Najniebezpieczniejsza rzecz jaką możemy zrobić, gdy nasze dziecko zachoruje

Czyli tekst o tym czego w takich sytuacjach unikać.

Kiedyś wydawało mi się to oczywiste

Kiedyś wydawało mi się, że to jest zupełnie normalne i że wszyscy tak robią. Że jeśli nasze dziecko zaczyna zbierać jakaś choroba, to albo (w przypadku lekkich i znanych nam objawów) korzystamy z metod, które pomogły już nam uprzednio albo (w przypadku nasilenia się objawów, bądź wystąpienia objawów nam nieznanych) korzystamy z pomocy osoby znającej się na rzeczy, czyli specjalisty/lekarza.

Tymczasem okazuje się, że nie wszyscy wychodzą z podobnego założenia.

Lekarz Google & Doktor Facebook

Już parę lat temu zauważyłem modę na to, aby się samodiagnozować z pomocą wyszukiwarki Google. Na szczęście (?) Google nawet zwykły katar, bądź zmęczenie diagnozował jako ewidentny objaw raka z przerzutami i informował nas, że zostało nam maksymalnie 17 sekund życia, więc ludzie dość szybko go porzucili jako „nie do końca” dobrego doradcę.

Niestety zaraz później przyszła moda na to, aby te same pytania zadawać na portalach społecznościowych, z Facebookiem na czele. Tutaj już ludzie tak jednogłośni jak w przypadku Lekarza Google nie byli, więc ten trend przetrwał i trwa do dziś.

lekarzgoogle

Dlaczego uważam to za niebezpieczne?

Przede wszystkim dlatego, że ludzie, którzy zadają takie pytania, są rzeczywiście skłonni zaufać opinii obcej i anonimowej osoby, której nigdy w życiu nie spotkały i o której nic nie wiedzą. Nie wiedzą jakie ma doświadczenie, umiejętności, wykształcenie, nic. Dla mnie osobiście powierzanie zdrowia własnego dziecka w takie ręce, jest zwyczajnie przerażające.

Drugi problem jaki mam z diagnozowaniem chorób i różnych objawów w Internecie jest taki, że Internet może zaburzać naszą perspektywę. Zamiast danymi czy faktami, wielu ludzi zaczyna się tutaj posługiwać tym jak bardzo „lubiana” jest dana opinia. Polubienia stają się u niektórych wyznacznikiem tego, że ktoś mówi „prawdę”. W efekcie są ludzie, którzy są wręcz w stanie zignorować zdanie lekarza tylko dlatego, że jego komentarz dostał mniej polubień, niż komentarz przypadkowej osoby, której jedyną przewagą jest to, że ma więcej znajomych na Facebooku.

To nic, że za lekarzem mogą stać badania naukowe oparte o setki tysięcy przypadków, a za jego oponentem jedynie ludowe wierzenia, które w najlepszym przypadku są nieskuteczne, a w najgorszym są zwyczajnie niebezpieczne. W Internecie niestety zdarza się, że „wygrywa” nie ten kto ma racje, ale ten kto zdobywa większy poklask.

Szkoda jedynie, że w tym przypadku mogą na tym ucierpieć dzieci.

lekarzgoogle3

Czy w innych sytuacjach bylibyśmy gotowi na podobne ryzyko?

Czy remontując/budując dom bralibyśmy pod uwagę zdanie osoby, która wybudowała i wyremontowała setkę domów czy raczej osoby, która w życiu nawet cegły nie postawiła, ale przecież mieszkała w kilku domach i twierdzi, że wiele na ich temat wie?

Czy jeśli zepsułoby się nam auto, to zadzwonilibyśmy do sprawdzonego mechanika czy raczej polecielibyśmy na Facebooka opisywać jakie były objawy i pytając ludzi o zdanie, wiedząc, że przeczytamy tam głównie komentarze osób, które nie są mechanikami, a jedynie twierdzą, że skoro jeżdżą autem, to przecież się „znają”?

lekarzgoogle2

Dlaczego więc zachowujemy się inaczej, gdy chodzi o zdrowie naszych dzieci (i czasami również nasze własne)?

