Dwie rodzicielskie reakcje, która niezauważalnie niszczą naszą więź z dzieckiem

Dwie reakcje, które przez wiele lat próbowano mi wmówić, jako najlepsze z możliwych rozwiązań.

Co zrobić, gdy nasze dziecko zaczyna zachowywać się zbyt dziecinnie jak na swój wiek w miejscu publicznym? Co zrobić, gdy czujemy na sobie oceniający wzrok innych ludzi, a zachowanie naszego dziecka nie ulega poprawie? Co zrobić, gdy zaczyna śpiewać wniebogłosy i nasze bębenki wołają o pomoc? Albo gdy zaczyna pokazywać język wszystkim dookoła? Co zrobić, gdy bawi się bez opamiętania i wpada na towarzyszy zabawy? Albo gdy śmieje się tak głośno, że przeszkadza nam to w rozmowie? Co zrobić, gdy buduje zdania złożone niemal wyłącznie z tak wysublimowanych słów jak siku, pupa, pępek czy pierdki? Co zrobić, gdy zaczyna wymyślać niestworzone historie, które nie należą do najmądrzejszych?

Jest kilka podejść.

Metoda numer 1: Reaguj!

Gdybym dostawał grosza za każdym razem, gdy usłyszałem, że na każde złe (niestety znam wielu ludzi, którzy wszystkie powyżej opisane zachowania taktują jako przejaw złego zachowania/wychowania) dziecięce zachowanie trzeba reagować, bo inaczej dziecko wejdzie mi na głowę, to miałbym już dość pieniędzy na małą pizzę. Zresztą sam zacząłem w to w pewnym momencie wierzyć, bo przecież tak wielu ludzi o tym mówiło, że absurdem wydawało się, iż mogli oni być w błędzie.

Tymczasem w rzeczywistości jest to mocno nieskuteczne, a wręcz przeciwnie – takie ciągłe reagowanie/upominanie dziecka tylko wzmacnia kolejne złe zachowania, bo dziecko, któremu się ciągle zwraca uwagę na złe zachowania, zaczyna wierzyć, że ono potrafi się tylko źle zachowywać. Szczególnie jeśli w tym wszystkim zapominamy (a tak właśnie bardzo często jest) zauważać jakiekolwiek dobre strony dziecka.

Metoda numer 2: Ignoruj!

„Zignoruj go to w końcu się znudzi i przestanie. On tylko chce zwrócić na siebie swoją uwagę.” – to była druga cenna rada, jaką słyszałem. Zbierając grosze za jej wysłuchiwanie, byłbym sobie w stanie dokupić do owej małej pizzy jeszcze colę i sos czosnkowy.

Niestety okazała równie nieprzydatna co pierwsza, bo dziecko, które rzeczywiście chce zwrócić na siebie swoją uwagę i jest z typu wytrwałych – podwoi swoje wysiłki. Albo i potroi. Albo, jeśli nie taka była jego intencja, będzie uważało, że brak rodzicielskiej reakcji oznacza, iż jego zachowanie jest akceptowalne i nie będzie zupełnie zwracało uwagi na innych ludzi. I wtedy rzeczywiście może zacząć wchodzić nam na głowę.

Czyli obie te metody są złe?

Nie do końca. Oczywiście czasami trzeba zareagować. Czasami znajdziemy się w miejscu, w którym dziecinne zachowanie jest nie odpowiednie, jak chociażby kościół czy niektóre restauracje. Jednak park? Plac zabaw? Własny ogród? Jeśli tam nie można zachowywać się dziecinnie, to gdzie wolno?

Czasami można też zignorować jakieś zachowanie, gdy zauważymy, że nasze dziecko powiedziało coś przez przypadek i już czuje się z tym źle. Ono wtedy naprawdę nie potrzebuje porządnej lekcji na ten temat. Ono już zrozumiało. Żadne słowa nie są wtedy potrzebne.

Niestety żadna z tych metod nie jest idealna i żadna nie sprawdzi się w każdej sytuacji. Ba, one nie nadają się do zdecydowanej większości sytuacji, w których nasze dziecko zachowuje się dziecinnie.

To nie dzięki tym metodom osiągniemy zamierzony efekt

Obie z nich mają na celu wypracowanie odpowiedniego dziecięcego zachowania, ale jednocześnie obie prowadzą do czegoś zupełnie przeciwnego. Obie prowadzą, nawet jeśli nie od razu, do coraz większej ilości starć, walk i problemów pomiędzy nami, a naszymi dziećmi. Obie prowadzą do nastawienia „my kontra dzieci”. Obie prowadzą do nasilenia tych zachowań, z którymi chcemy walczyć.

Tymczasem nie na tym nam przecież zależy, prawda?

