Danonki, nie oszukujcie mnie

Od lat młodzieńczych (tak, jak byłem młody, to Danonki były już na sklepowych półkach), nie przepadałem za Danonkami. Nigdy mi nie smakowały, nawet gdy zamrożone były podawane jako lody. Zawsze miałem wrażenie, że jem chemię. Nie wiem jaki skład miały kilka lat temu, ale teraz wiem, że chemii tam nie ma w ogóle, więc może po prostu mam dziwne kubki smakowe.

Dorastanie

Później dorosłem i dopóki nie urodziły się moje maluchy, miałem do Danonków w miarę naturalny stosunek. Ja nie interesuje się nimi, a one mną – jasny układ.  Gdy jednak w co trzeciej paczce z prezentami dla dzieci, trafiały się kubeczki z Danonkami, musiałem im się bliżej przyjrzeć.

Spotkanie trzeciego stopnia

Mam niewielkie zboczenie jeśli chodzi o skład produktów. Chociaż chyba się powiększa, bo promieniuje nawet na dzieci. Ostatnio córka zapytała mnie dlaczego wszystkie dobre rzeczy w sklepie, są takie niezdrowe.

Danonki w rankingu zdrowotnym mlecznych deserów nie wypadają najgorzej. Nie mają konserwantów, skład jest zrozumiały dla niemal każdego (to zwykle dobrze świadczy o produkcie, chyba że znajdziemy w składzie np. aspartam) i jest tylko kilka składników, których sami byśmy nie dodali, robiąc serek domowym sposobem. Z drugiej strony dwie łyżeczki cukru, na mały kubeczek, to sporo. Sam serek jest też słodzony syropem glukozowo-fruktozowym (niektóre smaki), który tylko ze względu na ogromną popularność, nie dostał się na moją czarną listę (musiałbym zacząć odżywiać się chyba przez fotosyntezę). Trzeba na ten syrop uważać, bo przyzwyczaja dzieci do bardzo intensywnego, słodkiego smaku.

Posiadane przez Danonki wapń, witamina D i oligofruktoza, umieszczę pomiędzy listą zalet i wad, bo z jednej strony dobrze, że dostarcza witamin, ale z drugiej strony, jeśli dziecko ma zrównoważoną dietę, to ilość tych składników jest w niej wystarczająca i Danonek może to zaburzyć. Czyli mamy trochę zalet i trochę wad.

Mnie nie oszukasz! :)

Mnie nie oszukasz! :)

Rysa na życiorysie

Danone wbija jednak ludziom do głowy, że jeśli chcą, aby ich dziecko było zdrowe, to powinno jeść ich deserki. Nawet zaleca: „w ramach zróżnicowanej diety i zdrowego stylu życia warto włączyć do posiłków przynajmniej jeden kubeczek Danonków dziennie.”

Oczywiście, zapytałem co sądzi o tym ich ekspert (wielki plus dla obsługi za błyskawiczne odpowiedzi, doceniam pełny profesjonalizm). Dowiedziałem się, że zalecenia te są konieczne, aby uzyskać korzystny wpływ witaminy D i wapnia na nasze dzieci. To jednak tak, jak gdyby napisać, że warto włączyć do posiłków przynajmniej jednego Snikersa dziennie, ze względu na korzystny wpływ orzechów.

Najważniejsza jest świadomość

Szanuję decyzje ludzi, którzy świadomie wybierają Danonki dla dziecka, zamiast batonika czy czekoladki, traktując je jak słodycze. Niemniej zdecydowana większość ludzi kupujących Danonki, jest przekonana, że kupują dziecku zdrową przekąskę, często odmawiając sobie czegoś innego (w końcu dziecko jest najważniejsze). Niektórzy wręcz pytają ile (a nie „czy w ogóle) Danonków można podawać dziecku 7-miesięcznemu dziecku (źródło). I niestety nie wszystkie komentarze napawają optymizmem.

Oczywiście nie ma co demonizować Danonków, bo na tle konkurencji są całkiem nieźli. Niemniej nie są one też idealnym uzupełnieniem diety małego dziecka i każda próba przekonywania mnie przez speców z marketingu, że jest inaczej, jest w moim własnym odczuciu, oszukiwaniem klienta. I ja osobiście tego nie kupuję.

Dodane: Jak to wygląda dwa lata później, w 2015?

Obecnie na ich stronie możemy przeczytać (źródło):

„Danonki to produkt spożywczy więc nie można mówić o żadnych dziennych dawkach. Powinny one stanowić element urozmaiconej diety, w której ilości różnych produktów powinny być uzależnione od potrzeb dziecka – min jego wieku, wzrostu, wagi i aktywności fizycznej.”

