Czy ADHD naprawdę nie istnieje?

Jak powinniśmy więc traktować osoby, które wykazują wszystkie symptomy?

adhd

Młody i głupi bloger

Ponad rok temu napisałem tekst zatytułowany „ADHD nie istnieje„. I dzisiaj chciałbym prosić o wybaczenie tego błędu. Byłem młody, byłem głupi. Przyznaję się. Dzisiaj, po upływie czasu i uzbrojony w nową dawkę wiedzy, chciałbym się zmierzyć z tym tematem po raz drugi. Szczególnie, że czuje się w pewien sposób zobowiązany do tego, bo mój poprzedni tekst mógł urazić osoby, których temat dotyczył personalnie.

Dlaczego wierzyłem, że ADHD nie istnieje?

Bo w mojej opinii ADHD było diagnozowane w takich przypadkach, jak ten, który zacytuje z książki „Wszystkie dzieci są zdolne. Jak marnujemy wrodzone talenty.”:

„W przypadku jedenastoletniego Floriana lekarz już podczas pierwszej wizyty stwierdził, że „dziecko cały czas pajacuje i odmawia jakiejkolwiek współpracy; jego zachowanie w gabinecie lekarskim pozwala stwierdzić jednoznacznie, że chłopiec cierpi na zaburzenie ADHD”. Mimo że zdaniem rodziców Florian „był kreatywny i wszystkim się interesował”, w szkole nieustanie sprawiał kłopoty. Nauczycielce bardzo przeszkadzały jego „aktywności niezwiązane z tematem lekcji, na przykład chodzenie po klasie, i zupełny brak zainteresowania przerabianym materiałem”. Jednak „zastosowanie terapii farmakologicznej doprowadziło do szybkiej poprawy stanu dziecka”.

Co jest w tym przypadku złe? Co mi w tym zgrzyta?

Z jednej strony mamy żywe dziecko, które pragnie odkrywać świat, jest wiecznie ciekawe i aktywne. Rozsadza je energia i z chęcią wdrapałby się na najwyższe drzewo, pomajsterkował czy przeczytał jakąś książkę, która pokrywa się z jego zainteresowaniami. Ogólnie dziecko jak dziecko i co drugie można by takim określić.

Z drugiej strony natomiast mamy archaiczny, przestarzały system edukacji, zupełnie niedostosowany do współczesnego świata i zwyczajnie nudny dla każdego dziecka, które nie zabiło w sobie odkrywcy. System dla którego wyniki i cyferki są ważniejsze niż uczeń. System, który jest jak maszyna biorąca miliony różnych dzieci, po czym przycina je, łamie, krzywdzi, miażdży, aż wreszcie wszystkie będą dokładnie takie same. System, który jest pasożytem trawiącym nasz świat i nasze dzieci. System, który byłby nielegalny, gdyby miały z niego korzystać osoby dorosłe.

Co otrzymujemy w wyniku spotkania tych światów?

Naturalnym jest więc, że gdy te dwie strony się spotkają to powstaje konflikt. Bo one nie są dopasowane. One są wręcz swoimi zupełnymi przeciwieństwami. Najgorsze jednak jest to, że winę za to niedopasowanie zwala się na dziecko. Że to ono jest „niewłaściwe”. Że to z nim jest coś nie tak. I że faszeruje się go pochodnymi amfetaminy (m. in. ritalinem), aby pozbawić go tych wszystkich pięknych dziecięcych cech – radości, swobody, ciekawości i później wsadzić w sztywne, szare i smutne ramy systemu edukacji.

Jeśli dodamy do tego, że ADHD występuje zdecydowanie częściej w miastach, gdzie tempo życia jest przecież wyższe oraz u dzieci, które spędzały więcej, niż inne czasu przed ekranami, to samoczynnie rysuje nam się pewien obraz całego tego zjawiska, prawda?

No to ADHD istnieje czy to tylko wymysł pedagogów i rodziców, którzy nie radzą sobie z dziećmi i świata, w którym wszystkiego jest zbyt wiele?

