Odkąd wprowadziliśmy to w życie, czuję dużo większy luz i przyjemność w byciu rodzicem

Jak się okazało, bardzo tego potrzebowaliśmy.

Rodzinny weekend, który skłonił do przemyśleń

Jakiś czas temu mieliśmy przyjemność spędzić weekend u znajomych i przyznam, że dawno sobie tak rodzinnie nie odpoczęliśmy w większym gronie. Rodzinnie czyli znajdując czas zarówno dla dzieci, dla znajomych, jak i dla siebie. Wtedy też zaczęliśmy się zastanawiać co przeważyło o tym, że oboje tak to właśnie odczuliśmy. Wtedy też moja żona nazwała to, z czym ja sam bardzo się zgadzałem:

– Tego właśnie potrzebowałam. Czasu w towarzystwie normalnych rodziców, którzy nie udają na każdym kroku idealnych, którzy nie oszukują samych siebie, że rodzicielstwo to tylko cudowne chwile i którzy nie patrzą się na ciebie krzywo za każdym razem, gdy twoje dziecko zrobi czy powie coś nie tak jak powinno. 

Wydaje mi się wręcz, że każdy z nas rodziców właśnie tego czasami potrzebuje.

W końcu na co dzień tego nie doświadczymy

Nie raz słyszałem jak ktoś przy zwykłej wizycie w sklepie czuł na sobie negatywnie oceniające spojrzenia obcych ludzi, bo dziecko robiło coś nie tak. A to dlatego, że dziecko płakało, bo chciało jakąś zabawkę, a to chciało coś słodkiego, a to było marudne, bo było już późno i czuło zmęczenie. Niemniej dla osób postronnych powód nie ma znaczenia. Jak tylko dziecko nie prezentuje się jak z okładki kolorowych czasopism, to zaraz jest, że niegrzeczny gówniarz, a rodzice to pewnie patologia.

Zresztą widujemy te spojrzenia również na placach zabaw, widujemy je podczas spacerów, a niektórzy z nas widują je niestety także w domu.

To nie jest normalne i tak nie da się żyć przez cały czas

Oczywiście, że najlepiej jest nie reagować i uprzejmie takie spojrzenia czy też komentarze ignorować, ale jesteśmy tylko ludźmi i my też możemy mieć czasem dość. Też potrzebujemy czasami chwili wytchnienia czy też sygnału, że wszystko z nami i z naszymi dziećmi w porządku (nawet jeśli są momenty, w których na to nie wygląda). Rozmowy z kimś, kto usiądzie obok, poklepie nas po plecach i powie:

– To jest normalne. Wszyscy mamy czasami chwile, w których mamy dość. Jedyna różnica polega na tym, że niektórzy lepiej się z tym ukrywają.

Ja jednak ukrywać się nie zamierzam

Zresztą cały mój profil na Facebooku o tym świadczy. I chociaż dziwią mnie komentarze w stylu: „To najbardziej depresyjny obrazek! Jak ludzie będą oglądać takie rzeczy, to na pewno nie będą chcieli mieć dzieci!”, gdy wrzucam coś takiego:

To jednak widzę, że zdecydowana większość z was również ma dość tej idealności, która wylewa się z mediów. Idealnych dzieci, idealnych uśmiechów i idealnych rodziców, którzy na każdym spacerze wyglądają jak milion dolarów. Oczywiście nie chodzi o to, żeby cały czas się zamartwiać i narzekać jak to nam jest ciężko, a jedynie o to, aby znaleźć jakąś zdrową równowagę.

Bez tego, ludzie „kupieni” taką idealną wizją są później mocno zaskoczeni, że to wszystko w rzeczywistości jednak wcale tak nie wygląda jak obiecywano. Że jak się nie śpi trzecią noc z rzędu, bo dziecko ma kolki, to wygląda się nie jak milion dolarów, ale raczej jak jednodolarówka i to taka mocno zmięta. Albo że dziecięca kupa to jednak śmierdzi, że dzieci potrafią krzyczeć i walczyć o swoje, a obowiązków jest tyle, że zmęczenie potrafi być stanem permanentnym. I co wtedy?

Wtedy właśnie potrzebujemy odpowiedniej osoby na odpowiednim miejscu

Kogoś kto nie zwróci specjalnej uwagi na to, że nasze dzieci czasami się kłócą, ani tym bardziej nie będzie nas oceniał przez ten pryzmat, bo wie, że to sprawa między nimi i w pewnym momencie rodzice muszą dzieciom pozwolić samodzielnie rozwiązać niektóre konflikty.

