Gdy to wreszcie zrozumiałem, przestałem się złościć na moje dzieci

Bo okazało się, że żaden powód nie byłby wystarczający.

Wychowywanie dzieci bywa wyzwaniem. Jednym z najcięższych, z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć, bo w przeciwieństwie do wielu innych zajęć, nie da się z tego zrezygnować czy rzucić tym wszystkim w diabły (mimo tego, że raz na jakiś czas, będziemy mieli na to wielką ochotę).

Z drugiej strony jako rodzice mamy świadomość, że jest to zajęcie, które może nam dostarczyć mnóstwa radości i szczęścia, jakie płyną z tej niesamowitej więzi pomiędzy dziećmi, a ich rodzicami i większości z nas bardzo na tej więzi zależy.

Niestety czasem coś staje nam na drodze przed osiągnięciem tego. Czasem wieczorem siadamy i zastanawiamy jak to się stało, że nasze wspaniałe plany o cudownym dniu z dziećmi, po raz kolejny szlag trafił i znowu była jakaś zadyma.

Chodźcie. Opowiem wam o tym co staje nam na drodze i jak ja sobie z tą przeszkodą poradziłem.

Błędne rodzicielskie założenie

Często widzę rodziców, którzy wychodzą z założenia, że ich dziecko robi te wszystkie „złe” rzeczy z premedytacją. Z taką chęcią zrobienia komuś na złość tylko dla samej satysfakcji z bycia złą osobą.

„Ono to zrobił tylko po to, żeby mnie wkurzyć!”

„Czy ona musi być taka niegrzeczna?”

„Dlaczego oni nigdy nie sprzątają swoich pokoi?”

„Czy on zawsze musi tak krzyczeć?!”

„Czy ona nie rozumie, że ja próbuje teraz zrobić coś ważnego i potrzebuję spokoju?”

„One znowu są takie niegrzeczne! Nie wytrzymam!”

Czy rzeczywiście tak jest?

Czy rzeczywiście nasze dzieci bywają czasami po prostu wcieleniem zła? I robią inne rzeczy tylko po to, aby druga osoba cierpiała i była nieszczęśliwa? Pozwólmy się sobie nad tym zastanowić.

Czy widzieliśmy kiedykolwiek, aby jakieś szczęśliwe dziecko z zaspokojonymi wszystkim potrzebami, zachowywało się niegrzecznie? Aby krzyczało? Biło innych? Wątpię. Gdy nasze dziecko jest w takim stanie, to właśnie wtedy następują te wszystkie „magiczne” momenty, w których dziecko samo z siebie robi nam kanapki, aby tylko sprawić nam radość lub tworzy dla nas laurkę bez okazji. To właśnie wtedy bywamy niespodziewanie przytulani, to właśnie wtedy słyszymy spontaniczne „kocham cię” i to właśnie wtedy nasze dzieci potrafią się razem bawić, wspierając się wzajemnie.

Dzieci w takich sytuacjach są najprawdziwsze. Są tym, kim chcą być. Ludźmi, którzy są dobrzy. Ludźmi, którzy są szczęśliwi i którzy chcą, aby inni ludzie dookoła nich też byli szczęśliwi.

Dlaczego więc mimo wszystko dzieci bywają „niegrzeczne”?

No właśnie. Skoro one pragną tego dobra i tego szczęścia, to dlaczego mimo wszystko czasem łamią zasady i robią drugiej osobie na złość? Dlaczego potrafią wręcz skrzywdzić drugą osobę? Skąd to się bierze? Przecież to nie ma sensu.

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wrócić do poprzedniego akapitu. Konkretnie do fragmentu o szczęśliwym dziecku z zaspokojonymi potrzebami. To jest nasz klucz. Szczęśliwe dziecko = dobre zachowanie, nieszczęśliwe dziecko = złe zachowanie (oczywiście słowa „dobre” i „złe”, stosuję w pewnym uproszczeniu).

Nie zawsze nawet to musi być jakieś konkretne nieszczęście – czasem wystarczy gorszy dzień, niskie ciśnienie czy chociażby zwykłe zmęczenie. Dokładnie tak samo jak u dorosłych. A im więcej czynników się zbierze, tym większego wybuchu możemy się spodziewać i tym ciężej jest dotrzeć do dziecka.

A dlaczego tak się dzieje? Czy dzieci nie mogą się nauczyć nad tym panować?

