Ojciec spędził dwa dni z dziećmi i się zmęczył – „szokujące” wyznanie

Od jakiegoś czasu po zagranicznych stronach krążył pewien otwarty list ojca (oryginalna wersja przebiła 110.000 udostępnień!), który został sam z dziećmi na dwa dni i NAGLE zrozumiał całe rodzicielstwo w każdym jego calu, wyrażając jednocześnie skruchę wobec swojej żony, której nie traktował tak jak powinien.

Pozwoliłem sobie więc w lekko żartobliwy sposób skomentować ten list (chociaż zakończenie już takie żartobliwe bynajmniej nie jest).

List zmęczonego ojca

„Moja Kochana,

Dwa dni temu pokłóciliśmy się. Wróciłem do domu zmęczony. Była godzina dwudziesta, i wszystko, o czym marzyłem, to tylko usiąść w fotelu, odpocząć, obejrzeć mecz.

Kiedy cię zobaczyłem, byłaś wyczerpana i w złym nastroju. Dzieci walczyły ze sobą, a potem młodsze długo płakało, gdy starałaś się je uśpić.  Chciałem to zagłuszyć, podkręcając dźwięk telewizora.”

Zobaczył wyczerpaną żonę, która była w złym nastroju, a do tego dzieci wchodziły jej na głowę i nie chciały zasnąć, więc postanowił podkręcić dźwięk telewizora. Empatia poziom milion, brawo ty. Zresztą inteligencja też wysoka, bo nic tak nie pomaga zasnąć dziecku, jak ryczący telewizor.

„„Nie zabiłoby cię to, gdybyś bardziej zaangażował się w wychowanie swoich dzieci” – powiedziałaś do mnie zdenerwowana i ściszyłaś telewizor. Odpowiedziałem ze złością: „Spędziłem cały dzień w pracy, żebyś ty mogła zostać tutaj i bawić się domkiem dla lalek.” Potem było już tylko gorzej. Płakałaś, bo byłaś zła i zmęczona. Powiedziałem ci dużo okrutnych rzeczy. Wtedy krzyknęłaś, że więcej tego nie zniesiesz, wybiegłaś z domu z płaczem zostawiając mnie samego z dziećmi.”

Nie dziwię się absolutnie takiej reakcji żony. Domek dla lalek? A jak zaczęła płakać, to dopiero wtedy powiedział jej wiele okrutnych rzeczy? Rozumiem, że ten domek dla lalek, to okrutny nie był?

„Musiałem dać im kolację i położyć je spać.”

Normalnie owacje na stojąco.

„Następnego dnia nadal nie wracałaś, a ja byłem zmuszony prosić mojego szefa o dzień wolny, żeby zostać w domu i opiekować się naszymi synami.”

No tak to niestety działa.

„Doświadczyłem ich napadów złości i nieuzasadnionego płaczu.”

Ma dwójkę dzieci i to jest jego pierwszy raz kiedy się z tym spotyka? Im dalej, tym lepiej.

Doświadczyłem tego, co to znaczy biegać za nimi cały dzień, nie mając chwili wolnego nawet po to, żeby się wykąpać.”

Wykąpać? Ale w sensie, że wannie? W ciepłej wodzie? Może jeszcze z pianą? Przy małych dzieciach zdarzają się dni kiedy brakuje czasu, żeby się w spokoju wysikać, a temu się spa zachciewa.

„Doświadczyłem konieczności podgrzewania mleka, ubierania dziecka i posprzątania w kuchni w tym samym czasie.”

Doświadczyć życiowo to może sytuacja, w której dziecko trzeba ubierać trzy razy w ciągu 10 minut, bo co chwile brudzi się czymś innym, do tego nie chce żadnego z zaproponowanych posiłków i jeszcze krzyczy, że jest głodne, a gdy tylko sprzątniemy kuchnie, to okazuje się, że czysty salon, pokój dziecięcy i łazienka też nadają się już do sprzątania. To jest doświadczenie. To co on opisał, to jest szkółka niedzielna.

„Doświadczyłem tego uczucia, które się w tobie rodzi, kiedy jesteś tu z nimi zamknięta całymi dniami, a upłynęło ci tak już dobre kilka lat.”

Po dwóch dniach zrozumiał jak oto jest być z dziećmi przez kilka lat? Zrozumiał te wszystkie negatywne uczucia, które pojawiają się czasem u rodziców zostających z dziećmi w domu? Tą okresową bezsilność i bezradność, kiedy nie wiemy czy będziemy mieć dość siły, aby spędzić tak jeszcze jeden dzień? Tego wszystkiego doświadczył w ciągu zaledwie dwóch dni?!

„Doświadczyłem tego, jak to jest nie móc usiąść wygodnie przy stole, aby cieszyć się spokojnym posiłkiem, nie biegając gdzieś co chwila za dzieckiem.”

Są dni, kiedy możliwości spożycia czegokolwiek, co jest ciepłe i smakuje całkiem nieźle bywa wystarczającym luksusem przy dwójce małych dzieci. Siedzenie przy jedzeniu? Odchodzi się od tego.