Ja nie mówię, że mamy „na hurra” zaufać każdemu lekarzowi tylko dlatego, że ma odpowiedni tytuł przed swoim nazwiskiem, bo w każdym gronie trafiają się czarne owce. Szczególnie zaś powinniśmy być ostrożni, jeśli lekarz sugeruje nam coś, co budzi nasze wątpliwości. Nie potrafimy znaleźć z nim wspólnego języka? Mamy jakieś obawy? Wydaje nam się, że problem leży gdzie indziej, niż sugeruje lekarz? Wtedy zawsze warto poszukać drugiej opinii (a nawet trzeciej jak trzeba będzie). Naprawdę – poświęcenie dodatkowego czasu i znalezienie lekarza, któremu ufamy, jest o niebo lepszym rozwiązaniem, niż stwierdzenie, że skoro jeden lekarz nam się nie spodobał, to będziemy się leczyć sami z pomocą internetu.

Nie piętnuję też samego zadawania pytań w internecie czy wśród znajomych, które dotyczą jakiejś choroby naszego dziecka, ale tylko jeśli są one następstwem wizyty u lekarza i mają na celu np. pogłębienie naszej wiedzy czy lepsze zrozumienie choroby, ew. upewnienie się, gdy mamy jakieś wątpliwości. Jeśli jednak nasze dziecko leci nam przez ręce, a my zamiast do lekarza, lecimy na Facebooka, to coś jest ewidentnie nie tak jak być powinno.

lekarzgoogle4

Internet nie leczy

Oczywiście zdarzają się komentarze merytoryczne od osób, które przeszły z dziećmi przez te same choroby i które skutecznie je wyleczyły, więc ich metody mogłyby być skuteczne i w naszym przypadku. Tylko nawet wtedy trzeba wziąć pod uwagę dwie rzeczy.

Po pierwsze, takie sytuacje są niezwykle rzadkie i niestety większość komentarzy z którymi się spotkamy to albo tzw. trolle, które napiszą niemądre (łagodnie mówiąc) komentarze, aby z nas pożartować albo z drugiej strony wypowiedzi ludzi, którzy rzucają losowymi pomysłami/miejskimi legendami/wioskowymi wierzeniami, których skuteczności nie znają, ale o których skuteczności „słyszeli”.

Po drugie, nawet jeśli objawy są podobne i choroba również, to nasze dziecko (jak każde) różni się na pewno w jakimś stopniu od dziecka drugiej osoby – w efekcie może potrzebować  nieco innych lekarstw. Albo inne dawki. Możliwe, że jakiegoś leku nie może przyjmować. A może tylko objawy są podobne, a choroba jest inna i wymaga zupełnie innego leczenia?

Przez Internet nie sposób tego sprawdzić, a przecież nie jest to wcale nieprawdopodobne. Po co więc ryzykować?

Internet jest naprawdę wspaniałym narzędziem

Może służyć jako miejsce do wymiany poglądów, do dyskusji, do szukania inspiracji, do poznawania nowych ludzi i do wielu innych wspaniałych rzeczy. Niemniej jeśli jest jedna rzecz, do której się zdecydowanie nie nadaje i w której może wręcz zaszkodzić, to jest nią właśnie diagnozowanie najróżniejszych chorób przez przypadkowe i obce nam osoby.

Niestety miałem już okazję spotkać się z historiami rodziców, którzy podążając właśnie za takimi internetowymi radami kończyli z dziećmi na pogotowiu w dużo gorszym stanie niż na początku.

Dlatego też nie ukrywam, że serce rośnie we mnie za każdym razem, gdy pod tego rodzaju postem widzę komentarz sugerujący, aby osoba pytająca wybrała się jednak z dzieckiem do lekarza, bo Facebook nie jest miejscem, w którym znajdzie rzeczywistą pomoc i mam nadzieję, że takie samodiagnozowanie się bez specjalistycznej wiedzy, odejdzie niedługo w niepamięć i więcej do tego nie wrócimy.

Oby.

Prawa do zdjęcia należą do Nate.

  • Dagmara Krawczyk

    Przeraża mnie bezmyślność niektórych ludzi. Brak słów. A potem płacz i szukanie winnych.

    • Najgorsze jednak, że bardzo często tacy ludzie słuchają internetowych specjalistów czy innych znachorów, a gdy ich dziecko na sam koniec trafia do szpitala w stanie krytycznym i nie da mu się pomóc, to całą winą obarcza się szpital.

      • Małgorzata Pyskata

        A jeszcze gorsze do czego to wszytko prowadzi – że lekarze tak się boją, że mojego syna kiedyś z przychodni odesłano do szpitala (pani dr bała się postawić diagnozę), a w szpitalu lekarz mówi, że syn musi dostać antybiotyk i do domu, bo się w ogóle na szpital nie nadaje, po czym w karcie musi napisać, że rodzice świadomie odmawiają przyjęcia dziecka do szpitala.

