Rzecz, której najbardziej żałuję w całym moim rodzicielstwie

Nie macie pojęcia jak wiele razy w ciągu ostatnich lat zastanawiałem się co by było gdyby. Co by było, gdybym był inny. Gdybym wiedział lepiej. Gdybym nie miał tak silnie zakorzenionej informacji, że to jest jedyny skuteczny sposób na wychowanie.

Tego się niestety nigdy nie dowiem, ale to, co mogę zrobić, to spróbować ostrzec przed tym innych rodziców.

Poniższy wpis nie był dla mnie ani łatwy, ani przyjemny, bo zmusił mnie dość mocno do przyjrzenia się moim rodzicielskim błędom, a to nigdy nie jest proste. Jest to jednocześnie jeden z najbardziej osobistych wpisów na blogu i sporo czasu wahałem się czy go publikować, ale wydarzenia z ostatnich dni ostatecznie przekonały mnie do tego, aby ujrzał światło dzienne.

Początki rodzicielstwa

Każdy z nas, gdy zaczyna być rodzicem, nie bardzo wie jak to będzie wyglądało. Ma jakieś tam przemyślenia, nastawienia, jakąś wiedzę z książek czy z własnego dzieciństwa, ale brak jest tam mimo wszystko jakiejkolwiek pewności i rzeczywistego przygotowania czy praktyki. Dlatego też na samym początku działamy instynktownie. Niestety jak się okazuje, czasami instynkt nas zawodzi. Tak właśnie było u mnie.

Nasza najstarsza córka, była dzieckiem, które można było bez problemu wsadzić do kategorii „najlepsza reklama rodzicielstwa”. Grzeczna, miła, uprzejma. Potrafiła się sama bawić, niczego nie wymuszała, niczego nie niszczyła, nie chodziła tam, gdzie chodzić nie wolno. Ogólnie wielu ludzi stwierdziłoby, że anioł.

Natomiast syn, który urodził się jako drugi, był jej zupełnym przeciwieństwem. Energiczny, zwariowany, musiał wszystko sprawdzić, wszystko zobaczyć, wszędzie wejść. Wszędzie było go pełno. W efekcie nieraz coś zrzucił, coś rozwalił i zajmował mnóstwo naszej uwagi. Zdarzało mu się też na przykład uderzyć siostrę, gdy zrobiła coś nie po jego myśli.

Jak reagowałem? Tak jak wierzyłem, że będzie najlepiej – wydzielałem mu klapsy. Nie w złości, nie za często, nie za mocno, ale i tak dawałem, bo wierzyłem, że to jest najlepsze co mogę zrobić.

Tak, byłem zwolennikiem klapsów

Wierzyłem, że są najlepszym co mogę zrobić, gdy moje dzieci są nieposłuszne. Gdy pyskują. Gdy coś niszczą. Gdy kogoś krzywdzą. Wierzyłem, że są za małe, abym wytłumaczyć co robią źle i że w inny sposób ich nie powstrzymam i nie nauczę odpowiedniego postępowania. Tak to działało ze mną, z moim bratem i z wszystkimi innymi dziećmi z podwórka, więc dlaczego ja miałbym robić inaczej? To było zupełnie normalne. To było słuszne i skuteczne.

Zmądrzałem dopiero wtedy, gdy pojawił się najmłodszy syn

I dorósł na tyle, że też zaczął „zadymiać”. Jednak gdy pierwszy raz spróbowałem dać mu klapsa, jego starszy brat rzucił się na mnie z taką siłą i z taką wściekłością, jakiej jeszcze nie widziałem. Wiedział, że za bicie rodziców on sam dostanie w tyłek, ale mimo to stanął w obronie młodszego brata.

Ja jednak nie doceniłem jego odwagi i jeszcze przylałem mu za to, tak jak uważałem, że powinno się zrobić. Tylko co z tego, że mu przylałem, skoro on był w takim amoku, że dalej mnie okładał i to jeszcze mocniej. Co miałem wtedy zrobić? Uderzyć mocniej? To też nie pomogło, a tylko wzmagało wściekłość i widziałem w jego oczach, że musiałby oberwać jak jeszcze nigdy w życiu, aby się uspokoić.

Tylko czy ja chciałem to zrobić? Czy takim ojcem chciałem być? Który od lekkiego klapsa w pieluchę i wiary, ze to jest dobre, teraz miał przejść do porządnego lania?

Wtedy też ostatni raz dałem klapsa

I to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Mam tutaj jednak pytanie, to wszystkich rodziców wierzących w klapsy, co wy byście zrobili? Gdyby wasze dziecko was uderzyło, a klaps nie zadziałał, tylko jeszcze bardziej rozwścieczył dziecko? Uderzylibyście mocniej? A gdyby to nie pomogło i dziecko dalej by was biło, w napadzie wściekłości? Jak mocno bylibyście gotowi uderzyć?

Drodzy Panowie, wzywam was: Zbigniew Stawrowski i Łukasz Warzecha, którzy to jesteście piewcami przemocy wobec dzieci i nie macie skrupułów, aby tą przemoc publicznie promować (za co mam nadzieję dosięgnie was odpowiedzialność karna). Powiedzcie mi, gdzie jest granica? Jak silnie można uderzyć, aby to jeszcze była „miłość”, a nie przemoc? Ile razy, jakie są limity? Czy mam bić tak długo i tak mocno, aż dziecko się wreszcie złamie? A jeśli trafię na silne dziecko, które pozostanie nieugięte? To mam bić do utraty przytomności? Bo tylko wtedy udowodnię swoją przewagę? A jeśli z bicia bym zrezygnował, to znaczy, że dziecko weszło mi na głowę? Bo nie chciałem, żeby wylądowało w szpitalu, gdzie by wylądowało, gdyby ktoś, kto ma silne dziecko, kierował się waszą radą?

Tak drodzy „specjaliści”. Wasze rady mogą kosztować życie i zdrowie dzieci. Szkoda tylko, że was to nie rusza, bo z tego co mi wiadomo, wy przecież żadnego dziecka nie posiadacie.

Nie lepiej będzie z dziećmi, które nie będą na tyle silne, aby się postawić

Istnieją też dzieci, które podkulą ogon i które staną się pod ich wpływem klapsa „najgrzeczniejszymi” dziećmi na świecie. Będą potulne i posłuszne. Niestety, ta „grzeczność”, będzie wynikała jedynie ze strachu. Nie będą unikały zła, bo jest złe i nie będą postępować dobrze, bo warto to robić. Będą robiły to wszystko, bo tak będzie im kazał ktoś silniejszy od nich i będą bały się oberwać, jeśli zrobią inaczej. Będą się bały własnego rodzica.

Do czasu oczywiście.

Później, gdy będą miały naście lat, będą przeżywały okres buntu i odwrócą się od rodziców, którzy woleli użyć argumentu siły, zamiast rozmowy. Zamiast nich wybiorą rówieśników i to im się podporządkują. I żadne kary: psychiczne, fizyczne, ani żadne inne nie pomogą. Bo przemoc zbierze już swoje żniwo i zdrowa więź rodzica z dzieckiem będzie niemal nieistniejąca. Nasze dzieci dalej będą potulne, posłuszne i uległe, tylko będą się podporządkowywać nie nam, a kolegom. To się dzieje cały czas na naszych oczach, a zachowanie młodzieży w gimnazjum, na które tak wielu narzeka, najlepiej to pokazuje. Przemoc wobec rówieśników i wobec siebie w wieku nastoletnim, to jest właśnie następstwo przemocy wobec dzieci, gdy są jeszcze małe. Jak cytowałem już w tekście Gimnazjum ujawnia wychowawczą porażkę naszego społeczeństwa:

„W okresie nastoletnim dziecko, które dotychczas było chętne do współdziała, często robi się nieustępliwe, a to, którego integralność była często gwałcona, zaczyna wykazywać zachowania destruktywne lub autodestruktywne.” Jasper Jull

Badania tylko dodatkowo to potwierdzają

Oczywiście Pan Łukasz Warzecha próbuje podważyć wiarygodność badań w swoim tekście na wpolityce, mówiąc, że badania potrafią być zmanipulowane i obejmować małe grupy osób, bądź trwać zaledwie kilka miesięcy, ale to tylko pokazuje jak znikoma jest jego wiedza na ten temat, bo najważniejsze badanie na temat klapsów objęło 160.000 dzieci i trwało ponad 50 lat (pisałem o nim tutaj)! Równie dobrze można by sugerować, że lekarze manipulują danymi na temat nikotyny, bo mój wujek palił całe życie i jeszcze żyje, więc na pewno nie jest ona szkodliwa. Braki elementarnego zbadania tematu są nad wyraz widoczne i ignorowanie badań naukowych nie świadczy dobrze o kimkolwiek.

