Nie próbuj kolejnej „techniki dyscyplinującej”, dopóki tego nie przeczytasz!

Tekst pierwotnie pojawił się w serwisie Fine Parent, a napisany został przez Sumitha Bhandarkar (stąd też żeńska forma artykułu). To jest moje autorskie tłumaczenie. Tekst w oryginalne dostępny jest tutaj.

Definicja dyscyplinowania

Idea dyscyplinowania, jako synonimu karania jest zakorzeniona w naszej psychice. Pierwsza rzecz o jakiej myślimy, gdy słyszymy „dyscyplina”, jest najczęściej czymś negatywnym. Tymczasem, słowo dyscyplina wywodzi się z łacińskiego słowa „disciplina”, która oznacza nauczanie, a to z kolei pochodzi od słowa „discipulus”, które tłumaczy się jako pupil (w sensie ucznia – przyp. autora). Z jakiegoś powodu jednak, przez lata, definicja słowa dyscyplina zmieniła się z „nauczania”, na „karanie”.

Dzisiaj odkrywamy „pozytywne dyscyplinowanie”. Ideę opartą na powrocie do korzeni – kiedy dziecko zrobi coś źle, zamiast go karać, rodzice uczą go i kierują, aby poprawić jego zachowanie. Jak jednak mamy dojść to przemiany „karania” w „nauczanie”? Metodą małych kroczków oczywiście!

Poniżej znajdziecie kilka podpowiedzi na początek. Dzięki przestrzeganiu kilku z nich (wybierzcie te, które waszym zdaniem, będą działać u was najlepiej), powoli możemy zacząć zmieniać naszą perspektywę dotyczącą „dyscyplinowania”.

1. Podstawa pozytywnej dyscypliny: Nie ma złych dzieci, są tylko złe zachowania.

Pomyślcie o tym przez chwilę i zrozumiecie jak bardzo prawdziwe jest to twierdzenie. To jest podstawa koncepcji pozytywnego dyscyplinowania. Kiedy już zrozumiemy, że właściwie to nie nasze dzieci są złe, tylko zachowują się źle, reszta zacznie powoli układać się we właściwe miejsca.

Przykładowo, nasze dziecko uderzyło inne dziecko. Pierwszą rzeczą jaką czujemy, jest prawdopodobnie zażenowanie i wstyd, a następnie strach, że nasze dziecko może być w jakimś agresywnym etapie. Jeśli za tym podążymy i nazwiemy dziecko „niegrzecznym”, wzmocnimy tylko negatywny obraz dziecka zarówno w naszym umyśle, jak i w jego. (patrz też: To co mówisz, ma znaczenie).

Tymczasem nasze dziecko może być po prostu głodne/śpiące/zmęczone lub mieć jakikolwiek inny, z setki różnych powodów, który spowodował jego złe zachowanie. Innymi słowy, to coś z otoczenia dziecka wpływa na to, że dziecko się źle zachowuje. Kiedy już zaakceptujemy, że to tylko zachowanie było złe, a nie dziecko – nauczanie, zamiast karania staje się prostsze. Przykładowo, zamiast krzyczenia „Dlaczego to zrobiłeś? Nie rozumiem jak możesz być czasami taki niegrzeczny”, będziemy w znacznie lepszej sytuacji, gdy powiemy „To nie było najlepsze zachowanie – nie bijemy naszych przyjaciół”.

W tym momencie muszę zaznaczyć. że moje dziecko nie da sobie w kaszę dmuchać i prawdopodobnie po mojej wypowiedzi, usłyszę jakąś „pyskówkę” od niej (albo się popłacze, jeśli już wcześniej czuła się winna). Jednak w jej umyśle (i moim własnym), zasadziłam właśnie nasionko, które mówi, że ono nie jest złe. Że to było tylko złe zachowanie. I od tego momentu jest nam obu łatwiej radzić sobie z takimi sytuacjami, korzystając z jednej z pozostałych technik.

