Czy rodzice są winni każdego niewłaściwego zachowania swojego dziecka?

Niektórzy sugerują, że tak właśnie jest. A jaka jest prawda?

Już kilkukrotnie przewinęły się przez mój ekran popularne ostatnio cytaty, które „odpowiadają” na pytania skąd bierze się dziecięce złe zachowanie. Przykładowo:

„Jeśli nasze dziecko ma problemy z niską samooceną, to jest tak dlatego, że doradzaliśmy mu więcej, niż je zachęcaliśmy.”

albo

„Jeśli nasze dziecko kłamie, to dlatego, że przesadnie reagowaliśmy na jego porażki w przeszłości”

Takich cytatów jest w sumie jedenaście i zostały one zebrane w jedną grupę nazwaną „Bad Parenting” (dosłownie: złe rodzicielstwo). Innymi słowy, cała wina za owo dziecięce złe zachowanie została zrzucona na rodziców. Czy słusznie?

Najpierw pozwolę sobie przytoczyć wszystkie cytaty, a na końcu napiszę co dokładnie o nich myślę. Chciałbym też zaznaczyć, że gdy piszę o złym zachowaniu w tym wpisie (i w każdym innym), to mam na myśli to co powszechnie uważa się za złe zachowanie. W rzeczywistości ono najczęściej nie jest „złe”, lecz jest po prostu następstwem dziecięcego nieradzenia sobie z okazywaniem określonych emocji.

Od razu też zaznaczę, że jeśli ktoś ma jakieś sugestie odnośnie lepszego tłumaczenia poszczególnych punktów to ja chętnie – można przez maila albo w komentarzach.

 1. Jeśli nasze dziecko celowo nam przeszkadza, to jest tak dlatego, że nie jesteśmy wystarczająco fizycznie obecni/czuli wobec niego.

bad1

2. Jeśli nasze dziecko kłamie, oznacza to, że przesadnie reagowaliśmy na jego porażki w przeszłości.

bad2

3. Jeśli nasze dziecko ma problemy z niską samooceną, to jest tak dlatego, że doradzaliśmy mu częściej, niż je zachęcaliśmy.

bad3

4. Jeśli nasze dziecko nie potrafi postawić się w swoim imieniu, to jest tak dlatego, że od małego dyscyplinowaliśmy je publiczne. Rodzice nie powinni tego robić nawet w towarzystwie rodzeństwa, przyjaciół czy kuzynów. 

bad4

5. Jeśli kupujemy wszystko dla naszych dzieci i one ciągle zabierają rzeczy, które do nich nie należą, to jest tak dlatego, że nie pozwalamy im dokonywać wyboru.

bad5

6. Jeśli nasze dziecko jest tchórzem, to dlatego, że zbyt szybko mu pomagamy. Nie usuwajmy każdej przeszkody z jego ścieżki.

bad6

7. Jeśli nasze dziecko jest zazdrosne, powodem może być stałe porównywanie go z innymi.

bad7

8. Jeśli nasze dziecko szybko się denerwuje, powodem może być to, że nie chwaliliśmy go wystarczająco i otrzymuje naszą uwagę tylko wtedy, gdy zachowuje się źle.

bad8

9. Jeśli nasze dziecko nie szanuje uczuć innych, powodem może być to, że zawsze rozkazywaliśmy mu, nie zważając na jego własne uczucia.

bad9

10. Jeśli nasze dziecko jest skryte, powodem jest to, że rozdmuchujemy wszystko do olbrzymich rozmiarów.

bad10

11. Jeśli nasze dziecko zachowuje się niegrzecznie, to jest to zachowanie nabyte od rodziców lub innych ludzi z nimi żyjących.

bad11

Co ja o tym wszystkim sądzę?

Przede wszystkim uważam, że jest to temat, o którym zdecydowanie należy rozmawiać. Niewłaściwe dziecięce zachowanie naprawdę bywa bezpośrednią reakcją na wcześniejsze zachowanie rodziców i w tych powyższych punktach tkwi więcej niż tylko ziarno prawdy.