Dwa poprzednie akapity, spowodowały u mnie myślenie, w wyniku którego napisałem tekst ADHD nie istnieje. Nie miałem racji, ale miałem dobre intencje. Nie chodziło mi w zasadzie o to, że ADHD nie istnieje. Chodziło mi o to, że nie jest to zwykła choroba i nie powinno się jej leczyć tabletkami. Tak samo jak nie leczy się tabletkami tego, że jedno dziecko ma wadę wymowy, a drugie śmiesznie biega. Nie leczy się dzieci niskich, ani wysokich, nie leczy się dzieci, które nie umieją śpiewać i tych, które nie potrafią malować. Nie ma na takie cechy tabletek, bo to nie są choroby. I moim zdaniem ADHD to też nie jest chorobą. Nie w naszym rozumieniu choroby. A nawet jeśli z medycznego punktu widzenia powinno się ją określać jako chorobę, to w mojej opinii nie powinno się jej leczyć otumaniając dziecko. Nie tędy droga.

Którędy więc?

W książce, w której cytat wyżej przytoczyłem, jest opisany pewien eksperyment. Udział w nim wzięło jedenaścioro szkolnych dzieci z etykietką ADHD. W różnym wieku, od kilku do kilkunastu lat. Dzieci niedostosowanych. Outsiderów. Dzieci, które czuły się odrzucone. Niektóre przez szkołę, inne przez kolegów, a jeszcze inne przez rodziców. Czuły się inne, bo były bardziej niż ich rówieśnicy wyczulone i wrażliwe na wszelakie bodźce zewnętrzne. I wszystkie były leczone (otumaniane), aby odbiór tych bodźców pomniejszyć. To sprawiało, że i szkoła i rodzice byli zadowoleni. Dziecko było wreszcie takie, jak chcieli. Niestety kiedy zapytano dzieci o ich opinie, mówiły one, że po tabletkach czują się smutne i apatyczne.

Nie wiem jak dla was, ale dla mnie to brzmi jak jakiś system kontroli ludzi, aby byli tacy, jakich chcą ich widzieć inni. Trochę jak wariatkowo, to którego trafiamy, mimo pewności, że wszystko z nami w porządku. I aż mnie ciarki przeszły na samą myśl.

Czego dotyczył ten eksperyment?

Zamiast odurzać dzieci i zmniejszać ich wrażliwość na wszelakie bodźce zewnętrzne, postanowiono ograniczyć bodźce zewnętrzne. Wszystkie dzieci spędziły dwa miesiące w położonym wysoko w górach gospodarstwie rolnym. Jak piszą sami autorzy: „Uznaliśmy więc, że może warto przyjrzeć się dzieciom, które mają okazję spędzić całe lato w miejscu wolnym od wszystkich środków zastępczych odwracających na co dzień ich uwagę. Bez słodyczy, bez telewizji od samego rana, komputera w południe i konsoli gier całymi wieczorami. Bez klawiatury i innych magicznych przycisków, do których można uciec, gdy nie wiadomo, co ze sobą zrobić”.

Jesteście zainteresowani wynikami? A może już podejrzewacie jakie były rezultaty?

Na początku było ciężko. Ciężko było dzieciom odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ciężko przyzwyczaić się do „iście spartańskich” warunków. Niektóre dzieci przez pierwsze dni bywały smutne, bądź nawet płakały. To było jednak dla nich niczym detoks. Musiały wydostać z organizmu wszystkie toksyny, które współczesny świat do niego wsadził. I właśnie tam, wysoko w górach, odcięte od świata jakim znamy go na co dzień, rozpoczął się proces ich leczenia. Zaczęły rozmawiać. Zaczęły współdziałać. Zaczęły sobie pomagać. Zaczęły się komunikować w sposób, który był przez wszystkich akceptowalny. A wszystkie symptomy i łatki nadane im przez rodziców, nauczycieli i lekarzy, zaczęły odpadać. Nie były już nieznośne. Nie były już inne. Nie miały już deficytu uwagi, ani zaburzeń zachowania. Nagle przestały zakłócać spokój innych ludzi. Nagle przestały być krnąbrne. Nagle ich wszystkie cechy stały się ludzkie. A one same poczuły, że wreszcie są normalne. Wreszcie znalazły świat, który nie próbował je zmienić. Znalazły świat, który je akceptował.

