Sprzeciwy, z których powinniśmy być dumni

Zamiast jeszcze bardziej się wściekać.

11247121385_60b482d598_b

Dziecięcy sprzeciw

Ile razy wasze dziecko wam się sprzeciwiło? Ile raz powiedziało wam stanowcze NIE? Ile razy zdarzyło się wam, że w pośpiechu zapomnieliście o potrzebach waszego dziecka i dostaliście brutalne przypomnienie, w postaci jego sprzeciwu? Założę się, że wiele razy. Setki, gdybym miał zgadywać. I wiecie co wam powiem? Bardzo dobrze! Bo wszystkie te sprzeciwy pokazywały jedynie, jak silne jest wasze dziecko i jak bardzo jest świadome własnych potrzeb, które nie zostały zaspokojone.

Problem dorosłych

Jedyny problem jaki istnieje z takimi dziecięcymi sprzeciwami, tkwi w nas samych. Nie w dziecku. Problem tkwi w naszych uczuciach, które się pojawiają, gdy ktoś nam się sprzeciwia. Ktoś, kto jak zakładamy, powinien nas słuchać. To potrafi nas zdenerwować. A gdy po sprzeciwie, następuje kolejny sprzeciw – większy i głośniejszy, nasze zdenerwowanie rośnie. Zaczynamy się niecierpliwić, zaczynamy się wściekać i powoli tracimy pełną kontrolę, nad tym co mówimy i nad tym co robimy. To właśnie wtedy część rodziców, podnosi rękę na dziecko. To właśnie wtedy rodzice wymyślają kary, które nie mając nic wspólnego sprzeciwem i są zwyczajnie wyolbrzymioną chęcią ukarania dziecka.

W skórze dziecka

Wyobraźcie sobie jednak, że ktoś przychodzi do was, gdy jesteście zajęci i każe wam coś robić, na co nie macie ochoty. Każe wam się podporządkować. I mówicie mu nie, bo nie widzicie żadnego powodu, dla którego jego rozkaz byłby ważniejszy od tego co akurat robicie. On jednak naciska. Wy mówicie „nie” głośniej, bo nikt wam nie będzie rozkazywał. Nikt nie będzie wami rządził. Niech się goni leszcz! On się nie poddaje i podnosi głos. Wy też podnosicie głos. Im bardziej się sprzeciwiacie, tym większy jest nacisk, abyście się podporządkowali i tym większe jest między wami napięcie. Osoba ta nie słucha waszych argumentów i jest głucha na jakąkolwiek dyskusję. Nie chce was zrozumieć. Ona chce, żebyście się podporządkowali i koniec! A jak się nie podporządkujcie, to zacznie was bić. Mocno. Niestety jest od was dużo silniejsza i porządnie oberwiecie.

Tak właśnie czują się niektóre dzieci.

Złość? A może duma?

Tymczasem po każdym sprzeciwie naszego dziecka, nie powinniśmy czuć się źli. Nie powinniśmy czuć się wściekli. Jedyne uczucie jakie powinniśmy odczuwać to jest duma. Duma, że nasze dziecko potrafi się nam sprzeciwić. Duma, że nasze dziecko, stojąc jak Dawid naprzeciw Goliata, ma dość odwagi, żeby powiedzieć nam nie. Ma dość odwagi, żeby krzyknąć nam nie! Ono ma czasem nawet dość odwagi, żeby nas uderzyć, gdy przekroczymy jakąś granicę. Nie chodzi o naszą pochwałę tych czynów. Chodzi o docenienie odwagi. Który dorosły miałby takie pokłady heroizmu w sobie? Który z dorosłych, potrafiłby otwarcie powiedzieć „nie”, gdyby nacisk na niego pochodził od osoby, od której jesteśmy zależni? I która mogłaby nas dotkliwie skrzywdzić, gdy się sprzeciwiamy?

Może lepiej nawet nie pytać, bo mogłoby się okazać, że w porównaniu do naszych dzieci, jesteśmy zwykłymi tchórzami?

