Jak Aflofarm broni Tulleo, przed „bezzasadnymi” oskarżeniami?

Tekst może zawierać śladowe ilości glutenu, orzechów i wulgaryzmów.

117048243_7cc6bb0b87_bHistorii Tulleo ciąg dalszy

Kto jest ze mną nieco dłużej, ten pamięta tekst o „cudownym” syropku na zasypianie dla dzieci, zwanym Tulleo. Jak wówczas napisałem, tak też zrobiłem i złożyłem skargę na reklamę tego syropku do Komisji Etyki Reklamy (do przeczytania tutaj). Powołałem się na to, iż moim zdaniem ta reklama wykorzystując niewiedzę odbiorców, wprowadza ich w błąd, a w efekcie naraża życie i zdrowie dzieci na niebezpieczeństwo. I swoje stanowisko oczywiście podtrzymuję. Wczoraj wreszcie się też doczekałem i dostałem odpowiedź na moją skargę od Komisji Etyki Reklamy. Chcecie wiedzieć jak broniło swojego zdania Tulleo? A konkretniej Aflofarm? I co ostatecznie komisja postanowiła?

No dobra, mów co napisali

Całość mojej skargi, odpowiedzi Aflofarm i decyzji komisji można przeczytać tutaj. Ja skupię się na najważniejszych punktach tego, jak Aflofarm broniło swojego specyfiku.

„[…] Nie można również postawić zarzutu, że zamiarem reklamy jest wywołanie lęku lub poczucia strachu ani że zawiera on treści stwarzające zagrożenie dla zdrowia lub bezpieczeństwa.”

Pierwszą moją myślą, było jak można tak bezczelnie łgać? Ale wziąłem trzy głębokie wdechy, bo przecież nerwy nie są dobrym przyjacielem i stwierdziłem, że może my po prostu oglądaliśmy inne reklamy? Bo na mojej wersji reklamy (dostępnej tutaj) widziałem dziecko, którego brak snu powoduje m. in.:

– brak snu rodziców,

– brak integracji z kolegami i koleżankami (alienowanie się dziecka),

– brak przyswajania szkolnej wiedzy,

– brak jakiekolwiek inicjatywy ze strony dziecka,

– silne przygnębienie dziecka,

– i ogólną, powolną zamianę dziecka w zombie.

To nie jest wzbudzanie strachu? To co by nim było? Gdyby ktoś przyłożył rodzicowi pistolet do głowy?

Ale dobra, niech im będzie. Nie straszą. Co jeszcze napisali?

Czy muszę się na wszystkim znać?

„Uzasadniając powyższe, przede wszystkim należy stwierdzić, że reklama skierowana jest do rodziców, którzy sami podejmują decyzje co do zastosowania bądź nie konkretnych produktów u swojego dziecka. Zastosowanie syropu nie wyklucza w żaden sposób konsultacji z lekarzem czy psychologiem, ale to rodzice najlepiej znają swoje dziecko i wiedzą co będzie dla niego właściwe.”

Kiedy ja, jako odbiorca, idę do sklepu lub do banku i podpiszę umowę, która jest dla mnie niekorzystna, to broni mnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Bo jako odbiorca, nie muszę mieć specjalistycznej wiedzy. Kiedy podpisuję niekorzystną umowę z pracodawcą, to chroni mnie Państwowa Inspekcja Pracy. Bo jako odbiorca nie muszę mieć specjalistycznej wiedzy.

Dlaczego więc, do jasnej cholery, w przypadku reklam „suplementów diety” wszyscy zakładają, że mam pieprzonego magistra z chemii i jeszcze doktorat z tego jak konkretne substancje działają na ludzki organizm? Dlaczego?

Ja nie mówię, że Tulleo to trucizna, bo akurat jego skład jest przyzwoity. Jak ktoś jeden raz użyje, to też nie przekreśla go to jako rodzica.

Niemniej długotrwały brak snu u dziecka jest sygnałem, że coś jest nie tak. Może dziecko się czegoś boi? Może jest coś o czym myśli przed snem? Może coś go silnie ekscytuje? Niestety nie dowiemy się tego, jeśli stwierdzimy, że takie problemu są zupełnie normalne, bo widzieliśmy to na reklamie i jest na to syrop.