Jednocześnie uważam, że o ile prawdopodobnie osoba tworząca tę kampanię miała w sercu dobre intencje, to wykonanie zawaliła na całej linii. Poczynając od nazwania dziecka tchórzem, aż po całkowicie jednostronne obarczanie rodziców winą za każde przewinienie naszego dziecka – szczególnie, że oprócz obwiniających słów, mamy też grafiki, których nie da się zrozumieć opacznie. „To Ty rodzicu jesteś winny!” – taki otrzymujemy przekaz, a ja na taki przekaz się nie zgodzę. Zgodzić się mogę natomiast na przykład z punktem siódmym, w którym dodane jest słowo „może”.

„To może być powodem.”

„Istnieje szansa, że tak właśnie jest.”

„To jest jeden z powodów, dla których nasze dziecko może się tak właśnie zachowywać.”

„Rodzicu, zwróć uwagę czy rzeczywiście tak nie było.”

To jest odczuwalna różnica w przekazie, której mi tutaj brakuje

I tak też chciałbym, abyśmy odebrali te cytaty. Nie tak jak zostały napisane, bo ich forma jest w mojej opinii nieodpowiednia, ale raczej jako sugestię, aby być gotowym spojrzeć wgłąb siebie i zastanowić się czy aby na pewno niewłaściwe dziecięce zachowanie nie jest następstwem czegoś, co my sami zrobiliśmy? Czy przykładowo wybuch złości naszego dziecka lub jego krzyki, nie są spowodowane tym, że my też tak gwałtownie na coś niedawno zareagowaliśmy? Czy jego kłamstwo nie jest następstwem tego, że nasza reakcja rzeczywiście była ostatnimi razy przesadzona?

Oczywiście nie zawsze tak będzie, bo czasami dzieci kopiują zachowanie chociażby od rówieśników, ale ja osobiście będę starał się zawsze pozostać otwarty na powyższe możliwości i na ewentualne rozpoczęcie procesu zmian od mojego własnego zachowania.

W moim przypadku to właśnie zadziałało

Tak, przyznaję się: popełniałem błędy (i pewnie nadal popełniam), których następstwem było złe zachowanie moich dzieci i nie zamierzam tego ukrywać. Nie zamierzam też ukrywać, że to właśnie moja wewnętrzna zmiana skutkowała najczęściej zauważalną i trwałą poprawą w dziecięcym zachowaniu, podczas gdy próba bezpośredniej zmiany zachowania moich dzieci niemal zawsze kończyła się porażką lub tylko tymczasową zmianą na lepsze.

Dlatego też staram się nie skreślać całkowicie tej całej kampanii, gdyż może ona nas nakierować na właściwe tory, jeśli tylko obedrzemy ją z tej obwiniającej otoczki.

Gandhi powiedział kiedyś: „Sami musimy stać się zmianą, do której dążymy w świecie” i ten cytat odnosi się w takim samym stopniu do zmieniania całego świata, jak i do zmiany jaką chcemy ujrzeć w zachowaniu naszych dzieci. Jak już pisałem wcześniej: nie zawsze to nasze zachowanie będzie bezpośrednią przyczyną niewłaściwego zachowania naszych dzieci, ale chciałbym prosić, abyśmy po prostu pozostali otwarci na taką możliwość. Szczególnie, że czasami może ona okazać się jedynym skutecznym rozwiązaniem naszych rodzicielskich problemów, które nie zrani żadnej z zainteresowanych stron, a jest to cel, który powinien przyświecać wszystkim rodzicom.

  • Szkolne inspiracje

    Pewnie jest w tych twierdzeniach ziarenko prawdy, ponieważ często zachowanie dzieci jest odbiciem sytuacji domowej dziecka. Jednak mam wrażenie, że czasami mieszają w naszym życiu geny, które otrzymujemy w spadku po przodkach. Jestem zwolennikiem tezy, że wychowanie nie ma 100% wpływu na zachowanie jednostki, chociaż oczywiście przeważa.

    • Geny mają bardzo duży udział naszym życiu i niestety nie ma na ten temat jednoznacznych badań, które pokazałyby jaki dokładnie jest to udział, ale wielu naukowców się zgadza, że ich wpływ jest niemal równie duży lub nawet przekraczający wpływ wychowania.

