Wyjątkowa reakcja mamy na poważny dziecięcy napad wściekłości

Reakcja, która może nas wszystkich wiele nauczyć.

Kathleen Fleming jest mamą i blogerką. Kilka miesięcy temu jej syn, w napadzie wściekłości, zatrzasnął drzwi do łazienki i spowodował tym upadek oraz rozbicie się lustra do nich przyczepionego, na miliony malutkich kawałków, które rozprysnęły się po całej podłodze. Wypadek czy nie, bardzo często w takich chwilach emocje biorą górę.

Jednak jej reakcja nie była reakcją, której można by się było spodziewać. Była czymś znacznie więcej. Czymś, z czym warto by było, aby inni ludzie się zapoznali i wyciągnęli z tego własne wnioski.

Tym bardziej jestem jej wdzięczny, że postanowiła się nią podzielić z innymi (źródło – tłumaczenie znajdziecie poniżej). Dzięki temu po raz kolejny zrozumiałem, że są rzeczy, które bywają trudne w roli rodzica, ale to jeszcze nie znaczy, że są niemożliwe.

Zniszczone lustro

„To był mój korytarz w ostatnią środę.

Pęknięty. Ostry. Zdradziecki.

To był mój korytarz.

Mój syn to zrobił. 

Czasami, dość często w zasadzie, rzeczy się niszczą – nieodwracalnie. I to zapiera nam dech w piersiach… natychmiastowo.

Mi zaparło dech w piesiach, gdy mój syn natarł na łazienkę, sfrustrowany, wściekły, wzburzony z jakiegoś własnego, bardzo znaczącego dla niego, powodu. I kiedy zdecydował się zatrzasnąć drzwi do łazienki, powodując wyślizgnięcie się wielkiego lustra przyczepionego do nich i roztrzaskanie go na podłodze – milion, rozbitych kawałków zostało tam, aby odbijać popołudniowe światło.

Milczałam. Przyjrzałam się szkodom i wzięłam głęboki oddech. Wyprowadziłam psa na podwórko, żeby nie pociął sobie łap, a kota do piwnicy, z tego samego powodu.

Wyszłam do ogrodu i poczułam gorące łzy spływające po mojej twarzy. To zadziwiające jak bardzo samotnie może poczuć się rodzic w takich momentach. Zrozumiałam jak bardzo przerażona i rozczarowana się czuję. Czy to naprawdę się stało? Tak. To było prawdziwe.

I kiedy tak stałam, zastanawiając się czy to jest przejaw jego rozwijającego się charakteru, usłyszałam jego płacz przez okno nade mną, dobiegający z wewnątrz łazienki.

Jego dusza była zraniona. On też tego nie oczekiwał. Witaj Złość – nie pamiętam, abym zapraszała cię do mojego domu.

Spanikowany.

Przerażony. 

Zawstydzony.

Zmartwiony.

Wystraszony. 

Oddychaj głęboko, #WojowniczaMamo. Oddychaj głęboko. Ta mała, krucha duszyczka potrzebuje cię w tej chwili. Bardzo cię potrzebuje. Twojego najsilniejszego współczucia. Twojej najdelikatniejszej i jednocześnie pewnej miłości oraz spokoju. Więcej głębokich wdechów. Idź Mamo. 

Idź. Idź, teraz. Idź otwórz wejściowe drzwi, przejdź ponad rozbitym szkłem, usłysz jak słyszy twoje zbliżające się kroki, spójrz jak drzwi do łazienki się otwierają, zobacz twarz, którą kochasz najmocniej na świecie, czerwoną ze zmartwienia i mokrą od łez, a jego głos nagle tak niewielki: „Mamusiu, już nigdy tak nie zrobię, jest mi TAK przykro.” Więcej łez. Więcej płaczu. Taka niepewność na jego słodkiej buzi.

Idź Mamo. Idź do niego. Idź teraz. Posadź go na swoich kolanach. Tak, ty też płaczesz. A niech to, to jest . Przytul go mocno. Spójrz jak szybko zwinął się w kulkę w twoich ramionach. Spójrz jak bardzo pragnie twojej miłości. Twojego uspokojenia. Spójrz jak bardzo niewielki on ciągle jest. Spójrz jak kruchy jest jego duch.