2. Zamiast pokazywać, co dziecko zrobiło źle, pokażmy mu jak może postąpić właściwie.

Kontynuując poprzedni przykład, rozważmy najlepszą wersję scenariusza, w którym udaje nam się złapać dziecko, zanim w rzeczywistości kogoś uderzy. Jednak zamiast mówić „Nie bij” albo „Nie uderzaj”, spróbujmy powiedzieć „użyj swoich słów” lub „poproś ładnie”. Kiedy mówimy „Nie bij”, nie dajemy dziecku żadnej informacji, co mogłoby zrobić zamiast tego. Bez tej wiedzy, może po chwili dalej kontynuować swój plan uderzenia kogoś lub zmienić go na jakąś inną, równie złą opcje i na przykład kogoś popchnąć.

Z drugiej strony, jeśli złapiemy dziecko już po incydencie, powiedzmy mu, że to co zrobiło było złe i dajmy mu jakieś „wyjście” z sytuacji. Na przykład można powiedzieć: „To nie był dobry wybór, nie bijemy naszych przyjaciół. Chciałbyś powiedzieć przepraszam, żeby Kaylee poczuła się lepiej?” i jeśli nasze dziecko nie jest jeszcze gotowe, żeby powiedzieć przepraszam (moje zwykle potrzebuje trochę czasu), można kontynuować z „Dopóki nie będziemy gotowi, żeby przeprosić, posiedzimy tutaj i może poczytamy jakąś książkę?”. (jest to metoda przeciwna, do popularnej kiedyś metody polegającej na zostawianiu dziecka samego, aby „przemyślało swoje zachowanie” – Time in vs Time out)

3. Bądźmy życzliwi, ale stanowczy; okazujmy empatie i szacunek

Musimy wiedzieć, że w umyśle dziecka to, co ono zrobiło, jest właściwe i sprawiedliwe. To może być niezwykle frustrujące, gdy ono upiera się, że jakieś złe zachowanie, jest dla niej tym dobrym (moja córka ma 5 lat i potrafi usprawiedliwiać swoje zachowanie, powtarzając w nieskończoność: „Ona zaczęła! Ona nie podzieliła się zabawką!”). Jednak jako rodzice, zamiast się wykłócać, musimy po prostu się uspokoić i powtarzać to, co powiedzieliśmy wcześniej – życzliwie, ale zarazem stanowczo. Przykładowo „bicie krzywdzi innych, nie uderzamy naszych przyjaciół” oraz „Tak, dzielenie się jest dobre, ale my nie bijemy kogoś nawet wtedy, gdy się z nami czymś nie podzieli” i jeszcze inne warianty powyższych. W kółko i w kółko. Bez tracenia cierpliwości albo podnoszenia głosu.

Pomóc może nam również, gdy okażemy trochę empatii – przykładowo: „Widzę, że naprawdę chcesz tą lalkę, którą ona się bawi, ale bicie kogoś to nie jest właściwy wybór”. Tylko dzięki pokazaniu naszemu dziecku, że rozumiemy jej potrzebę posiadania lalki, możemy wybrać połowę walki.

4. Jeśli to tylko możliwe, oferujmy wybór.

Po okazaniu empatii, możemy przenieść to na wyższy poziom, oferując dziecku jakiś wybór. Wybór daje dziecku poczucie kontroli. Nie tylko nie jest „złym dzieckiem”, ale jeszcze zamiast kary, otrzymuje kontrolę – czasami to więcej niż dziecko potrzebuje, aby wyrwać się z szału. To jest też jedna z najbardziej popularnych pozytywnych technik dyscyplinujących polecanych przez ekspertów.

Proste wybory, jak na przykład: „To nie było miłe. Chcesz, żeby Kaylee poczuła się lepiej jak ją przytulisz czy jak jej powiesz przepraszam?” lub „Chcesz powiedzieć przepraszam i dalej bawić się z Kaylee czy wolisz posiedzieć ze mną i poczytać książkę, do czasu aż się uspokoisz?”.

Jednak pamiętajcie, żeby dobrze przemyśleć dawane opcje, bo gdy wybór został już dany, a dziecko coś wybrało – musicie to uhonorować.

