Robię to dla moich dzieci

Wymówka, którą wypowiada każdy zapracowany rodzic.

bussinessOstatnio coraz częściej widzę (i czytam) rodziców, którzy nie pracują już wyłącznie regularnych ośmiu godzin, ale wchodzą na kolejny poziom i zaczynają pracować po dziesięć czy nawet dwanaście godzin na dobę. Wliczam w to dojazdy do pracy, więc pewnie można by mnie nazwać niesprawiedliwym. Trudno, przeżyję. Niektórzy, najbardziej zapracowani, biorą jeszcze część pracy do domu. Z jednej strony budzą podziw, bo mało kto jest w stanie być produktywnym tyle godzin dziennie. Z drugiej strony, należy zadać sobie pytanie czy to jeszcze praca czy już ucieczka.

Relaks w godzinach pracy

Zawsze się śmieję, że prawdziwą pracę wykonuję w domu, przy dzieciach, a do pracy jadę odpoczywać. W pewnym momencie zrozumiałem jednak, że to nie do końca jest żart. Wychowanie trójki dzieci, zawierające w sobie coś więcej, niż „Idź pobaw się do pokoju”, jest absorbującym zajęciem. Można dać dziecku tablet, włączyć bajkę czy co tydzień kupować nową zabawkę, żeby mieć je z głowy i móc w spokoju leżeć na kanapie. Jeśli jednak chcemy współuczestniczyć w procesie wychowania, wymaga to poświęcenia sporej ilości czasu. Każdego dnia. Zawsze trzeba myśleć na przód, trzeba uważać na każde słowo, trzeba być cierpliwym, wyrozumiałym… można tak wymieniać. I jeszcze na szyi wisi nam tabliczka z napisem „jesteś za nie odpowiedzialny”. Dlatego, mimo że kocham moje dzieci, do pracy jadę odpocząć. Nabrać siły. A po ośmiu godzinach, wracam do domu, do tych małych istot, dla których zrobiłbym wszystko. I robię to wszystko z przyjemnością.

Uciekanie od obowiązków

Kiedy więc słyszę, że ktoś „zapracowuje się” po kilkanaście godzin dziennie, automatycznie zapala mi się lampka ostrzegawcza. Czy ta osoba spędza w pracy tyle czasu, bo nie ma innego wyjścia, czy może próbuje uciec przed obowiązkami. Przypomina mi to pewien dowcip:

Wchodzi mąż do domu, który wygląda jak po przejściu tornada. Wszędzie leżą rozwalone ubrania, a pomiędzy nimi porozrzucane resztki z obiadu. Cały stół w jadalni jest oblepiony jedzeniem, a w zlewie jest sterta brudnych naczyń. Do tego wszędzie walają się dziecięce zabawki. Mąż przerażony patrzy na żonę:

– Kochanie! Co tu się stało?!

– Pamiętasz ten moment kiedy wracasz z pracy, rozkładasz się na kanapie, włączasz telewizor, otwierasz piwo i pytasz mnie ja w ogóle robię całymi dniami?

Mąż z powątpiewaniem kiwa głową.

– No więc dzisiaj nic nie robiłam.

Zdarza się, że nawet praca na budowie, jest łatwiejsza, niż zajęcie się dziećmi czy ogarnięcie domu, bo wymaga zupełnie innych umiejętności i potrafi wyczerpać w zupełnie inny sposób. Wtedy właśnie pojawiają się chwilę zwątpienia i niebezpieczne myśli:

„Lepiej wrócić do domu, gdzie czeka mnie masa obowiązków, wliczając w to sprzątanie, gotowanie, prasowanie i opanowywanie kilku dzieci, czy może lepiej zostać jeszcze kilka godzin w pracy i wrócić, gdy wszyscy będą spać?”.

Sam nie jestem święty. Wiem, że takie rozwiązanie kusi. Tak jak czekolada. Tak jak przeleżenie niedzieli w domu i oglądanie seriali. Jednak nie każda taka „zachcianka” jest pożyteczna w długoterminowym okresie czasu. Skłaniałbym się nawet do stwierdzenia czegoś zupełnie przeciwnego. Dlatego czasami trzeba powiedzieć sobie samemu NIE. Głośno i wyraźnie.

Czasami jest ciężko

Jeśli zdecydowaliście się na założenie rodziny, pamiętajcie o powodach dla których to zrobiliście. Wiem, że czasami przychodzą w życiu cięższe chwile i sytuacja wymaga, aby pracować po dwanaście godzin na dobę. Ba, czasami jest tak ciężko, że trzeba pracować i szesnaście godzin na dobę. Wiem to, bo byłem w takim miejscu. Trzeba jednak z tym walczyć. Przeciwstawić się i opracować plan wyjścia z tej sytuacji. Żyjemy dla siebie i dla innych ludzi, nie dla pracy. Praca jest jedynie środkiem do celu. Tak jak pisałem w Dzieci są na chwilę. Przegapicie dzieciństwo swojego dziecka i drugiej szansy już nie dostaniecie. A życie z wyrzutami sumienia może być bardzo ciężkie.

