Najlepszy sposób, żeby wychować swoje dzieci bez krzyku

Bo o tym, że warto nie muszę chyba nikogo przekonywać.

krzyk

Krzyk

A może raczej powinienem powiedzieć KRZYK?! To tylko jedno słowo, a stoi za nim tak niszczycielska siła (patrz też: Już nie biję dzieci). Pozostawia po sobie ślady, które są niewidoczne gołym okiem, a to z kolei prowadzi do tego, że są one bagatelizowane.

Czy powinniśmy jednak bagatelizować możliwe stany lękowe i depresję u własnego dziecka? A może zaniżone poczucie własnej wartości i kompleksy nie są niczym strasznym? Może dopiero, gdy człowiek jest „uszkodzony”, to jest prawdziwy? Nie chciałbym, aby ktokolwiek tak myślał. Ani o sobie, ani o swoich dzieciach, ani nawet o ludziach obcych. Dlatego też krzyk nie jest i nigdy nie powinien być priorytetowym środkiem komunikacji.

Używać go możemy jedynie wtedy, gdy pełni rolę ostrzegawczą czy ochronną (ten tekst jednak nie dotyczy takich sytuacji, lecz wszystkich tych, w których krzyku moglibyśmy uniknąć).

Skąd bierze się krzyk?

Długo się nad tym zastanawiałem. Kiedy krzyczymy na dzieci? Czy jest jakaś reguła? Żeby ją znaleźć, musiałem najpierw wypisać przykłady, w których rodzice krzyczą. Oto kilka:

Kiedy dzieci niszczą zabawki. Kiedy dzieci się biją. Kiedy dzieci nie chcą się ubierać. Kiedy dzieci nie przychodzą, gdy je wołamy. Kiedy dzieci są zbyt głośno. Kiedy dzieci nam przeszkadzają. Kiedy dzieci nie słuchają. Kiedy dzieci „niepotrzebnie” z nami dyskutują. Kiedy…

Gdy zacząłem je wymieniać, uświadomiłem sobie, że mogę to robić bardzo długo. Jest wiele powodów, dla których krzyczymy na nasze dzieci. W mojej opinii, zbyt wiele. A gdzie MY w tym wszystkim jesteśmy? Co MY robimy? W jaki sposób MY angażujemy się w tą sytuację?

Powiem wam gdzie. Nie jesteśmy blisko naszych dzieci.

Podejdźcie bliżej

Podejdźcie bliżej w sensie fizycznym. Zamiast krzyczeć przez dwa pokoje, podejdźcie bliżej. Powiedzcie to, co mieliście wykrzyczeć. Kiedy wasze dzieci zaczynają się sprzeczać z innymi dziećmi w piaskownicy, podejdźcie bliżej. Porozmawiajcie z nimi. Kiedy są zbyt głośno, podejdźcie bliżej. Powiedzcie dlaczego nie odpowiada wam głośne zachowanie. Kiedy dzieci wam przeszkadzają, gdy jesteście w towarzystwie, podejdźcie do nich bliżej. Zapytajcie na co miałyby ochotę. Wy zaspakajacie swoje potrzeby, ale one też mają swoje. I czasami te potrzeby będą wymagały waszego zaangażowania.

Podejdźcie bliżej

Podejdźcie bliżej również na poziomie emocjonalnym. Postarajcie się je zrozumieć i powiedzcie im, że rozumiecie skąd pochodzą ich uczucia. Kiedy nie chcą się ubierać, podejdźcie bliżej. Porozmawiajcie z nimi o powodach, dla których nie chcą się ubierać. Kiedy was nie słuchają, podejdźcie bliżej. Przyjrzyjcie się czy robią to celowo czy po prostu są czymś bardzo zaabsorbowane. Powiedzcie im dlaczego ich o coś prosicie i dlaczego to jest ważne, aby one odezwały się i powiedziały czy to zrobią. A jeśli nie zrobią tego, niech to uzasadnią. Kiedy „niepotrzebnie” z wami dyskutują, podejdźcie bliżej. Przeanalizujcie argumenty, których używają wasze dzieci. Skoro z wami dyskutują, to najwidoczniej one nie uznają tego za niepotrzebne. Dla nich ta sprawa może mieć szczególne znaczenie.

Bądźcie blisko, rozmawiajcie i tłumaczcie, a będziecie zdziwieni, jak bardzo zmienia się podejście do wychowania i jednocześnie jak bardzo zmienia się zachowanie naszych dzieci, gdy nie musimy uciekać się do krzyków.

Najbardziej wartościowa zamiana

Ja wiem, że to bycie blisko własnych dzieci, jest rozwiązaniem, które zabiera czas. Wiem jednak również, że jest to rozwiązanie, które w zamian daje miłość. A taka zamiana jest zawsze warta swojej ceny.

Zainspirowane tekstem Lemon Lime.

Prawa do zdjęcia należą do BK.