5. Potraktujmy porażki, jako okazje do nauki

Dziecko często się źle zachowuje, bo widzi to jako sposób na otrzymanie tego, czego potrzebuje. Kiedy jednak wykorzystamy złe zachowanie, nie tylko jako okazję do nauki tego, co zrobiło źle, ale też do tego, żeby wzmocnić zachowania alternatywne – pomoże to dziecku wykorzystywać te narzędzia nawet wtedy, gdy nas nie ma w pobliżu.

Spróbujcie nie uruchamiać „pouczania”. Jeśli to możliwe, użyjcie wspomnień z poprzednich wydarzeń. „Pamiętasz jak ostatnim razem uderzył Cię Tim? Jak bardzo to bolało? Pamiętasz jaki byłeś wtedy smutny/zły?” lub „Pamiętasz jak spadłeś z krzesła i uderzyłeś się w głowę? Kiedy uderzysz kogoś, to boli tak samo.”

6. Zmieńmy scenerię – zapobieganie powtarzaniu się złego zachowania

Lepiej zapobiegać niż leczyć. Te słowa są oklepane, ale z ważnego powodu. Jeśli niewłaściwe zachowania naszego dziecka się powtarzają, spójrzmy na to, co mogliśmy zrobić, aby im zapobiec.

Poranne mycie zębów mojej córki było męczarnią. Musiała mieć wtedy 3 latka. Jęczała, krzyczała, płakała, wyładowywała się bijąc lub kopiąc nas i robiąc cokolwiek mogła, żeby się z tego wydostać. A my krzyczeliśmy, wrzeszczeliśmy, przekupywaliśmy, nagradzaliśmy i robiliśmy wszystko co w naszej mocy, w imię higieny zębów (gwoli ścisłości, to było jeszcze przed tym jak zaczęłam się interesować pozytywnym rodzicielstwem). Nic jednak nie działało. To było przykre, obserwować ją w takim stanie każdego dnia. Dla nas, jako rodziców, takie doświadczenie zaraz o poranku, również było bardzo wyczerpujące.

Wtedy przeczytałam, że niektóre dzieci nie przechodzą dobrze przez zmiany. Przypadkowo, mój mąż pewnego dnia zabrał córkę z łóżka jeszcze na wpół śpiącą do ogrodu i kiedy się obudziła, była zachwycona widokiem ptaszków i wiewiórek. Tego dnia, mycie zębów było bezproblemowe. Było to całkowicie nieoczekiwane i wtedy nagle coś przeskoczyło w moim mózgu – ona nie sprzeciwiała się samemu myciu zębów. Po prostu zmiana z „jeszcze sobie śpię”, do „już, już, mycie, szorowanie, ubieranie” była dla niej zbyt przytłaczająca.

Obecnie spędzamy kilka minut każdego poranka, aby ta zmiana przebiegła spokojnie. Jednak jest to czas bardzo dobrze wykorzystany, bo dzięki niemu cały poranek przebiega dużo płynniej. Łatwo jest nazwać dziecko upartym, zawziętym, nieposłusznym, niewychowanym itp. i próbować dyscyplinować (w sensie karać) go za to. Jeśli jednak dotrzemy do prawdziwych powodów jego zachowania, zobaczymy, że tak naprawdę w środku znajduje się małe, słodkie dziecko, które w rzeczywistości może wcale nie potrzebować „dyscyplinowania”, w tradycyjnym rozumieniu tego słowa.

7. Określmy jasne oczekiwania i granice. Bądźmy konsekwentni.

Dzieci mają sposoby na znalezienie dziur w naszych zasadach i przepychaniu granic. Nasza pierwsza próba wsparcia córki w porannym wstawaniu, dzięki rozluźnieniu zasady, natychmiastowego pójścia do łazienki po przebudzeniu, o mało co nie obróciła się przeciwko nam. Jak tylko zorientowała się, że zasady zostały rozluźnione, potraktowała to jako zaproszenie do zabawy przed poranną toaletą.

Musieliśmy się przeciwstawić i powiedzieć (życzliwie, lecz stanowczo), że na początku dnia się odświeżasz, jesz śniadanie i dopiero wtedy możesz zacząć się bawić. Możesz zatrzymać się by powiedzieć dzień dobry ptaszkom w ogrodzie przed myciem zębów, jako specjalny przywilej, ale jakakolwiek dyskusja na ten temat i będziesz musiała o tym przywileju zapomnieć.

