Już nie biję dzieci

już nie krzyczę.

VLUU L100, M100 / Samsung L100, M100

Przymuszone do szacunku

Kiedyś wierzyłem, że mój szacunek do otaczającego świata został wypracowany za pomocą pasa. Kiedyś było to dla mnie tak oczywiste. Takie proste. Byłem niegrzeczny, nie okazywałem szacunku, nie byłem dość ostrożny. Coś zepsułem, coś zniszczyłem, coś powiedziałem. Zwyczajnie należało mi się. Może to dla kogoś być szokujące, bo najczęściej dzieci z takich rodzin, są całkowicie przeciwne karom cielesnym, ale mi wydawało się to normalne i akceptowalne. Kiedy więc moje dzieci zaczęły dorastać, wiedziałem że pojawią się i klapsy. Nie dawane w złości, w wyrazie bezradności. Na spokojnie, jako środek wychowawczy. Czasem krzyk, żeby postawić dzieci do pionu, kiedy okazałyby się wyjątkowo krnąbrne. Czasami klaps w pieluchę. Nie po to, żeby skrzywdzić. Po to, żeby wskazać błędne zachowanie. Wierzyłem będę robić to, co dla moich dzieci jest najlepsze. Nie znałem niczego innego.

Rób to, co mówię, a nie to, co robię

Dopiero w pewnym momencie zobaczyłem, że moje działanie ma całkowicie przeciwny skutek niż oczekiwany. Dzieci zaczęły się szarpać. Zaczęły krzyczeć. Zamiast robić to, co mówiłem, zaczęły robić to, co ja robiłem. Zobaczyły, że skoro istnieje taka forma ekspresji swojego niezadowolenia, to znaczy, że jest ona akceptowalna. Tym bardziej, że przecież rodzic tak robi. Dzieci patrzą w nas jak w zwierciadła i absorbują każde nasze zachowanie. Kiedy piszę te słowa, to wszystko jest dla mnie niesamowicie oczywiste. Teraz widzę swoje błędy. Jednak przez długi czas tego nie rozumiałem. Musiałem do tego dojrzeć.

Krzyk jak uderzenie

W pewnym momencie zrozumiałem też, że krzyk potrafi skrzywdzić równie boleśnie, a czasem nawet bardziej niż uderzenie. Zacząłem szukać informacji na ten temat. Okazało się, że większość lęków, fobii czy problemów z wymową (np. jąkanie się), pojawia się w pierwszych latach życia. I znaczna część, ma związek z jakimś nagłym, strasznym wydarzeniem. W efekcie, czasami wystarczy jeden moment nieuwagi, jeden krzyk za dużo, żeby poważnie skrzywdzić swoje dziecko. Nie na jeden dzień, ale na całe życie.

Czy jesteś w stanie żyć ze sobą, wiedząc że wyrządziłeś krzywdę swojemu dziecku, bo nie potrafiłeś nad sobą zapanować? Fizycznie lub psychicznie? Dziecku, które było pod Twoją opieką i które było od Ciebie całkowicie zależne? Przypomnij sobie, ile razy do tej pory straciłeś kontrolę. Każdy taki moment, mógł kosztować Ciebie i Twoje dziecko, całe życie przykrości. Czy myślisz, że którykolwiek z tych momentów, byłby tego warty? Pamiętaj, że Dzieci są na chwilę. Nie zepsuj jej.

Nie unikaj tematu

Rodzice unikają jak ognia tematu krzyków i kar cielesnych. Jest to temat całkowitego tabu. Nikt nie przyzna się, że uderzył dziecko. Nikt nie powie, że zdarza mu się stracić kontrolę. To by przecież oznaczało, że zawiódł w roli rodzica. Boimy się oceny społeczeństwa. Musimy jednak zrozumieć, że nie jest to prawda. Zawieść w roli rodzica można wtedy, kiedy nie widzi się tego problemu. Albo kiedy zakłada się, że tak po prostu musi być. Jeśli jednak ktoś z tym walczy i próbuje coś na to poradzić, to znaczy, że kocha swoje dzieci i pragnie dla nich jak najlepiej. Mimo tego, że czasami jest ciężko.