„Doświadczyłem tego uczucia fizycznego i psychicznego wyczerpania, które powoduje, że ​marzysz o głębokim śnie. I wiem co to znaczy być zmuszonym wstać do płaczącego dziecka w takim stanie po zaledwie trzech godzinach snu.”

Mówić, że jest się wyczerpanym fizycznie i psychicznie po dwóch nocach, w których co jakiś czas budziły nas dzieci, to jak powiedzieć, że jest się taternikiem lub wręcz alpinistą, gdy jedyna górka na którą weszliśmy, to ta, z której jako dzieci zjeżdżaliśmy na sankach. Także bez żartów.

Nie mówiąc o tym, że pamiętam okresy, kiedy moim dzieciom wyżynały się zęby i trzy godziny nieprzerwanego snu wydawały mi się zbawieniem.

„Byłem dwa dni i dwie noce w „twojej skórze” i mogę ci powiedzieć, że rozumiem.”

A ja ci mogę powiedzieć, że nie rozumiesz.

„Rozumiem twoje zmęczenie.”

Nope. Guzik rozumiesz.

„Rozumiem, że bycie mamą to ciągłe poświęcenie.”

Nada. Dalej nie masz pojęcia o czym mówisz.

„Rozumiem, że to  jest bardziej męczące niż praca w firmie i podejmowanie decyzji finansowych.

Rozumiem twoją frustrację wynikającą z tego, że zrezygnowałaś ze swojej kariery i niezależności finansowej po to, żeby być z dziećmi i dla nich.”

A może twoja żona, drogi ojcze, lubi macierzyństwo bardziej, niż jakąś tam karierę? Może dla niej przyjemniejsze jest spędzanie czasu, ze swoimi ukochanymi dziećmi, zamiast w jakimś bezdusznym korpo? Może to jest właśnie to, co chce robić, a jedyne czego jej brakuje, to niewielkiego wsparcia?

Skąd to wszystko wiesz? W końcu treść tego listu doskonale pokazuje, że zbyt wiele ze sobą nie rozmawiacie.

„Rozumiem twoją niepewność, bo bezpieczeństwo materialne nie zależy już od ciebie, ale od twojego partnera.

Rozumiem, że tęsknisz za spotkaniami z przyjaciółmi, za chwilą dla siebie, za przespaną nocą. Wiem, jak trudne to może być, gdy jesteś sama i brak ci kontaktu z tym co, na zewnątrz, co „poza dziećmi”.”

To co powiesz na to, aby czasem z tymi dziećmi zostać i niech żona ma wychodne? W końcu mecz nie zając, a jak dzieci położysz, to może uda się zdążyć na drugą połowę.

„Rozumiem, kiedy denerwujesz się, gdy moja matka krytykuje sposób, w jaki wychowujesz nasze dzieci. Nikt poza tobą nie wie, co jest dla nich najlepsze.”

Nie stawanie w takiej sytuacji po stronie swojej żony, która zajmuje się twoimi ojcze dziećmi, jest lekko mówiąc nietaktem. Lekko mówiąc.

„Wiem, że twoja praca jest niedoceniania i bezcenna.”

To się na szczęście zmienia. Niestety nie za sprawą ludzi takich jak ty.

Piszę ten list nie tylko po to, żeby ci powiedzieć, że tęsknię za tobą, ale także dlatego, że nie chcę, by kolejny dzień minął, dzień, a ty nie dowiesz się najważniejszej rzeczy, którą chcę ci powiedzieć: Jesteś bardzo dzielna, radzisz sobie wspaniale, a ja cię podziwiam”. (źródło)

I tutaj jest w zasadzie jedyny akapit w całym liście, które akceptuję w całości takim jakim jest. Jest bardzo trafiony, bardzo ładny i bardzo na miejscu.

Niestety podczas całej lektury tego listu, jedna myśl nie mogła my wyjść z głowy:

Dlaczego ludzie przestają ze sobą rozmawiać?

Jakim cudem ten ojciec, bądź co bądź, dwójki dzieci, dowiedział się o tych wszystkich sprawach dopiero teraz? Dlaczego napisał, jak o czymś zupełnie nowym, że przygotowywał mleko? Że budził się w nocy? Dlaczego cokolwiek związanego z wychowaniem dzieci było dla niego takim zaskoczeniem? Gdzie on był przez ten cały czas? Dlaczego przychodząc z domu do pracy siadał przed telewizorem, kiedy dzieci jeszcze nie spały? Dlaczego nie pomagał swojej żonie? Czy bał się zaangażować, bo nie wiedział jak, a żona nigdy nie zasugerowała, że potrzebuje pomocy czy po prostu był wygodny?