Jeśli zgadzacie się z powyższym tekstem, będę zobowiązany, jeśli zdecydujecie się go udostępnić innym, bo dzięki temu wiedza na temat takiego podejścia do wychowania, będzie zataczać coraz szersze kręgi.

  • Bardzo fajny tekst :)

  • Alina Dobrawa

    Ja zarzekałam się, że nigdy nie krzyknę na Lili.
    Nie udało się :/
    Zrobiłam to już kilka razy. Ze strachu kiedy była tam gdzie nie powinna lub chwytała to czego chwytać nie mogła.
    Już wolałam krzyknąć niż pozwolić, żeby coś na siebie zwaliła, albo z czegoś spadła.

    • Czasami krzyk jest nie ze złości, ale z przerażenia. Warto to rozgraniczyć. I w zasadzie to nie jest tak, że powinniśmy się wyzbyć wszystkich emocji i żyć jak małe robociki. Chodzi raczej o to, żeby dziecku wytłumaczyć skąd się nasz krzyk wziął, co on oznacza i czy jest on zachowaniem akceptowalnym. Podejdźmy bliżej.

      • Alina Dobrawa

        Dokładnie :)
        Kiedy dziecko jest już rozumne trzeba mu tłumaczyć niektóre nasze zachowanie :)

  • Marcin Perfuński

    A niech Cię… Dobry tekst! :)

  • To co piszesz, jest bardzo trudne dla człowieka, który śpieszy się do pracy, który śpieszy się w ogóle, który popędza dziecko, choć to on zaspał i tak dalej.
    Wydaje mi się, że trzeba też rozróżnić krzyk w nerwach i ze złością od głośnego zawołania (np. dziecko jest na drugim końcu placu zabaw i trzeba przekrzyczeć krzyk innych dzieci czy ryk samochodów z pobliskiej ulicy). Myślę, że krzyk który rani, to tak naprawdę krzyk długi, w którym większy wyżywa się na mniejszym i słabszym. Bo przecież dzieci też na nas krzyczą czasem, ale to nie działa tak samo, jak w drugą stronę.

    • Całkowicie się zgadzam, że są różne krzyki i nie każdy jest tym złym (jak na przykład krzyk ze strachu). Jednak czasem ten neutralny krzyk, kiedy krzyczymy na drugi koniec placu zabaw, przeradza się w krzyk, gdy już dziecko do nas przyjdzie. Warto zwrócić na to uwagę.

      • Mhm, to ważne. Tak mi przyszło do głowy, że pierwsze pokolenie „niebijących” ma pod górkę, bo nie wie czym bicie zastąpić. Moja mama zastępowała czasem właśnie krzykiem. Był to krzyk bezradności i w zasadzie też nie działał. Mnie, drugiemu pokoleniu – jest o niebo łatwiej. Bo nie mam odruchów bicia, co najwyżej mam odruch krzyku, ale jakoś mi się nie włącza(może jest na to za wcześnie). Co najwyżej stanowczo i wyraźnie coś powiem, trochę głośniej niż zwykle, ale znając moje możliwości „krzyczne” to jest ton, jakim większość ludzi gada do dzieci normalnie (na co dzień mówię raczej cicho). Mam za to drugi problem, wpadam w skrajność pod tytułem „pozwalam dziecku na wszystko”, a to też niedobrze. No wiesz,np. dziecko wpada w furię i zaczyna mnie bić po twarzy, a ja się tylko uchylam i czekam aż jej przejdzie (rodzice z zewnątrz pewnie mnie oceniają jak wariatkę). Ale z drugiej strony ta taktyka działa, bo z braku reakcji jakiejkolwiek dziecko szybko zaprzestaje takich działań. Niestety co jakiś czas znów próbuje, więc problem nadal jest na półce „pomyślę o tym jutro” ;)

        • Z takimi zachowaniami akurat trzeba uważać. Bo to, że testuje je na Tobie to jedno, ale jak zacznie testować je na kolegach i koleżankach, to już może być trochę gorzej. Ja zawsze stawiam takie dziecko na ziemi, poza „zasięgiem” i to zwykle wywołuje to furie pod tytułem „położę się i będę krzyczeć i kopać, aż mnie podniesiesz”. Jako że nic z tego się nie dzieje, po paru minutach dziecko się uspokaja i przytula. I dopiero po kilku chwilach od uspokojenia, wracam z dzieckiem do tej sytuacji i tłumaczę dlaczego nie mogę pozwolić na takie zachowanie.

          • Moja jest chyba jeszcze za mała na takie metody. Po pierwsze nie zrozumie tłumaczenia, bo dla niej to jest zabawne (serio, śmieje się,jak mnie uderzy), a po drugie wolę jej nie doprowadzać do histerii. To bardzo „ryje psychę”, że się tak kolokwialnie wypowiem, ale nie umiem znaleźć lepszego porównania. Byłam dzieckiem histerycznym. Moja mama postępowała tak jak piszesz, to tylko wzmagało płacz, wycie i powodowało autoagresję lub agresję ponownie wyładowywałam na mamie. Zamknięte koło, jeszcze w liceum potrafiłam dostać ataku spazmów tylko dlatego, że nie mogłam obejrzeć ciekawego filmu w tv, bo moja mama wpadła na pomysł, że akurat wtedy powinnam sprzątać/uczyć się/cokolwiek. Nie tędy droga.