Badania te, co warto uwypuklić, wskazały, że dzieci otrzymujące klapsy częściej przejawiały zachowania antyspołeczne i agresywne. Ba, nikt nigdy nie udowodnił jakiejkolwiek pozytywnej cechy otrzymywania klapsów! Żadnej. Z kolei inne badania udowodniły, że dzieci wychowywane przez rygorystycznych rodziców, bardzo wcześnie zaczynają ich okłamywać, aby uniknąć kary i w wieku nastoletnim są już w tym bardzo dobre (źródło).

Czy takie dzieci chcemy wychowywać? Antyspołeczne? Agresywne? Potrafiące oszukiwać ludzi, którzy powinni im być najbliżsi? Dzieci, które nawet z własną rodziną nie mają zdrowych relacji i nie mogą z własnymi rodzicami szczerze porozmawiać, bo będą obawiały się kary?!

Bo to właśnie ostatecznie otrzymamy, jeśli zdecydujemy się na owe „słuszne, dobre i wydzielane z miłością” klapsy.

Nienawidzę się za to, co wtedy robiłem

Wiem, że takie wyznania nie są zbyt popularne w obecnym idealnym świecie, ale ja szczerze żałuję tego wszystkiego co wtedy zrobiłem i dlatego też tak silnie walczę z tym chorym podejściem ludzi, którzy nie mają pojęcia o prawdziwych skutkach klapsa i traktują go, jak zupełnie nieszkodliwą i wręcz dziecinną igraszkę. Jako coś, co jest „słuszne”, co jest „wyrazem miłości”, a sami w większości nigdy nie mieli dzieci i nawet nie poświęcili chwili, aby zapoznać się z badaniami na ten temat.

Naprawdę, nie idźcie tą samą drogą, którą ja poszedłem kilka lat temu, bo ja do dzisiaj muszę się mierzyć z konsekwencjami moich czynów. Do dzisiaj widzę u mojego syna zachowania, które nabył w ciągu pierwszy lat życia, gdy w dobrej wierze popełniałem błąd za błędem. Do dzisiaj miewam problem z dotarciem do niego, chociaż i tak jest już dużo lepiej, niż było na początku i w końcu powoli czuję (dopiero po tylu latach!), że wychodzimy na prostą.

Ja wiem, że wielu rodziców chce dobrze i że wielu rodziców uważa klaps za jedyny środek, aby to dobro dziecku przekazać. Ja to znam doskonale, bo byłem tam gdzie wy i czuję niesamowitą bezsilność na myśl, że gdzieś tam jest taki sam człowiek jak ja kilka lat temu, który też chce dobrze dla swoich dzieci i który też będzie tego za jakiś czas żałował.

Niestety negatywne konsekwencje klapsa zawsze wyjdą. Czasami po roku, czasami po pięciu latach, a czasami dopiero wtedy, gdy dziecko się wyprowadzi i nawet nie będzie dzwoniło, bo nigdy nie nauczyło się w rodzinnym domu szczerej rozmowy, gdyż za szczerą rozmowę można było oberwać.

Dlatego też piszę te słowa

Żebyście nie musieli uczyć się na własnych błędach. Skorzystajcie z moich.

Niech one się komuś przydadzą.

Szczególnie że ja, w przeciwieństwie do wyżej wspomnianych „publicystów”, poza tym, że opieram się na badaniach dotyczących setek tysięcy dzieci, piszę też z własnego doświadczenia i z doświadczenia setek, jak nie tysięcy rodziców, z którymi kontaktowałem się w trakcie pisania tego bloga i którzy też radzą sobie bez klapsa, a ich dzieci mimo wszystko są dobrymi ludźmi. To nie jest łatwe, ale jest wykonalne.

Nie bicie, nie klaps, ani też nie wychowanie bezstresowe, tylko mądre wychowanie w szacunku do dziecka, które nie potrzebuje, aby go bić, gdy popełnia błędy, lecz potrzebuje dorosłego, który pomoże mu sobie z tymi błędami poradzić i który wytłumaczy mu dlaczego nie warto ich popełniać.

I wierzcie, że gdybym mógł zrobić cokolwiek, aby cofnąć czas i dać sobie do przeczytania ten tekst albo chociaż porządnie sobą potrząsnąć, abym nigdy nie dał swoim dzieciom klapsa, to zrobiłbym to.

Nie bądźcie jak ja. Bądźcie mądrzejsi.

Prawa do zdjęcia należą do Loren.


Poniżej kilka artykułów, w których można zacząć poszukiwania odpowiedzi na pytanie od czego zacząć:

Najlepszy sposób, żeby wychować swoje dzieci bez krzyku

Nie próbuj kolejnej „techniki dyscyplinującej”, dopóki tego nie przeczytasz

Czy da się wychować dzieci bez karania (i bez nagradzania)?

  • Każdy z nas popełnia wiele błędów, ale nie każdy potrafi je zmienić, naprawić, a już nieliczni mają siłę, by o nich pisać. Dziękuję Ci za ten wpis, jesteś motywacją dla innych rodziców, którzy nie na wszystkich polach rodzicielstwa są z siebie zadowoleni.

    • Chyba nie ma rodziców idealnych, którzy byliby z siebie w pełni zadowoleni. Po prostu niektórzy ukrywają to lepiej, niż inni :)

  • wPolityce to typowa gadzinówka propagandowa.

    • Niestety boje się, że nie tylko tam takie teksty mogą się pojawić.

  • Anna Kwiatek-Kucharska

    Dziękuję, bardzo się cieszę, że to napisałeś, jesteś dla mnie autorytetem i inspiracją. :)

    • Ja również dziękuję, za te wszystkie słowa.

  • Blog ojcze…karmie mojego Kakaludka i chlipam sobie w poduszkę sama nie wiem czemu. Może nad tym jak odważny jest Twój syn? Nad tym, że ja też zawsze dostawałam za innych? Mimo, że byłam wzorcowym dzieckiem na pokaz – bo wszystko co robiło moje młodsze rodzeństwo, było przecież moja winą. A może płacze nad Tobą? Że dzwigasz w duszy taki ciężar? Że okazujesz się być mądrzejszym niż podejrzewalam? Podziwiam Twoja odwagę, że o tak trudnych sprawach umiesz mówić publicznie. Mam nadzieję, że niejeden tata z tego co napisałeś skorzysta i zrozumie…

  • Aleksandra Bielawska

    Jak byłam w ciąży czytałam o tym aby nauczyć dziecko spać zostawiając je aby się wyplakało. Jakoś mi to nie pasowało. Na szczęscie trfiłam gdzieś na hasło „rodzicielstwo bliskości”. Przeczytałam książki Searsów i Agnieszki Stein wpisy na blogu mataja i hafiji. I ulżyło mi. Ulżyło, że można inaczej. Jak syn się urodził przekonałam się, że serce by mi pękło gdybym go miala zostawić płaczącego. Lektura ww pozycji dała mi wiedzę dzięki której rozumiem (przynajmniej tak mi się wydaje ) zachowanie malucha. Mam wiecej cierpliwości i nie wkurzam się, że płacze, że rzuca, że budzi się w nocy. Z Twojego bloga też wyczytałam dużo infor avji ,ktore na pewno w przyszłości wykorzystam.
    Ps. Młody już 2 razy sie budzil. Do rana pewnie jeszcze z 5. Koleżanki pytają jak ja daję radę od tylu miesięcy wstawać kilka razy w nocy. Jak? Normalnie. Skoro sie budzi,widocznie potrzebuje.
    Nie chce mieć tresowanego dziecka ale szczęśliwe dziecko.