Z drugiej strony dlaczego żona to tak długo trzymała w sobie? Dlaczego nie powiedziała mu, że potrzebuje odpoczynku? Żeby przejął dzieci czasami? Że ona powoli nie daje rady? Żeby pomógł w domu? Dlaczego postanowiła wziąć to wszystko na siebie, a później każdy kolejny obowiązek również? Dlaczego rezygnowała z siebie, na rzecz męża i dzieci? Czy nie wierzyła w to, że on by sobie z tym poradził czy może nie wierzyła, że dałoby to jakikolwiek efekt?

Nie rzucam tutaj żadnych oskarżeń, lecz po prostu się zastanawiam. Dlaczego ludzie przestają ze sobą rozmawiać o rzeczach przecież dla nich niezwykle ważnych, bo dotyczących ich samych i ich rodzin? Dlaczego on nie zapytał? Dlaczego ona nic nie powiedziała? Dlaczego żadne z nich nie zauważyło dokąd to zmierza?

Rozmowa naprawdę może zdziałać cuda

Wystarczyłaby czasami nawet jedna strona, która zainicjowałaby rozmowę.

„Widzę, że jesteś zmęczona. Jak mogę pomóc?” – mógł zapytać mąż.

„To staje się dla mnie zbyt ciężkie. Potrzebuję pomocy.” – mogła powiedzieć żona.

Ludzie łączą się w pary, z pewnych konkretnych powodów. Chcą ze sobą być. Kochają się. Są gotowi zrobić wszystko dla tej drugiej osoby. Wiedzą, że mogą na sobie polegać i wierzą w siebie. Wiedzą, że ta druga osoba będzie dla nich wsparciem, gdy nadejdą cięższe chwile.

Jednak po latach związku, w natłoku codziennych spraw, zdarza nam się o tym zapomnieć. Motylki z brzucha uciekają i zostaje nam szara codzienność. Już nie mąż i żona, tylko on i ona albo nawet mój stary i moja stara. Dzieci, praca, znajomi, telewizja, wszystko inne staje się ważniejsze i zaczyna brakować czasu na chociażby zwykłą rozmowę. A jeśli już rozmawiamy to nie o naszych marzeniach czy o naszych obawach i nie o tym, że jest nam ciężko czy że chcemy coś zmienić. Jeśli już rozmawiamy, to jedynie o tym co trzeba naprawić w domu, czy o tym co trzeba kupić w sklepie. Zamiast podążania za wspólnymi marzeniami, podążamy do spożywczego.

Nie róbmy sobie tego

Rozmawiajmy ze sobą, chociażby trzeba było ten czas na rozmowę wyrwać siłą. Powiedzmy sobie nawzajem o tym, o czym marzymy i o tym, czego się boimy. Przyznajmy czasem przed sobą i przed partnerem, że jest nam ciężko, że jesteśmy zmęczeni. Zapytajmy się drugiej osoby czy nie potrzebuje w czymś naszej pomocy. W końcu to dalej jest ta sama osoba, dla której byliśmy gotowi zarwać jedną noc za drugą, aby dzielić się wszystkim, co było ważne w naszym życiu i z którą mogliśmy rozmawiać bez końca. To dalej jest ta sama osoba, za którą byliśmy gotowi pojechać nawet na koniec świata. Dlaczego więc teraz, nie mielibyśmy zrobić tego samego?

W przypadku powyższego listu ojca, wydaje mi się, że wystarczyłaby rozmowa, aby ojciec nie stał się gościem w życiu swoich dzieci i aby matka nie znalazła się w sytuacji, w której musiała uciec z domu, aby nie oszaleć.

Nawet jeśli w danej rodzinie sytuacja nie jest aż tak krytyczna, to jednak na pewno nie zaszkodzi spędzenie chwili razem na rozmowie. Wiem też, że rozmowa w dzisiejszych czasach nie jest ani „trendy” ani „cool” i raczej nie przyniesie nam również korzyści finansowych, ale jednak wydaje mi się, że są rzeczy, które się opłaca i są rzeczy, które warto. Rozmowa jest moim zdaniem jedną z tych, które warto.

Miłość nie istnieje wtedy, gdy robimy coś dla drugiej osoby, aby ona zrobiła coś dla nas. To jest biznes. Miłość istnieje wtedy, gdy robimy coś dla drugiej osoby, ponieważ chcemy to dla niej zrobić i chcemy sprawić jej przyjemność.

Prawa do zdjęcia należą do Tony.

  • Zastanawiam sie czy autor listu dostal owacje na stojaco? Zartuje :-) widzisz u nas mimo wsparcia meza,jego realnego uczestnictwa w wychowaniu corki i mojej [przenkszonej] juz ciazy bywaja dni,kiedy mam ochote wystrzelic sie w kosmos. Sikamy od pol roku przy otwartych drzwiach i w asyscie… weekendami o 6wlaczamy godzine bajki,zeby choc troche dospac. Czasem zamiast obiadu jest slodka bulka. Mamy siebie, jednych dziadkow z doskoku 2 razy w msc. Na kilka godzin. Moj maz pyta co pomoc,sam zacza wiecej dawac z siebie bez proszenia. Sytuacja o niebo sie poprawila. Nie jest moze o wiele lzej,ale sama mysl,ze on rozumie,wie I wspiera juz mocno wystarcza.:-)

  • Eh..