Nie mają już też syropu glukozo-fruktozowego. Dodatkowo, gdy w reklamach, gdy wymieniane są zalety Danonków, możemy przeczytać:

„Jest to uproszczenie rzeczywistości. Przedstawione reakcje fizjologiczne zostały uproszczone dla ułatwienia zrozumienia ich przez konsumentów.” (niestety napis jest mały i w trakcie trwania reklamy ciężko go przeczytać).

I co mogę dużo powiedzieć: to są niewielkie, ale jednak zmiany na lepsze. Dalej nie jestem ich wielkim fanem, ale przynajmniej poprawili swoją komunikację. Nie wiem czy w jakimkolwiek stopniu, mogę tę zasługę przypisać sobie (ta, jasne), ale i tak cieszę się, że „walczyłem”. Zobaczymy co będzie dalej.

Polecam też: Śmierć zamknięta w puszce.

Prawa do zdjęcia należą do Gail.

  • Babcia moich dzieci została całkiem dobrze oszukana marketingowo przez „kanapki mleczne”. Nic jej nie przetłumaczysz, że to są zwykłe ciastka/słodycze.

    • Babcie moich dzieci są odporne, ale już moje babcie Danonki uważają za dobry substytut obiadu, kiedy dziecko grymasi.

      Ciekawy przykład tych kanapek. Zastanawiam się co jeszcze można podać dziecku w dobrej wierze, słuchając przekazu marketingowego.

      Z jednej strony walczy się z naciągaczami, a z drugiej strony mamy całą ich legalną armię z podpiętą metką: dział marketingu.

      • Sylwia Kaczmarek

        Mozna podac chocby jabliszko ze sloiczka, ktore w wyniku obrobki stracilo czesc witamin i trzeba bylo dorzucic sztuczne. Mozna podac soczek dla niemowlat, 3razy drozszy od zwyklego, a rowniez z koncentratu. Od poczatku rodzicielstwa dajemy sie wkopac w sztuczki marketingowcow.

    • Malinowy Bolo

      Nie rozumiem jak nie przetlumaczy?
      Czyli „trudno, niech babcia truje moje dzieci, bo to babcia i sie obrazi”???
      U mnie cala rodzina musiala, powtorze MUSIALA, zaakceptowac nasze nawyki, bo inaczej nie bedziemy sie spotykac.
      Oni mieli swoje piec minut w dbaniu o swoja rodzine, teraz nasze 5 minut. Tylko ze za ich czasow, tego beznadziejstwa po prostu nie bylo.

      Zero uprzejmosci dla braku checi zdobycia informacji. Dzieki temu moi rodzice zaczeli czytac tez sklad produktow.

      Wystarczy poobserwowac dziecko po tych „smakolykach”.

  • Paula

    A ja jestem za czekoladą jako dodatek do śniadania. Oczywiście nie nutellą (bogaty skład…), tylko zwykłą kostką mlecznej czekolady. Oczywiście, że najlepiej gorzkiej, ale kto by to zjadł? Na pewno nie dziecko… Czekolada, a właściwie kakao, zawiera dużo magnezu, co jest korzystne chociażby dla pracy mózgu i poprawy nastroju. Nie byłoby wtedy też problemu z psującymi się zębami („myjemy ząbki po śniadaniu”).

    A i jeszcze coś – czytanie składów to świetna rzecz! Oby tylko nie popaść w obłęd, bo okaże się, że wyjdziemy ze sklepu z pustymi rękoma, bo w każdym produkcie było coś nie tak.

    • Katarynka

      Ja też nie mam problemu, aby podać dziecku kakao czy czekoladę do śniadanka. M. tak jak ja lubi gorzką czekoladę i… gorzkie kakao. Ja takie uwielbiam. :) Co nie oznacza, że nie dostaje słodyczy, od tego trudno uciec. :) Ale danonki? Na pewno na taką codzienną regularność w ich podawaniu nie dam się nigdy skusić. Owszem synek podjada takie czy inne podobne deserki, ale od czasu do czasu po kubeczku. Wit. D i omega suplementuję podając ją z saszetek lub kapsułek do napoju. :)

  • Zrób sobie dwutygodniowy okres kupowania produktów bez dodatków glukozowo-fruktozowych. Powiem Ci, że nie ma absolutnie z tym problemu. Tzn ja nie mam problemu. To wymaga omijania takich sklepów jak Biedronka/Lidl etc, bo tam faktycznie ciężko znaleźć produkty słodzone czymś innym.

