„Szczerze Cię nienawidzę” – bolesny list dorosłego już człowieka, do własnego ojca

List, który niestety napisało samo życie i którego publikacja mam nadzieję przyczyni się do tego, że chociaż jedna osoba w przyszłości nie będzie musiała go ponownie napisać.

Dostałem ten list w skrzynce mailowej kilka dni temu, z prośbą o anonimowość. Autor opisuje w nim swoją relację z ojcem, który wychowywał go zgodnie z tym, co kiedyś uznawano za „dobre wychowanie” (niestety u niektórych dalej się to nie zmieniło). List publikuję jedynie z poprawkami kosmetycznymi, aby jak najwierniej zachować pierwotną formę i przekaz.

Wierzę, że jeśli dotrze on do dość szerokiego grona, to pozwoli otworzyć oczy tym, których w inny sposób nie da się przekonać do tego, aby traktowali swoje dzieci z szacunkiem.

Publikuję go też dlatego, że chociaż może to wyglądać na pojedynczy, bądź wręcz przekolorowany przypadek – ja sam osobiście znam conajmniej kilkanaście osób, które mogłyby się pod tym listem podpisać. Dla jednych może i jest to niewyobrażalne piekło, bądź wręcz abstrakcja czy fikcja literacka. Niestety dla wielu innych to była (i w niektórych przypadkach dalej jest) codzienność.

List

„Wiele niewyjaśnionych spraw ciągła niepewność, strach, brak wiary w siebie, poczucie beznadziei, nienawiść i imitacja rodziny…

Jestem tu, bo jest to mój pierwszy protest, pierwsze słowa, które chciałbym Tobie powiedzieć, jako osoba równa tobie. Nie gorsza, nie mniejsza, nie zastraszona, nie poniżona , nieodarta z godności, ale równa tobie.

„Generalnie dzieci się nie bije, ale lepsze bite niż śmierdzące…”

W zasadzie w tych słowach można zawrzeć wszystko to, czego nienawidzę w tobie, dlaczego Cię nienawidzę, dlaczego nie mogę czasami na Ciebie patrzeć, dlaczego mam odruch wymiotny, gdy na wigilii mówisz, że mnie kochasz, a wątroba mi się przewraca, gdy to słyszę…

Chodzę na terapię do psychoterapeuty, bo postanowiłem zrozumieć, to wszystko, dlaczego nie potrafię przebić szklanego sufitu, dlaczego moje zachowania były czasami nieracjonalne i co tak naprawdę się ze mną dzieje, ponieważ doszedłem do ściany i moje życie było na zakręcie…

Okazało się, że byłem i jestem nieszczęśliwym człowiekiem, bo nikt nigdy mnie nie pokochał, tak jak się powinno kochać dziecko.

Wypierałem to wszystko przez lata, ale to wszystko, co się wydarzyło w przeszłości miało i ma wpływ na to jakim człowiekiem jestem i jak się zachowuje. Biłeś mnie pasem, sznurem, szmatą i czym tam pod ręką dało się skarcić. Mnie i moje rodzeństwo… Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego ze sobą tak walczyliśmy? Dlaczego nie potrafiliśmy się porozumieć? Dlaczego wykorzystywaliśmy się nawzajem, przezywaliśmy? Poniżaliśmy? Szantażowaliśmy?

Ty debilu! Ty pętaku! Ty gnoju! Ja w waszym wieku robiłem już tyle, że wstyd, że tego nie potraficie! Lepsze byłyby dzieci z domu dziecka niż wy, bo potrafiłyby docenić to co mają! Wojska wam brak! Inni się uczą a wy tylko przed telewizorem! Nie uczycie się! Jazda mi zrób to! Z wyra do roboty! Zatyraliście matkę (osobiście tego najbardziej nienawidzę)!

O wszystko opierdziel, pretensje i wyżywanie się na nas za gorszy dzień moment, ale najgorsze było to błaganie

„Tato nie bij, już będę grzeczny, proszę nie bij…”

Ten pas trzymany w ręku i Ty jak Capo, który mógł zdecydować, czy dostanę na goły tyłek, czy tym razem zostanę ułaskawiony, bo wystarczająco błagałem o litość, odzierając się po raz kolejny z godności i jak ten śmieć rzucony na ziemię znów dotknąłem dna. Marzyłem o tym, aby nie czuć tego bólu, poniżenia i bezsilności wobec ciebie… Silniejszego, większego, który wymagał posłuchu i dyscypliny…

Nie potrafiłeś z nami rozmawiać

Nigdy nie rozmawiałeś, tylko komunikowałeś a każda próba rozmowy i różnicy zdań kończyła się kłótnią, bo Ty teraz jesteś w okresie dojrzewania i dlatego jesteś taki! Każda sprawa powierzona Tobie, była później wykorzystana tak, że odechciewało się wszystkiego i zasłona milczenia rosła…

Wszystkie problemy, niepewności rozczarowania dusiłem w sobie, bo nie zawsze byli koledzy, z którymi mogłem porozmawiać, bo czym tu się chwalić, że ma się przesrane życie, brak wakacji, brak własnych planów i wieczną niepewność… Bo wracając ze szkoły do domu nigdy nie wiedziałem, czy dziś będę mógł odrobić lekcję, pójść z kolegami na piłkę, czy będę musiał pracować, bo akurat sobie przypomniałeś, że musimy coś zrobić.