Idąc tą drogą, przyczynimy się do wychowania ludzi, którzy mając lat dwadzieścia parę nie będą potrafili rozmawiać o swoich problemach i będą uważali, że na każdy problem jest odpowiednia tabletka lub syropek. Jak dla mnie ta wizja nie brzmi zachęcająco.

To oczywiście nie koniec.

Nie można się zgodzić? Czy jesteście tego pewni?

„Nie można zgodzić się z zarzutami, iż reklama propaguje rozwiązanie problemu ze snem u dziecka wyłącznie poprzez podawanie syropu czy też propaguje złe postawy wśród rodziców. Jest to jeden ze środków na taki problem, alternatywa dla innych sposobów, ale nie jest to preparat który ma zastąpić diagnozę i zamaskować przyczyny.”

W drugim akapicie napisałem jakie efekty dziecięcego braku snu są malowane w reklamie (przygnębienie, alienacja itp.). Nie dodałem jednak wtedy, że na koniec tych wszystkich Wcale-Nie-Strasznych-O-Czym-Tym-Mówisz efektów słyszymy:

„- Ale możesz temu zaradzić.”

Czyli jednak jest jakiś sposób, aby dziecko było szczęśliwe! Hurra! Jaki to magiczny sposób podawany jest w reklamie?

„- Podaj mu przed snem Tulleo.”

I przyznam wam, że chciałem to jakoś celnie skomentować, ale tak patrzę na to zdanie: „Nie można zgodzić się z zarzutami, iż reklama propaguje rozwiązanie problemu ze snem u dziecka wyłącznie poprzez podawanie syropu” i nie mam żadnego pomysłu, co więcej mógłbym dodać. Poza tym, że coraz bardziej jestem przekonany, że oglądaliśmy dwie różne wersje reklamy.

Niestety poszli jeszcze dalej.

Brak snu jest jak gorączka?

„Zasadne jest by wskazać, że taki tok myślenia spowodowałby, że reklamowane leki na gorączkę mogą sugerować, że rodzic zamiast pójść do lekarza, by poznać przyczynę wysokiej temperatury, która może towarzyszyć wielu dolegliwościom, poda dziecku środek przeciwgorączkowy. Są to bowiem produkty dostępne bez recepty.”

Tym tekstem osiągnęli już Mount Everest manipulacji i zimnego, czystego skur… (no tak, obiecałem tylko niewielką dawkę wulgaryzmów). Dlaczego? Bo zerknąłem sobie na przykładową reklamę leku na gorączkę (padło na ) i wiecie jaka jest jedna, maluteńka, niemal niezauważalna różnica w tych reklamach? Otóż w reklamie leku na gorączkę słyszymy:

„Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu.”

I gdyby Tulleo miało taką samą informację, to ja bym słowem nie pisnął. Nawet jednym. Jednak tej informacji nie ma. I to porównanie jest zwykłą manipulacją, która po raz kolejny ma na celu wprowadzenie ludzi w błąd. To tylko dodatkowo pokazuje standardy i wartości jakimi kieruje się firma Aflofarm.

Ale lekarze przecież polecają!

„Dla przykładu chcemy także podkreślić, że w internecie znajdują się informacje o tym, że lekarze zalecają podawanie dzieciom syropów zawierających m.in. melisę, która jest jednym ze składników Tulleo.”

Otóż to. Macie całkowitą rację (czyżby po raz pierwszy?). Lekarze zalecają. Lekarze. Nie pani z reklamy poleca, nie pan Mietek spod budki, tylko człowiek, który wie co mówi, ma odpowiednią wiedzę i który bierze odpowiedzialność za swoje słowa. I ja bardzo proszę, niech sobie rodzice idą do lekarza i niech lekarz im powie, że to nic groźnego i mogą kupić Tulleo. Ba, ja sam nie miałbym z tym problemu, bo jak pisałem – do samego produktu zastrzeżeń wielkich nie mam. Mam natomiast wielki problem z tym, w jaki sposób się go sprzedaje.

Szkoda, że podobnych zastrzeżeń do moich nie miała Komisja Etyki Reklamy, która uznała reklamę za pełnowartościową i uznała wszystkie zarzuty za bezzasadne.