    Ale najlepsze jest to, że jak na chwilę odstawisz te produkty, to jak do nich wrócisz to smak cholernie zacznie przeszkadzać. Jego da się łatwo wyczuć. Nie jest ostro-słodki, tylko tępawo-słodki. Jeśli można to porównać to ten jest gęsty i smakuje jakby się jadło gąbkę nasączoną czymś słodkim.

    Produkty są, tylko sklepy odpowiednie trzeba wybierać. Ah, i żeby uciec od tego śmietnika, nie trzeba płacić więcej.

    • Znaczy ja staram się ich unikać i wychodzi mi to coraz lepiej :) W sensie glukozowo-fruktowozowych tworów. Jeszcze benzoensan sodu wszędzie starają się wcisnąć i też unikam. Ale staram się przy tym wszystkim nie dać zwariować, bo ostatnio u nas w mieście, na przełomie miesiąca, otworzyli cztery sklepy ze zdrową żywnością :) Co za dużo, to niezdrowo (nawet zdrowego :) I nawet dyskonty poszły w tym kierunku, bo już nie tylko mają soki wyprodukowane z zagęszczonego soku, ale też prosto z wyciskanych owoców. Da się? Da się :)

      • Nie zgadzam się, że za dużo to niezdrowo. Akurat z tą jedną rzeczą nie można przesadzić.

        A niestety też nie zgadzam się co do sklepów. One nie sprzedają większej ilości zdrowego jedzenia. one opakowują śmieci w ładniejsze reklamy. W tej materii możesz mi wierzyć ;) coś wiem.

        • Jeśli zjesz za dużo nawet marchewki, to braknie Ci miejsca na inne rzeczy, więc będziesz miał niezrównoważoną dietę. W takim sensie, co za dużo, to niezdrowo.

          Ja na reklamy, chociażby najpiękniejsze, raczej nie patrzę. Tylko na skład. A na składzie dużo ciężej jest oszukiwać. Ostatnio dzięki tej metodzie odkryłem, że w Mlecznej Kanapce nie ma grama mleka. Mimo, że reklama zrobi swoje.

          • Malinowy Bolo

            Jak zjesz za duzo marchewki, to NAJWYZEJ nie bedziesz mial miejsca na co innego przez krotka chwile i nie bedzie skutkow ubocznych.
            Spróbuj zjesc za duzo aspartamu.

            Sklepy ze zdrowa zywnoscia? Znaczy z normalna zywnoscia, taka jak spozywali nasi dziadkowie? Za duzo ich?
            Dla mnie sieciowki moglyby nie istniec. Owszem zaopatruje sie w lidlu w organiczne owoce i warzywa, to tyle.
            Pieczywa juz tam kupowac nie wolno, bo to z tej gleboko mrozonej masy…

            Jeszcze sporo czytania przed toba Tata ;)

  • Nie wiem, jak to jest w Pl i czy już je można dostać, ale ja moim dziewczynkom kupuję naturalne jogurty i serki i jedzą je z owocami. Starsza czasem zamiast owoców dodaje cukru waniliowego, który sama przygotowuje. Niestety nawet takie serki czy jogurty naturalne coraz trudniej znaleźć bez dodatków

    • U nas jogurty naturalne łatwo znaleźć. Większość jest z odtłuszczonego mleka co prawda, no ale nie można się aż tak bardzo czepiać :) Moje dzieci zamiast owoców do jogurtu, wybierają musli. Chociaż muszę im zwykle dosypać garstkę rodzynek, bo w samym musli jest ich nieco za mało :)

  • Siedząc jeszcze w Budapeszcie zmieniłam dietę na bez syropu glukozowo-fruktozowego i bez lecytyny sojowej (i kilku jeszcze składników, ale już dajmy spokój). Wyobraź sobie, że jedynym problemem było przekonanie męża do patrzenia na etykietki (bardzo oporny był). Nawet w tamtejszym lidlu kupowałam czekoladę, która była słodzona tylko cukrem i nie zawierała tej lecytyny sojowej. Teraz jestem w Polsce i trochę mi zajmie zanim znajdę odpowiednie sklepy, ale nie jest to aż takie trudne. Trzeba zwyczajnie z góry odrzucić wszystkie znane firmy i szukać po tych niewielkich lokalnych. Danonków też nie lubię i dziecku nie kupuję.