Doceniać, zamiast niszczyć

To jest jedna z tych rzeczy, których nie tylko nie powinniśmy niszczyć w naszych dzieciach, ciągłym biciem i karaniem. To jest jedna z tych rzeczy, których powinniśmy się nauczyć od naszych dzieci. Nauczyć się sprzeciwu. Nauczyć się mówić nie, gdy się z czymś nie zgadzamy. Nauczyć się nie iść za tłumem, gdy nasze wewnętrzne „ja” mówi nam, że nie powinniśmy. Często przywołuje na tym blogu słowa Margaret Mead, która mówiła: „Nie wątp nigdy, że mała grupa troskliwych ludzi mogłaby zmienić świat. Tak naprawdę to jedyna rzecz, która go kiedykolwiek zmieniła.”

I prawdą będzie jeśli powiem wam, że to właśnie te dzieci, w których sprzeciw nigdy nie został zniszczony przemocą, tworzą w dorosłym życiu takie małe grupy troskliwych ludzi. Uczmy się tego od nich. I doceniamy te małe dziecięce sprzeciwy. Doceniajmy ich niezależność.

Kocham. Nie daje klapsów. Kocham. Nie daję bezsensownych kar. Kocham. Jestem dumny, gdy moje dziecko się sprzeciwia.

Prawa do zdjęć należą do allthecolor.

  • Dokładnie takie samo zdanie miałem, gdy próbowano mnie przekonać do legendarnego „buntu 2-latka”. Wciąż uważam, że mały człowiek sprzeciwiając się nam, pokazują swoją osobowość. Mówi: „Halo! Tutaj jestem, jestem ważny, doceniaj mnie i moje zdanie”.
    Chciałbym, aby moje dziecko miało swoje zdanie – co będzie jasnym sygnałem dla mnie – potrafi myśleć, wyciąga wnioski – mogę się z nim nie zgadzać, ale nie mam prawa go pacyfikować.

    • Dokładnie. Są nieprzekraczalne granice, które trzeba dziecku ustalić i ono może się złościć, wściekać, gdy na nie trafi, ale jedynym zadaniem jakie mamy, jest wyrażenie zrozumienia dla tych uczuć. Nie karać go dodatkowo za te uczucia i nie ustąpić pod naciskami dziecka – po prostu pokazać, że rozumiemy iż to jest dla niego ciężkie.

  • Sabina Gatti

    super! i jeszcze raz super tekst :) a w naszej chorej kulturze „dobrego i grzecznego wychowania” wyrośli nam ludzie bez własnego zdania, szukający autorytetów, nie potrafiący się buntować tylko narzekać, itp.

    • Dlatego dobrze wiedzieć, że to wychowanie odchodzi do lamusa :) I następne pokolenie, będzie najlepszym pokoleniem w historii ;)

      • Sabina Gatti

        już następne? :) hmmmmmm………. to by było cudowne, to tylko w internecie można wirtualnie spotkać tak świadomych rodziców co mają tą wiedzę o której piszesz i ją stosują w życiu. W realu jeszcze nie spotykam taki rodziców niestety :(

      • Sabina Gatti

        a pisałeś na blogu o szkodliwości tłumienia emocji u dzieci? Szczególnie gniewu, żłości.. jak są wścieki na swoich rodziców i muszą tłumić to w sobie bo nasza kultura i IV przykazanie na to nie pozwalają. Jak to potem przeradza się w przemoc na kozłach ofiarnych i różne zaburzenia emocjonalne i fizyczne? Chciałm poszperać na twoim blogu ale nie wiem jak. http://zwierciadlo.pl/2013/psychologia/zrozumiec-siebie/fizyczne-skutki-stlumionego-gniewu

        • Pisałem o emocjach tutaj:
          http://www.blogojciec.pl/dzieci/pokaz-dziecku-co-czujesz/
          http://www.blogojciec.pl/dzieci/wykrzycz-swoje-emocje/
          http://www.blogojciec.pl/dzieci/jak-radzic-sobie-z-dziecieca-wsciekloscia/
          http://www.blogojciec.pl/dzieci/nienawidze-was-co-zrobic-gdy-slyszymy-te-slowa-od-dziecka/

          Może nie w takim kontekście, jak to opisałaś, ale zgadzam się, że tłumienie emocji u dziecka jest czymś strasznym. A co myślę o IV przykazaniu, to powiedziałem za mnie George Carlin:
          https://www.youtube.com/watch?v=ITsL91vlIcM

          • Sabina Gatti

            Dzięki, poczytam.

