Jak zaprzyjaźnić się z Facebookiem?

Czy jedyny sposób na sensowną współpracę, to ustalenie opcji „stały przelew”?

Zanim przejdę do części właściwej, chciałem tylko powiedzieć, że nie jestem żadnym guru marketingu, nie pracuje w „socialu”, a jedyny mój kontakt z Facebookiem to prawie roczne prowadzenie profilu Blog Ojciec. Wszystko co tutaj opisuje, jest oparte wyłącznie na moim osobistych obserwacjach. 

8404288423_40822d28af_oLegendarne cięcie zasięgu

Z każdej strony dochodzą mnie ostatnio (od jakiegoś roku lub więcej), sygnały że Facebook tnie zasięgi. Jednym bardziej, innym mniej, ale wszystkim tnie. Każdy to wie, każdy o tym mówi, każdy tego doświadczył. Nie każdy jednak wie, co jest przyczyną. Wielu ludzi obwinia Zuckerberga i jego maszynkę do robienia pieniędzy, ale ja osobiście oficjalnych dowodów nie na to nie widziałem (a jednocześnie widziałem wiele dowodów temu przeczących). Dlatego zamiast obwiniać chciwość trzydziestoletniego miliardera, postanowiłem poszukać innego rozwiązania zagadki „znikających zasięgów” i całego Facebookowego zła. Oto moje odkrycia.

Ludzkie ograniczenia

Facebook ma coraz większą liczbę użytkowników. W związku z tym, że nie jesteśmy w stanie śledzić jednocześnie kilkuset osób i profili, czerpiąc z tego jednocześnie jakąś sensowną wartość – stworzono specjalne systemy, żebyśmy oglądali to, co nas interesuje. Dlatego jeśli coś polubimy, skomentujemy lub udostępnimy – Facebook wie, że to nas interesuje. Jak nie wchodzimy z wyświetlanymi treściami w interakcje, to Facebook zakłada, że to była mało ważna dla nas treść. I sam system jest bardzo prosty – jeśli nas coś interesuje, to dostajemy więcej informacji z tego źródła, a jeśli nie, to dostajemy mniej, aż do całkowitego zaniku. Ogólnie – bardzo dobry system. I kiedy już wiemy jak działa, możemy przejść do jego rozgryzania.

Płacić czy nie płacić?

Najważniejsze z wszystkich pytań, bo przecież hajs musi się zgadzać. Rozważmy osobno dwie główne formy promocji.

Polubienia strony

Tutaj zacząłem moją przygodę z płatnościami. I muszę przyznać, że taka współpraca dobrze działa na ego. Na końcu każdego dnia widzimy tych paru czy parunastu nowych „fanów” i daje nam to małego kopa. Czujemy, że mamy dla kogo pisać. W teorii brzmi nieźle. Niestety w praktyce okazało się, że większość fanów pochodzących z takich klików, staje się biernymi fanami. Statystykami. Więc sobie odpuściłem. Wolę 5.000 zaangażowanych fanów, niż 50.000 botów, którzy tylko ładnie wyglądają jako liczba. I nie chodzi mi tylko o zupełny bezsens posiadania 45.000 niezaangażowanych użytkowników. Chodzi też o fakt, że tacy niezaangażowani w pewnym stopniu „kradną” zasięg pozostałym fanom. I nasze posty zamiast trafiać do ludzi zainteresowanych, trafią w pustkę.