    • Najważniejsze jest to, aby mieć dostęp do odpowiedniej wiedzy. Na szczęście z czasem pojawia się coraz więcej takich pozycji na rynku, które mają szacunek do dziecka wypisany na każdej stronie.

      • Aleksandra Bielawska

        W artykule wykorzystałeś cytat z Jaspera Juula, właśnie czytam „Twoje kompetentne dziecko”. Poleciłbyś coś jeszcze oprócz Searsów, Juula i Stein?

        • Polecam jeszcze m. in. Cohena „Rodzicielstwo przez zabawę” i Neufelda „Więź” (chociaż ta druga premierę będzie miała chyba dopiero w ten czwartek :).

          • Aleksandra Bielawska

            Dzięki :) Może jakiś post o książkach na ten temat?

            • Szykuję się do niego. Będzie trzeci rok w grudniu, jak zacząłem :D

  • Agnieszka

    Też byłam w podobnej sytuacji, mój pierwszy syn był idealny, cichy, grzeczny i spokojny. Córka jako druga pokazywała foszki, ale udawało się z nich szybko wybrnąć. Jednak gdy pojawił się trzeci..mój najmłodszy syn to dwoje starszych zaczęło walczyć o moją uwagę, bili się całymi dniami o byle pierdułkę…np. kto pierwszy usiadł przy stole, te ich potyczki trwające wiele godzin bardzo mnie męczyły, z dnia na dzień stawałam się coraz bardziej sfrustrowana aż niestety doszło do tego że zaczęłam dawać starszym pociechom klapsy. Wiedziałam w głębi serca że to nie jest rozwiązanie, że wyrządzam im tym „klapsikiem” krzywdę. Nie biłam tak aby bolało, ale gdy najmłodszy syn miał 3,5 roku pobił się z moim starszym synem..dałam wtedy starszemu klapsa, gdzie nagle oberwało mi się od młodszego syna. Bił mnie, popychał i mówił że mnie nie lubi..spojrzałam na starszego, nawet nie płakał, klaps nie bolał go fizycznie ale pomimo to młodszy stanął w Jego obronie, odczuwał to całkiem inaczej :-( Wtedy otworzyłam oczy, że jakakolwiek kara cielesna bolesna czy też nie, odbija swoje piętno na psychice dziecka i niszczy relacje rodzica z dziećmi. Od tamtej pory zdarzało mi się krzyknąć na dzieci, ale nie wymierzam klapsów, uczę dzieci że o problemach i uczuciach zawsze trzeba rozmawiać. Są dni kiedy jestem nerwowa albo smutna, wtedy dzieci mnie przytulają i pytają co się stało, tak jak ja zawsze ich pytam. W 1000% zgadzam się z autorem postu, gratuluję odwagi i myślę że wielu rodziców otworzy dzięki temu oczy.

    • Dzieci potrafią nauczyć nas życia znacznie lepiej, niż niejeden dorosły. Dobrze, że je mamy…

  • Pi Wo

    Spoko Panie Kamilu, też jestem wkurwiony na tych debili…

    • Naprawdę liczę, że szczególnie ten pierwszy zostanie pociągnięty do odpowiedzialności.

  • Monika

    Jak pierwszy syn był mały to próbowaliśmy go ‚uczyc’ zasypiac samemu. Metoda na wyplakanie. Nie wiem kto bardziej plakal- on czy ja. Po kilku nieudanych próbach stwierdziłam że coś jest nie tak, że nie może tak być, że ci wszyscy specjaliści (tak popularna super niania…) się mylą, że ja tego swojemu dziecku nie zrobię. Wychowywalam przytulajac, choc czasami wychodząc z siebie i krzycząc. Ale z każdym takim zachowaniem wiedziałam czego nie chce. Dopiero później trafiłam na rodzicielstwo bliskości i stwierdziłam, że to jest to o co walczę, że takim rodzicem chce być. Klapsa nigdy nie dałam, choc nie raz chciałam dzieckiem potrzasnac. Zamiast tego przytulilam…

    A czytając ten tekst serce mi walilo… Ze złości na to, że ktoś tak właśnie robi- sprawdza wytrzymałość swoich dzieci bijąc mocniej i mocniej… :(((((

    • Z tą metodą też się spotkałem też w nią wierzyłem i też na szczęście nauczyłem się jej nie stosować. Dlatego też staram się o tym pisać. Bo wiem, że to nie jest kwestia złej woli rodziców, ale bardzo często braku wiedzy. Tego nie uczy się w szkole, ani nie uczą nas tego rodzice, a jeśli nas uczą, to zwykle jest to wiedza bazująca na przesądach i niesprawdzonych informacjach, która nijak ma się do tego, aby wychować zdrowe i szczęśliwe dziecko.

  • Tomasz

    Powinien Pan przypiąć ten post, żeby od razu każdy go przeczytał. Uważam, że otwarte pisanie o tym, że sam był Pan zwolennikiem klapsów, a potem się to zmieniło, bardziej przekona innych. U mnie też ta zmiana nastąpiła, na szczęście szybko, a wpisy z tego bloga mi w tym pomogły i za to Panu dziękuję. Klapsy to jedno, a podejście do dziecka, rozmowa to drugie i za to też Panu dziękuję. Sam widzę jaka jest różnica jak więcej z synem rozmawiam, a mniej krzyczę. Nie zawsze mi sie to udaje, ale jestem tylko człowiekiem.

    • Dlatego też ostatecznie zdecydowałem się go opublikować. Bo badania naukowe to jedno, a życie to drugie i czasami prawdziwa historia zadziała dużo lepiej na tych, którzy się zastanawiają. Oby tak właśnie było. Tym bardziej cieszę się, że moje poprzednie wpisy już niektórym pomogły.

  • Ewa Bednarczyk

    Panie Kamilu .. najlepszy jest to wpis jaki dotąd czytałam u pana. Chylę czoła za odwagę. Mądry i trafiający w punkt wpis. Tak, ja też jestem wk#####wiona. Ja osobiście prowadzę krucjatę pod tytułem .. nie biję moich dzieci. Na razie z racji młodszej petardy jest 1:0 dla tych co lubią klapsy.. ale ja wierzę, ze pewnego dnia wygram. PRZYZNAM BEZ BICIA moja ręka służy do głaskania i przytulania synów.

    • Dziękuję, cieszę się, że tak go odbierasz i że też wyznajesz podobne zasady.

  • Podziwiam za to wyznanie. Ale jeżeli do kogoś dotrze i choć jedno dziecko dzięki niemu nie dostanie klapsa, to warto było.

  • Alicja Zmysłowska

    Jesteśmy tylko ludźmi, mamy prawo popełniać błędy, dobrze że dochodzi do refleksji i zmieniamy postępowanie. Wielki szacunek dla Ciebie, że potrafisz o tym pisać. Mnie się zdarzyło dać dziecku klapsa trzy razy, zawsze gdy to co robił było bardzo niebezpieczne. Przemoc rodzi przemoc, więc w momencie gdy dziecko zaczęło mi oddawać przyszła refleksja. Wstydzę się nawet tych trzech klapsów i głośno dzisiaj krzyczę: klapsom NIE…..

  • Aga Szelech

    Zgadzam się. Moje dzieci się mnie nie boją, czasami krzyknę, powiem dosadnie, widzą mój gniew, ale rozumieją, strach nie przyćmiewa im problemu, z którym się mierzymy… wspólnie, bez przemocy…

  • bardzo ale to bardzo wartościowy tekst! Dzięki zaraz go udostępnię na moich stronkach

  • Magda

    Byłam bita (bo od klapsów przeszło z czasem do pasa) w dzieciństwie niejeden raz… Nic gorszego chyba nie można zrobić swojemu dziecku. Nie mogłam pokazywać żadnych emocji, bo istniało ryzyko, że nie spodobają się rodzicom. To strasznie bolesne wspomnienia, których nie da się wymazać z pamięci. Tłumaczenie, że jeden lekki klaps nie zaszkodzi jest po prostu chore.. Dziecko ma mieć rodziców a nie treserów. Dziękuję za ten tekst, oby jak najwięcej osób zrozumiało swój błąd jak Pan.

