Skuteczny sposób na zmuszenie dzieci do sprzątania (po którym cię znienawidzą)

Czyli moja odpowiedź na pewną historię, która nie dostała moim zdaniem należnej uwagi.

Jeden z czytelników podesłał mi niedawno link do artykułu „Twoje dziecko nie chce sprzątać swojego pokoju? Ta matka znalazła skuteczne rozwiązanie”. Jest to historia matki, której przeszkadzał bałagan w pokoju córki, więc znalazła genialne wręcz rozwiązanie tego problemu. Czy ono naprawdę jednak jest tak genialne? Czy naprawdę warto z niego skorzystać? A może jest jakaś inna droga, aby problem bałaganu rozwiązać?

Bałagan w dziecięcym pokoju

Córka naszej bohaterskiej mamy jest nastolatką, która ma bałagan w swoim pokoju. Bałagan, który denerwował jej mamę. Nie do końca wiem dlaczego – w końcu to pokój nastolatki, z rzeczami nastolatki. Dopóki nie ma problemu sanitarnego i nie roznosi bałaganu po całym domu, to wystarczy przecież zamknąć drzwi i po problemie.

Tej mamie to jednak nie wystarczyło. Gdy miała już dość zwracania nastolatce uwagi, żeby zrobiła coś, aby jej pokój nie wyglądał „jakby mieszkali tam bezdomni?” (swoją drogą, doceńmy po raz kolejny cudowne podejście rodzicielki do własnego dziecka – jak ona wpadła na ten uroczy i jakże zachęcający do sprzątania zwrot?), postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

Zabrała swojemu dziecku wszystkie rzeczy z pokoju i wsadziła je losowo do worków na śmieci, a następnie zmusiła ją do odkupienia każdego worka za 25$ sztuka (pieniądze mogła zarabiać wykonując obowiązki domowe). Czyli dziewczyna kupując, nie wiedziała nawet co dokładnie kupuje. Taka dodatkowa „zabawa”.

Podobno podziałało i dziewczyna od tego czasu sprząta swój pokój. Gratulację. Tylko, że…

Zastanówmy się, jaki był efekt tej historii

Ten pierwszy i najważniejszy, to oczywiście czysty pokój. Normalnie wow, brawa, a nawet owacje na stojąco. Sukces godny pozazdroszczenia, a Oskar za najlepiej posprzątany pokój pewnie już posłali pocztą.

Jednak kolejny efekt, to uświadomienie tej nastolatce przez jej rodziców, że jest człowiekiem drugiej kategorii.

Tak dokładnie. Nauczyli ją oni, że nie ma czegoś takiego jak jej własność. Że jej rodzice mogą w każdej chwili wejść w jej prywatną strefę, zabrać co im się żywnie podoba albo zmusić ją do robienia tego, co oni chcą. Bo tak im się podoba. Bo są więksi, bo są silniejsi, bo mają władzę.

Czy jednak naprawdę chcemy, aby nasze dzieci robiły to, co chcą od nich ludzie więksi, silniejsi i mający władzę?

Nawet nie dali jej informacji o ewentualnych konsekwencjach, jeśli nie posprząta pokoju. To tym bardziej pokazuje, że nie działali oni z chęci pomocy, lecz z czystej zawiści i pokazania czyje będzie na wierzchu i podejścia w stylu „nie będzie nam podskakiwać byle gówniara”.

Ta sytuacja pokazała córce, że rodzice dalej traktują ją jak małe dziecko, które nic nie wie, niczego nie rozumie i niczego nie potrafi, a rodzice muszą myśleć za nią. Ciekawe czy do akademika też będą z nią jeździć, aby kraść (nazwijmy rzeczy po imieniu) jej rzeczy, gdy nie będzie utrzymywała porządku?

To jednak nie z nastolatką był w tej historii problem

To jej rodzice postąpili wobec niej nie w porządku, łamiąc jej prawa i w efekcie ją samą.

