Nie jesteśmy jedynie dawcami spermy. Jesteśmy również ojcami.

I oczekujemy równych praw.

10447279325_4e5a3a6a59_k

Alimenty

Pani Małgorzata Ohme, z którą dotąd zawsze się zgadzałem, napisała tekst o ojcach, którzy nie chcą płacić większych alimentów, niż te zasądzone. I nie ma dla nich żadnego znaczenia czy te dodatkowe pieniądze są na kolonie dla dzieci, na dodatkowe korepetycje czy na zimowe buty. Podała konkretny przykład kobiety dostającej 1.200 zł alimentów na dwójkę dzieci, której ex-mąż odmówił dodatkowych 200 zł, a sam poleciał na Sri Lankę z nową rodziną.

Nie chcę tutaj wchodzić w dywagację czy 1.200 zł na dziecko to dużo czy mało, ale przyznam, że znam samotne matki, które na taką kwotę pracują cały miesiąc i muszą z tego utrzymać siebie, dziecko lub dwójkę i mieszkanie. Chcę się jedynie zastanowić czy to wszystko jest tak jednostronne jak opisuje to Pani Małgorzata (że niby kobiecie się należy, bo tak).

Większy problem

Z artykułu Pani Małgorzaty, wychodzi obraz kobiet, które są pokrzywdzone, bo mężczyźni płacą zbyt mało. Tyle ile zostało zasądzone, ale ich zdaniem zbyt mało. Bo ojców i tak stać na wycieczki, a oni przecież nie powinni latać. Oni powinni cierpieć!

A może ten ojciec odkładał na tą wycieczkę przez ostatnie trzy lata? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że owej kobiecie należy współczuć, a mężczyznę należy potępiać. Mimo, że nie wiemy na co ta kobieta wydała 1.200 zł i jakim cudem zabrakło jej 200 zł za korepetycje!

Moim zdaniem opisywaną przez Panią Małgorzatę sytuację można nazwać ledwie niedogodnością. Prawdziwy problem jest wtedy, gdy ukrywają swoje dochody i nie płacą alimentów w ogóle. Nie ci, którzy zarabiając 3.000, płacą jedynie 1.200 alimentów, ale ci, którzy zarabiając 10.000 zł i nie płacą w ogóle. Bo prawo pozwala.

Druga strona medalu

Spójrzmy jednak na to z drugiej strony, bo ten artykuł mówi jedynie o „biednych, pokrzywdzonych matkach”. A co z tymi wszystkimi ojcami, wobec których matki notorycznie łamią prawo? Co z wszystkim ojcami, którym matki zabraniają spotykania się z dziećmi? Co z wszystkimi ojcami, wobec których byłe partnerki, wykorzystywały ich własne dzieci, aby tylko wyciągnąć dodatkowe pieniądze? Co z tymi ojcami, którzy byli szantażowani emocjonalnie i oddali żonie dom, samochód i połowę pensji, po to tylko, aby ona zgodziła się na jedno widzenie w miesiącu? I później bezprawnie to zobowiązanie łamała?

Manipulacje

Co z tymi wszystkimi ojcami, których dzieci nienawidzą, bo matki je zmanipulowały? Bo matki je zniszczyły psychicznie i stworzyły jedyny słuszny obraz świata, w którym matki są zawsze cudowne i wspaniałe, a ojcowie to wstrętne, przebrzydłe świnie? Co z tymi ojcami, którzy pragną kochać swoje dzieci, ale nie potrafią, bo w ich oczach widzą jedynie gorącą nienawiść? Co z ojcami, którzy przyjeżdżają co tydzień do swoich dzieci z nadzieją i odjeżdżają ze łzami w oczach, bo dziecko po raz kolejny nie chciało się z nimi zobaczyć?

Aborcje

Co z ojcami, którzy nigdy nie mieli okazji zostać nimi, bo matka dziecka zdecydowała się na aborcję? Sama? Bo mogła? Zdecydujmy się! Albo to jest dziecko matki i niech ona podejmuje wszystkie decyzje albo to jest nasze dziecko i podejmujemy wszystkie decyzje wspólnie. Bo obecne prawo, to pieprzona szopka. Skoro mówi się, że facet wiedział co robi idąc do łóżka, to chyba można założyć, że kobiety głupsze nie są i też wiedziały? A skoro wiedziały, to niech uznają prawo ojca do powiedzenia „nie” aborcji!

Nieswoje dzieci

Muszę też zapytać co z tymi ojcami, którzy płacą alimenty na nie swoje dzieci? Ba, w Polsce zdarzało się nawet, że bezpłodni mężczyźni płacili alimenty! Przecież to jest nie jest jedynie nieetyczne – to jest chore. Kobiety, które się tego dopuszczają, powinny nie tylko w zębach zwracać te pieniądze, ale też zapłacić gigantyczną karę za psychiczne maltretowanie niedoszłego ojca. Bo wiadomość o tym, że przez całe swoje życie łoży się alimenty na nieswoje dziecko, naprawdę może zniszczyć człowieka.

Porzucone dzieci

I wreszcie co z tymi wszystkimi ojcami, którzy widzą swoje dziecko brudne, głodne i w obdartych ubraniach, mimo że co miesiąc uiszczają alimenty i to wcale nie małe? Co z tymi ojcami, którzy na własne oczy widzą, że matka alimenty wydaje wyłącznie na siebie, a dziecko jest pozostawione wyłącznie sobie? Porzucone? Co z ojcami, którzy widzą, że ich dzieckiem nikt się nie opiekuje i nikt go nie przytula? Co z ojcami, którzy z chęcią zapłaciliby nawet dwa razy tyle, byleby tylko ich dziecko wreszcie poczuło się kochane?