Kocham cię.

Jesteś bezpieczny.

Jestem dokładnie tutaj.

Najgorsza część jest już za nami.

Jestem przy tobie.

Jestem tutaj.

Kocham cię.

Idź Mamo. Opowiedz mu o Złości. Powiedz mu teraz. Złość jest naprawdę potężnym uczuciem. Masz prawo do swojej Złości. Złość piecze żywym ogniem. Może oczyszczać. Może też niszczyć. Kiwa głową. Czuje to. Spotkał się teraz ze Złością.

Jest lepszy sposób na okazywanie swoich wielkich uczuć.

Popracujemy nad tym… jutro.

Jestem tutaj, aby ci pomóc.

Jesteś bezpieczny. 

Nigdy nie jesteś samotny ze swoją złością.

Nigdy nie jesteś samotny ze swoim strachem,

Jestem tutaj. Jesteśmy tutaj razem. 

Teraz razem posprzątamy. 

I posprzątaliśmy połamane kawałki. Zamietliśmy i odkurzyliśmy. To była cicha praca. To była ostrożna praca. To była uważna praca. 

Czasami rzeczy się niszczą. Czasami my je niszczymy. Jednak to nie niszczenie ma znaczenie – ani jak, ani dlaczego. To co ma znaczenie, to jak zdecydujemy się odpowiedzieć na zniszczenie. Czy to nas zabija? Czy wrzuca nas w pochyłą spiralę obwiniania i karania?

ALBO 

Czy pomaga nam przypomnieć sobie jak prawdziwie kochać? Czy może pcha nas w stronę współczucia i (ponad przeszkodami „słuszności lub jej braku”) w stronę MIŁOŚCI?

Tak właśnie. MIŁOŚCI.

Idź Mamo. Idź teraz. Do swojego dziecka. Naucz tego. Pokaż to. Żyj tym. To się nazywa MIŁOŚCIĄ. Idź. Teraz.”

Prawa do zdjęcia należą do daft pupil.

Jeśli zgadzacie się z powyższym tekstem, będę zobowiązany, jeśli zdecydujecie się go udostępnić innym, bo dzięki temu wiedza na temat takiego podejścia do wychowania, będzie zataczać coraz szersze kręgi.

  • Agata Filewicz

    To jest reakcja, którą w ekstremalnych sytuacjach stosuję zawsze. I wiesz co jest najdziwniejsze? Że właśnie kiedy wybucha wielki pożar to potrafię zachować zimną krew, spiąć się do racjonalnego działania i nie wybuchnąć razem z tym pożarem. Natomiast kiedy zaledwie się tli i nie ma większych szkód to wtedy emocje niekiedy biorą górę. Zupełnie jakby czuły się wolne [te emocje] i mogły sobie pozwolić na przejęcie kontroli nade mną.

    • wiesz, że mam tak samo? :-)

      • i ja :)

        • MlodaMama

          i ja :)

          • Agnieszka Jeziorska

            I ja :)

      • asieklack

        I ja!

    • Iwona Skorzec-Małolepsza

      Ja mam podobnie, im większa katastrofa, tym większy spokój. Nawet taki drobiazg jak rozbita szklanka nie była w stanie wykrzesać że mnie krzyku. Spokój i od razu wczuwanie się w drugą osobę, osoóbkę, dzieciaka….

      • Agata Filewicz

        Dziewczyny, serio nie wiedziałam, że ktoś oprócz mnie miewa podobne stany :)

      • Karolina

        Dołączam do Was! Również myslalam,ze tylko ja tak mam…

  • Jak to jest, że czasem po drobnostce zdarzy się stracić nerwy, a przy tak poważnej sprawie człowiek potrafi się całkowicie od tego wszystkiego odciąć? Myślę, że to przerażenie na twarzy dziecka „ojej co ja zrobiłem!”, budzi rodzica z początkowego zdenerwowania i włącza nam się „hej, ogarnij się, przecież On tego nie zrobił celowo!”. Wtedy o wiele łatwiej uspokoić wystraszonego/smutnego/zdenerwowanego malca.