    Do rozmowy są potrzebne dwie osoby.. Czasem matka/żona prowadzi monolog który prowadzi donikąd…O uczuciach warto rozmaiwac, uważam że nawet trzeba… Ale niestety muszę w tym uczestniczyć dwie osoby…

  • Chochlik

    Z listu wynika, że facet był jednym z tych, którzy w domu jedynie siadają przed telewizorem z piwem w ręku mając w nosie resztę rodziny.. Ojciec roku, brawo :D Myślę, że na takiego nie działają rozmowy i argumenty „potrzebuję pomocy”-taki musi dostać mocnego kopa w tyłek, wstrząsu, żeby zobaczyć jak powinien się zachować.

  • Dowcip mi się przypomniał:

    Mąż: Kochanie, umówiłem się na wazektomię, doktor powiedział, że mogłaby się odbyć już w przyszły czwartek.
    Żona: Kochanie, nie przesadzaj, zostałeś z nimi tylko na jedno popołudnie…

  • Monika Stech

    Zgadzam się z Tobą w 100% Tato!!!! :) Rozmowa ,rozmowa, rozmowa … I mężczyzna u boku taki ,który będzie rozumiał ,wspierał i pomagał! Ileż ja mam koleżanek ,których mężowie nawet prania nie rozwieszą ,nie mówiąc o posprzątaniu itd … To rola kobiety! Według takich … Mam męża za granicą nic strasznego 2tyg poza domem, wróci na week ,znowu jedzie na 2tyg i wraca na tyle samo, pełne 2 tygodnie laby! Dla mnie ofkors :D Jak ja czekam na ten czas aż on wróci! Nigdy mi nie powiedział ,że „był w pracy i teraz przyjechał odpocząć” – NIGDY! Ten czas wolny daję mi … To ja mogę dłużej pospać ,on porozwozi dzieci , obudzi na śniadanie i przygotuje obiad … Wykąpie dzieci i poczyta im bajki na dobranoc . Nie wiem od czego to zależy Tato od Waszego ,męskiego charakteru czy wychowania? Bo wydaję mi się ,że Ty też jesteś takim właśnie mężem/ojcem „idealnym” jak i mój mąż ,którego nie mogłam sobie lepszego wymarzyć … Przy takim mężczyźnie wiem ,że się zestarzeję z uśmiechem ,trochę siwa haha bo czasami człowiek różne myśli ma w pojedynkę ,ale za to ten czas kiedy jest się RAZEM jest najcudowniejszy !!! Pozdrawiam Cię Tato :) PS. Bardzo lubię Cię czytać :D :P

  • Ewa Bednarczyk

    Temat rzeka. A swoją drogą. Po tygodniu by nabrał takiej wprawy i ogarnięcia, że pewnie na zgodę pyknął by kolejne ;-). Fakt jest nam ciężko w pierwszym latach ale dzieci to najlepsze co mogło mnie spotkać, to najlepsza inwestycja i najlepsza decyzjia jaką podjęliśmy. I choć kawa to moje drugie imię a trzecie to synu uważaj! Nie zastąpiłabym tych chwil za nic na świecie! Są ciemne i jasne strony bycia rodzicem. Jako optymistka twierdzę, że nic tak nie zmienia i szlifuje charakteru jak dziecko ;-)

    • „Po tygodniu by nabrał takiej wprawy i ogarnięcia, że pewnie na zgodę pyknął by kolejne” doskonałe :D

  • Ala

    Mój mąż pomaga ile może. Wiadomo, że cały dzień jestem tylko ja i dziecko, ale wieczorami, po powrocie z pracy, po prostu przejmuje syna. W nocy też już wstaje (wcześniej tego nie robił, bo zazwyczaj chodziło o podanie piersi). Ostatnio został na 2 dni sam. Wylądowałam w szpitalu i byłam spokojna, że sobie poradzi. Niestety praca się tak ułożyła, że musiał nadrabiać nocami albo z dzieckiem wisieć na telefonie, ale dał radę. Przy czym babcia wiedziała lepiej, że należy do niej przywieźć dziecko i zostawić na ten czas (w tym na noc), że sobie nie poradzi, bo jest facetem :o Szok i niedowierzanie. Dziecko ma 15 mies. i miało zostać z osobą, którą widzi 3 razy w miesiącu (dość daleko od siebie mieszkamy), być bez mamy, z którą spędza każdy dzień, bez taty, który jest mu najbliższy zaraz po mamie, w obcym miejscu zasypiać i się budzić i to tylko dlatego, że tata jest facetem? Babcia nie do końca rozumiała argumenty przeciw takiemu rozwiązaniu :/ A dziecku chyba bardzo spodobała się zamiana ról, bo nawet rączek nie wyciągnął do mnie po powrocie :(
    Od początku mąż uczestniczył w obowiązkach związanych z dzieckiem – już w szpitalu przewijał. Oczywiście, że pewne rzeczy robił inaczej niż ja, ale czy to znaczy, że gorzej? Zauważyłam, że kobiety czasami separują tatusiów, bo chcą żeby było dokładnie tak jak one robią i że one zrobią najlepiej. Ja wyszłam z założenia, że liczy się efekt końcowy, a nie poszczególne etapy wykonania.
    Mamy – pozwólcie tatusiom włączyć się w wychowanie dzieci, tatusiowie – chciejcie i róbcie (tylko z głową ;)) – nie jesteście gorszym rodzicem :)