Po pierwsze, jeśli dziecko coś dostało i to coś znajduje się w dziecięcym pokoju, to należy to do dziecka. Koniec kropka. Kiedy kupujesz coś dla drugiej osoby i mu to dajesz, to staje się to jego własnością. To naprawdę jest tak proste. Skończmy już chrzanić jacy to rodzice nie są wspaniali, bo kupili dziecku zeszyty, kredki czy jakieś zabawki – domy dziecka też to zapewniają.

Żadne to bohaterstwo. To nasz obowiązek.

Jeśli natomiast ktoś uważa, że jego dziecko ma za dużo rzeczy, to niech do jasnej cholery, przestanie mu kupować kolejne! Najpierw zasypujemy nasze dzieci milionem rupieci, a później dziwimy się, że nie potrafią się zorganizować. I jeszcze, o ironio, na koniec winimy za to wszystko dziecko!

Spójrzcie jeszcze raz na to zdjęcie na górze. Spójrzcie ile tego tam jest. Ile worów. Nic dziwnego, że tego nie ogarniała. Niejeden dorosły by nie ogarnął. Miejmy też na uwadze, że sama sobie raczej tego nie kupiła.

Jest też jeszcze druga sprawa

Zastanówmy się, ile czasu trwało, zanim rodzice zareagowali? Ile czasu ta sytuacja musiała trwać? Ile czasu rodzice przechodzili obok tego pokoju, widzieli to i nie robili zupełnie nic?

Jeśli te wszystkie wory zawierają rzeczy, które były nieposprzątane, to na moje oko owa nastolatka musiała nie sprzątać w tym pokoju gdzieś mniej więcej od 1980 roku. Poważnie więc pytam: gdzie byli rodzice?

Czemu nie reagowali? Mówienie dziecku, aby nie mieszkało jak bezdomny, to żadna reakcja – to nękanie i gderanie, które do sprzątania jeszcze bardziej zniechęca.

Problem rozwiązany? Bynajmniej

Matka chodzi teraz i opowiada, że rozwiązała problem. To jednak dokładnie taka sama sytuacja, jak gdyby jej dziecko pobladło z choroby, a ona by je przypudrowała, zamiast zabrać do lekarza i stwierdziła, że problemu nie ma. Ona nie rozwiązała żadnego problemu. Ona go jedynie „przypudrowała”. Ba, ta matka nawet nie wie gdzie leżał problem.

Zapomniała ona o starej prawdzie, że ludzie zmuszeni do zmiany, zmieniają się tylko na pokaz.

Dlaczego tak się stało? Dlaczego jej córka nie sprzątała? Dlaczego doprowadziła swój pokój do takiego stanu? Może miała za dużo zajęć dodatkowych i nie miała już siły? Może spędzała za dużo czasu z własnym telefonem i się od niego uzależniła? Może miała po prostu za dużo rzeczy i to ją przytłoczyło? Może miała jakieś problemy w szkole lub z rówieśnikami i nie potrafiła sobie z nimi poradzić i przenosiła je na sytuację w domu?

Nie wiemy nic

Nikogo to tak naprawdę nie obchodziło. Powód jej zachowania nikogo nie obchodził. Jej ewentualne problemy nikogo nie obchodziły. Jedyne co jej rodziców obchodziło, to czysty pokój. Tyle znaczyła dla nich ich córka. Nie to czy wszystko u niej w porządku, ale to czy w jej pokoju jest „ładnie”. To właśnie dla jej rodziców było wyznacznikiem szczęśliwego dziecka.

I to w tym wszystkim jest chyba najbardziej przykre.

Dlaczego nikt się nie zastanowił co będzie, gdy ona znowu znajdzie się w miejscu, w którym była teraz? Co będzie, gdy znowu nie będzie potrafiła sobie poradzić z bałaganem (z któregokolwiek powodu, który wymieniłem wcześniej)? Albo z czymkolwiek innym? Myślicie, że przyjdzie do rodziców po pomoc?