Przyznaj się do swoich słabości

Tytuł na górze, ma pokazać innym rodzicom, że nie są sami. Niemal każdy miał chwilę słabości. Chwilę w której złość aż kipiała. W której czuł się bezradny. Nie mówię, że należy od razu stworzyć grupy wsparcia. Należy jednak wyjść z cienia i rozmawiać. Pokazać, że to się zdarza i że trzeba się temu przeciwstawić. Należy nauczyć się kontroli nad emocjami. Szukajmy odpowiedzi, edukujmy się.

Kampanii sprzeciwiających się agresji wobec dzieci, jest dużo. Jeśli zagłębimy się w ich idee, znajdziemy też informacje co stosować zamiast agresji. Mało jednak jest informacji, jak sobie poradzić z emocjami. W przypływie złości nie myślimy racjonalnie. Z tyłu naszej głowy rozsądek wrzeszczy do nas, żeby się uspokoić, ale krzyk i tak wydobywa się z krtani, a nasze dziecko i tak „obrywa”. Emocje przesłaniają nasz osąd. Jak więc sobie poradzić z tak dużą zmianą, jaką jest panowanie nad emocjami?

Jak zjeść słonia? Po kawałku

Jest to metoda wykorzystywana przy niemal każdej zmianie przyzwyczajeń. Jest to też metoda, którą ja wykorzystuje. Skupiamy się na tym, aby przez jeden dzień pilnować swojego zachowania. Przestajemy myśleć w kategoriach długoterminowych. Nie przejmujemy się tym co będzie za rok, ani nawet tym co będzie za tydzień. Dzisiaj to jedyny dzień, jaki ma znaczenie. Postanawiamy sobie, że będziemy nad sobą panować i kontrolować swoją emocjonalną stronę przez jeden dzień. To tylko jeden dzień. Jutrem będziemy się martwić jutro. Jeśli uda wam się jeden dzień, wtedy pomyślcie o dniu następnym. Zróbcie to dla swoich dzieci. One są tego warte.

Prawa do zdjęcia należą do Midaguas Danys.

Tekst inspirowany artykułem: Matczyna wściekłość, czyli złość o której nikt nie mówi.

  • Dziękuję Ci za ten tekst.

    Od dziecka, tego bitego, zarzekałam się, że będę lepszym rodzicem niż moi. Tyle, że w stresie, w złości zaczęła się we mnie przelewać wściekłość, zaczął się krzyk, a w końcu klaps. Potem poczucie winy i porażki.

    Też zjadam słonia po kawałku. A z agresją radze sobie tłukąc misiem o kanapę.

    • A ja jadę na łono natury. Tam nic nie jest mnie w stanie wyprowadzić z równowagi :)

  • często się łapie że bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Czas wrócić do „mądrych” książek, które czytałam jakiś czas temu. One dały mi kiedyś kopa do zmiany przyzwyczajeń. Ważne że zdajemy sobie sprawę z tego to źle.

    • Polecasz jakieś konkretne tytuły?

      • „Rodzicielstwo przez zabawę” L.J.Cohena ukochana moja! A także „Dialog zamiast kar” Z.A.Żukowska. Również bardzo mądra książka, która dała duużo do myślenia. na blogu mam recenzję obu książek

      • Harusame

        Ja tez mam problem z krzykiem. Wiem jak to rani i nie chce tego fundować moim dzieciom. Książki, które pomogły mi radzić sobie z emocjami i krzykiem, to „Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci” autorstwa Adele Faber i Elaine Mazlish, oraz „Wychowanie bez krzyku” Hal Edward Runkel. Muszę do nich wrócić! I chętnie będę jadła słonia kawałek po kawałku. Dziękuje, za szczery tekst. Tak sie zdobywa szacunek (a nie przez bicie, prawda?).

        • Książki dopisałem do mojej listy, dzięki za polecenie :)

          • Ewa

            Polecam książkę „Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko. Poradnik dla rodziców” autorów: Matthew McKay, Patrick Fanning, Kim Paleg, Dana Landis. Opisuje m.in.: jakie skutki dla dziecka niesie złość, z którą rodzic nie potrafi sobie poradzić, skąd się bierze złość, jak sobie z nią radzić i jak skuteczniej (bez wybuchów gniewu) komunikować się z dzieckiem w trudnych sytuacjach.