Co teraz?

Ja jestem w pełni świadom, że tak naprawdę powinienem walczyć z prawem, które pozwala suplementom diety na takie manipulacyjne techniki. Może kiedyś wyruszę z taką krucjatą, kto wie? Jednak w swojej naiwności wierzę bardziej w ludzką uczciwość, niż w sztywne regulacje prawne. I wierzę, że są firmy, które nawet jeśli prawo ich nie zmusi, to zaczną oznaczać swoje produkty, tak jak oznaczane są lekarstwa. W imię dobra dzieci, bo zwykła ludzka przyzwoitość tego wymaga. I liczę, że Aflofarm też to rozważy.

Oczywiście nie stanie się to samo, bo jak pokazała przygoda z Komisją Etyki Reklamy, nie są tym obecnie zainteresowani. Dlatego też o tym piszę otwarcie na blogu, a nie w liście do nich. Bo coś czuję, że firmy takie jak Aflofarm, które zbijają świetny interes na rodzicach wierzących w magiczną siłę tabletek i syropków (gdyby interes nie był świetny, skończyliby produkcję na Apetizerze, a oni zamiast tego wypuścili jeszcze Tulleo i ostatnio Limitki – następny w kolejce czeka pewnie Łejkapik, aby dziecko chętnie wstawało do szkoły), potrzebuję czegoś więcej niż szczerej prośby o zmianę swoich praktyk. Oni potrzebują zderzyć się z betonową ścianą, w postaci świadomych rodziców. Rodziców jawnie sprzeciwiających się traktowaniu każdego niepasującego do idealnego rodzinnego obrazka zachowania, jako problemu, na który istnieje cudowny syropek czy tabletka (może jeszcze syropek na naukę chodzenia czy naukę czytania?). Rodziców, którzy powiedzą „nie” takim nieetycznym praktykom. I osobiście wierzę, że jeśli będzie nas dość dużo, to w końcu coś się zacznie zmieniać. A nawet jeśli Aflofarm nie zmieni ostatecznie swojego podejścia, to może chociaż kilkoro ludzi zrezygnuje z ich produktów i to też da im do myślenia. Oby.

Prawa do zdjęcia należą do Joe.

  • Konrad Norowski

    Jedną częścią zagadnienia jest oczywiście zachowanie firmy i dobrze że to piętnujesz. Natomiast warto też spojrzeć na drugą stronę problemu czyli rodziców wierzących w magiczną siłę pastylek i syropków:
    -dziecko jest chore na niewiadomoco, ma gorączkę i katar? Przywalmy antybiotyk! Najlepiej jeszcze jakiś stary, który został po poprzednim leczeniu – przecież wtedy pomógł, to teraz też pomoże! Nieważne że tradycyjne antybiotyki nie działają na wirusy (grypa), a i część bakterii jest lekooporna i trzeba wybrać konkretny antybiotyk. Antybiotyk panaceum na wszystko!
    -Dziecko nie jest głodne? Może po prostu zjadło wystarczająco? Eee tam, co ono się zna, ja wiem lepiej, dam mu pastylki, albo jeszcze lepiej środki hormonalne (!), to zaraz nabierze apetytu. Jak powszechnie wiadomo ciągły głód jest zdrowym objawem, i należy go wspierać.
    -Dziecko sie dziwnie zachowuje? Dalejże leki na ADHD… dobra, rozpędziłem się.

    Mądrze rzecze stwierdzenie, że każda wystarczająco skomplikowana technologia jest nieodróżnialna od magii. Jeśli ktoś ma braki w podstawach wiedzy, to niestety będzie łapał się na takie kwiatki jak syropek na zachowanie, opaski jonowe (polecam, kopalnia beki) czy śmiercionośne mikrofalówki.

  • Mam nadzieję, że to nie koniec. Mam nadzieję, że się nie podasz. Może to tylko moje małe marzenie, ale może takich listów jak Twój będzie więcej. Kurczę, czasem tak nie wiele trzeba, żeby internet zawrzał, a teraz? Może się jednak uda. Wierzę, że mimo wszystko da się ruszyć skałę.

