Dlaczego niektóre dzieci się starają, a inne rezygnują?

Czy jest coś, co możemy z tym zrobić?

6108837478_71d78c992e_b

Wytrwałość, a rezygnacja

Czy nie zastanawiało was kiedyś, dlaczego niektóre dzieci będą próbowały nawet dwadzieścia razy założyć buty, a inne poddadzą się po pierwszej nieudanej próbie? Co sprawia, że niektóre bywają uparte w dążeniu do wytyczonego celu, a inne odpuszczają, gdy tylko napotkają pierwszą przeszkodę?

Ja sam się zastanawiałem nad tym wielokrotnie. Jednak w czasie, gdy ja się tylko zastanawiałem, pani Carol Dweck znalazła odpowiedzi na te pytania.

Odpowiedzi, które mogą nam bardzo pomóc we właściwym wychowywaniu naszych dzieci.

Badania

Carol Dweck, jest naukowcem, który od lat sześćdziesiątych zajmuje się badaniem ludzkiej motywacji i wytrwałości (źródło). W czasie swoich badań, odkryła że dzieci (i ludzie ogólnie) dzielą się na dwie kategorie, pod względem sposobu myślenia:

– stałe myślenie (fixed mindset) – w tym modelu dzieci wierzą, że ich sukcesy, zależą od ich wrodzonych umiejętności, bądź talentu.

– rozwojowe myślenie (growth mindset) – w tym modelu dzieci wierzą, że ich sukcesy, zależą od ich ciężkiej pracy i wytrwałości.

Stałe myślenie

Dzieci mające tego rodzaju nastawienie uważają, że urodziły się z określonym zasobem inteligencji czy też predyspozycji i że nie mają na nie wielkiego wpływu. Uważają, że jeśli coś przychodzi im łatwo, to jest tak dlatego, że są uzdolnione w danym kierunku, a jeśli coś jest dla nich trudne, to po prostu nie powinny tego robić.

Niestety nastawienie to sprawia, że dzieci je posiadające, bardzo szybko zaczynają obawiać się porażek. Gdy coś im się nie udaje, czują się gorsze od innych, bo zakładają, że nie mogą z tym nic zrobić. Że nie mają żadnego na wpływu na to. Że takie już się urodziły. Niestety każda taka sytuacja, w której sobie z czymś nie radzą, powoduje dodatkowo spadek ich pewności siebie. W efekcie, aby do tego nie dopuszczać, zaczynają unikać podejmowania wyzwań.

Rozwojowe myślenie

Dzieci z takim podejściem uważają, że ich naturalne predyspozycje mogą być rozwijane. Wierzą w to, że z pomocą innych, przy wykorzystaniu odpowiednich strategii, bądź przy dużej ilości ciężkiej pracy, mogą zdobyć umiejętności wcześniej dla nich niedostępne. Niekoniecznie uważają, że każdy jest tak samo mądry czy tak samo zdolny, ale wierzą, że każdy może się rozwijać.

W efekcie, gdy ponoszą porażkę, wiedzą, że wystarczy spróbować innego podejścia. Albo wystarczy się bardziej przyłożyć. Albo poszukać kogoś, kto już to zrobił i poprosić go o pomoc. Te osoby lubią podejmować wyzwania, bo wiedzą, że wiążą się one z możliwością rozwoju. Podobnie też traktują porażki i nie boją się opinii innych, którzy mogli by być tego świadkami.

Czy, jako rodzice, mamy wpływ na podejście, które wybierze nasze dziecko?

Gdybym miał maksymalnie streścić odpowiedź, powiedziałbym po prostu, że tak, mamy wpływ.

Zanim jednak dojdziemy do tego, skąd ten wpływ się bierze, musimy się przyjrzeć jeszcze jednemu badaniu, również przeprowadzonemu przez panią Carol Dweck. Wzięła ona dwie grupy pięcioklasistów i dała im do rozwiązania różnego rodzaju testy inteligencji. Grupy różniły się tylko jednym czynnikiem. Pochwałami.

Pierwsza grupa po ukończonym teście słyszała:

„Wow, to naprawdę niezły wynik. Musicie być bardzo mądrzy.”