    • Ja myślę, że po części bierze się to z tego, że w takich poważnych sytuacjach przychodzi myśl „a co jeśli coś by się mu stało?”. I człowiek od razu ma przed oczami to, co jest naprawdę ważne. A żadna materialna rzecz nie jest warta tego, co mogłoby się stać. I wtedy wszystkie te właściwe reakcje, jakoś tak łatwiej przychodzą.

      • Iwona Skorzec-Małolepsza

        Tak pomyślałam w momencie, gdy syn jako dwulatek stuknął młotkiem w szklane drzwi od łazienki, bo przedtem widział tatę przybijającego boazerię….

      • rintelen

        W tej konkretnie sytuacji myślę, że wielu rodziców…rozsądnych rodziców postąpiłoby podobnie, ja bym postąpił. no może nie identycznie, ja bym w milczeniu zaczął zamiatać, albo spokojnie podał zmiotkę dziecku. Oboje byśmy wiedzieli, że źle się stało.
        Problem w mojej ocenie jest gdzie indziej, co jeśli to lustro by się nie rozbiło? Gniew by trwał nadal. Co w takiej sytuacji zrobić, co zrobić jak mała istota targana emocjami, złością krzyczy na Ciebie, trzaska drzwiami, a cała awantura jest o to, że ma się ubierać do wyjścia, bo się gdzieś spieszymy? Wtedy nie jest łatwo przyjść i przytulić, bo Ciebie też cholera bierze, prosisz już kwadrans, prośby zmieniają się w awanturę, dzieciak Cię olewa im bardziej naciskasz tym bardziej ostentacyjnie Cię ignoruje budując sobie w ten sposób swoją przestrzeń i sprawdzając na ile sobie może pozwolić…
        Wiele razy sprawdzałem, że spokój w takich sytuacjach wcale nie jest pomocny, bo dziecko to wykorzystuje sprytnie i proszenie 50 razy o to przykładowe ubranie się ze spokojem jest z takim samym spokojem olewane, a jak zaczynam się gotować, stawiam warunki, zapowiadam konsekwencje…dalej nic się nie dzieje. Ja denerwuję się coraz bardziej, grożę karą…dalej nic, daję karę, zaczyna się płacz, złość, trzaskanie drzwiami i tak w kółko. Ech.

        Masz sposób na to?

        • Spokój to jedno, ale stanowczość to drugie i równie ważne.

          Przykładowa sytuacja – mówimy dziecku, że za chwilę jedziemy do przedszkola, więc musi się ubrać. Ono mówi stanowcze „nie”. Dowiadujemy się skąd się bierze owe „nie” i dochodzimy do tego, że na przykład bierze się ono z chęci zabawy. Można więc zastosować to: http://www.blogojciec.pl/dzieci/wzmocnic-swoja-relacje-dziecmi-zaledwie-20-minut-kazdego/. I naprawdę dobrze jest mieć w takich sytuacjach te zapasowe 10 minut na ewentualne potrzeby naszego dziecka. Jednak (to jest coś o czym w tym tekście nie pisałem) polecam przede wszystkim polecam ustalić, że dziecko będzie się mogło pobawić te 5-10 minut, ale dopiero po tym, jak się ubierze. I do tego czasu bawić się może. Czyli najpierw obowiązki, później przyjemności.

          • Cywilizacja Śmierci

            A może pozwolić dziecku ponieść skutki własnych decyzji, czyli pocięcie sobie stóp? Niczego sobie nie uszkodzi ani się nie wykrwawi, chociaż porobi być może krwawe paćki na podłodze (spokojnie, posprząta).

            Alternatywa: ty zniszczyłeś moją cenną rzecz, ja zniszczę twoją cenną rzecz. Bezduszna sprawiedliwość, nic osobistego.

            • Prawo talionu, czyli oko za oko, charakteryzuje społeczeństwa pierwotne. Nie wiem jak ty, ale ja cieszę się, że do takiego nie należymy.