          • Ania Sikora

            kurcze, ten George Carlin chyba czyta w moich myślach :-)
            a pisałeś może jak (lub czy?) sobie radzić z tym, że mając tak niepopularne myśli ma to wpływ na łatwość bytu dzieci, których rodzice mają takie poglądy?

            To mnie ostatnio zastanawia bardzo, i jestem ciekawa twojego zdania.

          • Musiała byś jeszcze raz zadać to pytanie, bo chyba nie zrozumiałem :)

          • Ania Sikora

            no, jak np. radzić sobie z konfliktem religijnym. dla mnie religia katolicka(i nie chcę nikogo atakować) jest po prostu sposobem na manipulowanie ludźmi. Ale jest tak totalnie wszechobecna, że nie jestem pewna, jak pokazać ją dziecku. Ja, świadomie wybieram i świadomie wiem, że to wzbudza wrogość wobec mnie za to, że jest mi z tą religią nie po drodze, ale jak nie narażać dziecka na wysłuchiwanie niemiłych uwag? Nie chcę go ani zachęcać, ani zniechęcać do religii.

          • Niezależnie od dokonanego przez nas wyboru, a nawet w przypadku braku wyboru – zawsze będą jakieś negatywne uwagi. Na temat religii, na temat ubioru, na temat wymowy – zawsze znajdzie się jakiś temat, na który ktoś będzie wygłaszał negatywne opinie o naszym dziecku. Jedyne co moim zdaniem musimy zrobić, to bezwarunkowo go kochać i okazywać mu to. Zapewnić mu miejsce, do którego będzie mogło wrócić i czuć się kochanym niezależnie od tego jak przebiegł jego dzień. Tak jak pisałem tutaj: http://www.blogojciec.pl/dzieci/cieszmy-sie-z-porazek-naszych-dzieci/, chodzi o stworzenie takiej bezpiecznej przystani. Odporność na negatywne uwagi dziecko nabędzie już samo :)

          • Kinga Szkop

            mam ten sam problem, to religia w a raczej z ktorej wyroslam ale to religia naszych rodzin i naszego otoczenia, dziecko chodzi na lekcje religii w szkole ale nie chodzi do kosciola…. zgrzyta troche wszystko

  • anonimowy gall

    Bo my sie musimy nauczyc dialogu. I tego, ze nasze „dorosle sprawy” moga poczekac, nawet, kiedy nie moga poczekac :) Czasem wystarczy odrobina wspolczucia. Moj 6-latek krzyczal na mnie ostatnio: „nie przynioslas mi wody?”, bo mu nie pozwalam w szkole pic z kranu. Mialam ochote potarmosic go porzadnie, bo zmeczona, bo bieglam, bo glodna… Wyjatkowo kiepski dzien. Normalnie nie mam takich zachcianek. I zrobilo mi sie nagle wstyd tej reakcji. Spytala: „az tak chce ci sie pic, kochanie?”. I syn potraktowal mnie jak czlowieka. I ja go tez, poszlismy do sklepu i mu cos kupilam, bez furii, bez krzykow. To byla dla mnie wazna lekcja.

    • Zwykle jeśli dorosłe sprawy poczekają i zajmiemy się dzieckiem, to wręcz zyskujemy czas. Bo skupienie się na dziecku na 10-15 minut, jest łatwiejsze niż „olanie” go i sprawienie, że przez najbliższe 30 minut, będziemy mieć w domu świętą wojnę.