To co mamy robić z tym ADHD?

Dlatego też ja osobiście nie mam zamiaru nikogo dłużej przekonywać, że ADHD nie istnieje, bo to nie byłaby prawda. Niemniej uważam, że odurzanie wszystkich nadpobudliwych dzieci, aby wpasować ich do naszego świata (któremu niestety bardzo daleko do ideału), powinno być zbrodnią. Bo to nie z dziećmi jest coś nie tak. To z naszym światem jest coś nie tak. Wręcz jest mnóstwo rzeczy, które są z nim nie tak. I jeśli naprawdę chcemy takim dzieciom pomóc, to nie powinniśmy lekarstwami zmniejszać ich wrażliwości, aby odbierały mniej bodźców, ale powinniśmy pójść w drugą stronę i spróbować zmniejszyć ilość bodźców.

Nie mówię oczywiście, że wszyscy musimy wyjeżdżać do położonego wysoko w górach gospodarstwa rolnego. Niemniej chciałbym pokazać kierunek, w którym ja bym w takiej sytuacji zmierzał. Kierunek, w którym nie niszczy się dziecka takiego jakim jest, aby pasowało do naszego o nim wyobrażenia, tylko docenia to kim jest i próbuje się sprawić, aby czuło się dobrze ze sobą. Nawet jeśli wymaga to kilku zmian w naszym życiu czy w naszym świecie. Nawet jeśli wydaje nam się nieco inne. Nawet jeśli ma ADHD.

PS. To prawda, że w chwili obecnej żadne moje dziecko nie ma ADHD, ale jestem pewny, że gdybym mieszkał we wschodniej części USA, to co najmniej dwójka z nich by miała taką diagnozę. 

Prawa do zdjęcia należą do Argia.

  • Super,że sprostowałeś.Zwał jak zwał, ale są dzieci,którym”nadpobudliwość” bardzo uprzykrza funkcjonowanie.Z drugiej strony,znam z pracy przypadek gdzie nieodpowiedzialna diagnoza psychiatry (ADHD) i jego postępowanie”terapeutyczne” zmarnowało życie dziecku, mającemu problemy z powodów rodzinnych.Leki i indywidualne nauczanie wraz z narastającym,zatajonym problemem w domu doprowadziły go w nieciekawe miejsce…

  • Czytam Twojego bloga od dawna i ten wcześniejszy post był jedynym, z którym się nie zgadzałam – nie zgadzałam gdyż mam dziecko, u którego zdiagnozowano ten problem, ale każdy ma prawo do swojego zdania.
    Syn długi czas miał łatkę łobuza, niereformowalnego złośliwca, lenia itp, a ja bezradnej mamy pozwalającej na wszystko. Ile trudu mnie kosztowało żeby dotrzeć do sedna sprawy, ile krzywdy dziecka, które było karane za to że jest chore, ile gorzkich słów , łez i beznadziei… dopiero niedawno zaczęłam zgłębiać temat i zła jestem, że tak długo trwało zanim mogliśmy zacząć właściwą terapię – bynajmniej nie farmakologiczną. To naprawdę dużo trudniejsza praca niż wychowywanie zdrowego dziecka, bo standardowe metody nie działają… a walczy się nie tylko z chorobą, lecz również z niezrozumieniem otoczenia i brakiem elastyczności w szkole. I chciałam tylko dodać, ze czasem leków się nie da uniknąć i wbrew temu co większość uważa to NIE są leki uspokajające – adhd jest efektem niedoborów neuroprzekaźnika w mózgu przez co w skrócie mówiąc mózg nie filtruje bodźców, wszystko jest tak samo ważne i musi być zrobione w tej chwili.Leki mają na celu maksymalne wykorzystanie tego co jest – są to leki stymulujące aby przekaźnika było tyle żeby wszystko dało się „poukładać”.
    Dziękuję zatem za ten post i pozdrawiam, życząc sobie żeby diagnozowanie i terapia takich dzieci były jak najszybsze, bo naprawdę rzutuje to na całe życie nie tylko rodzin z takim dzieckiem ale przede wszystkim na ich całe przyszłe życie.