Równouprawnienie

Nie jestem maszynką robienia pieniędzy, ale nie jestem też jedynie dawcą spermy. I tak jak mam obowiązek płacenia na swoje dzieci w przypadku, gdy wychowuje je matka, tak samo powinienem mieć prawo je wychowywać osobiście. Uważam wręcz, że jeżeli ojciec jest zdolny i chętny do wychowywania swoich dzieci, to o żadnych alimentach nie powinno być w ogóle mowy! Połowę opieki sprawuje mama, połowę tata i po sprawie. Nikt nikomu nie płaci. Szczególnie, że w każdej sytuacji w której nie ma pieniędzy na stole, ludzie zachowują się zdecydowanie rozsądniej. Może wyjątki należałoby zrobić, gdy dziecko jest małe lub rodzice mieszkają daleko od siebie, ale w pozostałych przypadkach, każdy z rodziców powinien mieć równe prawa.

Prawa do zdjęcia należą do Lies Thru a Lens.

  • Alimenty płacimy (albo raczej – mąż płaci) regularnie (na mocy ugody z Eks, niższe niż zasądzone, bo do tej pory to ona „zarabiała” więcej niż my), dodatkowo prezenty, młody ma u nas nawet zwierzaka, którego w domu trzymać nie może ze względu na sprzeciw babci. O dodatkową kasę nie dzwoni, ewentualnie pyta, czy alimenty może przesłać wcześniej. Teraz, gdy nasza sytuacja się poprawia, również wkład w dzieci się zwiększy…

    I byłoby wszystko fajnie.

    Gdyby Młody mógł się z ojcem widywać. Chce – owszem. Dopomina się o kontakt, ale co z tego, skoro mama nie pozwala. Ostatnie spotkanie? Ponad dwa miesiące temu. Kontakt telefoniczny – tylko ze strony męża i w 75% przypadków zakończony od razu tekstem „młody nie podejdzie do telefonu”. Bo śpi, bo nie ma mnie w domu, bo gra na komputerze. Co z tego, ze termin zawsze ten sam – 18:30, wcześniej umówiony

    A to i tak dobrze, bo był czas, że ojciec i syn nie widzieli się po pół roku, a gdy podejmował próby kontaktu dzwoniła na policję (fajnie się słuchało jej rozmowy z funkcjonariuszem, gdzie ona opowiadała o wielkiej awanturze i zagrożeniu dla dzieci, a my staliśmy w tym czasie na posterunku). Potem, gdy wreszcie zezwoliła na pięć minut widzenia na klatce chodowej (nie wpuszczę was do domu, bo on mnie pobije) młody wybiegł z mieszkania z krzykiem „Widzisz! Tatuś wcale mnie nie zostawił!”

    Swoją drogą słono za ten okrzyk zapłaciliśmy. Uznała, ze to podważa jej autorytet i mąż nie widział młodego kolejne parę miesięcy…

    I – zjedzcie mnie – na takie jak ona to bym chciała przepisu, który podobno działa w stanach – że jeśli rodzic złośliwie ogranicza kontakt, to ma cofnięte alimenty. Może wtedy mój mąż mógłby być ojcem, a nie jedynie bankomatem.

    • Znam sytuacje ojca, któremu również matka ograniczała kontakt i w końcu sąd zasądził kary pieniężne za każde nie oddanie ojcu dziecka. Podziałało. Tam była kwota chyba 200 zł za każde spotkanie.

      • P. odmówiono nawet zasądzenia kontaktów „bo pana żona twierdzi, ze będzie współpracować” – i tu skwapliwe kiwanie główką prze Eks…

    • A czy Twój mąż robi cokolwiek, żeby to rozwiązać? Może iść do sądu i dostanie egzekucję kontaktów. Może nawet ubiegać się o opiekę naprzemienną argumentując, ze matka ogranicza kontakty co zaburza rozwój dziecka. Można dużo. Nie mówię, że będzie łatwo, ale dlaczego odpuszczacie?

  • Strzał w dziesiątkę.
    Miałabym jednak jedno ,,ale” odnośnie aborcji, ale to już temat na inną dyskusję.

    • Znaczy w przypadku jakiegoś zagrożenia zdrowia lub życia, to oczywiście kobieta powinna decydować, bo to w końcu o jej życie lub zdrowie chodzi.

      • No. O. Właśnie. :)

      • SAga

        A co jeśli dawca spermy dopomina się aborcji?
        Czasem to kwestia szantażu emocjonalnego i nie tylko kobiety go stosują jak można mylnie sądzić po Twym tekście.

        • Justyna52

          Kobieta, będąca w związku chce sama decydować o aborcji, bo to przecież jej ciało, jej macica. Nie chce być „inkubatorem”.
          Ale przy tym zapomina, że płód nie jest wyłącznie jej własnością, powstał z jej komórki i jego plemnika. Czyż mężczyzna nie ma tu żadnych praw ?
          A jeśli nie ma tych praw, to nie dziwmy się określaniem mężczyzn jako dawców spermy i bankomatów.

  • Brawo! :)

  • Dobrze napisane. Niestety w naszym kraju istnieje przewaga ojców opisanych przez Panią Małgorzatę. A szkoda.

  • Przecież w polskich sądach zalega masa spraw w których matki na dzieci nie dostają nic. To jest temat warty uwagi.
    Krzycząc „chcę 1400 a nie 1200″… Ludzie, dajcie spokój.

  • Mnie w tym artykule uderzyło to, że ta kobieta mówi tylko i wyłącznie o pieniądzach. Nie wspomina słowem o kontakcie ojca z dziećmi tylko kasa, kasa, kasa. Nie oceniam czy mała czy duża.

    Nie rozumiem też dlaczego od mężczyzn, którzy mają alimenty wymaga się by teraz łożyli tylko na dziecko. Oni też mają prawo do swojej drugiej rodziny, innych dzieci itd. To też go kosztuje. Utrzymuje swoje dzieci z pierwszego małżeństwa i swoje dzieci z drugiego małżeństwa. Byłej żony i jej obecnego męża już chyba nie musi.

  • Bardzo się cieszę, że o tym piszesz. Miałam to szczęście, że rodzice rozstawali się jak byłam już „duża” i mogłam wybrać, z kim zostać. Zostałam więc jednym z nielicznych przypadków dzieci mieszkających z ojcem i widzę, z jakim zdziwieniem się to często wiąże.
    „Tata z nami nie mieszka” – „aha, ok”.
    „Mama z nami nie mieszka” – „… coo? Ale jak to? Dlaczego? Ale ona żyje?”

