Suplementy diety dla dzieci: dlaczego lepiej jest na nie uważać?

Dzisiaj wyjątkowo tekst gościnny, autorstwa Łukasza Sakowskiego, który prowadzi naukowy blog To tylko teoria i który na części pierwsze rozłożył temat suplementów diety dla dzieci, „nie do końca” zapewniających nam efekty, obiecywane w reklamach.

O co w ogóle chodzi z tymi suplement diety?

„Suplementy diety to ciężki temat. Dlaczego? Po pierwsze, mało kto wie, czym w ogóle są. Wielu myli je z lekami. Po drugie, nie ma wystarczających regulacji prawnych, przynajmniej w Polsce, by otoczyć je odpowiednią procedurą, ustalić normy związane z produkcją (jak np. stopień zanieczyszczeń, weryfikacja ilości deklarowanego związku aktywnego biologicznie) i nałożyć na producentów obowiązek ich spełniania. Mamy przez to totalną samowolkę, co może prowadzić do nadużyć.

Kolejna sprawa, to reklamy. Niesamowicie irytujące, bo wprowadzające w błąd odbiorców. Często w bardzo wyrachowany sposób. Problemem jest ogół suplementów na rynku, tym razem jednak skupmy się na ofercie skierowanej do dzieci i ich rodziców.

Czy wszystkie suplementy to zło?

Nie jestem całkowitym przeciwnikiem suplementów diety. W określonych sytuacjach, pewne substancje faktycznie warto suplementować, co może okazać się dobrym uzupełnieniem jakiejś diety. Ciężko jednak stanąć murem za łykaniem tabletek na byle dolegliwość. W Polsce rynek suplementów diety jest ogromny, a jego wartość liczona jest w miliardach złotych rocznie. Nakręcany przez reklamy, ma się coraz lepiej. Największy jest popyt na suplementy związane z odchudzaniem. Ich wersji dla nieletnich jeszcze nie spotkałem, choć domyślam się, że to tylko kwestia czasu.

Jak stworzyć własny suplement diety?

Żeby coś uznać za suplement diety potrzeba bardzo niewiele. W Polsce wystarczy zarejestrować go w Głównym Inspektoracie Sanitarnym. To wszystko. Żadnych testów, żadnych badań, nic. Nie wiemy więc nawet, czy tabletki, które kupimy, mają w sobie deklarowane związki aktywne i jeśli je mają, to czy ich masa zgadza się z tym, co producent podaje na etykiecie. Dobrym przykładem tego, że podane liczby niekoniecznie będą się zgadzać ze stanem rzeczywistym, były badania tranów na polskim rynku, przeprowadzone przez Jagiellońskie Centrum Innowacji, które wykazały iż deklaracje producenta to jedno, a rzeczywistość to drugie (źródło).

Suplementy diety muszą zawierać informację, że nie są zamiennikiem zrównoważonej diety.

Czy tylko w przypadku suplementów jest taka samowolka?

Na rynku, poza suplementami diety, mamy leki wydawane bez recepty, przy których (w przeciwieństwie do suplementów diety) wymaga się od firmy farmaceutycznej, by przeprowadziła testy, potwierdzające skuteczność takich preparatów (nie wliczają się tu jednak „leki” homeopatyczne – w ich przypadku nie ma obowiązku udowodnienia ich skuteczności, taki mały absurd prawny). Ponadto każda partia musi być zweryfikowana, co do zawartości produktu. Jeśli na przykład trafi się jakieś zanieczyszczenie, seria zostaje usunięta z rynku. Z suplementami tego nie ma. Jeszcze inną kategorią są dietetyczne środki spożywcze specjalnego przeznaczenia medycznego, istniejące z nadania Unii Europejskiej, dyrektywy 1999/21/WE Komisji z dnia 25 marca 1999 r. w sprawie dietetycznych środków spożywczych specjalnego przeznaczenia medycznego. Można je uznać za coś pomiędzy suplementem diety, a lekiem. Unia stawia pewne wymogi, w związku z czym osobiście większym zaufaniem darzę na ogół właśnie takie preparaty, zwane skrótowo FSMP, niż suplementy.

Czyli odpowiadając na pytanie: tak, tylko na rynku suplementów jest pełna samowolka.

Reklamy suplementów, czyli wymyślanie problemów na siłę

Zanim przejdziemy do konkretnych przykładów, chciałem jeszcze napisać, co dokładnie w reklamach suplementów diety tak bardzo mnie denerwuje. Często widzimy w nich wymyślanie problemów na siłę, by stworzyć u odbiorcy wrażenie, że on naprawdę danych tabletek potrzebuje. Tak na przykład było z modą na suplementy mające odkwaszać rzekomo zakwaszony organizm. Zwykłe robienie z ludzi idiotów. Poza tym groźne jest to, że człowiek zamiast udać się z jakimś problemem od razu do lekarza, stwierdzi „pobiorę sobie przez miesiąc te tabletki, może mi przejdzie”. Chyba nie muszę mówić, jak potencjalnie może to być groźne, zwłaszcza przy niezdiagnozowanej chorobie nowotworowej.