    Pozdrawiam

    • Małgorzata M

      Dokładnie. Zgadzam się z Tobą. Nikt kto nie ma dziecka zdiagnozowanego pod tym kątem nie wie ile pracy, łez, nadziei i chwil zwątpienia kosztuje nas opieka nad dzieckiem. Ja miałam to szczęście że diagnoza i terapie towarzyszyły nam od pierwszej klasy SP. Dziś syn ma 18 lat kończy ZSZ i w chwilach naprawdę ciężkich dostaje lek na wyciszenie. Ostatnio nie pamiętam kiedy brał :)
      Pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości i sił.

  • Kamil, szacun. Strasznie mnie wkurzył tamten tekst, głównie z uwagi na to, że zawodowo zajmuję się diagnozą i wiem, jak trudno jest funkcjonować dzieciom i dorosłym z tym zaburzeniem. Oczywiście wiem też, że jest sporo nadużyć a czasem wręcz postaw „moje dziecko ma ADHD i nic nie musi”, mimo, że to dziecko nawet nie ma specjalistycznej diagnozy. Dzięki podwójne, raz, że to sprostowałeś, dwa, że wtedy dałeś mi inspirację do jednego z ważniejszych artykułów na mojej stronie ;)

  • Aneta Krywalska-Szulc

    Cieszę się, że zmieniłeś swoje podejście do tego tematu. Post o ADHD był pierwszym jaki u Ciebie przeczytałam i zawsze myślałam: Cholercia, w tylu rzeczach mamy niemal identyczne zdanie, podejście, a tu taka farsa… Ale rzeczywiście chyba wynika to z faktu, że problem nie dotyka Ciebie osobiście.
    Mieliśmy próbę z lekami i mam nadzieję, że do nich nie wrócimy – bo tak jak piszesz, w szkole super, jednak syn wcale się po nich dobrze nie czuł. Biję się w pierś, że chciałam aby moje dziecko miało dobre wyniki w szkole, a nie słuchałam, że się źle czuje po tabletkach. Teraz jeszcze więcej rozmawiamy, będzie więcej terapii i pracy w domu.

    Jednak nadal nie zgodzę się z tym co piszesz, jeśli chodzi o wyniki eksperymentu. Jeżeli ktoś miał diagnozę ADHD i wyjazd, rozmowy, brak TV i komputera etc. sprawił, że problem znikł, to znaczy że miał źle postawioną diagnozę.
    W naszym domu prawie w ogóle nie ma TV, komórka jest od czasu do czasu, jest dużo rozmów, spacerów, zabaw itd. A problemy są. I będą. Zawsze. Bo na tym polega ADHD. Że w każdym środowisku i niemal każdej sytuacji dziecko przejawia symptomy ADHD.

    Szkoła moich (i mojego syna) marzeń to taka, w której dzieci nie będą zmuszane do pięknej kaligrafii, uczenia się wierszy na pamięć i siedzenia w ławkach. Gdzie nauka przyrody będzie w parku, a historii w muzeum.
    Ale..to takie marzenia :(

    • Iwona Wardal

      Bardzo ważna uwaga. W USA tajemnicą poliszynela jest fakt, że etykietkę ADHD przykleja się niemal każdemu dziecku, które sprawia swoim zachowaniem kłopot nauczycielom – niezależnie od tego, czy przyczyną są autentyczne zaburzenia, czy też sytuacja domowa, niewłaściwa dieta, nadmiar bodźców, czy może zwyczajnie nudne lekcje… Ten eksperyment wykazał nie tyle, że ADHD ma związek z współczesnymi zagrożeniami cywilizacyjnymi, ale raczej, że jest często diagnozowane na wyrost. Nie zmienia to faktu, że na pewno dzieciom z ADHD (i chyba wszystkim dzieciom w ogóle) lepiej by się uczyło na takiej farmie w górach, bez nadmiaru bodźców, reklam, cukru i innego syfu, w bliskości przyrody, z wieloma okazjami do aktywności fizycznej, współpracy i samodzielności. :)

      • Aneta Krywalska-Szulc

        Dokładnie.