Kogoś kto wysłucha nas, gdy powiemy mu, że to wszystko jest cięższe niż wyglądało. Gdy ponarzekamy trochę na nasze dzieci, które znowu rozlały mleko, rozbiły doniczkę czy popisały ścianę. Gdy wyżalimy się, że nie mamy czasu na żadne swoje przyjemności, bo nawet jak coś zaplanujemy, to zasypiamy pięć minut po tym jak dzieci padną.

Kogoś kto nie powie nam: „a czegoś się spodziewał?”, „na pewno nie jest tak źle, w końcu siedzisz cały dzień w domu” czy „moja mama wychowała siedemnaścioro dzieci i nigdy nie narzekała”, tylko spokojnie nas wysłucha, bo wie, że musimy się wygadać i wie też, że zrobilibyśmy dla niego to samo.

Ja sam po takiej rozmowie bardzo często widzę, że to na co narzekam, to tak naprawdę ułamek całego obrazu rodzicielstwa i w zasadzie niepotrzebnie się w ogóle na nim skupiam.

Dlatego bardzo istotne jest, aby takie osoby znaleźć

To może być żona, mąż, rodzice, przyjaciele z dawnych lat, a także ci całkiem nowi. Nie ukrywam, że najłatwiej taką nić porozumienia nawiązać z innymi rodzicami, którzy wyznają podobne do naszych zasady, ale nie jest to reguła. Może też być tak, że aby znaleźć takich ludzi będziemy musieli wyjść trochę dalej, poza znane nam obszary: np. do jakichś klubów rodzica czy innych podobnych miejsc. Niemniej z tego co widzę, zdecydowanie warto jest się tego podjąć.

Zresztą nie ukrywam – wybranie do naszej rodzinnej „wioski wsparcia” (jak to niektórzy określają i bardzo mi się ta nazwa spodobała) ludzi, którzy sprawiają, że dobrze się czujemy w swoim towarzystwie, było decyzją, której nigdy nie żałowaliśmy i która pokazała nam zupełnie nową, bardzo przyjemną stronę rodzicielstwa, ze zdrowym dystansem do wielu rzeczy. Zdecydowanie polecam.

Artykuł powstał w wyniku współpracy z marką Emolium, w ramach kampanii #WspieramyWasOd1dnia, skupiającej się na tym, aby pokazać to prawdziwe rodzicielstwo, a nie to wyidealizowane. Rodzicielstwo, w którym może nie wszystko jest przewidywalne i od razu proste i w którym zdarza się popełniać błędy, ale z którym przy odpowiednim wsparciu dajemy sobie radę. 

Prawa do zdjęcia należą do Felix.

Jeśli spodobał się wam ten artykuł, to będę wdzięczny za jego udostępnienie, bo dzięki temu jest szansa, że dotrze on do większej liczby rodziców, którym też przydałoby się więcej luzu i więcej spokoju w rodzicielstwie.

  • Przeczytałem z zainteresowaniem ten wpis, jest bardzo fajny, zawiera cenne spostrzeżenia, zresztą jak większość tego co u Ciebie czytam (jeśli mogę tak bezpośrednio się zwracać), powiem Ci tak. Każdy z nas potrzebuje czasem wylać z siebie emocje, podzielić się swoim brzemieniem, tylko po to żeby zrozumieć pewną sprawę. Otóż Twoja rodzina, tak samo jak i moja, oraz rodziny innych osób, jest idealna, perfekcyjna, najlepsza, taka WOW! Bo tylko takie rodziny, mają swoje zmartwienia, problemy, zmagania. Idealna rodzina to taka, której członkowie pomimo różnic, spięć, czasem zbyt pochopnie wypowiedzianych słów, potrafią wybaczyć i powiedzieć sobie otwarcie: kocham Cię za to że jesteś.

    • Na taką idealność jak najbardziej mogę się zgodzić :)

  • Monika Mrągowocity

    święta prawa, rodzicielstwo to nie zdjęcie z kolorowych magazynów. Fajna książka jest „pierwszy rok z życia dziecka”, bo tam są listy napisane przez rodziców, właśnie takie, że inni chwalą się, że dziecko od 3 m-cy , przesypia całe noce, a my wtedy myślimy co z nami czy naszym dzieckiem nie tak, może ja robię coś źle, moje dziecko na etapie papek, a inni mówią, że ich to już mielone je na obiad..ale z drugiej strony kiedy byłam w ciąży czy nawet jeszcze nie, nienawidziłam tekstów w stylu zobaczysz dopiero jak dziecko urodzisz, wiesz takie strasznie i to mnie irytowało, bo gdybym żyła tylko przekonaniem, że moje życie będzie takie straszne i okropne (tak jak pisali niektórzy), to wtedy pewnie nigdy bym nie zdecydowała się na powiększenie rodziny. Także równowaga jest ważna.