            • Płacz ze złości nie „ryje psychiki”. Rozpaczliwy płacz to robi. Dlatego jeśli jesteś blisko dziecka, gdy ono się złości (ale nie na tyle blisko, żeby dać się bić), to jest to dobre dla dziecka. Ono bardzo dobrze wie co zrobiło źle, ale wie także, że jak tylko się uspokoi to może przyjść się przytulić. Wie, że rodzic nie jest zły na nie, tylko na jego nieodpowiednie zachowanie. Szczególnie w sytuacji w której Twoje dziecko wie, że robi źle (jak sama piszesz, cieszy się z tego).

              • A kto tak twierdzi? Bo ja pamiętam, co czułam w tamtym momencie. Życzyłam mojej mamie śmierci. Na serio. Kiedyś miałam jej ochotę wrzucić trutkę do kawy. Właśnie za to, że siedziała obok i patrzyła, jak wyję. Przytulaćsię nie chciałam, bo przytulanie przegrywa z ciekawym filmem o zwierzętach, serio serio. Ja też przegrywam z muzyką na przykład. Muzyka w życiu mojego dziecka jest ważniejsza niż wszystko, zwłaszcza jeśli jest to fortepian lub muzyka orkiestrowa. Mam jej to wyłączać i ograniczać, chociaż wiem, że to coś, co jest jej najdroższe na świecie? Po moim trupie.

                • A kogo krzywdzi muzyka czy film ze zwierzętami? Mi chodzi o sytuację w której dziecko bije rodzica. Bo to jest nieakceptowalne. A jeśli kocha muzykę, to tylko pogratulować, cieszyć się i dziecku nie przeszkadzać :)

                  • Nie rozumiemy się. Agresja jest wtórna. Jest dokładnie tak samo, jak w przypadku dorosłych. Bijemy z bezsilności, bo jesteśmy słabi. Dziecko reaguje tak samo. Bije, bo to ostateczność. Najpierw jest krzyk. Stanie obok i patrzenie zimno jak płacze – to nieludzkie okrucieństwo. Jeśli nauczymy go, że jego płacz nas nie obchodzi i tak zrobimy tak jak chcemy nie licząc się z jego płaczem i gniewem – przestanie z czasem płakać. Nauczy się płakać bez głosu w środku nocy. Nigdy się o tym płaczu nie dowiemy, aż któregoś dnia odkryjemy, że nasze dziecko traktuje nas jak obcego (zazwyczaj wtedy, gdy przestanie być od nas zalezne, po studiach, gdy założy własną rodzinę i będzie tylko czekać na naszą śmierć i sprawę spadkową). Naprawdę trudno z zewnątrz ocenić, na ile płacz jest po złości, a na ile z nieszczęścia i bezsilności. Z czasem dzieci po prostu przestają płakać na zewnątrz, wydają się grzeczne i ułożone. Ale prawda jest inna. :(

                    • Dziecko bije, bo jest złe. Nie dlatego, że to ostateczność. Dziecko nie rozumie, że bicie jest złe. Tego my musimy je nauczyć co jest dozwolone, a co nie. I nie można porównywać zachowania dziecka małego (do pięciu lat) z dzieckiem starszym. I nie chodzi o to, żeby pozwolić mu płakać. Dziecko które bije dorosłego, nie będzie płakać gdy je odstawimy. Będzie się złościć. Może nawet wpadnie w furię. Ale nie będzie płakać (nie w sensie, że będzie smutne). Porównujesz dwie zupełnie różne sytuacje. Jak pisałem nie chodzi o to, żeby pozwalać dziecku na płacz. Chodzi o to, żeby wyznaczyć granice. A taką granicą na pewno jest bicie innych. Jeśli pozwolisz na bicie siebie, możesz mieć później problem wytłumaczyć, że bicie innych nie jest w porządku.

