Jedna rzecz, której NIE zrobię dla moich dzieci w te wakacje (i w żadne inne)

A którą uparcie postanowiła zrobić spora część rodziców.

Możecie nazwać mnie leniwym, możecie mnie nazwać nieodpowiedzialnym, możecie mnie nawet nazwać niekompetentnym, ale wśród wszystkich rzeczy, których nie zrobie dla moich dzieci, jest jedna, której postanowiłem nie robić w te wakacje.

Jest mi słabo

Naprawdę jest mi słabo. Obserwuję mnóstwo zagranicznych profili dotyczących wychowania dzieci i robi mi się słabo, gdy widzę te wszystkie wpisy na temat miliona aktywności jakich można spróbować zrobić z naszymi dziećmi w nadchodzące wakacje, gdy nie będą chodziły do szkoły. Że jakieś plasteliny, że jakieś wycinanki, że gry słowne, że wyszywanie, że malowanie, że zrobienie małego ogródka… są nawet strony z tysiącami (dosłownie) pomysłów na to, co można zrobić z dzieckiem podczas szkolnych wakacji.

Do tego jeszcze ciągłe narzekania na to ile to pracy przy tym wszystkim i że rok szkolny to jednak jest fajny. Niestety powoli przesiąka to też do naszego kraju.

Tymczasem ja chyba jestem dziwny

Bo ja uwielbiam ten czas, kiedy dzieci są w domu i nie chodzą do szkoły. Z dwóch powodów.

Pierwszy jest taki, że szkolne dzieci są już na tyle samodzielnie, że są niemal w pełni samoobsługowe. I się ubiorą, i się umyją, i nawet sobie coś do jedzenia zrobią (albo zjedzą to, co znajdą w ogrodzie). Więc ja nie widzę tutaj zagrożenia, że nagle będę miał jakieś dodatkowe obowiązki.

Natomiast drugi powód jest taki, że o ile w roku szkolnym dzieci uczą się dodawania, czytania czy pisania oraz różnych innych tematów istotnych z punktów widzenia edukacji, o tyle w czasie wakacji nasze dzieci uczą się życia. Uczą się „samoogarniania”. W czasie roku szkolnego nie zawsze jest na to czas pomiędzy kolejnymi zadaniami domowymi, jakimś basenem czy innym kółkiem zainteresowań oraz spotkaniami z kolegami. Tymczasem w wakacje czasu jest aż nadto.

„Jak zaplanować sobie dzień? Kiedy się ubrać? Bawić się w domu czy na zewnątrz? W co się bawić? Z kim? Co zrobić z tym całym wolnym czasem?” – to są wszystko pytania, jakie nasze szkolne dzieci będą sobie zadawały.

I ja nie zamierzam na nie odpowiadać!

Nie będę nawet nic im specjalnie sugerował. Nudzisz się? I bardzo dobrze, że się nudzisz. Wtedy się dobrze myśli. Wtedy właśnie wymyśla się te wszystkie najlepsze zabawy, które później dzieci wspominają przez lata. Te wszystkie szałasy, te wszystkie konstrukcje z patyków, kamieni i błota, te wszystkie kuchnie polowe.

Ja do dzisiaj pamiętam, jak w wieku 10-11 lat zrobiliśmy sobie taką kuchnie polową z manierek harcerskich i gotowaliśmy tam gotowe pierogi kupione w sklepie (ohydne swoją drogą), a wszystko w tajemnicy przed rodzicami.

Dlatego ja zamierzam trzymać się od tego z daleka. Nie zamierzam organizować moim dzieciom jakichś zajęć, prac czy innych cudów.