  • Adam Banaszak

    Ciekawe, ze komentarze sa tylko kobiet. Dorzuce swoje 3 grosze zatem. W pelni sie zgadzam z tym co powyzej napisane, zwlaszcza z ostatnim akapitem. Przy czym sam nie swiece raczej dobrym przykladem (ale sam fakt, ze o tym wiem juz cos znaczy prawda?)

    A co do tego goscia, to szkoda nawet komentowac, bo zal dupe sciska. Po angielsku powiedzialoby sie ‚pussy’.

    • weronika

      „(ale sam fakt, ze o tym wiem juz cos znaczy prawda?)”
      Pfffff
      Nie.

      • Adam Banaszak

        no tak, bo przecież wszyscy czytający ten blog są tacy zajebiście perfekcyjni, że za to, że ktoś się przyznaje do niedoskonałości trzeba gościa wyśmiać…

        Żal…

        • Nie chodzi o wyśmiewanie. W moim związku każde takie „przyznanie się do niedoskonałości” to usprawiedliwienie się, które ma zamknąć sprawę pomagania mi. Mniej więcej na zasadzie: „nie jestem doskonały, sorry. Inaczej na pewno bym pomógł”. Sądzę, że w zbyt wielu domach jest podobnie.

          • Gosia Promińska

            Zgadzam się – u mnie też tak jest. „Nie jestem doskonały, nie radzę sobie z ojcostwem i musisz sobie z tym poradzić”. Nikt nie pyta, czy ja czuję się doskonała – bo nie czuję. Tylko mnie nikt nie dał wyboru i muszę sobie poradzić. Więc jeżeli już wiesz, że powinieneś się poprawić – to zacznij pracę nad tym jak najszybciej ;-)

        • weronika

          Sam fakt, że o tym wiesz, a dalej nie świecisz przykładem, to tylko gorzej o tobie świadczy, a nie lepiej.

          Weź zobacz to na takim przykładzie:
          „Wiem, że powinnam zmienić dziecku pieluchę. Co prawda nie robię tego, tyłek się odparza, dziecko płacze, no ale ja przynajmniej wiem, że powinnam – to już coś, nie?”
          NIE.

          • Adam Banaszak

            Zeby sie zmienic najpierw trzeba sobie uswiadomic i zrozumiec co sie robi zle. Tylko tyle i az tyle. Nie porownuj zmiany ludzkiej psychiki i cech osobowosci do zmiany pieluchy

    • Anna Marta

      To wkurza jeszcze bardziej.Moj maz tez mi tak mowi”ja to chociaz zdaje sobie sprawe,inni nawet sobie nie zdaja sprawy”.I mnie to boli jeszcze bardziej,bo to znaczy,ze wie doskonale,ze powinien cos zrobic i decyduje,ze jednak nie zrobi.

  • Ewelina Żmuda

    Gdyby od początku jej pomagał nie byłoby tej rozmowy wogóle.Jeśli to można nazwać rozmową. Czemu wcześniej nie poprosiła go o pomoc? Facetom wydaje się nieraz że jak on pracuje to nie musi nic robić w domu. A g.. prawda! Matki w domu nie leżą i nie pachną, też mają prawo do odpoczynku, a tata powinien uczestniczyc aktywnie w wychowywaniu dziecka. Nie wylegiwać się przed tv. Boże takiego bym za drzwi wyrzuciła z kopniakiem w tyłek. Po każdym takim tekście doceniam mojego męża, który od pierwszych dni po urodzeniu córki uczestniczy w wychowaniu, wstawał nawet w nocy do 1 karmienia i odciążał mnie żebym mogła pospać sobie :) i chodził do pracy i opiekował się córką.

    • Weź pod uwagę, że czasami trzeba zwerbalizować swoje potrzeby, bo druga strona może ich nie znać/nie dostrzegać. To raz. Dwa, zdarza się też, że kobieta przez wiele miesięcy uważa, że ona sobie sama poradzi i że pomocy nie potrzebuje, a facet przy dzieciach to by jej pewnie jeszcze przeszkadzał tylko. Więc to nie do końca jest takie czarno-białe.

      • Ewelina Żmuda

        Masz rację. Ale mimo to uważam za oczywistość to, że facet od początku ma uczestniczyć w wychowywaniu dziecka i nie pytać się kobiety czy da sobie radę sama, czy potrzebuje jego pomocy. No tak po prostu. W końcu jest ojcem. Wiem że są kobiety, które nie dadzą sobie pomóc bo one wszystko wiedzą, umieją najlepiej, ale to już na własne życzenie gotują sobie taką harówkę. Nie da się tak żyć na dłuższą metę.