    • Właśnie dzisiaj ją pożyczyłem i będę sprawdzał czy rzeczywiście tak dobra jak mówisz :) bo dobrej literatury dla rodziców nigdy dość (zresztą tej nie dla rodziców również :)

    • Katarzyna Bartoszczyk

      moje spało cale noce od 6 tygodnia zycia. za to ma prawie trzy lata, nie chce mowic i sika w pampersy. i co? i nic. taki jego urok. mnie najbardziej wkurza straszenie porodem. mnie prawie nie bolalo. a co sie naczytalam…. bedzie co ma byc. w sierpniu czeka nas powtorka z rozrywki. zobaczymy jak to jest z dwojką:)

      • Ja jestem ostatnią osobą cokolwiek oceniającą, ale jak dziecko mało mówi, to warto go sprawdzić u laryngologa, bo nam cały czas wpierali, że „chłopcy później mówią”, a okazało się, że trzeba było wyciąć migdałki, bo młody źle słyszał i później mowa się sama puściła :)

        • Katarzyna Bartoszczyk

          bylismy. psychologa i logopedy tez, spokojnie:)

      • Kinia

        Ja przy drugim dowiedziałam się, że „wiem nic” :) Było lżej, mniej stresu, tym razem bezkolkowo i masa innych plusów, ale utarte sposoby cholera nie działały. Nowy egzemplarz – nowe wytrychy :)

        • Jest takie powiedzenie, że nic nie powoduje tak wielkiego zdziwienia, jak drugie dziecko :) bo nagle okazuje się, że wszystko jest inne :)

  • o tak… 100% tak! więcej luzu i spokoju… najtrudniejsze poszukiwanie w rodzicielstwie, to równowaga i własna harmonia w podejmowaniu decyzji bez wpływu otoczenia :)

    • Na szczęście z każdym kolejnym rokiem przychodzi to jakoś łatwiej :)

  • Marta Banat

    Świetny tekst, również uwielbiam się spotykać że znajomymi którzy mają te same „problemy” i humory dzieci nie są im dziwne bo na codzień mają tak samo. A zdecydowanie nie lubię spotkań z tymi którzy komentują „nie właściwie” zachowanie tj.wybuchy negatywnych emocji jako nie grzeczność dziecka lub nieumiejętność radzenia sobie z dzieckiem.

    • Dokładnie tak. Szczególnie, że jak ktoś ma „to samo”, to nie tylko będzie bardziej wyrozumiały czy spokojnie będzie do różnych rzeczy podchodził, ale też będzie nas po prostu rozumiał.

  • Ja to mam w sumie szczęście, bo nikt ze znajomych, bliższych czy dalszych, nie udaje idealnego i nikt nam nie wciska, że idealnym trzeba być. Przynajmniej tej presji udało się uniknąć ;) Ale i tak, dając sobie samym pozwolenie na bycie „zwykłym”, dobrze jest czasem z innymi rodzicami się pożalić na swój los, usłyszeć „A u nas to samo!”, i jakoś tak nabrać dystansu po raz kolejny :)

  • PaniMyako

    Trzeba znaleźć w tym wszystkim złoty środek, bo mnie na przykład od samego początku straszono macierzyństwem. Poród, karmienie piersią, ząbkowanie, kolki, i w ogóle to ZOBACZYSZ!!!111 póki co, stwierdzam, że głupia byłam, że tak dałam sobie wciskać kit i żal mi dziewczyn, które boją się zajść w ciążę, bo to wszystko takie straszne. Teraz mam misję, żeby pokazywać w otoczeniu, że to takie straszne nie jest i będąc mamą można mieć też chwilę dla siebie. Tutaj też są duże zasługi męża, który jest ojcem zaangażowanym w życie domowe. :) Czasem jest trudno, są kryzysy i gorsze dni, ale to po prostu jak w życiu. Nie idealizujmy rodzicielstwa, ale i nie demonizujmy.