                    • Masz całkowitą rację co do meritum. Ale jak mam nauczyć dziecko niebicia, jeśli będę siedzieć obok i mu się przyglądać, jak płacze lub się złości? Rozmowa? Oczywiście, że tak. Ale wolę raczej przeciwdziałać powstawaniu histerii niż zbierać jej smutny plon. Nie oznacza to przyzwolenia. Łapię ją za ręce, przytrzymuję, pokazuję, że biciem nic nie zyska, że mnie nie rozgniewa itp. Ale zarazem robię wszystko, by płakała czy była zła, jak to ładnie nazywasz – najkrócej jak się da. Jeśli dziecko kilka razy w tygodniu wyje godzinami, to nie jest normalne i prawdopodobnie wynika ze złej postawy rodzica. Być może rodzic ów za bardzo dokręca śrubę. Pamiętajmy, że kompromis to nie sztuka ustępowania, ale moment, gdy dwa punkty widzenia próbują się spotkać w pół drogi. Nie wygrywa ani nie przegrywa żadna ze stron. Większość rodziców kompromis rozumie jako „ma być tak, jak ja chcę, a nie tak, jak chce dziecko”. To tworzy niepotrzebne konflikty. Nie ma sensu stawiać granic i wymagać od dziecka miliona rzeczy, bez których może się obyć. Np. nie ma sensu zmuszać do sprzątania czterolatka, jeśli nie chce tego robić. Zachęcać – tak, ale w granicach rozsądku, a nie że mus tu i teraz, bo zaraz ciocia przyjdzie, albo dlatego że rodzic akurat ma taki kaprys w danym momencie tego wymagać, zazwyczaj wtedy gdy dziecko jest zajęte super zabawą. Niech ma chlew, proszę bardzo. Najwyżej nie będzie się czym pochwalić przed gośćmi i wyjdzie się na rodzica-fleję, który dzieci nie umie wychować ;)

                    • No to przecież my się zgadzamy. Płacz czasami będzie się zdarzał i naszym zadaniem jest ograniczyć go do minimum, poprzez bycie obok. Jednak czasami gdy dziecko wpada w furię, to nie chce się przytulać, ani rozmawiać, lecz zaczyna wszystko atakować i bić. Wtedy na minutę lub dwie trzeba się odsunąć i podejść, gdy zobaczymy, że znowu nas potrzebuje. I całkowicie się zgadzam, że dziecko które wyje godzinami to nie jest normalne. Dziecko które wyje więcej niż 10 minut to już niepokojące.

                    • Cieszę się, ze mamy podobne poglądy w tej kwestii. Niestety „stawianie granic” wielu ludzi traktuje zbyt dosłownie, dlatego boję się polecania jedynych słusznych metod wychowania. Wg mnie jeśli jakiś sposób nie działa, to nie zadziała jeśli będziemy go powtarzać w nieskończoność. Z buntu dwulatka wejdziemy płynnie w bunt trzylatka, potem czterolatka i tak do matury. Wiesz, wydaje mi się, że ludzie czasem czytają za dużo książek o wychowaniu dzieci, zamiast słuchać swej intuicji. Każde dziecko jest inne i to, co zadziała w przypadku dziecka nr 1, dziecko nr 2 doprowadzi do furii. Trzeba dostosowywać swoje zachowanie do natury dziecka, a nie odwrotnie. Co oczywiście prowadzi do braku symetrii wśród rodzeństw, trudne jest wychowywać np. dwie skrajnie charakterem istoty nie będąc posądzanym o to, że którąś ze stron się faworyzuje. Ot, ciężka dola rodzica ;)

                    • A ja akurat uważam, że ludzie czytają za mało książek o wychowaniu dzieci albo czytają te niewłaściwe. Ja przeczytałem ich może trzy, cztery – nie więcej i wszystkie skupiały się mniej więcej na tym samym. Kochaj swoje dziecko i traktuj je jak człowieka. I wątpię, żeby człowiek który kieruje się takimi wartościami mógłby pozwolić dziecku na histeryczny płacz.

                      A co do tego, że u jednego dziecka coś działa, a u drugiego nie – polecam (nieskromnie) swój najnowszy tekst :)

                    • Paulina Barska

                      A ja od czasu urodzenia mojej córki, która ma 14.5 miesiąca kierowałem się instynktem…nie czytałam wcześniej żadnych książek, poradników i nawet nie rozmawiałam o wychowaniu z rodziną ,czy znajomymi. Słuchałam własnego serca😊 a nagle okazało się, że sposób w jaki traktuję moją córkę , to „model wychowania” zwany Rodzicielstwem Bliskości😜zakupiłam mądrą książkę „Mocno mnie przytul”, zaczęłam czytać Twojego bloga oraz mataja.pl i tylko utwierdzam się w przekonaniu,że dobrze robię i nie wyobrażam sobie w inny sposób wychowywać mojej córki 😄 a co najlepsze, z natury jestem bardzo emocjonalną i wybuchową osobą…Ale na Nią nigdy głosu, a tym bardziej ręki nie podniosłam. ..może dzięki temu, że sama jestem takim typem „krzykaczki”, łatwiej mi zrozumieć jej zachowania…ja nie wiem jak to się dzieje, ale w stosunku do niej jestem oazą spokoju i mam niezliczone pokłady cierplieości 😊 a może to dlatego, że tak strasznie Ją kocham?…😄

      • dobra uwaga!

    • Wanda

      …dla mnie ciagle niezrozumiale jest takie zachowanie tzn krzyk do dziecka bedacego na drugim koncu placu zabaw. Nie wiem po co to wogole robisz? Dlaczego nie podejdziesz do dziecka i nie mowisz do niego to co chcesz mu przekazac?