  • Katarzyna Trudnos

    A żeby to takie piękne było.. gorzej jak się mówi, a tam niestety nie dociera.. można prosić, można padać na nos, można płakać, można w pewnym momencie opaść kompletnie z sił i „olać” po raz wtóry wylany soczek/jogurt/ jedzenie/przyklejone lizaki na własnym siedzeniu. czekoladę we włosach/ żelki na spodniach i siedząc załamywać ręce, a druga strona tylko wejdzie po pracy i powie czemu tu tak brudno…
    Niestety ( a może i „stety”) takie rzeczy docierają nie tylko gdy jest rozmowa, ale także gdy druga strona jest więcej obecna w domu niż jej nie ma. Zaczyna wtedy widzieć, że to nie jest „użalanie” ,”lenistwo”, „słabość”, czy „niechęć”, a realne problemy i frustracje. Bo jak tu nie paść na twarz gdy po 1,5h sprzątania w 5 min wygląda jak po tornadzie,a 3 latek wpadł na genialny pomysł smarowania farbką parkietu podczas naszej wizyty na siku trwającej góra n-sekund ;)
    I celowo nie uwzględniłam podział „na strony”, bo nie zawsze to kobieta zostaje z dziećmi w domu, a role mogą się odwrócić, może nie będzie to wieczorne piwo i meczyk, a np. kawa i serial ;)

    • W takim uświadamianiu drugiej strony niezwykle skuteczne bywają weekendy :)

      • Katarzyna Trudnos

        Weekendy i wieczory podczas gdy ten nie pracujący -siedzacy z dziecmi spokojnie wymyka sie do kina na jakże późną godzinę 19stą ;)

    • Kasia Żądło

      Kawał mi przypomnialas :)
      Mąż wraca z pracy: kochanie czemu w domu nie jest czysto skoro Ty tu ciągle siedzisz?
      Zona: kochanie czemu nie jesteśmy milionerami, skoro Ty ciągle pracujesz?

      • Katarzyna Trudnos

        Haha dokładnie ! :D

    • Anna Marta

      Oj tak,tak to niestety wyglada :( Mozna sobie a i tak nic nie dociera…

  • Piuus

    „Siedzenie przy jedzeniu? Odchodzi się od tego.” Bardzo trafne?
    Na poważnie, dzielenie się obowiązkami przy dzieciach czy ogólnij w domu, w życiu, pozwala nie dopuścić do takiej sytuacji jak w liście. Tylko trzeba to sobie powiedzieć od razu i pilnować tego. Wychodzić wieczorem, a czasem wziąć opiekunkę i wyjść razem, o zgrozo! Jest wtedy czas żeby pogadać o tych marzeniach, lękach, planach…

    • To jest właśnie najgorsze, jak ktoś tak trzyma wszystko w sobie i ta druga osoba nawet nie wie, że coś nie gra. Rozmowa, rozmowa i rozmowa :)

  • Jan Mikielewicz

    Ciężko mi uwierzyć że ten list jest autentyczny. Nagłe olśnienie w dwa dni? Z poziomu kompletnej ignorancji do głębokiej i bogatej we wnioski refleksji. JAKBY MIAŁ NA TO CZAS W TAKIM PRZYPADKU! To raczej list DO niż OD takiego ojca. Za to komentarze do tego listu dawały większe wrażenie głębokiej frustracji niż błyskotliwych uwag. Wyjątkowo zniechęcające, bo frustracji mam wystarczająco dużo w sobie. Mimo wszystko absolutnie zgadzam się z przesłaniem tego wpisu. Jako ojciec który w tej chwili praktycznie samotnie wychowuje swojego syna wiem jak ważna jest rozmowa. Chociaż nie tylko sama rozmowa jest ważna ale też konieczne jest umieć rozmawiać (ciągłe uwagi i pretensje do niczego specjalnie nie prowadzą). Rozmawiać puki jeszcze jest na to czas!!!

  • Ana My

    Dlaczego? Ponieważ powielali złe wzorce, ich rodzice nie pokazali im jak cudownie jest być w związku RAZEM. Na nas spoczywa ważne zadanie by pokazac i przekazać naszym dzieciom jakie powinny być dobre relacje w rodzinie. Wychowanie przez przykład.