Oczywiście do granic rozsądku

Naturalnie, jak moje dzieci do mnie przyjdą, że mają jakiś ciekawy pomysł i potrzebują na przykład farby, dratwy albo kredy, to ja im je dostarczę (również w rozsądnych ilościach :). Może zorganizujemy też jakiś wspólny wyjazd, może jakąś kolonię, a czasami pewnie się z nimi w coś razem pobawię (w końcu moje wewnętrzne dziecko też ma czasami coś do powiedzenia :).  Czasami mogę im też opowiedzieć o jakieś zabawie, w którą ja się bawiłem jako dziecko (szczególnie, że dzieci bardzo lubią słuchać takich rodzicielskich historii) albo wskazać jakąś ciekawą książkę, ale mimo wszystko to będzie raczej wyjątek, a nie reguła.

To nie jest mój czas, moje miejsce i moje dzieciństwo.

Czasami musimy czytać między wersami

Nawet jeśli nasze dzieci mówią, że chcą gotowych odpowiedzi, chcą tysiąca pomysłów na zabawy i chcą, aby rodzic cały czas prowadził je za rączkę, to jeszcze nie oznacza, że to jest to czego rzeczywiście potrzebują. Szczególnie, gdy mówimy o dzieciach, które chodzą już do szkoły. Oczywiście wszystko będzie zależało od samego dziecka, jego indywidualnych predyspozycji itp., ale może się okazać (i ja w to silnie wierzę), że takie lekkie odsunięcie się rodzica, w czasie gdy dziecko nie ma szkoły i ma mnóstwo wolnego czasu do dyspozycji, może mu pomóc rozwinąć skrzydła, o których istnieniu już nieco zapomniało. Dajmy sobie i naszym dzieciom szansę być tego świadkami.

U nas się sprawdza wyśmienicie :)

Prawa do zdjęcia należą do Tim.

  • Ewelina Madej

    Popieram :)
    Ja po swojej czterolatce widzę, że jak powiem bajkom NIE i zostawię ją trochę sobie samej to zaczyna sama sobie ogarniać czas i świetnie się bawić! A co dopiero starszaki! :)
    Oczywiście wszystko w granicach rozsądku itd., ale tego chyba Panu nie brakuje (sądząc po tekstach ;])
    Pozdrawiam serdecznie :D

    • To prawda, że z bajkami i grami trzeba uważać ;) Bo jak dzieci potrafią sobie już same włączyć, to zostawienie ich „samopas” mogłoby nie przynieść oczekiwanego efektu :)

  • Anna Gaweł

    dziwactwo na medal, ja takie dziwactwo popieram z całych sił! :D

  • O to to! Jakis miesiąc temu napisalam u siebie: „Nie zrozumcie mnie źle – zajmowanie się dziećmi bywa fajne, od czasu do
    czasu miło jest wypełnić dzień, lub kilka, starannie zaplanowanym
    harmonogramem kipiacym od atrakcji. Ale dla równowagi czasem powinno się
    dzieci zostawić samym sobie i pozwolić im się ponudzić”.
    Mamy trochę mniej dzieci, niż Wy, dlatego pozyczamy jedno od znajomych, wywozimy na wieś i puszczamy luzem. Na początek w wielkim sadzie dziadka, pełnym owocow.

    • Bo to jest trochę tak, że dzieci gdy są małe, to rzeczywiście wymagają sporo rodzicielskiej obecności. A my się tak bardzo do tego przyzwyczajamy, że kompletnie zapominamy w pewnym momencie trochę odpuścić. A odpuścić trzeba, dla dobra swojego i swojego dziecka.

  • Słuszne podejście. Mam podobne. Uważam, że niestety coraz więcej rodziców popada w jakąś dziwną skrajność wypełniając swojemu dziecku czas po brzegi „kreatywnymi” zabawami… A tak naprawdę kreatywna to jest nuda! Wtedy umysł i wyobraźnia zaczynają pracować na zdwojonych obrotach. Nie widzę kreatywności w dzieciach tych mega kreatywnych rodziców, jeśli rozumiesz, co mam na myśli :). (bo trochę to zakręciłam :P)