    Niestety moi rodzice mieli do całej sprawy podejścia całkowicie różne. Bardzo podziwiam tatę, że kiedy powiedziałam np. „chciałabym na ferie do mamy” to zamiast robić jakieś cyrki, spokojnie dał kasę na bilet i podwiózł na dworzec. A mamy do dziś nie mogę przekonać, że kiedy obraża tatę, to nie on traci w moich oczach, tylko ona. Szkoda, że więcej osób nie zdaje sobie z tego sprawy…

  • Ja wiem, że emocje Ci wezbrały i masz do tego prawo. Jednak tych dwóch kwestii bym nie mieszała, bo są zupełnie odrębnymi sprawami. Bardzo często czytuję dyskusje internetowe, których schemat wygląda dokładnie tak, jak Twoje rozważania. Czyli: jeśli matki upominają się o prawa dzieci do alimentacji, to natychmiast pada pytanie „A co z prawami ojców?”. Otóż obie sytuacje, zarówno braku (lub niewystarczających) alimentów na potrzeby dziecka, jak i nieprzestrzegania praw dzieci do ich kontaktu z ojcami, są czymś złym. Po prostu gubi się gdzieś małego lub trochę większego człowieka, jego dobro, komfort psychiczny i szczęście. Dorośli grają ze sobą w grę, w której przegranymi są wyłącznie dzieci. Ale nie licytujmy się, kto ma gorzej – mamy czy tatusiowie. Obie sytuacje są złe, ale rozłączne. Zauważajmy, że dzieje się coś niedobrego, tak po prostu. Spróbujmy stanąć po tej drugiej stronie. Tylko i aż tyle.

    Moja córka jest dorosła. Rozstałam się z jej tatą, gdy nie miała jeszcze dwóch lat. Nie płacił jej alimentów (tak, JEJ, nie mnie) całe życie. Nie widywał się z nią, choć o to bardzo zabiegałam. Oszukiwał ją, okłamywał, nie dotrzymywał słowa i zawodził. Mimo to nadal potrzebuje kontaktu z nim, a ja przez dwadzieścia lat nie powiedziałam o nim złego słowa. No, dobra. Jak zawiadomił ją sms-em, że nie przyjedzie na osiemnastkę, bo nie usiądzie przy stole, przy którym będę siedziała, nerwy mi puściły i zaczęłam wrzeszczeć coś o debilach. Jeden jedyny raz. Coś we mnie pękło, gdy tak strasznie płakała.
    Godzinę później adrenalina się zmetabolizowała i pomyślałam, że nikt, NIKT nie chce być dzieckiem debila. I poszłam to moje dziecko przeprosić. I wytłumaczyć, że czasem człowieka ponoszą nerwy, więc gada od rzeczy.

    Mimo tych wszystkich przeżyć nigdy nie uznałabym, że odseparowanie ojca od dziecka nie jest problemem. Jest. Ogromnym.
    I dlatego proszę: nie licytujmy się. Przegrywają zawsze dzieci.

  • Aga SAga

    Nie sądziłam, że to nastąpi, ale pierwszy raz nie tylko nie przyklasnę Twojemu poglądowi, co nawet zdecydowanie mu się sprzeciwię.
    Z mojego bliskiego podwórka bardzo konkretny przykład, który niestety potwierdza regułę, że alimenty są potrzebne, a prawo rodzinne w Polsce to farsa.

    On i Ona byli ze sobą kilka lat. Oboje niezależni finansowo, ustawieni, pracujący i bez zobowiązań.

    On zachodzi w ciążę. On jest niemile zaskoczony (?) i radzi ją usunąć. Ona się nie zgadza. Ona odchodzi, ponieważ zaczyna się nad nią znęcać psychicznie i ciągle namawia do aborcji. Ona tego dziecka oczekuje z nadzieją, ale też ze strachem jak sobie sama poradzi.

    Przez wiele miesięcy sama boryka się z problemami macierzyństwa, najpierw zagrożona ciąża, ciężki poród, wady zdrowotne dziecka. Od niego otrzymuje tylko złośliwe, szydercze a wręcz pogróżkowe SMS-y.

    Ponad rok czasu walczą w sądzie o alimenty i pozbawienie go praw. On gra na zwłokę, nawet podważa ojcostwo (oczywiście na korzyść Jej) co opóźnia werdykt. A orzeczenie sądu to kpina – najniższe możliwe alimenty (choć On zarabia trzykrotnie więcej, dodatkowo dziecko wymaga znacznych środków na leczenie, terapię) oraz zachowanie pełni praw łącznie z widzeniami i spędzaniem czasu, decyzjami o życiu dziecka.

    Ona załamana i przerażona myślą, że nie tylko gnębił przez okres ciąży Ją to teraz zamierza mieszać w życiu Jej dziecka. Zwłaszcza, że zapowiedział jawnie, że zemści się (!), że wybrała dziecko a nie jego.
    Może mi teraz powiedzieć ktoś czy takiego gada można nazwać ojcem…? Dla mnie to tylko dawca spermy.
    I dalej możemy gadać o tym jak to te złe matki wykorzystują finansowo ojców.

    • Ale ja nic takiego nie napisałem:
      „Uważam wręcz, że jeżeli ojciec jest zdolny i chętny do wychowywania swoich dzieci, to o żadnych alimentach nie powinno być w ogóle mowy!”
      Jeżeli natomiast jest owym dawcą spermy jedynie, to należy go ścigać za alimenty z całą surowością prawa.

      • SAga

        Co to znaczy zdolny i chętny do wychowywania?
        Dla mnie sprawa alimentów jest prosta – dostaje je osoba,z którą dziecko mieszka, a ich wysokość ustala sąd po zapoznaniu się ze sprawą. W praktyce wygląda to różnie, a jednak takie jest prawo. Alimenty muszą być. Dziecko potrzebuje poza miłością rodzicielską także pożywienia, dachu nad głową, ubrań itp.
        Gdyby nie alimenty to jeden rodzic nie podołałby samotnie zapewnieniu bytu dziecku. *Piszę tu o przeciętnej polskiej rodzinie.
        Tak jak dwoje rodziców w domu łoży na utrzymanie potomka, tak i po rozstaniu muszą się dzielić kosztami. To dla mnie oczywiste.