  • o chlopcu I

    Moj syn tez dostał kilka klapsów , pare razy ( moze nawet wiecej niz pare ) szarpnelam nim agresywnie …. I bardzo , bardzo mi wstyd ! I zawsze go przepraszałam …. Bo ja nie robię tego, bo mysle, ze tak jest dobrze …. Ja doskonale wiem i rozumiem jak zła jest przemoc fizyczna … Ja robię to z bezsilności ! Kiedy nerwy puszczają i nie umiem zapanować nad sobą , automatycznie powtarzam schematy ze swojego dzieciństwa … I wiem, ze to słabe wytłumaczenie i jeszcze bardziej siebie takiej nie lubie …. I pracuje nad tym, by nigdy wiecej tego nie zrobić

    • Warto pamiętać, że jeśli my się powstrzymamy i uda nam się w tym wytrwać, to nasze dzieci powstrzymywać się nie będą musiały. To mnie zawsze dodatkowo motywuje.

  • Anna Ząbik

    Dziękuje za wpis i bardzo go doceniam. Ja jestem krytykowana za brak przemocy w stosunku do mojego dziecka. Nie lubię określenia „tradycyjne wychowanie” tylko po to żeby usprawiedliwić przemoc i własną bezradność. Jest czasami trudno, ale wiem, że to moja inwestycja w przyszłość i w nasze kontakty kiedy będzie nastolatkiem a później dorosłym człowiekiem.

    • Odchodzimy od większości rzeczy, które robiło się kiedyś, bo świat idzie naprzód. Szkoda, że w imię źle rozumianej tradycji, niektórzy próbują z tym walczyć. Niestety o ile zapinanie pasów stało się obowiązkiem o tyle m. in. za klapsami dalej murem stoi wielu ludzi.

  • JOANNA STEPKOWSKA

    Ja potrafiłam dostać za swojego brata „bo on jest młodszy, ja powinnam być mądrzejsza”.. tyle, że u nas był pas albo kabel… moja matka nigdy ze mna nie rozmawiala i nie probowala zrozumiec pewnych zachowan. Ojciec teznczesto wynierzal kare na polecenie matki.
    Nie chce zeby moje dzieci, jak ja w nerwach i z lzami bezsilnosci wynosily sie z domu. Pol roku nie odzywalam sie do rodzicow. Od 10 lat mieszkam w Irlandii. Do rodzinnego domu wracam.rzadko i niechetnie. Matka do dzis nie rozumie dlaczego nie ma ze mna dobrego kontaktu… a jest pedagogiem!
    Ojciec dopieo jakis czas temu przyznal ze wstydzi sie tego ze bil. Teraz, od jakiegos czasu probuje ze mna rozmawiac. Tak normalnie.
    Za to z mama nie potrafie sie porozumiec zupelnie…

    • Naprawienie takiej relacji, po takim czasie bywa bardzo często niezwykle trudne. Ważne, że chociaż ojciec się stara i wyciągnął rękę, bo takie zasklepienie ran z przeszłości może pomóc nam z ruszeniem naprzód.

  • Nie jest do końca prawdą, że klapsy nie przynoszą żadnego „pożytku”, czy jak to nazwać. Gdyby nie przynosiły, to by już wyginęły. Pożytki dają dwa: po pierwsze rozładowują w pewnym stopniu frustrację rodzica poprzez upust agresji. Po drugie, dają pewne poczucie satysfakcji, bo rodzic już nie musi sobie wyrzucać „i nic nie zrobiłem…”. Zrobił! A jakże! Aż zahuczało. Żałośni muszą być ludzie, którzy świadomie wybierają ten rodzaj satysfakcji i dorabiają do niego ideologię. Na szczęście coraz więcej z nas, rodziców, zawraca z tej drogi.

    • Co ciekawe, badania potwierdziły, że klapsy mają też szkodliwe działanie… na rodziców. W sensie, że są bardziej sfrustrowani, mniej empatyczni itp. Nieszczególnie mnie to dziwi…

  • Paweł

    Kiedyś na temat klapsów i bicia – nie-bicia użyłem takiego argumentu. „Czyli jak rozumiem jak będziesz stary, otępiały i nie będziesz za wiele rozumiał z tego co się wokół ciebie dzieje. Wyjdziesz z domu, zgubisz się i rodzina cię będzie szukać. W końcu cię znajdą i mają zacząć cię bić żebyś zapamiętał, że tak się nie robi?”. Mój rozmówca się zapowietrzył i stwierdził „nie tak się nie robi, ale względem dzieci to ma charakter wychowawczy”. Dalej dyskusji nie ciągnąłem…

    • Świetny argument, że też o tym wcześniej nie pomyślałem! Ja często powołuję się na obcokrajowca, który jest w nowym kraju i nie wszystko rozumie, ale to jest chyba jeszcze trafniejsze porównanie.

  • Eh..

    Uwielbiam Pana blog. Rowniez uwazam ze klaps nie jest dobra metoda wychowawcza.. A szacun dla Pana za tak osobiste wyznania, i przyznanie się do błędu..

  • Wojciech Jakubowski

    Mam 40 i byłem dzieckiem, które parę razy w skórę od mamy dostało. A że moja mama wyznawała zasadę, że klepanie po tyłku tylko dziecko rozwydrza, to klaps-nonsesn jest niewychowawczy. Dlatego brała przedłużacz i lała w goły tyłek. Co ciekawe, jeszcze do niedawna byłem przekonany, że nie zaszkodziło mi to wcale, skoro wiedziałem, za co dostałem. Zanim urodził się mój syn i kilka lat po tym przekonany byłem, że uzasadnione i rozsądnie dawkowane lanie ma zbawienny wpływ na proces wychowawczy. Aż któregoś dnia, wściekły na kolejne potknięcie juniora, zobaczyłem przerażenie w jego małych oczkach, gdy spodziewał się kolejnej kary. Od tamtego dnia rozpocząłem wojnę z samym sobą, ze swoimi reakcjami i przyzwyczajeniami. Dziękuję za tego Bloga, bo przypomina mi, że mój synek jest człowiekiem, który dopiero wszystkiego się uczy. A przecież codziennie widzę, jak wielu rzeczy ja, jako dorosły muszę się codziennie nauczyć, a przecież nie pozwolę nikomu mnie bić. Kto zatem dał mi prawo do wykorzystywnia słabości fizycznej mojego największego skarbu?

    • Nam jest o tyle trudniej, bo to wynieśliśmy z domu. Dlatego też pociesza mnie myśl, że jak tylko damy radę, to nasze dzieci nie będą musiały przez to przechodzić i walczyć z własnymi instynktami, gdy na świecie pojawią się ich dzieci.

      Niestety spotkałem też niedawno osobę, która lała swoje dzieci kablem. Do dzisiaj uważa, że dobrze zrobiła i że jej dzieci są jej za to wdzięczne…

  • Myślę, że każdy nienawidzi się za tą chwilę w której chce wyładować swoją złość i frustrację na swoim dziecku, Dziękuje za ten tekst, choć myślę, że ty najbardziej możesz być wdzięczny samemu sobie za tą lekcję. Teraz kiedy czasem w nerwach nie radzę sobie ze swoim dzieckiem bo nie czegoś tam czy innego po prostu jest mi smutno. Nerwy uciekają w inny sposób, poprzez jazdę autem, ćwiczenia, sport.

  • Art

    Dziękuję za Twoje słowa. Jest kilka moich zachowań, które żałuję że postąpiłem tak a nie inaczej. I nie chcę ich zapomnieć, bo pomagają mi one w postępowaniu lepiej. A niejaką ulgą jest świadomość, że nie tylko ja „nie jestem idealny” – choć moje dzieci twierdzą, że idealny jestem :)

  • Edyta Klekot

    Witam!! A ja bardzo nie lubię i chyba większość rodziców wypowiedzi osób na temat wychowania osób nie posiadających dzieci… no rzesz… są najmądrzejsi (mam taką szwagierkę – już jej nie raz powiedziałam, żeby urodziła sobie dzieci i się nimi zajęła!) jak Ci faceci mogą zabierać głos na temat wychowania nie mając o tym pojęcia to ja nie rozumiem!!! i to jeszcze o biciu!! O klapsach bardzo się cieszę, że piszesz dużo i często, bo przypominasz wszystkim i tłumaczysz!! ja już się stosuję, ale mężowi tłumacze i tłumacze i nie wychodzi… i jeszcze uważa, że ma dobry kontakt z córką… a tak nie jest :( Bardzo ładny wpis, dziękuję :)

  • Liliana

    Opublikowanie tego wpisu na pewno wymagało od Ciebie odwagi. Ale co jest najważniejsze w opisanej sytuacji to to, że potrafiłeś się zatrzymać i zastanowić, że nie reagowałeś w złości na zasadzie „ja ci pokażę kto tu rządzi”. Najważniejsze jest to, że zacząłeś działać w nowy sposób i że robisz naprawdę kawał dobrej roboty, otwierając oczy innym rodzicom. I za to Cię podziwiam.