      Ja próbowałem się już z tym mierzyć w tym wpisie: http://www.blogojciec.pl/dzieci/wychowanie-czy-geny-co-tak-naprawde-ma-wplyw-dziecko/, a później również Mataja: http://mataja.pl/2015/12/wymagajace-dzieci-wyrastaja-na-fajnych-ludzi-pod-jednym-warunkiem-o-genach-i-wychowaniu/.

      Dlatego też zwalanie wszystkiego na rodziców jest wygodne, ale nieprawdziwe.

      • gość123

        A czy z tymi genami nie jest trochę tak jak z kawą, która raz jest trucizną, a raz najzdrowsza na świecie? Moim zdaniem do tych wszystkich rewelacyjnych neurobiologicznych doniesień amerykańskich naukowców o genach, budowie mózgu itp. należy podchodzić z rezerwą i ostrożnością. Nauki przyrodnicze, jak historyczne – podlegają najrozmaitszym modom, tendencjom i koniunkturom politycznym, prowadzone będąc przez konkretnych ludzi, z takim, a nie innym bagażem doświadczeń, zapleczem kulturowym, światopoglądem i nie oszukujmy się, osobistym interesem. W socjalizmie większy nacisk kładło się na pochodzenie społeczne i czynniki środowiskowe (robiono na ten temat specjalne raporty), obecnie moda jest na neurobiologię. Współcześnie skłaniamy się bardziej w kierunku indywidualistycznie nastawionej kultury Zachodu, co nie jest bez znaczenia. Nic nie funkcjonuje w próżni i tendencje naukowe, tak jak wszystko uwikłane są trochę w panujące w danym momencie ideologie i konkretne interesy ekonomiczne. Bo wojna między naturalistami, a zwolennikami podejścia socjologicznego to wojna ideologiczna w gruncie rzeczy.
        Pozdrawiam

        • Z genami nie jest tak jak z kawą, bo naukowcy są zgodni, że geny mają duży wpływ – nie wiedzą tylko jak bardzo. Czy to jest 35% czy 60%? Aby to zbadać naukowcy posługują się badaniami na bliźniakach jednojajowych i dwujajowych, dzięki czemu mogą sprawdzać jak dużo zależy od genów, ile od wychowania, a ile od środowiska zewnętrznego i czynników niezależnych.

  • Lena Sobe Mach

    Niestety widzę to po sobie. 80% rzeczy z tej listy stosowała moja matka. I skutek jest dokładnie taki jak na grafikach. Zmagam się teraz z problemami psychicznymi przez jej błędy wychowawcze. Muszę to wydrukować by nie powtórzyć tej porażki wychowawczej, którą jestem ja na moim synku.

    • Myślę, że z naszych czasów wyszło bardzo niewielu ludzi, którzy nie potrafiliby się podpisać chociaż pod kilkoma z tymi twierdzeń. Dlatego nasze pokolenie jest tak kluczowe – my możemy dokonać zmiany, która zmieni wszystkie następne pokolenia.

  • Gdyby rodzicielstwo było tak proste, że dałoby się je zamknąć w jedenastu (czy nawet pięćdzisięciu czy stu) gładko brzmiących bon motach. Niestety nie jest. Co więcej, setki blogów parentingowych, książek i artykułów dąży do upraszczania i zawierania poważnej i dyskusyjnej treści w jak najkrótszych hasłach. Nie tędy droga. Dobrze, że zwracasz na to uwagę.

    • To prawda. Czasem wręcz kusi, żeby pozamykać to w jakichś konkretnych ramach, ale to nie jest możliwe, bo rodzicielstwo czy w ogóle wychowywanie dzieci i ich dorastanie jest zbyt złożonym procesem.

    • To chyba ludzka natura – do szeregowania, upraszczania, nadawania sensu. Po prostu czasami ciężko jest żyć, kiedy uświadomimy sobie, że tak naprawdę nie można nic stwierdzić na pewno, a wszystko jest zależne od wielu rzeczy. Mam wrażenie, że od początku historii ludzkości dążymy po prostu do uporządkowania świata – magia, religia, nauka – sposoby są różne, ale cel podobny. Pozdrawiam :)

  • wpływ na dziecko mają nie tylko rodzice, ale też całe pozostałe otoczenie. poza tym jak wierzę, że istnieje coś takiego jak wrodzone cechy czy charakter, skłonności. coś co po prostu człowiek firmowo dostaje zaprogramowane w mózgu. dziecko jest bardzo plastyczne, wiele można z nim zrobić, ale nie wszystko. czasami ono po prostu jest takie jakie jest. i już.