Dziwi mnie, że nikt nie zadaje tych pytań.

Czy dało się tego uniknąć?

Osobiście uważam, że całkowite uniknięcie bałaganu w dziecięcym pokoju, to jak chęć uniknięcia promieni słońca na plaży. Niemożliwe. Dzieci muszą spotkać się z bałaganem, aby zrozumiały jego konsekwencje. Aby zrozumiały, że szukanie pół dnia rzeczy, które przecież „powinny tam być”, to nic przyjemnego. Aby wreszcie zrozumiały dlaczego porządek jest ważny.

Jednak mimo wszystko nie uważam, że powinniśmy dzieci pozostawić z tym całkowicie same, gdy widzimy, że sobie nie radzą, z nadzieją, że jakoś to będzie.

Co my z tym zrobiliśmy?

U nas też kiedyś był problem z niesprzątającymi dziećmi („był”, dobre sobie – dopisek żony). Okazało się, że gdy mają całą podłogę w zabawkach, to nawet jeśli sprzątanie trwałoby 5 minut – im wydaje się to całą wiecznością. Ustaliliśmy więc zasadę, że naraz bawimy się jedną zabawką. Chcemy kolejną? No to trzeba poprzednią schować. Na początku był czasami płacz i niechęć, ale skoro wszyscy zgodziliśmy się na tą zasadę, to wytrwaliśmy w tym. Żeby ten proces ułatwić, usunęliśmy część zabawek z pokoju, a resztę postawiliśmy na szafkach, aby dostęp do nich nie był zbyt łatwy i aby dzieci podczas zabawy nie zapomniały się.

Drugim pomysłem, który pomaga nam utrzymać jako taki porządek w pokojach dzieci jest korzystanie z wyprzedaży garażowych. Kilka razy w roku się organizujemy, pakujemy długo nieużywane zabawki i jedziemy na małą wycieczkę. Dodatkową motywacją dla dzieci do wzięcia w tym udziału jest to, że zarobione pieniądze trafiają bezpośrednio do nich (w końcu to ich własne zabawki są sprzedawane). W tym roku w ten właśnie sposób zarobili sobie na kieszonkowe, które mogli ze sobą zabrać, gdy jechali nad morze z dziadkami.

Trzecią rzeczą, którą robimy w okresie świątecznym, gdy wiadomo jak jest z prezentami, to jest szykowanie paczki z zabawkami i ze słodyczami, na jakąś akcję charytatywną dla dzieci, które są organizowane w przedszkolu lub szkole.

Oczywiście nie jest idealnie

Moje dzieci w dalszym ciągu wielokrotnie wpadają w stereotyp sprzątającego dziecka, które na dźwięk słowa sprzątanie umiera ze zmęczenie, a moja córka miała nawet etap, że wolałby posprzątać cały dom, zamiast swojego pokoju (na co w sumie z chęcią bym przystał), ale z tego co zdążyłem już zrozumieć na temat dzieci – one mają po prostu takie etapy. Najpierw jako maluchy, później jako dzieci szkolne, a jeszcze później jako nastolatki. I te etapy, jeśli wszystko jest w porządku, w końcu przemijają.

A jeśli widzimy, że nasze dzieci sobie nie radzą, to nie przyjmujmy roli policjanta, prokuratora i sędziego w jednym, a raczej zastanówmy się jak możemy mu pomóc. Zastanówmy się dlaczego nasze dziecko tak robi? Jak możemy sprawić, aby chciało zrobić inaczej? Jak możemy sprawić, aby w przyszłości dalej postępowało według takich zasad?

W końcu gdy spojrzymy w przeszłość to okaże się, że jeszcze żaden problem nie został rozwiązany poprzez odesłanie dziecka do kąta czy odebranie mu zabawki. Jednocześnie zdecydowaną ich większość udało się rozwiązać poprzez zrozumienie drugiej strony, rozmowę i wyciągniętą w geście pomocy rękę.

Prawa do zdjęcia należą do Alice.