  • Dominika eL

    A ja utknęłam – dziecko uparcie nie chce się ubrać a zaraz mamy wychodzić. Na moje pytanie „dlaczego” słyszę ” bo mi się nie chce”. Szlag jasny trafia. Jak rozwiązujecie takie sytuacje? :P

    • czarna

      U mnie to norma. Przeważnie kończy się awanturą i wiem, że to źle. Są sytuacje czasami bez wyjścia, kiedy bezradność wobec zachowania dziecka przekracza moje granice. Czasem sytuacja wymyka się z pod kontroli i zdarza mi się powiedzieć coś, co sprawia, że moje dziecko na moich oczach rozsypuje na kawałeczki. Cały jego świat, którego filarami są rodzice, nagle się chwieje. Najważniejsza osoba w życiu (rodzic) potrafi najbardziej zranić. Nie koniecznie bijąc. Wystarczy powiedzieć „to przez ciebie się zawsze spóźniam” albo „jesteś okropny”. To potrafi podciąć skrzydełka momentalnie, choć często rozwiązuje problem. Pytanie tylko czy warto? Moim zdaniem nie.

    • Gdy u nas pojawił się taki problem najlepszym rozwiązaniem okazało się budzenie dziecka 15 minut wcześniej. Dalej jego czynności zajmowały tyle samo czasu, ale już nie było nerwów, bo nie było pośpiechu.

  • czarna

    Ja jestem przykładem dziecka wychowanego na niegroźnych klapsach. I niby wszystko ok. Wyrosłam na użytecznego społecznie człowieka, miłego, uczynnego, radzącego sobie w trudnych sytuacjach. I co z tego, że w dzieciństwie ja i moje siostry byłyśmy grzecznymi dziewczynkami, pomagającymi w obowiązkach domowych, przynoszącymi ze szkoły same piątki? Teraz mam świadomość, że nigdy nie robiłyśmy tego dla siebie, a po to, żeby zadowolić rodziców. Klapsy może nawet nie zdarzały się często, ale dyscyplina i poczucie niepodważalności zdania rodziców, podporządkowanie bezwarunkowe mają ogromne skutki dla mojego, dorosłego życia. Dziś wiem, że mój brak wiary we własne umiejętności, brak poczucia własnej wartości, skrępowanie w kontaktach z obcymi ludźmi i ogólną potrzebę stania z boku i chowania się „za filarem” jest efektem mojego wychowania. Do tego dochodzi ogromny żal do rodziców o wiele spraw, o których wiem, że nie będę potrafiła z nimi porozmawiać, ani ich wyjaśnić. Teraz mam swoje dziecko. Bardzo rezolutnego i mającego zdanie na każdy temat chłopca. I wiecie co? Zachwyca mnie jego nieposłuszeństwo i staram się w nim to pielęgnować, mając nadzieję, że kiedyś będzie potrafił się przeciwstawić rówieśnikom, namawiającym np do alkoholu itp.; pracodawcy, próbującemu wykorzystywać go jako pracownika i w wielu innych sytuacjach. Oczywiście, że jest trudniej. Łatwiej byłoby mi uderzyć go raz i mieć z głowy dyskusję, dlaczego nie chcę żeby zachowywał się w jakiś sposób. Ale da się. I mój syn rozumie, że każde jego działanie wywołuje jakąś reakcję. Wie, że jak uderzy kolegę, to kolega nie będzie chciał się z nim więcej bawić, a więc poniesie konsekwencje swojego zachowania. Wie też, że choćby nie wiem co zrobił, zawsze może mi o tym powiedzieć bez strachu, że dostanie lanie. I ma też świadomość, że nawet kiedy się na niego gniewam, to i tak kocham go tak samo. I mimo, że ma dopiero pięć lat, swoim podejściem czasem mnie zadziwia. Tym jaki potrafi być koleżeński, czuły w stosunku do zwierząt i jak potrafi się fajnie zachować w niektórych sytuacjach. I uświadamiam sobie, że to jest właśnie efekt wychowania z szacunkiem, zrozumieniem, miłością i przede wszystkim bez przemocy.

    • PaniMyako

      Kurde, jakbyś opisała moją sytuację… Bardzo zdenerwował mnie ten tekst i totalna ignorancja publicysty, o którym miałam dobre zdanie. Oprócz obrony bicia dzieci wkurzyły mnie jeszcze twierdzenia, że jak jesteś przeciwko klapsom, to jesteś”lewakiem”!!!!! >:-(

      • W tej gazecie chyba wszyscy o odmiennych poglądach są lewakami.

    • Dokładnie tak jest. Klaps jest łatwym rozwiązaniem, niż tłumaczenie i bycie przy dziecku. Jednak w perspektywie czasu, to właśnie tłumaczenia procentują pozytywnym zachowaniem, a przy klapsie nigdy nie wiesz co akurat zrobi twoje dziecko, które nigdy nie zrozumiało w pełni dlaczego ma się zachowywać tak czy inaczej.

      • czarna

        Jest jeszcze jeden aspekt takiego wychowania. Przyjmując rozwiązania siłowe w stosunkach miedzy rodzicem, a dzieckiem raczej nikt nie bierze pod uwagę, że w pewnym momencie przewaga siły znajdzie się po stronie przeciwnej. Dzieci dorastają i stają się fizycznie silniejsze od rodziców. I co wtedy?

  • Magda Wątła

    Jestem mamą trzy-letniej kochanej gwiazdki. Przyznaję się że zdarzało mi się dać jej klapsa w sytuacji gdzie nie widziałam innego wyjścia. Do czasu aż moja mała po klapsie spojrzała się na mnie wzrokiem pełnym przerażenia i schowała się za fotelem z płaczem. Dopiero wtedy zrozumiałam jaką krzywdę jej wyrządziłam i do dzisiaj mam wyrzuty sumienia. Od tamtej pory ani razu klapsa ode mnie nie dostała, staram się też ograniczyć krzyczeć na nią do minimum (nie zawsze to wychodzi, przyznaję). Dzięki temu lepiej się bawimy, mała nie boi się mnie jak coś popsuje albo nabałagani. Podziwiam Pana za odwagę publicznie przyznać się do błędów i nawołuje wszystkich rodziców by wychowywali swoje dzieci bez klapsów, z szacunkiem. Przecież to taki mały człowiek, który dopiero się uczy życia, rozróżniać dobro od zła. Jak my rodzice mamy je nauczyć dawając klasy zamiast tłumaczyć że to co zrobiło jest złe?

  • Artur Flinta

    Szacunek za ten wpis – dodaje siły i uświadamia, że nie jesteśmy sami z takim problemem. Jest też świetnym drogowskazem, że nie zawsze to co pozornie łatwe jest tym właściwym szlakiem.

  • Akasza

    gratuluję tekstu. Ale nie wychowujesz przecież dzieci sam, co na to żona? Nie miała odwagi/chęci Ci wytłumaczyć że tak nie wolno? Popierała taką metodę wychowawczą? Moja mama do teraz się obwinia, że nie postawiła się mojemu tacie jak bił mojego starszego brata, znalazła w sobie odwagę dopiero przy mnie…. Mój brat jest zwolennikiem klapsów (wiec dobrze ze nie ma dzieci:), ja zupełnie odwrotnie.

    • Żona nigdy nie stosowała klapsa i była raczej przeciwna, ale też pewności nie miała czy aby na pewno nie jest on konieczny. Niemniej jej postawa też dodatkowo zasiała w mojej ziarno niepewności co do tej metody i pomogła mi się z niej wyrwać.