Natomiast druga grupa słyszała:

„Wow, to naprawdę niezły wynik. Musieliście w to włożyć dużo pracy.”

W miarę postępu badania i kolejnych rozwiązanych testów, Carol zaczęła proponować dzieciom możliwość wyboru łatwego i trudnego testu. Co się okazało?

Dzieci, które były chwalone za wysiłek, znacznie chętniej podejmowały się trudniejszych zadań, wiedząc, że dzięki temu więcej się nauczą. Tymczasem dzieci chwalone za to jakie są, nie tylko decydowały się na łatwiejsze zadania, ale dodatkowo, gdy zadania zaczęły być coraz trudniejsze, były gotowe nieco „naciągać” swoje oceny, podczas przeliczania punktów.

Czy ten jeden eksperyment wystarczył?

Naukowcy podobno rzadko kiedy poddają się po jednych badaniach. Podobnie było tutaj. Pani Carol Dweck przeprowadziła jeszcze kilka takich eksperymentów (niektóre z nich były nawet kilkuletnie, aby sprawdzić, jaki wpływ pochwały mają w długoterminowym okresie). Ostatecznie jednak wszystkie wyniki potwierdziły wstępne założenia.

Im więcej dzieci słyszały w domu pochwał dotyczących tego kim są:

„Ale jesteś mądry”, „od razu widać, że jesteś zdolna”, „masz naturalny talent”

tym chętniej adaptowały stały rodzaj myślenia (fixed mindset) i wierzyły, że nie mają na niego wpływu. Natomiast dzieci, które były chwalone za włożony wysiłek

„Widziałem, że kosztowało cię to dużo pracy”, „wow, naprawdę się postarałeś podczas tego zadania”

znacznie częściej posiadały rozwojowe myślenie (growth mindset) i wierzyły, że ich rozwój jest możliwy.

Czy powinniśmy chwalić również za porażki?

Mimo tego, że wydaje się to nieintuicyjne, nie zawsze porażka, powinna pozostać bez pochwały. Oczywiście, jeśli nasze dziecko nie przyłożyło się do wyzwania, bądź zrobiło coś niestarannie i w efekcie poniosło porażkę, to nie mamy powodu, aby je chwalić. Zresztą nawet gdybyśmy chcieli, to dzieci bardzo szybko wyczuwają fałsz i zdecydowanie to odradzam.

Natomiast niejednokrotnie zdarzy się taka sytuacja, że POMIMO włożonego czasu i pracy, naszemu dziecku coś się nie uda. I w takim wypadku uważam, że warto docenić jego wysiłek.

„Jest mi przykro, że nie udało ci się wygrać konkursu plastycznego, ale uważam za bardzo ciekawy sposób, w jaki połączyłeś kilka form artystycznych na jednym rysunku.”

Wręcz moim zdaniem szczególnie ważne jest, aby dziecko w takich momentach czuło, że ma w nas wsparcie. A zaszczepienie mu rozwojowego myślenia (growth mindset), będzie dla niego wówczas dodatkowych wsparciem.

Mózg jest jak mięsień

Nikt nie rodzi się geniuszem. Na samym początku nikt nie umie mówić, nikt nie umie chodzić, nikt nie umie liczyć. Na szczęście, nasz mózg jest jak mięsień. I jeśli będziemy go ćwiczyć, będzie się rozwijał.

Polecam obejrzeć film, który właśnie o tym mówi:

Każdy z nas umie biegać, ale mało kto biega tak szybko jak Usain Bolt. Podobnie jest z mózgiem. Każdy z nas umie myśleć. Każdy z nas umie zapamiętywać. Każdy z nas potrafi się uczyć. Ale jeśli chcemy robić to dobrze, musimy się w tym ćwiczyć.

Jak mogliśmy usłyszeć na powyższym filmie, mózg rozwija się wtedy, gdy ponosimy porażki. To nie te dobre, lecz właśnie te wszystkie złe odpowiedzi wzmacniają nasz umysł i trenują go. Porażka jest w istocie synonimem rozwoju.

