Czy obudzilibyście dziecko w środku nocy, żeby pokazać mu świetliki?

Ja znam co najmniej jedną osobę, która tak zrobiła.

12851496045_c11916fe7c_b

Jedna z najważniejszych osób, którą „spotkałem” na swojej drodze

Terry Pratchett. Osoba, której twórczość obudziła moją miłość do książek i przez lata tę miłość podtrzymywała. Na pierwszy rzut jego książki wydawały się proste i zabawne, ale w rzeczywistości, były bardzo często dokładną analizą otaczającego nas świata. Czasami wręcz zbyt dokładną.

Niestety trzy dni temu go pożegnaliśmy po raz ostatni. Wtedy też dowiedziałem się, że zbudowane przez niego „imperium” przejmie jego córka. W jednym z wywiadów, powiedziała nieco o tym, jak została wychowana. Oto jeden z fragmentów (źródło):

„Pamiętam, że kiedy byłam młodsza, mój ojciec potrafił obudzić mnie w środku nocy, zawinąć w koc i zabrać na zewnątrz, żeby pokazać mi świetliki. On czuł, że ważniejsze dla mnie było doświadczenie wspaniałości tego świata, niż jedna nieprzespana noc.”

Co jest ważne?

Po przeczytaniu tego fragmentu, zacząłem się nad tym zastanawiać. Zacząłem się zastanawiać ilu z nas, współczesnych rodziców, odważyłoby się na coś takiego? Ilu z nas, chciałoby się wstać w środku nocy, aby pokazać swoim dzieciom świetliki? Obudzić dzieci, owinąć kocem i wyjść na zewnątrz, aby podziwiać jeden z piękniejszych tworów natury? Ilu z nas zrobiłoby to chociaż dla siebie? Ilu z nas widząc świetliki, zatrzymałoby się, aby samemu je podziwiać? Tak, jak pisałem w tekście Gwiazdy, które uratowały życie pewnemu chłopcu:

„Ile jest takich rzeczy, które widzimy codziennie, a ich nie zauważamy? Rzeczy, które są z nami odkąd byliśmy mali. Towarzyszą nam i zawsze są obok. A my je zupełnie naturalnie ignorujemy. Mówimy sobie, że będzie inaczej, że będziemy pamiętali, ale ostatecznie o nich zapominamy. Pojawia się proza życia i zaczynamy zapominać o wszystkich tych małych rzeczach, które były z nami tyle lat. Bo zaczęliśmy je traktować jako pewnik. Zapominamy o tym jak piękna może być pojedyncza chwila. Zapominamy jak cudowna i jak barwna jest przyroda nasz otaczająca. Zapominamy o swoich dziecięcych marzeniach. A ostatecznie zapominamy nawet o swoim wewnętrznym dziecku.”

Świat jest piękny

Zapach wiosny. Poczuliście go już w tym roku? Jest to jeden z najpiękniejszych zapachów, jakie znam. Wchodzi przez nos, ale niemal błyskawicznie opanowuje całe ciało. Opanowuje i jednocześnie rozluźnia. Człowiek od razu czuje, że idzie coś nowego. Pojawia się nadzieja. Równie silny jest zapach zimy, który mówi nam, że przychodzi spokojniejszy okres. Okres, w którym wszystko zwalnia. Jesienią natomiast nie znam piękniejszego zapachu, niż zapach lasu pełnego grzybów. Nie ma chyba miejsca na całym świecie, w którym potrafiłbym się tak odprężyć i tak wyciszyć, jak owy las właśnie. To niby „tylko” zapachy, a jednak niosą ze sobą mnóstwo wrażeń. Dodajcie do tego zmysł dotyku, dodajcie zmysł wzroku. Dodajcie wszelakie dźwięki, jakie niesie ze sobą natura.

Lubię się czasami zatrzymać i po prostu tego doświadczać.

Chciałbym, żeby moje dzieci też tak potrafiły.