  • Gdy pierwszy raz zobaczyłam reklamę byłam przerażona!

  • Morrrigan

    O rany, to jest kropla w morzu… Zwróć jeszcze uwagę na to, co się wyczynia w kwestii apetytu dzieci… Apetizer żeby dziecko jadło, Limitki – żeby nie jadło… Niedługo nasz mózg przestanie w ogóle przesyłać sygnały głodu, sytości i wszystkiego innego, bo wszystko wyregulują jakieś tabletki… I jeszcze wciągają w to dzieci! To jest dopiero skandal.

    • Właśnie na końcu wspomniałem o Apetizerach i Limitkach, bo to wszystko jeden producent. Jak widać, interes się kręci.

  • Udostępniłam gdzie się da, bo teraz to już naprawdę przebrali miarkę. Ujawnia się moc prawników z koncernów farmaceutycznych…..
    Jak tylko pojawiła się ta reklama syropku Tulleo byłam wkurzona, że wmawia się rodzicom magiczny syropek na każdą dolegliwość. Nie dość, że jesteśmy narodem spożywającym najwięcej aptecznych suplementów w UE, to jeszcze wmawiają nam, że syrop w magiczny sposób rozwiąże niewysypianie się dziecka. I to syrop, którego w butelce za 20 zł jest raptem 5 dawek! Czyli przeciętny rodzic naiwnie wierzący w moc syropku na miesiąc wydałby 120 zł!
    A najgorszy w całej tej reklamie jest jak dla mnie to uogólnianie i zastraszanie rodzica, że włos się na głowie jeży. A ja myślałam, że koncerny ubezpieczeniowe są wirtuozami zastraszania….

    • Konrad Norowski

      Niestety, jak ktoś nie wie to potrafi uwierzyć w różne koszałki-opałki.

  • Nie znałam Twojego bloga, kiedy o tym pisałeś, nie widziałam reklamy Tulleo, nie jestem też typem lekomanki, tym bardziej jeśli chodzi o dzieci, ale kiedy mój nastoletni syn przygotowywał się w tym roku do egzaminu gimnazjalnego, presja związana z nauką (wpływ szkoły) i podejściem do egzaminu, od którego zależało dostanie się do dobrego liceum zapewne spowodowały u niego stres i kłopoty ze snem. Próbowałam mu pomóc wszelkimi rodzicielskimi sposobami, jednak problem nie ustępował, więc udałam się do pediatry, która zaleciła spróbowanie Tulleo. Lek miał wyciszyć, wpłynąć kojąco na nerwy, zminimalizować niepokój, poprawić jakoś snu, ułatwić zasypianie. Po pierwszej nocy zero efektu. Po drugiej podobnie. Ale co się za to działo za dnia po 3 godzinach od wstania z łózka (dzieciak był już w szkole). Z relacji syna dostał zawrotów głowy, mdliło go, nogi „miał jak z waty”, miał kłopoty z koncentracją i nie był w stanie napisać testu, który akurat mu się przytrafił w chwili niedyspozycji. Podszedł do nauczyciela, żeby powiedzieć jak się czuje, co nauczyciel przyjął ze zrozumieniem, bo zauważył, że mój syn inaczej się zachowuje. Lek był podany przed 22.00 poprzedniego dnia!!! Nie spełnił swojej roli w porze nocnej, a to co działo się za dnia, jakby z opóźnionym zapłonem, bardzo mnie zaniepokoiło. Właściwie przeraziło. Lek wylądował w koszu i na liście zakazanych medykamentów w mojej rodzinie.
    Brawa za walkę z producentem.

    • Zgłoś to i walcz o swoje! Przecież to dziadostwo mogło mocno mu zaszkodzić.
      Uważam, że ten komentarz powinien być wyróżniony jako ostrzeżenie.

    • „Naturalne składniki, a w zasadzie to jest prawie jak herbata z melisą” – czyli jak zawartość Tulleo tłumaczy Aflofarm. Jak się okazuje, działa trochę inaczej niż owa herbatka. Dzięki za ten komentarz.