Nawet później się do tego przyzwyczaiłem zawalając szkołę, marzenia i plany, bo jakie plany może mieć młody chłopak, który pracuje jak dorosły bardzo często, potrafi tak wiele,  ale jest debilem, który nic nie potrafi, nie uczy się i zatyrał własną matkę? Tylko debil mógłby mieć marzenia w takiej sytuacji…

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego jestem, byłem taki rozkojarzony? Dlaczego nie potrafiłem się skupić? Dlaczego bujałem w obłokach? Bo w głębi serca ciągłe marzyłem o byciu sobą. O dzieciństwie, jakie miały inne dzieci obok, o spokoju, którego nigdy nie miałem, bo żyłem w wiecznym strachu, niepewności i obawie. Obawie, że dziś znów wykorzystasz moją słabość i powiesz, że mam coś zrobić, a ja posłusznie wykonam to, bo przecież najłatwiej siąść przed telewizorem i powiedzieć jazda mi to zrobić. Albo majstersztyk manipulacji „niech ktoś mi to zrobi..” i się zaczynała walka na wyzwiska, poniżanie i kto kogo pierwszy załatwi i przegra batalię o zleconą pracę…

Często mama tłumaczyła, że to budowa domu i musimy ciężko pracować, jeśli chcemy mieć własny pokój, do którego zaproszę kolegów. Żeby mieć łazienkę, abym nie wstydził się zaprosić kogokolwiek… zaciskałem zęby i wiedziałem, że muszę pracować, ale dlaczego spierdoliłeś nam dzieciństwo traktując nas jak swoich parobków, jak pomiotła, jak roboli, którzy musieli stać się dorosłymi ludźmi w tak młodym wieku? Wyjałowieni z emocji, uczuć i hodowani w zimnym chowie?…

Do tego stopnia spierdoliłeś naszą relację, że każda próba komplementu z Twojej strony kończyła się odrzuceniem, odpychaniem, bo przecież to nie ja… Wszystkie dzieci zawsze były lepsze, mądrzejsze, lepiej się uczyły, a my ciągle nie mogliśmy dorównać Twoim oczekiwaniom, bo próbowaliśmy mieć swoje zdanie.

Chcieliśmy mieć swój czas. Mieliśmy marzenia, których nie pozwoliłeś nam realizować.

Zastanawiam się, jak bardzo byłoby inaczej, gdyby w tej biedzie była odrobina miłości z Twojej strony. Poświęcony czas nam i spędzony wspólnie z rodziną. Pamiętam tylko raz, gdy zabrałeś mnie nad wodę i byłeś ze mną, a poza tym czarna dziura… z jednej strony nie dziwię się sobie, że się buntowałem i uciekałem od kontaktu z tobą, bo jak można mieć dobry kontakt z kimś, kto traktował mnie jak śmiecia? Jak chłopca do bicia, bo tak leczył własne kompleksy małego człowieka, który bije, bo wtedy się mści, ma władzę i rządzi…

Nigdy nie pamiętałeś o moich urodzinach, nigdy ich nie obchodziliśmy, nie celebrowaliśmy wspólnie nie robiliśmy niczego z przyjemnością, tylko traktowaliśmy wykonywanie obowiązków jako karę, bo do tego nasz przyzwyczaiłeś… Nigdy nie potrafiłeś rozróżnić pracy od odpoczynku i nigdy nas tego nie nauczyłeś.

Zmarnowaliście sobotę! Przeleżeliście cały Boży dzień! I ta pierdolona niepewność, czy dziś przyjdziesz i będziesz biadolił, że znów nic nie zrobione! Przyzwyczaiłeś się, że rozdzielałeś obowiązki na nas, a jak my się zaczęliśmy buntować, to manipulowałeś lub jątrzyłeś przy mamie, że nic nie zrobione, bo ona też jest wciągnięta w Twoją grę i podświadomie też nie potrafiła oddzielić pracy od odpoczynku i nakręcałeś ją, aby nam robiła awantury! Kurwa nienawidzę Cię za to.

Szczerze Cię nienawidzę!

Nie dałeś mi żadnego przykładu bycia mężczyzną, wręcz mam ogromną urazę do ciebie, bo przez Ciebie mama nie była na urlopie 30 lat! W kinie 30 lat! Kiedy ostatnio ją gdzieś zabrałeś? Zrobiłeś przyjemność? Kupiłeś prezent? Cokolwiek?! Tylko żono uśmiechnij się no uśmiechnij proszę!….I ona przez zaciśnięte zęby i nieszczęśliwe oczy się uśmiecha dla świętego spokoju!

Zamiast gadać, wziąłbyś się uśmiechnął i zrobił coś, aby miała powód do tego uśmiechu. Nie przypominam sobie sytuacji, żeby się śmiała, żeby była szczęśliwa lub żeby planowała cokolwiek poza pracą w domu i w gospodarstwie. No bo Ty, Pan i Władca, przecież nigdy nic nie potrafisz dopilnować, zaplanować, zawsze na ostatnią chwilę, zawsze spóźniony…Weź no mi leć to kup! Wypastuj mi buty raz dwa! Robisz z siebie ciotę, idiotę i miękką faję!

Dziś już przekonany jestem, że to nie było nieprzemyślane głupstwo, lecz wyrafinowane skurwysyństwo!

Mama ogarniała wszystko w tym domu i za wszystko praktycznie była odpowiedzialna! Zrobiłeś z nas cioty, które nie pomagały, nie sprzątały, nie przygotowywały nic wspólnie, ale my zaczynamy to rozumieć, ze tak dalej się nie da i mama dłużej tak nie wytrzyma! Zrozumieliśmy też, że to nie w nas jest problem tylko w Tobie i w Twoim pieprzonym światopoglądzie! Może zrobiłbyś coś, aby mama nie miała tego na głowie? Zaszalej i niech mama zapomni, że znowu musi za Ciebie coś zrobić (podkreślam za Ciebie), bo po raz kolejny nie ogarnąłeś!