Nasze dzieci tego potrzebują

Dlatego też, podsumowując powyższe, warto moim zdaniem zadbać o to, aby nauczyć nasze dzieci właśnie rozwojowego sposobu myślenia (growth mindset). Tego, który przyczyni się do ich wzrostu. Który nauczy je być wytrwałymi i gotowymi do ciężkiej pracy. Tego, który nauczy je, że porażka, to tylko kolejny krok na ich drodze, a nie coś, czego powinny się obawiać. Szczególnie, że wystarczy tylko trochę zmienić nasze podejście i to, co mówimy na co dzień, aby zmienić w ich życiu naprawdę dużo.

Pamiętajcie również, że im więcej dzieci wychowa się w takim rozwojowym podejściu, tym więcej pozytywnych zmian będzie miało szansę się dokonać, gdy będą już dorosłe, dlatego udostępniajcie ten tekst, jeśli znacie kogoś, komu mógłby się on przydać.

Tekst zainspirowany badaniami Carol Dweck i tym tekstem.

Prawa do zdjęcia należą do Vale.

  • helga

    Świetny tekst. A mi przydałaby się jeszcze rada jak przetrwać reakcje na porażki, bo nasz sześciolatek ma z tym duży problem.

  • No to teraz już mam zupełny mętlik w głowie. Więc mam też pytanie do Ciebie: a jak to się ma do nie chwalenia i nie karania? Czy mógłbyś to zestawić? Kilka dni temu zainspirował mnie Twój tekst „Czy da się wychować dzieci bez karania (i bez nagradzania)?” do zgłębiania tematu i przyznam, że po przeczytaniu dzisiejszego już nic nie wiem ;-) Czytałam na ten temat także u Nebule i nawet książkę kupiłam i tam jest nacisk na to, aby nie chwalić dziecka, gdyż ono nie stara się wtedy dla siebie tylko dla innych, niepotrzebnie wykształcamy mu w ten sposób zewnątrzsterowalne poczucie własnej wartości. A dzisiejszy Twój tekst pokazuje, że jednak chwalenie jest ważne. Zobowiązana czekam na odpowiedź :-)

    • Renata

      Wg mnie chodzi o to, że nie chwalisz dziecka za to kim jest, tylko co robi. Nagrodą byłoby mówienie, że jest zdolne mądre itd. a stwierdzenie faktu, że dziecko się starało nie jest nagrodą. To jest jak powiedzenie: „Spójrz, drzewo jest zielone” (stwierdzenie faktu). Zamiast: „Drzewo jest piękno, gdy jest zielone” (pochwała). Przynajmniej ja tak to rozumiem :)

    • Marta Kozlowska

      Ja widzę to w ten sposób, że niekoniecznie należy chwalić (w takiej „klasycznej” formie), należy natomiast DOSTRZEGAĆ. I to, co wskazane jest w powyższym artykule, wg mnie, zdaje się potwierdzać tę tezę. „Niechwalenie” nie oznacza bynajmniej zaprzestania jakichkolwiek ciepłych słów pod adresem dziecka :P Chodzi raczej właśnie o to, żeby przenieść uwagę na jego dokonania, trud, włożony wysiłek, osiągnięcia, zasoby osobiste, jakie dzięki temu rozbudowało, aniżeli opiniować. Wyczytałam gdzieś kiedyś, że dobra, „prawidłowa” pochwała to taka, w której nie mówimy dziecku, że jest „jakieś”, ale po której dziecko umie samo się określić i czuje się autentycznie podbudowane. I tej wersji się trzymam ;)

      • Dziękuję za Waszą pomoc. Temat jest dla mnie trudniejszy niż się spodziewałam. Oczywiście domyślam się, że niechwalenie nie oznacza braku ciepłych słów pod adresem dziecka, tym bardziej, że bliskość jest dla mnie bardzo ważna, ale też sporo czytałam o tym, aby właśnie mówić do Dziecka ciepłe rzeczy wyrażające naszą bezwzględną akceptację bez względu na to co robi tylko jakie jest, a tutaj wydaje mi się jest prezentowany odmienny pogląd.

        • Kiedy pisałem tekst o karach i nagrodach, chodziło mi o to, żeby nie traktować dziecka jak zwierzątka, które się tresuje. Nie żeby odciąć się zupełnie od dziecka i nie okazywać mu żadnych emocji. Szczególnie, że bezwarunkowa miłość jest bardzo ważna.