  • Jak moja poprosi to się z nią bawię, ale nie wpadła bym na to by organizować Kindze całe wakacje, bo teatrzyki jakieś trza zrobić. Nie, nie i jeszcze raz nie! Teraz zaczęły się wakacje, niech idzie na podwórko, są dzieci niech się z nimi bawi, niech przychodzi do domu umorusana. :)

    • Jak mamy czas i chęci to jak najbardziej :) W końcu to jeszcze nie dorosły, samodzielny człowiek – nie mówiąc o tym, że zabawa z dziećmi w tym wieku jest już też zupełnie innym doświadczeniem niż zabawa z dwulatkiem :)

  • Imlovinit :)

  • Rodzice wypełniają „kreatywnie” czas swoim dzieciom aby dzieci nie wypełniały tego czasu rodzicom. Ja uwielbiam chwilę wolne z dziećmi ale ze względu na pracę mam ich niewiele. W weekendy rzucam wszystko i jestem tylko dla nich. A pozostałe dni same sobie znajdują czas na zabawę, przynajmniej starsza córka.

  • Anna Malec Pacek

    Brawo! Zgadzam się w 100 %! I wkurzsja mnie teksty typu:O nie,wakacje…dzieci będą w domu…A ja się bardzo cieszę,bo ja też mam wakacje i to oznacza 2 miesiące z moim dzieckiem. Za którym kiedy jest w przedszkolu bardzo tęsknię. To wyjątkowy czas i nie wyobrażam sobie,żebym to spędzają bez mojego skarba. Pozdrawiam i serdecznie gratuluje normalnego podejścia do wskacji

    • Jak słucham o tych dwumiesięcznych wakacjach, to zawsze trochę żałuję, że jednak na tego nauczyciela nie poszedłem ;)

  • Monika

    Amen ;)

  • Popieram Pana i ponieważ mam podobne podejście do niektórych spraw ;). Pozdrawiam

  • Leeni

    Potem mile się wspomina, że kiedyś był czas na nudę.

  • Woolen Heart

    nasze dzieci sukcesywnie i z mega dużym skutkiem oducza się samodzielnego myślenia. maja wszystko zaplanowane poddane pod nosek. aż strach pomyśleć jakie sorry – tępe społeczeństwo będziemy mieli za jakieś 2-3 dekady. Brawo Ty za takie normalnie – nienormalne podejście wychowawczo- rodzicielskie. Jestem ZA !!!! dajmy sie dzieciom ponudzić , dajmy dzieciom samodzielnie myśleć
    Iwona

  • Polać Panu! :-D

    • No i to jest komentarz, który chciałem przeczytać :D

  • kjonca

    „Więc ja nie widzę tutaj zagrożenia, że nagle będę miał jakieś dodatkowe obowiązki.”
    Przy takim założeniu ma pan rację. Niestety nie każdy ma taki luksus.

    • Jeśli chodzi o to, że nie każdy może pracować z domu czy zostawić dziecko z babcią, to niestety pozostaje mi przyznać rację… 50 lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Dzisiaj zaczyna być standardem.