        • Kamil Młynarzewski

          Jeśli można się wtrącić… chciałem tylko zaznaczyć, że Blog Ojciec miał chyba na myśli wychowywanie naprzemienne. Wiem zaraz ktoś napisze co to ?? bądź czy ja zgłupiałem ??? Aktualnie w Polsce to normalna reakcja, gdyż jesteśmy zacofani w pewnych sprawach (to oczywiście moje zdanie). Jednak czytając różne zagraniczne rozwiązania (np. kraje skandynawskie), gdy dwoje ludzi się rozstaje to jesteśmy po prostu z tyłu…
          Co do chęci wychowania to wiadomo, że są ojcowie, jak i matki, które mają gdzieś swoje dziecko/dzieci. Ale też jest duże grono np. ojców, którzy chcą wychowywać swoje dziecko, ale nie mogą, bo są facetami > takie w Polsce sądownictwo.

          Oczywiście temat rzeka, o którym można pisać i pisać…

        • Ależ oczywiście, że tak jest. Ale dlaczego nie miałoby być tak, że dziecko mieszka z ojcem, a matka płaci alimenty i spędza z dzieckiem dwa weekendy w miesiącu? To dokładnie symetryczna sytuacja do tej, jaką ma wiele dzieci.

          • Justyna52

            Do takiej symetrycznej sytuacji nie dopuszczają, zresztą wbrew prawu, polskie sądy. Zawsze, nawet prostytutka, alkoholiczka i ćpunka, jest w sądzie lepszym rodzicem niż ustabilizowany, z dobrą sytuacją materialną, ojciec. Tylko dlatego, że ta pijaczka jest matką, kobietą !

          • Pionierka

            Czasem na szczęście dopuszczają tylko trzeba być twardym i walczyć o dobro dzieci :)

    • Paweł Żaq

      saga, nie bardzo rozumiemy jak to ma się do tez z felietonu

      • SAga

        Ja odnoszę się tylko do wypowiedzi z BlogaOjca i nadal nie przekonuje mnie ten tekst, tj. o równości praw do wychowywania dzieci.
        Ktoś napisał, że nie po to się ludzie rozstają, żeby wspólnie wychowywać dzieci i to jest główny problem.
        Wydaje mi się, że w większości związków, w których są dzieci nie doszło do rozpadu rodziny bez bardzo poważnych przyczyn uniemożliwiających jej trwanie. Czyli z założenia fikcją jest oczekiwanie, że obydwie strony będą wychowywać razem dzieci choć osobno.
        Co za tym idzie – zawsze jedna strona będzie miała „przewagę” nad drugą, której żadne pieniądze nie są w stanie wyrównać.

        • W sytuacjach, gdy jedna strona jest zaburzona, nie powinno być tej równości. Niestety, sądy nie uznają tego, że stroną „gorszą” – zaburzoną, przemocową może być kobieta. Natomiast w sytuacjach, gdy rozstają się dwie normalne, zdrowe psychicznie osoby jak najbardziej powinna być równość praw do wychowywania. To, że ludzie nie pasują do siebie jako partnerzy nie oznacza, że nie mają prawa (i obowiązku) być rodzicami.

  • Ja

    Na wstępie artykuł bardzo mi się podoba tylko szkoda, że takich ojców jest mało :(

    Może opiszę swój przypadek: 5 lat temu uciekłam od ojca mojej córki. Po przejściach dostałam rozwód, ojcu ograniczyłam prawa rodzicielskie (ale moim zdaniem jest to pic na wodę) i oczywiście przysądzone alimenty w kwocie 400 zł. Alimentów do tej pory od niego nie dostaję – bo jak on to stwierdził, jak odeszłam to mam sobie radzić sama. I oczywiście tak robię w końcu mam dla kogo codziennie wstać rano z łóżka i zaczynać dzień. On nie interesuje się dzieckiem – raz na jakiś czas mu się przypomni np. raz na 3 miesiące- a wtedy jest afera dlaczego ja nie chce mu dać córki? Masakra. Nie dość, że wiecznie pracuje na czarno, kupuje sobie samochody to i ja jeszcze muszę spłacać jego zadłużenia małżeńskie w kwocie 500 zł bo mam stały dochód i umowę. Ma problem jak go proszę aby kupił dla córki owoce, mleko albo jakieś jogurty – twierdząc wiecznie, że nie ma pieniędzy. Na szczęście spotkałam na swojej drodze Radczynię prawną która podpowiedziała mi co mam w przypadku nie płacenia alimentów zrobić. Wniosek o popełnienie przestępstwa złożyłam na policję a tak przemiły Pan Policjant pomógł mi we wszystkim – sprawa trafiła do prokuratury a teraz czekam na sprawę w sądzie. Prawdopodobnie tatuś dziecka pójdzie siedzieć i już nie będzie się tak śmiał jak do tej pory, że wszystko uchodziło mu na sucho. Auto, wynajmowane mieszkanie, nowe ubrania. Może w końcu dostanie za swoje. Niestety nie mogę tylko odebrać mu całkowicie praw rodzicielskich – bo w końcu raz na jakiś czas przejawia obraz zainteresowania nad małą. Mam nadzieję, że przyjdzie ten dzień i ona mu wygarnie jakim był ojcem i gdzie był jak ona go potrzebowała.

  • W koncu glos rozsadku !!! Dziekuje Ci za ten post !