Pisząc ten artykuł, przypomniała mi się opowieść mojego byłego szefa, który ma czwórkę dzieci i jednocześnie firmę budowlaną w kilku różnych krajach. Kiedyś zapytałem go jak to możliwe, że jednocześnie wychowywał dzieci i rozbudowywał swoją firmę. Odpowiedział mi ze szczerym uśmiechem:

– To proste. Kiedy jeździłem koparką, zawsze miałem ze sobą jedno dziecko. Zwykle najmłodsze, bo nic tak nie usypia niemowlaka jak odgłos charczących maszyn budowlanych.

Da się? Da się.

Odpowiedzialność spoczywa na Tobie

Tylko wy sami jesteście w stanie odpowiedzieć na pytanie czy pracujecie tak ciężko, bo jest to konieczne i naprawdę robicie to dla swoich dzieci, czy może jednak uciekacie od odpowiedzialności? Nikt tego za was nie zrobi. A jeśli odpowiedź na to pytanie, nie będzie was satysfakcjonować, to najwyższa pora na zmiany. Jeśli natomiast macie osobę w swoim otoczeniu, która używa wymówki „przecież robię to dla moich dzieci” zbyt często, podeślijcie mu pod nos ten tekst. Bo najważniejszą rzeczą jaką można zrobić dla swoich dzieci, nie jest praca od rana do wieczora. Najważniejsze, jest spędzanie z nimi wartościowego czasu.

Prawa do zdjęcia należą do Paul Inkles.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

18
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
CartKamil NowakMateusz JanikEwelina ZięciakBlog Ojciec Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nishka
Gość

Jest takie powiedzenie
Pracować, żeby żyć? Czy żyć, żeby pracować?
I myślę, że to dobry komentarz (w sensie to powiedzenie, a niże pisana przeze mnie treść ;) do Twojego tekstu.

Blog Ojciec
Gość

„I myślę, że to dobry komentarz (w sensie to powiedzenie, a niże pisana przeze mnie treść ;)”
Spokojnie, skromność na tym blogu nie jest wymagana :)

justyna q
Gość

Mądrze rzekłeś i tyle. My z Tomkiem cały czas tak kombinujemy, aby praca nie była głównym elementem naszego życia. Jesteśmy zakochani w naszych dziewczynach i nie chcemy tracić ich dzieciństwa. Nie da się nie być z nimi teraz, naiwnie wierząc, że da się to kiedyś nadrobić. Bo przecież, żeby było to „kiedyś” musi być „teraz”. Teraz budowana relacja, tak żeby za parę lat nie mieszkała z nami pod jednym dachem osoba, o której niewiele wiemy i która nie ma już ochoty nam wiedzy o sobie dostarczać.

Blog Ojciec
Gość

To prawda. Nawet nie pomyślałem o tym, bo z takim problemem do czynienia jeszcze nie mam. Jednak na pewno niejeden nastolatek rzuci rodzicowi w twarz, że skoro ów nigdy nie miał dla niego czasu, to teraz zadziała to w drugą stronę. Negatywny efekt motyla.

justyna q
Gość

Widzimy, jak nasza najstarsza panna 12-letnia coraz bardziej żyje własnym życiem: zajęcia, spotkania z koleżankami, wyjścia do kina, nocowanie w przyjaciółek. Bycie z rodzicami przestaje być najbardziej pożądaną rozrywką świata. Dlatego wydaje mi się, że to ostatnie chwile na inwestowanie w to, by kiedyś chciała przyjść, pogadać. Nie będzie inwestycji = nie będzie zysku, w postaci kontaktu z nastolatką. Ktoś inny zainwestuje niekoniecznie mądry i chcący dla niej dobrze.

Klaudia O.
Gość

Świetny tekst ;) Szkoda, że tak niewielu mężczyzn jest w stanie w ogóle dostrzec to, że praca w domu to nie sielanka. Szczególnie jeśli się innej nie ma i nie można uciec na te 8 godzin.
Pozostaje jeszcze kwestia „pracuję więc mam prawo odpocząć”, a ty kobieto nie marudź tylko piwo podaj, jakby jej się odpoczynek nie należał.. To kolejny sposób, poprzez który mężczyźni uciekają od wychowywania swych maluchów.