  • Nie słyszałam o tej metodzie: zjedzenia słonia po kawałku, ale brzmi bardzo sensownie! Przyda mi się, bo z krzyczeniem mam problem. Rzeczywiście zwykle po takim ataku, w którym puszczały mi nerwy mówiłam sobie:
    – Już nigdy nie będę krzyczeć.
    „Nigdy” i „zawsze” jest zbyt abstrakcyjne. Sztuką jest powiedzieć:
    – Dziś nie będę krzyczeć.
    I codziennie tego słowa dotrzymywać :)

    • Bartłomiej Grzywacz

      Wyżywasz się na dziecku krzykiem? Zwyrodnialec

  • Kamil – dzięki za tekst :)

    Tak sobie myślę (zainspirowany lekturą), że jednym z problemów walki z agresją (fizyczną, słowną) jest piętnowanie.
    Dobrze to ująłeś w tekście – trzeba zacząć rozmawiać, szukać, edukować się.
    Co powoduje napiętnowanie? Ano chyba to, że przy pojawieniu się problemu łatwiej (i bezpieczniej) zamknąć drzwi niż próbować cokolwiek zmieniać – przecież wtedy trzeba się ujawnić, wyjść.

    • Na krótką metę ucieczka zawsze jest łatwiejsza. Dlatego tak wielu ją wybiera. Niestety w dłuższej perspektywie zawsze jest błędem.

      To jest taki paradoks tego co było w tekście – zbyt wielu ludzi myśli tylko o dniu dzisiejszym. Przy czym robią to zupełnie na odwrót, niż ja to opisałem. „Nie zrobię tego dzisiaj. Zrobię jutro”. I tak każdego dnia, do końca życia.

  • mother of appointment

    Bardzo fajny tekst. Już wiele na ten temat czytałam, ale wiele było w kategorii 0-1. Tu wiemy jaki jest kierunek, całkowicie słuszny, aby panować nad sobą, bo każdy klaps i każdy krzyk to nasza nieumiejętność radzenia sobie z emocjami, ale powoli uczymy się jak nad tym panować. Ja pamiętam, że kilka razy w życiu jako dziecko dostałam przysłowiowe lanie, ale widzę, że nie chcę iść tą drogą, choć przyznaję, że czasem zdarza mi się krzyknąć lub dać klapsa. Wtedy staram się odetchnąć, uspokoić się i poprostu rozmawiać z córką, bo choć ma 2,5 roku doskonale wszystko rozumie. Życzę wszytskim i samej sobie wytrwałości w jedzeniu słonia :)
    Motherofappointment.wordpress.com

  • Mama Filipa

    Ja dziecka bym nie uderzyła, ale problem z krzykiem mam. Wiem, że to oznaka bezsilności, ale zdarza mi się krzyczeć, żeby coś osiągnąć. Staram się nad sobą panować i przyznam szczerze, że właśnie dzięki takiej metodzie co raz lepiej mi to wychodzi. A jeśli już naprawdę nie mogę wytrzymać, to siądę w kąciku i wypłaczę swoją złość tak, żeby nikt nie widział.

    • Aga

      mam podobnie z tym płaczem w kąciku, głównie spowodowanym bezsilnością. A krzyk kontroluję tym, że wychodzę do innego pomieszczenia i oddycham głęboko.

  • Też mam czasami problem z krzykiem. Staram się wtedy liczyć do 10. Niestety mnie, tak jak i wielu innych ludzi nikt nie nauczył radzić sobie z takimi nagłymi emocjami. Trzeba teraz się uczyć samemu.

    • Im więcej znajdzie się sposobów, tym większa szansa, że którykolwiek z nich zadziała, kiedy będzie potrzeba.