  • Paulina Wargulewska

    znam przypadki gdy ojciec płaci na dziecko matce i raz w miesiącu zabiera dzieci na tydzień lub na dwa tygodnie… już nie pamiętam. ale gdzie tu sprawiedliwość??? ojciec płaci podwójnie bo płaci matce do ręki i wtedy gdy dzieci są u niego. u mnie też tak to wyglądało jak piszesz….. dosłownie. ojciec jest be,jest tym chamem który zdradzał a matka ofiarę z siebie robiła. efekt był taki że ojca w całym moim życiu widziałam może z 5 razy. dodam że odszedł gdy miałam a raczej gdy chodziłam do zerówki a teraz mam 28 lat. masakra!! to jest nic innego jak wyrządzanie dziecku krzywdy. z perspektywy czasu można to dopiero zauważyć. aczkolwiek nie jest to zauważane przez matkę tylko przez dziecko gdy zacznie już się kształtować mniej więcej okolice gimnazjum. wtedy brakuje ojca najbardziej…. mówię to z własnego doświadczenia. ale to nie znaczy że takie dzieci kilkuletnie nie odczuwają braku…. bo można to zauważyć. tylko wtedy gdy się tego chce to się to dostrzeże. ja to widzę… widzę jak dziecko patrzy na bawiące się inne dzieci z ojcami, widzę jak tęskni za tego typu zabawami mimo że nigdy tego nie doświadczyło. widzę ten uśmiech tęsknoty gdy śledzi innych ojców z potomkami. trzeba być naprawdę zaślepionym własną krzywdą aby tego nie zauważyć!!! i pytam się po co??? dla dobra dziecka bo ojciec jest zły?? ile ojców jest tak naprawdę złych…. ilu z nich jest ćpunami, pijakami, sadystami i tym podobnymi??? czy na prawdę każdy facet mający dzieci musi być skazany na takie przyporządkowanie i to tylko dlatego że….no właśnie że co???w większości rozpadających się małżeństw facet jest normalnym człowiekiem zdrową umysłowo jednostką.

    • W imię stereotypu, w którym tylko matką ma prawo do wychowywania dzieci, prawo do bycia ofiarą, meczennica, pokrzywdzona. Niekoniecznie dobrą matką. Czasem jest tym złym, toksycznym rodzicem. Wszysto w majestacie prawa. Dzieci, obecni nieudani partnerzy, rodzice (mężczyźni, kobiety) są produktem fałszywej ideologii w której tylko kobieta ma prawa jako ta słabsza. Czasy się zmieniły. Kobiety zmeznialy, mężczyźni zniewiescieli. Przepisy i obyczaje współczesne kobiety do perfekcji wykorzystują na swoją a nie dzieci korzyść. Ideologia gender tylko to utrwala. Więcej praw dla kobiet. Nikt nie walczy o prawdziwe równouprawnienie. Feminizm to nic innego jak walka płci. Walka o dominację. W każdy możliwy sposób. Ojcostwo dla kobiet to nie byt samoistny jedynie wspomaganie, uzupełnienie w chwilach słabości? Czy tak jest w istocie?

  • Mi się przypomniał film „Tato” przy którym płaczę za każdym razem, gdy go oglądam. Prawo jest beznadziejnie skonstruowane, ale myślę, że nikt nie dałby rady wymyślić takiego, żeby wszystkim było dobrze. A może ktoś jednak spróbuje?

    • Prawo, które zadowoliłoby wszystkich jest raczej niemożliwe do stworzenia, ale warto nad nim pracować. Warto też je zdecydowanie uprościć i nie pozwalać na te wszystkie prawne „triki”, które później wykorzystywane są przez tysiące cwaniaczków.

    • Prawo jest skonstruowane bardzo dobrze. Problemem jest dyskryminacja mężczyzn w sądach. Nie trzeba zmian prawa. Potrzebna jest zmiana praktyki i realizowanie konstytucyjnego zapisu, że nikt nie może być dyskryminowany ze względu na płeć.

  • W Belgii standardowo lub jeśli rodzice nie są w stanie się dogadać w tej kwestii, sąd przyznaje im równe prawa i obowiązki wobec dziecka, co w praktyce oznacza, że dziecko (dzieci) mieszka przez tydzień/dwa z matką i kolejny taki sam okres czasu z ojcem. W tej sytuacji nikt nikomu nie płaci alimentów, dzielone na pół są dodatkowe koszta (wycieczka szkolna, okulary, etc.), oboje mają równy wkład w wychowanie dziecka, spędzają z nim tyle samo czasu i mają takie same obowiązki.
    Alimenty są płacone w przypadku kiedy rodzice zdecydują, że dziecko ma mieszkać na stałe tylko z jednym z nich (bo np. jedno z rodziców ma pracę uniemożliwiającą samotne wychowywanie dziecka – częste podróże, czy coś w ten deseń; miejsce zamieszkania jednego z rodziców uniemożliwia dziecku normalne funkcjonowanie, np. dojazd do szkoły, albo po prostu tak chcą).
    Prawo bardzo tutaj dba o dzieci i zawsze stawia ich dobro ponad rodziców.

    • I to jest system, który brzmi bardzo sensownie. Niestety u nas dla wielu ludzi, to brzmi dalej jak bluźnierstwo i jest oceniane jako zacofanie, podczas gdy w rzeczywistości, to my jesteśmy zacofani. Obyśmy dożyli czasów, kiedy to będzie u nas norma.

      • Nie wiem tylko jak to wygląda w praktyce, jeśli chodzi o aspekt ‚posiadania domu’ z perspektywy dziecka. Takiej stabilizacji, jaką daje mieszkanie w tym samym miejscu, z tymi samymi osobami. Bo w końcu dziecko ma dwa domy, dwa swoje łóżka, dwa biurka, dwa pokoje, etc.
        Na pewno kontakt między rodzicami musi być w miarę normalny i dość częsty, choćby ze względu na wymianę aktualnych informacji na temat dziecka.
        Widzę też, że system ma luki, które łatwo wykorzystać. Znam ojca, który wychowuje dzieci z byłą żoną właśnie w taki sposób. Tydzień są u niego, tydzień u niej. Pani mama kiedyś złośliwie zgłosiła, że ojciec dzieci ma w domu syf, szczury, śmieci i ćpa. Z miejsca dzieci trafiły do matki, ojciec mógł je widywać tylko w weekend w obecności osób trzecich (swojej matki, obecnej partnerki), a do tego przez ok. 2 miesiące kilka razy w tygodniu (2 lub 3 razy) zanosić na posterunek aktualne wyniki badań na obecność narkotyków w organizmie. Czysta złośliwość matki bez podstaw do takiego zgłoszenia, ale dopóki sąd nie był pewny, że dzieci mają odpowiednie warunki u ojca nie zezwolił na mieszkanie z nim.