I tutaj wkracza neurobiologia, czyli nauka o naszym mózgu. Pozwolę sobie zacytować fragment na ten temat od ludzi mądrzejszych ode mnie:

„Umiejętność naszych dzieci do podejmowania dobrych decyzji zależy od skutecznej więzi pomiędzy pniem mózgu, układem limbicznym i kory przedczołowej. Kiedy ta więź funkcjonuje, dzieci wiedzą, aby traktować innych z szacunkiem. Czują więź z innymi, czują się dobrze i podejmują możliwie dobre decyzje. Jednak kiedy układ limbiczny naszych dzieci – społeczno-emocjonalne centrum ich umysłów – zostaje zalane emocjami, ich umiejętność do kontrolowania własnych impulsów i podejmowania rozsądnych decyzji znika. Ich zachowanie momentalnie przestaje być racjonalne i nie czują już więzi z nikim. Żadna ilość pouczania, tłumaczenia lub argumentacji, kiedy dzieci są w tym stanie, nie pomoże nam przedostać się do ich rozsądku. One biją i kopią, nie dlatego, że są nieświadome czegoś albo niewrażliwe, lecz dlatego, że ich umysły są zalane emocjami. 

Pamiętacie te kreskówki, w których mama poucza dziecko, a my widzimy tylko „Bla, bla bla”, jako to co słyszy dziecko? Nic innego się nie przedostaje, właśnie przez emocje. Aby przywrócić dziecku jego wiedzę na temat tego, jak traktować innych, jego układ limbiczny musi na nowo nawiązać z nami relację. To właśnie ta odnowiona relacja pomoże dziecięcemu rozsądkowi wskoczyć na właściwe miejsce.”

To nie jest wina naszego dziecka

To po prostu działanie matki natury. Kiedy więc wreszcie dotarło do mnie jakiś czas temu, że moje dzieci nie robią mi na złość, gdy łamią pewne zasady, to automatycznie przestałem przypisywać im w myślach złą wolę. Przestałem zakładać, że one to robią coś celowo czy z premedytacją. Złość oczywiście dalej się pojawia i pozwalam jej na to, bo naturalnych emocji nie powinno się wypierać, ale już moja reakcja na tę emocję jest zupełnie inna – stanowcza, gdy trzeba, lecz jednocześnie w pełni pod kontrolą.

To był dla mnie naprawdę duży krok naprzód, w stronę lepszej więzi z moimi dziećmi i lepszego ich zrozumienia. To nie jest ich wina, że silne emocje czasem biorą nad nimi górę, uniemożliwiając im rozsądne spojrzenie na sytuację oraz podjęcie odpowiedzialnych decyzji. To jest po prostu część życia, z którą musimy sobie poradzić, w procesie zwanym rodzicielstwem. Krok po kroku, wspólnie z dzieckiem. Bez krzyków, bez kazań, bez gderania, bez powtarzania się i przede wszystkim bez nerwów. Zamiast tego z wiarą w nasze dziecko. W to, że ono i bez naszych kazań oraz pouczań jest dobrym człowiekiem, ale po prostu straciło pewną stabilność emocjonalną. I że jeśli ją właśnie mu przywrócimy, to ta dobroć również wróci i uda nam się pomóc naszemu dziecku, na czym przecież tak bardzo nam zależy.

banner_750x200_2

Poprzednie teksty objęte patronatem:

1. Najlepsze (i najgorsze) prezenty dla noworodka i jego rodziców.

2. Brudzące zabawy, które wasze dzieci pokochają.

3. Pokój dla dziecka lub dla rodzeństwa – 60+ zdjęć z pomysłami i inspiracjami.

 

Prawa do zdjęcia należą do Donnie.

  • Mi w zrozumieniu tego o czym piszesz pomogła siostra – montessorianka.
    Dzieci do 6 roku życia są bardzo wyraźnie podatne na zalewanie emocjami. Tworzą w napadach frustracji swoistą bańkę przez którą nic się nie przebije.
    U nas zwykle dochodzi do konfliktowych sytuacji kiedy dziecko jest:
    a) niewyspane b) zmęczone c) głodne / spragnione d) stęsknione za rodzicem
    I wtedy zwykle towarzyszymy córce w napadzie frustracji będąc blisko, lub jeśli już z niej schodzi powietrze przytulając i dopiero gdy ochłonie rozmawiamy.

    Działa zawsze :)

    • Taka siostra to skarb :) I masz rację, że najczęściej jakieś fizyczne czynniki się przekładają na dziecięce zachowanie i najważniejsze, to znaleźć źródło tych czynników, a następnie znaleźć w sobie zrozumienie dla tej sytuacji.

