Cztery zalety, które niesie ze sobą posiadanie dzieci

Kilka słów o tym, w jaki sposób dzieci pomagają rodzicom.

lawn

Zdjęcie z serii: „Marzenie każdego ojca”.

Musiałem popełnić taki wpis, bo już mi ręce opadają, jak widzę kolejną matkę i kolejnego ojca, którzy „poświęcają” się dla dzieci. Mam dość słuchania o tym, jak to dzieci zabierają nam czas, pieniądze, marzenia i w ogóle wysysają z nas całą radość z życia. I jak to jako rodzice jesteśmy zmuszeni spędzać bezproduktywnie dzień po dniu, nie osiągając niczego szczególnego, bo te cholerne dzieci stoją nam na drodze. Ach, gdyby tylko ich nie było, to bylibyśmy milionerami, a świat leżałby u naszych stóp.

Ludzie wypowiadają te słowa, a ja słyszę puste wymówki. Oczywiście mogę mówić tylko za siebie, ale gdyby nie moje dzieci, to podejrzewam, że w swoim życiu osiągnąłbym jeszcze mniej. Bo to właśnie dzieci dały mi kilka niesamowicie wartościowych rzeczy. Jakich konkretnie?

Dzieci dodają siły

To zadziwiające, że ten sam człowiek, który po 8 godzinach pracy był wyczerpany i miał siłę jedynie obsługiwać pilot, nagle daje radę pracować przez 8 godzin i przez kolejne 8 godzin, zajmować się dzieckiem. Wcześniej był kompletnym wrakiem człowieka, a teraz daje radę. Nie mówię, że jest lekko – mówię tylko, że to jest możliwe. Zauważ, że te 8 godzin dziennie, to aż 4 miesięcy rocznie (!), kiedy zamiast leżeć i oglądać telewizję, robisz coś, co naprawdę ma znaczenie.

Dzieci uczą szanować czas

Jeśli mamy możliwość przeleżeć cały weekend oglądając seriale, to istnieje duża szansa, że tak właśnie zrobimy. Jeśli natomiast mamy tylko godzinę lub dwie dziennie to szybko odczujemy, że oglądanie seriali może być stratą czasu (no chyba, że je uwielbiacie, tak jak ja – w takim razie zapraszam was tutaj i tutaj).

Dzieci dają nam świadomość, że stwierdzenie „mogę poczekać, jeszcze będę miał czas na spełnienie marzeń” jest nieaktualne. Jedyny czas jaki nam pozostał, to te kilka godzin wieczorem. I przez kilkanaście lat się to nie zmieni. Więc musimy podjąć decyzję już teraz. Chcemy zacząć spełniać marzenia jak będziemy po pięćdziesiątce?

W zasadzie nawet trochę zabawne (i zarazem trochę smutne, kiedy pomyślimy o ilości zmarnowanego w młodości czasu) jest to, że przez jedną wieczorną godzinę, kiedy dzieci już śpią, człowiek potrafi być kilkakrotnie bardziej produktywny, niż przez cały weekend, kiedy dzieci nie miał. Nie sądzicie?

Dzieci uczą samodzielności

Ubieranie, przewijanie, pranie, prasowanie, gotowanie – jeśli jeszcze się z tymi magicznymi słowami nie spotkaliśmy, to rodzicielstwo zapewni nam tego aż pod dostatkiem. I do tego my będziemy grać w tych przedsięwzięciach główną rolę. Zresztą te wyżej wymienione to tylko początek. Ile wymaganej pracy jest w rzeczywistości, przekonał się każdy rodzic, których choć na kilka dni, został z dzieckiem sam na sam. Już w dżungli jest łatwiej. Dzikie zwierzęta są mniej podstępne.

Dzieci sprawiają, że świat jest bardziej przyjaznym miejscem

I już ostatni punkt z dzisiejszej listy. Otóż gdy mamy dzieci, to zdarza się, że ludzie dookoła spoglądają na rodzica przychylniejszym wzrokiem, niż na zwykłego szaraczka. Raz wykładowca odpuści nam jakieś ćwiczenia. Innym razem ktoś w sklepie albo na lotnisku puści nas przodem. Jeszcze innym razem szef potraktuje nas priorytetowo, gdy będzie ustalał świąteczne urlopy. Nie zawsze tak będzie, ale jednak szanse są większe. Szczególnie zaś większe szanse są na to, że będziemy przez innych traktowani dojrzalej, nawet jeśli wyglądamy jak szczyle (mówię z własnego doświadczenia :).