    • O to to! Równowaga przede wszystkim :) Bo takie osoby co straszą jakby to miał być koniec świata też niestety się trafiają.

  • O widzisz, a u mnie na odwrót. Spora część moich znajomych narzeka, jakie to ciężkie brzemię być rodzicem. Wierząc, że rodzicielstwo to rodzaj martyrologii, przekładaliśmy z mężem posiadanie dziecka na potem, bo chcieliśmy nacieszyć się wolnością. Dopiero kiedy kilka bliskich mi osób pokazało nam, że pojawienie się dziecka na świecie to nie koniec z pracą, pasją i spotkaniami ze znajomymi zdecydowaliśmy się na potomka. Obecnie sami mamy małego brzdąca i potrafimy znaleźć jako tako czas na wszystko. No może kosztem posprzątanego mieszkania, ale każdy ma swoje priorytety ;)

    • Mieszkaniem się nie ma co przejmować ;) Wątpię, aby ktokolwiek pod koniec życia żałował, że za mało sprzątał w swoim domu ;)

    • Jana

      Dokładnie. U nas tak samo, łącznie niestety z naszymi rodzicami którzy przedstawiali to jako absolutny koniec życia, a jak ich słuchałam to byłam skłonna odpuścić sobie macierzyństwo. Jak mile zostalismy zaskoczeni, kiedy okazało się że z 2miesiecznym dzieckiem mogliśmy już robić wszystko co dawniej (może poza kinem i wspinaczką wysokogórską) i to bez niczyjej pomocy. Oczywiście że są chwile kiedy jest wesoło, są takie kiedy jest nerwowo, ale takiej masakry o której wszyscy opowiadali nie zauważyliśmy. Może akurat mam takie otoczenie, a może ja jestem niepoprawną optymistką:P

      • Katarzyna Bartoszczyk

        Im mniejsze dziecko tym latwiej:) z 2 miesiecznym mozna wszystko, z 3 latkiem juz nie jest to takie oczywiste…. zakupy to jest wyprawa, a co dopiero inne aktywnosci. o koncercie w filharmonii zapomnij:)

        • Jana

          Napisałam, że od 2 miesiąca zaczęliśmy wychodzić, co nie oznacza że nasze dziecko ma nadal 2 miesiące :D wszystko jest kwestią organizacji i chęci. Najłatwiej powiedzieć że się nie da. A w praktyce zauważyłam że ludzie lubią troszkę zrzucać na dzieci własny nieogar ;)

  • Paradoksalnie, z resztą nie wiem czy to akurat tutaj najbardziej odpowiednie słowo, to moja córka pokazała mi dlaczego idealne macierzyństwo jest, mówiąc łagodnie, do bani. Ale nie jakimś magicznym zaklęciem, ale uświadomiła mi, że najważniejsze w tym jest poczucie mojej wartości. Że to jest to najpiękniejsze, co mogę jej zostawić. Od tego wszystko się zaczyna. To moja córka, nie mając kompletnie świadomości roli jaką pełni w moim życiu, pokazała mi, że w naszym duecie to ja jestem najważniejsza. Bo to na moich i jej taty barkach spoczywa odpowiedzialność za jej życie. A jeśli nie będę, będziemy potrafili kochać siebie takimi, jakimi jesteśmy, akceptować siebie ze wszystkim co niesiemy, ona w życiu się tego nie nauczy. Znaczy może i tak. Ale nie od nas. Wyjdzie z domu utykając na brak wiary we własną wartość i własne możliwości. A dzięki temu wszystkiemu zrozumiałam i nauczyłam się, że to perfekcyjne macierzyństwo to gniot propagandowy podawany jednak w tak słodkiej polewie, że w dalszym ciągu wiele mam i ojców połyka go za jednym gryzem. I dlatego cudownie, że o tym piszesz. To ważne, o ile nie jedno z najważniejszych o czym rodzice powinni się dowiedzieć. Pozdrawiam mocno.