    • Agnieszka Kucharska

      No właśnie. Wszystko fajnie jak problem nie dotyczy nas osobiście. W obecnym tekscie jest wiele racji. Obecnie dzieci mają zbyt wiele bodźców, a wszystko co wybiega poza ramy szkolne (przytakiwanie wszystkim, siedzenie sztywno w ławce, itd…) to dziecko krnąbrne i nadpobudliwe. To nie system jest wadliwy, tylko dzieci źle wychowane. I najlepiej wydalić go do innesz szkoły, bo dlaczego to dana szkoła a nie inna ma się użerać. Poco zastanawiać się, że skoro tak narasta liczba dzieci z takimi zaburzeniami, to faktycznie trzeba winy szukać w systemie a nie w dzieciach. Które poza szkołą, są wesołę, kreatywne, mają ogromną wiedzę, często ponad progam. A łatka przyklejona raz, ciągnie się za uczniem przez lata…. U nas było kilka prób różńych, terapie, warsztaty, ograniczenia, famakologia (tutaj przy złym samopoczuciu od razu odstawiliśmy jeden lek) za to trafiliśmy z innym, trochę pośredni, nieotumaniający a pozwalający się dziecku trochę wyciszyć. I mam nadzieje, że to pomoże mu „przetrwać” bo do tego niestety to zmierza….

    • A może edukacja domowa?

  • Iwona Wardal

    Ojcze, wielki szacunek za przyznanie się do błędu! Mam doświadczenia z dziećmi z ADHD i uważam, że twierdzenie, że ADHD nie istnieje i powinno się od nich wymagać tyle samo, co od ich rówieśników jest dla nich równie krzywdzące, jak stwierdzenie wręcz przeciwne – że to biedne dzieciątka dotknięte straszliwą chorobą, które należy odurzać tabletkami albo pozwolić im demolować klasy i bić kolegów, bo przecież są chore… Muszę się jednak zgodzić z jedną myślą zawartą w tym poprzednim, feralnym wpisie – dzieci z ADHD potrzebują dokładnie tego samego, co wszystkie dzieci: szczerej i jasnej komunikacji z innymi ludźmi, przyjaznego przewodnictwa, wsparcia w chwilach słabości, wyrozumiałości i pomocy w nauce zarządzania własnymi emocjami, ograniczenia współczesnych „toksyn” (od nadmiaru cukru począwszy, na nadmiarze mediów skończywszy), indywidualnego podejścia, ruchu na świeżym powietrzu, zabawy i kontaktu z przyrodą. To niesprawiedliwe, że zaleca się, by dzieciom z ADHD pozwalać np. chodzić po wyznaczonej części klasy podczas lekcji – bo jeśli dziecko z ADHD nie potrafi usiedzieć podczas lekcji na miejscu, to znaczy, że wszystkie dzieci w klasie mają już dosyć siedzenia i chciałyby rozprostować nogi – ale tylko dziecko z ADHD nie potrafi powstrzymać się od zrealizowania tej potrzeby. Gdyby stworzyć szkoły przyjazne dla dzieci z ADHD, w których byłoby dużo ruchu, mało rozpraszających bodźców, nauka przebiegałaby dzięki praktycznemu działaniu, akceptowane byłyby wybuchy emocji i dzieci uczono by je wyrażać w sposób akceptowany społecznie (zamiast karać za przekraczanie norm) – to byłby to szkoły przyjazne dla wszystkich uczniów.

  • Dagmara Godleś

    Często ADHD to objaw chorych jelit i niedoboru witamin i minerałów. Tak zwany zespół psychologiczno-jelitowy GAPS. Dietą leczą objawy depresji, schizofrenii, ADHA, autyzmu.