  • Joanna Łukaszewicz

    Wszystkim chodzi nam o jedno, o dobro Dzieci i o przestrzegania prawa, zaròwno prawa Dziecka do alimentów, jak i prawa do kontaktów! Nie walczmy ze soba, nie licytujmy się! Połączmy siły i egzekwujmy prawo, choć każdy przypadek jest indywidualny, Rodzice samotnie wychowujacy Dzieci i Rodzice chcący uczestniczyć w wychowaniu Dziecka jesteśmy poza nawiasem :-( nie wspomina o nas „karta rodziny” nie ma nas, a prawo jest!, niestety w wielu przypadkach są też wyroki, bo my dorośli nie potrafimy się dogadać… Czy nie jest tak, że wszyscy (mówią) walczą o dobro Dzieci..?

  • Sytuację taką, gdy matka utrudnia dziecku widywanie się z ojcem, ojciec ma wyłącznie płacić, płacić, płacić… znam bardzo dobrze. Mój mąż ma dzieci z poprzedniego małżeństwa i o ile rozumiem, że płaci, sama nie raz i nie dwa puszczałam przelew za niego, jeśli w miesiącu moja wypłata przychodziła szybciej, o tyle zachowań jego ex nie rozumiem. Tu nawet nie doszła do głosu duma urażonej porzuconej kobiety, bo to ona go zastawiła sporo lat zanim mnie poznał, tu po prostu była czysta chęć zrobienia byłemu na złość – nieważne jakim kosztem. Że dzieci? Dzieciom przecież można wmówić, że ojciec zły, że tylko wyzyskuje (bo prosi, żeby dziecko wyprowadziło SWOJEGO psa), że nie płaci (pomimo, że płaci), że próbuje z dziecka zrobić wariata (bo stwierdził wyraźny problem i zasugerował kontakt ze specjalistą)… Ojciec ma płacić, to jego obowiązek jeśli opieka równoważna nie jest możliwa, ale niektóre matki powinny pamiętać, że to dziecko w tym wszystkim jest najważniejsze, to one wzięły rozwód z mężem, a nie dziecko z ojcem. I to dziecko potrzebuje nie tylko rzeczy kupionych za pieniądze od ojca, ale przede wszystkim tego ojca. O ile matka, w przypadku ojca niepłacącego alimentów, ma możliwości ich pozyskania (np. z funduszu alimentacyjnego) o tyle przecież ani dziecko nie dostanie „zastępczego ojca” ani ojciec „zastępczego dziecka.

  • Jolanta Jarko

    Bo to kobieta… To ona nosi ciążę, rodzi, wychowuje… Bla bla bla! Samotni ojcowie są postrzegani jak marsjanie! A tak Nie powinno być. Mężczyzna prawie nigdy nie ma szans wygrania jeśli chodzi o ten temat. :( mój były to masakra. Dzieci widuje bo to obowiązek nieplaci Nie dzwoni ech szkoda gadać. Ale znam facetów którzy super zajmują się dziećmi płacą alimenty a kobiety i tak zawsze mają coś do narzekania… Prawo powinno się zmienić i wprowadzić porządne kontrole!

  • Mama z prądem i pod prąd

    Ale dołożyłes matkom, by bronić ojców… Tak naprawdę nigdy nie wiemy co się dzieje w konkretnej rodzinie. Widzimy tylko czubek problemu, szczególnie jeżeli rodziny juz nie ma. Zawsze każdy bierze czyjąś stronę, matki albo ojca… Rzadziej dziecka. Za każde rozstanie rodziców, za ich walkę, również ta na forum publicznym czy to rodziny czy znajomych, najwyższa cenę za to placa dzieci. Bo dziecko kocha i tata i mamę, a jedno wiesza psy na drugim, i dla dziecka to jest jakby przejeżdżał po nim czołg…

  • To jest okropne, jakim człowiekiem trzeba być żeby nauczyć swoje dziecko nienawidzić jego ojca żeby nie chciało się z nim widywać? Zawiść i okrucieństwo niektórych kobiet mnie przeraża, a jeszcze ta myśl, że to one kształtują charakter swoich dzieci…Takie sytuacje to jedna wielka krzywda dla dzieci i ich ojców.
    My się rozstaliśmy w bardzo złej atmosferze, ale przecież nikt mi z nim rozmawiać nie każe. Dziecko mu zawożę kiedy poprosi, nie robię mu problemów, gdy życzy sobie spędzić z nim parę dni, nawet gdy w danym miesiącu nie zapłaci mi ani grosza (a zdarza się). Dziecku kontakt z ojcem się należy i nie mam prawa mu tego zabraniać!

  • roz

    caly problem zniknalby , gdyby kobiety byly odpowiedzialne, za swoje czyny a niestety tak nie jest.

    dziecko powinno byc wynikiem milosci obojga rodzicow i ich obupulnej zgody co do pojawienia sie nowego zycia

    w praktyce polega to na tym ze okolo 70 % malzenstw jest wynikiem wpadki, a w kolejnych 5 latach z tych malzenstw polowa sie rozwodzi.

    dlaczego mowie tu o odpowiedzialnosci kobiet, poniewaz, to kobiety oszukuja chlopcow z ktorymi sa oszukuja mezow, byle osiagnac swoj cel

    zyjemy w 21 wieku ale nadal nie rozmawiamy o sprawach waznych ze swoim partnerem, mezem, kochankiem, myslac a jakos to bedzie
    to nie jest naiwnosc to glupota i niestety powielana w pokoleniach

    moim zdaniem zadne prawo nie zmieni tego stanu bo zadne prawo nie jest w stanie uregulowac glupoty kobiet.

    jestem corka alkoholika i choc matka wmawiala man cale zycie ze to on jest wszystkiemu winien to teraz wiem ze bylo odwrotnie.
    ona wyszla za niego za maz bo nikt inny jej nie chcial i wychodzac za maz byla swiadoma ze pije i wiedziala ze ja uderzyc jest w stanie bo robil to przed slubem i pomimo tego za niego sie wydala i zniszczyla swoim dzieciom psychike udajac pokrzywdzona,

    ja uwazam ze opieke nad dziecmi powinna sprawowac ta osoba ktora jest w stanie finansowo sie nimi zaopiekowac, a drugi rodzic moze je odwiedzac, i to byloby sprawiedliwe.