Oczywiście nie mówię, że wychowanie dzieci to bułka z masłem

Szczególnie, że doskonale już wiem, że tak nie jest. Niemniej rodzicielstwo ma mimo wszystko ogromną listę niewątpliwych zalet, z których tylko część wymieniłem powyżej. Da się też bycie rodzicem pogodzić i z karierą i z podróżami (zerknijcie chociażby do Tasteaway) i z życiem towarzyskim. To nam jednak nie spadnie z nieba. Na to akurat trzeba zapracować i być gotowym i na pot i na łzy. I nie wiem jak wam, ale mi, to właśnie moje dzieci dają siłę, aby do tego dążyć.

Prawa do zdjęcia należą do Juhan Sonin.

  • są plusy i są i minusy. nie wszyscy patrzą przychylnym okiem, czasem tarabani się z wózkiem samotnie po stromym zjeździe, niektóre plany trzeba przerzucić na bliżej nieokreśloną przyszłość albo zrezygnować z pracy na jakiś czas całkiem. zmęczenie momentami zjada. ale z drugiej strony – święta racja: dziecko jest inspiracją jest motywacją. reasumując: w życiu nie powiedziałabym swojemu synowi, że cokolwiek musiałam poświęcać :)

  • Zgadzam się z tym, że są blaski, blaski i cienie. Ale przecież właśnie dzięki cieniom jest blask. Nie wyobrażam sobie życia bez Gałganka, nie czuję się, jakbym poświęcała siebie czy życie towarzyskie. Wszystko jest kwestią organizacji… i pewnie trochę znajomych. To też czas na ich weryfikację. Tez nie znoszę twierdzenie, że dziecko ogranicza itd.

  • Wszystko się da. Trzeba chcieć. Dzieci niesamowicie motywują, a nasze „zmęczenie” to tylko siedzi w naszej głowie. Czego się nie da zrobić, bo niby dzieci przeszkadzają? Bo to, że dziecko kosztuje, że to zawsze jest trzeci bilet, to jasne. Ale gdybym miał taki kaprys i chciał objechać świat dookoła, to spokojnie by się to dało zrobić. To tylko kwestia organizacji. A to, że dzięki moim chłopakom jesteśmy tak rozpoznawalni w niektórych miejscach, to temat na osobny artykuł ;-) Właściwie, to chłopaki otworzyli nam sporo zamkniętych drzwi…

    • Ja skończyłem studia dzięki dzieciom :) Przynajmniej częściowo ;) Więc wiem jak to jest, gdy dzieci otwierają drzwi :)

      • Magdalena

        Ja właśnie jestem w trakcie II roku studiów i mam w domu prawie 4 latka. ;)
        Gdyby mi ktoś kilka lat temu powiedział, że pogodzę tyle rzeczy jednocześnie to bym się w głowę popukała. ;) A teraz to piękny i motywujący czas – czasem trzeba wręcz stanąć na głowie, czasem zasypia się wieczorem na siedząco, choć się chciało jeszcze coś porobić, ale warto. :)
        Mnie Oskar nauczył niesamowitej życiowej logistyki, to zadziwiające ile można zrobić w przeciągu godziny – dwóch. I codziennie uczę się od niego fascynacji, tego dziecięcego głodu życia, wiedzy, doświadczeń. :D
        Przed rodzicami mającymi więcej dzieci chylę czoła!

  • BlueVelvet

    Bardzo lubię, gdy o godzeniu kariery/podróżowania/szkoły (niepotrzebne skreślić) z wychowywaniem dziecka wypowiadają się mężczyźni ;) Można to porównać do wspólnych porodów, gdy tatusiowie później chwalą się całemu światu, że „rodzili razem z kobietą”. Otóż Panowie nie rodziliście ;) Oczywiście wkład pracy ojców w wychowywanie dzieci w ostatnich czasach nieprawdopodobnie się zwiększył, na czym korzystają głównie dzieci. Niestety nie zmienia to faktu, że jeżeli dla kogokolwiek dziecko ma okazać się hamulcem, to będzie to kobieta.

    Btw oczywiście zgadzam się z ogólnym poglądem, że dzieci to szczęście, nie hamulec :)

    Pozdro.

    • Seksistowskie to strasznie :) Ja siedziałem cały rok z dziećmi w domu i jakoś przeżyłem, a wcale nie uważam, żeby mój wkład w ten rok, można było porównać do mojego wkładu w poród.

