5-latek z siostrą na obozie – relacja z wyjazdu z BTA Kompas

11 dni bez rodziców. Po raz pierwszy w swoim życiu. Chcecie wiedzieć jak było?

Wpis jest elementem współpracy z firmą BTA Kompas.

Jak pewnie pamiętacie (patrz: Posyłam 5 latka na obóz. Czy już kompletnie zwariowałem?), posłanie 5-latka na kolonię, nie było dla mnie i mojej żony najłatwiejszą decyzją. Z jednej strony nasz syn bardzo chciał jechać, ale z drugiej strony miał on tylko 5 lat. Wiele potrafił już zrobić sam, ale było też wiele rzeczy, których jeszcze nie potrafił (jak na przykład identyfikowanie swoich ubrań, co okazało się dopiero na obozie :). Ostatecznie, zdecydowaliśmy się zaufać. Zaufać 5 latkowi, który mówi, że bardzo chce jechać i że na pewno wytrzyma, i zaufać biuru podróży, które zdecydowało się wziąć go pod swoje skrzydła. O tym czy podjęliśmy słuszną decyzję, przeczytacie poniżej.

Pierwsze wrażenie

Bez większych przygód dojechaliśmy do ośrodka, położonego nieopodal lasu. Lubię takie miejsca, gdzie cywilizacja spotyka się z naturą, więc od razu mi się spodobało. Sam ośrodek bardzo ładny, zadbany i przede wszystkim czysty. Wchodzimy na górę, oglądamy pokoje, poznajemy Panią opiekun. Wszystko gra. I wtem, jak grom z jasnego nieba, coś się sypie. Coś się nie zgadza. Nagle dowiaduję się, że mój syn jest na innej tematycznie kolonii, niż moja córka. Spokojnie, trzy głębokie wdechy. Idę wyjaśniać. Na szczęście, to tylko pomyłka. Pokoje były przydzielane według wieku, stąd w pokoju syna trafili się chłopcy z innej kolonii. Uff…

Rozmawiamy jeszcze chwilę z wychowawcą (syn w tym czasie rozpracowuje gry planszowe dostępne w pomieszczeniu), po czym żegnamy się i wychodzimy. Lekki stress cały czas nam towarzyszy, ale po pierwszym dobrym wrażeniu, jest on mniejszy niż się spodziewaliśmy.

24 godziny

Czyli jedna doba. Tyle czasu trwał ten lekki stres. Zniknął on całkowicie, gdy tylko zobaczyliśmy fotorelacją z pierwszego dnia. Przyznam, że nie wiem jak im się to udało, ale na zdecydowanej większości zdjęć moje dzieci były po prostu szczęśliwe. Nie pozując, ale bawiąc się z innymi. I tak było każdego dnia. Codziennie o jedenastej siadaliśmy i oglądaliśmy co poprzedniego dnia, robiły nasze dzieci. My jako rodzice i przy okazji cała nasza rodzina, niezależnie od tego czy mieszkają w Bielsku, we Wrocławiu czy w Anglii. I chociaż wszyscy początkowo mówili nam, że musieliśmy zwariować posyłając pięciolatka na kolonię, zmieniali zdanie, gdy tylko oglądali te zdjęcia.

Wojna na popcorn, tworzenie mioteł i latanie na nich, budowanie łapaczy snów, lepienie z masy solnej, zabawa wykrywaczem metalu, zjazdy na linach, konkursy, karaoke, tańce… i jeszcze sporo innych.

Dzisiaj drogie dzieci, dowiecie się do czego służy cola.

Dzisiaj drogie dzieci, dowiecie się do czego służy cola.

Uczestnik obozowego Mam Talent. Dodatkowe punkty dostał za koszulkę.

Uczestnik obozowego Mam Talent. Dodatkowe punkty dostał za koszulkę.

IMG_7266

Na karaoke wybrane zostały tylko najlepsze kawałki.

Łapacze piłkarzykowych snów.

Łapacze piłkarzykowych snów.

IMG_6341

Twory z masy solnej, których prawdziwej natury nie potrafił zinterpretować nikt poza twórcą.