          Zauważmy też, że jest jednak spora różnica między „kocham cię, bo jesteś ładna” albo „lubię z tobą przebywać, kiedy jesteś grzeczny”, a przykładowo „kocham cię za to jaki jesteś”, „jesteś dla mnie ważna” czy „uwielbiam patrzeć jak grasz”. Bo te pierwsze narzucają dziecku pewien rodzaj oczekiwań i tego co dajemy, gdy te oczekiwania są spełnione. Natomiast te drugie, dają bezwarunkową miłość, bez żadnych oczekiwań.

    • Odpowiedziałbym, ale Marta i Renata zrobiły już to za mnie :)

  • Zawsze chwalę dzieci za ich wysiłek i włożoną pracę. Zawsze. Szybko zorientowałam się, że to daje dużo lepsze efekty.
    Poza tym to co mi się nasuwa w pierwszej kolejności to to, że poza cechami wrodzonymi (odziedziczonymi oczywiście po nas), to my rodzice poprzez wychowanie ponosimy odpowiedzialność za postawę naszych dzieci, ich odwagę w pokonywaniu przeszkód, chęć stawiania czoła trudnościom, a przede wszystkim NIE WYRĘCZANIE maluchów we wszystkim w obawie, że się przewróci, przestraszy, zrazi, wycofa. Mam trójkę dzieci, każde jest oczywiście inne, ale w podobny sposób zawsze zachęcam je do próbowania nowych rzeczy, nie obawiania się porażek, które są czymś normalnym i naturalnym w procesie rozwoju człowieka, podejmowania działania w sposób samodzielny, ale zawsze biorę pod uwagę ich indywidualne predyspozycje i spojrzenie na świat. Nie żałuję ;-)

  • Bardzo przydatny tekst. Dzięki

  • Marek Warda

    Czy autor inspirował się też tym artykułem? Dostępny on-line od 2 lub 3 miesięcy? http://www.jw.org/pl/publikacje/czasopisma/g201511/pochwaly-motywuja-dzieci/

  • Jest świetna książka Karol Dweck „Nowa psychologia sukcesu”, gdzie opisano jeszcze więcej eksperymentów i wskazówek, które mogą pomóc w wychowaniu. Jest tam ciekawy wątek na temat poczucia wartości omawiający dlaczego ludzie z wysokim poczuciem wartości często skręcają w życiu na złą drogę. Zawsze myślałem, że to coś co powinno się kształtować, a okazało się to mitem. Podrzucam link do wydawnictwa: http://muza.com.pl/nauka-i-biznes/1351-nowa-psychologia-sukcesu-9788377582664.html

    • Moja półka z książkami nienawidzi mojego bloga ;) Ale książka już dopisana do listy z zamiarem przegryzienia się, jak tylko skończę obecne pozycje :)

  • Sukces zamyka drogę, porażka może zmotywować do kolejnego kroku. Tak mi przyszło do głowy.

    Co do prostego klasyfikowania i budowania prostych modeli mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony ułatwiają zrozumienie określonych mechanizmów, ale z drugiej strony nazbyt upraszczają i usuwają kontekst.
    Żebym został dobrze zrozumiany, nie neguję wyników badań, ale uważam, że należy ostrożnie do nich podchodzić (ogólnie do badań). Nie ma jednego środka, a każdy człowiek, każde dziecko jest w pewnym sensie mieszaniną sposobów myślenia. A sama zdolność do podejmowania kolejnych prób nie zależy wyłącznie od sposobu chwalenia.

    Tak czy siak, zgadzam się w 150%, że mózg można i warto ćwiczyć, a szczególnie w pierwszych latach (bodajże czterech, jeżeli dobrze pamiętam) życia człowieka.

    • Wątpię, żeby ktokolwiek był w stanie podać jeden przepis na to, jak wychować dziecko. Jest tyle składowych, które trzeba dopasowywać do różnych sytuacji i jeszcze równie wiele rzeczy zupełnie od nas niezależnych, że tylko szaleniec mógłby tego próbować.