  • Justyna

    Tak strasznie nie lubię wyrażenia „ojciec/mąż pomaga/nie pomaga”. Przecież wspólne są dzieci, wspólny jest dom, a zatem wspólne są obowiązki. Mnie mąż „nie pomaga” – on zajmuje się dziećmi – tak jak rodzic powinien zająć się dzieckiem, niezależnie od płci (rodzica). Niezależnie od tego czy akurat wychodzi do pracy, czy z niej wraca. Dzielimy się obowiązkami domowymi, no bo helooł, nikt dla nikogo służbą nie jest. A egzystencja ta sama. Dla mnie to było od zawsze oczywiste, dla własnego komfortu psychicznego i fizycznego (a co!). Może dlatego, że pierwsze dzieci to bliźniaki. Ten kto ma ten wie jaki to armagedon jest. W rodzinach gdzie pojawia się 2 dziecko, wtedy gdy to pierwsze nie ma więcej niż 3 lata, zaczyna się szkoła życia. Jedni wychodzą zwycięsko, drudzy jak wyżej…

  • Kasia Żądło

    Może i rozmowa nie jest już trendy czy cool, mimo to jest to cos na co z niecierpliwością czekam każdego dnia gdy mąż wraca z pracy. Mąż narzeka na swoją prace, ja na swoją (w domu z dwójką dzieci plus 3 w brzuchu) i jakoś sobie wspolczujemy, doradzamy, poprawiamy humor. Ja wiem co się dzieje u niego, on wie co u mnie, i najważniejsze opowiadom mu co u dzieci się wydarzylo. Dla mnie bycie rodzina to bycie razem, to wiedza o najważniejszych ludziach w moim zyciu.

  • Miałam podobne przemyślenia jak czytałam ten list. I kiedy czytałam opowiastkę filozoficzną o matce, która wszystko w domu ogarnia i jest taka wspaniała, bo wszystko robi. sama Mierzi mnie to. Nie, nie mierzi. Wkurwia.
    Dorośli ludzie, zamiast ze sobą rozmawiać, współpracować, pomagać sobie olewają siebie i albo robią z siebie męczenników, albo w chwili przebłysku, BAM, robią z siebie genialnych, oświeconych, którzy zbłądzili ale teraz już wiedzą jak jest ciężko. Sranie w banie będzie wiosna. Zamiast czekać na olśnienie może wypadałoby po prostu wrzucić na luz i otwarcie poprosić o pomoc/zaangażowanie w codzienność, która zazwyczaj nie jest cukierkowa?

  • human

    Mój post chyba trochę będzie odstawał od całości, tzn. od przesłania artykułu i rozczulających się nad nim pozostałych komentarzy, że super, że zgadzam się w 100% i takie tam. A ja się nie zgadzam.
    Jestem mężem, ojcem czwórki dzieci. Kocham moją żonę, dzieci też. Oni kochają mnie. Czyli jest git. Rodzina jest faktycznie dla mnie całym światem (oprócz fajnej pracy, motoryzacji i jeszcze kilku innych rzeczy:)), chociaż nie zawsze zdaję sobie z tego sprawę, tzn. nie czuję tego, tak całym sobą:). Zwłaszcza wtedy kiedy po naprawdę ciężkim dniu wracam do domu o 20 i jedyne o czym marzę to zalec przed TV…(O kurde, to jak ten gościu z listu!!) Nie mam niestety (stety?) takiego komfortu żeby żona ogarniała wszystkich przed moim przyjściem (o zgrozo! jak ona miałaby to zrobić?) i wspólnie kładziemy dzieciaki spać. Wtedy właśnie nie czuję całym sobą jak bardzo ich kocham, nawet wtedy kiedy syn siedzi mi na kolanach i czytam mu bajkę, bo po prostu chcę się walnąć przed telewizorem albo pójść spać! Boszzz, co ja piszę, chyba zostanę zlinczowany!
    Tak naprawdę żona często kładła dzieci sama do łóżek. Jak byłem w delegacji. Ale ja też całą czwórkę ogarniałem sam. I nie było to takie straszne!
    Naprawdę ich kocham:). I wiem że miłość to nie tylko uczucie. I parę innych rzeczy też wiem. Z życia, bo sam czegoś doświadczyłem. Z książek, które musiałem znaleźć sam lub podsunęła mi je żona, bo w szkole nie uczyli co to miłość, rodzina, jak wychowywać dzieci, jak sobie radzić z kryzysami, a od swoich mamy i taty nie zawsze miałem szansę usłyszeć coś mądrego.
    I rzygać mi się chce jak czytam w kółko artykuły jak powyższy, że mąż powinien pomagać żonie!
    Że powinien ją wspierać! Że trochę wsparcia i już byłoby git!
    Co za bzdury! Mąż nie jest od wspierania, tylko od wspólnego z żoną przeżywania życia, wspólnego wychowywania dzieci, a nie od pomagania! To nie gosposia czy niańka, one są od pomocy. A dlaczego nie czytamy że to żona powinna pomagać mężowi?? Że jak zmęczony mąż po pracy wraca do domu to można by go jakoś wesprzeć?? – „Kochanie, może piwko, a ja skoczę szybciutko umyję dzieciaki! Tylko nie usypiaj, bo jak skończę to chcę ci jeszcze zrobić dobrze!:)”