Oczywiście na magicznym obozie, nie mogło zabraknąć motywów z Harrego Pottera.

Oczywiście na magicznym obozie, nie mogło zabraknąć motywów z Harrego Pottera.

Z jednej strony były zabawy twórcze, a z drugiej strony były zabawy, na które w domu nie każdy sobie pozwoli (popcorn w każdym domowym zakamarku, nie jest czymś o czym skrycie marzę). Przede wszystkim jednak, były zabawy, które wciągały dzieci. Wciągały do tego stopnia, że mój syn przez większość dni, nie docierał do łóżka o własnych siłach. Kiedy oglądaliśmy zdjęcia i na kilku ostatnich go nie było, wiedzieliśmy już co jest grane. I zwykle ostatnie zdjęcie, na którym spał on na rękach u którejś z Pań, potwierdzało nasze podejrzenia. Przez cały wyjazd, nie znalazł nawet chwili, żeby zapytać o rodziców.

Wycieczka do Tatrzańskiego Parku Narodowego była podobno niezłym wyzwaniem nawet dla najstarszych dzieci.

Wycieczka do Tatrzańskiego Parku Narodowego była podobno niezłym wyzwaniem nawet dla najstarszych dzieci.

Z córką rozmawialiśmy zaledwie dwa razy i za każdym razem, były to bardzo krótkie rozmowy, bo akurat coś robili i chciała wrócić do zabawy. Takiego poczucia spokoju, nie miałem nawet na jej poprzednich koloniach.

Problemy

Problemy pojawiły się wyłącznie natury wychowawczej. Pięciolatek, to jednak pięciolatek. W pierwszych dniach, nasz syn musiał się nauczyć współpracować z rówieśnikami i dziećmi starszymi o kilka lat, czego nigdy wcześniej nie robił. I kiedy już mu się udało, wszelkie niewielkie spięcia z pierwszych dni (a było ich kilka) poszły w niepamięć. Wydaje nam się, że główną zasługę miało w tym towarzystwo dzieci starszych, z którymi podobno spędzał najwięcej czasu. Nawet po powrocie, w dalszym ciągu zachowuje się nieco dojrzalej. Jest spokojniejszy i nie złości się już tak często. Jeśli to nie tylko dziwny zbieg okoliczności (co jest raczej wątpliwe) i naprawdę zawdzięcza to temu wyjazdowi, jestem tym bardziej zadowolony.

Porównanie

Kto śledzi blog, ten wie, że nasza córka na paru koloniach już była. Z jej relacji wynika, że były całkiem dobrze zorganizowane i na każdej jej się podobało. Niemniej ona sama przyznaje, że ta była jedyną, na której się nie miała okazji się nudzić i na tej właśnie było najciekawiej. Dodatkowo wiem, że na żadną z tych poprzednich kolonii, nie posłałbym mojego syna. 5 latek potrzebuje nieco indywidualnego traktowania (pomoc z wyborem odpowiednich ubrań czy chociażby z wydawaniem pieniędzy jest wręcz niezbędna) i na tej kolonii je otrzymał. Na tamtych, nie miałby na to szans. Na zwykłej kolonii na jednego opiekuna przypada dwadzieścia dzieci. Na tej kolonii, na jednego opiekuna przypadało zaledwie kilkoro dzieci. Drugim argumentem, którym BTA Kompas przekonał mnie do siebie na długie lata, jest codzienna publikacja świetnych zdjęć i kontakt 24 godziny na dobę. Masz pytanie, dzwonisz. I nie ma znaczenia, że jest druga w nocy. Do tego zdjęcia, ukazujące bezpieczne i szczęśliwe dzieci, zapewniają tak wielki spokój ducha, jakiego tylko można oczekiwać przekazując dzieci pod czyjąś opiekę. A to było dla nas najistotniejsze.