Przechodzimy do konkretów

Co więc znajdziemy na polskim rynku farmaceutycznym, co kierowane jest do dzieci? Napisałem, że nie ma nic na odchudzanie. Tak, to prawda, ale pośrednio… mamy Limitki. Suplement diety dla dzieci, który ma ograniczać apetyt na słodycze. Od słodyczy, jak wiadomo, nieźle można utyć. Sacharoza rozkładana jest na fruktozę i glukozę, a te w ostateczności konwertowane są w tłuszcz i gromadzone w tkance tłuszczowej czy wątrobie. Jednak zastanawiam się, jaki sens ma podawanie suplementów diety w sytuacji, gdy nasze dziecko ma problem ze słodyczami. Czy nie lepiej byłoby zwyczajnie ograniczyć dziecku słodycze? Skład tego preparatu budzi wątpliwości, szczególnie że nie został przebadany wpływ poszczególnych jego składników (wyciągi roślinne z owoców dzikiej róży, opuncji figowej i Gymnema sylvestre) na zdrowie dziecka. Nie sądzę, by były one szkodliwe, ale mimo wszystko – ryzykować zdrowiem dziecka bez powodu?

Oczywiście nie brakuje suplementów o przeciwnym do powyższego (deklarowanym) działaniu. Apetizer dla niejadków. Skład może i dobry na pobudzenie trawienia, ale czy na apetyt? No nie wiem. Poza tym nie sądzę, by było to dobre rozwiązanie – dzieci zwykle jedzą tyle, ile potrzebują, a jeśli niedojadają i tracą wagę, to wymagałoby to konsultacji z lekarzem.

Ogromnym absurdem jest dla mnie wprowadzenie na rynek preparatu Wzrostan. Suplement ten ma pomagać dzieciom rosnąć. W składzie mamy fosfor, krzem, wapń, witaminę D i witaminę K. Zwykłe mikroelementy (może poza dyskutowaną rolą krzemu w organizmie) i witaminy, które choć są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania, to łykane w dodatkowych dawkach nie przyspieszą wzrostu dziecka. Odpowiednia dieta zastąpi to, co oferuje ten preparat. Poza witaminą D w okresie jesień-zima-wczesna wiosna, ale tę mamy dostępną w formie FSMP lub w kroplach, na receptę, o ile lekarz rodzinny uzna, że to dobry pomysł i zapisze. Jeśli dziecko niewłaściwie rośnie, tzn. jeśli rodzic jest zaniepokojony, lepiej udać się do lekarza, wykonać badania endokrynologiczne, a nie odwlekać kontrolę, ładując w dziecko taki syrop.

Jeszcze niedawno coś podobnego, Junical zęby, sprzedawano jako suplement na zęby dla dzieci. Oczywiście także z wątpliwym, co do obiecywanych korzyści, składem. Obecnie jednak widzę, po szybkim przejrzeniu internetowych aptek, że na szczęście preparat ten jest niemal niedostępny. Nadal za to można kupić Tulleo. Kolejny bezsensowny syrop, tym razem na zasypianie. Rumianek, melisa, róża stulistna i lipa. Może to i dziecko trochę uspokoi, ale czy uśpi? Zresztą, choćby działało tak, jak obiecują, to pomimo pewnej, rodzicielskiej ulgi, nie widzę jak miałoby to rozwiązać problem, który był pierwotnym powodem problemów ze snem. To znaczy żadne to rozwiązanie, dać dziecku syrop i niech śpi.

Tak czy owak, najprawdopodobniej od takiego preparatu dziecko raczej nam nie zaśnie.

Nie taki diabeł straszny jak go malują

Suplementów dla dzieci wymyślono dużo więcej, nie wszystkie są jednak takie bezsensowne, jak te powyższe. Co warto podawać dodatkowo dzieciom? Przede wszystkim wspomnianą już witaminę D, w okresie jesienno-zimowym i wczesnowiosennym. Poza tym ważne dla rozwoju mózgu są wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega 3, a w te bogaty jest tran. Prawidłowy rozwój układu odpornościowego wspomagają natomiast probiotyki. Ciekawostką jest też, że prawdopodobnie zwiększają one poziom oksytocyny. Jest to hormon odpowiedzialny za uczucie miłości. Zarówno tej rodziców do dziecka, jak i między partnerami. Ten standardowy zestaw suplementów jest też zresztą dobry nie tylko dla dzieci. Dorośli również powinni suplementować witaminę D i większe ilości kwasów tłuszczowych omega 3 (jeśli nie jedzą tłustych, morskich ryb około 3 razy w tygodniu), a także probiotyki. Dbając o dzieci, nie zapominajmy więc również o sobie. 

Dlaczego w ogóle warto zwracać uwagę na rynek suplementów i odnosić się do niego krytycznie?