Było nam ciężko wymyślić nową historię, która pozwoliłaby nam rozluźnić stare zasady, a jednocześnie nie pozwoliła kwestionować nowych. Historię, wobec której moglibyśmy być stanowczy. Jednak efekt opłacił się już wielokrotnie.

8. Używajmy pojedynczych słów: przypomnień, pytań lub stwierdzeń faktu, zamiast rozkazywać lub domagać się uległości.

Byłam zdumiona, gdy pierwszy raz odkryłam jak dobrze to działa. Jak zwykle, moja córka wyszła z łazienki zostawiając zapalone światło. Normalnie krzyknęłabym „Wyłącz to światło” i ona albo by je zgasiła albo odkrzyknęła „Sama wyłącz to światło” lub wręcz sprzeciwiła się mówiąc „Nie”. Czasami nawet po prostu by mnie zignorowała (Tak, pięciolatki też tak robią – tutaj łączę się rodzicami wszystkich nastolatków na świecie).

W każdym razie, tego dnia powiedziałam po prostu „światło” normalnym tonem. I co było zupełnym zaskoczeniem, ona wróciła do łazienki, wyłączyła światło i wróciła do zabawy. Zaadaptowałam tą zasadę całym sercem – za każdym razem, gdy sobie przypomnę, po prostu używam jednego słowa, powiedzianego przyjaznym tonem i w większości przypadków to działa. „Drzwi” zamykają drzwi, „auto” kieruje jej kroki w stronę samochodu, a „zlew” wystarczy, aby odłożyła brudne naczynia do zlewu i tak dalej.

Używam również techniki zadawania pytań, która na razie działa całkiem nieźle. Zamiast krzyczeć „Idź i połóż but na szafkę!”, zwykłe pytanie „Hej, gdzie odkładamy buty?” załatwia sprawę i to z dużo mniejszym sprzeciwem.

Podobnie pomaga stwierdzanie faktu. Kiedy myje ręce i się wygłupia, mówię „woda się marnuje” i ona szybciej kończy mycie rąk niż gdybym powiedziała „marnujesz wodę” lub „myj ręce szybciej”.

9. Pracujmy razem, aby osiągnąć akceptowane przez obie strony rozwiązanie.

To jest coś nad czy ja osobiście skupiam się w tym w tygodniu. Próbowałam tego już kilka razy i jestem przekonana o efektywności tej techniki. Jednocześnie to nie jest coś co robię bardzo często i nie jest dla mnie naturalne, gdy jestem w pobliżu mojej córki. Może dlatego, że dalej widzę ją jako małe dziecko.

W książce „Jak mówić, żeby dzieci słuchał i jak słuchać, żeby dzieci mówiły” (Książka, która miała ogromny wpływ na moje spojrzenie jako rodzica, bardzo polecam!)  autorzy sugerują następujące kroki rozwiązywania problemów:

Krok 1: Porozmawiaj z dzieckiem o jego uczuciach i potrzebach

Krok 2: Porozmawiajcie o Twoich uczuciach i potrzebach

Krok 3: Zróbcie burzę mózgów wspólnie, aby znaleźć rozwiązanie akceptowane przez obie strony

Krok 4: Spiszcie wszystkie pomysły, bez oceniania

Krok 5: Zdecydujcie które pomysły lubicie, a których nie i wybierzcie te, których zamierzacie przestrzegać

Jak mówią sami autorzy, nie musicie przejść przez wszystkie kroki, aby znaleźć rozwiązanie. Obecnie wiele naszych rodzinnych dyskusji związanych z dyscyplinowaniem, odbywa się w aucie, więc spróbuję przetestować mobilną wersję tej metody, na jakimkolwiek zagadnieniu, które pojawi się w tym tygodniu. To będzie interesujący tydzień.