  • Leeni

    I jeszcze ta wypowiedź, że młodsze pomagały dziewczynie i sytuacja zbliżyła rodzinę. Mhm, nawet małe dzieci zauważyły, jak bardzo to niesprawiedliwe. Jest z czego być dumnym, doprawdy. Zbliżenie rodziny.

  • Ewa Bednarczyk

    Zgadzam się z tobą ten sposób to żaden sposób. I metoda byle jaka.U nas sprzątanie wygląda tak. 6 latek sprząta a 3 latek miga się na możliwe sposoby. Jednym słowem jak chcę mieć wojnę w domu mówię CHŁOPAKI SPRZĄTAMY! Puki co jest tak, że starszy sprząta małe zabawki a młodszy przy mojej pomocy duże. Do mnie należą powierzchnie płaskie. Jak zostaje lego niestety wciąga go odkurzacz. Oczywiście później odzyskuje zdobycze ale i tak jest marudzenie. Łóżka ścieli starszy syn. Oczywiście, że gdy chodzą do przedszkola i starszy ma basen to pomagam w sprzątaniu. Czasem nawet sprzątam sama. Wiem, że syn się stara a młodszy no cóż 3 latek i sprzątanie to wyzwanie.

    • „Jednym słowem jak chcę mieć wojnę w domu mówię CHŁOPAKI SPRZĄTAMY!” dobre :D

      U nas najlepiej sprawdza się podzielenie zabawek przed sprzątaniem tak, aby każdy miał swoją część. Wtedy nie ma problemu pt. „bo on mniej sprzątał” :)

  • Co było przyczyną? A może była bardzo prosta: może rodzice nigdy nie nauczyli jej sprzątać??

    • Bardzo możliwe. Tym bardziej nie tędy droga.

  • Katarzyna Trudnos

    W tym względzie moja mama była „mistrzem”, gdy wg niej -podkreślmy tu wyraźnie -WEDŁUG NIEJ był bałagan to mi wszystko wywalała na sam środek pokoju i kazała sprzątać.
    Nie nauczyło mnie to niczego poza trzymaniem najcenniejszych rzeczy w schowku i tego, że chociażbym stanęła na głowie i wg mnie było czysto to i tak przyszła i wysypała wszystko na środek Poza tym, nie oszukujmy się, to było poniżające i absolutnie pozbawiające mnie praw do własności.
    A w domu generalnie zawsze byłam jedyną osobą ,która próbowała sprzątać za wszystkich, jedyne co usłyszałam,to że „jest krzywo” (cokolwiek to znaczy), czy źle ,albo że „w ogóle nie widać żebyś kuchnię sprzątała”. Efekt taki, że w wieku 18 lat wyniosłam się z domu do babci i „oplacałam” jej pokój. Nikt mi nie mówił jak mam,co robić, nikt nie miał pretensji że czegoś nie robię,ba! okazało się że jestem całkiem przydatnym i wartościowym człowiekiem.
    Także uważajcie kochani jak traktujecie swoje pociechy, nawet w tak „błahych ” sprawach jakimi są sprzątanie, czy poczucie własności. Bo dla was połamana płyta na środku pokoju może być śmieciem , a dla nastolatka cennym na wagę złota podpisanym przez kogoś-tam kawałkiem plastiku oglądanym X-razy dziennie (tu przykład z kosmosu i wyolbrzymiony z lekka ;) )