  • Pingback: MAMY LINKI - Mama Bloguje | Mama Bloguje()

  • Dlatego jesteśmy pokoleniem, któremu te zmiany przychodzą najciężej. Bo sami nie mamy takich doświadczeń. Tym bardziej musimy tej zmiany dokonać, żeby nasze dzieci nie musiały już ze sobą walczyć. Żeby potrafiły przekazać swoim dzieciom lepsze wzorce wychowania, niż zostały przekazane nam.

    Polecam jeszcze metodę na zjedzenie słonia:
    http://www.blogojciec.pl/dzieci/juz-nie-bije-dzieci/

  • Ja krzyczę w strachu o bezpieczeństwo Majki. Krzyczę w panice, albo z przerażenia. I wiem że to złe, i mam wyrzuty sumienia. Potem jej tłumaczę dlaczego tak zareagowałam, mówię że się o nią boję. I ćwiczę, i wlaczę z sobą, i staram się być przy niej blisko.

    • Chyba każdy z nas krzyczy. I właśnie tak jak piszesz, równie ważne jak panowanie nad krzykiem jest też, to co zrobimy jeśli już krzykniemy. Jeśli potrafimy zrozumieć swój błąd i coś z nim zrobić, to wszystko jest ok. Jeśli natomiast będziemy udawać, że nic się nie stało, to już jest gorzej.

    • Oj sama pamiętam jak się wydarłam widząc mojego (wtedy) 2 latka biegającego z nożem (dzięęęki panie nieodpowiedzialny!), taki odruch. Panika, przerażenie, wszystko naraz.

  • taka_tam_myszka

    Ładnie napisane. Ale przyznam Ci się, że w pierwszym odruchu pomyślałam sobie no ile razy można odkrywać Amerykę. Przecież wiadomo, że dzieci się nie bije, że się na nie krzyczy. Ale tak czytam komentarze, przypominam sobie dyskusje w internecie czy klaps to bicie i jednak przyznaję Ci rację: o takich rzeczach trzeba pisać.
    Mi jest po prostu łatwiej bo rodzice mnie nie bili w dzieciństwie, nie karali, w zasadzie za dużo nie krzyczeli, a jeśli już to w naprawdę kulturalny sposób. Mam wokół siebie znajomych, dla których takie rzeczy też są oczywiste. I łatwo jest zapomnieć, że to może jednak jakaś szczęśliwa mniejszość tak ma, a nie norma dla większości.
    W ciągu trzech lat i dwóch miesięcy życia mojego dziecka krzyknęłam na niego raz. Myślę, że ta tendencja raczej się utrzyma, bo nasza więź tylko się pogłębia. A im jesteśmy sobie bliżsi tym łatwiej :)

    • I to doskonale pokazuje, że praca nad sobą jako rodzic, jest bardzo wartościowa i przynosi niesamowite efekty. Jeśli ja zmniejszę ilość przemocy do minimum, tego co stosowali moi rodzice, to moje dzieci, będą miały znacznie łatwiej ograniczyć ją jeszcze bardziej.

    • Aleksandra Kostrzewska

      Ja jestem wdzieczna za ten tekst bo choc staram sie nie krzyczec to czesto popelniam ten blad jak moja mama i ojczym… W zasadzie caly czas krzycze, nie umiem mówić po cichu bo ojczym „wypracowal” u mnie taki mechanizm… Nie jest mi z tym dobrze ale i ciezko to zmienić chyba ze mam do przeczytania taki tekst.
      Takie slowa czytane regularnie sa zapamietywane i po trochu wprowadzane w życie…. Juz któryś tekst i juz coraz mniej krzycze, mala za to jest coraz grzeczniejsza i Coraz spokojniejsza dzieki czemu i ja mniej krzycze i tak powstaje nasze kolo…
      Kiedy zaczynam sie zastanawiac jakie konsekfencje krzyku rodziców ja odczuwam na sobie jestem zla ze nikt z nimi nie rozmawial, i jestem zla na siebie ze to powielam wiec
      Dziekuje za ten tekst. Za pomoc w zmienianiu sie na lepsze…

  • Bardzo madry tekst. Zgadzam sie.

  • ” wiem, że to bycie blisko własnych dzieci, jest rozwiązaniem, które zabiera czas ” – to jest twoje własne dziecko – ono nie zabiera czasu.
    Masz dziecko – to się nim zajmuj, opiekuj. Jak to się mówi „widziały gały co brały”. Sorry za porównanie ale biorąc psa nie mówi się „pies zabiera czas bo trzeba z nim iść na spacer a ja wolę obejrzeć mecz”. Pies ma swoje potrzeby i dziecko ma swoje potrzeby które trzeba zaspokoić. A jedną z potrzeb dzieci jest kontatk, bliskość z rodzicem.
    Dziecko nie zabiera czasu. To ty masz obowiązek dać dziecku swój czas – masz je wychować, dbać o nie. Dziecko nie jest dla ciebie ale ty dla dziecka.
    Tak ja to widzę.

