Czym można zastąpić słowo „nie”? I dlaczego warto to zrobić?

Czyli jak zamienić przekaz negatywny, na przekaz pozytywny, pozostawiając oryginalny sens wypowiedzi.

Niespotykana (#nigdywżyciu) sytuacja

Nie wiem czy zdarzyła wam się już kiedyś taka (oczywiście ekstremalnie rzadka) sytuacja, w której powiedzieliście do swojego dziecka „nie”. Mi się zdarzyła. Przyznaję się do tego i poddaje surowej ocenie.

„Nie, nie możesz tego”, „nie mów tak”, „nie teraz”, „nie rób tego”.

I wiecie jak często takie stwierdzenia działają? Wiecie? Oczywiście, że wiecie. One nigdy nie działają. Lub prawie nigdy. A jeśli już zadziałają, to na pewno nie tak, jak byśmy tego chcieli.

Wiecie dlaczego tak się dzieje? Otóż mówienie dziecku, że ma czegoś nie robić, nie daje dziecku żadnej informacji co mogłoby robić „zamiast”. I ono może nawet rozumieć, że coś jest złe, ale nie rozumie, że da się inaczej.

Dlatego też dzisiaj chciałbym wam przedstawić kilka alternatyw dla słowa „nie”, które nie zmienią sensu wypowiedzi, ale zmienią jej skuteczność. Zaczniemy od mojego osobistego przykładu.

„Tati”

Nie wiem skąd, ale moi synowie kiedyś sobie wymyślili, że będą nazywać mnie „tati”. Nie używali jednak tego, jako miłego dla ucha zdrobnienia, tylko raczej jaką taką docinkę (piszę o tym, bo ton wypowiedzi ma tutaj znaczenie, a samo słowo jest raczej neutralne :). I ile razy bym nie powiedział, żeby tego nie robili, bo to mi przeszkadza lub że jest mi przykro lub że nie mam na to ochoty, to przestawali na całe 4 sekundy i znowu do tego wracali.

Jednak pewnego dnia zamiast „nie”, użyłem określenia „wolałbym, abyście mówili do mnie tato lub tatusiu”. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – tak właśnie się stało. Szok i niedowierzanie. Dlatego też się tym dzielę.

Oto inne przykłady zastosowania tej metody w codziennym życiu:

ŹLE: „Nie bijcie się”

DOBRZE: „Trzymamy ręce przy sobie”, „Staramy się używać słów”

ŹLE: „Nie mów tak”/”Nie używaj takich słów”

DOBRZE: „Chciałbym, żebyś użył innego słowa”, „Możesz to powiedzieć w inny sposób?”

ŹLE: „Przestań jęczeć”

DOBRZE: „Czy możesz mi opisać co się stało?”

ŹLE: „Nie słyszę cię”

DOBRZE: „Chciałbym, abyś mówił głośniej”

ŹLE: „Nie kupię ci tego”

DOBRZE: „Może zamiast tego zrobimy lub zdecydujemy się na coś innego?”

ŹLE: „Nie denerwuj się”/”Nie krzycz na mnie”

DOBRZE: „Rozumiem to, że jesteś zdenerwowany, ale to nie jest w porządku, gdy się tak zachowujesz”

ŹLE: „To nie dla ciebie”/”To nie jest twoje”

DOBRZE: „To należy do twojego kolegi. Czy chciałbyś może coś innego?”

ŹLE: „Nie możesz się teraz bawić”

DOBRZE: „Teraz musimy już jechać, może pobawimy się razem jak wrócimy?”

To oczywiście tylko przykłady

Nie jest moim celem przekonanie kogokolwiek do używania akurat tych sformułowań, tylko raczej o przedstawienie konkretnego podejścia. O zrozumienie, że gdy mówimy dzieciom czego mają nie robić, to nie jest to dla nich wartościowa informacja.

Szczególnie, że każdy z rodziców doskonale zdaje sobie sprawę jak dzieci w pewnym wieku reagują na słowo „nie”. I jeśli porównamy to do płachty na byka, to wcale nie będziemy zbyt dalecy od prawdy :)

Dlatego też zaletą tego rozwiązania nie tylko jest to, że uczymy dzieci produktywnego rozwiązywania sytuacji konfliktowych (co bywa cenną umiejętnością przez całe życie), ale też oszczędzamy sobie i dziecku mnóstwa nerwów, które stracilibyśmy zupełnie niepotrzebnie.

A patrząc na współczesny świat, który dostarcza nam dość powodów do zdenerwowania, uważam, że warto chwytać się każdego sposobu, które te nerwy pozwoli oszczędzić :) Dla dobra nas wszystkich :)

Prawa do zdjęcia należą do Jane, a inspiracją powyższych przykładów był ten wpis.

  • Okiem Alexa

    100% prawda, „NIE” nie działa nawet u najmniejszych dzieci.. Za to odwrócenie uwagi od niechcianej czynności już tak!