  • Od dawna staram się nie dawać klapsów dzieciom mimo iż sama dostawałam i to nie klapsy. Jednak święta nie jestem. Szybko jednak zroumiałam, czemu nie przynosi skutku klaps, gdy mój niespełna dwulatek dawał mi klapsa albo chciał dać póroczniakowi. Stwierdziłam, coś tu nie gra, nie działa. Mi często pomagają słowa wypowiedzine głosno, zachowujesz się tak brzydko, jestem na ciiebie zła , że mam ochotę dać ci klapsa. Pomagaja mi jak i synowi, bo wie że właśnie przekroczył granice. W macierzyństwie cały czas się uczymy, szukając właściwych dróg i rozwiązań. Musisz mieć odwagę , że publicznie wyznałeś co i jak. Super wpis :)

  • Będę tutaj bardzo niepopularny, wrzucając łyżkę dziegciu do tej wielkiej beczki miodu.
    Żeby było jasne, jestem ojcem, nie teoretykiem.
    Mam wrażenie, że w wielu komentarzach mieszają się pewne rzeczy. Rozróżnijmy karnego klapsa, wytłumaczonego: co, za co, dlaczego – od tortur, o jakich wy piszecie, typu lanie pasem, kablem, w złości i nerwach etc. Oczywiście, że klaps jest dobrą metodą wychowawczą, do określonego wieku, w określonych sytuacjach. Moja córka niewiele razy w życiu dostała w tyłek ode mnie. Ale chcecie coś ciekawszego przeczytać? Otóż zdarzyło się, że miała możliwość sama(!) wybierać karę, pomiędzy np. szlabanem na bajki a klapsami – i co? Wybierała… klapsy! Pomimo, że płakała i bolało. Skoro dziecko samo potrafi wybrać – po zastanowieniu – taki rodzaj kary, to jakiej więcej mi odpowiedzi trzeba? Natomiast inna sprawa, że kary cielesne nie są do rozładowywania swoich frustracji i bezsilności. Wymierzane w ten sposób i w takich okolicznościach są całkowitym absurdem.
    A teraz hejtujcie do woli…

    • Ale czemu mamy hejtować? Nic też w tym niezwykłego, że dziecko wybrało klapsa, bo to jest dla niego chwilowe cierpienie, wobec dłuższego, jakim byłby szlaban na bajki. Nie jestem zaskoczony. To jednak nie powoduje w jakikolwiek sposób, że klaps jest dobry – jest po prostu kolejną metodą do zmuszenia dziecka do naszej woli, do podporządkowania się, do łamania go, wbrew jego woli. Dokładnie tak samo jak szlaban na bajki.

      To są metody, które stosuje się wtedy, gdy nie potrafimy dziecku inaczej wytłumaczyć, dlaczego niektóre rzeczy powinno się robić, a innych nie powinno i nie mamy z nim na tyle silnej więzi, aby chciało z nami współpracować. Tylko gdzie tu wina dziecka, żeby to je za to ukarać? Za to, że brakuje nam argumentów? Że go nie rozumiemy? Że nie ma między nami silnej więzi?

      • „(…) jest po prostu kolejną metodą do zmuszenia dziecka do naszej woli, do
        podporządkowania się, do łamania go, wbrew jego woli. Dokładnie tak samo
        jak szlaban na bajki.” → skoro tak, to jaka w ogóle różnica w tych karach? Skoro inne mają takie samo zadanie, czyli skłonić dziecko do postępowania zgodnie z naszą wolą? Chyba, że jesteś całkowicie przeciwnikiem jakichkolwiek form karania?

        • czarna

          Ja nie karam. Ale i nie nagradzam. Nigdy nie mówię do dziecka „jak zrobisz coś, to ja wtedy ci coś dam. Zawsze staram się pokazywać konsekwencje pewnych zachowań, ale nie w postaci kary. Mój syn wie, że np jak uderzy kolegę, zabierze mu zabawkę, celowo sprawi przykrość, to kolega nie będzie uważał go za kogoś z kim warto się bawić. Ze jeżeli będzie biegał po domu w butach, to będzie musiał posprzątać. Jeśli kogoś (np. mnie) uderzy to będzie mnie bolało. Jak nie pójdzie się już myć, to nie będzie czasy na poczytanie książki, bo będzie już późno i ja będę zbyt zmęczona, żeby to robić. Jeżeli będzie rzucał swoimi zabawkami, to je zniszczy i nie będzie miał czym się bawić. I to przynosi efekty. Mo syn nie bije innych dzieci, nie zabiera zabawek, choć też nie pozwala sobie zabierać. Jest bardzo koleżeński, gdy mam dla niego np czekoladkę zawsze pyta czy mam też dla kolegi. Nie zawsze jest różowo, czasem krzyczy, ze mnie nie kocha, bo nie chcę mu czegoś dać. Ja wtedy mówię, że ja go i tak kocham. Często po chwili złości przychodzi i mówi „przepraszam mamo” i ja wiem, że mówi to szczerze, bo nigdy nie każę mu nikogo przepraszać. Tłumaczę tylko jak ważne to jest, jeżeli zrobi się komuś przykrość. Też kiedyś nie wyobrażałam sobie wychowania bez nagradzania, przekupywania, ale teraz myślę że to jest warunkowanie, tresura nastawiona na efekt. Moje dziecko zawsze ma wybór, może nie umyć zębów jeżeli nie chce, ale wie, że zęby się zepsują i trzeba będzie je naprawiać. i zdarza się to bardzo rzadko. To jest na prawdę możliwe.

        • Kara powoduje, że więź między rodzicem i dzieckiem się nadwyręża. Im więcej kar (czy też nagród, dawanych w formie przekupstwa za posłuszeństwo), tym bardziej nadwyrężona więź, a to z kolei prowadzi do coraz większego nieposłuszeństwa.

          Jeśli dziecko nie robi tego co chcemy to jest tak z trzech powodów:
          1. Nie wie, że tak nie wolno – wówczas należy wytłumaczyć.
          2. Nie jest dość dojrzałe – wówczas kary są bez sensu, bo równie dobrze można by karać 6 miesięczne dziecko za to, że nie chodzi.
          3. Nie chce tego zrobić – oczywiście kara sprawi, że dziecko zostanie zmuszone do wykonania polecenia. Warto jednak zastanowić się jaki był powód, że nie ono chciało? Otóż jego więź z dorosłym nie była na tyle silna, aby chciało z nim współpracować. Karząc je więc, jeszcze bardziej odsuwamy się od dziecka i niszczymy więź, co w efekcie za niedługi czas do nas wróci i nieposłuszeństwo zostanie okazane w innym przypadku (bo zamiast zająć się przyczyną, jeszcze ją zwiększyliśmy). I to jest zamknięte koło, aż do momentu, w którym więź z rodzicami zostanie całkiem zerwana i zamiast rodziców dziecko wybierze kolegów. Dlatego zamiast kar, w przypadku, gdy dziecko nie chce czegoś zrobić, warto zapytać samych siebie dlaczego nie chce tego zrobić (bo nie ma z nami dość silnej więź) i zająć się tym (czyt. naprawić więź, spędzić z dzieckiem więcej czasu itp.).

  • Ela Nalazek

    Brawo za odwagę! Ja sama moich dzieci nie biję choć czasami jestem u kresu wytrzymałości i wtedy sobie przypominam taq złość i gorycz do taty, który stosował klapsy jako metodę zaprowadzenia porządku. Nigdy tego moim dzieciom nie zrobię!!!

  • Marta Duda

    Czytam Cię bardzo często od kilku miesięcy, odkąd dowiedziałam się, że sami z partnerem będziemy mieli dziecko, ale przede wszystkim uważnie czytam każdy post, który mówi dlaczego nie warto bić i żaden klaps nie jest metodą wychowawczą, ale dopiero dzisiaj zdecydowałam, że ja też dołożę swoje trzy grosze.
    Może nie przykładałabym tak wagi do tego i skupiła się bardziej na poszukiwaniu ubranek dla synka, skręcaniu łożeczka, po prostu wiciu gniazda, gdyby nie fakt, że doskonale wiem, czym jest ten strach i jak smakuje, do dziś pamiętam, jak bardzo bolą razy pasem i jak bardzo żałowałam, że nikt nigdy nie kazał mi odliczać, ile razy dostanę, bo ojciec uderzył mnie tyle razy na ile akurat w jego mniemaniu zasłużyłam. I nie, nie wiem za co. Nie pamiętam.