    • Ogólnie masz rację, ale nie można popadać w skrajności. Czasami jest czas dla dziecka, czasami jest czas dla rodzica. Życie w poświęceniu wobec dzieci, nie jest czymś na co bym się zdecydował, bo zadbanie o samego siebie jest równie ważne, jak zadbanie o dzieci.

      • Nie popadam w skrajność. Odnosilam się do tego że nie można dziecka spychać na 2 plan i krzyczeć na/do niego bo jest się zajętym swoimi przyjemnościami, swoim towarzystwem lub sie nie chce podejść czy cokolwiek. Chciałam raczej zwrócić uwagę na to że to jest DZIECKO i siłą rzeczy musimy poświęcić mu czas i być przy nim.
        Nie mialam na mysli poświęcenia siebie dla dziecka, swoich przjemności tylko skupiłam się na momentach w których występuje krzyk :) bo o tym był post :)

        • Jasne, ja też Tobie nie zarzucałem tego, że popadasz w skrajność. To raczej taka ogólna myśl była, że zgadzam się z Tobą, ale trzeba uważać, żeby tej myśli nie wdrożyć „za bardzo” :)

    • Małgorzata Ptaszyńska

      Wydaje mi się, że tu nie tyle chodzi o czas dla dziecka, bo bez względu na sposób wychowania, ten czas się „poświęca”, tylko właśnie o metodę. Bycie blisko wymaga więcej czasu i zaangażowania- bo trzeba dać dziecku czas na ekspresję emocji, wyciszenie i tłumaczenie (wielokrotne) . Krzyk i bicie to pójście na skróty. Szybszy efekt, ale okupiony krzywdą dziecka, o czym nie mają pojęcia tak postępujący rodzice. A tak w ogóle, to świetny tekst. Gratuluję. ;-)

  • Pingback: siniaczek | ptasie gniazdo()

  • Asia

    dobre na prawde dobre i dajace do myslenia i refleksji w tym wiecznym pedzie zycia …. a przeciez dzieci sa najwazniejsze ….

  • Gosia P

    Chyba ze „podchodzenie blizej” konczy sie gonitwa za dziecmi po pokojach… i to w kilku kierunkach jednoczesnie. Lub tez konczy sie mowa do milczacego dziecka, ktore poprostu zrobilo na co mialo ochote — i wie dobrze ze tej nieslychanej prawdy lepiej rodzicom nie wyjawiac.
    ps. Pan ma moze jedynaka?

  • aguha

    Ciesze sie, ze trafilam na ten tekst. Bo ostatnio wlasnie sie zastanawialam paradoksalnie, czy ja nie „krzywdze” mojego dziecka nie krzyczac. Moja corka ma 3 i pol roku. Jeszcze nie chodzi do przedszkola. Za to ja pracuje w wielu przedszkolach, prowadzac zajecia dodatkowe. Na ok. 20 przedszkoli poslalabym ja tylko do jednego. Tyle sie napatrzylam i nasluchalam na panie przedszkolanki i niejednokrotnie opadly mi rece. Tam jest przewaznie krzyk. W roznej postaci. I teraz mysle sobie o mojej corce, ktora jest bardzo wrazliwym dzieckiem. Nie zna krzyku. Ani ja, ani moj maz nie podnosimy na nia glosu, poniewaz wszystkie nasze racje argumentujemy i przede wszystkim sluchamy jej. Jest dialog i otwartosc z naszej strony na jej poglady i pomysly na rozne sytuacje. Ale czy to wystarczy? Chodzi mi o to, ze w koncu pojdzie w swiat. Czy to do przedszkola, czy szkoly. Nawet na plac zabaw. I bedzie zupelnie nieprzygotowana na wrogosc. Na brak uwagi. Brak checi wspolpracy. Oczywiscie nie staram sie udowodnic, ze krzyk jest potrzebny, czy ma jakies pozytywy. Tak tylko sobie ostatnio myslalam i sie martwilam jak sobie poradzi. Byly sytuacje, ze kuzyn podniosl na nia glos i plakala, bo zwyczajnie nie wiedziala co sie dzieje. Tak samo byla w szoku, gdy na placu zabaw jakas mamusia krzyczala na swoje dziecko. Przezywala to kilka dni.
    ;) takie moje przemyslenia….