Pamiętacie ten moment, w którym pierwszy raz położono wam dziecko na rękach? Pamiętacie co wtedy czuliście? Jak wielką miłość? Na takich chwilach nam zależy! Na chwilach, w których będziemy czuli tę miłość. Na chwilach, w których nasze dziecko będzie chciało się do nas przytulić, bo nie będzie widziało w nas kogoś, kto je ciągle upomina albo kogoś, kto nie zwraca na niego uwagi. Na chwilach, w których nasze dziecko będzie widziało w nas rodzica, którym chcemy być. Kochającego bezwarunkowo, zawsze i najmocniej na świecie.

Aby jednak do tego doszło, musi zajść pewna zmiana w tym, jak postrzegamy dziecinne zachowanie

W tym miejscu chciałbym zacytować Rebeccę Eanes, która sama taką zmianę przeszła:

„Kiedy mój syn zachowuje się zbyt dziecinnie w miejscu publicznym, kiedy jego śmiech jest zbyt głośny i zaczynam czuć wzrok obcych ludzi dookoła mnie, czuję rumieniec na policzkach i chęć natychmiastowego uciszenia go. Wtedy przypominam sobie, że to w porządku, aby dzieci były dziecinne. Wręcz może, i tylko może, jeśli my wszyscy bylibyśmy trochę bardziej dziecinni – jeśli śmialibyśmy się głośniej, jeśli bawilibyśmy się wytrwalej, jeśli zauważalibyśmy wspaniałość wiatru na twarzach i poświęcili chwilę, aby poczuć jak przyjemne jest to uczucie, jeśli potrafilibyśmy nieco zwolnić nasze pędzące w zawrotnym tempie dorosłe życia i spojrzeć na nowo oczami dziecka – może wszyscy odczulibyśmy większą radość.”

…i mniejszą chęć upominania naszych dzieci na każdym kroku. To już mój dopisek, ale wydawał mi się na miejscu.

To w porządku, aby dzieci były dziecinne

Nie zabierajmy im tego. Wręcz moim zdaniem właściwą reakcją na dziecinną zabawę, jest włączenie się do niej od czasu do czasu. Powygłupiajmy się razem z nimi. Pośpiewajmy, poróbmy śmieszne miny. Połóżmy się na dywanie i pobawmy ich zabawkami. Pobiegajmy za nimi udając, że chcemy je złapać i przewracajmy się co dwa kroki. Zgadujmy co przypominają kształty chmur. Przypomnijmy sobie jak to jest być dzieckiem i cieszmy się tymi chwilami.

Może nie jest to intuicyjna reakcja dorosłego człowieka na dziecinne zachowanie, bo świat dookoła przez wiele lat próbował nam wmówić coś innego, ale to nie znaczy, że nie jest ona właściwa. Szczególnie, że gdy włączymy się do zabawy, to mamy szansę nieco nią pokierować. Przeszkadza nam hałas? Pohałasujmy trochę razem z dziećmi, a później zaproponujmy zabawę się w skradanie. Przeszkadzają nam niewyszukane słowa, których używa nasze dziecko? Poopowiadajmy z nim trochę, a później wykorzystajmy tę chęć do opowiadania i rzućmy pomysł urządzenia teatrzyku. Nie musimy przejmować, ani zmieniać całej zabawy – czasem wystarczy lekko zmienić jej kurs, na nieco przyjaźniejszy czy bezpieczniejszy, aby po chwili się z niej spokojnie wycofać.

Pokażmy dzieciom, że potrafimy spotkać się z nimi w ich świecie, a może, i tylko może, właśnie dzięki temu, gdy już dorosną, w ich świecie dalej będzie miejsce dla nas.

Prawa do zdjęcia należą do Mario.

  • Zgadzam sie,dzieci powinny moc byc dziecinne. Do pasji doprowadzaja mnie teksty babc typu: nie biegaj bo sie zgrzejesz, nie badz taki glosny,.nie dotykaj,nie wspinaj sie… w konsekwencji nie oddychaj,nie badz dzieckiem tylko tresowana malpa,ktora grzecznie usiadzie I bedzie sie usmiechac. Walcze z tym mocno w gronie najblizszych I w sumie gdzie sie da. Powtarzam jak mantre to dziecko,dajmy dziecku byc dzieckiem :-)

  • Ewelina Żmuda

    Idę z córką na zakupy, Weronika lubi śpiewać po swojemu różne piosenki (ma 3,5 l) ma przy tym bardzo donośny głos po tacie:) i słychać ją z daleka. Idziemy i śpiewa sobie na cały regulator. Ludzie różnie reagują, jedni uśmiechają się, inni patrzą dziwnie. Nie rozumiem tego, co dziwnego w takim zachowaniu, to dziecko, ma prawo tak się zachowywać. Jestem dumna z córki i mam w nosie co myślą inni ludzie. Nie czuję zażenowania, ani wstydu gdy to robi, wręcz przeciwnie. Zdarza się że zachowuje się nieodpowiednio w jakimś miejscu, ale to wynika z niewiedzy. Wystarczy rozmowa z nią, wytłumaczenie sprawy i koniec tematu.