      • Magdalena Jawor

        Składniki Tullego to właśnie melisa, kwiat lipy, rumianek i kwiat róży stulistnej – a także glicerol, koncentrat soku z czarnej porzeczki, benzoesan sodu i aromat malinowy. Rozumiem, że jak na oficjalną odpowiedź w sprawie działania preparatu to zdanie brzmi nieprzyzwoicie prymitywnie, ale z grubsza jest prawdziwe. Reszta tych ziółek poza melisą działa łagodnie przeciwzapalnie (rumianek), napotnie (lipa), a róża stulistna zapewnia właściwie tylko aromat. Rozumiem, że namawianie rodziców za pomocą reklamy do pchania w dzieci stu preparatów na wszystko zamiast głębszego researchu dotyczącego problemu jest moralnie naganne. Z drugiej jednak strony pokazujecie to nieszczęsne Tulleo jako preparat niemalże szkodliwy, który usypia dzieci kosztem ich zdrowia, jak narkotyk. To przesada w drugą stronę. Syn Esencji mógł mieć po prostu pecha, i okazać się na któryś ze składników nadwrażliwy, ale taka sytuacja może zdarzyć się przy najbezpieczniejszej substancji (patrz: alergie pokarmowe) i absolutnie nie świadczy o szkodliwości preparatu.

        • Nie zgodzę się, że ja tutaj choć przez chwilę straszę składem Tulleo. Bo nie o skład tu chodzi, a o sposób reklamowania, co zresztą miałem nadzieję, bardzo dokładnie wyjaśniłem w tekście.

  • Agnieszka

    może stworzą też Shut – upek na te mocno wygadane, pyskujące dzieci? ;) jak już na wszystko co rodzicom nie pasuje, to na wszystko :)

  • Niestety rodzice nie zawsze wiedzą co jest dla ich dzieci właściwe. Tak może im się wydawać. A „wydawanie” czasami może doprowadzić do tragedii. Poza tym wiele osób nie ma wbudowanego filtra i niestety łykają wszystko co im się powie.

    • Wydawanie się jest najgorszą chorobą, jaka trawi obecne społeczeństwo.

  • A wiesz/wiecie skąd jest cytat: „weź pigułkę”? Pewnie tak :), ja od dawna powtarzam, że to jest jedno ze spełniających się proroctw.
    Wracając do tematu przewodniego to oby spełniło się Twoje życzenie i oby jak najwięcej ludzi otworzyło oczy na takie super magiczne „tabletki”.

    • Nie wiem skąd jest ten cytat :) Przybliżysz?

      • Mnie on kojarzy się z kultowym filmem „SEksmisja”…
        Co do postu : Jak mi mąż zaproponował kupienie tego specyfiku dla naszej Hanki bo ciężko zasypia…to najpierw go zrąbałam, a potem odesłałam to twojego wcześniejszego tekstu…ten też mu pokaże …
        dobra robota Kamilu..pzdr

      • Kaśka

        Seksmisja?

      • „Seksmisja” to właściwa odpowiedź :)

  • Oczywiście, że będą się gicami bronić, bo kasa już wydana na produkt i reklamę. Dobrze, że rodziców się uświadamia, zamiast wpychać tuli syropki. Ciekawe czy wymyślą syrop na złamane serce nastolatka, humory okresowe czy zły nastrój pogodowy… Czekam z niecierpliwością.

    • Wiem, że to była ironia, ale coś czuje, że syropy dla nastolatków tylko czekają w kolejce. W końcu na lata rodzicielskich zaniedbań, też musi być jakiś magiczny sposób.

  • Można się było spodziewać takiej odpowiedzi, niestety…
    Podaję dalej tekst z nadzieją, że niektórym otworzą się oczy…

  • Odpowiedź tej firmy farmaceutycznej jest obrzydliwa, jak i cała kampania. Dobrze, że o tym piszesz, mam nadzieję, że tekst dotrze do jak największej liczby rodziców.
    Szkoda, że KER zawiodła pomimo tak oczywistych argumentów – nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych nt. panowania koncernów nad światem, ale ta konkretna sprawa śmierdzi mi korupcją.