Zaskocz wszystkich i ogarnij się!

Zrobiłeś z nas cioty, które przeniosły te wszystkie zachowania do pracy, będąc uległymi, nie potrafiącymi wypowiadać swojego zdania i jak myślisz jakie to miało skutki? Jak myślisz, dlaczego nie radziłem sobie ostatnio w pracy? Dlaczego ktoś wyczuł moją słabość i to skrzętnie wykorzystał? Jak myślisz jak się mogłem czuć ? Gdy czułem, ze ktoś trzyma pas nade mną i uderza, a ja znów byłem śmieciem nic nie wartym…

Nadal uważasz, ze lepsze bite niż śmierdzące?

Zastanawiałeś się, dlaczego się nie wyprowadzaliśmy tak długo? Pewnie było Ci to na rękę, bo miałeś kim tyrać. Miałeś kogoś, kto zrobi wszystko za Ciebie, bo Ty jak zawsze jesteś zbyt leniwy, by się ogarnąć…

Jak myślisz mamy skrzydła, aby zacząć latać? Czy upierdalałeś je za każdym razem, gdy tylko próbowały rosnąć? A może wyginałeś je pod swoje podobieństwo?

Wyprowadzka była najlepszą decyzją, jaką podjąłem w ostatnim czasie, bo z tej perspektywy jeszcze bardziej zobaczyłem, jak bardzo nas skrzywdziłeś i jak spierdoliłeś to wszystko. Te przepłakane noce, myśli samobójcze. Tyle razy zasypiałem z myślą, ze jutro nie chcę się obudzić…

I to szukanie akceptacji poza domem, bo przecież nikt mi nie powiedział, że ja jestem ważny, mądry i jestem jaki jestem, bo przecież nie pasowało to do Twojego światopoglądu.

Nie dawałeś mi przykładu, tylko mówiłeś, jak mamy żyć, co robić i nie rozumiałeś, że czegoś nie chcę. Wyśmiewałeś to później przy pozostałych członkach rodziny, dlatego nigdy nie byłeś kimś do rozmowy, do spędzania razem czasu, bo traktowałeś nas jak swoich podwładnych, bo wojsko ci się marzyło… Teraz przypomnij sobie dziadka, który był twoim ojcem… po raz kolejny powtarzam ci, ze cieszę się, że go nie pamiętam, a Ty teraz spójrz na swoją rodzinę, rodzeństwo i spójrz w lustro i zastanów się kogo widzisz i jak się z tym czujesz?

Ja się czuję jak, ktoś kogo obdarto z marzeń, miłości, dzieciństwa i najgorsze jest to, że już tego się nie da cofnąć, bo to już jest stracone i nie mogę tego odzyskać… Mam ogromne poczucie straconego czasu. Podejrzewam, że miałem depresję, choć obecnie jest już lepiej. Dalej nad sobą jednak pracuję, bo jeszcze wiele jest do zrobienia. Wykształciłem się na tyle ile potrafiłem. Pracuję ciężko codziennie, choć mam wiele braków i boję się czasami, że ktoś mnie wykorzysta lub znów będę tym chłopcem, który się nie obroni przed kimś większym, mądrzejszym i czy znów się nie zamknę w sobie, bo nie dałeś mi poczucia własnej wartości i poczucia bezpieczeństwa. Bo nie pozwoliłeś mi być dzieckiem…”

Prawa do zdjęcia należą do Claudia.

Autor listu poprosił mnie o jego publikację, bo ma nadzieję: „że to pomoże uświadomić ludzi, jak ważne jest wychowanie i kochanie swoich dzieci”. Ja też mam taką nadzieję i jeśli was również poruszył, będę wdzięczny za jego udostępnienie, bo dzięki temu ma on szansę dotrzeć do szerszego grona odbiorców i w efekcie również do tych, którzy naprawdę potrzebują go przeczytać.

Dodaj komentarz

60 komentarzy do "„Szczerze Cię nienawidzę” – bolesny list dorosłego już człowieka, do własnego ojca"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marta Pawlikowska
Gość

Rozdzierające serce historie Dorosłych, których rodzice popełnili kardynalne błędy :-( Cóź pozostaje – zapewnienie sobie samemu np. we wsparciu psychoterapeutycznym potrzeb, które powinny były być zaspokojone w dzieciństwie przez dysfunkcyjnych rodziców – http://www.jakzarzadzacpoludzku.pl/jakie-potrzeby-musisz-zaspokoic-dziecku-zeby-wyroslo-na-zdrowego-czlowieka/ i próba rozliczenia się z przeszłością, tak by móc ruszyć do przodu – http://www.jakzarzadzacpoludzku.pl/kursik-jak-rozliczyc-sie-z-przeszloscia/. Dla osób, których rodzic miał narcystyczne zaburzenie osobowości, a którzy wymagają dodatkowej ochrony przed nim (tak, nawet jeśli ten rodzic już nie żyje…), polecam lekturę całego bloga – http://narcystycznirodzice.blogspot.com/

Michał Moskal
Gość

Od pięciu minut wpatruje się w napis rozpocznij dyskusję, w okienku do komentowania. Chcę się wypowiedzieć, mam taką potrzebę, ale czuję rozpacz. Jej, to jest naprawdę smutne, straszne, nie potrafię nazwać emocji jakie we mnie wzbudził ten tekst, list. Czytając to miałem przed oczami bohatera filmu „Chłopiec w pasiastej piżamie”, naprawdę. Obdarty z godności, z własnych marzeń, radości życia… Jest mi smutno… Najstraszniejsze w tym tekście jest to, że to prawda, że są na świecie dzieci które cierpią męki w domu rodzinnym.

yennefer125
Gość

nie skomentuję bo ryczę ;(

Pieczarka
Gość

A ja czuję złość. Ludzie którzy mieli problemy sami ze sobą wyżywali się na dzieciach !!!! Wychowuję moja córkę bez przemocy, rozmawiamy. Zostałam oceniona oczywiście przez mojego Super Ojca że dziecko mną rządzi. Z tym że rożnica jest taka że córka przychodzi do mnie ze wszystkim, porozmawiać a ja do mojego Ojca nigdy nie mialam takiego zaufania i nie będę go mieć. Ale On juz tego nie zrozumie. Pozdrawiam i życzę siły.