  • Karola Pałgan

    Dla mnie temat, który poruszyłeś dotyczy nie tylko rodziców i wakacji – on się przewija w mojej pracy na co dzień. Trzy lata pracowałam w polskim żłobku i wg wytycznych przełożonej dzieci miały mieć cały dzień czymś zajęty. A to śpiewanie, a to malowanie, a to majsterkowanie, a to wizyta pana policjanta… I ogrom zabawek. Od trochę ponad pół roku pracuję w niemieckiem przedszkolu. Po pierwszym miesiącu pracy miałam bardzo poważną rozmowę z moją przełożoną, która martwiła się tym, że „moje” dzieci nie mają czasu, żeby się w ciągu dnia nudzić. Prawie spadłam z krzesła jak to usłyszałam. Potem zgłębiłam temat, rzuciłam się na fachową literaturę i okazuje się, że nasi zachodni sąsiedzi bardzo cennią sobie to, żeby dzieci miały możliwość „wolnej zabawy”. Bardzo popularny jest tu też model przedszkoli bez zabawek. Tzn. są na wyposażeniu takie rzeczy jak klocki, szmaciane lalki, planszówki, ale nie uświadczysz tego całego plastikowego chłamu. Do tego mnóstwo przedmiotów codziennego użytku, od rzeczy, które znajdziemy w kuchennej szufladzie, po rolki po papierze toaletowym. I co dla mnie najbardziej zdumiewające – to działa! Dzieci, i to począwszy od tych niespełna dwuletnich, potrafią sobie fantastycznie zagospodarować czas. A dzięki temu, że nie są zalewane edukacyjnymi „atrakcjami” każdą proponowaną przez nas pedagogiczną aktywność podejmują z niesamowitą ciekawością i zaangażowaniem.

    • Słyszałem o tych przedszkolach bez zabawek – nawet tych bez jakichkolwiek zabawek. Podobno na początku dzieciom jest ciężko się przestawić, ale po tygodniu dzieci zaczynają się świetnie bawić, zdecydowanie lepiej niż rówieśnicy potrafią się komunikować, współpracować itp. Szkoda, że u nas ciągle o takich rzeczach tylko się słyszy i to najczęściej w kategorii „szalonych pomysłów”, które przecież są „bez sensu”.

  • Kasia Lena

    Dlatego wczoraj z pozycji ławki z sąsiadką patrzyłyśmy jak nasze dzieci zasypują się po szyję w piaskownicy, zrywają kwiatki z łąki na wianki i łapią ćmy do 22 ;)

  • Po prostu, rozumiem, zamierzasz im nie przeszkadzać. Dobry plan!

  • Właśnie po to kupiliśmy dzieciakom kawałek lasu. Tam mają zupełny luz, mogą budować szałasy, obserwować zwierzęta, ganiać z psem po polach, jeździć na rowerach, czytać książki na drzewach, cokolwiek. Zawsze brudni i szczęśliwi. I wolni od naszej ciągłej kontroli. Nawet od prądu na razie wolni, od rozpraszaczy w stylu komputera czy telewizora też. Tylko drzewa, piach, pola i lornetka czy łopata. Nie powiem nawet jaka to jest wolność dla mnie (bo maluchy też łatwiej ogarnąć w naszej głuszy), a ja cenię sobie wolność, także tę polegającą na tym, że mogę poczytać, popisać czy posłuchać muzyki. I wiem, że moje dzieci na tym nie tracą.

    • Waldeck_13

      Kupiliście dzieciakom kawał lasu? A jak będą chciały popływać, to im kupicie jezioro? A jak będą chciały jeździć na nartach, to im kupicie górę? Czy wy jesteście normalni w ogóle?