  • Dzieci Bez Plastiku

    U nas najważniejsza zasada: zanim zdecydujemy się na kupno czegokolwiek, zastanawiamy się czy naprawdę jest nam to potrzebne. W ten sposób nie raz uratowaliśmy siebie i nasze dzieci od kolejnej sukienki dla lalek, samochodziku czy jakiejś planszówki. Druga zasada: żadnych ogromnych pojemników znanej firmy skandynawskiej ;), bo jasne że zanim dziecię coś w nich znajdzie – wszystko inne wywali ;). Wiem to po sobie: w szafce z garnkami czy herbatami/kawami znajdę wszystko z zamkniętymi oczami, a w tej szufladzie ze wszystkim (łyżka wazowa, tarka do parmezanu, widełki do miksera, trzepaczka do jajek, zapasowa uszczelka do kawiarki, deska do krojenia, szczypce do spaghetti, sitko, lejek, …) nic nie mogę znaleźć ;). A sprzątanie wygląda tak: każde dziecię dostaje do ogarnięcia jakąś kategorię zabawek – u nas każda zabawka należy do jakiejś kategorii (nie wiem np. gdzie mielibyśmy wrzucać zabawki z jajek niespodzianek – na szczęście ich nie kupujemy ;)), np. rzeczy do malowania (kartki, kredki, farby, kolorowanki, …), kuchenne, „przebieranki”, zabawki lekarskie, książki, itd. Sprawdza się :). Zapraszamy do nas: http://www.kidswithoutplastic.blogspot.com :)

    • Klaudia Kaczmarek

      To jest doskonały pomysł:) my mielismy takie pudelko wlasnie z takimi pierdolkami, kolka od samochodu, zabawki z kinder jaja, zabawki z gazetek lub mc Donald.. szerze? Syn nie bawil sie tym wcale.. WCALE, i podczas porzadkow za jego zgoda (oj byly dyskusje, ale sam stwierdzil ze jednak sie tym nie bawi) wszystko poszlo do kosza :)
      Reszta zabawek poukladania kategoriami i to naprawde dziala + zasada bawimy sie jedna góra dwoma zabawkami :) (nie dwoma klockami;p )

  • Tomasz Bednarski

    Brawo dla tej kobiety autor artykułu chyba nigdy nie miał dzieci przez takie podejście mamy dzisiejsze patologie w społeczeństwie dziecko nigdy nie wie co jest dla niego najlepsze , a tu przynajmniej nauczyło się że w tym świecie nie ma nic za darmo jeszcze raz brawo dla mamy

  • Marta Czubak

    naprawdę wykazałeś się olbrzymią dojrzałoscią.. myślałam, że jest to fajny blog na poziomie.. a tymczasem banujesz ludzi, którzy podejmują z tobą jakąkolwiek polemikę. Nie napisałam ani nic obraźliwego, ani wulgranego- po prostu nie zgodziłam się z twoim stanowiskiem.. szczerze? ŻAŁOSNE!

    • Marta Czubak

      powiedziałabym nawet, że coś mi to przypomina.. cóż.. myśłałam, że wyznajesz inne wartości.. ciekawe, czy dzieci też tak wychowujesz?

      • Marta Czubak

        a.. i nie napisałam nigdzie- moze jakbyś się nauczył czytać ze zrozumieniem to byś wiedział-że popieram jakąkolwiek przemoc wobec dzieci. po prostu uważam, że to nie jest ani żadna przemoc, ani żadne zastraszanie. Skoro pytasz sięludzi co sądzą o danej metodzie, to powinieneś się liczyć z tym, że będą mieli różne zdania. Ale skoro zaczynasz dyskusję tylko po to, żeby potem usuwac ludzi z fb… to naprawdę MAŁE! Bardzo ograniczony jesteś!

        • Marta Czubak

          widocznie zabrakło kontrargumentów :D

  • Ewa Wachowicz

    Nie oceniajmy. Nie znamy rodziny tej kobiety i nastolatki. Nie wiemy jakie ich łączą relacje, czy były jakieś próby porozumienia przed panowaniem w worki. Nic nie wiemy. Po co więc oceniać? Po co wydawać wyroki?