    • Oby jak najdłużej udało się jej znajdować takie środowisku w którym nie pozna krzyku :) Powodzenia :)

    • Guest

      nie uchronisz dziecka przed wszystkim; jestem już co prawda dorosła, jednak świetnie pa

    • Bajamuta Amu-Dżahi

      nie uchronisz dziecka przed wszystkim, tak samo jak nie jesteś w stanie wszystkiego mu pokazać; nie powiem żebym się wychowała w rodzinie patologicznej, bo tak nie uważam, jednak świetnie pamiętam klapsy i krzyki rodziców; teraz wiem, że chcieli dobrze, jednak atmosfera z tym związana pozostała, przez co mam bardzo ograniczoną relację ze swoimi rodzicami (nie potrafię z nimi rozmawiać na dobrą sprawę) i wiele innych rzeczy utrudniających mi funkcjonowanie w społeczeństwie (np. nie radzę sobie ze stresem). Nie mówię, że jest to tylko wina moich rodziców i ich klapsów czy krzyków, chcę tylko powiedzieć, że zazdroszczę Twojej córce tak wspaniałej matki i nie martw się, czy sobie poradzi; jeśli widzi w Tobie osobę, do której może przyjść zawsze, to jeśli tylko napotka trudności w swoim życiu, przyjdzie do Ciebie po radę lub zwyczajnie po słowa otuchy.
      Pozdrawiam ciepło :)

    • Urszula

      Moja córka chodziła do przedszkola bez krzyku. Kiedy raz przedszkolanka krzyknęła na dziecko, została zwolniona. Córka jako sześciolatka poszła do szkoły, wcześniej zbadałam ją pod kątem gotowości w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Pani psycholog zapytała mnie do jakiego przedszkola chodzi mała. Kiedy się dowiedziała, odparła, że to przedszkole świetnie przygotowuje dzieci do szkoły właśnie emocjonalnie, że dzięki miłości, ciepłu i akceptacji, które tam dostają w wieku, w którym tego potrzebują najbardziej -są silne i nic im nie straszne. Tak więc to chyba odpowiada na pytanie czy należy krzyczeć na dzieci, aby je „zahartować”… :)

  • Pingback: Czy ten bunt dwulatka nie jest przypadkiem przereklamowany? | szczesliva()

  • Monika Kucharska

    Wiecie co mój syn robi kiedy krzyczę? Zakrywa uszy, chowa twarz w dłonie. Staram się na niego nie krzyczeć, dużo tłumaczyć, chwalić a także karać jeśli jest taka potrzeba. Dziś niestety to się zdarzyło, krzyknęłam. On czuje wtedy strach, boi sie mnie a przecież nie o to chodzi w wychowywaniu. To straszne ze my dorośli nie zdajemy sobie sprawy z tego jak przeżywa to dziecko :-(

  • Roksana Skrabka

    To,o czym piszesz nieświadomie zaczęłam wprowadzać jakiś czas temu. Podchodzilam bliżej fizycznie i emocjonalnie do mojej córki z różnym efektem. Największy mur na jaki napotkałam to ten w którym na moje pytanie co się stalo/dlaczego tak postąpiła ona odpowiada „nie wiem” ucinajac totalnie rozmowę… Zgadzam się, że nie zawsze jest łatwo nie krzyknąć kiedy się spieszy my bądź powtarzamy coś setny raz bez rezultatu. Zawsze jednak staram się przeprosić i wytlumaczyc dlaczego krzyknęłam i przytulic.

  • Joanna Andryszczyk

    oj od jakiegoś czasu to stosuję by mówić, mówić ,mówić a nie krzyczeć efekty widzę :))

    P.S. mój młodszy syn widząc twoje zdjęcie maleńkie powiedział „oooo pan Robótka” starszy go poparł :)))

    • Co chwila ktoś mnie z kimś myli :) Fajnie :)

  • Mama notuje

    Z krzykiem jak z klapsami – robimy to z wygodnictwa, bo nam się nie chce wysilać ani pomyśleć jakie to może mieć konsekwencje. Bo czasem już nie mamy siły. A zamiast walczyć z dzieckiem trzeba walczyć ze swoimi slabosciami

  • Pingback: Jak pisać bloga żeby odnieść sukces. W cylku blogerzy radzą. - VADEMECUM BLOGERA()

  • Kinga

    Nie jestem mamą, ale zaczynam czytać to wszystko na przyszłość. Ciekawe.

  • Urszula

    Postaram się jak najczęściej podchodzić bliżej, bo szybko wychodzę z siebie, dużo rzadziej teraz, bardzo nad tym pracuję. Chyba obie pracujemy, bo nauczyłyśmy się ze mnie śmiać -że robię się czerwona jak Złość z bajki o emocjach, albo w buddyjskich geście łączę palce i zaczynam mantrować „oooommm” i zaraz obie pokładamy się ze śmiechu po podłodze, obie ooommmując… Córkę zawsze przepraszam, więc chyba rozumie, że to mama ma problem i nie ma to z nią nic wspólnego. Mam tylko nadzieję, że kiedyś się całkowicie wyciszę i przestanę jej robić krzywdę.

