsza siostra. Miałam pięć lat i niezły dorobek, kiedy sama poszłam do pierwszej klasy, a miłość do książek zaszczepili we mnie rodzice. Cała rodzina jest czytająca. Pamiętam do dzisiaj widok taty, który nie mógł iść spać bo jeszcze jeden rozdział, jeszcze kilka stron. Mam to samo.

Przemysław Pufal
Gość

Czytanie dzieciom książek – to jedno. A drugie – czytanie książek przez rodziców, tak, żeby dzieci widziały przykład, człowieka z książką w ręku. W wychowaniu ważne jest co robimy, a nie co gadamy. Rodzice, którzy nie czytają, nie będą w stanie zachęcić swoich dzieci do czytania…

Kamil Nowak
Gość

Prawda, własny przykład czy dodatkowo fakt, że posiadamy książki i dziecko wokół nich na codzień przebywa już działa myślę pozytywnie na przyszłą chęć do czytania książek. Podobnie jak to że dziecko może z nami o niektórych książkach porozmawiać czy zapytać co warto przeczytać.

Przemysław Pufal
Gość

Dokładnie!

Gabriela Raczyńska
Gość
Gabriela Raczyńska

ja zaczęłam chrześniaka przekonywać do czytania! najpierw takie bajeczki, ale oczywiście najlepiej żeby ktoś czytał, bo jego oczy bolą.;d potem zaczęłam szukać książek które mogą go przekonać do czytania i padło na koszmarne karolki i dzienniki cwaniaczka i tak właśnie się zaczęło! teraz wcale nie jest oburzony gdy w prezencie dostaje książke.;D a teraz dostanie kolejną – nie ze mną takie tere-fere! bo w typie cwaniaczka – więc coś dla niego! ;)