      • Tak, dokładnie to chciałam pokazać :D A tak na serio, kupiliśmy kawałek lasu, bo mamy 4 synów, mieszkamy w mieście, nie mamy rodziny na wsi, jesteśmy zdani sami na siebie i nie stać nas na zapewnienie chłopcom nie wiadomo jakich atrakcji, a na pewno nie takich, jakie mają ich szkolni koledzy. A w lesie mają wszystko, czego do szczęścia potrzebują. Właśnie po to wzięliśmy kredyt na 20 lat. I pewnie dlatego, że sramy pieniędzmi nie mamy w tym lesie nic prócz przyczepy kempingowej i ruiny leśniczówki, w której nie da się mieszkać. I jestem mega szczęśliwa, że to zrobiliśmy, mimo wszystkich przeciwności, może dlatego z taką dumą piszę o naszym lesie, bo to nasz drugi dom, nasz spokój i cisza. Wydarte rzeczywistości, nie zawsze łatwej. I wszyscy są tam mile widziani. Naprawdę trzeba od razu takim tonem? Nie można normalnie? Jeśli razi Cię to, że inni inaczej układają sobie życie, nie lepiej zająć się po prostu swoim? Może nie jesteśmy normalni, ale nie jesteśmy też chamscy i mamy przynajmniej podstawy kultury osobistej. Nad tym naprawdę warto pracować, bo wierz mi, nawet jeśli zwracałbyś się do ludzi, którzy rzeczywiście srają pieniędzmi i nie są normalni, to wciąż są ludzie. Niezależnie od tego, co o nich myślisz. I też mają uczucia. I też może im się zrobić przykro. A jeśli Tobie zrobiło się przykro, bo my ten nasz wydarty kawałek lasu mamy, napisz o tym po prostu. Masz do tego prawo. Może wszystko sobie przemyślę i następnym razem napiszę, że wyjeżdżamy do lasu, a nie do naszego lasu. Po co od razu obrażać? Po co ta zawiść i jad? Tym bardziej, że zupełnie nie znasz kontekstu. Bo zakładam, że nie wszedłeś na mój blog, nie zobaczyłeś, jak nasz kawałek lasu wygląda, jakie brudne są nasze dzieciaki, jak niemodnie ubrane i jak często jest zupełnie nieidealnie i wcale nie lekko. Lepiej obrażać. Homo homini lupus est. Przykre.

        • Magda, bardzo, bardzo zazdroszczę :) Super pomysł i mam nadzieję, że jak kiedyś będę w okolicy, to będzie można ten skrawek lasu odwiedzić :)

          • Kamil, zapraszam, serio :) Jeśli się nie boisz, to dzieci mogą nawet zobaczyć z bliska, jak się pracuje przy pszczołach :)

          • Jaki region Polski? :)

          • Wielkopolska :)

          • To jednak musi poczekać na lepszą okazję :)

          • np. do kolejnego Blog Conference Poznań ;-) Przy okazji możesz wpaść do mnie, to dzieci wymęczą psa sąsiadów, bo jest uparcie dziecioluby i nie ma dość. A że bydle wielkie, to powierzchni do głaskania nie zabraknie.

          • Zapisane do naszej listy ludzi do których można się wbijać ;) Gdybyście wy z kolei chcieli zahaczyć o okolice Bielska, to też zapraszam :)

          • około 20 sierpnia będziemy w Katowicach bo kupujemy psa. To chyba najbliżej BB jak nam się uda :-)

          • Niestety do końca sierpnia jesteśmy na Eurotripie jeszcze, więc wtedy to prawdopodobnie na Chorwację możecie wpaść :)

          • wiadomo, specjalnie przez nas, przedłużycie wakacje :-)

          • Ja to raczej z tych, co by wam klucze wysłali, żebyście się rozgościli ;)

          • nie prowokuj :-)

        • Katarzyna Mika

          Brawo brawo brawo,ależ się ciesze ze w tej Naszej lekko chorej codzienności są tak inteligentni,wrażliwi i pełni empatii ludzie.Choc się nie znamy to ja już Was uwielbiam.Pozdrawiam serdecznie

        • Beata Nowicka-Misiewicz

          Bardzo podoba mi się ta odpowiedź :-)

        • Torch77777777

          Waldeck_13 : polecam maść na ból dupy. albo jest taki nowy lek „Niepierol” w tabletkacha. Rodzice na medal, robią co mogą co ja też chce dać mojemu dziecku a ty zesrałeś się takim jadem. Chyba miałeś ciężkie dzieciństwo.

        • Aleksandra Stu

          Rzetelny i właściwy przekaz… między wierszami również dobrze powiedziane… to taki żarcik z przytupem, coby w pełni rozładować emocje? (choć teraz dopiero doczytałam, że to było już rok temu, to emocje są rozpalone jakby to było wczoraj)
          Taaak! Homo homini lupus est a kiwi kiwi kiwi! o!

    • Kasia Żądło

      Super :)

    • edusio

      Ale zazdroszczę tego lasu.