Piękno prostych rzeczy

Czasami w pogoni za tym co sprzedają nam media, w pogoni za tym co widzimy u innych, zapominamy, że rzeczy dobre i rzeczy piękne, też mogą być za darmo. Że zamiast do figloparku czy galerii handlowej, można wybrać się do lasu. Że zamiast dać dziecku nową zabawkę, można je wziąć na zewnątrz i po prostu pogrzebać patykami w ziemi. Że zamiast zagrać na komputerze, bo za oknem ciągle pada deszcz, można wziąć parasole oraz kalosze i iść poskakać po kałużach. Że zamiast pozwolić dziecku przespać całą noc, można go zabrać do ogrodu i pokazać mu coś pięknego.

Jak na przykład świetliki.

Jakie są wady? Jakie są zalety?

To prawda, że dziecko może będzie trochę niewyspane, jak obudzimy je w środku nocy. To prawda, że dziecku może być trochę zimno, jak go zabierzemy na wycieczkę po jesiennym lesie. To też prawda, że jak wyjdziemy na deszcz, to pewnie dziecko się przemoczy i może nawet złapie katar. I to także jest prawda, że jak spędzimy popołudnie grzebiąc w ziemi, to najprawdopodobniej nasze dziecko będzie brudne od stóp do głów.

I jeszcze jedno jest też we wszystkich tych przypadkach prawdą. Prawdą jest, że nasze dziecko będzie nam niesamowicie wdzięczne za to, że to zrobiliśmy. Bo brak snu, katar czy brud nie mają dla dziecka żadnego znaczenia. Znaczenie ma jedynie to, co dziecko będzie mogło za kilka lat wspominać z uśmiechem na ustach. Wspomnienia tak wyraźne i tak piękne, że już na zawsze wyryte w pamięci.

Obyśmy zawsze pamiętali, że właśnie to jest prawdziwą wartością i obyśmy my oraz nasze dzieci mieli takich wspaniałych wspomnień jak najwięcej.

Dziękuję Ci Terry. Ten ostatni raz. I moje dzieci też Ci za kilka lat podziękują. Za to, że dzięki Tobie mogły zobaczyć nocą świetliki.

Prawa do zdjęcia należą do 2il org.

  • Magda Gawron

    Piękny tekst i piękny zamiar. Ja jako matka mam podobny, bo nie przeszedł mi zachwyt nad mijanymi po leśnej drodze ślimakami czy zachodem słońca itp. Ale strasznie, potwornie się boję to synowi pokazywać, bo co jesli nie doceni? Czy ten zachwyt się ma w sobie od pierwszego wejrzenia, czy się go wyrabia próbując? Oby to drugie…na razie jednak okropnie mnie boli, jak młody nie docenia tego, nad czym mać roni łzy wzruszenia :)

    • Dzieci chłoną wzorce od rodziców – musimy o tym pamiętać i musimy w to wierzyć :) Wtedy możemy być spokojni o to, że dzieci docenią takie małe rzeczy :)

  • Katarzyna Kalińska

    Ja pamiętam jak mnie i moją siostrę tata obudził i zabrał, żeby zobaczyć świetliki :) To było na prawdę COŚ! Nie dość, że czarna noc (a dzieci po nocy przecież nie chodzą), to jeszcze ten gąszcz i małe, świecące, magiczne kropeczki! I przestraszona mama, że tata w środku nocy nas zabiera :) ale poszła z nami :D Nie da się tego zapomnieć, choć było do dobre 17 lat temu! Takie chwile są bezcenne :)

  • misjarodzinka.blogspot.com

    Super tekst! Współcześni rodzice zwyczajnie zapomnieli o tak prostych, a jakże pięknych gestach. Teraz dąży się do tego, żeby dziecko zabrać od razu na koniec świata. A przecież wokół nas jest tyle piękna. Nie zapominajmy o tym!
    Pozdrawiam

    • Podobno pojechać na koniec świata też warto ;)

      • misjarodzinka.blogspot.com

        Zdecydowanie warto! ☺

  • Aneta Wiciak

    łooooo matko a myślałam, że tylko ja „czuję” zmiany pór roku węchem :D Mój się zawsze śmieje, że jak może pachnieć wiosną, jesienią a to naprawdę idzie wyczuć :D świetny tekst