    • Asia Przybylska

      Dagmara, czy możesz podesłać info gdzie można zdobyć więcej informacji na ten temat?

      • Dagmara Godleś

        Polecam ksiażkę zespol psychologiczno-jelitowy GAPS, niestety kosztuje ok 80zł, ale ja mam i dziecko moje wyszlo dzieki niej na prostą :-) napisała ją neurolog, ktora dietą i naprawą jelit leczy dzieci i dorosłych: http://www.zespolpj.pl/index.php/czym-jest-gaps

        • Asia Przybylska

          szukam jakiegoś rozsądnego rozwiązania dla mojego synka który jest bardzo ruchliwy i impulsywny. chyba będzie warto zainwestować aby w końcu uporać się z jego zachowaniem :-) Powiedz mi proszę jak cieżko jest wprowadzić taką dietę na codzien ?

          • Dagmara Godleś

            Bardzo jest ciężko, nie można jeść pieczywa, żadnych kasz, makaronów, nic mącznego. Nie wiem jaki dokładnie masz problem, czasem po prostu z natury dziecko jest ruchliwe, to raczej normalne. Nie wiem co z tym impulsywnym. Mój synek np w złości walił głową i wyrywał sobie włosy, miał wtedy troszkę ponad roczek. To było warte tego, aby szukać wszelkich rozwiązań. A to, ze dziecko ruchliwe to sama nie wiem :-) Moze problemy z integracją sensoryczną?

  • Ela Chwirot

    Niby sam wynalazca choroby dr Eisenberg stwierdzil, ze wymyslil chorobe w celach zarobkowych. Wydaje mi sie, ze ADHD nie tyle nie istnieje, co jest nim etykietowane kazde dziecko, ktore wychodzi poza norme. No i tutaj powstaje kolejny problem. Jaka jest norma? Jest to latwe rozwiazanie, np zwalenie odpowiedzialnosci za bledy wychowawcze na karb schorzenia. Z drugiej strony, czy syn alpinisty i np pani zajmujacej sie zawodowo gimnastyka artystyczna ma szanse na bycie spokojnym molem ksiazkowym? Raczej watpie, tu moze nie byc zadnych bledow wychowawczych ze strony rodzicow, a plakietke z ADHD przyklei mu szkola. Moznaby tak w nieskonczonosc i trzeba by miec doktorat, by tak naprawde moc powiedziec cos nowatorskiego. Nawet w przypadku mojego ledwie dwuletniego potomka uslyszalam juz, ze „ten to ma ADHD” ot co. Nie neguje istnienia takiej przypadlosci. Z czym calkowicie sie nie zgadzam, to obarczanie nia kazdego dziecka, ktore jest troche ponad norme w czymkolwiek zwiazanym z ruchem, badz glosnym zachowaniem.

    • Aneta Krywalska-Szulc

      Proponuję przeczytać pełną wersję wywiadu z Eisenbergiem. Ani razu nie użył stwierdzenia, że ADHD nie istnieje. Widać, że nigdy nie miałaś do czynienia z człowiekiem cierpiącym na ADHD. Bo to nie tylko głośne zachowanie i ruch…

      • Ela Chwirot

        Proponuje czytanie ze zrozumieniem. Napisalam „NIBY sam Eisenberg…” poniewaz ten temat rowniez jest dyskusyjny. To po pierwsze, a dalej ze nie zgadzam sie z pakowaniem kazdego ruchliwego i glosnego dziecka do worka z ADHD. Plakietka z ADHD jest latwa do przyklejenia i ignoruje sie wlasciwy problem, ktory moze miec dziecko, badz uznaje sie dziecko troche inne niz norma – dosc enigmatyczna norma swoja droga – za chore, gdy takie nie jest. Kazdy majacy dziecko z jakimkolwiek problemem zdrowotnym „grubszym” niz grypa wie, jaka to walka. Wlasnie dlatego uwazam, ze takie diagnozowanie (z ktorym spotkalam sie osobiscie) jest niewlasciwe i moze przyniesc ogromne szkody, zwlaszcza, gdy mowa o dzieciach, ktore nie zawsze potrafia wyjasnic, sprzeciwic sie, uswiadomic nas. My dorosli jestesmy w o tyle lepszej sytuacji, ze rozumiemy zazwyczaj dokladnie o co pyta lekarz i wspolpracujemy podczas wywiadu. Dziecko niekoniecznie z ADHD podczas takiego rozpoznania moze zwyczajnie poczuc sie osaczone, niezrozumiane, nie miec ochoty i zaprotestowac w nieodpowiedni sposob i BAM do wora z ADHD. Diagnozowanie chorob nie objawiajacych sie wadami narzadow widocznymi na ukg, usg i innych cudach techniki jest trudne i nie kazdy lekarz zadaje sobie dosc trudu, by taka diagnostyke poprawnie przeprowadzic. Oto mi chodzilo, nie o wymienianie kompletnej listy symptomow choroby.