    • Katarzyna Zassowska

      Wielki szacun dla Was :-)

    • Super, bardzo fajny pomysł. Otoczeni przyrodą i zero komputerów, tabletów itp. Gratuluje:)

  • Anna S.

    A wiecie, że w Hiszpanii (w której przyszło mi żyć) normą są tzw. „zeszyty na lato”? Czyli takie powtórki tego, co było w szkole w danym roku. Poza tym dzieciaki dostają zadania domowe do zrobienia przez wakacje (sic!). Mam koleżankę, która jest tu nauczycielką dzieciaków 3-5 lat i zszokowała rodziców zadając swoim uczniom np. obserwowanie chmur z rodzicami, czy rysowanie rozgwieżdżonego nieba zamiast standardowego tłuczenia materiału. No bo jak one się czegoś nauczą, tak bez książek?

    • E… a ja myślałem, że u nas jest źle. Słyszałem też o systemie amerykańskim, gdzie na wakacje zadawało się jakieś takie bardziej rozbudowane zadania/projekty (te wszystkie budowy wulkanów itp.), ale to było chyba w przypadku liceum, a nie podstawówki. Niemniej ten Hiszpański dopiero wydaje się fatalny.

      • Margherita Karmelita

        We Włoszech też mają wakacyjne prace domowe. Jeszcze nie wiem jakiej trudności, bo u mnie dopiero przedszkolak.

  • Pracując z rodzicami, odnoszę czasem wrażenie, że bardzo wielu z tych świadomych i zainteresowanych rozwojem swoich dzieci myli opiekę i zaangażowanie w wychowanie z przeżywaniem za nie życia. Taki rodzic nie odstępuje dziecka na krok, towarzyszy mu w niemal każdej społecznej interakcji (jeśli nie osobiście, to chociaż „przesłuchaniowo”), nie pozwala mu na chwilę samotności, nicnierobienia, tak jak piszesz – nudy, a jakość tego życia mierzy efektywnością i przelicza na ilość i różnorodność aktywności. Zupełnie niepotrzebnie, Kochani Rodzice. W życiu można też czasem postawić na luz i to wciąż będzie dobre życie. :)

  • awsd

    Hmmm, jest pewna różnica pomiędzy wysłaniem na kolonię i zabraniem na wakacje, a organizowaniem 100 % czasu. Odwołujesz się do strasznie skrajnego zjawiska. Dzieciak pojedzie na 2 tygodnie na kolonię lub na wakacje z rodzicami, ale to tylko fragment wakacji. Wakacje trwają te 2 miesiące z hakiem. Rodzice pracują, więc dzieciak przez półtorej miesiąca tak czy siak będzie sam się organizował i tak działa większość dzieciaków, a nie jakiś skrajny przypadek, który znalazłeś w internecie.

    Gdyby nie kolonie i wyjazdy z rodzicami to nie miał bym mnóstwo fajnych wspomnień. Co jak co, ale 10 letni dzieciak nie pojedzie samodzielnie nad Bałtyk, do Malborka, Krakowa czy w Bieszczady. Gdyby nie udział moich rodziców w te kilka dni w czasie wakacji to pewnie nigdy bym nie zaczął chodzić po górach i żeglować. Wyjazdy, kolonie, obozy – To jest właśnie organizowanie czasu dla dziecka. Tu nie ma nic złego w tym.

    • Ale ja jestem jak największym zwolennikiem kolonii czy wyjazdów z rodzicami, o czym zresztą nieraz pisałem. Z tym, że jak napisałem – trend o którym wspominam, ma bardzo dużą popularność w Stanach i powoli przesiąka do nas. Dlatego więc ja nie zamierzam w nim brać udziału.

  • FxJ

    „Jest mi słabo” jak ktoś ingeruje w szybkość przewijania strony scrollem -.-

    • Już ogarniam. Wcześniej nie miałem pojęcia, że takie coś ma miejsce.