    • Wystarczy być otwartym na te zapachy, a wszystko jest możliwe ;)

  • Ten fragment który przytoczyłeś mógłby być definicją miłości do dziecka, jest cudowny, tak krótki i tak głęboki, jest w nim troska, pasja, miłość, chęć nauczania, pokazywania świata, dzielenia się nim i radość ze wspólnych chwil, mega :)

    • Tym bardziej cieszę się, że taka osoba przejmie Świat Dysku po swoim ojcu :)

  • Ksiązki Pratchetta są ewidentnie w moim kanonie literatury. Pamiętam, że nawet na maturze z polskiego wykorzystałam cytat z jednej z jego książek. Nie pamiętam dokładnie teraz z czego to było, ale cytat szło to jakoś tak: „nie wystarczy jeden przypadkowo przechodzący drwal, żeby znaleźć wyjście z tej sytuacji.” Z resztą, do tej pory mam taki dokument na dysku, w którym zapisuję cytaty z jego książek. A co do świetlików, to myślę że jeśli chodzi o mnie, to nie jest kwestia odwagi, tylko braku siły po całym dniu. Z resztą, na spontaniczne akcje tego typu ja osobiście nie ma szans – zobaczenie światlików czy w zasadzie czegokolwiek, co nie jest psem, albo z lekka nietrzeźwym sąsiadem, w ciągu nocy między blokami osiedla zamkniętego, nie wchodzi za bardzo w grę, niestety…

  • Ja też wącham powietrze – najbardziej lubię to z początku lata, kiedy wieczory są ciepłe, ale jeszcze nie upalne:)
    Co to Twojego pytania – to moja odpowiedź brzmi TAK. Obudziłabym Zofię na oglądanie świetlików, poszłabym z nią skakać po kałużach, a zamiast do sali zabaw zabrałabym do lasu. Z resztą nie powinnam pisać, że bym coś zrobiła, bo plan jest taki, że właśnie tak będę postępować. M.in. dlatego, że tak postępował ze mną mój ojciec i chociaż teraz się bardzo różnimy, mamy skrajnie odmienne podejście do świata i poglądy, to żadna z tych różnic nie jest w stanie przesłonić mi rewelacyjnych wspomnień. Co więcej, myślę, że to właśnie dzięki tym miłym wspomnieniom na „starość” potrafię doceniać małe, proste rzeczy, których inni nie widzą, a kiedy mówię, że są cudne, to gapią się na mnie jak na nienormalną;))

  • Od kiedy mieszkam na wsi, znam dobrze zapachy wszystkich pór roku :-)

  • rozumiem Cię i jako rodzica, i jako właśnie opuszczonego przez tego, który umiał patrzeć i pokazywać (ale dobrze przezeń wyposażonego na dalszą drogę) czytelnika – nie myślałam nigdy o Pratchetcie jako ojcu, ale chyba takim się go spodziewałam :)
    na razie sama dziękuję synowi, że przypomniał mi, że warto zwolnić, przyjrzeć się, poczuć
    teraz oboje równie radośnie poznajemy świat
    a kiedyś na pewno pokażę mu też Świat Dysku! i świetliki :)

    • „Czy obudziłbyś dziecko w środku nocy, aby pokazać mu Świat Dysku?”
      Tak! ;)

  • Buba Bajdocja

    Napisałam tu komentarz, ale wkleiłam linka i pewnie dlatego mój komentarz zniknął :-(
    Pewnie jest w spamie. No cóż. Dziękuję za wpis o świetlikach, miał swoje konsekwencje w moim życiu (o czym piszę na swoim blogu). Pozdrawiam wiosennie.
    Aha, deszcze też pachnie! A wiosenny najbardziej! :-)

    • Raczej nie usuwam całych komentarzy z linkami – ewentualnie usuwam sam odnośnik, jeśli nie wnosi nic do tematu. Sprawdziłem, w spamie też nic nie ma. Gdyby problem się pojawiał jeszcze, to daj znać – będziemy kombinować :)