Promocja postu

Tutaj próbowałem kilkukrotnie podejść do tematu, zarówno w przypadku tych dobrych postów, żeby zgodnie z zaleceniem Facebooka zwiększyć ich zasięg (Promuj swój post!), jak i w przypadku tych słabszych, którym chciałem podnieść obroty. I pierwszym problemem jest oczekiwanie na akceptacje reklamy. Jak większość ludzi wie, interakcje w pierwszych chwilach opublikowania postu mają znacznie większe znaczenie, niż te, które pojawiają się po tygodniu. Mi zdarzało się czekać nawet 24 godziny na rozpoczęcie promocji, a wtedy zwykle było już po zawodach – albo wpis się rozszedł albo nie. Jeśli się rozszedł, to płatna promocja niewiele zmieniała i stanowiła mały procent całości. Jeśli natomiast wpis był słaby, to zyskiwał maksymalnie paręnaście dodatkowych polubień i parędziesiąt dodatkowych wejść. Jednym słowem, w przypadku promocji bloga – lepiej te 50-100zł przekazać na jakąś akcję charytatywną.

Żeby nie było wątpliwości – ja obecnie Facebookowi za nic nie płacę, ale nie wykluczam tego w przyszłości, jeśli coś się zmieni.

Skąd zatem brać zasięg?

No dobra, ale skoro nie płacimy, to skąd brać zasięg? To proste*. Trzeba generować interakcyjne treści. Jeśli tylko będziemy angażować ludzi, to zasięg będzie nam rósł aż miło. A jeśli urośnie nam zasięg, to będziemy mogli łatwiej docierać do większej grupy docelowej. Dlatego też ja, mimo iż post wrzucam na blog co dwa, trzy dni, to na Facebooku czasem i trzy lub cztery posty dziennie lądują. I to bardzo dobrze przekłada się na zasięgi.

*wcale nie.

Brak treści > słabe treści

Ważna informacja: brak treści jest lepszy, niż słabe, nieangażujące treści. Bo każda osoba, która nie zareaguje widząc nasz post, automatycznie zmniejsza szanse, na zobaczenie naszego kolejnego wpisu. Dlatego też nie ma co się szczypać i jeśli widzimy, że jakaś status na Facebooku, który miał generować interakcje, tego nie robi – usuńmy go. Skoro przez pierwszą godzinę nie ma żadnej interakcji, to trzeba się go pozbyć. Im mniej osób go zobaczy, tym mniej Facebook obetnie nam zasięgi.

Oczywiście ten akapit nie dotyczy treści dla mnie ważnych. Jeśli dla przykładu udostępniam jakąś akcję charytatywną, to wiem, że ona wzbudzi mało interakcji, ale wtedy mi ta „strata” zupełnie nie przeszkadza. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

Interakcyjne treści

No dobrze, wszystko fajnie. Wiemy już, że trzeba tworzyć interakcyjne treści. Ale jak to zrobić? Oto kilka sposobów (celowo pomijam tutaj tworzenie dobrych treści na własnym blogu, bo o tym napisano już bardzo wiele):

Historie z życia wzięte

Śmieszne, smutne, zaskakujące. Życie pisze najlepsze scenariusze. Drobna uwaga: nie każdą ciekawą sytuacją warto się podzielić. Niektóre powinny zostać w rodzinie lub wśród przyjaciół, jako wyraz szacunku dla więzi was łączących.

Mądre słowa, mądrych ludzi

Ale bez oklepanych cytatów, które każdy zna. Nie zawsze też musimy wrzucać cytaty Einsteina czy Jobsa. Czasami zupełnie nieznani nam ludzie, chwytają w kilku słowach naprawdę niesamowite idee.

Grafiki

Facebook tak działa, że czysty tekst promuje bardziej, niż grafiki czy linki i warto na tym czystym tekście bazować. To akurat jest przebadane. Jednak czasami są rzeczy, których nie da się pokazać za pomocą słów. Jak na przykład to zdjęcie:

Zresztą grafiki sprawiają, że na fanpage jest bardziej żywy, więc tym bardziej warto w nie zainwestować.