10. Pozwólmy dziecku odczuć konsekwencje (naturalne konsekwencje, nie te wymyślone przez rodziców).

Jeśli jesteście tacy jak ja, to jesteście bardzo dobrze zaznajomieni z narzucaniem wymyślonych „konsekwencji”, które zmuszają dziecko do robienia tego, na co rodzice mają ochotę. Przykładowo, jeśli moja córka nie zje kolacji na czas, nie ogląda telewizji. Jeśli jednak się temu przyjrzymy bliżej, nie jest to „naturalna konsekwencja”… to po prostu coś, co wymyśliłam, żeby zmusić ją do współpracy. Większość ekspertów mówi, aby nie stosować takich wymyślonych konsekwencji (które są w rzeczywistości zamaskowanym karaniem) i pozwolić wystąpić naturalnym konsekwencjom, którymi w tym wypadku byłoby pójście do łóżka głodnym.

Choć szczerze mówiąc, ja jeszcze tego nie potrafię. Ta nadopiekuńcza kontrolująca część mnie przejmuje stery, zanim moja córka zmierzy się z naturalnymi konsekwencjami. To jest coś nad czym muszę w przyszłości popracować, ale jeśli wy jesteście już na to gotowi, to oczywiście próbujcie! Z chęcią posłuchałabym historii o tym, jak komuś się udało.

No więc oto one – 10 sposobów na radzenie sobie z ciężkimi sytuacjami stosując pozytywną dyscyplinę. Poważnie, po przeczytaniu tego, chcielibyście kiedykolwiek wrócić do tradycyjnej i karzącej techniki dyscyplinującej?

O autorce:

Sumitha Bhandarkar jest założycielem A Fine Parent. Po zrobieniu wielu pomyłek i poczuciu, że jest beznadziejnym rodzicem, pewnego dnia miała objawienie, że Świetni Rodzice się Tworzą, Nie Rodzą. Teraz jest w trakcie podróży do zostania lepszą osobą i lepszym rodzicem, jeden mały kroczek na raz i ciepło zaprasza was do wzięcia udziału w tej podróży

Prawa do zdjęcia należą do Ian.

Jeśli zgadzacie się z powyższym tekstem, będę zobowiązany, jeśli zdecydujecie się go udostępnić innym, bo dzięki temu wiedza na temat takiego podejścia do wychowania, będzie zataczać coraz szersze kręgi.

  • amen.

  • Kurczę, po tekstach tutaj człowiek przypomina sobie za dużo sytuacji z dzieciństwa. Szkoda, że dwadzieścia lat temu nie było takich artykułów pod ręką :)
    Chociaż ten punkt czwarty – jako dziecko mało co wkurzało mnie bardziej, niż właśnie tekst „aż się uspokoisz”. Grrr :)

    • Nic tylko się cieszyć, że dzisiaj takie artykuły już są :)

      A to „aż się uspokoisz” było problemem, bo byliśmy wysyłani do swojego pokoju i mieliśmy się tam „nudzić” – tutaj jednak proponuje się coś ciekawego, do czasu aż się dziecko uspokoi. To jest różnica, która podejrzewam – będzie miała znaczenie.

      • Niekoniecznie. U mnie bardziej wkurzał sam zwrot „musisz się uspokoić”, używany kiedy naprawdę byłam spokojna (nie krzyczałam, nie płakałam, itp). Zresztą to pewnie działa nie tylko na dzieci – jakby mi ktoś przy spokojnej dyskusji powiedział, że skończymy jak się uspokoję, to dopiero zaczęłabym się porządnie wkurzać :)
        Tak czy siak, zwrot ten niesamowicie wkurza mnie do dziś, zresztą jak widać na tyle, że z całego tekstu zapamiętałam głównie to…

        • To wręcz zabawne jak bardzo zdanie „musisz się uspokoić” wypowiedziane do spokojnej osoby, potrafi ją wkurzyć :) To akurat prawda :)

          • Podobnie jak „aależ się zaczerwieniłaś”. Łatwo przewidzieć efekt :)

  • Książka „Jak mówić…” jest genialna i szczerze ją wszystkim polecam. Po jej przeczytaniu kompletnie zmieniłem swoje podejście do wychowywania swoich dzieci.
    Nie wiem, jak to napisać, żeby nie brzmiało jak wypowiedź do reklamy telesprzedaży, ale nie potrafię o niej powiedzieć inaczej niż tylko w takim hurraoptymistycznym tonie.