      Niesamowicie podoba mi się to co odpowiedziałaś synowi. Obym też potrafił to znaleźć w sobie, jak przyjdzie czas.

      • anonimowy gall

        To bardzo mile co napisales, dziekuje. Wiesz, to byl moment, latwe to do przegapienia ale niesamowicie wazne.
        Takie wejscie w sytuacje drugiego czlowieka.
        Im dluzej o tym mysle, tym straszniejsze wydaje mi sie wyjscie z krzykiem czy nawet z przemoca.
        Zobacz-moje dziecko bylo mi POSLUSZNE – nie pilo wody z kranu.
        Mialo do mnie ZAUFANIE. CZEKALO na mnie, mialo DOSWIADCZENIE, ze prawie zawsze mam te wode ze soba.
        Doswiadczylo ROZCZAROWANIA. Serce mi sie sciska, bo to rozczarowanie musialo byc potezne, sadzac po reakcji. Teraz, na chlodno, mozna analizowac dokladniej. Àle nie odpuszcze, chce wygrywac takie sytuacje, chce sie uczyc relacji z dzieckiem, zeby nie zaskoczyl mnie bunt nastolatka :)

  • Pielęgnuję w moim dziecku umiejętność mówienia „nie”. Pielęgnuję jego indywidualizm. Dzięki temu nigdy nie usłyszałam (i mam nadzieję, że nie usłyszę) z jego ust: „Bo wszyscy… to ja też”.

    • Komforizm jest plagą dwudziestego pierwszego wieku. Oby udało nam się go chociaż trochę wymazać.

  • Kamil, Nigdy
    nie patrzyłem na te sprawy z tej perspektywy. Ciągły pośpiech, długie godziny pracy,
    obowiązki domowe czy choroby bliskich powodują, że każdy kolejny sprzeciw
    naszego dziecka jest tą kroplą, która wywołuje burzę i niestety dość często nie
    jesteśmy w stanie nad nią zapanować. Nie mówię tutaj o biciu, czy dawaniu
    klapsa, ale o próbie rozmowy z dzieckiem, które w ten sposób próbuje zwrócić także
    naszą uwagę.

  • Fragment z Pipi Pończoszanki, który ostatnio często cytuję: „Było to dwoje bardzo grzecznych, dobrze wychowanych i posłusznych dzieci.Tommy nigdy nie obgryzał paznokci i zawsze robił to, o co mamusia go prosiła. Annika zaś nie naprzykrzała się, kiedy nie mogła postawić na swoim, i zawsze wyglądała schludnie w gładko wyprasowanych, kretonowych sukienkach, których starała się nie zabrudzić.” Tak mi się wydaje, że w tym naszym dążeniu do posiadania grzecznych dzieci, zapominamy jaki świat czeka je gdy dorosną. Świat pełen reklam, polityki, liderów i manipulantów wszelkiej maści… I może dobrze by było o tym pamiętać, wychowując dziecko tak, żeby się nas słuchało, tylko dlatego, że starszych trzeba się słuchać? Bo jeśli teraz wpoimy im tą „grzeczność i układność” to nie oczekujmy później, że będą w życiu kierować się racjonalnym myśleniem i wiarą we własne poglądy. Pozdrawiam

    • Świetny komentarz. Pozwoliłem sobie go zacytować na fb :)

  • Moje dziecko sprzeciwia mi się co najmniej 10 razy dziennie. Nie ma dnia bez sprzeciwu. Klapsa nigdy nie dostało a udało nam się wyjść z różnych trudnych sytuacji.
    Tak trochę od tematu odbiegając- Ostatnio córka uciekła mi ze sklepu. Dogoniłam ją złapałam za kaptur żeby nie wyleciała na ulicę. Kucnęłam i tłumaczę. Pytam co stałoby się gdyby wybiegła na ulicę? Odpowiada, że samochód by ją rozjechał. Przytuliłyśmy się i poszłyśmy dalej. Ludzie mieli oczy jak 5 zł. Chyba czekali na klapsa z mojej strony… kupiłam książeczkę o uciekającej Kici Koci i następne wyjście do sklepu wyglądało już inaczej…ciekawe gdyby dostała klapsa jakby to wyglądało ?