  • Anna Wieczorek

    Ostatnio czytałam dyskusje kobiet na temat zwalczania gorączki u dzieci. Nie które pomysły były tradycyjne inne nie, ale co ciekawe pojawiało się wiele głosów „moja pediatra mówi…” zupełnie sprzecznych ze sobą. Jeden lekarz powinie że np. Okłady na kark pomogą a inny powinie że nie pomogą, a tylko pomogą chorobie. Osobiście uważam że jedyną osobą która może nam radzić w sprawie choroby naszego dziecka jest lekarz tego dziecka (do którego mamy zaufanie, jeśli nie to trzeba go zmienić). Taki lekarz zna dziecko, przebieg choroby, ewentualne uczulenia na leki, a jeśli leczy nasze dziecko od dłuższego czasu to wie też co najlepiej mu w danym momencie pomoże, a co najważniejsze bierze pełną odpowiedzialność za swoje rady, czego nie zagwarantuje nam nikt, nawet dyplomowana pielęgniarka z drugiej strony ekranu.

    • Dokładnie tak jest. Dzieci są różne i najlepiej by było, aby ewentualne problemu konsultować z człowiekiem, który pomagał mu już wcześniej w podobnych sytuacjach i którego umiejętnościom ufamy.

  • Aleksandra Baj

    Te przykłady ze screenów…coś jak ze szkolnej lektury o dziecku w piecu na trzy zdrowaśki…

  • Kamila Dominika

    To oczywiste, że randomowi „specjaliści” z facebooka czy forów to zuooo. Z drugiej strony, pominąłeś Kamilu fakt, że istnieją też wiarygodne medyczne portale, z prawdziwymi i pomocnymi radami. Z takich właśnie w razie wątpliwości korzystam. Jeśli jestem pewna, że sprawa nie jest poważna, nie widzę sensu marnować czasu i energii by usłyszeć od lekarza to, co sama mogę przeczytać.

    • Masz jakieś serwisy godne polecenia, gdzie można przez internet poszukać rzeczywistej porady? Przyznam, że pominąłem je, bo zwyczajnie nie wiedziałem o ich istnieniu :)

  • Mateusz_Zlobinski

    Przerażające to jest. Ostatnio natrafiłem na grupę facebookową o holistycznym i naturalnym podejściu do leczenia. Brzmi nieźle, ale niestety to wylęgarnia pseudonauki. I tak jest prawie na każdym forum! Jedna z mam pisała o córce, która ma wyjątkowo mały poziom żelaza, mdleje, nie ma sił i prosi o porady – oczywiście lekarze to konowały, więc szuka porad na forum. Znając się w temacie anemii i problemów żywieniowych, przeraziłem się, bo z kilkudziesięciu porad, dosłownie prawie wszystkie mogły być dla niej szkodliwe.

  • Przerażające to jest. Ostatnio natrafiłem na grupę facebookową o holistycznym i naturalnym podejściu do leczenia. Brzmi nieźle, ale niestety to wylęgarnia pseudonauki. I tak jest prawie na każdym forum! Jedna z mam pisała o córce, która ma wyjątkowo mały poziom żelaza, mdleje, nie ma sił i prosi o porady – oczywiście lekarze to konowały, więc szuka porad na forum. Znając się w temacie anemii i problemów żywieniowych, przeraziłem się, bo z kilkudziesięciu porad, dosłownie prawie wszystkie mogły być dla niej szkodliwe.

    • Niestety w czasach mediów społecznościowych pseudonauka (szczególnie w temacie medycyny i żywności) przeżywa swój złoty okres i zarabia gigantyczne pieniądze na ludzkiej niewiedzy, sprzedając przedmioty, które można porównać do sprzedawanych w średniowieczu magicznych amuletów i talizmanów. Czyli rzeczy znacznie przecenione i przy tym całkowicie bezwartościowe.

  • mono

    Mam wrażenie, że facebook zastąpił teraz mądrości rodziców i dziadków. Kiedyś ktoś by zapytał matkę czy babcię – i szczerze mówiąc, to pewnie dostałby tak samo bezsensowną poradę jak z internetu. Jeden człowiek by uwierzył, że pomoże, a inny człowiek by poszedł po rozum do głowy i pewnie odwiedził lekarza. I efekty mogą być takie same – porada ludzka może być słuszna lub może zaszkodzić. Lekarz tak samo, jeden poradzi, drugi opieprzy, że zabiera mu się czas, a trzeci zaszkodzi.
    Ludzka mentalność się nie zmieniła, zmieniło się medium.