    Mamy z żoną układ tradycyjny, tak krytykowany z tego co obserwuję obecnie, czyli ja zarabiam na dom, a żona ten dom prowadzi. I zdarza się tak, na szczęście rzadko, że wracam do domu już jak dzieciaki śpią! Czyli nie pomagam żonie przy dzieciach! Nie wspieram jej! A ja się grzecznie pytam jak?? Kiedy??
    Jaka jest w tym wina męża, że spędzając 5 dni w tygodniu w pracy, czyli większość swojego życia nie licząc snu (tak tak, tak to jest!) jest „mniej zaangażowany” w wychowanie dzieci niż żona która prowadzi dom? A jaka jest definicja pomagania/ wspierania żony? Czy godzina dziennie wystarczy czy może dwie?? Są to bezsensowne, jałowe dyskusje ludzi, którzy szukają odpowiedzi na takie pytania od innych, zamiast udzielić jej sobie sami.
    Nie ma nic w tym złego jeśli żona pozwoli mężowi pooglądać telewizję a sama położy wieczorem dzieci spać! To będzie olbrzymie wsparcie dla niego! Oczywiście innym razem może, a nawet powinno być na odwrót.
    U nas to moja żona spina wszystko do kupy, dzięki niej w domu i u dzieciaków w szkole i przedszkolu wszystko jakoś się kręci i jest OK. Czy to źle że tak jest, tzn. wina faceta, że żona więcej czasu poświęca na dom i wychowanie dzieci, kiedy mąż w tym czasie pracuje zarobkowo?
    Skoro tak się akurat ktoś umówił to tak po prostu jest! Wiem wiem, nie o to chodzi, chodzi o wsparcie…
    Może być inaczej i tak jest dziś niestety najczęściej, tzn. ona i on do pracy na 8-12 h, a dzieci wychowuje pani przedszkolanka i opiekunka. Jakiś dramat… I wszyscy mówią że inaczej się nie da. Cóż, taki mamy klimat…
    Natomiast pisanie, podawanie tego jako przykład że mąż się tak zachował że żona musiała wyjść na dwa dni (sic!) żeby ochłonąć to jakaś bzdura. Nie rozumiem ani autora listu, ani autora powyższego wpisu. A czemu to mąż nie wyszedł pierwszy? Albo czemu nie wyszedł zaraz po żonie w przekonaniu że ona zaraz wróci? O czym ona myślała będąc dwa dni poza domem? Nie martwiła się o dzieci? Zostawiając je z ojcem który do tej pory nic przy nich nie robił? To się kupy nie trzyma, a z tego cała historia, i artykuły, wpisy, i komentarze, o jejejej…
    Równie dobrze można roztrząsać przykłady małżeństw zakończonych rozwodem i jak w takiej sytuacji pomóc dziecku…

    Najważniejsze w tym miejscu, gdzie się pisze że mężowie powinni wspierać żony w wychowaniu dzieci (gdy mąż pracuje zarobkowo a żona prowadzi dom) i inne takie farmazony (jak już pisałem dzieci wychowuje się wspólnie, z uwzględnieniem tego że doba ma 24h, facet po powrocie do domu z pracy może padać na pysk, a dzieci żona może danego dnia bez szkody dla ich relacji z tatą położyć spać o 19:30 – czy ja naprawdę nie zostanę zlinczowany?):
    Faceci to nie jakieś cyborgi które po 14 godzinach w robocie wpadają radośnie do domu, codziennie z bukietem innych kwiatów, i pytają się na progu żony w czym jej pomóc!
    Po prostu! Oni sami też czasem potrzebują wsparcia – właśnie psychicznego, rozmowy i takie tam! Jeśli ma być wsparciem dla swojej żony, a sam takiego wsparcia też potrzebuje, to musi to iść w obie strony! Czemu nikt o tym nie pisze??
    Nie mówię oczywiście o tym że wzajemne wspieranie się i rozmowy są niemożliwe, ale czasami jak czytam artykuły w necie czy słucham rozmów to odnoszę wrażenie że od facetów oczekuje się Eichelbergera i Schwarzeneggera w jednym!

    Epilog – od którego zaczynałem ten wpis:
    Założenia: list ojca jest autentyczny (w co tak naprawdę szczerze wątpię).
    A jeżeli nie jest autentyczny, tylko to zwykła LIPA, to i ten artykuł jest bez sensu.
    Owszem, porusza ważkie tematy, ale posługuje się złymi przykładami.
    Żona po kłótni z mężem wychodzi z domu i zostawia dzieci na dwa dni – żeby ochłonąć??
    Dwie godziny rozumiem, jak mąż jest niezłym dupkiem, ale dwa dni?? Come on!
    To chyba zła kobieta była:)

    p.s. Mężczyźni rządzą światem, a kobiety rządzą mężczyznami:).

    Dochodzi czwarta w nocy, czy to co napisałem w ogóle ma jakiś sens?

    • Tylko, że ja się z Tobą zgadzam. Związek to partnerstwo, a nie pomaganie sobie. I układ, w którym obie strony są zadowolone, to najlepszy układ jaki może być. Więc rozumiem chęć przekazania swojego zdania, ale ono wcale nie jest tak różne od mojego, jak mniemam wydawało Ci się :)