  • 666 osób lubi ten tekst.
    Przypadek? Nie sądzę.. ;-)

    • Jeszcze 6 osób polubi fanpage i zacznie się to robić niepokojące :)

  • Azja

    Z punktu widzenia osoby, ktora nigdy nie otrzymala klapsa, ani nie bije dzieci, rzeczywiscie jest to szokujace. I prymitywne. Rodem ze sredniowiecza. Ale dobrze jest znac inny punkt widzenia. Wtedy mozna cos komus wytlumaczyc, porozmawiac. Ja nigdy akurat nie krzycze (nienawidze krzyku i krzyczacych ludzi), ale mam dziecko, kt. czesto nie panuje nad emocjami i wtedy mu radze – robic duze wydechy, walnac sobie w deske (jak zaboli to przejdzie), mowic sobie – to nic takiego, eeeeeee tam. A doroslym moge jeszcze poradzic – idzcie na spacer, do drugiego pokoju, porobcie sklony. Moze pomoze :)

    • Ja od niedawna robię sobie wieczorami dwudziestominutowy spacer. Pomaga mi się wyciszyć i spojrzeć w siebie. Taki rachunek sumienia. Oprócz oczywistego spokoju jaki przynosi, pomaga też zobaczyć swoje błędy i zastanowić się co mógłbym zrobić lepiej.

      Podoba mi się pomysł, na walniecie w deskę :) Ja kiedyś uderzałem w ścianę, ale przestałem jak zaczęli niektórzy używać gipskartonu w budownictwie :)

  • Aga

    Na początku mojej kariery macierzyńskiej zastanawiałam się kiedy pierwszy raz będę musiała przyznać się do tego, że cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Szybko okazało się, że nasz syn jest ostoją spokoju i w początkowych miesiącach mamusia chodziła w pełnym relaksie. Jednak po 1,5 roku, kiedy już wiemy, że syn wdał się w tatusia (ja-wulkan, tata-flegmatyk) zdarza się miliony sytuacji w których mam ochotę klepnąć w tyłek lub nakrzyczeć. Jednak powstrzymuje mnie od tego jedna sytuacja, które miała miejsce kilka tygodni temu. Pewnego dnia (dodam, że niezbyt dobrego dnia) mąż niosąc kubek z herbatą, zaczepił o mnie i rozlał zawartość na podłogę. To wydarzenie urosło we mnie do takiej rangi, że wywiązała się kłótnia. Cała sytuacja nie trwała długo, jednak nasz syn, nie przyzwyczajony do takich scen, stał jak słup soli, nie wydając żadnego dźwięku, patrzył na nas swoimi wielkimi oczami i kątem oka widziałam tylko jak te oczy wypełniają się łzami a z jego małego gardełka wydobywa się przerażający płacz. Ten płacz i wyraz jego twarzy zamknął nasze usta skutecznie, a uspakajanie dziecka zajęło o wiele więcej czasu niż wycieranie głupiej herbaty z podłogi. Od tamtego dnia, wysokie tony w naszym domu to śmiech i śpiew. Kłótnie zostawiamy na chwile kiedy jesteśmy sami. Nie chce, żeby moje dziecko kiedykolwiek się mnie bało, chce żeby wiedział, że do rodziców można przyjść z każdym problemem. Chce tego, bo ja tego niestety nie doświadczyłam.

    • Też przeżyłem sytuację, w której kłótnia rodziców doprowadziła do płaczu dziecka. Najgorszy jednak moment jest wtedy, kiedy dziecko wchodzi w połowie kłótni i obiera jedną ze stron, gotowy bronić mamy lub taty. Przeżyłem to raz i powiedziałem sobie nigdy więcej. Nie unikamy z żoną małych sprzeczek, bo uważamy, że dziecko też powinno wiedzieć, że kłótnie się zdarzają. Dzięki temu widzi, jak rozwiązywane są sytuacje, kiedy dwoje ludzi się nie zgadza. Skupiamy się jednak na treści, nie na formie. Od tego jednego, feralnego dnia, każde z nas bardzo dobrze panuje nad emocjami w towarzystwie dzieci.

  • Jak to mówią „sam dostawałem klapsy i jakoś żyję”. Ja nie znoszę tej metody wychowania ale muszę przyznać że samej mi się zdarzyło dać klapsa. A krzyku niestety nie da się czasem uniknąć. Z czasem człowiek wypracowuje inne bardziej spokojne metody działania ale na początku gdy jesteśmy bezsilni, niestety puszczają nam nerwy. Pozdrawiam.