Ukryta zaleta

Zdjęcia zaoferowały nam jeszcze dodatkowy walor, którego podczas poprzednich kolonii nie doświadczyliśmy. Kiedy po powrocie odhaczyliśmy już nasze ulubione zabawy z cyklu „a w której walizce jest drugi sandał, kalosz i kapeć?” oraz „a następne trzy pralki nastawiasz Ty”, mogliśmy na spokojnie usiąść i pozwolić dzieciom opowiadać co się działo dzień po dniu. Dzięki zdjęciom, żadne istotne wydarzenie nie zostało pominięte i mogliśmy przeżywać tą kolonię razem z nimi. Przy okazji widząc jak wszystkie wspomnienia do nich wracały i jaką radość im dawały, tylko utwierdziliśmy się w przekonaniu, że naprawdę było im tam dobrze.

Z cyklu „Brudne dzieci, to szczęśliwe dzieci”. Akt pierwszy.

Ja, marzyciel

Jedyne co mnie jeszcze zastanawia, to czy za rok BTA Kompas weźmie też mojego (wówczas) czteroletniego syna. Może udałoby się nam wtedy ponownie odwiedzić Kenię? #za #marzenia #nie #zamykają

Prawa do zdjęcia należą Aurimas.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

8
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
DwaPlusCztery.pl | Wakacje nie z tej ziemi…Edyta MichalakBlog Ojciectomek q | jakchcemylavinka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
lavinka
Gość

Pięciolatek na obóz? Powinieneś go jeszcze piersią karmić, żeby rodzicielki bliskości zadowolić, wyrodny ojcze ;)

Blog Ojciec
Gość

Ten komentarz dedykuje mojej ulubionej matce bliskości: Lysie Arryn :)

tomek q | jakchcemy
Gość

Wyrodny … :) :) dobre ;)

tomek q | jakchcemy
Gość

Jeżeli wszyscy – łącznie z młodym – są zadowoleni to może oznaczać, że zwyczajnie dobrze znasz (znacie) swoje dziecko. (kropka i tylko się cieszyć :) ) Z tymi codziennymi paczkami zdjęć i non-stop kontaktem jakoś mam mieszane (na szybko, na teraz) uczucia. Może też dlatego, że w żadnych z wyjazdów naszych młodych takiej sytuacji nie mieliśmy… Mam takie delikatne poczucie zbyt daleko posuniętej inwigilacji – może mi przejdzie :) Za to oglądanie wszystkich fotografii z dziećmi, w domku, po powrocie i z ich pewnie żywym i emocjonalnym komentarzem to chyba już cudowna sprawa. W sumie – tak mi przyszło teraz… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

„Mam takie delikatne poczucie zbyt daleko posuniętej inwigilacji – może mi przejdzie :)”
Na pewno Ci przejdzie :) Dzwonić możesz, ale nie musisz. My kontaktowaliśmy się dwukrotnie i więcej nie potrzebowaliśmy. A co do zdjęć, to jest ich aż i tylko 60-70. Jedno dziecko występuje tam zwykle kilka razy. Do Big Brothera temu daleko :)

„Za to oglądanie wszystkich fotografii z dziećmi, w domku, po powrocie i z
ich pewnie żywym i emocjonalnym komentarzem to chyba już cudowna
sprawa.”
O tak, zdecydowanie :)

Edyta Michalak
Gość
Edyta Michalak

Nie polecam!

Edyta Michalak
Gość
Edyta Michalak

Proszę zapytać dzieci, czy nie jadły niemytych jagód. Dla firmy BTA Kompas to normalne. Moje zgłoszenie zostało zignorowane. Dla tych, którzy również uważają, że przesadzam, proponuję poczytać o bąblowicy – http://m.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-pasozytnicze/Bablowica-choroba-ktora-zakazasz-sie-jedzac-niemyte-jagody_36109.html Mój syn wrócił z ranami na rękach (normalne -przewrócił się), ale dlaczego te rany były masakrycznie brudne?! Na jego kolonii dzieci lokowane w pokojach bez sensownej koncepcji. U nas było tematycznie i początkowo trafił do pokoju z dużo starszymi dziećmi. Zdezorientowany, zadzwonił do mnie i dopiero po moim telefonie dopasowano wiekowo dzieci (dziękuję!). Dało się. Nerwowa atmosfera na początek raczej nie pomogła w odbiorze tych kolonii. Moje dziecko jeździ… Czytaj więcej »

trackback

[…] Był zachwycony. Więcej przeczytacie TU. […]