11 błędów, które każde dziecko powinno mieć prawo popełnić

Nie przed wszystkim musimy nasze dziecko ochronić.

Zauważyliście, że gdy dzieci uczą się chodzić, to dużo się przewracają? Przewracają się, wstają i próbują znowu. I znowu i znowu i znowu. Jeden by powiedział, że przewracanie się, to oznaka tego, że dziecko nie umie chodzić. Że jest w tym kiepskie. Natomiast drugi by powiedział, że jest to proces, który dziecko musi przejść, aby nauczyło się chodzić. Ono musi podjąć setki nieudanych prób chodzenia, aby w końcu mu się to całe trudne początkowo chodzenie udało. I jak możemy zauważyć: zdecydowanej większości się to udaje. Bez nacisków, bez poganiania, bez nagradzania i bez karania (!). Dlaczego później o tym tak często zapominamy, gdy nasze dziecko popełnia „błędy”?

Dzisiaj wpis o tym na jakie jeszcze błędy/porażki/nieudane próby powinniśmy naszym dzieciom pozwolić, aby (paradoksalnie) ułatwić im start w dorosłe życie?

Wszystkie oczywiście należy dopasować do wieku (większość zalecałbym od wieku szkolnego) i zwracać uwagę na to, jak sobie dziecko radzi (i czy w ogóle) z porażkami.

1. Zapomnienie zadania domowego

A im wcześniej na to pozwolimy tym lepiej. Siedmio-, ośmiolatek brakiem zadania się przejmie i wyciągnie wnioski. Gimnazjalista niekoniecznie. Tymczasem im więcej będziemy pilnowali obowiązkowości przy zadaniu domowym, tym (paradoksalnie) więcej będziemy musieli tego pilnować, bo nasze dziecko będzie miało świadomość, że ono o tym pamiętać nie musi.

2. Zniszczenie zabawki

Dziecko w złości rzuciło zabawką, która się rozwaliła? Jeśli tylko zabawka była jego, a nie jego rodzeństwa czy kolegi, to nie widzę problemu. Można zobaczyć czy da się naprawić, a jeśli nie to posprzątać i wyrzucić do kosza. Bez złości, bez gniewu. Jego zabawka, jego decyzja. On będzie miał jedną zabawkę mniej. Warto też pomyśleć o ograniczeniu napływu nowych zabawek przez jakiś czas po takim wydarzeniu. Najpierw niech zaopiekuje się tymi, które ma.

3. Ubrania się w „nietypowy” sposób

Będą takie dni, w których nasze dziecko ubierze coś, co będzie dziwne kolorystyczne albo będzie jednoczesnym połączeniem grochów, pasków, kratek, spodni do kolan i sandałów. Albo będzie chciało ubrać wczorajszą bluzkę, mimo tego, że ta będzie brudna. I jeszcze będzie się upierało, że ono tak właśnie chce pójść do szkoły, bo jemu to odpowiada.

Niech idzie. Tylko zróbcie zdjęcia. Kiedyś się przydadzą ;)

4. Zostawienie w domu śniadania

Nie wiem czy wszyscy są tego świadomi, ale to nie zawsze będzie nasze zadanie, aby dbać o posiłki naszych dzieci. Musimy więc w pewnym momencie zacząć przekazywać im te obowiązki – inaczej będziemy im pakować śniadanie nawet do pracy.

5. Zgubienie swojej własności

Praca z rysunkiem z przedszkola, zabawka czy kolorowy kamyk – największe dziecięce skarby. Tymczasem bardzo często bywają one widoczne w rękach rodziców, zamiast w rękach prawowitych właścicieli (przynajmniej bardziej prawowitych, niż większość pretendentów do żelaznego tronu  w Westeros).

„Bo przecież dziecko zgubi”, „bo zapomni”, „bo będzie mu przykro”. I bardzo dobrze. Niech gubi. Lepiej kamyki, małą zabawkę czy rysunki teraz, niż telefon albo portfel za lat kilka.

6. Sprawienie zawodu osobie, na której im zależy

Wyobraźmy sobie, że nasze dziecko umówiło się z kolegą ze szkoły i widzimy, że powinien już iść, ale widocznie o tym zapomniał. Przypominamy czy nie?

To zależy od tego co chcemy osiągnąć.

Czy chcemy, aby nasze dziecko nie zawiodło kolegi i nie wyciągnęło wniosków, uratowane przez rodziców? I abyśmy musieli mu przypominać o każdym spotkaniu? Najpierw z kolegami, a później w pracy? Czy może chcemy, aby zawiodło kolegę i musiało się zmierzyć z tym uczuciem? Aby zrozumiało jak ważne bywają umówione spotkania i pilnowanie czasu?