    • Masz całkowitą rację w tym, że rodzicielstwo w zdecydowanej większości składa się z pracy nad sobą. Oczywiście nie jest to takie łatwe, jakby się mogło czasami wydawać, ale z drugiej strony jak już to ogarniemy, to z dziećmi najprawdopodobniej wszystko będzie w porządku :)

  • Matka nie rzygająca tęczą

    Świetny wpis :) Jestem mamą dopiero od 3 miesięcy i domyślasz się ile razy zwątpiłam i ile razy miałam dosyć. Były takie dni, że czułam się najbardziej ch….. matką na ziemi. Pomogła mi przyjaciółka, która jawnie przyznała, że tak po prostu jest. Że sama miała dni kiedy musiała córkę odłożyć do łóżeczka i wyjść z pokoju, bo od wrzasku dostawała w głowę. Że były dni kiedy po prostu nie lubiła swojego dziecka, ale nie znaczy to że go nie kochała. Nic tak nie udoskonaliło mojego macierzyństwa jak nie rzyganie tęczą, więc proszę was drodzy rodzice przestańcie lukrować, mówić, że kupa nie śmierdzi, a wasze dzieci przesypiają od wyjścia ze szpitala po 10 godzin i zawsze jest zajebiście. Koniec jednorożców rzygających tęczą :D

  • E.

    To aktualnie moje ulubione zdanie: „Gdy wyżalimy się, że nie mamy czasu na żadne swoje przyjemności, bo
    nawet jak coś zaplanujemy, to zasypiamy pięć minut po tym jak dzieci
    padną.” I paradoksalnie cieszy mnie to, że nie tylko ja tak mam… :)

    • Dlatego też lubię spotykać ludzi, którzy takich rzeczy nie ukrywają :)

  • Katarzyna Bartoszczyk

    U nas bunt 2,5 latka…. Sama nie wiem co mnie jeszcze trzyma w normach spolecznych. wczoraj juz nie wytrzymalam i darłam sie razem z synem. troche byl zdziwiony ale pomoglo. dobrze ze nie mam sasiadów za scianą bo pewnie wezwaliby policje:)

  • Kinia

    Jestem gotowa stwierdzić, że pozorowany stan idealności innych na temat rodzicielstwa (teksty w stylu , nie my tak nie mieliśmy, nasze było spokojne itd.) dołożył swoje do mojego lekkiego załamania po pierwszym porodzie. Nie zakładam złośliwości i zamierzonego działania w tym, może faktycznie się nie pamięta ( chyba mam wybitną pamięć), albo człowiek sam sobie ten obraz w pamięci idealizuje :)
    Pomogły mi wtedy o dziwo koleżanki bezdzietne, które mówiły „pamiętasz Chylińska w wywiadzie mówiła, że myślała że opchnie dziecko na allegro” – chwała za osoby znane i bez parcia na idealny wizerunek :) lub inne, które pocieszały „co Ty moja kuzynka z pidżamy nie wychodziła na początku”.
    Obiecałam sobie, że będę ta, która mniej doświadczone koleżanki będzie wspierać i mówiłam jawnie „nie dawałam rady na początku – dzwoń gdyby ciągły stan czuwania Cię wykańczał lub chciałabyś się wyżalić po prostu..” jedne dzwoniły, inne mówiły „samo wspomnienie Twoich słów dodawało otuchy..”

    Także „wdupiemanie” przydaje się każdemu !!
    PS. po kilku latach samoczynnie przeszeregowali nam się znajomi i zostali tacy, którzy nie wymagają napinki bo też nie kryją, że miewają wady , słabsze momenty i nie oceniamy się nawzajem :)

    • Rodzicielstwo porządkuje znajomości i to w ten zdecydowanie pozytywny sposób, zostawiając nam tylko tych, których naprawdę warto przy sobie mieć :)

  • Marzena W

    Bardzo fajny artykuł,taki prawdziwy.Jak trudno jest znaleźć takich znajomych?
    Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć że wsparcie i taką normalność znaleźliśmy w zupełnie obcych nam ludziach.Wsród znajomych czy rodziny otrzymaliśmy sporą dawkę „dobrych rad” i pozorowanej idealności.Fajnie jest poczuć ten luz i jedność z innymi rodzicami, utożsamić się z problemami, pośmiać z codzienności życia z dziećmi.Nasze grono znajomych mocno się ograniczyło,szkoda czasu i nerwów na bezsensowne relacje z innymi ludźmi.Pozdrawiam serdecznie

    • Niestety czasem tak jest, że musimy wyjść poza swoje dotychczasowe kręgi, bo ludzie, którzy byli blisko, okazują się wcale nie dawać tego wsparcia, którego potrzebujemy. Niemniej takie przemiany wśród znajomych niemal zawsze wychodzą nam na dobre :)

  • Luz jest potrzebny w wychowaniu, ale nie za duży. A rozmowa z kimś stojącym z boku zawsze w cenie. Tylko teraz trudno znaleźć takie osoby, które nie dają świetny rad albo nie oceniają.