    • To prawda. Dalej wielu ludzi wierzy w mądrości babcine nie sprawdzając ich jednocześnie ze stanem faktycznym. Czasem rzeczywiście są one w stanie pomóc – nie przeczę, ale jednak równie często mogą być zwyczajnie szkodliwe/niebezpieczne i warto sprawdzić takie metody, zanim się je zastosuje.

    • Mam podobne wrażenie. Gdyby nie FB, to mamy zadawały by te same pytania innym mamom na żywo, albo właśnie babciom i dziadkom. Potrzeby na takie rady nie da się jednak tak całkiem wyeliminować, bo A) tak jak piszesz, lekarze są różni i jeśli akurat mamy takiego, któremu możemy zaufać na 100% i zawsze, to jesteśmy raczej w mniejszości B) w sezonie chorobowym często zapisanie się do lekarza tego samego dnia jest niemożliwe, trzeba czekać dzień czy dwa, albo przynajmniej do wieczora, żeby pojechać na nocną pomoc, więc w międzyczasie trzeba sobie jakoś radzić. Więc rodzice pytają tam gdzie mogą.

  • Izabella Kaszuba – Lipska

    Ja za to zdiagnozowalam u mojego synka powazna chorobe szukajac ratunku w googlach, zasugerowalam to lekarzom i zrobili odpowiednie badania dzieki czemu dwa dni pozniej mial operacje. Wiem… Wiem…. Skrajny przypadek potwierdzajacy regule ;)

    • Ale ja nie twierdzę, że samo szukanie jest złe :) Ty zrobiłaś najważniejsze, czyli skonsultowałaś to z lekarzem – mi przeszkadza wybieranie internetu zamiast lekarza, nie we współpracy :)

      • Izabella Kaszuba – Lipska

        Zgadzam się w stu procentach. Dlatego napisalam to z przymruzeniem oka :) czytajac o krwi golebia i wycieraniu czola obsikana pielucha az sie wierzyc nie chce ze jest w tym kraju ktokolwiek kto w to wierzy…

        • Iza zdziwiłbyś się jak wiele ludzi. Wystarczy przejsc sie ulicą i popatrzeć po wózkach. Co druga gondola ma przyczepiona czerwoną kokardkę przeciw urokom…

  • Force87

    Zauważmy że przytoczone tu przykłady konwersacji są prowadzone przez kobiety. U nas na grupie tatusiów większość odpowiedźi jest opierana na własnych doświadczeniach – wraz z opisem przypadku, oraz opinią lekarza.

  • Ja zawsze mówię, że trzeba iść do lekarza. To dotyczy nie tylko chorób dzieci, ale np. urazów i kontuzji po ćwiczeniach. Jak dorosłe kobiety się pytają na fejsie, czy mogą ćwiczyć podczas grypy żołądkowej, gorączki 39 stopni, a także czy mogą ćwiczyć ze zwichniętą kostką, to mnie krew zalewa. Lekarz, lekarz, lekarz. Albo fizjoterapeuta.

    A krew z gołębia i pieluszka to hity. Tylko wiesz, nie zawsze to są trolle :/ Oni tak na serio uważają. Sama miałam 40 stopni gorączki raz w życiu. Miałam z 10 lat. Pamiętam to jak najgorszy koszmar, mama sprowadzała lekarzy do domu, leczono mnie antybiotykami ale nadal pamiętam ten palący ból w całym ciele. Zamordowałabym te inteligentki, które przy tak wysokiej gorączce u dziecka nie wzywają lekarzy :/ No łby im bym pourywała.

    • Jak ktoś jest dorosły to niestety, ale już sam za siebie decyduje. Tym bardziej przy tym brakuje mi odpowiedniej edukacji w czasie szkolnym na ten temat – na temat analizy znalezionych informacji, na temat podważania argumentów, na temat poszukiwania wartościowych źródeł. Tak wiele rzeczy jest w tej naszej edukacji, ale jakoś te kluczowe są ciągle pomijane…

  • Niestety w chorobie mojej córeczki dr. Google często pomaga. My mieliśmy szczęście. Super lekarz i szybka diagnoza. Ale z opowieści innych rodziców, wiem, że wielu było odsyłanych nawet do psychiatry, bo wkręcają dziecko w chorobę. Dopiero prywatne badania zrobione na podstawie google naprowadzały na trop. My z kolei z internetu dowiedzieliśmy się bardzo dużo o wspomaganiu chorób autoimmunologicznych. W szpitalu takiej informacji nie było. Jestem bardzo wdzięczna losowi za interent. Mamy dostęp do wielu informacji, o których 20 lat temu nie mielibyśmy pojęcia.