Inne blogi

Tak! Warto wrzucać linki do innych blogów. Wasi czytelnicy to nie mydło i się nie wymydlą, jak przeczytają dobry tekst u kogoś innego. Wręcz przeciwnie. Będą wam wdzięczni za wartościową treść. Wystarczy spojrzeć na kilka ostatnich wpisów u mnie i ich wyniki: post od Segritty (151 polubień, 23 udostępnienia), wywiad z Konradem (103 polubienia, 52 udostępnień) czy post Matka jest tylko jedna (266 polubień, 85 udostępnień). Ten ostatni aż mnie zawstydził, ale co zrobię. Dobra treść, to dobra treść.

Trollowanie

Na koniec pół żartem, pół serio. Nie polecam trollowania, jako trwałego sposobu angażowania czytelników, ale raz na czas nikomu nie zaszkodzi. Konkretnie chodzi o wywołanie dyskusji na temat, w którym nie ma jednego słusznego rozwiązania, a jednak ludzie dzielą się zawsze na podgrupy i zażarcie bronią swojego stanowiska. Jak nie macie własnego pomysłu na takie treści, to polecam wam post Michała:

„Słuchajcie mam prośbę doradźcie mi – Playstation czy Xbox, Nikon czy Canon, Coke czy Pepsi, Iphone czy Android, Commodore czy Atari, silikony czy naturalne? Dzięki.”

Mam nadzieję, że rozumiecie ideę :)

Droga do celu

Dla mnie Facebook, jak bardzo fajnym miejscem by nie był, jest obecnie swego rodzaju portalem dla czytelników mojego bloga. To prawda, że tam jest fajnie, ale jednak tutaj, na blogu, jest lepiej :) Dlatego też wszystkie powyższe „sztuczki” na podtrzymanie dobrego zasięgu, to jedno, a generowanie dobrych i interakcyjnych postów ściągających ludzi na nasz blog, to drugie. Jak więc to zrobić? Należy skupić się na trzech rzeczach: polubieniach, komentarzach i udostępnieniach. To wydaje się proste, ale potrafię spędzić godzinę nad odpowiednim wpisem. Takim, którego da się polubić. Szczególnie jeśli piszę na nieprzyjemny temat.

Tutaj też mam kilka spostrzeżeń. Przede wszystkim polubienia i komentarze zależą głównie od treści postu na Facebooku, a udostępnienia natomiast zależą niemal wyłącznie od treści na blogu. Dlatego warto się postarać o to, żeby poza sensownym postem na blogu, napisać też sensowny (w sensie dający się polubić lub generujący komentarze) tekst na Facebooku.

I ta jedna, najważniejsza rzecz na koniec

Czas. Niestety nie mamy szans prowadzić sensownego fanpage, jeśli nie możemy na to przeznaczyć wystarczająco dużo czasu. Co prawda wymaga on mniej opieki niż blog, ale zdarzają się czasem dni, gdy spędzam nad nim godzinę lub dwie. Podoba mi się też to, co napisał Bartek w tym temacie i mimo, że on to kierował głównie do firm, to blogerzy też z tego mogą skorzystać:

Bartek: Droga osobo decyzyjna!

Media społecznościowe to nie tylko wrzucenie statusu na Facebook. To ani nie początek, ani też nie koniec pracy osoby zarządzającej kanałami. Wrzucenie powinno być poprzedzone przygotowaniem odpowiedniej strategii, a po publikacji zamieniamy się w animatora dyskusji, który w kolejnym dniu stanie się precyzyjnym analitykiem. Media społecznościowe to najtrudniejszy kanał marketingowy w internecie. Nie tylko trzeba znać niuanse poszczególnych narzędzi, ale też rozumieć swoją grupę docelową oraz odpowiednio się z nią komunikować. Wszystko oczywiście w czasie rzeczywistym. Jeżeli nie jesteś w stanie zrozumieć, że na DOBRE prowadzenie komunikacji w social media trzeba przeznaczyć minimum pół etatu zapomnij o sukcesach. Twoje profile będą jak wiele innych – zupełnie bezwartościowe. Założone tylko dlatego, że taka jest moda.