    • Masz rację. Niestety nikt nas nie przygotowuje do rodzicielstwa i do prawdziwych problemów jakie się pojawią. Nikt nie jest gotowy na pomoc małemu dziecku (bo pomocy ono najczęściej potrzebuje), gdy nie śpimy już trzecią noc, dom wygląda jak po napadzie zbrojnym, a nasze dziecko właśnie rozrzuciło swój obiad po całej kuchni. Nikt.

  • Dziękuję za ten tekst ten i kilka innych poprzednich zacznę zjadać słonia już dziś :)

  • Pingback: Rodzic też człowiek! | Anna Golus()

  • John Aaa

    Co wy tacy zakłamani wszyscy jesteście ?? Nikt z was nie uderzył dziecka czy nawet krzyknal ….. przestańcie pisać takie bzdury bo moje trzyletnie dziecko pokłada się na podlodze jak mu czytam te bzdety

  • Agnieszka W-ska

    Całkowicie się z Tobą zgadzam, bylam bita, sama nie biję, klaps zdarzyl mi się raz, pierwszy i ostatni.. Ale o czymś innym chce napisać, przez to ze mam takie podejście do przemocy jestem wytykana przez rodzinę, wysłuchuje ich ‚mądrości’, nie trafiaja do nich żadne argumenty.. Jestem mamą dwulatka, wiec z synkiem bywa różnie.. Na każdą ekstremalną sytuację rodzina podsumowuje mnie w stylu ‚i masz teraz swoje bezstresowe wychowanie’.. Teksty ze nie radzę sobie z wlasnym dzieckiem też słyszę nierzadko.. Trochę to przykre że pomimo to ze kary cielesne sa zakazane to rodzic nie stosujący ich uważany jest za dziwolaga.. Nie mówiąc juz o tym ze brak klapsow dla większości = wychowanie bezstresowe.. Ehh..

    • Niestety niektórym nie da się przetłumaczyć. Oni zostali skrzywdzeni i ich umysły weszły w rolę ofiar, które muszą samych siebie przekonać, że krzywdy, których doznali od rodziców, były w jakiś sposób uzasadnione. Twierdzą więc, że zasłużyli na nie. I im mocniej zostali skrzywdzeni, tym mniejszą mają szansę na zrozumienie, że to tak nie działa.

    • Dorota Kuzawinska

      Czytam wpis, jakby to bylo streszczenie mojej sytuacji. Wydaje mi sie, ze najwazniejsze we wszystkim to nasza intuicja, ona nam podpowie jak budowac relacje z wlasnymi dziecmi, by byly przyjacielskie, oparte na szacunku, a nie terrorze. „Madrosci” innych (ktorzy nota bene mieli swoje „5 minut” i wychowali juz dzieci) staram sie ignorowac, choc zgodze sie, ze ich uwagi bywaja bolesne.

      Kamil – fantastyczny tekst, dzieki! Tez jestem mama trojki dzieci (5, 3, 3) i „metoda slonia” jak najbardziej mi sie przyda :)

    • NieTakaStrasznaMatka

      Na temat tego, że czasami „trzeba” dać klapsa, że to pomaga, uczy i dyscyplinuje dziecko słyszałam nie raz, nawet w najbliższej rodzinie. Ostatnio w rozmowie w gronie znajomych, z których coraz więcej ma już dzieci lub będzie za chwile miało, usłyszałam, ze jak raz ktoś oberwał, dostał lanie, to już później był grzeczny, a teraz to dzieci już nikogo nie szanują. Gdy zapytałam, czy przez to, że dostał w cztery litery czuł szacunek i respekt wobec rodzica usłyszałam, że tak. Jednak, gdy zapytałam, czy nie pomylił szacunku z uczuciem strachu przed kolejnym klapsem – zbiłam z tropu rozmówcę.
      Ta sytuacja uświadomiła mi, że mało jeszcze wiemy o „bezstresowym” wychowaniu, bo mnóstwo osób uważa, że tak się teraz wychowuje dzieci, jak bardzo zakorzenione są w naszym społeczeństwie przekonania, że nas bito i wyszliśmy na ludzi oraz jak bardzo brakuje nam edukacji z zakresu nawet nie tyle rodzicielstwa bliskości, co nazywania uczuć i radzenia sobie z nimi.
      Sama mam trzyletnią córkę. Nie raz puszczają mi nerwy i zdarza mi się krzyknąć, a wtedy mam ogromne wyrzuty sumienia, a co najgorsze uczucie pozostawania w tej sytuacji samej. Nie chcę krzyczeć na swoje dziecko, nie chce podnosić ręki. Staram się, nie zawsze wychodzi, ale wiem, że można sobie z tym radzić i szukam ciągle pomocy właśnie w takich tekstach jak ten.