Kamil Nowak
Gość

To prawda. Zdarza się, że tacy rodzice jeszcze mają czelność pouczać nas o tym jak podchodzimy do naszych dzieci, bo przecież ich metody były takie „wspaniałe” :/ Ręce opadają…

Karolina W | urudej.pl
Gość

Ja się popłakałam w trakcie czytania…

Kamil Nowak
Gość

Ja sam to wrzucałem na dwa razy, bo za pierwszym razem musiałem przerwać….

Joanna Klarecka
Gość
Tak….niby mnie nie bił….ale było na flaszjkę a na chleb czasem brakowało…i wstyd jak dzieciaki mówiły” a Twój tata znów lezał pijany pod płotem”….wstyd…wieczny wstyd…a teraz? Gdy organizm mu wysiadł-wątroba i zwłaszcza głowa nie działa-to my ” musimy i mamy obowiązek zająć się ojcem” i jeszcze ” to Wasza wina, zaniedbałyście ojca a teraz chcecie sie pozbyć go”….i motanie się pomiędzy szpitalami urzędami. I coraz więcej rachunków- bo jemu komornik wszedł na emeryturę i musimy dokładać coraz więcej do ośrodka…płacić jego podatki. Już sobie nic nie kupuję bo nie mam sumienia obciążać rodziny tym, że muszę płacić na jego ośrodek…bo… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

To są chyba najgorsze historie. Dziecko nic nie zawdzięcza takiemu rodzicowi, ale nie dość, że jest zmuszone go utrzymywać, to jeszcze je obarcza się winą za całą sytuację. Normalnie wściekłość mnie bierze za każdym razem, gdy słucham takich historii, a osoby, które zrzucają winę na dziecko to normalnie bym lał i patrzył czy równo puchnie :/

mono
Gość
Serce mi pęka. Ale gratki dla faceta, bo też przyznać to wszystko i zrobić coś, żeby sobie pomóc wymaga naprawdę wielkiej odwagi i siły, a nie każdemu się chce, bo łatwiej żyć w poczuciu krzywdy. To smutne, że ogromna liczba osób zapewne w jakimś stopniu może identyfikować się z autorem listu. Że nie jest to wyjątek od reguły, a część społeczeństwa, skrzętnie ukrywana za pomocą strachu, gróźb, manipulacji i powiedzonek, „nie pierz brudów publicznie”. I choć skala się różni, to emocje są takie same i późniejsze problemy takie same. Im więcej takich świadectw i ludzi mówiących otwarcie o tym, jak… Czytaj więcej »
Bea
Gość

Tia.. podpisuję się pod tym.. i mimo, że dom opuściłam w wieku 20 lat, do dzisiaj (a mam powyżej 40) często zauważam wpływ ojca na moje obecne zachowania, wybory, postrzeganie świata.. Najchętniej poddałabym totalnemu wyczyszczeniu moje DNA, bo mam wrażenie, że ojciec takim a nie innym zachowaniem zmutował je, czy jak.. Ciężko żyje się dorosłemu po takim dzieciństwie.. :(

Arkic
Gość
Mógłbym napisac to samo – tylko nie o przemocy fizycznej ale psychicznej. O nic nierobieniu, o ciągłym ” ja to w polu zapierdalałem w waszym wieku” – brak czułości, empatii. Rozmowa? Jaka rozmowa – o czym, po co? Łzy się w oku kręcą – napiszę kiedyś taki list ale nigdy go do niego nie wyślę – dlaczego? Bo to nic nie zmieni, on nic się nie nauczył, nic kurwa, nic. Najważniejsze to przyjście po pracy i włączenie telewizora. I tak przez cały tydzień. I tak było zawsze. Kiedyś jak byłem 11-12latkiem to był parę razy ze mną pograć w tenisa.… Czytaj więcej »
Pieczarka
Gość

Ja mam to samo. Ten sam charakter co mój Ojciec, ale najważniejsze to przed jakąkolwiek złą reakcją zdać sobie sprawę że kiedyś takiego zachowania nie nawidzieliśmy i baliśmy się, a daję słowo że zatrzymasz się i pomyślisz że chcesz jednak być inny. Małymi krokami ale do przodu…. Pozdrawiam

Piotr
Gość
Kiedyś, w książce po której bym się tego nie spodziewał (kryminał), przeczytałem jedno banalne zdanie, które zupełnie odmieniło moje myślenie: Nie musimy być kopiami swoich ojców. Wystarczy, że będziemy ich lepszymi wersjami. Niby banał, ale to sprawiło, że przestałem tak bardzo się wkurzać na cechy mojego ojca, które widziałem u siebie. Zniknęło myślenie „może niezależnie od tego czego nie zrobię to i tak będę taki jak on?”. Teraz gdy sam jestem tatą, a mojego ojca od kilku lat już nie ma, patrzę na to wszystko trochę inaczej (a przed narodzinami młodego nie byłem pewien czy będę potrafił być dobrym tatą… Czytaj więcej »
Tata Beby i Beba
Gość

Arkic, nic nie jest w genach. To Twoje myślotoki, przekonania, leki, brak poczucia wlasnej wartosci ….. Jesli jestes swiadomy swoich cieni, to dasz rade. Tylko metoda, narzedzia I organiczna praca. Krok po kroku. Bedzie ciezko, nielatwo ale da sie. To czego masz swiadomosc, mozesz kontrolowac. Czego nie masz swiadomosci, kontroluje ciebie, rzadzi toba.