    • Odwrócenie uwagi działa najskuteczniej właśnie przy małych dzieciach :)

      • Okiem Alexa

        Mój Maluch ma aktualnie skończone dopiero 9msc, więc odwracanie uwagi jeszcze najlepszą metodą, ale staramy się już od początku mówić do Małej w sposób który opisałeś. Tak by akcentować pożądane zachowanie, a nie wręcz przeciwnie.
        To tak jak kiedyś na sprawdzianach nauczyciele podkreślali na czerwono błędy czego skutkiem często u dzieci było utrwalenie błędów, teraz się od tego odchodzi i powinno się pisać kolorem prawidłowy wariant by to na niego zwrócić uwagę dziecka.

  • Zdecydowanie się zgadzam. A nawet sama odkryłam, że mówienie 1,5-rocznej córce, że ma nie zgniatać nowo narodzonego brata niczym nie skutkuje, a powiedzenie „możesz pogłaskać go po głowie” działa zawsze.

    Jedna uwaga, skoro poruszamy się w obrębie mocy słów. Dlaczego słowo „ALE” nie działa? „Rozumiem to, że jesteś zdenerwowany, ale to nie jest w porządku, gdy się tak zachowujesz” >> Słowo „ale” kasuje wszystko, co było przed nim (na poziomie nie do końca uświadomionym). Na to też staram się uważać. No ale (hehe) wiadomo, czasem się nie da. ;)

  • Zgadzam się z tym, że za często mówimy do dzieci „nie”. Odruchowo i bez zastanowienia się. Faktycznie dużo lepsze efakty mają zazwyczaj polecenia, które dają jakąś alternatywę, albo po prostu kierują dziecko na dobre tory. Chciałam tylko przypomnieć, bo mam wrażenie, że czasem my rodzice o tym zapominamy – są sytuacje w których, jakbyśmy nie wykręcali, dziecko i tak będzie chciało zrobić swoje. I czasami warto mu pozwolić, a czasami trzeba po prostu przeboleć jego płacz i jeśli w dalszym ciągu upiera się, że chce koniecznie tą zabawkę i nic innego się nie sprawdzi, po prostu powiedzieć w końcu „nie”. „Rozumiem, że jesteś smutny, rozumiem, że chcesz, ale nie mogę ci tego kupić. Koniec tematu. Chcesz płakać – OK, każdy ma jakiś sposób na wyrażanie smutku, ale nie kupię ci tego. Po prostu.” A o powodach i alternatywach porozmawiać już na spokojnie, kiedy dziecko się uspokoi i będziemy w stanie normalnie z nim rozmawiać:) Podsumowując – nie demonizowałabym „nie”, co nie znaczy, że nie uważam, że zazwyczaj go nadużywamy i warto nad tym też pracować. Pozdrawiam :)

    • Morrrigan

      Moim zdaniem to bardzo ważne, żeby uczyć dziecko rozumienia słowa nie. Nie można go cały czas unikać, bo dziecko w swoim życiu często może słyszeć od innych ludzi słowo nie i musi wiedzieć, co znaczy, musi je szanować. A przede wszystkim, nauka słowa „nie” ma służyć budowaniu asertywności u dziecka. Dziecko musi umieć także mówić „nie”. Trudno też osiągnąć wystarczająco dosadny ton wypowiedzi używając samych pięknych eufemizmów. Jaki przykład daje w istocie konsekwentne unikanie tak prostego i ważnego w komunikacji słowa? Gdyby dziecko zetknęło się nie daj Boże z pedofilem, to ma mu powiedzieć „wolałbym żeby się pan zachowywał inaczej”? No może takie słowa z ust rodziców na dzieci działają, ale dzieci muszą się też komunikować same, a to my im dajemy przykład. Dzieci muszą rozumieć, szanować i umieć stosować słowo nie. A samo to, że stawiamy jakieś zakazy mówiąc nie („nie wybiegaj na ulicę”, „nie bij kolegi” itd.) nie znaczy, że nie możemy przy okazji przekazać wzorców pozytywnych, pokazać alternatyw, uzasadnić tej decyzji. Jednak w tych sformułowaniach które Kamil przedstawił, brak jest podstawowej rzeczy czyli zaakcentowania powagi sytuacji. Sam przekaz negatywny jest zły i niezbyt pożyteczny, ale sam przekaz pozytywny w dłuższej perspektywie podobnie. Nie ma co wariować, samo słowo „nie” dobrze użyte krzywdy nie czyni, a jest po prostu potrzebne.

  • Aneta Krywalska-Szulc

    Bo ważne jest wskazywanie co należałoby zrobić, a nie wiecznie zakazywać. Również stosujemy w domu :)

  • Fajny pomysł i dla mnie ciekawy, bo dzielę się na moim blogu tym, jak zmieniać swoje życie.
    Z niektórymi Twoimi podpowiedziami trochę bym dyskutowała i inaczej to ujęła ale może niepotrzebnie to piszę, bo najważniejsze jest aby wypowiedziane zdania każdy dopasował sam do siebie wg tego jak akurat jemu pasują, bo każdy człowiek to w końcu indywidualista.

  • ja zamiast „przestań jęczeć” proponuję: „to mama pojęczy z Tobą”. Działa :)

  • U mnie też to działa, chociaż wymaga to początkowo czasu i kreatywności.