  • BlogMatki

    W wychowaniu i w ekstremalnych sytuacjach wspieramy się z mężem, kiedy widzimy, że jedno z nas nie daje rady i zaczyna wybuchać, drugie wkracza do akcji zwykle ze słowami : ” to tylko dziecko”. Ostatnio nawet syn starszy (3,5roku) zaczął nas naśladować w stosunku do młodszego brata. Musimy pamiętać że dzieci ciągle nas obserwują i na tej podstawie uczą się jak radzić sobie z emocjami. Mój starszak jak coś rozleje, rozbije …. bierze mopa, czy zmiotkę i sprząta :) tak go uczyłam od małego, mówiłam trudno, nie płaczemy tylko sprzątamy ( ręcznik, ścierka i heja) wiadomo po swojemu, ale najważniejsze że ma poczucie , że samo się nie zrobi :)

  • Asia – Matka w Kratkę

    Pięknie napisane! Przemawia i do serca, i do wyobraźni, i do głowy! Jest tylko jedna rzecz, która sprawia, że moja reakcja od początku byłabu diametralnie inna. To strach. Strach, czy dziecku nic się nie stało. Moze dlatego że moje dzieci są jeszcze małe. Ale nie potrafię odejść, podjąć próby oczyszczenia z emocji w tego typu sytuacjach. Są jeszcze trudniejsze przez to że przestraszyłam się o dziecko, że muszę jak najszybciej usunąć skutki wypadku. Choć moze paradoksalnie też łatwiejsze, bo strach o dziecko – przynajmniej u mnie – wiąże się z natychmiastowym zauważeniem dziecka w takiej sytuacji. I bardziej chęcią przytulenia niż nakrzyczenia!

  • Jesteśmy właśnie na etapie buntu i testowania naszej cierpliwości przez 2-latkę. Czasami już brak mi sił, bo testuje mnie do granic możliwości, ale wiem, że musi. Wiem, że jak nie sprawdzi do czego może się posunąć to będzie miała problem poźniej. A mnie pokłady cierpliwości rosną. Oboje się rozwijamy.

  • Piękne słowa, jak wiersz. Bardzo wzruszająca postawa mamy i dziecka. Jednak była to poważna sytuacja i stało się coś niespodziewanego, myślę, że zadziałał szok bardziej niż racjonalne myślenie.

  • Okiem Alexa

    Ta umiejętność opanowania sytuacji i właściwej reakcji to jedna z trudniejszych rzeczy jaką rodzic musi opanować.

  • Dominika Stachowiak

    Ja właśnie odebrałam mojego 9- letniego syna ze szkoły.dzis musiał odbyć swoją karę za wczorajszą boję z kolega. Mój syn , ten zawsze grzeczny i najlepszy w klasie wraz z trzema koleżankami bili innego chłopca. Przerażające prawda…..Uswiadomilo to mi, jak bardzo to kocham i jak bardzo nie chce żeby takie wydarzenie się powtorzylo….nie dlatego , że jest mi wstyd ale dlatego, że widziałam w oczach mojego syna tyle cierpienia i bólu ze nie chce żeby przez to musiał jeszcze raz przechodzić. Oprócz szkolnej kary nie dałam mu żadnej innej. W zamian za to przytulalam i calowalam na całego. Odbyliśmy chyba najdłuższa rozmowę świata o odpowiedzialności za własne czyny, o miłości do bliźniego, o szukaniu uznania i poklasku wśród koleżanek i kolegów. Rozmawiałam też ze szkołą…..no cóż rozmowa z synem chyba bardziej efektywna nazwę…..pozdrawiam

    • Nic tylko się cieszyć, że dziecko ma takich rozsądnych rodziców. Dziecko, które atakuje, to dziecko, które potrzebuje wsparcia, a nie odwetu. Potrzebuje kogoś, kto mu pokaże, że można inaczej zareagować i kogoś, kto z nim o tym porozmawia. Natomiast co do szkoły, to niestety tutaj już bywa różnie…

  • Ela Łabaj

    Ja co prawda nie mam dzieci, ale mam dwa koty. I młodszego rodzeństwo. I znajomych. Musiało to w pewien sposób do mnie dotrzeć, ale zakodowałam sobie myślenie „istoty żywe, są ważniejsze niż przedmioty” i staram się działać według niej. Siostra w złości lub przez przypadek zniszczyła moją własność? Kot podrapał całkiem nową torebkę, albo zwymiotował na łóżku? Nie warto przedkładać przedmiotów nad ludzi (i zwierzęta), warto zrozumieć i okazać to zrozumienie.