    • Anna Radzikowska

      Moje dziecko na razie jest za małe na śpiewanie, za to ja jej śpiewam (wszędzie: na ulicy i na przystanku, i w tramwaju), a ona gaworzy :) Ciekawe, czy będzie też taka rozśpiewana, jak Twoja córcia, kiedy już zacznie werbalizować ;) A ze śpiewaniem jest w Kraku tak jak z karmieniem piersią – na razie spotkałam się tylko z życzliwością :)

    • Katarzyna Trudnos

      To ja także jestem „dziwna” bo śpiewam często z synkiem podczas spaceru ;) tylko on ma już kilka swoich ulubionych piosenek z przedszkola i w kółko te same ale ulubiona: „jedzie pociąg ,,, ciuchu ciuuchu .mamo idź za mną jesteś wagonem” ;)
      ma za 3 m-ce 3 latka więc cieszę się, że duużo mówi bo coraz lepiej buduje zdania i odmienia, a co mnie ze dookoła gapią się na śpiewanie ;D Robi im się głupio gdy serdecznie się uśmiecham i śpiewam dalej z synkiem ;)

    • A ja śpiewam razem z moją :) Na szczęście większość ludzi posyła mi wtedy ciepłe uśmiechy :) skoro mieszkam w bloku i nie mam swojego podwórka, niestety to chodnik musi być moim podwórkiem.

  • Ja na szczęście jak to żona mi ciągle powtarza, że nadal jestem dzieckiem. Chyba nie będę miał problemu z takim podejściem :-D

    • Podobno większość mężczyzn jest dalej dziećmi, tylko zabawki mają nieco droższe ;)

  • kate

    oczywiście ze dzieci powinny byc dziecinne- jak nie teraz to kiedy? są jedak sytuacje kiedy nalezy upomniec swoje dziecko – przynajmniej w moim przekonaniu. Lecialam niedawno na wakacje i przez 5, 5 godziny lotu dziecko ( w wieku przedszkolnym) śpiewało, krzyczało w niebogłosy, szarpało za mój fotel ( razem z włosami !!); próbowalam zagryzc zęby nataomiast MAMA nie zareagowała w ogole. Niesmak w kierunku MAMY pozostał…dziecko bylo znudzone i ma prawo nie pomyslec o innych pasazerach samolotu, jednak jego mama powinna ! mam wrazenie ze rodzice czytaja tego typu artykuły i biorą to bardzo do siebie. teraz dzieci robią co chcą i to wcale nie zmierza w dobrym kierunku

    • PaniMyako

      I Pani nie zareagowała? Przecież trzeba reagować w takich sytuacjach.

      • Aurelia

        Reagować wobec cudzego dziecka?! Szaleństwo ;)
        Czasem lepiej znosić nieznośne zachowanie dziecka, niż wrzeszczącej mamuśki…

        • PaniMyako

          Czyli lepiej być uległym i znosić w tym przypadku szarpanie za fotel, włosy itp? Gdyby dorosły tak robił to też nic nie mówić, żeby się czasem nie obraził? Takie rzeczy powinno się zgłaszać chociażby obsłudze. Dzieci to nie święte krowy, muszą uczyć się cywilizowanych zachowań.

          • Dokładnie tak, trzeba reagować. Dziecko też musi zrozumieć, że inni ludzie mają swoje prawa i mogą coś powiedzieć – nie tylko rodzice.

    • Oczywiście że tak – dzieci po prostu nie zawsze wiedzą, jak mają się zachować. Jest pierwszy raz w samolocie jak ptak w klatce, na pół metra kwadratowego przestrzeni – to oczywiste, że na ten wypadek zabiera się ze sobą zapas rzeczy do zabawienia malca. Ja staram się traktować dzieci na równi ze mną – jak osoby rozumne, i tłumaczyć, wyjaśniać, dawać przykład. Jak trzeba być cicho, to tłumaczę dziecku szeptem i wtedy ono też zaczyna podłapywać szeptanie. Nawet jeśli przybiera to formę zabawy :)

  • Monika Szeliga

    Rewelacyjny wpis.
    Co do reakcji gapiów na zachowanie dzieci, to moje zdanie jest takie: ” Mamusie miejcie to w nosie, co ktoś sobie pomyśli, najważniejsze jest to, co Wy myślicie”!!!.

  • Zapamiętać!