    • Daga

      Nie zgadzam się. I mówię to jako matka 3 dzieci – wszystkie do lat 7. W tym ujęciu, dzieci są takim samym hamulcem dla obojga rodziców i wszystko siedzi w naszych głowach – głowach matek. Wtedy warto przyjrzeć się ojcom i zainspirować ich tokiem rozumowania, a najlepsze jest to, że oni chętnie pomogą w realizacji naszych celów i marzeń, ba nawet w praniu – wystarczy im to tylko powiedzieć. Jeśli chodzi o moje doświadczenia to okresy wczesnego dzieciństwa porównuje do manewru asysty grawitacyjnej – czasem trzeba zwolnić, żeby móc potem wystrzelić i osiągnąć prędkość maksymalną. Obawiam się, że za 3 razem mogę już znaleźć się w innej galaktyce:)

  • Niby o tym wszystkim wiem, ale nie raz sama zlapalam się na tym że myślę :” gdyby nie dziecko bylabym tam lub tam”, ale tak szczerze powiedziawszy moja corka nauczyła mnie tak wielu rzeczy, tych o ktorych piszesz, jak również wielu innych. I mimo, ze nie wyspana, mam duzo więcej energii do działania niż, wtedy gdy bylam bezdzietna ☺

    • Podobno jest taka życiowa prawda, że im więcej mamy zajęć, tym więcej też mamy czasu. I to by się w zasadzie z tym wszystkim zgadzało :)

  • Ola Okrojek

    O matulu, a raczej o ojczulku!! Właśnie dziś rozmawiałam o tym z moim mężem. Znów w sedno! Tak bardzo się zgadzamy. Aż mnie nosi!

  • mutrynki.pl

    Prześwietliłeś mnie i przepisałeś wszystko to o czym sama ostatnio rozmyślam. Dzieciaki to najlepsze ładowarki życia :-)

  • @wrukwiony

    Niestety muszę zmienić tytuł tego artykułu, teraz będzie „Pięć zalet…”. Piąte, to podejście do swoich rodziców. Posiadanie własnych dzieci znacznie ułatwia docenienie pracy naszych rodziców, dostrzeżenie trudu, pracy, którą włożyli w nasze wychowanie i szczęścia, które wspólnie mieliśmy, że jesteśmy właśnie tu, teraz, dziś. Wpływa to bezpośrednio na nasze relacje z rodzicami, naszą pozycję (to też efekt traktowania nas dojrzalej o czym wspomniałeś) i … dogadywanie się? Chyba w wielu przypadkach również tak jest.

    • Jest jeszcze szósta zaleta. Na zdjęciu ;)

    • Sonia Korytowska

      Dokładnie to samo chciałam napisać! Pamiętam, jak moja córka dość ciężko przechodziła jakąś chorobę, rozmawiałam wtedy przez telefon z moją ciocią, która rozmowę spuentowała tak: „dopiero jak się zostaje matką, wie się co matka w życiu znaczy” :)

  • Marta Domańska

    Mnie też irytują podobne komentarze. Rozumiem, że zmęczenie i rutyną mogą przesłonić nam szczęście jakiego doświadczamy posiadając potomka. Ja mam niestety wrażenie, że gdyby nie było dziecka, taki niedoszły rodzic i tak znalazłby sto wymówek i narzekałby wszystko. Może jest też i tak, że to „marudzenie” wiąże się z innymi problemami w życiu osobistym?. Często dobrą ripostą, na np. komentarz o braku czasu radzę, żeby wyłączyć wieczorem tv i nie zaśmiecać sobie głowy beznadziejami. ;)

    • No, ależ oczywiście, że taki rodzic miałby wtedy jakąś inną dobrą wymówkę. Po prostu tak długo, jak ludziom będzie się wydawało, że to świat zewnętrzny ich wstrzymuje, tak długo nie ruszą do przodu.

  • Kasia Mod

    O tak całkowicie się zgadzam piękny tekst :) trzęsie mnie zawsze jak słyszę narzekania rodziców :) a jeszcze bym dodała do listy, że dzieci uczą czym jest miłość bezwarunkowa :)

  • Przyznaję, że mam taką pracę, że chociaż cały dzień jestem w domu, to jednak 10-12 godzin w pracy.
    Przyznaję, że mam niewiele czasu dla młodej. Chciałbym mieć więcej.
    Przyznaję, że często mam ochotę powiedzieć „poświęcenie”, chociaż jest to tylko czas. Nic więcej nie poświęcam, bo bycie z nią to sama przyjemność.
    Przyznaję, że czasami mam jej dość i uciekam z domu, żeby odpocząć.
    Przyznaję też, że jak wyjeżdżam np. na konferencję, to już wieczorem tęsknię :)
    I w końcu przyznaję, że cały trud wychowania wynagradza mi przytulas i słowa „kocham cię, tatusiu”.