    • „Czy Twoje dziecko też…” – aż mi się przypomniały reklamy Mango Zakupów :) Ja mam więcej takich książek – niedługo zrobię jakąś biblioteczkę na bloga :)

      • Zrób, zrób. Mega przydatna będzie taka lista.

        Jescze tylko dodatkowa godzinka wolnego dziennie na czytanie tego wszystkiego :)

  • Zwykła Matka

    Dobry tekst !!! Czasem niestety trudno się zastosowac do pewnych rzeczy jak samemu sie nad swoimi emocjami nie zapanuje! U mojej cóki takie złe zachowanie wynika najczęściej ze zmęczenia, ale kurcze jak długo będę to tym tłumaczyć??? Pyskówka wieczorna to okropna codzienność :( Ale co racja to racja – nie ma złych dzieci, są tylko złe zachowania, gorsze dni!

    • Z tym zmęczeniem dzieci to podobnie jak u rodziców. My też jesteśmy czasami jesteśmy zmęczeni i jak coś nas denerwuje, to mamy ochotę się wściec. Niestety nam nie wypada, a dziecko się takimi przyziemnymi sprawami nie przejmuje :)

      • jagudka6

        jesteś głupim pojebanym pizdą

      • ypeck

        Dokładnie, dzieciaki bez krępacji lecą po bandzie! Zastanawiam się czemu cos co wyglada na zawstydzenie i skrepowanie u mojej córy pojawią się dopiero kiedy trzeba juz przeprosić

        • Też zauważyłem, że przepraszanie jest chyba jedną z najbardziej wstydliwych dla dzieci czynności :)

          • Beata Gaca

            no właśnie: czy zmuszać dziecko do przepraszania, jeśli samo się nie poczuwa?

          • Ja osobiście nie chciałbym otrzymać wymuszonych przeprosin. Szczególnie, że gdy dziecko nie chce przepraszać, to zwykle dlatego, że wydaje mu się, iż wina nie jest tylko po jego stronie (i wtedy albo trzeba się temu jeszcze raz przyjrzeć albo pokazać mu dlaczego jego działanie było jednak bardziej naganne niż drugiej osoby).

  • Pingback: Styczeń jaki był… | Sonrisa Art()

  • Kamil, cieszę się , że trafiłam na ten tekst. Dał mi do myślenia, jak odnieść pozytywną dyscyplinę do mojej rocznej Zochy, która tłucze nas na potęgę i nie działają prośby ani groźby. Póki co staram się odwracać jej uwagę od ‚zabawy’ w bicie mamy albo wyciszam ją przytulaniem, mówiąc nie bijemy mamy tylko tulimy i dajemy buziaki. niestety nie zawsze to działa… :/

    • Cieszę się, że mogłem pomóc ;)

      • Jeśli masz jeszcze jakieś fachowe rady doświadczonego ojca chętnie ‚posłucham’ ;)

  • Mam pytanie co do punktu 2: czy dziecko nie będzie powielało złego zachowania byle tylko spędzić czas z rodzicem (time in)?

    • Bardzo dobre pytanie. Sam się teraz zastanawiam.

      Wydaje mi się jednak, że jest mniejsza szansa na to, że dziecko będzie powielać złe zachowanie, gdy spędzimy z dzieckiem trochę czasu, po takiej sytuacji, niż gdy tylko damy mu kazanie czy na nie nakrzyczymy. Bo w pierwszym wypadku, zaspokoimy jego potrzebę bycia z rodzicem. W drugim nie.

      • Pierwsza moja myśl, że może lepiej dać na chwilę time out, a potem time in, żeby dziecko „nasyciło się” rodzicem, ale rownocześnie nie zrobiło powiązania „złe zachowanie – uwaga rodziców”. Ale zaraz po tym sobie pomyślałam: UWAGA RODZICA NIE MOŻE BYĆ NAGRODĄ, A JEJ BRAK KARĄ. To się dziecku należy jak psu buda! Podobnie zawsze mnie dziwiły dyskusje o histeriach niemowląt/dwulatków, że najlepiej ich całkowicie ignorować, bo inaczej pokażemy, że to zachowanie jest skuteczne. A przecież jest różnica między przytuleniem a daniem dziecku tego, o co histeryzuje (oczywiście niektóre dzieci nie chcą być w danym momencie przytulone, ale to już kwestia indywidualna i wyczucia rodzica).