  • Aurelia

    Przypomina mi się sytuacja z pewnego wesela: dwie dziewczynki dosłownie szalały po sali, ganiając się, piszcząc, wywracając – czyli generalnie świetnie się bawiły ;)
    Matka jednej z nich złapała swoją córkę za rękę i opierdzieliła od góry do dołu za złe zachowanie, kazała usiąść przy stole i być grzeczną (czyli nudzić się). Matka drugiej dziewczynki natomiast podeszła do niej, chwyciła za rękę i zaproponowała taniec w kółeczku. Po chwili pierwsza dziewczynka (już niemiłosiernie znudzona ;)) również przyłączyła się do kółeczka. Resztę imprezy dziewczęta tańczyły całkiem grzecznie :)

    • Ta sytuacja doskonale pokazuje o co w tym wszystkim chodzi ;) Dzieci nie potrzebują dorosłego, który będzie siedział i na nie narzekał – dzieci potrzebują dorosłych, którzy do nich dołączą i w razie czego wskażą odpowiednią drogę.

  • chyba kluczem jest tu traktowanie dzieci jak rozumnych istot. Zauważyłam, że jeżeli traktuję moją córkę poważnie i tłumaczę jej dlaczego czegoś nie powinna robić to zazwyczaj skutkuje. Z drugiej strony staram się nie uciszać i nie strofować jej wtedy, kiedy nie jest to konieczne. Chcę żeby wyraźnie widziała różnicę i wiedziała, że kiedy zwracam jej uwagę to sprawa jest poważna. Oczywiście czasem nie przyjmuje do wiadomości mojego tłumaczenia, więc trzeba zastosować dywersję, np. odwrócenie uwagi :)

  • Musimy pozwolić dzieciom przekraczać granice, robić psoty i głupoty.
    Tylko tak nabiorą życiowego doświadczenia i się wyszaleją.
    Poznają samych siebie.

    Kiedy jak nie w tym wieku? :)

    • Dokładnie. Na bycie dorosłym będą miały całe życie :)

  • Kasq

    Jak najbardziej zgadzam się – dzieci są dziećmi i oby jak najdłużej takie były… Też zawsze dołączam się do syna, śpiewamy, wygłupiamy się i oboje jesteśmy szczęśliwi…
    Ale… :-)
    Byłam wczoraj na spotkaniu ze znaną osoba, która z założenia miała czytać dzieciom (i dorosłym) książkę. A że wybrała długą książkę, postanowiła ją opowiedzieć. Zaczęła mówić też o swojej chorobie, niepełnosprawności innych dzieci i ludzi, sytuacji w biednych krajach i o tym jak możemy im pomóc… Na samym początku oczywiście powiedziała, że nie przeczyta książki, którą wybrała, bo trudno by było wybrać tylko fragment, a opowie o niej.
    Mój syn nastawiony był na czytanie bajki, więc po jakichś 10 minutach zapytał „Kiedy Pani będzie czytać?” ;-) – odpowiedziała „Widzisz, nie słuchałeś mnie na początku – nie będę czytać, a opowiem Wam o tej książce”… No, a że nie była to bajka dla dzieci (syn ma 6 lat), a książka dla trochę starszych, to syn się trochę nudził… Wygłupiał się z kolegą na dywanie, gadali, kładli się na sobie i generalnie świetnie się bawili… Generalnie słyszał co mówiła, czasami nawet powiedział coś od siebie – nie zawsze na temat, ale nie był całkiem nieobecny (Tu napiszę tylko, że jak byliśmy na takim spotkaniu w zeszłym tygodniu, była inna znana osoba, czytała bajkę dla dzieci, to syn siedział i słuchał)…
    W końcu podeszłam do nich, usiadłam z nimi na tym dywanie i starałam się uspokajać – nie bardzo mnie jednak słuchał… Generalnie tłumaczyłam, że Pani tu przyszła dla nas, że ma dużo ważnych rzeczy do powiedzenia nam, że powinien posłuchać, a nie przeszkadzać swoim zachowaniem. Dopiero jak powiedziałam, że nie będzie mógł obejrzeć bajki, jeśli się nie uspokoi to się uspokoił – nie lubię go „szantażować” i staram się tego nie robić, ale to niestety był jedyny i ostatni pomysł jaki mi przyszedł do głowy.
    Co powinnam była zrobić w takiej sytuacji?!? Help :-)

    • Skoro miało być czytanie bajki dla dzieci, a tego nie było, to w tym wypadku rodzic nie dotrzymał słowa (mimo, że nie celowo), więc nic dziwnego, że dziecku się to nie podobało. Jemu po prostu się tam nudziło, więc najlepszym rozwiązaniem byłoby unikanie miejsc, gdzie nie ma nic ciekawego dla dzieci i gdzie musimy spędzić sporo czasu :)