  • Pingback: Blogerki i blogerzy przeciw przemocy wobec dzieci | Anna Golus()

  • Matylda

    Post dość dawny, ale chyba nadal aktualny… Mam 13-letniego syna i przez te 13 lat tylko i aż 3 razy dostał klapsy. 2 razy potencjalnie mógł zrobić sobie krzywdę i nie umiałam zareagować inaczej, były to klapsy w afekcie w stanie bezradności (młody włączył wszystkie palniki w kuchni gdy ja byłam w łazience innym razem pomimo tego, że wiedział, ze nie wolno mu sięgać niczego z półek zaczął się na nie wdrapywać), raz bardzo źle się czułam i przyznaję był to klaps ze złości. Cieszy mnie to, że coraz więcej osób wierzy w to że rozmową/dyskusją można dobrze wychować dziecko. Zawsze tłumaczyłam mojemu dziecku dlaczego czegoś nie wolno, dlaczego czegoś nie kupujemy, dlaczego musimy akurat tam iść – nie okłamywałam, że szczepienie nie boli, mówiłam że nie jet to takie straszne i że przy nim będę… do dziś dyskutujemy… o wszystkim… o polityce, o wojnie o tym dlaczego lepiej wybrać to a nie tamto gimnazjum i choć upartego nastolatka trudno przekonać do swojej racji, wierzę że zbudowany przez te lata obopólny szacunek pozwoli mi wypuścić w świat dobrze wychowanego, pewnego swojej wartości inteligentnego człowieka :-)

  • Kinia

    Ja podzieliłam słonia na mniejsze kawałki bo zaczynam dzień od „dowiozę ich do przedszkola i żłobka bez pół krzyku” i faktycznie działa bo koncentracja na moim problemie krzyczenia jest do ogarnięcia w ten sposób :)

    • Im mniejsze etapy, tym nam łatwiej, to prawda.

  • Ins Jeszczemoje

    Niedawno dotarło do mnie, jak bardzo dzieci nas naśladują. Swojemu dwuletniemu Królowi pozwalam się wyzłościć, jeśli emocje nim targające są już zbyt „rozkręcone”. Przytulam go wtedy, jeśli tylko mi pozwala.
    Ostatnio miałam zły dzień, BARDZO ZŁY. Po zastaniu materaca pomazanego flamastrami nie wytrzymałam i wrzeszczałam. Nie na syna. W przestrzeń. Na co moje dziecko podeszło, przytuliło mnie, pogłaskało po głowie i usłyszałam „Cacy mama”. Rozbrojenie na łopatki level mistrz.
    Żeby nie było tak różowo, teraz kiedy się rozzłości potrafi krzyczeć- jak ja wtedy

  • akademiausmiechu.wroclaw.pl

    Metoda słonia jest kapitalną sprawą, w tak wielu aspektach życia można ją stosować np. przy wyjściu z nałogów, diecie. Małymi kroczkami, ale do celu. Dla kondycji psychicznej jest to znacznie lepsze podejście niż myślenie, że czegoś nie wolno nam zrobić przez dłuższy okres

  • Psycholog Po Pracy

    Brawo za bardzo mądry i szczery tekst! Jestem ogromną przeciwniczką kar cielesnych i ciągle zadziwia mnie ich popularność :(
    Pozdrawiam
    http://psychologpopracy.blogspot.com/