Kamil Nowak
Gość

Myślę, że zdziwiłbyś się jak wiele naszych cech zawartych jest w genach (ja się mocno zdziwiłem), a nie w wychowaniu. Nie mówię już nawet o odruchach, ale o umiejętnościach matematycznych, wyobraźni, pasjach, sposobie bycia… mnóstwo tego jest. Oczywiście nad niemal wszystkim jesteśmy w stanie pracować, ale niektóre rzeczy naturalnie będą nam przychodzić łatwiej, niż inne, bo tacy się urodziliśmy. Polecam książkę: Geny i edukacja, w której dokładnie jest wytłumaczone w jaki sposób się to bada i które cechy to np. w 60% geny, 20% wychowanie i 20% społeczeństwo/czynniki zewnętrzne :)

Arkic
Gość
Wiesz do niedawna tak myslałem. Z powodu ważnej zmiany w moim życiu / rozwód na horyzoncie/ patrze na wiele rzeczy z innej perspektywy. Dociekam jak, dlaczego, dlaczego rozpadł sie mój związek z kobietą, z którą byłem 14lat i mam 2 dzieci. Widzę , ze właśnie ta część która jest od niego miała na to duży wpływ. Tak, zgodze się że można to przepracować i jest to strasznie trudne. Chcę zaczać terapię żeby móc jeszcze kiedyś spotkać kobietę, którą pokocham całym sercem i ona pokocha mnie takiego jakim jestem. Szkoda, że tak późno do tego dojrzałem ale z 2 strony lepiej… Czytaj więcej »
Tata Beby i Beba
Gość

Zrozumieć dlaczego tak się podziało, uda się . . . Co z rodziną ???

anonim
Gość
Napisanie czegoś takiego to dobry pomysł, ale przekazanie tej osobie, która skrzywdziła może nie mieć sensu. Z własnego doświadczenia wiem, że to może tylko pogorszyć sytuację. Dwa razy odważyłam się powiedzieć mu co czuję i myślę i już nigdy więcej tego nie zrobię. Przynajmniej na razie póki jestem zmuszona z nim mieszkać. Nawet nie potrafię nazwać go ojcem. Dla mnie od dawna jest nikim. Jeszcze w podstawówce liczyłam na to, że się zmieni, że jak mu powiem o tym co mnie boli to zrozumie i chociaż się postara. Co wtedy zrobił? Lepiej nie opowiadać. Ja jednak nie poddałam się, chciałam… Czytaj więcej »
Arkic
Gość

Trzymam za Ciebie kciuki. Powodzenia

Piotr K Łysy
Gość
Ja wszystkiego nauczyłem się sam. Przemoc psychiczna brak czułości miłości i ciągły strach ze wszystko co robię to i tak źle robię. Ojciec nigdy mnie nie zbil ale psychicznie wykończył. Nawet teraz mając 43 lata w Żartach niby potrafi powiedzieć że” Piotrek (ja) to nawet wodę w czajniku potrafił przypalić” Nie pamiętam żeby kiedyś się ze mną bawił za coś pochwalił . Mój młodszy brat był wybrancem tatusia . Na urodziny nigdy nic mi nie kupił bo nigdy nie miał pieniędzy – ” w przyszłym miesiącu coś Ci kupię bo teraz nie mam” na 18 urodziny dostałem od niego czekoladę… Czytaj więcej »
Edyta Dorota Buchwald
Gość

Tak było…. ciężko o tym mówić.

dawidgondek
Gość

Ciezko zostawic jakikolwiek komentarz przechodzac jeszcze gorsze sytuacje z tyranem pod dachem. Po dzis dzien mame szykanuje;( ale pocieszam sie tym ze mam synka i daje mu tyle milosci ile nie dostalem ja. To jest moj pay back. Dawajac mu ogrom milosci ktorego nie dostalem ja;)
Badzmy super rodzicami

Kamil Nowak
Gość

Najpiękniejsza „zemsta” o jakiej słyszałem :)

Dawid Gondek
Gość

Tak Kamilu. Mamy wybor. Isc w strone swoatla albo powielac bledy ojca. Jak patrze na ta niewinna istote jak placze ryczy beczy tylko dlatego bo rosna zabki to nie wyobrazam sobie go bic bo go boli a moj ojciec wlasnie tak robil. Spowodowal ze placze i uciszajac placz lal jak zyto. I to byla lekcja dla mnie ze przemoca nienawosci nie zwalczysz. Super blog i chetnoe czytam posty. Dziekuje ze jestes/ jestescie

Kasia Żądło
Gość

To błaganie naprawdę jest najgorsze…

Kamil Nowak
Gość

To prawda…

Sabina Gatti
Gość

Ja skomentuję tymi dwoma linkami, ten wyjaśnia dlaczego ludzie bici zamknięci są na nową wiedzę https://www.youtube.com/watch?v=AjV7fHuE8Kg a ten co dzieje się w mózgu dziecka jak ma takie mniej lub bardziej tragiczne dzieciństwo.
http://fundacja22.org/pl/przemoc-a-rozwijajacy-sie-mozg-dziecka/