  • Szczepan Bentyn

    A co jeśli dzieci zapragną spędzić wakacje przed komputerem?

    • Najpierw dziecko musiałoby mieć własny komputer i możliwość samodzielnego decydowania o czasie, który przy nim spędza.

  • Dlaczego blokujesz (a właściwie przechwytujesz – scrolljacking?!) funkcjonalność scrollowania?! WHY!?

    • Spoko, do dzisiaj nie wiedziałem, że blokuję. Już ogarniam.

  • pysiakk

    Zgadzam się z Tobą. Zbieżne jest to z Nassimem Talebem, który napisał:
    „If you know, in the morning, what your day looks like with any precision, you are a little bit dead – the more precision, the more dead”.

    • Wow, mocny cytat.

      • pysiakk

        Bardzo polecam „Antykruchość”, ta książka znajduje się w moim osobistym top 3 najważniejszych książek jakie przeczytałem. Czytając ten wpis i komentarze doszedłem do wniosku, że Tobie i wielu komentującym też by się spodobała. Jeśli kupisz i Ci się nie sposoba to ją po prostu komuś oddaj. Antykruchość bynajmniej nie jest o dzieciach ani o wychowywaniu, ale akurat i to się tam znalazło.

        Inny cytat jaki pamiętam był o tym, że dużą krzywdę dzieciom robią nadopiekuńcze matki zabijając w dzieciach naturalną biofilię czy chroniąc przed wszystkimi próbami, które mogą się niepowieść – niepozwalające się dzieciom same skalibrować na ludzi, na świat, na procesy.

  • Anna

    Jak rozumiem, dotyczy to sytuacji, w której mamy dom (na wsi lub z kawałkiem ogrodu) i jedno z rodziców nie pracuje lub pracuje w domu. A co w sytuacji, kiedy rodzice (lub, jak w moim przypadku, tylko jeden rodzic) ma tylko 3 tygodnie urlopu i nie może zostawić dziecka samego w domu na cały dzień i nie ma też funduszy ani możliwości żeby dziecko gdzieś wysłać?

    • Niestety ja sam nie mam pojęcia, co mógłbym w takiej sytuacji zrobić. Z tego co wiem, to niektórzy rodzice się po prostu dogadują między sobą – jeden tydzień dziecko jest u nas, drugi tydzień u was.

  • Zulu-Gula

    Nasz rodzinny plan wakacyjny ten sam od 4 lat – mały domek w lesie, 100m do pięknego jeziora. Sugerujemy im zmianę od 2 lat – bezskutecznie na szczęście! ZERO NAUKI. Laptop, kilka książek i komiksów w torbie. Spacery, rowery i grillowane bajery ;)
    Jedyne atrakcje, to pobliska stadnina koni, zaskrońce, dzięcioły i kaczki. Dzieciaki nie wyobrażają sobie „fajniejszej nudy”.

  • Magdalena Szmal-Nowak

    Brawo wy i wasz las popieram, moi trzej muszkieterowie chodzą brudni, umazani ale zato jaki maja szałas w sadzie jakie podjazdy rowerowe z desek ktore ukradli tacie z garazu i jak cudownie zamontowali krzesla piknikowe moim sznurem do bielizny na niezbyt wysokiej czeresni to hohoho a na ich brudnych pyzach jest tyle szczescia i satysfakcji az od ucha do ucha B-)

  • Beata Nowicka-Misiewicz

    Dokładnie. Nie przypominam sobie, żeby mi w dzieciństwie dorośli czas organizowali i nigdy się nie nudziłam. I teraz też się nie nudzę. Do do swoich dzieci, to jeszcze kilka lat muszę poczekać na wiek szkolny. I na pewno ograniczyć dostęp do ekranów, bo bardzo łatwo do nich sięgnąć, gdy nie ma pomysłu na zabawę.