    • Bardzo fajny pomysł, z tym kupieniem książeczki, która pomaga rodzicowi przy jakimś problemie. My też mieliśmy taką książeczkę o niebezpieczeństwach i moim dzieciom bardzo często wystarczy przypomnieć, co się stało w książeczce, gdy zaczynają robić coś niewłaściwego.

      • Moja Młoda uwielbia książeczki. O tym, że pomagają one zrozumieć wiele rzeczy przekonałam się w momencie wizyty u dentysty. Kupiłam książkę To nic strasznego idę do dentysty- przed wizytą czytałyśmy. Weszłyśmy do gabinetu a córka recytuje książkę, robi wszystko bez problemu;) Później Kicia Kocia o ucieczkach też pomogła…jedynie książka o nocniku nie pomaga w zrzuceniu pieluchy :)

      • Pestka

        Zamiast książeczki może filmik?
        https://www.youtube.com/watch?v=IJNR2EpS0jw

        Super, że macie takie podejście!

      • Patrycja Pankowska-Biernacka

        A można prosić o tytuły takich książeczek?

  • Przy okazji tego tekstu chciałam podziękować Ci za teksty, które inspirują mnie do wychowania dziecka w sposób, jaki sama chciałabym być wychowywana; do uczenia wartości, którymi się kieruję i za spojrzenie na dziecko jako człowieka, a nie przedmiot, co niestety w wielu „rodzinach” zdarza się zbyt często. Dziękuję, że piszesz.

    • Bardzo mi miło czytać takie komentarze :) Fajnie, że jesteś tutaj z nami :)

      PS. W Disqus masz stary adres bloga.

  • I gdybyś jeszcze napisał, że chodzi o stanowcze „NIE”, sprzeciw, przeciwko temu, że coś dzieje się nie dobrego, to byłby to super tekst. Może to tylko moje zdanie, ale brakuje sprecyzowania o jakie „NIE” chodzi. Może jest drobna różnica między „Nie bij mnie”, „Nie krzycz na mnie”, a pomiędzy „Nie będę sprzątać”, „Nie będę odrabiać lekcji”. Czy może jednak każdy sprzeciw jest dobry?

    • Oczywiście, że każdy sprzeciw jest dobry. Bo „nie będę sprzątać” czy „nie będę odrabiać lekcji”, dają rodzicowi jasny sygnał – dzieje się coś niedobrego. Coś trzeba zmienić. Szczególnie, że ani sprzątanie, ani odrabianie lekcji, nie jest czymś, wobec czego dziecko powinno się sprzeciwiać, bo nie są to czynności do których dziecko powinniśmy zmuszać. Ani kazać im tego robić. Nie chcą sprzątać? Niech żyją w syfie. Nie chcą odrabiać lekcji? Wiedzą jakie są konsekwencje.

      • A uczysz dzieci „konsekwencji”, bo patrząc czasami po ludziach na ulicy i ich dzieciach, mam wrażenie, że konsekwencji nie ma. Dzieciom wolno wszystko i rodzice wyglądają na takich, co nie dają sobie rady lub drugi model rodziny, mój ulubiony, wolno dzieciom wszystko, bo kto nam zabroni – mamy kasy jak lodu.
        Jasne, „NIE” od dziecka to sygnał – sygnał do rozmowy. Takich znaków nie wolno ignorować, ale czy to znaczy, że dziecko ma nie sprzątać, bo powiedziało „Nie”? Nie jestem taki pewny. Staram się uczyć dzieci, że są pewne obowiązki i prawa. Dotyczą wszystkich, nawet mnie jako rodzica – mi też pewnych rzeczy nie wolno i dzieciaki mają prawo zwrócić mi uwagę.