    • Ja się cieszę ze zmian, które zauważam, bo obecnie niemal w każdym markecie są już produkty bez takich dodatków. Wymagają nieco więcej czasu na ich znalezienia, ale są. A jeszcze z pięć lat temu, to by trzeba było własny ogródek zakładać i krówkę zakupić :)

  • Malinowy Bolo

    Nie „aspartan” tylko „aspartam”.
    Zeby omijac syrop glukozowo-fruktozowy nie trzeba odzywiac sie fotosynteza. Trzeba zrozumiec, ze dopoki bedziemy takie produkty kupowac, dopoty beda one na polkach.
    Taki wapn i witamina D jakie wystepuja w tym produkcie, mozna sobie o kant D..Y rozbic.
    Poza tym jest to nabial, a jak powszechnie wiadomo, 75 do 85% ludzi nie toleruje nabialu.

    • Nie „aspartan” tylko „aspartam”.
      Poprawione. Odkąd napisałem ten artykuł zdążyłem się już nauczyć poprawnej nazwy :) jak jednak dobrze poszukasz, to pewnie w co drugim poście zrobiłem taki czy inny błąd, więc nie krępuj się i zgłaszaj, a ja sobie będę poprawiać :)

      Z tym syropem to był sarkazm :) W obecnej diecie naszej rodziny, jest całkowicie zbędny :)

      A z tym nabiałem, to jest to kolejna informacja na drodze do mojej fotosyntezy :)

    • 85 proc.? A skąd te dane? Chyba przy uwzględnieniu całej populacji Azji. W Polsce co piąta osoba cierpi na nietolerancję laktozy.

      • Damian

        Cierpi z Powodu, no właśnie a to juz wiecej niż zwyczajnie nie przyswajać. Nie przyswaja ok 80% populkacji to fakt i to powszechnie wiadomo , nie trzeba byc medykiem, czy mikrobiologiem..wystarczy poczytać, a po drugie ja nie cierpie a o wiele lepiej czuje sie gdy spożywam produkty bezmleczne lub chociażby pozbawione laktozy..Przede wszytskim białka zwierzęcego(mieso) nie można łączyc z białkami serów i mlek bo się nietolerują. tyle co wiem.

  • Leeni

    Nareszcie! NIGDY nie lubiłam Danonków. Po prostu. Nie smakowały mi. Dobrze że komuś jeszcze, bo już zaczęłam sądzić, że to ja jestem jakaś dziwna.

  • Danonki mi smakują i jak byłam mała rodzice mnie nimi czasem faszerowali, ale teraz sam fakt, że firma Danone jest na czerwonej liście produktów z GMO mnie odstrasza.
    DO tego kmpletnie nie umiem przetłumaczyć mojemu chłopakowi, że Nutella to trucizna. Chudy jest jak patyk i uważa, że od wszystkiego teraz można być chorym.. je to od dziecka słoikami… Jakieś pomysły jak takiemu zdjąć klapki z oczu? Pewnie jak mu się jakaś cukrzyca pojawi to się opanuje, a to już będzie za późno..

  • Pingback: Marzec 2016 „Ospa party” – Warszawa | Szczepienia()

  • Jana Siryk

    Zaletą Danonków jest fakt że zawierają dodatek oligofruktozy. Jest to substancja prebiotyczna – sprzyja rozwojowi prawidłowej flory bakteryjnej jelita. Naturalnie znajdziemy ją również w warzywach i owocach.
    Danonki są bardzo smaczne, o delikatnej konsystencji i maluch często jedzą je z wielką ochotą. Serki wzbogacane są także o różne owoce, dzięki temu ich smak jest ciekawszy, wyraźniejszy i bardziej kuszący dla malucha. Składniki Danonka są tak skomponowane, aby dostarczały nie tylko wrażeń smakowych, ale też cennych witamin. Warto zauważyć, że są one rekomendowane przez Instytut Matki i Dziecka.#zlapDanonki

  • Dorota W

    Moja córcia jada Danonki od czasu do czasu. Właśnie bierzemy udział w projekcie trnd „Danonki powiedz tak”. Mam wrażenie, że skład Danonków przez te wszystkie lata nieco się poprawił i oprócz cukru i skrobi modyfikowanej nie ma się do czego przyczepić. Osobiście deser jak dla mnie ma jakiś proszkowy posmak, chociaż córcia nie narzeka i zjada go dosyć chętnie.

    • Też zauważyłam że skład Danonków bardzo się poprawił, słodzone są teraz po prostu cukrem a nie syropem glukozowo-fruktozowy. Moje dzieci je bardzo lubią :-) zwłaszcza smak truskawkowy.