  • Ewelina

    Znaczy… Dobrze robię! Bo czasami miałam wątpliwości czy nie jestem przypadkiem wyrodną matką, która nie towarzyszy swojemu dziecku przez cały dzień…

  • Monika Raus

    Czyli i ja jestem inna, owszem w roku szkolnym pomagam, angażuję się, wymyślam ale we wakacje moje chłopaki mają wolną rękę i to już od 16 lat, wiadomo wszystko w granicach zdrowego rozsądku ale najważniejsze, że oni są przekonani o stuprocentowej swobodzie co daje im kopa do działania! Czasami potrafią zadziwić nawet samych siebie, mają przy tym ubaw po pachy a przy okazji lekcję prawdziwego życia.

  • Emilie Milka

    Niestety ale ja nie mam takiej możliwości by spędzić z synem całe wakacje .. jedynie na 3 tygodnie jedziemy do Polski gdzie co prawda mały wyszaleje się i ‚po nudzi’ na działce u babci na odludziu w lesie. Gdzie jest tam raj dla mamy i syna. Cisza i spokój. Gdzie zamierzam dać synowi luzu ile tylko wlezie. Wiem że na dobre to wyjdzie i jemu i mnie . Bo nawał obowiązków w ciagu roku wykonczyły fizycznie i psychicznie . Ale do .tego czasu niestety ale musi chodzić na staż wakacyjny . Za obozami i koloniami jestem całkowicie za .. sama od 8 roku życia jeździłam i to jest cudowna przygoda. Jeszcze dwa lata i zamierzam swojego skarba wysłać.

  • ” że takie lekkie odsunięcie się rodzica, w czasie gdy dziecko nie ma
    szkoły i ma mnóstwo wolnego czasu do dyspozycji, może mu pomóc rozwinąć
    skrzydła” – podpisuję się pod tym obiema dłońmi ;). Czasem trudno, ale pamiętać trzeba, że dziecko powinno też uczyć się radzić sobie samemu. Samemu wpadać na rozwiązania i pomysły, a nie być prowadzone do celu za rączkę, bo wyrośnie nam nieudacznik.

  • Piotr Raczyński

    Jak to nic nie będziesz sugerował skoro właśnie zasugerowałeś, że mają zrobić w kuchni polowej szałas z patyków i kamien i błota.?

  • Natalia Kopeć

    A ja myślałam, że jestem dziwna nie „zajmując” dzieci 😕

  • Martyna

    Ja miałam ostatnio przymusowo taką sytuację, że dzieci (3 i 4 lata) musiały się bawić cały dzień (do ok. 17ej jak Tata wróci z pracy) same – dopadło mnie zapalenie płuc i totalna bezsilność przez 3 dni. Okazało się, że potrafią same bawić się nawet godzinę bez oglądania się na mnie.. że mogę poleżeć w dzień w łóżku, że organizują sobie zabawą wiele godzin! oczywiście, że zdarzały się kłótnie i latanie do Mamy co chwila, ale jestem w pozytywnym szoku jakie sobie wymyślali zabawy, jakie rozmowy prowadzili..
    Trzeba im tylko dać szansę ☺

  • Magda Wypych

    zgadzam się w całej rozciągłości z treścią artykułu. Dzieci i rodzice muszą od siebie odpocząć dla dobra wszystkich i wszyscy muszą się nauczyć być sami ze sobą.

  • Iga

    Brawo! Uwielbiam takie podejście. Moim zdaniem najzdrowsze z możliwych. Gdyby wszyscy byli tak „leniwi, nieodpowiedzialni i niekompetentni” jak Pan, mielibyśmy same szczęśliwe i spełnione dzieci. Pozdrawiam serdecznie, a wpis udostępniam dalej… może niektórym da do myślenia ;)

  • Artur Bocian

    Miałam napisać , że szumnie brzmiący tytuł i tyle…. Jednak przeczytałam i się zgadzam, świetny artykuł.