        • Uczyć dziecko konsekwencji? Przecież konsekwencje są naturalne – nie trzeba ich nauczać. Chyba, że chodzi przykładowo o ukaranie dziecka za to, że zepsuł zabawkę? Tylko to już nie są konsekwencje, tylko sposób rodziców, żeby się zemścić na dziecku. Konsekwencją jest to, że dziecko nie ma zabawki, a nie to, że musi iść do kąta.

          Problem z niewychowanymi dziećmi, które nie znają konsekwencji, zaczyna się dopiero wtedy, gdy rodzice od razu kupują dziecku kolejną zabawkę i olewają to, że zniszczył poprzednią. Powinno być tak, że zepsułeś, to nie masz. Niestety, niektórzy myślą, że jak są bogaci, to sobie mogą pozwolić.

          • To chyba nie czytasz mojego bloga, bo pisałem o karaniu… nie, nie chodzi o postawienie do kąta. Ale Własnie tak, zepsuta zabawka – nic się nie stało, kupimy nową. Nie posprzątają pokoju? Mamusia posprząta. Co do lekcji? To co im grozi jak nie odrobią? Jedynka? To jeszcze działa? „Nie chcą sprzątać? Niech żyją w syfie.” – rozbawiło mnie to, serio. Któremu dziecku przeszkadza syf w pokoju? Powiem tak. Mówienie „NIE”, jest ważne, ale równie ważne jest to, czego to dotyczy. Mój 4 letni syn zwrócił uwagę, że dziadek jego koleżanki uderzył ją w pupę w przedszkolu, gdy ta nie chciała się ubierać. Przyszedł i powiedział mi o tym, zapytał dlaczego i powiedział, że tak „NIE” wolno robić. Z takiego „NIE” jestem dumny.

          • Mojej córce bałagan zaczął przeszkadzać bardzo szybko. Jak tylko któryś raz z kolei nie mogła czegoś znaleźć, okazało się, że sprzątanie nie jest wcale takie głupie :) I zgadzam się, że wyręczanie dziecka, to najgorsza rzecz jaką można zrobić. Potem widzę nastolatka, który sobie kanapki nie potrafi zrobić albo wyprasować bluzki. Masakra.

    • Myślę, że jednak każdy sprzeciw jest dobry. Inaczej dziecko nie będzie miało rozeznania, czy ta sytuacja, w której się znalazło to jest ta, w której wolno mu się sprzeciwić, czy też jedna z tych, kiedy nie wolno.

  • Łukasz Urbańczyk

    Pierwszy miesiąc gdy moja córa zaczęła chodzić do przedszkola był czasem, w którym sobie uświadomiłem jak wielkie znaczenia ma nie wywieranie presji. Gdy ją ponaglałem w ubieraniu się, ona robiła zupełnie odwrotnie. Ja się denerwowałem, denerwowała się ona i nic z tego dobrego nie wynikało. Dopiero zrozumienie i przypomnienie mi przez żonę tego, że te 5 minut dłużej nas nie zbawi i krzyki nic nie zmienią, sprawiło, że wszystko zaczęło się układać.

    Jestem też dumny z tego, że córka się buntuje i mówi mi „obraziłam się”. Wiem wtedy, że ma swoje emocje i kształtuje się jej charakter. A przecież każdy wie, że dziecko bez charakteru to większy problem.

    • Znam to wychodzenie do przedszkola bardzo dobrze. Im bardziej się śpieszę, tym dłużej zajmuje mi wyjście z domu :) Taki rodzicielski paradoks :) Na szczęście już się nauczyłem, że spokój i cierpliwość działają na dziecko dużo lepiej, niż pośpiech i presja. I zawsze, nawet jak się śpieszę, to już wiem, że lepiej jest po prostu odpuścić i przeczekać. Czasu zejdzie nam tyle samo, ale nerwów znacznie mniej.