Nie chodzi tu wyłącznie, choć oczywiście też, o zdrowie nasze i naszych dzieci, jednak równie ważne wydaje się, że im bardziej świadomi będą konsumenci, tym lepszych produktów będą oni oczekiwać, odrzucając te słabe. To z kolei, mam nadzieję, poprawi sytuację jako taką i będzie w czym wybierać, a nawet te najgorsze suplementy będą czymś więcej, niż nieokreśloną, nie budzącą zaufania tabletką. Nie, żeby teraz nie było nic, co bym polecił i co sam stosuję. Mam kilka ulubionych firm farmaceutycznych, których suplementom ufam, ale zawsze może być lepiej. Poza tym większa wiedza wśród ludzi na temat suplementów może z czasem zaowocować zmianami prawnymi, które w końcu jakoś ogarnęłyby ten rynek.” Łukasz Sakowski.

Oby. Naprawdę mam nadzieję, że wzorem innych europejskich krajów w końcu ten rynek zostanie u nas jakoś uregulowany i zakończy to obecną sytuację, która nie jest dla nas, konsumentów, pod żadnym względem dobra. Jednak do tego czasu, podpierając się głosem Łukasza, chciałbym tylko przestrzec, że w przypadku suplementów diety, bardzo często niestety możemy kupować produkty niesprawdzone i nieprzebadane, a więc i dość ryzykowne. Szczególnie zaś warto o tym pamiętać, gdy mówimy o produktach dla dzieci. Jeśli więc nie musimy, nie korzystajmy z nich, a jeśli mamy jakiś rzeczywisty problem, z którym sobie sami nie radzimy, to myślę, że konsultacja z lekarzem, będzie dużo lepszym rozwiązaniem, niż korzystanie z „wiedzy” zawartej w reklamach telewizyjnych.

Prawa do zdjęcia należą do eike.

  • W pełni się zgadzam, problem wymyślania sobie chorób jest dosyć powszechny, no bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że ludzie w aptece zostawiają po kilkaset złotych i wychodzą z reklamówkami większymi niż ze spożywczego? A dawać te świństwa dzieciom to dopiero nonsens. Powinni zakazać emitowania ogłupiających i kłamliwych reklam w TV które mają na celu tylko i wyłącznie wyłudzić pieniądze.

    • Niestety Komisja Etyki Reklamy nie widzi w tych reklamach nic złego. Sam do nich kiedyś w tej sprawie napisałem i ogólnie stwierdzono, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

  • Od dawna nie kupuję suplementów i śmieję się z reklam suplementu na apetyt, słyszeliście?, dziecko je słodycze, to nic dziwnego, że potem nie ma chęci na obiad. Niestety przemysł żyje z nas i naszej niewiedzy, a właściwie z naszej chęci bycia dobrym, troskliwym rodzicem. Wczoraj w sklepie ze zdrową żywnością dostałam przepis na miksturkę probiotyczną. Może i u was są mądre panie w takich sklepach? Może warto poszukać?

    • Problem jest w tym, że już same sklepy ze zdrową żywnością bardzo często, gdy pójdą pod lupę, okazują się nie tak zdrowe jak to reklamują, a produkty poza ceną, niewiele różnią się od tych, które znajdziemy w zwykłym spożywczym.

      • sklep sklepowi nierówny, ten, do którego ja chodzę prowadzą pasjonatki i widać, że żyją i myślą tym, co sprzedają, maja swoja filozofię, a nie tylko podaja z półki. A swoją drogą: czemu sklepy ze ZDROWĄ żywnością? a inne są z nie zdrową?? :-)

        • Takie sklepy oczywiście też są i bardzo dobrze, że są :)

  • Zgadzam się jak najbardziej. Autor ujął w skrócie to, co staram się przekazać na swoim blogu :)

  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Ostatnio spotkałam sie z podważaniem brania witamuny D oraz K dla noworodków. Tym bardziej, ze Wit.K to jest syntetyczna jej odmiana ( ta podawana w szpitalu). Czy konieczna? Sam juz ie wiem. Znam ogólne wypowiedzi, ale wiadomo ze nie wszytko co zalecane jest konieczne. Co do Wit.D to np.jaka jest jakość oleju w tych tzw.twist offach. A tez podaje sie maluchom. Moze i ten temat warto zgłębić. Pozdrawiam

    • Ciężko skomentować mi niektóre uwagi, bo nie mam wiedzy na ten temat, jednak wiem tyle, że nasz organizm nie odróżnia naturalnie pozyskanej witaminy od tej stworzonej w laboratorium i obie mają dokładnie takie same działanie, gdyż na poziomie podstawowym są takie same.

  • Karolina Gawinowska

    Witaminę D warto zawsze podawać z witaminą K3, ponieważ sama witamina D może być szkodliwa, tak czytałam.

  • Kaspix

    Kaplanex używam od dwóch miesięcy i w tym momencie zrzuciłem aż 9 kilogramów, jak dla mnie wynik niesamowity!