Ja wiem, że to może wydawać się nieco nieczułym podejściem, ale takie małe porażki w dzieciństwie, mogą nas uratować przed dużymi porażkami w dorosłym życiu. W końcu jak nie teraz, to kiedy?

7. Dostanie złej oceny/oblanie sprawdzianu

Ostatnio córka zdała mi relację, jak jakaś matka w szkole była zła na swoją córkę, że ta dostała czwórę ze sprawdzianu (nie żeby to była zła ocena, brońboże). Że przecież ona ją uczyła, a ona i tak nie dostała piątki.

Na koniec moja córka stwierdziła, że współczuje tej dziewczynce.

No cóż, ja też. Oceny są informacją dla dziecka, że musi jeszcze nad czymś popracować. Przynajmniej tym być powinny.

8. Kupienie badziewną zabawkę, za własne pieniądze

Sam miałem kiedyś taką zabawkę „z reklamy”, na którą zbierałem z bratem przez pół roku, a okazała się tak badziewna, że wyryło się mojej głowie na dobre. Z drugiej strony była to jedna z moich najlepszych inwestycji we własną gospodarność i zarządzanie pieniędzmi.

9. Spóźnienie się gdzieś

Lubicie się spóźniać? Nie? No właśnie.

Warto, aby nasze dzieci też wiedziały dlaczego spóźnianie się nie jest mile widziane w oczach innych osób, z którymi jesteśmy umówieni i aby nauczyły się panować nad czasem (przynajmniej nad tym, którym został im dany, ale każda bardziej zaawansowana forma manipulacji czasem też będzie oczywiście mile widziana :).

10. Wyjeżdżenie całej benzyny w baku

To jest jeden z tych błędów, który popełnia się raz, maksymalnie dwa razy w życiu :) Jak się przedzie parę kilometrów do najbliższej stacji i z powrotem to jakoś wiedza o tym, aby do tego baku jednak coś wlewać dużo łatwiej przychodzi :)

11. Wybranie niewłaściwego przyjaciela

To niestety jest ciężki przypadek, bo trudno się obserwuje relację dziecka z kolegą czy koleżanką, których my uważamy za niewłaściwych Jednak im więcej będziemy narzekać czy wręcz zakazywać takiej relacji, tym dłużej ta relacja będzie trwała. W końcu nawet jeśli dziecko już zrozumie swój błąd i będzie chciało się z niej wyrwać, to będzie się obawiało rodziców z podejściem „a nie mówiliśmy?!”. Dlatego dajmy sobie z tym podejściem spokój i ewentualnie zwracajmy uwagę na zachowanie, które nam nie odpowiada, a nie krytykujmy danej osoby czy relacji.

W końcu chyba każdy z nas miał kiedyś takiego przyjaciela/kolegę/znajomego, który wydawał się fajny, a później dopiero zrozumieliśmy, że ciągnie nas na dno.

Same porażki jednak mogą nie wystarczyć

W końcu można codziennie popełniać ten sam błąd i go nie zauważać. Albo winić za ów błąd kogoś innego i przez to nie szukać nawet rozwiązania (bo będziemy uważać, że to nie jest od nas zależne).

Tak może być na przykład, gdy rodzic raz na jakiś czas zapomni dziecku spakować śniadania – dziecko będzie winiło rodzica. I słusznie. Bo to rodzic wziął na siebie ten obowiązek i dopóki go dziecku nie przekaże, to on będzie odpowiedzialny za błędy, a dziecko niczego się błędów rodzica nie nauczy.

Dlatego jeśli chcemy pozwolić dziecku na błędy i naukę na nich, najpierw musimy być gotowi przekazać mu odpowiedzialność. Zaufać mu, że sobie poradzi. Porozmawiajmy z nim o tym – powiedzmy, że przekazujemy mu pewne obowiązki, bo jest już na tyle duże, że ufamy iż sobie z nimi poradzi.

Najlepiej robić to stopniowo, w tempie które odpowiada zarówno dziecku, jak i rodzicom.

Nie bawmy się też w superbohaterów

I nie ratujmy dzieci przed porażkami. Wiem, że takie „wybawianie z kłopotów” wydaje się dobrym pomysłem – że dziecko będzie nas uwielbiać itp. – ale to tylko złudzenie. W rzeczywistości nauczymy je tylko, że czego by nie zrobiło, to rodzic je uratuje. Dlatego musimy przestać dowozić zapomniane śniadania do szkoły, nie wyręczać dzieci w zadaniu domowym i nie odkupować zabawek, które zostały przez nie zniszczone.