    • Na szczęście nie trzeba w to wierzyć, bo zostało to przebadane i istnieją zarówno wrodzone cechy, jak i charakter, które są zapisane w naszych genach :) Więc tak jak piszesz – niektóre rzeczy można zmienić, ale niektóre po prostu są i już :)

  • Dorota Wencel

    ta lista jest swoistym aktem oskarżenia wobec rodziców. a świat to nie tylko rodzice, choć do pewnego wieku głównie rodzice, ale są jeszcze dalsza rodzina, znajomi, społeczeństwo, geny. To wszystko kształtuje człowieka. Nie możemy brać na siebie każdej cechy naszego dziecka, dajmy mu być sobą. Informacje zawarte w obrazkach nie uwzględniają szeregu przyczyn na jakie składa się zachowanie dziecka, rzadko kiedy powód jest jeden, a nawet jeśli to i tak nie zawsze musi taki sam.

    • gość123

      Taa? A co Ci po dalszej rodzinie mieszkającej na drugim końcu Polski lub, co gorsza za granicą i przez okrągły rok mającej Cię w d………, z wyjątkiem świąt (a i to nie zawsze), lub imienin u Cioci widzianej tylko z tej okazji (no daj Cioci mokreeeeeeego buziaka!)? Prawda jest taka, że w obecnych czasach rodziny atomowej bardzo często dalsza rodzina, która ma przecież swoje życie, nie ma na nas wielkiego wpływu, nierzadko nie wie nawet jak żyjesz, jak Ci się układa i guzik ją to obchodzi. Więc w razie co, jakby zdarzyły Ci się konflikty z rodzicami (zaniedbanie, przemoc itd) to i tak nie masz się do kogo zwrócić. Nie mówiąc już o tym, że nawet jak się zwrócisz, to nic nie wiedzący o Tobie Wujek i tak weźmie stronę Rodzica, bo jak to przecież możliwe? Na pewno przesadzasz! Twój Ojciec, to taki świetny facet, wspaniały kompan od meczu i piwa! Albo Babcia od strony Matki bezkrytycznie wpatrzoną swą Córcię jedynaczkę jak w obraz, dla której jesteś tylko intruzem złośliwie i podstępnie okradającym swą Mamusię (sic!) z życia i wolnego czasu! Prawda jest taka, że w dzisiejszym społeczeństwie i przy obecnym modelu rodziny, skazani jesteśmy na Rodziców, którzy urastają do rangi Bogów. A jak nie będziesz Ich czcić jak Bogów, to pójdziesz do piekła! To Ci powie Ciocia!
      Pozdrawiam

  • Myślę, że masz rację. Nie można zaprzeczać, że bardzo wiele zalezy od rodziców, to od nich dzieci uczą się zachowania, ale również poprzez reakcje rodziców uczą się pewnych postaw. Myślę też, że świadome rodzicielsto zakłada właśnie również tą otwartość o której piszesz. Ja natomiast dodam jeszcze jedno – takie stawianie sprawy jak na załączonych grafikach w szybkim tempie może powodować frustrację rodziców, bo nie ma chyba żadnego, który nie popełniłby raz czy wielokrotnie wspominanych błędów, ale nie od razu zakłada to bycie z gruntu złym rodzicem.

    • Ogólnie w rodzicielstwie i poza nim – wzajemne oskarżanie się i wytykanie palcami błędów, nie prowadzi do niczego konstruktywnego.

  • Anna Bejrowska

    Uczę się siebie i coraz bardziej oceniam swoje zachowanie. Albo jest lustrzanym odbiciem zachowania moich rodziców albo odpowiedzią na nie. Rozbiła mnie na łopatki nr 9. Nie uważam, że teksty są przesadzone. Myślę tylko, że dzieci (małe i większe, nawet ja) są bardziej emocjonalne niż sądziłam. I bycie rodzicem to większa odpowiedzialność niż większość zdaje sobie z tego sprawę.