  • kk

    Pewnie, że obudziłabym i obudzę!
    Mam niespełna 1,5 rocznego synka. Od pierwszych miesięcy integruję go z przyrodą. Wychodzimy na spacer podczas deszczu, śniegu, wiatru, nie wspominając o idealnych warunkach.
    Dzięki temu synek zafascynowany jest naturą -nie boi się, a wręcz lubi gdy spadają na niego krople. Wypatrujemy razem zjawisk na niebie. On już wie gdzie jest księżyc, a gdzie gwiazdy i wiedział to mając roczek.
    Nikodemek rozwija się zaskakująco szybko, zaczął powtarzać pojedyncze słowa przed rokiem, w tej chwili buduje już proste zdania, śpiewa krótkie piosenki, jest zdrowy- zahartowany, kocha zwierzęta, uwielbia rośliny, nie boi się przeróżnych zjawisk związanych z przebywaniem na dworze, bez problemu integruje się z innymi dziećmi, czy dorosłymi.

    Jesteśmy z niego dumni i nie spocznę w dalszej integracji synka ze światem -przede wszystkim przyrody.
    Dodam jeszcze, że nie chodził i nie chodzi do żłobka, bo dzięki Bogu, sytuacja nie zmusiła mnie jeszcze do pójścia do pracy.

    Pokazujmy naszym dzieciom co się tylko da, rozmawiajmy i tłumaczmy od pierwszych dni -niech się osłuchają na początek ;) Zabierajmy w różne miejsca -nie trzeba być bogatym, żeby to realizować (wszędzie chodzę pieszo, póki dzieciak mały, hop do wózka i w drogę!). Impulsy emocjonalne, plus na początku „monolog” rodzica, czynią cuda! Doświadczenia zapisują się głęboko w główce malucha.

  • Pingback: Nocne eskapady | klawa_warszawa()

  • MlodaMama

    ? ojjj tak, zrobilabym to. Moze nie przez wszystkich zostanę tu zrozumiana, ale kiedy w Sylwestra moja…. 7-mies córeczka :-) się obudziła o północy przez hałas z zewnątrz, nie usypialam jej jak co dzień tylko bez zastanowienia poszlysmy po raz pierwszy w jej życiu oglądać fajerwerki. Biegalysmy od okna do okna i było cudownie! Baaardzo jej się podobało :-) o dziwo zasnela później jak gdyby nigdy nic i spała bez pobudki juz do rana ;-) co prawda nie będzie tego wspominać, ale warto było dla tych uśmiechów.. dla dzielenia się z nią emocjami.. i tak po prostu. Warto robić takie rzeczy. Takie maluchy też czują nasze zaangażowanie ;-) oczywiście jej tato początkowo był przerażony (przecież nie zaśnie, będzie wystraszona, to niemowlę i środek nocy!!!), ale po całej akcji był równie szczęśliwy jak żona i córka, która przez dłuższą chwilę nasladowala dźwięk fajerwerków patrząc na nas ze zdziwieniem i ekscytacją.. super tekst!

  • Zdecydowanie!! Zgadzam się w zupełności!! Nas ( męża i mnie) mają trochę za wariatów bo zamiast odpoczywać po narodzinach dziecka i siedzieć w domu wybieraliśmy się w podróż albo na nocne wycieczki!! Teraz też tak robimy kiedy tylko mamy ki temu okazję a Maluch nie choruje ;)

  • bellisea

    Świetne słowa, dzięki! Ja (przynajmniej tak mi się wydaje) staram się pokazywać dzieciom czasem niewielkie szczegóły dnia, mówię „popatrzcie jaki ładny zachód słońca” itp. Może to banalne, ale kiedyż jechaliśmy samochodem gdzieś w górach i córka nagle woła:”mamo zatrzymaj samochód, zatrzymaj, już..”, ja po hamulcach, zjeżdżam na pobocze, a ona spokojnym głosem mówi: „popatrzcie jaka chmurka, poczekajmy aż przejdzie dalej”… :)