  • marthy

    cieszmy się ,że nie wprowadzili jeszcze swojego spraju na duchy…… to pewnie byłaby mrożąca krew w żyłach reklama. Rodzic którego dziecko nie może zasnąć lub musi spać przy świetle, wpada do pokoju z muchozolem na wszelkie dzieciakowe przedsenne bolączki i po temacie …..;-)

  • Ania

    Ja zastanawiałam się, czy nie napisać do Rzecznika Praw Dziecka. Jestem lekarzem i w życiu nie dałabym czegoś takiego dziecku. To jest kształtowanie nieodpowiednich nawyków. Na wszystkie problemy tego świata mamy cudowne leki, po jednej pigułce na każdy. Z uzależnieniem od leków nasennych stykam się codziennie, taki syrop to przedsmak. Niestety nie każdy rodzic pomyśli o tym.

  • Far Minka

    Aflofarm jest zdecydowanie bezkonkurencyjny, jeśli chodzi o reklamę w tv i radiu. Średnio co 3 minuty słyszę reklamę jakiegoś ich suplementu i często są zastrzeżenia do ich reklam. Ostatnio było głośno o Neosine i musieli wycofać się z tej reklamy. Ja wzięłam też na tapetę Magmisie: http://aptekamalegoczlowieka.blogspot.com/2016/04/magmisie-sposob-na-koncentracje-czy.html
    Super żelki- masa cukru z dodatkiem magnezu, która ma pomóc dziecku w koncentracji i zdziałać inne cuda, a to wszystko w dodatku w niezwykle nie-atrakcyjnej cenie ;)

    • Mat

      A jak to ktoś napisał już na którymś blogu (może i właśnie Twoim) – dlaczego nie wzięłaś w takim razie na tapetę dziesiątek innych żelków, lizaków, cukierków, a nawet czekolad, które od lat są sprzedawane w aptekach, i z których tak apteki jak i różne firmy farmaceutyczne czerpią znaczne zyski i nigdy nie stanowiło to problemu?!? Ale wystarczyło że Aflofarm wpuścił coś podobnego, zareklamował i od razu wielka tragedia narodowa spokojnie mogąca konkurować z niepublikowaniem orzeczeń trybunału konstytucyjnego. Dla każdego, kto choć od czasu do czasu rusza własną mózgownicą, jest to jednak oczywiste dlaczego :P

      • Nie chodzi o produkt, a o formę jego sprzedaży. Aflofarm stale okłamuje ludzi w reklamach i za to należy wrzucić ich na cenzurowany, a ich produktów za wszelką cenę unikać. Skoro są w stanie kłamać w przypadku produktów dla dzieci, to wolałbym nie wiedzieć do czego są zdolni w innych sferach swojej działalności.

      • Far Minka

        :D to nie u mnie, ale widziałam tę dyskusję. Praktycznie tymi samymi słowami ktoś „obiektywnie” bronił Aflofarm. Ja ruszam i ruszam mózgownicą i nadal nie wiem jaki miałabym mieć, jako zwykły szary farmaceuta, interes w dyskryminowaniu akurat tej firmy. Zależność jest prosta- mówi się o tym o czym jest głośno :P Inni mają spokój, bo o nich nie słychać.

        • Mat

          Pewnie masz rację – gdyby się tak nie reklamowali często, to mogliby spokojnie sprzedawać wszystko co wyprodukują :) Choć dla mnie to jednak dziwne, bo mnóstwo firm inwestuje podobne kwoty tylko że u lekarzy, farmaceutów, w hurtowniach, na zjazdach, w ramach programów lojalnościowych itd. I oni spokojnie sprzedają różne cuda i zarabiają na tym kupę kasy i nikt w ogóle nie widzi w tym problemu, a tylko reklama w oczy kole… Dlatego też napisałem o „ruszaniu mózgownicą”. Przecież to oczywiste że inni działają podobnie tylko w innych, mniej wyeksponowanych na światło publiczne kanałach :]

          • Far Minka

            Oj wierz mi, że opłacanie lekarzy też nas w oczy kole, ale opisanie tego na blogu i tak nic nie zmieni, więc to walka z wiatrakami.Co do opłacania farmaceutów, to chyba w dawnych czasach było, bo jak pracuję, tak nikt mi pieniędzy nie proponował za sprzedaż produktów konkretnej firmy. Chyba że to akurat specyfika mojej firmy ;)