    • Do wpadki dochodzi przy udziale obu stron, więc dlaczego twierdzisz, że kobiety oszukują? Mężczyźni wiedzą, jakie są konsekwencje seksu bez zabezpieczeń. Jak nie chcą wpadki, niech używają gumek.

      • Justyna52

        Do wpadki dochodzi przy udziale obu stron. Ale kobieta sama dobrze wie czy partner zakłada gumkę, czy nie. A co wie partner ? Być może kłamliwe zapewnienia kobiety o posiadaniu spirali, czu o regularnym braniu antykoncepcji.

        • Pionierka

          Pigułka może nie zadziałać z wielu powodów, więc jak mężczyzna chce mieć kontrolę nad sytuacją to niech używa gumki.

  • Honorata Piątkowska

    ‚a u was biją murzynów’

  • Anna Sz

    NIE WYOBRAŻAM sobie, aby było możliwe 100% zadowolenia z rozwiązań dla obojga rodziców rozwiedzionych, ale do rzeczy. Sama jestem kobietą, mam córkę, mam męża, a jednak zgodzę się z tym artykułem, wiadomo, nie ze wszystkim, ale zdecydowaną większością. 1200 zł – dla jednego mało, dla drugiego dużo: Dla mnie osobiście to dużo. Nie przekonuje mnie ten żal, wręcz żółć do byłego męża, który ma prawo ułożyć sobie to życie i zwyczajnie być szczęśliwym. Jeśli jej wynagrodzenie + alimenty nie wystarczają, to powinna się zastanowić nad wydatkami, na czym mogłaby zaoszczędzić ew. zmianą pracy, a nie dzwonić o większą sumę, bo nie zmieni przecież swojego obecnego standardu życia. Prościej jednak zadzwonić, do przyjaciółki, mamy i wyżalić się na okrutnego byłego męża, co nie ma dla niej 200 złotych. Znam przypadek niestety kiedy to kobieta traktuje każdego mężczyznę jak jej źródło utrzymania, ma dwójkę dzieci, każde z innego małżeństwa i przy swojej nastoletniej córce mówi jak wykorzystuje swojego obecnego męża, a znam taki przypadek, że mimo tego rozstania starają się utrzymać normalną relację – ile rozstań, tyle historii, jednak musimy w tym wszystkim zapamiętać: Dziecko kocha Nas obojga i oboje powinniśmy aktywnie uczestniczyć w jego życiu,

  • Badz tu madra

    A co z takim tatusiem który nie chce nim być.Mam go zmusić??Wybrał alkohol i mameswoja i kolegów.Musiałam chronic dziecko.Oboje go prosilismy o zainteresowanie dzieckiem.Alimentów nie płaci,bo jak stwierdził,że jest ojcem i nic nie musi

    • W takim przypadkach prawo powinni działać tak, aby pozbawić go opieki i jednocześnie zmusić go do płacenia alimentów.

      • Badz tu madra

        Tak.Wniosłam do sadu wniosek o odebranie praw.Oczywiscie sad przyznał mi racje.Alimenty dostajemy z funduszu panstwa.To idzie na konto tatusia.Tylko ……żal mnie sciska,że sa jeszcze tacy ojcowie którzy walcza o swoje dzieci……..Mam nadzieje,żę sa tego warci.i mysla o dobru dzieci

    • A co z mamusią, która się nie nadaje, a sąd uważa, że genitalia to wystarczający powód, by to ją faworyzować i przyznawać jej prawa do dzieci?

  • Badz tu madra

    Dodam,że domonowała przemoc,fizyczna i psychiczna.Dziecko miało dorastać przy nim???I jaki to dawca??/Syna wychowałam na madrego chłopca.Ma 14 lat,jest ułożony,choc poczatki trdne były

  • Przedstawię sytuację drugiej strony. Ojciec zajmujący się dzieckiem w ramach umowy z matką. Matka weekendowo – spotkaniowa, zapracowana, zajęta sobą i rozwojem osobistym. Co robi ojciec w sprawie alimentów? Nic. Cieszy się, ze bez walki ma opiekę nad dzieckiem. Niczego nie ustala sądownie bo batalia sądowa to proszenie się o odebranie dziecka – 94%-6%. Nie prowokuje sporów, na wszystko zgadza i cieszy z tego co mu życie niesie. Alimentów brak. Mama zadowolona, ojciec poniekąd też. Patologia z winy stereotypów? Alimenty płacone przez matkę opuszczającą dziecko to sytuacja wyjątkowa. Myślę, że zasługuje na podobny wpis.
    Czy zna ktoś przypadek matki dobrowolnie płacącej alimenty na dziecko?

    • No to naprawdę jest patologiczna sytuacja. Bo ryzykować utratę dziecka dla pieniędzy? Żaden rodzic się na to nie odważy. Z drugiej strony czy kobiety powinny czuć się bezprawnie? Sytuacja bez wyjścia. Poszukam czegoś więcej na ten temat i może rzeczywiście opiszę.

      • Przede wszystkim sądy niechętnie zasądzają alimenty na rzecz mężczyzny. Ale walka jest konieczna. Nie dla siebie, a dla dziecka. Bo to dziecko ma prawo do tych pieniędzy. Jeśli ojciec jest w stanie utrzymać dziecko samodzielnie, niech alimenty płacone przez matkę odkłada. Dziecko dorośnie i będzie miało kasę na start w dorosłe życie. Nieubieganie się o alimenty to de facto przyzwolenie na okradanie dziecka.