      Niemniej warto uczyć się jak można być lepszym w tym co robimy i nawet jeśli odpowiednie pochwały nie są jedynym źródłem „sukcesu” (a nie są na pewno), to mogą one w tym pomóc. Dlatego też o tym piszę :)

  • Jednym z powodów terapii było to, że nie wierzyłam w siebie, a nie wierzyłam w siebie, bo nigdy nie słyszałam „jestem z Ciebie dumna”, ale bardzo często „czemu 4 a nie 5?”. Rysunki i laurki były wyrzucane, a nieudolne gwiazdowe prezenty za dwa złote, byleby jednak coś dać każdemu, wyśmiewane. Nie mam dzieci, ale uczę się na moich siostrzenicach – chwalę każdą ocenę, osiągnięcie, mam specjalny karton na te wszystkie „ciociu narysowałam dla Ciebie”. Radość w oczach dziecka jest bezcenna.

    • Nigdy nie zrozumiem, jak można nie doceniać pracy dziecka. Pamiętam jak jako dziecko, miałem chyba sześć lat i zrobiłem laurkę dla mojego brata. Wyśmiał ją i wyrzucił. Do dzisiaj to pamiętam. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której rodzice robią tak samo :(

      • Moja mama jest jaka jest i wychowywała mnie i moją siostrę tak, a nie inaczej, bo sama nie miała łatwego dzieciństwa. I opcje były dwie – albo będzie matką zupełnie inną od swojej albo będzie powielać jej błędy. Niestety, wyszło na to drugie.

  • W tym tygodniu pisałam o dodawaniu dzieciom skrzydeł. Czasami ciężko jest znaleźć taką mądrą, motywującą pochwałę, o ile prościej powiedzieć, wow, super! Ale trzeba się starać, właśnie po to, żeby dzieci pamiętały, że nie liczy się tylko wygrany mecz, ale i samo wzięcie udziału w treningach i praca nad grą zespołową.

    • Wow, super, są neutralne, więc zawsze lepiej i tak iść w tą stronę, niż w stronę tych „złych” pochwał :)

  • Rozwojowe myślenie rodzica budującego rozwojowe myślenie
    dziecka, to myślenie, które skupia się nie na dziecku – osobie, ale na jego
    działaniu. Nigdy nie podważa wartości dziecka, ani nie buduje go w sposób
    bezpośredni (jak cytowane w artykule „Ale jesteś mądry”). Pozwala dziecku zbudować
    się własnymi czynami, a nie naszymi słowami. Wtedy w dziecku zostaje naturalna
    ciekawość świata. A przecież wszystkie dzieci ją mają. Ten wpis tak łączy się z
    moim na blogu, że pozwolę sobie go wkleić (można?) jako uzupełnienie Twojego
    fantastycznego wpisu – http://e-dlarodzicow.pl/jak-chwalic-zeby-bylo-dobrze/.
    Cudownie się Ciebie czyta. Jakoś tak prosto z serca do serca.

  • Małgośka Sobolewska-Barcewicz

    często mówię do córki i syna ” pamiętaj, jesteś mądra(y), miła(y) i najważniejsza(y) mają 5 i 11 lat

  • mtqsen

    Wniosek z tego taki, „Idź i coś zrób”.

    Ale opowiem jeszcze o sobie, ja jestem tym pierwszym typem dziecka, tylko z tą różnicą, że ja nie wmawiam sobie że nie mam talentu, bo mam ich wiele. Tylko ja wiem że to świat jest tak strasznie trudny, że nie ważne co zrobię to będzie źle. Nie to że się poddaje, po prostu nie chce szukać porażek i zwalniam tempo do swojego rytmu.

    • Najważniejsza jest świadomość, że tak jest i dostosowanie się do tego. W końcu jeden odnajdzie radość w pokonywaniu kolejnych szczebli kariery, a drugi w cichym domku w górach :) I każdemu będzie dobrze :)