  • Moja pierwsza myśl była podobna – jestem w stanie zgodzić się z punktami 7,8 i 9. Bo one mówią, że powodem „może być” to lub tamto. Jednogłośne stwierdzenie powodu tylko na podstawie jednego zachowania i to bez znajomości dziecka, rodziców i sytuacji, jest raczej niemożliwe. Przynajmniej tak mi się wydaje. Chociaż podobnie – często widzę w zachowaniu moich dzieci odbicie własnego zachowania, lub jakiś czynnik, który się przyczynił do tego zachowania, to wydaje mi się, że zawsze dochodzą inne rzeczy – etap rozwoju dziecka, charakter, temperament, czasem zaburzenia związane ze zdrowiem fizycznym lub psychicznym (np. zaburzenia integracji sensorycznej czy coś podobnego). Pozdrawiam

    • Dokładnie tak. Moim zdaniem te obrazki rozniosłyby się równie dobrze, jednocześnie zdobywając mniej krytyki, gdyby w każdym z nich pojawiło by się właśnie to słowo „może”. Świat trochę się już nasycił stawianiem sprawy na ostrzu noża i powoli zaczyna poszukiwać wyważonych opinii.

  • Marek Migacz

    Kolejny bardzo ciekawy wpis, który trafia do mnie jako rodzica.

    Przy okazji zapraszam na jeden z wielu portali w tej tematyce: http://www.TjOK.pl

  • Kasia Żądło

    Mi w tych spostrzezeniach zabraklo jakiejkolwiek mocnej wzmianki o przemocy wobec dzieci. Wielu rodzicom wydaje sie, ze jesli dzieci nie bija to w zamian moga/powinni/musza, bo inaczej sie nie da wrzesczec na swoje dzieci. Dzieci w duzej mierze ucza sie przez nasladownictwo, ucza sie rowniez panowac nad gniewem, rozladowywac silne emocje.

    • Słuszna uwaga – niestety nie ja tworzyłem tą kampanię :)

      • Kasia Żądło

        Oczywiscie, nie byla to uwaga dotyczaca Ciebie :) Prawde mowiac sama kampania mnie zaskoczyla. Jest dosyc szorstka i zdecydowana. Zabraklo mi w niej troche zrozumienia dla rodzicow. Moze takie cos jest potrzebne niektorym z nas zeby wreszcie dostrzec, ze zle postepujemy? Z drugiej strony takie oskarzanie rodzicow o wszystko, obwinianie moze tez wywolac frustracje, poczucie ze ogolnie rodzice to grupa zlych ludzi. Nie ma edukacji jak byc rodzicem to z czego mozna nas rozliczac? Z popelnianych bledow? Troche mi to wyglada na probe zrzucenia jakiejkolwiek odpowiedzialnosci z dzieci. A przeciez dzieci odpowiedzialnosci trzeba uczyc. Potem jakis 20 latek popelni przestepstwo i powie ze to wina rodzicow i kara spotka ich.

  • Od drugiej strony patrząc, na pewno nie zaszkodzi zachęcać dzieci do działania, przywiązywać wagę do uczuć innych i tak dalej. Bez odpowiedniego przykładu na pewno da się zajść, pewnie nawet daleko. Ale z odpowiednim przykładem jest po prostu łatwiej.

    • Dokładnie tak. Nie wszystko da się zrobić wyłącznie dając dobry przykład, ale jednak jest wtedy dużo łatwiej.

  • Pingback: BAD PARENTING - ŹLI RODZICE = ZŁE DZIECKO ALE CZY NA PEWNO? - MyJustyWorld()

  • Podoba mi się w tej kampanii, że mówi w imieniu dzieci. Nie widzę potrzeby łagodzenia przekazu, bo jeśli ktoś zwraca uwagę na dziecko, tylko, jak przeszkadza, nie pozwala mu na minimum samodzielności, beszta w towarzystwie, non stop mówi, co ma robić i to wyłącznie wydając polecenia, a to, że zapomniało gumki do szkoły przedstawia jako prostą drogę do poprawczaka – to nie wiem, czy weźmie sobie do serca sugestię, że może zastanowiłby się, przemyślał i przyjrzał sobie?
    Nie rozumiem tylko ostatniego punktu….że niby ja niegrzeczna???? :)

    • No skąd – rodzice przecież zawsze są grzeczni :)