Mimi
Gość
Ja miałam podobnie lecz przykrości, przytyki itd szło zarówno ze strony ojca, jak i matki. Zrobili ze mnie „niemowę, która miała zakaz rozmawiania z dorosłymi, którzy przychodzili do naszego domu”, zrobili ze mnie zakompleksione dziecko, a potem dorosłą – do dziś słyszę, że inni są i byli lepsi ode mnie. Dużo pracy nad sobą zajęło mi pozbycie się czerwienienia na twarzy z byle powodu. Nie wspomnę już, że ciągle jeszcze (mam ponad 40 lat) nie spełniam oczekiwań i nie robię tego, co wszechwiedzący rodzice mi mówią. Zabraniano mi buntowania się, jak coś było nie dla mnie, musiałam się na wszystko… Czytaj więcej »
Martynellka Blog
Gość

Z całego serca życzę autorowi tego listu miłości. Szczerej, płynącej prosto z serca miłości od osób mu bliskich i nie mam tu na myśli tylko rodziny, ale także przyjaciół, oraz ukochaną osobę z którą idzie przez życie. Życzę szacunku i docenienia, ciepła, spokoju ducha i wiary w siebie. Bo nie jest słaby. Nie jest. Już sama zgoda na publikacje swoich skrytych myśli, tłumionych odczuć i bólów przeszłości to akt wielkiej odwagi. I za to go szanuję. I za siłę, która bije z tekstu. Nie jest małym i bezbronnym człowiekiem, jest skrzywdzony, ale nie bezsilny, działa w dobrym kierunku. Wszystkiego dobrego!

Marlena Koniec
Gość

Przypominają m i się „Pręgi” z Michałem Żebrowskim. Współczuję takiego tyrana i wampira energetycznego. Wszystkiego dobrego, powodzenia w odzyskiwaniu siebie!

Magdalena Mogus
Gość
A ja sie zastanawiam nad matka tych ludzi. Bo zawsze sie slyszy „a co ona moze/mogla” no wlasnie mogla, ale tego nie zrobila….Tez jestem z pokolenia „bitych” i „tresowanych” i tez mialam tatusia, ktory uwazal ze sila wybije mi wszystkie „glupoty” z glowy…ale byla jeszcze mamusia, ktora nie zrobila nic zeby to zmienic…nawet jedno slowo, jeden palec, jeden wykrzyknik znaczylyby wiecej niz NIC….no przepraszam…zawsze mozna poplakac w rogu lub w innym pokoju nad SWOIM biednym losem…..nie wiem….mowie moze tutaj tylko za siebie, ale mnie osobiscie wkurwiaja takie „mamusie”…bo na takich tatusiow po prostu brak slow i nie sa nawet spluniecia… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

Pamiętaj, że mówimy o kobietach wychowywanych w czasach, w których kobiety miały się słuchać mężczyzn i przełamanie takiego podejścia nie dla wszystkich jest łatwe. Nie żebym je bronił – po prostu kiedyś starałem się to zrozumieć.

Magdalena Mogus
Gość

Tu masz racje, ja tez to tak sobie „opracowalam”, bo tez musialam to zrozumiec….musialam dla siebie, ale dzisiaj TAKIE kobiety nadal sa i nadal nic nie robia….

Mama Emigrantka
Gość

Bo to nie tylko kwestia czasów. Przemoc, alkohol w rodzinie uzależnia wszystkich, w końcu nie od czapy mówi się o „współuzależnieniu” i na terapie powinni chodzić wszyscy członkowie rodziny… Bite dzieci i matki przyjmują rolę ofiary (to się chyba nazywa wiktymizacja), natomiast jeśli rodzicielki nie są bite również w tym współuzależnieniu mogą zacząć się identyfikować z agresorem i samym się nim stać.

PaniMyako
Gość
Mój Tato mógłby podpisać się pod wieloma słowami, które padły w tym liście. Dziadek sk#@€%yn, który kazał się rozbierać do bicia, zamykał w komórce za karę. Babka nie wiem gdzie wtedy była, chyba nie była lepsza. Rodzeństwo Taty do dzisiaj skłócone, nie potrafi rozmawiać. Tato nie spotyka się ze swoimi rodzicami, którzy zrobili z niego „tego złego”, choć on nic nie zrobił. Dla nas Tato starał się jak mógł, walczył z chorobą alkoholową i chociaż jest naznaczony tym „wychowaniem”, to i tak zrobił postęp, miałam normalne dzieciństwo, choć zdarzyło się dostać w dupę. Kiedyś Tato mi jednak powiedział, że zdarzało… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

Na szczęście są rodzice tacy jak Twój ojciec, którzy sprzeciwiają się temu w czym sami zostali wychowania i chociaż powielają wiele błędów, to są lepsi dla swoich dzieci, niż ich rodzice byli dla nich. Dlatego każdy taki postęp, niezależnie od błędów popełnianych mimo wszystko, należy doceniać i zauważać.

Marta Szarek
Gość

Oj jak bardzo wiem z czym zmaga się autor. Tylko ja już wybaczyłam i poszłam dalej :)

PiotrLaskowski
Gość

Warto podkreślić, że przemoc słowna jest równie krzywdząca co fizyczna.
Najgorszy był brak poczucia bezpieczeństwa. Dom rodzinny zamiast schronieniem był polem minowym: będzie dziś awantura czy nie? jaka pierdoła dziś będzie zaczynem do awantury?