    • Chyba wszyscy jesteśmy gotowi znieść nawet największe trudy wychowania, dla takiego wynagrodzenia :)

  • No raczej, że dzieci dają siłę! I pozwalają wiele rzeczy dostrzec, cieszyć się drobnostkami, docenić zdrowie. Poza tym to jest potwornie dołując, kiedy ktoś tak mówi o własnych dzieciach, kiedyś też był dzieckiem i na pewno nie byłoby mu wesoło, gdyby rodzice mu powiedzieli, że przez niego ich kariera została zniszczona. Tak, jak piszesz: wymówka. Choćby na fb widać ogrom matek, które natchnione macierzyństwem spełniają się zawodowo. Szyją, piszą, inspirują, czyli: HALO! DA SIĘ! :)

    • Nie tylko matek ;)

      • No tak, masz rację, choć jeśli chodzi o sprawy zawodowe to wydaje mi się, że matki czołują. Chodzi mi o czystą statystykę, absolutnie jestem daleka od jakiejkolwiek dyskryminacji w tym miejscu, znam wielu fantastycznych tatusiów, którzy są tak wspaniałymi rodzicami, że łezka się w oku kręci, inspirują, mają świetne pomysły na spędzenie czasu z dzieckiem, pokazują co to jest cierpliość i czerpią garściami z ojcostwa. Natomiast obserwuję masę kobiet, które po urodzeniu dziecka, w czasie, kiedy „siedzą” na maierzyńskim, postanawiają nie wracać do starej pracy, tylko przejść na swoje. Myślę, że w tym wypadku dziecko + „siedzenie” = (dla wielu kobiet) chęć robienia więcej, szukanie złotego środka na wychowanie i rozwój zawodowy.

        • Ależ oczywiście masz całkowitą rację. Matki przodują w łączeniu życia rodzinnego z zawodowym, bo statystycznie jednak zdecydowanie więcej matek z dziećmi zostaje i się nimi opiekuje. Statystyki nie oszukasz :)

  • grutt

    Dla mnie syn był świadomym wyborem, ścieżką „kariery życiowej” i od prawie juz 5 lat co dzień dziękuję Bogu za ten dar. Są cieższe momenty(jak np 2 h przerwa w spaniu dzis w nocy-bo „Mamo muszę Ci coś opowiedziec”czy kryzys bo nie pójdę dziś do przedszkola) ale nic to w porównaniu z radością jedzenia razem, czytania bajek, grania w Piotrusia czy wspolnych wyjazdów rowerowych. Mamy świetną relację a synek jest podobny do mnie i rozumiemy się w lot. Spędzanie razem czasu jest dla mnie przyjemnością choc swoje książki czytam po 3 stronie dziennie, trenuję nocami a malowanie uskuteczniłam w tym roku raz w czasie wakacji. I co z tego że nie pojechałam jeszcze na swoją wymarzona wyprawę na Alaskę?Pojadę chocby po 50siatce i nie martwię się tym.Jestem spełniona i mogłabym to szczęscie jeszcze pomnożyc, jesli tylko Bóg da :)

  • Dzieci pozwalają bezkarnie oglądać bajki i jest to usprawiedliwione! Ja np też dzięki córce zacząłem odróżniać sukienkę od spódniczki, co więcej potrafię pomalować paznokcie i zrobić kucyka. Deal with it.

    • I jeszcze można się pobawić kolejką elektryczną. I klockami. I w gry planszowe pograć. Żyć nie umierać :)

  • Dziś wieczorem odkryłam kolejną zaletę posiadania dzieci – można zamiast oglądać debatę, która podniesie człowiekowi ciśnienie, w miłej atmosferze czytać o przygodach świnki Peppy albo Elmo ;)

    • Ja już nawet radia nie włączam od paru tygodni, bo nie daję rady słuchać o polityce (telewizor dawno stoi odłogiem). A jak nie ma polityki, to są reklamy, które generują pytania dzieci o hemoroidy albo potencje ;)

      • i już masz pomysł na wpis: najtrudniejsze pytania moich dzieci i jak udało mi się z nich wybrnąć ;)

  • Kata

    Tak na prawdę odżyłam przy mojej córci. To ona daje mi energii i tak wiele radości. A ta godzina wieczorem….czasem tyle na nią zaplanuję, jakbym miała 4h :) uczę się języka i kazda chwila jest ważna. Tez sobie myślę, jak wiele czasu kiedyś miałam…a człowiek nie korzystał jak należy ;) takie uroki różnych etapów w życiu!! Super blog!! Pozdrawiam!!

  • Marqess

    Dziękuję za Twój blog. Jestem ojcem 2,8letniego i 8msc chłopcow. Przed dziećmi miałem masę zainteresowań. Oglądałem masę seriali, dużo czytałem, również komiksów. Dużo grałem. Od narodzin pierwszego nie włączyłem konsoli. Z początku żałowałem. Często wchodzę na Twój blog jak już jestem podlamany ojcostwem i brakiem sił i czasu na własne zainteresowania. Nie dawno zacząłem autobusem jeździć do pracy by nadrabiać zaległe komiksy i literaturę. Zawsze jak jestem na krańcu sił, wchodzę tu i (zmęczony, bo zmęczony) znowu się uśmiecham
    Dzieki