      • Helena Karta

        www. alimentytonieprezenty.pl z czym się zmagają rodzice dzieci nieotrzymujących alimentów

  • Ojcowie muszą przede wszystkim uwierzyć, że mają PRAWO być ojcami także po rozstaniu. A to oznacza, że muszą od razu w sądzie wnioskować o opiekę, nie dać sobie wmówić, że są na przegranej pozycji. Choć są dyskryminowani. Ale w końcu Czarni też byli dyskryminowani w USA, a dziś prezydentem jest Obama ;) Kiedy wniosek o opiekę nad dzieckiem składany przez ojca lub wniosek o opiekę naprzemienną będzie standardem, sądy będą musiały to uwzględniać. A jeśli nie wychodzi to trzeba walczyć choćby w Strasburgu, jeśli są przesłanki, że w sądzie doszło do dyskryminacji ze względu na płeć.

  • Szczypas

    Ten temat nie ma idealnego rozwiązania. Ideałem jest mama, tata i dziecko/ci. Każda inna formacja, zestawienie, umowa, alimenty, rozwód. Ty od 1 ja od 15 …. każda taka „układanka” jest jak puzzle z brakującymi elementami. Sam jest z rodziny, gdzie był rozwód, wiem o czym mówię. Nie łudźcie się, że da się ustalić idealny porządek – nie da się!! Jedyne co to można wybrać mniejsze zło…
    Prawo jest prawo – coś co wymyślił człowiek nigdy nie będzie idealne, zawsze będzie ułomne + nasza polska kombinatoryka i zawsze znajdzie się obejście. W mojej ocenie ważne jest to by po obu stronach „barykady” byli dorośli ludzie, chcący się dogadać. Oglądaliście serial Prawo Agaty, gdzie Bartek traci kontakt z Frankiem bo mama z nowym fagasem jedzie do Brukseli? „fajnie” pokazane, jak plany rodziców nie będących parą rozchodzą się każde w inną stronę…
    i jeszcze jedno – takich trochę OT – ostatnio Korin-Mikke (nic do niego nie mam, ale nie że go kocham :) – powiedział coś ciekawego: rodzic, który zalega z alimentami może zostać prawnie skazany na więzienie. DEBILIZM POLSKI!! Co to da, że rodzic pójdzie za kraty? Sytuacja 2 rodzica z dzieckiem się nie zmieni…. Zamiast koszt więzienia przeznaczyć za dopłatę do zatrudnienia, czy innej formy aktywizacji zawodowej, gdzie z automatu część pensji pójdzie na zasądzone alimenty to….

  • Poruszył Pan bardzo ważne kwestie, jednak uważam, że wiele jeszcze czasu minie, nim prawa się realnie zrównają. Warto jednak o tym mówić.

  • Magdalena Os

    Tyle że w praktyce wyłącznie rodzic, który bezpośrednio faktycznie przebywa z dzieckiem, jest obciążony. Strona alimentacyjna da te 200-400 zł i z głowy (bo wyższe to naprawdę rzadkość, przynajmniej u tych osób które znam). Sama wizyta u dentysty to ok 120 zł, dzieci często się przeziębiają – kolejne 40 zł, ubrania co sezon bo dziecko wyrosło (same buciki od 120 zł), wyprawka szkolna z 600 zł, wycieczki szkolne… A przecież o samą pracę też niełatwo gdy ma się dziecko do 10 lat jest się „niedyspozycyjnym”, bo małe dziecko trzeba odebrać ok. 15 i nie powinno być samo w domu… Koszty jakie ponosi strona, która mieszka z dzieckiem są zazwyczaj o wiele większe niż alimenty. Chyba, że ta druga strona faktycznie się poczuwa i jest świadoma że dziecku potrzebny jest nowy tornister czy też trzeba mu założyć aparat na zęby.

    • Wszystko zależy od tego, której strony zapytamy. Znam takie historie, gdzie mężczyzna płaci alimenty na utrzymanie dziecka i matki, mimo że jeszcze nie ma wyroku sądu, ani żadnych innych ustaleń i robi to dobrowolnie, a matka nie daje mu się nawet z dzieckiem zobaczyć.

      Dlatego też tym bardziej opieka współdzielona jest jedynym normalnym rozwiązaniem. Znikną wówczas patologie po obu stronach.

  • Daria Szlachetka

    No ja jeszcze bym dodała przypadek, gdzie matka przy dochodach 4300 swoją pensja i 800 alimenty, deklaruje i „udowadnia” zbieranymi fakturami od koleżanek na ubrania, lekarstwa itp. że wydaje na dziecko 3600… dla mnie to nadaje sie pod prokuraturę i wyłudzenie. Prawo alimentacyjne, jest tak skostniałe, stare i nie przystosowane do rzeczywistości. Że matki w sadach mogą wszystko. Znam taka, która jaja sobie robi z prawa i czuje sie bezkarna. Ojciec zagranicą i niestety nie jest w stanie stałe biegać do sądu bo i czasu i kasy na to nie ma a ona robi co chce.

  • steve

    Obecne prawo wspiera alienacje rodzicielska i patologie nie mając systemowego rozwiązania opieki naprzemiennej. Matce opłaca się negowac chęć opieki ojca nad dzieckiem, bo wie, że dostanie wtedy dziecko i alimenty.

    Ja od byłej małżonki dostałem ofertę : albo płacisz tysiąc miesięcznie albo zrobię wszystko byś był niedzielnym ojcem. Kolega prawnik zajmujący się rozwodami mówi, że taki scenariusz szantażu to teraz codzienność.

  • Piotr Połowicz

    Ciekawy głos i rozsądne podejście choć nieco dziwi, że dopiero teraz autor dostrzegł krzywdzącą stereotypizację cyklicznie goszczącą w postach pani Ohme.
    Niestety jest to chyba pokłosie kształtowania w społeczeństwie generalizacji i stereotypizacji wizerunku „złego” mężczyzny i „dobrej” kobiety tak przez przytłaczającą większość sędziów będących paniami orzekającymi w sądach rodzinnych jak i pań psychologów pracujących na sądowe zlecenie.
    Niestety orzecznictwo i opinie psychologiczne dla sądów zbyt często nie bronią prawdy czy faktów a jedynie osób je wydających i będących beneficjentkami rozwiązań promatczynych lub wręcz antyojcowskich.