Kamil Nowak
Gość

Czy ta ocena będzie wystarczająca? Czy ojciec znowu przyjdzie wypity? Czy znowu się pokłócą o jakąś pierdołę? Oby jak najmniej dzieciaków musiało sobie zadawać te pytania…

Ma Ja
Gość

W imieniu swoim i swoich pacjentów bardzo dziękuję Autorowi listu za odwagę i Panu za publikację.
Maja Stańko-Kaczmarek, Pracownia Psychoterapii i Twórczego Rozwoju

Karolinavv
Gość

Takie rzeczy często idą pokoleniami. Mój dziadek był tyranem, a tata poszedł w jego ślady. Jedno krzywdzone dziecko, jako dorosły skrzywdziło kilka kolejnych. Mnie udało się skończyć z biciem (może dlatego że byłam „niewidzialna” i najmniej obrywałam), ale do ideału nadal mi bardzo daleko. A reszta rodzeństwa… albo wcale nie mają dzieci, albo stosują „bezstresowe wychowanie” w postaci braku jakiegokolwiek wychowania. Wyrośliśmy na bardzo nieszczęśliwych ludzi. Ale wybaczyłam tacie. On też był nieszczęśliwy i nie miał nikogo kto mógłby mu pokazać że można inaczej.

felis
Gość

Po przeczytaniu listu na nowo złość we mnie wzburzyla.
Ja też byłam bita, oprócz tego poniżana, nazywana gównem, przez ojca. Matka nic nie mówiła, oprócz: poczekaj, aż ojciec wróci.
Bylo tak od kiedy sięgam pamięcią.
Cały dzień wtedy wisiała nademną chmura gradowa.
To tylko ułamek tego, czym mnie uraczyli moi rodzice. Najgorsze było błaganie, aby przestali bić.
Zafundowali mi walkę ze sobą pewnie do końca życia.

Iwona
Gość
no tak, też byłam „głupią kozą”, „sprzątać trzeba”, „ty to sobie mozesz chcieć”, co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie, bicie, nie mogłam się interesować sprawami dorosłych czyli np nie mogłam się interesować czy ktoś pójdzie na moją wywaidówkę czy nie. Rosłam w totalnej beznadzieji życia – w liceum nosiłam ze sobą taką karteczkę z cytatem chyba z Mrożka – mniej wiecej takim: „najbardziej boję się tego, że cokolwiek bym nie zrobił, jak bardzo bym się nie starał to nie wydaży się nic – nic się nie zmieni”. To bardzo odzwierciedlało moje strachy i stresy z tamtego okresu. Tak bardzo… Czytaj więcej »
Basia
Gość
Niestety miałam dokładnie to samo. Obecnie mam 27 lat i przechodzę już 3 terapię. Codziennie moim życie rządzi lęk. Boję się ludzi, pracy, oceniania, dosłownie wszystkiego. Z ojcem widuję się już tylko w sądzie. Ma zarzuty o przemoc i znęcanie się. On kłamie i mówi, że to wszystko moja wina. Wiecie co czuję, kiedy patrzę na niego w sądzie i on przed wszystkimi tymi ludźmi mówi, że to ja jestem wszystkiemu winna i że on mnie nie bił, nie wyzywał, że to wszystko wymyśliłam?! 27 lat lat takiego życia, a on mi mówi, że to wymyślone, że to moja wina…… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

Nie wyobrażam sobie przez co musisz przechodzisz. Niestety nie jest to pierwszy raz kiedy spotykam się z takim skurwysyństwem (szukałem innego słowa, ale nie znalazłem) ze strony własnego rodzica. Najpierw gnębi i maltretuje, a jak pojawia się policja to robi z siebie ofiarę… nie wiem co musi się w człowieku złamać, żeby upaść taki nisko…

Peppa
Gość

Nie wiem czy autor listu jest osobą wierzącą, ale jesli tak to polecam modlitwę o uzdrowienie, uzdrowienie wspomnień (oczywiście oprócz psychoterapii). Ten list to pierwszy krok do takiego uzdrowienia…

iwona
Gość
Pamiętam ile goryczy, a czasem i wściekłości, zła, zawiedzionych nadziei i oczekiwań nosiłam w sobie wobec moich rodziców. Aż przyszedł moment, kiedy dotarło do mnie, jaka ja jestem jako matka. I wtedy zadałam sobie pytanie: na kogo patrzyli moi rodzice, kiedy byli małymi dziećmi? W jakich domach wyrośli? Jakie mieli wzorce zachowań? Czy na ich drodze do dorosłości i bycia rodzicami znalazł się ktoś, kto podał im rękę? Do czego zostali przyzwyczajeni i co im wpojono jako normę? Co na tyle głęboko zostało im wtłoczone do głowy, że mogli powiedzieć „nie wiedzieliśmy, że można inaczej”? Ale i to jak reagowali,… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

To prawda, że takie spojrzenie w przeszłość dużo mówi nam o tym skąd się wzięły konkretne zachowania. Tak u nas, jak i u naszych rodziców i pewnie jeszcze dalej. W rzeczywistości najczęściej większość błędów popełnianych przez rodziców, to jest jedynie ułamek tego, czego oni sami doświadczyli. Warto więc podejść do tego z takiej perspektywy.

Springfield
Gość

Znam osobę, która dwu czy trzem tak spierdoliła życie i samoocenę, którzy mają za sobą próby, zjazdy, ćpanie itd. Na święta oczywiście – wszystkiego najlepszego. Tak, najlepszego, skyrwysynu, udław się tą rybą, a wszyscy skoczą do pomocy jak Beria Stalinowi. Sam mam ochotę strzelić mu w ryja, bo jest dokładnie taką osobą, jak powyżej. Żyjąc w swojej rodzinie zdarzały się przypadki z pasem czy ogólne nieakceptowanie, ale nie patologia! Na litość, na takich ludzi powinni nachodzić zbóje.