    • Takie historie akurat są dość przykre i pokazują niedoskonałość naszej służby zdrowia, która powinna być wyznacznikiem i której wiedza oraz zalecenia powinny wyprzedzać to, co można wyczytać w internecie, aby być w stanie jeszcze lepiej pomagać pacjentom.

  • Ja posiłkuję się internetem przy…szukaniu dobrego lekarza.

    Opinie czy lekarz z uwagą zajął się innym dzieckiem czy może na dzień dobry, nawet bez osłuchania przepisał mu antybiotyk są bezcenne. Nie tracę czasu i nerwów na „specjalistów” z którymi nie chcę mieć nic do czynienia.
    Trzymajcie się zdrowo :)

    • To jestem w stanie akurat zrozumieć. Chociaż tym opiniom na internetowych forach to też nie zawsze można bezgranicznie ufać, to zawsze jest to jakiś punkt wyjścia :)

    • Niestety opinie w internecie też nie są do końca wiarygodne, a biorąc pod uwagę to jak działają portale typu Znany Lekarz warto na nie uważać. Swoją przygodę ze znanym lekarzem opisałam kiedyś na swoim blogu, potem okazało się, że to nie wyjątkowy przypadek a typowa praktyka tego portalu…

      • Czy możesz powiedzieć coś więcej? Naciągają? Czy po prostu piszą niesprawdzone porady?

        • Lekarze maja prawo do uzyskania danych osobowych pacjentów wystawiających opinię, co często kończy się groźbami i żądaniami usunięcia opinii. Poza tym pozytywne opinie można napisać sobie samemu. Lekarz ma prawo do oceny opinii, które pojawiają się w jego profilu. Niestety sama nie zdawałam sobie z tego sprawy do czasu przygody z udziałem jednej z wrocławskich dentystek. Wpadnij kiedyś do mnie, tam dokładnie to opisałam dawno temu ;-)

          • Dlatego też ja swego czasu przestałem wierzyć forom internetowym czy informacjom w sklepach internetowych, bo nagle okazało się, że sporo opinii jest zwyczajnie kupionych. Niestety…

  • Małgorzata Pyskata

    O matko!!! Co za pytania w tych screenach!! Aż mnie serducho zabolało, jak przeczytałam, że dziecko z 40stopniową gorączką pani sobie do pracy bierze.

  • Eve S

    Generalnie masz rację i zgadzam się z tobą, sama w stosunku do siebie i swojego dziecka kieruję się rozumem własnym, konsultacją lekarską przez telefon lub jak trzeba wizytą lekarską i lekami. ALE – z lekarzami też bywa różnie. Ile razy się słuchało (szczególnie o lekarzach „doraźnych”, w ramach pomocy wieczornej czy weekendowej) jak nie zdiagnozowali zapalenia oskrzeli, gardła, generalnie „leczyli” na odczepnego na zasadzie „następny proszę”. Środowisko lekarskie też ma w tej kwestii swoje za uszami.

    • Jasne, dlatego też wspomniałem, że potrzebny jest zaufany lekarz, a nie człowiek, który pracuje jak w fabryce i dla którego człowiek jest tylko kolejnym numerkiem.

  • Niestety teraz większość ludzi próbuje leczyć się na własną rękę. Niektórzy z braku pieniędzy na specjalistów, inni z braku zaufania do lekarzy, a jeszcze inni mają pewnie swoje powody. Jak widzę w internecie artykuły np. Sposób na …. i że można sobie np. poradzić ćwiczeniami takimi i takimi to aż strach mnie przechodzi, bo ludzie w to wierzą. Jednak czasami można sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc.

  • Olga

    Dlatego jeśli widzę takie pytanie to moją odpowiedzą jest „Lekarz” ;-)

  • Ja tak z innej bajki uderzę `propos ząbkowania.
    Korale z bursztynu to najlepiej rozreklamowana ściema świata zaraz po firmówkach z chin…

    A teraz fanatycy „swojej opinii” mogą rozszarpać moje truchło :D
    https://www.momtricks.com/babies/dangers-of-baltic-amber-teething-necklaces/