Blog Ojciec
Gość

I potem weź takiego, jak już zostanie w domu, poproś żeby dziecko ubrał i zawiózł do przedszkola. Będzie co chwila dzwonił „a gdzie są ubrania?”, „a gdzie są gumki do włosów?”, „a gdzie jest ręcznik?” :) Chociaż w sumie lepiej, żeby dzwonił, niż żeby posłał dziecko ubrane na „modę męską” :)

Klaudia O.
Gość

Haha, dobre ;) I niestety prawdziwe… :/

Pani Strzelec
Gość

Znam osoby, które nie radzą sobie zupełnie ze znalezieniem czasu na obowiązki poza pracą, czasu na rodzinę, czas wolny dla samego siebie. Taki „pracoholizm” pewnie może pojawić się jako ucieczka od dzieci, ale nieraz istnieje już wcześniej. Są związki, gdzie oboje pracują: kobieta potrafi „wyjść psychicznie z pracy”, zająć się domem, sobą, ma chęć zorganizować czas na spotkania z bliskimi. A facet praca-praca-praca. Może uciekają też od kobiet,od relacji, od czułości? Smutne bardzo.

Blog Ojciec
Gość

Ja jestem w stanie zrozumieć pracoholizm, kiedy ktoś dąży do czegoś. Ma konkretny cel, który osiągnąć może tylko dzięki ciężkiej pracy. To może trwać i rok, i dwa. Ale ciężka praca jako sztuka dla sztuki, oznacza że ktoś ma problem. I przed czymś próbuje uciec.

Nie zwalałbym też tutaj wszystkiego na mężczyzn, bo spotkałem kobietę, która wszystkie obowiązki zostawiła mężowi, gdy zwyczajnie nie potrafiła się odnaleźć w roli matki. A wszystkie rozmowy na ten temat, w celu wypracowania jakiegoś kompromisu były jałowe, bo ona powoływała się na depresję poporodową (ta, jasne).

Karina Kordek-Laskowska
Gość
Karina Kordek-Laskowska

ja żyję z takim „zapracowanym „mężem , ciężki temat wiec tekst podsunęłam do poczytania ;)

Blog Ojciec
Gość

Oby zadziałało :)

Agata
Gość

Jestem po drugiej stronie barykady. Tzn na macierzyńskim miałam wizję powrotu do pracy, w której na pewno nie spędzałabym 8 godzin dziennie, ale więcej. W domu nie byłoby mnie co najmniej 11h. Zaczęłam kalkulować – ktoś inny będzie wychowywał moje dzieco, a ja nie pracuję dla Unicefu, marne szanse żebym zasiadła w radzie nadzorczej. Zaczęłam wykorzystywać moje skille pracując z domu, okazało się to być bardziej opłacalne niż etat. No i jestem na etapie zakładania działalności, pracuję max 5-6h dziennie (w tym czasie niania przejmuje pałeczkę, nie ma innej opcji). Wiem, że nie zawsze się tak da, więc nie upraszczam.… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Najważniejsze to samemu przed sobą odpowiedzieć na pytanie co jest dla nas naprawdę ważne. I jak już wiemy co jest ważne, to sposób na zrealizowanie tego zawsze się znajdzie. Czasami wymaga to reorganizacji nasze życia i niejednokrotnie jakiegoś poświęcenia z naszej strony, ale musimy pamiętać, że zawsze jest możliwe. Cieszę się, że Tobie się udało :)

Ewelina Zięciak
Gość
Ewelina Zięciak

Dopiero teraz natknęłam się na ten tekst i jestem pod wrażeniem. Cały blog jest świetny i od niedawna śledzę go z uwagą. Rodzicielstwo to trudna rzecz, ale trzeba pamiętać, że dzieci są naszymi skarbami i jeden uśmiech potrafi naładować nam baterie i wtedy nie ma już mowy o zmeczeniu czy poświęceniu, to już czysta przyjemność. Pozdrawiam

Mateusz Janik
Gość
Mateusz Janik

Cześć. Właśnie z przeświadczeniem o byciu koniecznym w wychowaniu dzieci wchodziłem w małżeństwo. Na początku pracowałem na 3 zmiany w dodatku nieregularnie. Kiedy urodził mam się pierwszy syn to w zasadzie mnie nie było bo 2 zmiana to już spał, nocka to znowu odsypianie, nie widziałem pierwszego uśmiechu, pierwszej wspinaczki po ściance łóżeczka, czy pierwszego kroku. Aktualnie pracuje w innej firmie na jedną zmianę (po 9 albo 10 godzin), niby nie tragedia, ale kiedy urodził się drugi syn dwa miesiące temu „walczę” z szefem o 8 godzin :) chociaż nie ukrywam, że szukam czegoś bardziej elastycznego :) pozdrawiam, dzięki za… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Zatem powodzenia w walce i muszę przyznać, że bardzo miło widzieć tak zaangażowanego tatę :)

Cart
Gość

Zgadzam się z tym w 100%. Dotyczy to zwłaszcza rodziców na własnej działalności. Zdarza się tak, że ludziom zatnie się w głowie pewna sprężynka i gonią za pieniędzmi nawet gdy już je mają i tyle nie potrzebują.