Kamil Nowak
Gość

Niestety całe pokolenie musi przeminąć, bo nie tylko pełno jest ludzi tak postępujących, ale i jest ogrom społeczeństwa, które nie tylko akceptuje takie zachowanie, ale wręcz gloryfikuje i do niego zachęca. Oczywiście trzeba z tym walczyć, ale chyba niektórzy muszą zwyczajnie odejść, aby to się zmieniło…

Monika Monia
Gość
Pracuję z młodzieżą i miałam styczność z takim Dzieckiem. Środowisko takie, że trudno powiedzieć coś złego o rodzinie bo „co ludzie powiedzą”, Dziecko samo z problemem, dalsza rodzina niby widzi ale nic nie robi. Za moją reakcją sprawa poszła do prokuratury, Dziecko do psychologa. A ja raz, jeden jedyny raz miałam refleksję, czy dobrze zrobiłam, czy nie za ostro weszłam z butami w życie tej rodziny. Psycholog mi powiedział „a może uratowałaś im życie?” i ten list mi pokazuje, że tak właśnie było. Bo moja reakcja przynajmniej w pewnym stopniu oddała wtedy Dzieciom godność, bo pokazała, że to ojca zachowanie… Czytaj więcej »
Karina Nowak
Gość

Życie…
Moja matka znęcała się psychicznie nade mną – a nie dawałam jej powodów.

Tomasz Robert Fratczak
Gość
Niedoczytałem listu. Zwyczajnie nie mogę. Tak samo, jak nie mogę wyleczyć się z tamtych lat. Miesiąc temy wyszedłem ze szpitala psychiatrycznego. Silna depresja. Mysli samobojcze. Typowa w takich przypadkach dwubiegunowość. Trzeba bylo stwirzyc sobie swój wlasny wewnetrzny świat, zeby to przetrwać. Na szczęście on umarł 2 lata temu. Na nieszczęście nie miałem siły powiedzieć mu w oczy, co o nim myślę, i jak mi i mamie zniszczył życie. Ojcowie mogą być najgorszymi potworami. Gardze swoim ojcem. Terapie psychiatryczne pomogły na tyle, ze mam odwagę w końcu to wykrzyczeć, nawet napisać. I nie wstydzę się tego.Martwi mnie jednak fakt, że nie… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
Najgorsze jest chyba to poczucie bezradności, bo często nie ma nikogo, kto mógłby w takiej sytuacji pomóc. Słabeusz? Bynajmniej. Trzeba być niezwykle silnym, aby się tak otworzyć i być gotowym na takie wyznanie. Żeby być szczerym z samym sobą. Z tego co wiem, kiedy taka osoba umiera, a mieliśmy z nią niewyjaśnione sprawy, można spróbować wykorzystać kogoś innego (dobrego psychoterapeutę najlepiej) jako chwilowe wcielenie tej osoby, aby powiedzieć jej wszystko co chcieliśmy jej powiedzieć. Nie aby jej wybaczyć, ale by sobie wybaczyć wszystko co potrzebujemy i abyśmy mogli ruszyć dalej. Nie dla niej. Dla siebie. Tak czy inaczej, wielki szacunek… Czytaj więcej »
Olena
Gość
Smutny list i taki prawdziwy. Jestem po 30, kontakty z ojcem ograniczyłam do minimum, boli mnie tylko fakt, że moja matka z nim żyje. Ojciec – typ wojskowego starej daty, dyrygenta w domu, starszy od matki o prawie 20 lat. Skonfliktowany z całą rodziną. Wewnętrznie stary, zdziadziały i skąpy. Kiedy dorastałam zawsze kupował mi buty i ubrania „na wyrost”, żeby było na min. 5 lat. Wyglądałam zawsze jak kaczka w za dużych butach, byłam pośmiewiskiem w szkole. Przyjaźniłam się z tylko jedną osobą, bo wstyd było zadawać się z taką „wsiurą” w przetartych starych spodniach, jak ze starszego brata. Mamie… Czytaj więcej »
Sławomir
Gość

A mi nigdy nie powiedział, ze mnie kocha.

Aga
Gość

Podpisuję się obiema rękoma. Właśnie nie śpię, znów cierpiąc nad wspomnieniami…
Oby autor listu poczuł jeszcze się kochany i oby jego rany choć przyschły.
To samo dla każdego z komentujących, którzy też mają takie doświadczenia.
I jeszcze coś: widzę, że wiele osób tutaj jest powyżej 30/40 i nadal ich to wszystko boli. Czy to oznacza doświadczenie całego pokolenia? …w maju skończę 40 lat. I tak, ja też…boli :-(

Basia
Gość

A ja w ogóle nie miałam ojca. Ani brata. To dość trudne dla dorastającej dziewczyny. Dałabym wszystko żeby mieć ojca. Nawet alkoholika. Nawet bijącego.

Łukasz
Gość

Nie zrozum mnie źle, ale miałeś „szczęście” że tylko jedno z rodziców okazało się psychopatą. Mnie wychowała dwójka takich…osobników.
Kiedy patrzę wstecz i widzę siebie jako wystraszonego, płaczącego w kącie chłopca zatykającego uszy by nie słyszeć wyzwisk i wzajemnego uzasadniania ich sobie przez moich oprawców i ten ryk…
Ech.
Nie ma żadnego Boga.
Modliłem się wiele razy przez łzy ukryty w łazience żeby mnie zabrał z tego piekła,żeby ktoś przyszedł i mnie zabrał, żebym umarł,cokolwiek.
Nikt się nie zjawił,nikt nie pomógł,nikt nic nie zrobił.
Każdy kto słyszy płacz dziecka, lub widzi jego cierpienie i nie reaguje jest współwinny tej tragedii.