Najlepszy polski fanpage?

A jeśli chcecie się zainspirować czytając jeden z najlepiej prowadzonych polskich fanpage, to polecam Moja dziewczyna czyta blogi (tutaj znajdziecie ich blog). Ich statusów po prostu nie da się nie lubić.

PS. Wdzięczny będę też za każdą informację zwrotną – co u was działa, a co się nie sprawdza. I jak się okażę, że jednak nie miałem w czymś racji, to też piszcie. Przeżyję. A przy okazji czegoś się nauczę :)

Prawa do zdjęcia należą do Ahsan.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

32
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
23 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
Jak zdobyć więcej lajków na Facebooku? - VADEMECUM BLOGERAJak pisać bloga żeby odnieść sukces. W cylku blogerzy radzą. - VADEMECUM BLOGERABlog OjciecSzymon KuźniakBartłomiej Panek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ojciec M.
Gość
Ojciec M.

Nie zauważyłem, żeby było odnotowane. Płacić czy nie? Sprawdziłem promocje swojego fanpege i promocję postu. Płaciłem dosłownie drobnymi, kilka złotych. Dosłownie dwa razy – za każdym razem po 10 minutach miałem zatwierdzoną reklamę. I co tu odnotować?` Gdy reklama się skończyła zwykłe posty miały nieporównywalnie większy zasięg niż przed „akcją” promocyjną.

Blog Ojciec
Gość

Dobrze zobaczyć, że u kogoś działa to zupełnie inaczej. Ja próbowałem zarówno z małym budżetem, jak i z grubszym. W obu przypadkach efekty były raczej mizerne. Jedynie przy polubieniach było ok, ale to też tylko w początkach, gdy miałem mniej niż 1.000 polubień. Im więcej polubień, tym gorsze były wyniki płatnej promocji.

Ojciec M.
Gość
Ojciec M.

Jak już jesteśmy w temacie. Nie zauważyłem, kiedy BlogOjciec „postarzał się” o 3 tysiące lajków :)

Lefti
Gość

Ojciec M, a przy promocji postu wybierasz jako odbiorców osoby, które polubiły fanpage czy tych z grupy docelowej?

Ojciec M.
Gość
Ojciec M.

Nie napisałem, a to ważne. Przy promocji tworzyłem własną grupę docelową wpisując kryteria.

Lefti
Gość

Zdradź więcej :) Za każdym razem inną czy zwykle ta sama? Ja zawsze wybieram Rodzinę i Dziecko, niezbyt dobry wybór? Powinnam skupić się na innych kryteriach?

Ojciec M.
Gość
Ojciec M.

Te tylko dwie reklamy. Dosłownie za kilka złotych. Nie jestem ekspertem. Nie chcę, aby moje słowa ktoś traktował jak drogowskaz. Pierwsza reklama – polubienie fanpage – wybrałem tak jak Ty „rodzinę i dziecko”. Nic z tego nie miałem poza informacją zwrotną, że reklama została wyświetlona u X osób. Druga – promocja wpisu – okrojona pod przypadkowe, co du dużo ukrywać „zainteresowania” dla mam w wieku 23-40 lat dała lepsze efekty.
Zainteresowany tematem muszę poszperać coś o wynikach. Jakie są zadowalające? Mam na myśli stosunek kosztów do kliknięcia.

Lefti
Gość

„Jakie są zadowalające? Mam na myśli stosunek kosztów do kliknięcia.” To pytanie do mnie?

Ojciec M.
Gość
Ojciec M.

Do Ciebie, do @BlogOjciec:disqus, do kogoś kto zna odpowiedź :)

Lefti
Gość

Nie mam pojęcia, gdy raz wykupiłam reklamę na poprzednim fanpagu (sposobynadzieci) to koszt lajka wyniósł 26 gr, za 100zł miałam 335 lubiących i uważałam, że to był dobry wynik.