  • Daria Harmaciej

    A wiecie co ja Wam powiem? Mimo, że zgadzam się z tekstem tym i jemu podobnymi, to patrząc tak zupełnie na trzeźwo widzę w tym lekką przesadę. Proste stwierdzenie, że jeśli krzyknę do dziecka, wywoła to u niego (cytuję) ‚stany lękowe i depresję, a może zaniżone poczucie własnej wartości’, to jakaś paranoja. Zupełnie czym innym jest permanentne krzyczenie na dziecko z byle powodu, a czym innym krzyk, gdy mowimy do dziecka 10 raz a ono nie reaguje. Nawet, gdy ‚podejdziemy bliżej’. Zupełnie, jakby dzieci nigdy nie były niegrzeczne, a tylko nasze reakcje były zawsze złe. A przecież tak nie jest. Czy na prawdę mam nie krzyknąć DO dziecka ( a nie NA dziecko, dla mnie to jednak różnica), kiedy kolejny raz udarza inne dziecko w piaskownicy swoją zabawką, którą to inne dziecko chciało obejrzeć? Bo mój mały za nic nie podzieli się zabawkami, ale zabawki innych już bierze. Od miesięcy mu to tłumaczę i nic. Więc w końcu krzyknę. I mam wierzyć, ze przez to moje dziecko będzie mialo problemy psychiczne? Chyba ważniejsze jest to jakie słowa wykrzykujemy, a nie same decybele. Czy ja się mylę?

  • Twoje podejście do krzyków rodziców jest niebanalne. Wiem ze swoich obserwacji w pracy w przedszkolu , że jest coraz więcej dzieci, które nie reagują na normalny głos. Nauczyciele nie krzyczą lecz z uwagą pochylają się nad dzieckiem.

    • Bardzo ciężko, szczególnie w grupie maluchów, uzyskać posłuch dzięki krzykom. Dzięki temu drugiemu podejściu nie tylko przekaz trafia do właściwego dziecka, ale też pokazuje mu, że jest dla nas ważne i w efekcie następnym razem będzie z nami chętniej współpracowało.

  • Asia Ostaszewska

    Zgadzam się z założeniami tekstu. Chciałam jednak również napisać o sytuacjach, w których zmęczenie bierze górę, złość w nas pulsuje jak oszalały dziki tygrys zamknięty w klatce i wtedy… pojawia się krzyk. Krzyk, który uwalnia emocje, pokazuje, ze jesteśmy źli i z czymś sobie nie radzimy. Wydaje mi się, że ta szczera reakcja, rozładowanie, spokoj i potem wyjśnienie też mogą być dobre.

    Nie jestem robotem. Staram się jak mogę zadbać o emocje i bezpieczeństwo moich dzieci, ale są dni kiedy nie daje rady i poprostu krzyczę. Czasem przepraszam, czasem nie. Zależy od dnia, bo jestem tylko zwyklym człowiekiem, który czasem musi się wykrzyczeć. A nie zawsze mogę wspiąć się na szczyt góry i krzyczeć do nieba o pomoc.

    • Jasne. To jest bardziej tekst mówiący o tym jak ograniczyć niepotrzebne krzyki. Bo czasami krzyk jest istotny – informuje o naszych emocjach na przykład i niekoniecznie nikogo krzywdzi. Czasami też np. pełni rolę ostrzegającą o niebezpieczeństwie i jako taki pełni ważną rolę, z której nie należy rezygnować.

  • A propos krzyku, sytuacji gdy krzyczy na nas dziecko i próbujemy je uciszyć – wyczuwasz różnicę między komunikatem wysyłanym przez rodzica: „nie krzycz” a „nie drzyj się”. (?)
    Pomijam kwestię tego, że próbę uciszania można podjąć w inny sposób…
    To akurat pytanie chodzi mi ostatnio bardzo po głowie.

    • Myślę, że lepiej jest powiedzieć coś w stylu „mów ciszej” – kiedy powiemy co można robić, zamiast po prostu powiedzieć czego nie można, to jest większa szansa, że dziecko z takiej rady skorzysta.

  • Agnieszka Franas Pacyk

    Prawdziwe i niestety czesto zapominane w natloku zajec, obowiazkow i zmeczenia :( Dziekuje za ten tekst i za wszystkie inne :)

  • Dominika Opała

    i ja dzis krzyknęłam, moja 3,5 letnia córka bawiła się słuchawką od domofonu w taki sposób je ją puszczała z dużej odległości a ona odbijała się o scianę… ja w tym czasie zmieniałam pampersa drugiej córce, i z pokoju mówię do niej, aby przesłała, bo słuchawka jest z plastiku i może popękać i się rozwalić… i co rzucała ją dalej,a jak już zmieniałam pampersa i podeszłam do niej, to własnie sluchawka się rozwaliła… a ja nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć………….. poczym ……moja córka mówi do mnie spokojnym głosem: „Mamo proszę nie krzycz do mnie, mów do mnie normalnie”, a mnie zamurowało…. zrobiło mi się głupio, przeprosiłam ja że krzyknełam i wytłumaczyłam dlaczego się tak zezłościlam i zdenerwowałam.

  • Łukasz

    Przeczytałem jednym tchem, bardzo przyjemnie napisane :)
    Dziękuję :)

  • Skąd się bierze krzyk?

    z BEZRADNOŚCI, bezradności rodziców którzy chcą szybko zakończyć sprawę, tylko nie bardzo wiedza jak…