      • Też to zauważyłam w swoim domu, brak drzemy i głód i anielskie dziecko robi aferę o to, że mucha lata :-) ale dodałabym to co Ty chyba już tu przewałkowałeś, żeby z dzieckiem rozmawiać, a nie drzeć się na nie. Nie mówię o chwilowej utracie panowania nad sobą, jesteśmy tylko ludźmi, czasem też krzyknę, choć bym nie chciała, ale generalnie staram się tłumaczyć, zaobserwowałam, że w rodzinach w których notorycznie słyszę, sorry za wyrażenie „darcie ryja na dzieci” panuje non stop atmosfera chaosu, krzyku i problemów i są to właśnie dzieci o których piszesz „non stop robią coś złego „celowo””. Że nie wspomnę, że jako osoba bez wykształcenia pedagogicznego mam odwagę powiedzieć, że krzyczenie na dziecko wywołuje odwrotny skutek, zauważyłam, że te dzieci uodparniają się na krzyk i kompletnie nie słuchają co się do nich mówi – potwierdzone wielokrotnymi obserwacjami :-)

  • Zgadzam się całkowicie. Sama się łapię na tym, że to ja często podsycam problem, zamiast zmienić zupełnie moje zachowanie. Choć na szczęście coraz częściej wprowadzam w życie scenariusz oparty na potrzebach dziecka, a nie moich wyobrażeniach.

    • Najważniejsze to iść we właściwą stronę. Nawet jeśli się przy tym potykamy.

  • Martyna Rudnik

    Mega pomocy artykul dla wiekszosci rodzicow:) ja mialam to szczescie ze zrouzmialam to wszytsko o czym piszesz nieco predzej dzieki wspanialej Kobiecie ktora spotkalam przypadkiem na jednej grupie. Prowadzi ona bloga i kursy dla rodzicow jak porozumiec sie bez klapsow krzykow i kar z wlasnym dzieckiem i przeszlam taki kurs i pomogl on nie tylko na relacje z moim dzieckiem ale i meżem czy innymi ludzmi:) z calego serca moge wam polecic szkole mocy prowadzona przez Basie Bielanik:) zaczelam rozumiec moje dziecko, jak patrze na to wszystko z perspektywy czasu to tak wlasnie moge to nazwac ze zaczelam rozumiec ja bo predzej widze ze jednak nie :)

    • Muszę się bliżej zapoznać :) Byłaś na takim półrocznym kursie?

  • Sebastian Popowski

    Fajny tekst i życzę wszystkim, aby znaleźli w sobie na tyle dużo siły i czasu, aby się nad każdą trudną sytuacją 2 albo i 3 razy zastanowić zanim się „wybuchnie” ;)

    • Na pewno się przyda, bo jednak jest to wyzwanie na pograniczu niemożliwości :)

  • Tatko

    Przetrwać tą chwilę, nic nie zrobimy. Mozna sobie wyobrazić, jak Ty się czujesz gdy cos nie pójdzie po Twojej myśli, co w Tobie sie dzieje???

  • Ewelina Dylowska

    Ciężej jest gdy rodzice nie mieszkają ze sobą. Tych emocji dla 3,5 latka jest stanowczo za dużo, choć wychodzę z siebie, żeby bylo jak najnormalniej. Niestety czesto mam wrażenie, ze ten smyk mnie nienawidzi, choc wszystko co robie w zyciu robie dla niego i z mysla o nim. Przydałby się jakis dobry tekst dla samotnych rodzicow – jak pogodzić dziecko z rozstaniem rodzicow i nie zwariowac ? Pozdrowionka !

    • znafca

      poniżej dobry tekst, dla samotnych rodziców: „idź do psychologa, bo sama nie dasz rady.”

  • Dominik

    No dobrze, a co w sytuacjach w których nie ma nadmiaru emocji, a dziecko (3 lata) pomimo zakazu słownego nas testuje i wykonuje zabronioną czynność (najczęściej z uśmiechem na twarzy)? Trudno w takich momentach oprzeć się wrażeniu ze robi to z premedytacją.

  • Ja też… :) Gdy wreszcie odkryłam naturę procesów biologicznych, związanych z zachowaniami mojego dziecka, to było – wow – w moim podejściu, istotny krok naprzód. Choć co tych „celowych” i „złych” zachowań, to cóż, wiedziałam, że małe dzieci nie mają jeszcze takich umiejętności ani możliwości, by robić cokolwiek z premedytacją. Pozdrawiam, i wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :)

  • Majus

    świetny poradnik dla młodych MĘŻÓW!
    nic tylko zmienić „dziecko” na „żona”
    zalewają ja emocje i nic już do niej nie dociera bla bla bla ;)