      • Łukasz Urbańczyk

        Otóż to, trafione w punkt :)

  • zwykła mama

    zgadzam się z autorem, my dorośli często jesteśmy tchórzami, bo byliśmy często właśnie tak wychowywani, że rodzica trzeba słuchać, bo tak! oczywiście dziecko nie widzi swoimi młodymi oczkami tylko rodzica, a odnosi to zachowanie do każdego większego, silniejszego, dorosłego itd… w dorosłym życiu silniejszy znaczy ten posiadający władzę, siłę pieniądza np. szef i stajemy się ofiarami systemu, mobbingu itp ( co oczywiście w żadnym wypadku nie usprawiedliwia sprawcy nie, nie nie!) to tylko taki jeden z wielu przykładów widoczny w naszym życiu… drugi to lęki, wieczne lęki wynikające z małej wiary w siebie… tak więc ja również przychylam się do zdania! Pozdrawiam

    • Jesteśmy pokoleniem, które ma najciężej, bo mamy bagaż przekazany z dawnych czasów i jednocześnie jako pierwsi widzimy możliwość zmiany. Jako pierwszy mamy możliwość zmiany. Na szczęście nasze dzieci, nie będą już miały takich problemów. Jeśli tylko wykonamy dobrą robotę…

  • zwykła mama

    poza tym, jesli zabronimy dziecku się głośno wypowiadać to nie znaczy, ze jego uczucia znikną, problem się rozwiąże… ono przestanie mówić o tym, ale w nim to będzie nadal… narastać! maluch sam nie poradzi sobie z takimi uczuciami – w koncu znajdzie się silniejszy i cwany „kolega”, którego posłucha… i wiadomo katastrofa gotowa!

    • To jest takie tworzenie chodzącej bomby zegarowej. Kiedyś prawdopodobnie wybuchnie, ale nikt nie wie kiedy…

  • Ania Sikora

    hmm, ciekawy podjąłeś temat.

    Myślę sobie, a jak to było ze mną, że nie boje się sprzeciwiać, mówić i myśleć samodzielnie, zadawać pytania (również te niewygodne) i uważam, że najzdrowsze podejście to bezwzględny szacunek dla drugiego człowieka i jego zdania, i teksty w stylu”ja mogę być chamem bo mam swoje lata i mi się należy szacunek” „mi się należy szacunek bo jestem starym prykiem a ty jesteś młodszy” zawsze wywołują we mnie chęć wybuchnięcia gromkim śmiechem. Bo co ma piernik do wiatraka – jakby tak podchodzić do sprawy, to zawsze młodszy będzie młodszy a starszy starszy – czyli że co, że młody nie ma prawa do własnego zdania, i nigdy tego prawa nie nabędzie?
    Cóż za wygodna brednia .. i ja się takim bredniom chętnie sprzeciwiam. Pomimo tego, że wchodzę w wiek, kiedy coraz bardziej takie brednie byłyby wygodne i dla mnie..

    I nie jest to kwestia wychowania wyniesiona z domu, a ze szkoły, o dziwo. :-)

    I dochodzę do wniosku, że miałam z jednej strony to szczęście, że chodziłam do wyjątkowej szkoły w której (jak teraz rozumiem) panowały zupełnie inne zasady niż gdziekolwiek indziej.
    W szkole, kiedy ktoś nie chciał np. się uczyć i miał słabe wyniki (w skali 1-5 za słaby wynik uważano 3), nie było przymuszeń, tylko było jasne przesłanie „to nie jest szkoła dla każdego – możesz iść do innej szkoły, gdzie nie ma takich wymagań jak tu i gdzie wyniki dostateczne są uznawane za dostateczne” – i takie podejście nie było niczym dziwnym nawet dla 6cio latków. Był wybór. Nie chcesz – nic na siłę.
    Nikt nie czuł się zmuszany, chcesz, dobrze, nie chcesz, też dobrze. Takie podejście też nie pozwalało myśleć, że ktoś nie da rady bo jest słaby – uczyło – jeśli się będziesz wystarczająco starał – możesz wszystko – a jeśli ci nie zależy, wolny wybór.