    Ale pamiętam, jak siostrze ciotecznej powiedziałam będąc siedmioletnią dziewczynką, że święty Mikołaj nie istnieje i dostałam gorzką reprymendę, bo „chciałam dobrze, ale nie wyszło”.
    Pamiętam też, jak chciałam zapytać, czym jest molestowanie seksualne, bo jako dwunastolatka po raz pierwszy usłyszałam to w telewizji, ale ojciec nie dosłyszał, myślał, że go o coś oskarżyłam, a ja tak bardzo bałam się cokolwiek powiedzieć, że karnie zgadzałam się na chodzenie od pokoju do pokoju, żeby każdego z dorosłych w domu zapytać, co to znaczy i dlaczego nie powinnam tego mówić. Pamiętam, jak upokorzona się czułam i jak bardzo znienawidziłam się za to, że nie potrafię się postawić.
    Pamiętam, jak w liceum pochwaliłam się świetnym wypracowaniem z polskiego i maturą ustną na 90%, ale zamiast wsparcia usłyszałam, że to i tak mało, bo z matematyki ledwo 60%, a w końcu i tak się nie uczyłam, więc czego wymagać jeśli będę „zdychać pod płotem i nikt nie będzie chciał mi pomóc, bo nic nie osiągnę”.
    Na studiach chciałam zostać filologiem rosyjskim. Zrezygnowałam, bo „po tym rosyjskim to jedynie będziesz mogła w Rosji dupy dawać za pieniądze, a to i tak nie, bo przecież wiesz, jak wyglądasz”.

    Dziś mam kochającego partnera i 10 lat terapii za sobą, ale wciąż nie potrafię przyjmować komplementów, rozebrać się na plaży albo pochwalić dobrym wynikiem w pracy. Nie potrafię, bo boję się, że w końcu i tak nie jestem wystarczająco… mądra, ładna czy elokwentna.

    Faktycznie, klaps nie jest metodą wychowawczą i każdy powinien to wiedzieć, ale co ważniejsze moim zdaniem, trzeba uzmysłowić wszystkim rodzicom, tym przyszłym i już obecnym, że pomiędzy przemocą fizyczną, a emocjonalną stoi ogromny znak równości. Jeśli nie wyobrażasz sobie poniżyć swojego dziecka to znaczy, że nie wyobrażasz sobie uderzyć swojego dziecka.

    • To prawda. Przemoc psychiczna zostawia takie same ślady, jak przemoc fizyczna, tylko te pierwsze są niewidoczne gołym okiem. Chyba, że wiemy na co patrzeć. Niemniej krzywdzą i ranią tak samo i tak samo ciężko sobie z nimi poradzić, gdy się pojawiają i tak samo ciężko jest się z nich otrząsnąć i z nimi pogodzić, gdyż już przestaną się pojawiać.

    • Anna Bułyka

      Nigdy nie piszę tu komentarzy, ale przyznam że kiedy przeczytałam ten zalałam się łzami. Gardzę ludźmi którzy potrafią doprowadzić drugiego człowieka do takiego stanu psychicznego. Cieszę się że udało się stworzyć związek z partnerem to świadczy o ogromnie pracy jaki na to poświęciłas. Tak trzymaj!

    • Anna Kaleta

      Skąd ja to znam. Ojciec wychowywał przez bicie czym popadnie, w oczach matki byłam nikim , zawsze były te lepsze ode mnie , ładniejsze, grzeczniejsze dobrze się uczące. Nigdy nic dobrego o sobie nie usłyszałam z jej ust. Czasami łapię się na tym że sama popelniam te błędy co ona chociaż tak bardzo się staram bo kocham moje dzieci. Trudno wyplenić coś co było mi wpajane przez tyle lat i na co było ogólne przyzwolenie społeczne.

    • Tomek Degler

      Dziękuję Ci za ten komentarz. Rozumiem Cię.

  • Wiola

    Zaczęłam niedawno czytać bloga od A do Z. Mi akurat nie zdarzyło się uderzyć ani jednego dziecka, ale mam problemy z moją „nerwowością” niestety. Jestem niewyspana,zmęczona i od 3 lat (od narodzin drugiego synka) na skraju wyczerpania…. i od narodzin 3-go synka (9 miesięcy temu) czuję, że z tego skraju spadam ;) i właśnie….. za często krzyczę, może nie tyle wrzeszczę ale podnoszę głos, ja ogólnie mam donośny głos,więc każde podniesienie głosu to tak jakby krzyk. Denerwuję się zbyt szybko i czasem o pierdoły. I najbardziej obrywa mój najstarszy syn (7 lat), z racji, że wszędzie wlezie, buzia się nie zamyka na pięć minut i (o zgrozo) nie daje nawet w spokoju skorzystać z toalety. Wszędzie mnie znajdzie. Czasami mam dość. I niestety zauważam w nim dużo moich zachowań…. Czas na zmiany, jestem dumna,od 3 tyg krzyknęłam tylko raz i staram się już tak nie denerwować ….teraz tłumaczę,tłumaczę i tłumaczę. Na razie jak grochem o ścianę,czasem mam ochotę krzyknąć, ale odwracam się-pięć wdechów- i znów od nowa. Jednak synek mniej krzyczy, także byle do przodu :)
    Pozdrawiam.

    • Najstarsze dzieci mają najgorzej, bo najwięcej się od nich wymaga. Nie ma znaczenia czy mają 6, 8 czy 12 lat – zawsze im właśnie obrywa się najwięcej. Dlatego warto spojrzeć na to najstarsze, nie jako na najdojrzalsze, które „już przecież powinno wiedzieć lepiej”, lecz jako na dziecko, które jednak dalej jest dzieckiem :)

  • Dominika Kasendra

    Znajomy wyrazil zdanie ze tekst wg niego jest tekstem psychologa teoretyka a nie ojca . . Co ty na to? Pytam bo trwa dyskusja

  • Paweł

    Znakomity artykuł, dzięki, że się tym z nami podzieliłeś. Nigdy nie uderzę swojego dziecka, gdy już je będę miał :-). A też byłem kiedyś zwolennikiem klapsów, bo sam takie dostawałem. Dzięki za lekcję!

  • Klara Zawada

    Dziękuję za wpis i zdaję sobie sprawę, że dokładam się tu do rzewnych opowieści pt. Byłem niedobry/a, ale teraz to już sam miód”.
    Chciałam powiedzieć rodzicom, którzy Cię czytają:
    Są osoby wychowane „na zimno”, karane „na zimno”. Te osoby miewają później dzieci. Ich ambiwalencja uczuciowa i wychowawcza to koszmar i tragedia. Dla nich samych i dla ich potomstwa. Czasem pomaga terapia, czasem uważny u mądry współmałżonek. A czasem nie. I wtedy zdarza się tak, ze trzeba się z dzieckiem rozstać na jakiś czas, żeby go nie krzywdzić. A potem trzeba zacząć od nowa.

    • Niestety czasami takie wychowanie zbiera największe żniwo dopiero wtedy, gdy sami bierzemy się za wychowanie naszych dzieci. I tak ten wzór przechodzi z pokolenia na pokolenie.

  • Z mieszanymi uczuciami czytałam ten tekst: od podziwu za odwagę, przez złość, że jak to – autorytet wychowawczy wielu rodziców bił swoje dzieci? – aż do wdzięczności za zmianę nastawienia i promowanie nieagresywnych metod wychowawczych. Te ostatnie są mi szczególnie bliskie, więc cierpliwości – i Tobie Kamilu, i sobie, bo wiadomo, że najukochańsze dzieci potrafią najbardziej wyprowadzić z równowagi… :)

  • Zosia jest z nami 2,5 roku. Dwa razy dostała klapsa i dwa razy uznaję to za swoją osobistą porażkę. Chociaż zapewne ona tego już nie pamięta, ja pamiętam i nie zamierzam zapomnieć, ku przestrodze dla siebie samej.