  • Magda

    Potwierdzenie teorii przedstawionej w artykule znajduje we własnym życiu. Jako dziecko (szkoła podstawowa) miałam zawsze dobre oceny (5, 6), tak samo jak mój starszy brat. Jednak rodzice opowiadając innym o nas ( w naszej obecności) opowiadali o nas zupełnie inaczej. Mój brat zawsze był określany jako „ten super zdolny”, uważali, że nie musi wkładać najmniejszej pracy w to żeby mieć dobre wyniki w nauce. Ja opisywana byłam jako pracowita, dobrze zorganizowana i w ten sposób pracująca na swój „sukces”. W tamtym czasie, podświadomie czułam się „głupsza” od brata i zawsze chciałam udowodnić, że nie jestem gorsza. Z biegiem lat ja nadal miałam dobre oceny itd., a oceny mojego brata znacznie się pogarszały, a jego braki nawarstwiały się (nie odrabianie prac domowych itd.) Obecnie ja skończyłam studia inżynierskie na Politechnice Warszawskiej, kontynuuję studia magisterskie. W trakcie studiów chodziłam na dodatkowe lekcje języka, zawsze pracowałam, obecnie pracuję już w zawodzie. Mój brat nigdy nie zdał nawet matury, ma duże problemy ze znalezieniem pracy i wiele innych. Często zastanawiałam się dlaczego jesteśmy teraz tak różni i wiele razy miałam do niego żal, ze nigdy nie potrafił włożyć żadnej pracy w osiągnięcie jakiegokolwiek celu (m.in. poprawienie matury). Czytając tego typu artykuły uświadamiam sobie, że może to być kwestia tego, że od zawsze wmówiono mu, że jego sukces przyjdzie sam.

  • Joanna Otter

    A da się zmienić stałe myślenie na rozwojowe u dorosłego człowieka?
    Ja jestem takim przykładem, że zdolna, mądra (ale leniwa – to stały tekst na wywiadówkach). Jedna gorsza ocena, wśród samych 5 i 6, to były wymówki i niezadowolenie. Więc w pewnym momencie po prostu przestałam się starać. Pewne rzeczy wciąż przychodziły łatwo, ale też jechałam „na opinii”, wierząc i wiedząc, że nauczyciele spojrzą na mnie łaskawszym okiem, bo mądra i zdolna.
    Udawało się. W podstawówce i liceum. Studia też jakoś poszły, całkiem dobrze. Ale kolejne, uzupełniające, owszem skończyłam, prawie 10 lat temu, ale magistrem nie jestem do tej pory.
    Ogólnie boję się zmian, wyzwań, nieznanego. Zazwyczaj trzymam się bezpiecznych torów i nie wychylam się zbytnio, wierząc, że porażka to porażka – niczego nie uczy, a tylko piętnuje i pokazuje naszą słabość.

    • Badania przeprowadzano na dzieciach i na studentach, udowadniając, że nawet w przypadku tych ostatnich oraz osób starszych, zmiana myślenia była możliwa.

    • Doda 79

      Jak bym o sobie czytała… i nawet studia też ukończyłam z wysoką średnią i stypendium, a pracy magisterskiej nie napisałam. ..

  • Pingback: Dlaczego niektóre dzieci się starają a inne rezygnują – mama i dziecko()

  • Gosia

    Dzień dobry,

    Czyli klasyczny błąd wychowawczy popełniam, mówię mojej córci: ale jesteś mądra, a potem się wściekam, że przy każdym zadaniu, które jej nie wychodzi poddaje się.
    Kiedyś miałam nawyk tłumaczenia mojej córce (6 lat) co złego jest w jej postępowaniu (krzyki, bicie), potrafiłam pół godziny tłumaczyć dziecku o szkodliwości jej zachowania, co dobre a co złe, po jakimś czasie okazało się, że to nie przynosi żadnych rezultatów i dziecko dalej robi to samo. Przestałam jej tłumaczyć cokolwiek ( okazało się, że ona w ogóle mnie nie słuchała, dzieci nie lubią monologów), tylko zaznaczyłam, że teraz jestem trochę zdenerwowana na jej zachowanie i ma karę przez dwie minuty np. w kącie. Stała w tym kącie, wygadała się i za 5 minut przyszła i mnie sama przeprosiła. Jedna zasada nie można pokazywać dziecku FOCHA. Na dziecko się nie obrażamy! Po kilku miesiącach radykalna zmiana w zachowaniu, więcej spokoju, mniej krzyku i większy szacunek do mnie :) Szkoda, że rodzic uczy się na błędach, ale z drugiej strony, fajnie, że czasem w porę przychodzi pomoc w postaci takich artykułów, które podpowiadają rodzicom, aby się opamiętać, bo dziecko wychowujemy dla świata a nie dla siebie.