    • Iwona Wardal

      Dzieci chcą spędzać czas ze swoimi rodzicami i są gotowe znieść nawet ich złość i krzyki, jeśli pozwala im to uzyskać uwagę rodzica. Pytanue brzmi: jak bardzo zdesperowane, stęsknione, odrzucone musi się czuć dziecko, żeby z radością przyjmowało od rodzica uwagę w postaci reprymendy, kazania albo kary? Jeśli rodzic nie dopuszcza do wytworzenia się w dziecku tej rozpaczliwej tęsknoty tzn. poświęca dziecku swój czas i uwagę niezależnie od jego zachowania, to dziecko nie ma powodu, żeby złym zachowaniem domagać się bliskości. Odpychajac od siebie (time out) dziecko, które domaga się bliskości ukochanej osoby (rodzica) dajemy mu dwa wyjścia: „starać się” jeszcze bardziej (tzn. zachowywać jeszcze gorzej – w końcu rodzic będzie zmuszony zareagować) lub odpuścić (czyli przyjąć do wiadomości, że ukochany rodzic nie zamierza mu swojego cennego czasu poświęcać, a stąd już tylko krok do przekonania „Jestem zły, głupi, nikt mnie nie chce”).

  • Pingback: Styczeń jaki był… | Polskie Rękodzieło()

  • Luk

    Świetny blog i cenne porady. Dzięki!

  • Sandra

    Czytam właśnie książkę o bardzo podobnej tematyce – Alfie Kohn „Wychowanie bez nagród i kar”.
    Podejście ciekawe, bo o ile szkodliwość stosowania kar nie budzi w wielu z nas wątpliwości tak podejście, że chwalenie i nagradzanie dziecka może być równie szkodliwe jakoś ciężko jest sobie wyobrazić (przynajmniej ja miałam problem).
    Podoba mi się natomiast myśl przewodnia tej książki, żeby nie pracować nad dzieckiem a z dzieckiem. Moje dziecko ma obecnie 9 miesięcy ale już teraz jest kilka tematów, które wymagają pracy ;)

  • Aneta Krywalska-Szulc

    Wszystko co ważne w jednym miejscu :)
    U nas dodatkowo sprawdzają się polecenia bezczasownikowe, np. pupa na krzesło, nogi na ziemię, klocki do pudełka. Dziecko wtedy nie ma jak się sprzeciwić, bo nie ma czasownika w poleceniu i musi się głębiej zastanowić nad odpowiedzią ;)

  • Nie mam pojęcia kiedy skończę dział „od czego zacząć czytanie”, ale widzę, że nie jest to strata czasu. Dzięki!

    • Tym bardziej cieszę się, że ten dział stworzyłem, bo ma on zaledwie kilka dni :)

  • Mamuga

    A dla poszerzenia tematu, zachęcam rodziców, jeśli mają taką możliwość, do skorzystania z warsztatów komunikacji metodą Thomasa Gordona. Niektóre szkoły (te bardziej swiadome) organizują czasem takie typowo dla rodziców. Ale można też się samemu zorganizować w grupę i zaprosić instruktora.
    Metoda świetnie pokazuje jak często używamy blokad komunikacyjnych w rozmowie z drugim człowiekiem. I jak rozmawiać w „otwarty” sposób, by rozwiązać problem bezkonfliktowo, przy okazji budując poczucie własnej wartości dziecka. :) to tak z mojej strony. Przydaje się też w komunikacji z partnerem i przysłowiową teściową ;)

  • Mariusz
  • Małgorzata Dańczak

    mam pytanie o te naturalna konsekwencje, w ty konkretnym przypadku z kolacją: czy to aby naturalna konsekwenja, ze pojdzie spac glodne? Przeciez to bedzie nasz wybor, ze nie dam dziecku kolacji po okreslonej godzinie.