        • Aneta Krywalska-Szulc

          Diagnoza ADHD opiera się głównie na wywiadzie z rodzicami (który dotyka nawet okresu prenatalnego i niemowlęcego). Oczywiscie jest również obserwacja dziecka. Myślę, że jeśli dziecko ma nieprawidłowo postawioną diagnozę to prędzej czy później to wyjdzie. Bo intensywność czy agresja mogą wynikać z jak błędów wychowawczych, ale wtedy raczej nie będzie przy tym kłopotów z koncentracją.

          • Ela Chwirot

            Zapomnialas o psychotestach, rozmowie z nauczycielami i z samym dzieckiem z nastawieniem na rozmowe bez obecnosci rodzicow, badaniach neurologicznych, badaniach oczu, badaniach pediatrycznych, testach komputerowych na koncentracje. Tak powinno wygladac przygotowanie do zdiagnozowania schorzenia. Pozniej jest jeszcze wnikliwa analiza wynikow. Jesli to tylko wywiad i obserwacja to jak daleko w okres ciazy by nie siegal wywiad uwazam, ze to za malo. Dla jednej mamy dziecko w poczatkach chodzenia upadalo duzo, biegalo duzo, inna widzac to samo dziecko stwierdzi ze srednio a jeszcze inna, ze nie duzo, ze normalnie. Wywiad to nie wszystko. Przewracanie sie moze wynikac tez z np zle dobranych bucikow w okresie poczatkow chodzenia. (jest to jedno z pytan zadawanych w takim wywiadzie, o zachowanie dziecka w okresie nauki chodzenia) Jesli ma sie fajnych rodzicow, takich co to sie dzieckiem zajmuja, takich co to sie staraja. Wowczas taki wywiad zazwyczaj, choc tez nie zawsze, ma szanse powodzenia. Nie kazde dziecko ma to szczescie. Jesli diagnoza wystawiana jest po obserwacji i wywiadzie w takim wypadku to co? A jesli nieprawidlowo postawiona diagnoza wyjdzie pozniej, nie predzej? Ile wycierpi to dziecko w miedzyczasie. Nacpane nieodpowienimi lekami? O to mi chodzi od samego poczatku.

            No ale juz skonczy ta dyskusje, bo Twoja odpowiedz tylko potwierdza, ze absolutnie nie zrozumialas o czym mowilam w pierwszym poscie. Wierz mi, nie jestem az taka ingorantka, aby potrzebne bylo wymienianie mi kolejnych symptomow choroby.