  • Marta

    Naprawdę pozwalasz dzieciom bawić się dzieciom tylko jedną zabawką na raz żeby nie robiły bałaganu? Kurcze, muszę się jeszcze tyle nauczyć… ;)

    • W sensie jak mają lego, to nie wyciągamy puzzli, a nie że jedna sztuka :)

      • Pan Q

        „Tato, tato chodźmy zbudować wieżę!”
        „Nie ma opcji synu, jeden klocek naraz”
        :D

        • Doskonałe :D

          • Sapiora

            Ja podzieliłam zabawki na sekcje- lalki, klocki, kuchnia, domek dla małych lalek. Dziewczyny raz w tygodniu wybierają zestaw na cały tydzień a reszta leży. Efekt zazwyczaj jest taki że nie bawią sie żadnymi zabawkami tylko znalezionymi rzeczami, o kt9rych w życiu nie pomyślałabym że służą do zabawy. W sumie mogłabym pozbyć się zabawek w ogóle :)

  • Przeczytałam ten artykuł i też nie zgadzam się z przekazem. Według mnie pomysł mamy to stąpanie po bardzo śliskim gruncie. I do tego przekazuje kilka negatywnych/ ryzykownych przekonań. Że w relacji liczy się władza. Że pieniądze sprzyjają władzy. Jeśli matka płaci za jej za obowiązki domowe, to wystarczy, że będzie bardziej krytyczna, że praca nie została wykonana i zapłata się nie należy. I tak dziewczyna może pracować sobie.. Może i mama miała pomysł, może i była zaradna, ale to zaradność skończy się raczej niedługo. Parafrazując Juula, dzieci wystawią rachunek swoim rodzicom. Ciekawe, ile tę mamę będzie kosztować w przyszłości takie potraktowanie córki?

  • O widzisz. Ja tą nastolatkę bardzo dobrze rozumiem, albo osoby-bałaganiarzy ponieważ jest wielką bałaganiarą. I to co napisałeś w poście jest prawdą. U mnie w domu nikt nie miał szacunku do moich rzeczy. Moje buty wiele razy lądowały w piwnicy koło pieca, plecaki szkolne na podwórku, a kurtka na podłodze, bo rzeczy nie były odłożone na miejsce. Raz mama (mimo tego jest cudowną osobą) wzięła moje te bardziej eleganckie ubrania wsadziła do worka i schowała bo leżały na krześle a nie w szafie. Ale ja też nigdy nie rozumiałam co ludzie mają do mojego bałaganu w moim pokoju i na moim łóżku i dopiero po kilku tygodniach je znalazłam. Tak było w dzieciństwie. Teraz na studiach niestety nawyk został co w cale nie ułatwia życia i chociaż walczę z nim już 2 rok to nie jest takie łatwe. I widzę że dziewczyny na stancji krzywo patrzą na mój bałagan, ale gdy jest się bardzo aktywnym człowiekiem, a doba ma tylko 24 godziny to człowiek nie ma albo czasu, albo sił do sprzątania. Nie chcę się usprawiedliwiać, bo każdy człowiek ma swoje wady. Szkoda tylko, że ludzie nie mają w sobie zrozumienia do drugiego człowieka.

    • Krzysztof K.

      Mam ten sam problem. Walczę z nim, a jest to pokłosie tego, że balaganilem w dzieciństwie. Pomysł mamy z artykułu jest dyskusyjny, ale skuteczny. Teraz niektórym wydaje się, że są mądrzy i nie wolno tego czy tamtego, a za 20 lat się okaże, że dzieciaki są dorosłymi bałaganiarzami.

  • Patrycja

    Syn mój bawi się głównie klockami. Czasem auta. Na podłodze i sprzętach w pokoju lądują też ubrania. I inne drobiazgi. Raczej nie ingeruje (próbuje ogarnąć swój bałagan ;) ), aczkolwiek jak po sobie następują kolejne noce, gdy biegnąc do wolajacego chłopca staję na czymś klujacym, nadchodzi DZIEN SPRZATANIA.
    Z tym, że młodzież zwykle mówi: nie wiem jak to posprzątać.
    I tak się bujamy kilka dni.
    Aż w końcu z nim siadam, sprzątam kosmetycznie, drobiazgi, a on instruowany przeze mnie, zbiera bardzo skutecznie wszystko.