    • Myślę, że jeśli ma ochotę jeść zimne, to jak najbardziej może – gorzej jak na przykład ktoś inny zjadł jej porcje, bo ona nie chciała. Nie sądzę, aby chodziło o zmuszenie do niejedzenia – ew. może też chodzić o trzymanie się pewnego harmonogramu, czyli np. nie jedzenie po nocy (czy w ogóle chodzenie po domu), bo inni domownicy śpią.

  • Tomasz Ruchała

    Jak to mówią: W teorii nie ma różnicy pomiędzy teorią i praktyką. W praktyce – jest.

    Mam synka, dwulatka, który jest wcieleniem z jednej strony aniołka, z drugiej diabełka. Od sierpnia chodzi do żłobka, więc każdego ranka musi zrobić kilka rzeczy po pobódce: ubrać pieluchę, ubranka, zjeść śniadanie, umyć zęby, ubrać się do żłobka, wyjść z domu, wejść do auta. Co rano przed 2-3 powyższymi czynnościami jest dziarskie NIE, czasem przed każdą. Oczywiście z żoną spieszymy się do pracy. Musimy wymyślać cuda, żeby bez ryku przechodzić na „następny poziom”. Zdarzyło mi się, że wchodząc do auta złapałem się że zgrzytam zębami! Pierwszy raz w życie miałem coś takiego. Generalnie po zostawieniu go w żłobku o 8.30 rano jak idę do auta czuję, że straciłem już 100% energii na resztę dnia. Dlaczego na każde pytanie, czy polecenie najpierw musi być to dziarskie NIE ?

    Na pewno na większość dzieci działają opisywane przez Ciebie sposoby, chyba nawet ja byłem takim dzieckiem – jakoś nie przychodziło mi do głowy nie zgadzać się z rodzicami, do wszystkiego podchodziłem pozytywnie, jak zaczynałem być „niegrzeczny” wystarczało huknięcie ojca i już byłem posłuszny. Na mojego synka huknięcie nie działa (sprawdziłem kilka razy, bawi go to do rozpuku), co robić gdy robi coś niebezpiecznego? Np. pcha palce do kontaktu (prawie zawsze są tam zaślepki, ale prawie), wchodzi na okno (podstawia sobie krzesło), ciągle ucieka na ulicę, trzaska drzwiami z szybą. Co robić wtedy? Jak go tego oduczyć, mimo że wie że to jest złe, niebezpieczne, powtarzamy to cały czas?

    • Isla

      Synek ma dopiero dwa lata. Zachowanie dzieci w tym wieku jest zazwyczaj trudne i nieobliczalne. Moze ma faze na „nie”. Ale przede wszystkim mysle, ze moze jest za malutki na te wszystkie poranki, dyscypline…Rozumiem, ze pewnie nie macie innej opcji, ale ja rozwazalabym zostawienie dziecka w domu, zeby rozwijalo sie swoim rytmem, szczesliwie i bez stresu..

      • Tomasz Ruchała

        Ale On uwielbia chodzić do żłobka, te NIE są nieustannie obecne też w weekendy i wieczorami. Jeżeli ma fazę na „nie” to od kiedy tylko zaczął mówić. Jeśli chodzi o żłobek, to plan był taki że pójdzie dopiero do przedszkola, bo są dwie niepracujące młode babcie, bo moja żona jest w ciąży i mogłaby pójść na L4. Ale stwierdziliśmy, że On potrzebuje chodzić do żłobka, potrzebuje ciągłych bodźców, wszystkim się interesuje, cały czas gada, bawi się, biega, fajnie zachowuje się wśród dzieci. Jak jest chory i siedzi w domu to po trzech dniach ledwo daje radę ze znudzenia. Ciężko już nam wymyślać coraz to nowe zabawy;) Franek jest zdecydowanie szczęśliwym dzieckiem i nie „zażywa stresu”. Aha, nawet jak się rano spieszymy to staramy się, żeby tego nie odczuł, z zewnątrz jesteśmy cierpliwi i normalni, gorzej ze środkiem;) Pozdrawiam!