  • Ewa Plummer

    15 lat temu rozpoczęłam pracę w szkole, do której (pomimo 5 lat studiów uniwersyteckich) byłam kompletnie nieprzygotowana. Nie umiałam sobie radzić z uczniami nieprzystosowanymi do szkoły, czyli takimi, którzy sprawiali problemy zarówno dydaktyczne jak i wychowawcze. Większość z nich miała tzw. opinię z poradni wraz z wskazówkami, jak z nimi pracować. Były to dzieci z zaburzeniami ADHD, dysleksją. Nie pamiętam autyzmu. Tej definicji chyba wtedy nawet nie znałam? Wspomniane opinie kurzyły się w zakładce dziennika, nauczyciele nie dostawali żadnej pomocy poza rzeczonymi marnymi wskazówkami na piśmie. Moją nieumiejętność pracy z tymi dziećmi najłatwiej było usprawiedliwić ich trudnym charakterem oraz rodzicami – nieudacznikami. Sama wierzyłam, że ADHD nie istnieje.
    Swoje poglądy zrewidowałam, kiedy zamieszkałam w UK. Otrzymałam przeszkolenie na temat tych zaburzeń oraz praktyczne wskazówki, jak postępować z osobami z ADHD.
    Oceniamy innych z własnej perspektywy, ale taka ocena potrafi być krzywdząca.
    Brawo panie Kamilu za zrozumienie błędu i co więcej, za publiczne przyznanie się do niego.
    Nie zgadzam się jednak z pana POSTSCRIPTUM. Na czym opiera Pan swoja pewność, że mieszkając we wschodniej części USA co najmniej dwójka Pana dzieci miałaby diagnozę ADHD? Czy istnieją dowody na to, że w tej części Ameryki 2/3 społeczeństwa ma taką diagnozę?

    • Co do Postscriptum, to odsyłam do tego materiału: https://youtu.be/oVEkNVmPBcg?t=5m10s.

      • Ewa Plummer

        Dziękuję za materiał. Teraz rozumiem ;).
        Co do teorii sir Ken Robinsona – to materiał na osobny artykuł. Zgadzam się z jego tezami i dlatego zależałoby mi na tym, aby własnym dzieciom zapewnić indywidualną edukację. Po to, aby nie zniszczyć ich potencjału i nie wtłoczyć ich w bezproduktywny system. Warto również zastanowić się, dlaczego dzieci w Finlandii osiągają spore sukcesy w nauce. Tym samym podsuwam Panu tematy na kolejne, interesujące artykuły, które z przyjemnością przeczytam ;).

  • czytałam ciekawą książkę o dzieciństwie „their name is today”, w którym autor opisał historię chłopca z adhd, którego rodzina postanowiła przenieść się na wieś, ograniczyć mu różne bodźce, rozpraszacze, pozwolić mu na swobodny kontakt z naturą. Wykluczyli oni wszelkie leki (psychotropy) przepisane przez lekarza i po ciężkiej pracy udało im i synkowi osiągnąć spokój, dziecko zaczęło się uczyć w domu, osiągnęło ogromny progres.

  • Artur Nowicki

    A co z wyznaniem Leona Eisenberga, że celowo wymyślił ADHD by zbić majątek na lekach nań przeposywanych?

    • Niepotwierdzona informacja o ile mi wiadomo.

  • Artur Nowicki

    Jeśli jeszcze ktoś tego nie czytał to polecam. Jak mówi stare porzekadło : w każdej plotce jest cześć prawdy.Dla mnie niezrozumiałe jest to, jak można pozwalać by lekarze zasiadali w radach konsorcjów. Ciekawe jak to wygląda u nas w Polsce? http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/adhd-wymyslone-przez-naukowcow

  • Pingback: SHARE WEEK 2016 czyli autorka poleca autorów | elementarz mamy()

  • Natalie

    Wreszcie jakieś podejście, z którym mogę się zgodzić. Mi również podczas diagnozy powiedziano by dostosować świat do siebie, a nie odwrotnie, a o lekach z kolei, że są niepotrzebne i mają za dużo efektów ubocznych. Też zdaję sobie sprawę, że jestem przebodźcowana, zważywszy na moją nadwrażliwość na bodźce. Jeszcze do końca nie wiem jak tym wszystkim zarządzać, dopiero się uczę, siebie, reakcji na otoczenie, co mi naprawdę szkodzi, co pomaga, jednak nasz świat jest jaki jest i bardzo ciężko uniknąć przestymulowania. Mam nadzieję, że nasza wiedza na tematy związane z zaburzeniami neurologicznymi i podobnymi na tyle się zwiększy, że będziemy wiedzieć jak funkcjonują takie osoby, a tym samym, jak sprawić by świat byłby dla nich bardziej przyjazny.