Bądźmy blisko, wspierajmy, kochajmy, ale nie ochraniajmy dzieci przed naturalnymi konsekwencjami ich działań. Szczególnie, gdy są one jeszcze stosunkowo niegroźne. To jest niesamowicie ważna lekcja, która pomoże im zrozumieć czym konsekwencje są – a w mojej opinii lepiej by było, aby zrozumiały to teraz, na bezpiecznym gruncie, niż w przyszłości, gdy upadek może być niezwykle bolesny i dużo bardziej kosztowny”.

Prawa do zdjęcia należą do Capture Queen.

 

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

16
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
OlgaMariaTaty creme de la cremeZe Źródeł #59 » Kuba OsińskiKamil Nowak Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aneta Wiciak
Gość
Aneta Wiciak

Uważam, że jest to bardzo zdrowe podejście i popieram. Polecam od najmłodszych mój 2latek ma już swoje obowiązki jak np wynoszenie swoich ciuchów do kosza na pranie. Szybko załapał, bez namawiań ani nic w tym stylu i ciuchy nie walają się po domu :D

Patrycja
Gość
Patrycja

Ha , ha, u mnie to samo :) :) raz mnie zaskoczył tym, że po obiedzie zebrał wszystko ze stołu i wstawił do zlewu. Ja zmywałam, on dokładał. Byłam z niego tak mega dumna, że trudno to opisać. I ta jego duma, że poczuł się taki ważny :)

Kamil Nowak
Gość

U nas wszystkie obowiązki domowe idą bez problemu – wynoszenie ubrań, zbieranie naczyń ze stołu itp. Tylko jeszcze to słynne sprzątanie pokoju nam pozostało :)

Agnieszka Wenska-Bułka
Gość
Agnieszka Wenska-Bułka

To prawda.Zbytnie wyręczanie dzieci (i nie tylko dzieci ;))wbrew pozorom może przynieść więcej szkody niż pożytku.Później będzie niezaradne a przecież chcemy żeby dziecko jak najwięcej eksplorowało,rozwijało ciekawość i zdobywało świat.Albo nie będzie za bardzo się starać (nie da z siebie wszystkiego)licząc na to,że jakby co to mama/tata poratuje bo to norma -a co jak ich nie będzie pod ręką?Jeszcze jest opcja,że takie przyzwyczajenie do wyręczanie przez innych będzie wykorzystywane z premedytacją;)Mimo całej miłości do dziecka i chęci ochronienia go przed całym złem tego świata lepiej pozwolić mu uczyć się na błędach:-)

Kamil Nowak
Gość

W końcu każde dziecko ostatecznie uczy się błędach. Tylko niektóre robią to, gdy mają 5 lat, a inne robią to gdy mają 25 lat :)

Magda Anci
Gość
Magda Anci

Moje dziecko jest chyba w takim razie jakieś „wyjątkowe”. Ma 8,5roku, od kiedy pamiętam wiecznie gubi swoje rzeczy. W przedszkolu było to niezauważalne, ponieważ przebywali w jednej salce, natomiast kiedy poszedł do szkoły…wiecznie wiecznie wracał bez bluzy, butów, czapki, chlebaka, termosu, stroju na wf, książki. Ok, to mało wartościowe przedmioty dla niego, więc potrafię to zrozumieć. Ale żeby zostawić ukochany album z kartami champions league gdzie wartość była również materialna (bądź co bądź jedna saszetka kosztowała 3,90zł także kilka stówek tam leżało)??? Oczywiście gdy udało mu się po kilku dniach odzyskać album, okazało się że połowy kart- tych najcenniejszych –… Czytaj więcej »

Patrycja
Gość
Patrycja

Mam dwuletniego syna, więc nie bardzo pomogę, ale wydaje mi się, że duży wpływ na to jak się zachowują nasze dziecko mają inne dzieci. Piszesz, że jedynką się nie przejmuje, a zobacz, że tak naprawdę mało które dziecko się przejmuje… i teraz choćbyśmy stali na rzęsach to przychodzi moment szkoły i wszystko czego uczyłyśmy nagle znika. Mnie to przeraża już na samą myśl. Uczę swego dziecka odpowiedzialności, jakiegoś tam obycia w życiu, ale patrząc na innych ręce załamuje. Nie wiem co będzie za te 4-5 lat.