Ojciec M.
Gość
Ojciec M.

Miałem 30 gr, więc nie jest źle.
100 zł? Potrafisz zmotywować do pracy. Za 100zł można mieć to, co ja bez wkładu w reklamę tworzę przez 4 miesiące.

Lefti
Gość

Tylko nie wiadomo jak te lajki mają się do tego co pisze Kamil. Może rzeczywiście są bezwartościowe, choć wtedy miałam większy ruch na fanpagu.

Blog Ojciec
Gość

Ja przy różnych kombinacjach i różnych grafikach, doszedłem do 6-7gr za lajka. Średnia jednak oscylowała na poziomie 15-20gr. Trzeba kombinować z różnymi opisami i różnymi grafikami.

Blog Ojciec
Gość

Ja zwykle musiałem zainwestować około 20-30zł, żeby osiągnąć taki zasięg, jaki mam normalnie przy słabych postach (czyli ok. 2000-3000 zasięgu). Zadowalający uznałbym wynik co najmniej kilkukrotnie lepszy.

Arkadiusz Rosak
Gość
Arkadiusz Rosak

Osobiscie wszystkie blogi czytam przez czytnik (kiedys Google teraz nextgen) i to tylko przez własne lenistwo ;) tam nie mam reklam ani niczego innego niż to co potrzebuje, na twój blog trafiłem czytając inne blogi ojców czy matek,a tak jak pisałeś na Facebooku jest wszystkiego za dużo i wiele rzeczy potrafi umknąć.

Blog Ojciec
Gość

Ja też czytam innych niemal wyłącznie przez czytniki :) To tak dowodząc dodatkowo „wartości” facebooka :)

Lefti
Gość

Przyda mi się ta wiedza, szczególnie teraz gdy wystartowałam z nowym fanpagem (na starym miałam ponad 3000 lubiących) mam nadzieję, że się uda i nie będę tego kroku żałowała.

W rok 8000 lubiących dobry jesteś nie wiedziałam, że facebookowy Blog Ojciec jest taki młody, chylę czoła i mam nadzieję że powtórzę Twój sukces :)

Blog Ojciec
Gość

Powodzenia :)

Rodzinne porachunki
Gość

Dzięki za porady. Bardzo mi się przydadzą zwłaszcza na początku mojej drogi blogowania. Prawda jest niestety taka, że nie wystarczy tylko pisać dobre posty/artykuły, trzeba je także umieć wypromować. Jeśli ktoś nie usłyszy o tobie, to nie będzie miał szansy przekonać się jak dobre treści tworzysz. Sam zastanawiam się nad promowaniem treści na facebooku, by dotrzeć do większej ilości potencjalnych czytelników, ale teraz po twoim artykule, dwa razy się nad nimi zastanowię.

Ojciec M.
Gość
Ojciec M.

Słyszałem już opinię, że nie trzeba dobrze pisać, jeśli potrafisz się promować :)

Blog Ojciec
Gość

Wystarczy spojrzeć na Roberta Kiyosakiego. Najgorzej piszący i jednocześnie najlepiej sprzedający się pisarz (przynajmniej przez pewien czas).

Blog Ojciec
Gość

Może na początku to pomaga, żeby przekroczyć tą krytyczną barierę 1000 fanów. Jednak im dalej w las, tym mniejszą to dla mnie miało wartość.

Joanna Jaskółka
Gość

Od siebie mogę dodać jeszcze, że nie zawsze duża liczba polubień = duży zasięg. Często miałam tak, że tekst nie miał jeszcze polubień, ale tytuł był tak ciekawy, że ludzie wchodzili i samym tym, że była interakcja [kliknięcia] zasięg rósł. Innym razem, zapowiadając post, daję zabawną anegdotkę, która jest na tyle zabawna, że ludzie lubią, ale… nie wchodzą, bo sama anegdotka ich bawi :) Taki niuans, ale ciekawy.