  • Yanush

    Często zaglądam na Twojego bloga, nie jesteś dla mnie alfą i omegą w kwestii wychowywania dzieci, bo przecież ja też jestem ojcem i POWINIENEM to wiedzieć. Niestety jednak nie wiem. Po tym wpisie nie mogłem długo zasnąć, a kiedy wstałem to wstałem z mocnym postanowieniem poprawy relacji z synkiem(4 latka). Do niedawna byłem tatuniem, tatuńciem ale pojawiła się siostrzyczka i już jest „nie będę cię sluchał”. Wiem co zrobić ale nie wiem czy wytrwać.

  • Anna Pawlikowska

    Bardzo na tak.. nie tylko dla tego tekstu ale i całego bloga :)

  • Anna Ludwin-Krzeszowska

    Dziękuję z całego serca za ten wpis!!! (Ps. Czy mógłby mnie Pan odblokować na facebooku? Dostałam kiedyś bana za jakąś pierdółkę i nawet nie mogłam teraz na fb podziękować za ten wpis, który tak mnie poruszył! :) ) Pozdrawiam serdecznie.

  • Bardzo mi się podoba ten tekst. Z pewnością kosztowało Ciebie wiele, aby publicznie się napiętnować i przyznać do popełnionego błędu. Ja nie bije, nie wymierzam klapsów. Jestem ich absolutnym wrogiem. Sam w dzieciństwie poznałem co to ból. Bez patrzenia potrafiłem rozpoznać którym paskiem obrywam, dlatego wiem że przemoc nie jest metodą wychowawczą. Szkoda że w internecie, na przykład na fejsbuczku jest więcej kampani przeciwko przemocy wobec zwierząt (która też jest zła), niż wobec dzieci. Dziękuję że mogłem się wypowiedzieć.

    • Z tymi kampaniami chyba rzeczywiście tak jest. Celne, acz nieco niepokojące spostrzeżenie.

  • Wazne jest, ze zmieniles nastawienie. Ja nigdy klapsa nikomu nie dałam niestety zdarza mi sie stracić panowanie nad sobą i wtedy krzyczę. Potem wyrzuty sumienia, samobiczowanie, kac moralny, że darłam japę jakby to miało efekt przynieść. Rodzicielstwo jest bardzo trudne.

    • Szczególnie, że nikt nas tego nigdy nie nauczył…

  • Anna Bułyka

    Ja trochę o klapsie z innej strony. Mój 3 latek dostawał kiedy miał jakieś 1,5 roku klapsy za drobnostki. Jak się okazało mamy dziecko które w ogóle nie regowalo na klapsa. Ani płaczem, ani smutkiem, nic. Klaps umarł śmiercią naturalną tak szybko jak się pojawił a My byliśmy zmuszeni jakby szukać innych rozwiązań. Znaleźliśmy , a klaps już nigdy nie wróci do naszego domu.

    • To chyba pierwszy raz kiedy się z tym spotykam, ale z drugiej strony pozostaje się cieszyć, że też znaleźliście inną drogę.

  • Marcin Śmigielski

    Chyba kazdy z nas kiedys dostal nie tylko klapsa a pozadne lanie paskiem reka a i jakims kablem czy ruzga tez mi sie obrywalo sam kiedy stanolem w obronie brata oberwalem podwójnie choc wiedzialem wtedy ze akurat w tej sprawie nalezalo mu sie lanie to widzialem w jakim stanie zlosci byl moj ojciec i wiedzialem ze skoro jestem wiekszy wiecej wytrzymam choc bylo mi przykro ze oberwalem sam szukałem usprawiedliwienia zachowania taty jego praca zwiazana byla z duzym stresem przemęczenie i chyba czasami bylo tego za duzo i w pewnym momencie wyladowywal zlosc nie mowie ze na nas ale czasami sie oberwało za rowno od ojca jak i od matki mam obecnie 33 lata i w zeszlym roku z ust matki oadly slowa przepraszam mysle o tym ze i ja czasami dalem klapsa czy nakrzyczalem i nie jest mi z tym dobrze i choc staram sie nad tym panować to nie jest to latwe wychowuje dwie corki jedna nie jest moja biologiczna ale kocham ja calym sercem problem polega na tym ze wiekszosc ludzi z otoczenia patrzy na mnie z gory krytykując kazde slowo czy zachowanie czasami wystarczy że powiem nie corka zaczyna plakac swoim wymuszonym i sztucznym placzem gdyz wiem kiedy placze a kiedy poprostu odstawia przedstawienie ktore przynosi efekt w postaci krytyki ku mojej osobie wiec moze kolejny artykul mogly nawiązać do takich wlasnie problemów

  • Marzena

    Fajny tekst. Mnie bito i bić nie chcę. Nie chcę takiej traumy dla moich dzieci. I poczucia nienawiści do rodziców. Mama mówi że nie pamięta, że nie biła. Wydaje mi się że nie chce pamiętać. Wybaczyłam dla siebie samej. Ale pamiętam i nigdy nie zapomnę.

  • Tadeusz Maciejski

    pięknie napisane! dziękuję! wszystko racja….

  • Sandra Kweizer

    Mam synka 1,5 roku i dostał ode mnie klapsa kilka razy. Bo przecież mama, teściowa mówiły: „On musi raz drugi dostać żeby wiedzieć” itp. Teraz bardzo tego żałuje bo widze że agresja rodzi agresje, gdy jestem spokojna i stawiamy z synkiem na współprace to jest grzeczny i zaczyna mnie słuchać. Nie buntuje się tylko słucha Mój Mały Człowieczek ;) Jestem dumna z tego że zaczynamy wypracowywać swój „system” ;) Tylko jak powiedzieć Mamą że ja nie daje klapsów bo uważam że to lepsza metoda ?

    • Może dokładnie tak samo jak powiedziałaś o tym nam? Myślę, że szczerość jest zwykle bardzo dobrą metodą :)

  • Anna Szwed

    A ja pamiętam jeszcze coś innego. Generalnie nie byłam bita w domu, moja przyjaciółka tak. Gdzieś w 3 klasie w szkolnej toalecie pokazała mi siniaki od pasa czy kabla, którym dostała lanie od matki. Powiedziała: „mama się wściekła i mi wlała, a potem sama się popłakała i mnie przytulała i przepraszała”. A ja poczułam ZAZDROŚĆ. Pomyślałam, że chciałabym dostać takie lanie i zobaczyć że mama umie plakać, i żeby chociaż raz w życiu mnie przeprosiła.
    Nie chcę przez to powiedzieć, że należy bić dzieci, tylko że samo niebicie, bez bliskości emocjonalnej i bez szacunku dla dziecka nie wystarczy. I że brak tych ostatnich robi krzywdę wcale nie mniejszą.

  • Kamila Kozak

    Zawsze mnie zadziwia, z jaką łatwością zwolennicy klapsow, którzy jak mantrę powtarzają „ja dostawałam i wyrosłam na ludzi”, zapominają o strachu, upokorzeniu, smutku, który im towarzyszył kiedy ta „najlepsza” metoda wychowawcza była wobec nich stosowana…

  • rz

    Piękne świadectwo, Twój głos jest bardzo istotny!

  • JSK

    Nigdy nie uderzyłem córki (4l). Ale sam lany regularnie. Od klapsów jako szczeniak, po z liścia w pysk jako 18latek. Za wszystko. Raz dostałem mocne lanie za to, że szedłem w nowej kurtce, a zaczął padać deszcz. Raz za to, że nie pozwoliłem się ostrzyc, gdy mój ojciec chciał się pobawić w fryzjera. Jak ojciec podnosił rękę by poprawić okulary, ja się kullilem.
    Do czasu.
    Pewnego dnia w wieku 19 lat podniósł rękę na mnie ostatni raz. Wysłałem go do szpitala. Długo się do tego przygotowywałem. Nie żałuję. Zrobiłbym to jeszcze raz.

    Teraz mam 34 lata i nie rozmawiamy do dzisiaj.

    • U nas wystarczyło na szczęście, że raz się postawiliśmy. Nie doszło do rękoczynów i więcej nie podniósł ręki, bo chyba zobaczył w naszych oczach, że tego jednego starcia by nie wygrał. Ale doskonale znam to o czym piszesz.