Maria
Gość
Maria

Dzieci na ogół są „roztrzepane” , o tych ” poukładanych ” mówimy ” stary malutki ” i też niedobrze !Ale jeśli powtórnie zgubił album , miałby zakaz zabierania takich rzeczy do szkoły , bo :- do szkoły nosi się ksiązki – to miało wartość materialną – żebyś ty mógł to mieć , musiałam za to zapłacić – aby móc za to zapłacić , musiałam pracować – pracując , nie mogłam być z tobą ,choć bardzo chciałam – nie szanujesz mojej pracy , nie szanujesz mnie ! Nie wierzę, aby nie ruszały go uwagi , to jego poza , bo być… Czytaj więcej »

Ola Jurkowska
Gość

Dokładnie tak. Strasznie często w szkole słyszę „nie mam pracy domowej, bo mama mi nie powiedziała. Nie mam długopisu, bo mama mi nie spakowała. itd”. Starając się wszystko robić za dzieci chyba trochę pozbawiamy je możliwości uczenia się samodzielnie. Chociaż często najpierw narzucamy im obowiązki poza ich możliwościami (mówię np. o szkole, gdzie najważniejsza jest ilość przekazywanej dzieciom wiedzy książkowej i jest to niewspółmierne do ich możliwości organizacyjno-pamięciowo-skupieniowych, więc żeby zdążyć z materiałem trzeba wiele rzeczy zrobić za dzieci.) Pozdrawiam

Kamil Nowak
Gość

To prawda, że czasami tych obowiązków (szczególnie szkolnych) może trafić się za dużo, ale wtedy warto porozmawiać z innymi rodzicami czy oni też tak uważają i później porozmawiać z nauczycielką, że albo znaczna część dzieci potrzebuje wolniejszego tempa albo że potrzebujemy wsparcia z naszych maluchem, bo czuje się przytłoczone i mimo chęci sobie nie radzi.

Kuba Osiński
Gość

Do dzisiaj pamiętam pierwszą kosę jaką dostałem za brak pracy domowej i aferę jaka z tego tytułu wybuchła w domu. Nauczyło mnie to nie wiele. Spóźniać się nienawidzę.
Stopnie w szkole nigdy mnie nie motywowały, raczej chęć wiedzy i to chciałbym przeszczepić moim Mrówom.

Kamil Nowak
Gość

„Do dzisiaj pamiętam pierwszą kosę jaką dostałem za brak pracy domowej”
Przeczytałem i pomyślałem, ale patologia :D

Potem do mnie dotarło, że kosa, to jedynka :D

trackback

[…] 11 błędów, które każde dziecko powinno mieć prawo popełnić – BlogOjciec – Bo jak dzieciaki mogą się uczyć jak nie na błędach. Niby każdy tak mówi, ale nie każdy wprowadza w życie. […]

Taty creme de la creme
Gość
Taty creme de la creme

Zgadzam się „bądźmy blisko, wspierajmy (…) ale nie ochraniajmy”. Czasem tylko zastanawiam się, jak zachować ten złoty środek? Granica między ciągłym wyręczeniem, a wspieraniem i towarzyszeniem jest bardzo cienka. Czasami tylko uda mi się ją wyczuć. Tak intuicyjnie :)

Maria
Gość
Maria

Zgadzam się w 99% z tym co Pan napisał, a ten 1% to :nigdy nie posprzątałabym po dziecku zabawki rzuconej w złości. Każdy ma prawo do emocji i różnie się one ujawniają , ale one mijają i trzeba ponieść konsekwencje swojego zachowania ( zepsuta zabawka , sprzątanie )Uważam , że dzieci należy wychowywać od pierwszych dni ich życia ( ! ), a nie czekać aż trochę podrosną , bo teraz przecież nic nie rozumie. Przykład- kilkudniowe dziecko zapłacze ( ma prawo, bo przecież ono aklimatyzuje się do nowych warunków ), rodzic biegnie i bierze na ręce albo jeszcze gorzej buja… Czytaj więcej »

Olga
Gość
Olga

punkt 10. WYJEŻDŻENIE CAŁEJ BENZYNY W BAKU – niby mam tego uczyć dziecka? :P Nigdy w życiu mi się to nie zdarzyło i nie zdarzy. A jak już dziecko jeździ autem to już nie jest dzieckiem ;)
Co do gubienia – moja siostra 4 razy zgubiła legitymację szkolną, jakoś jej to niczego nie nauczyło…
ale ogólnie zgadzam się, że dziecko musi nauczyć się samodzielności.