    Niedawno zrobiliśmy mu diagnozę SI. Syn jest juz uczniem podstawówki. W diagnozie ujawniły się zaburzenia SI, które wpływają na jego świadomość ciała w przestrzeni oraz umiejętność uczenia się nowych czynności (spontanicznego, przez powtórzenia). I okazało się, że to co dla mnie jako matki było unikaniem obowiązków, dla niego było nieosiągalne ze względu na jego trudności. Stąd zawsze pojawiało się pytanie: „a możesz mi pomóc? Będziesz ze mną w pokoju?”

    Piszę o tym, bo nie zawsze intencje czy motywacje dziecka są oczywiste, albo do odgadnięcia przez rodzica.
    W przypadku mojego dziecka sposób opisanej mamy poskutkowalby nie tylko złamaniem go, ale byłoby wręcz przemocą. Choć z dużym prawdopodobieństwem on nadal by nie wiedział co zrobić z odkupionymi workami…

    • Mam to samo. Synek po diagnozie SI, zupełnie inaczej się pracuje z takim dzieckiem. Jak to ujęła terapeutka to specyficzny sposób funkcjonowania. Ale i tak jestem przekonana, że dobrze sobie radzimy, chociaż cierpliwości trzeba mieć do takiego dziecka całe pokłady, bo ono bardzo tego potrzebuje.

  • Krzysztof K.

    Pomysł mamy jest może kontrowersyjny, ale skuteczny. Jej córka nauczyła się porządku z naruszeniem pewnych zasad. Zobaczysz za 10-20 lat czy Twoje dzieci będę balaganily czy nie. Na swoim przykładzie podejrzewam, że będą. Twój „sposób nr 1”, albo skrótowo opisales, albo jest nieporozumieniem i to dopiero jest ograniczanie dzieciom swobodnego dostępu do ich prywatnej własności.

    • Za 20 lat bałagniarzami będą te dzieci, które zawsze były do sprzątania zmuszane. Więc o moje dzieci się nie martw :)

      • Zbyszek Matuszewski

        Ja jestem bałaganiarzem, przyznaję bez bicia.

        Nacisk na sprzątanie w dzieciństwie był.

        Czym większy nacisk tym bardziej młody człowiek sprząta na odwal się i tym mniej rozumie po co sprzątać.

  • Paulina Piechocka

    Chyba trochę przesada z tym tekstem aż nie doczytałam do końca, choć zawsze lubiłam Twoje publikacje. Oczywiście w kilku kwestiach się zgadzam (szacunek do Dziecka, uszanować Jego własność, wyjaśniać , uczyć i mówić o konsekwencjach) natomiast zamknąć drzwi i po problemie? Nie bardzo, że „nękała” gadaniem? Chyba sobie używasz na tej Matce. Nie jest tak, że jestem po tej czy tamtej stronie. Twój wpis trochę mnie rozczarował ponieważ używasz sobie (może pisałeś w momencie silnych emocji), dodajesz wyolbrzymione epitety. Ja chyba też nękam.. nie tylko Dziecko ale i Męża. Drogie Panie, Wy naprawdę nie zrzędzicie, nigdy?

    • Ale przecież ona nie mówiła, żeby dziecko posprzątało, tylko obrażała dziecko mówiąc m. in., że mieszka jak bezdomny. To jest normalne podejście do dziecka?

  • Natalia Gładki

    Popłakałam się… Nigdy nie zapomnę upokorzenia jakie czułam gdy moja Mama wyrzuciła moje ubrania za okno bo miałem bałagan w pokoju. Zdarzyło się, że powiesiła moja bieliznę na lampie gdy przyszła moja koleżanka w odwiedziny. Do dziś prawie cała rodzina mówi, że takie postępowanie było dobre, bo nie chciałam sprzątać…

    • Jak widać niektórzy niestety nie uczą się na własnych błędach… współczuję.

      • Natalia Gładki

        No właśnie, problem się pojawia jak ktoś uważa, że nie popełnił błędu.