    Co prawda, to mnie też nauczyło tego, że jeśli coś jest powszechne, to prawdopodobnie nie jest zbyt dobre -(wszędzie indziej było łatwiej, a jednak w moim odczuciu lepiej było być tam, gdzie jest trudniej) a to nie ułatwia życia.
    Indywidualizm i świadomość tego że można wszystko, jeśli się na to wystarczająco ciężko pracuje, sprawia, że owszem, można osiągnąć więcej niż przeciętność, ale to też niesie za sobą większy ciężar egzystencjalny.
    Idąc ślepo za tłumem i zgadzając się na wykonywanie rozkazów z góry, bezmyślnie, jest chyba w pewien sposób łatwiejsze. Oczywiście tylko dla tych, którzy tak żyją, bo znając różnicę, mnie tam takie łatwiejsze życie prędzej by zabiło niż dało szczęście.

    Bo jak pisałeś w innym poście, miło jest być popularnym, a jednak posiadanie niepopularnych wniosków(brak pragnienia posiadania tego co wszyscy), nie przyprawia popularności. Ludzie lubią, kiedy inni myślą tak samo, i nie lubią, kiedy inni wypowiadają słowa, na które sami by nie wpadli, a brzmią wyjątkowo rozsądnie i niewygodnie.

    Z moich obserwacji wynika, że większość ludzi wychowuje swoje dzieci w myśl „bądź taki jak inni”, i to jest łatwiejsze w pewnym sensie, ale wywołuje u mnie odruch obronny. Bo w końcu, większość ludzi na świecie jest jednak biedna, schorowana i nie ma wpływu na własne życie – więc kto na Zeusa chciałby tego dla siebie lub swoich dzieci?

    Ale się rozpisałam – dziękuję, że Twoje posty sprawiają, że mogę się zatrzymać, i zadumać :-)

  • Pingback: SHARE WEEK – polecam blogi ojców | Casalinga()

  • Klaudia Kaczmarek

    Ale niech Pan przyzna rację, że to BARDZO trudne po kilkunastu godzinach pracy , kiedy maluch skacze po nas jak po trampolinie, cieszy się z naszej obecności w baardzo głośny sposób, kiedy próby uciszenia i zastąpienia tego miłosnego ataku cichym lelaniu spełzają na niczym ;) głowa pęka.. ciśnienie rośnie a w raz z nim wyrzuty sumienia ,że dziecko się stęskniło a my wyzywamy błagając o ciszę..:)

  • Klaudia Kaczmarek

    Ale niech Pan przyzna rację, że to BARDZO trudne po kilkunastu godzinach pracy , kiedy maluch skacze po nas jak po trampolinie, cieszy się z naszej obecności w baardzo głośny sposób, kiedy próby uciszenia i zastąpienia tego miłosnego ataku cichym lelaniem spełzają na niczym ;) głowa pęka.. ciśnienie rośnie a w raz z nim wyrzuty sumienia ,że dziecko się stęskniło a my wyzywamy błagając o ciszę..:)

  • Pingback: Blogerki i blogerzy przeciw przemocy wobec dzieci | Anna Golus()

  • Nihiru

    Kamil, tak dużo piszesz o prawach dziecka, a co z jego obowiązkami? W jaki sposób zamierzasz wychować dzieci, aby nie stały się roszczeniowymi dupkami? Nie mówiąc już o tym, że myślenie „skoro potrafi sprzeciwić się rodzicowi, to będzie potrafił sprzeciwić się społeczeństwu/grupie/itp” jest mocno naiwne. Jest całe mnóstwo nastolatków, które nie mają najmniejszego problemu w tym, żeby sprzeciwiać się rodzicom, a jednocześnie nie potrafią oprzeć się presji grupy. To nie sprzeciw sam w sobie jest wartością, tylko wewnętrzne zrozumienie, jakie zachowanie jest słuszne, a jakie nie. Bez tego mamy prostą drogę do autodestrukcji.