PS. Nie wstydź się, bo kiedyś sam mnie zawstydzisz :D

Blog Ojciec
Gość

O widzisz, zapomniałem o klikach. A te też dodają zasięgu i wtedy tak jak piszesz, dużo zależy od tytułu postu.

Bartłomiej Panek
Gość

(wreszcie dorwałem się do klawiatury) Witam. Wpis czytałem jak tylko się pojawił, ale w między czasie nie mogłem nic odpisać. A tak bardzo chciałem ;-) Z tym pisaniem to nie do końca jest tak, że dobry tekst lepiej się sprzeda, a gorszy źle. To wciąż jest jest subiektywna opinia, więc co dla jednego jest dobre, dla innego już nie koniecznie. Przykład? Justin Biber – ten to ma zasięg, ale poziom… No i w drugą stronę, zasięg. Ile to jest 1%? Dużo, mało? Niech tylko 1% twoich fanów zagląda na moją stronę dziennie, a ja poproszę 10% moich fanów, żeby weszli… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Obecnie FB się zmienia i ja osobiście widzę zmiany na lepsze. Obecnie mam 90% treści, którą chcę oglądać i 10% wrzuca mi losowo od innych profili/użytkowników. To jest fajne, bo mam szansę obejrzeć coś świeżego, ale jednocześnie mam cały czas to, czego potrzebuje. Dodatkowo uzupełniam to zaprzestaniem obserwacji tych osób, które mnie nie interesują. I niestety, ale zauważyłem, że samo wejście na profil nie generuje interakcji – trzeba klikać polubienia, komentować i udostępniać. „Algorytm wrzuca próbkę kilku osobom i „patrzy” na reakcję.” To prawda, ale trzeba pamiętać, że ta próbka nie leci do losowych osób. Najczęściej leci do najbardziej zaangażowanych.… Czytaj więcej »

Bartłomiej Panek
Gość

Mała uwaga co do ilości… przez przypadek (jasne, że nie…) mój post znalazł się na głównej stronie WOŚP. W ciągu 24h dotarł do 50 000 osób, a w tym czasie na moją stronę weszło kilka tysięcy osób. Tylko na ten jeden post. Wielkość ma znaczenie ;-)

Blog Ojciec
Gość

To jest oczywiste :) A z tego co widzę co zasięg cały czas rośnie i masz jeden z lepszych wyników na ich stronie ;) Gratulacje :)

Szymon Kuźniak
Gość

Dlaczego ja dopiero teraz trafiłem na ten wpis? No tak, koniec grudnia…
Chyba trzeba spełnić marzenie Młodej i zainwestować w kota. Potem już tylko prosty schemat: kot + dziecko + facebook = profit ;)

Blog Ojciec
Gość

Podobno ten schemat działa w 99% przypadków :)

trackback

[…] Chyba najlepiej będzie, jak opiszę na przykładzie. Trafiłem kiedyś na genialną myśl, która bardzo pomaga w rodzicielstwie bliskości. Była ona równocześnie bardzo prosta. Polegała na tym, aby podejść bliżej do swojego dziecka. Zamiast jednak nazwać artykuł na ten temat „Podejdź bliżej do swojego dziecka”, nazwałem go „Najlepszy sposób, aby wychować swoje dzieci bez krzyku”. Mam nadzieję, że widzicie różnicę? Polecam też każdemu przejrzeć jakąś listę top 20, top 50 albo nawet top 100 najlepszych tytułów/nagłówków w książkach/gazetach – pełno tego w Internecie, a trzeba przyznać, że daje to świetny wgląd w to, jak je tworzyć. (A przy okazji inny… Czytaj więcej »

trackback

[…] Ale to martwe dusze. Nie reagują, nie lajkują. Są, ale ich nie ma. Moje obserwacje potwierdza Kamil z bloga Blog Ojciec, który miał podobne […]