ADHD nie istnieje

Natomiast istnieją beznadziejni pedagodzy i beznadziejni lekarze, którzy wymyślili magiczne pigułki, dla beznadziejnych rodziców. Dzisiaj rozprawiamy się z mitem ADHD.

Tekst ten napisałem, gdy byłem jeszcze młody i głupi. Jeśli chcesz poznać moje późniejsze i bardziej dojrzałe stanowisko na temat ADHD, zapraszam do tekstu: Czy ADHD naprawdę nie istnieje?

Twoje dzieci skaczą po kałużach? Zaraz znajdziemy na to jakąś pigułkę.

Twoje dzieci skaczą po kałużach? Zaraz znajdziemy na to jakąś pigułkę.

Po czym poznać ADHD? (źródło 1 i źródło 2)

Zaczniemy od podstaw, czyli jak diagnozuje się ADHD. Przynajmniej wstępną fazę diagnozy. No więc, co może być objawem?

1. Przechodzenie z jednej aktywności do drugiej, bez ukończenia żadnej z nich.

Każdy z nas kiedyś powiedział sobie „rzucam palenie”, „od jutra biegam”, „nie jem słodyczy” czy „nauczę się obcego języka”. I każdy z nas złamał to przyrzeczenie. Zrobiliśmy krok w dobrą stronę i poddaliśmy się. Później postanowiliśmy sobie coś innego. I tego postanowienia też nie dotrzymaliśmy. Krytyczny przypadek ciężkiego ADHD, inaczej zwany jako zwykły i swojski, słomiany zapał.

2. Brak wytrwałości w realizacji zadań wymagających zaangażowania poznawczego.

Pod ten punkt podpadają wszyscy, absolutnie wszyscy, którzy nie cierpią swojej pracy. Każdy, kto przeklinał poniedziałek i cieszył się, że nadszedł już piątek. Każda z tych osób, cierpi na brak wytrwałości, aby zmienić swoje życie. Wolą zamienić pięć dni pracy, na dwa dni weekendu, niż wytrwale dążyć do celu. Zamiast spełniać marzenia. Zatem zdecydowana większość ludzi, ma ADHD.

3. Wybuchy złości.

Jeśli ADHD jest diagnozowane przez wybuchy złości, to zdecydowanie więcej ADHD mają rodzice, niż dzieci.

4. Trudności z przerwaniem wykonywanej czynności.

Spróbuj oderwać od komputera mężczyznę, który gra akurat w jakąś grę MMO lub kobietę, która akurat gra w Farm Vile. Były nawet przypadki ludzi (dorosłych), którzy umarli z braku wody i jedzenia, bo nie potrafili się sami oderwać. W obecnym świecie trudność z przerywaniem wykonywanej czynności, jest (do pewnego stopnia) zaletą. W świecie smartfonów, Internetu i nowoczesnej telewizji, w świecie w którym każdy walczy o naszą uwagę, umiejętność skupienia się tylko na jednym zajęciu, jest niesamowita i powinna być doceniana. Tutaj wychodzą absurdy i kłamstwa ADHD. Jak dziecko się rusza i robi kilka rzeczy jednocześnie, to jest nadpobudliwe, a jak siedzi w jednym miejscu i jest skupione na zabawie, to okazuje się, że to też źle. Najlepiej, gdyby dziecko się cały czas bawiło, ale jak tylko rodzic je zawoła, to zaraz przyszło. Może lepiej było kupić sobie psa?

5. Ciągłe wiercenie się na krześle.

Też bym się wiercił, gdyby ktoś kazał mi dzień w dzień, siedzieć po kilka godzin w jednym miejscu i słuchać informacji, które są przestarzałe i nieważne, już w obecnym świecie. Dzieci to widzą. Widzą jak bezużyteczna jest wiedza, której się uczą. Nie wiedzą jednak, że ta wiedza będzie jeszcze bardziej bezużyteczna, gdy za dziesięć lat wejdą na rynek pracy.

Zadziwiające, że ten objaw nie pojawia się niemal nigdy, przed wiekiem szkolnym. Przypadeg? Nie sondze.

6. Bezustanne wykonywanie niewielkich ruchów.

Kiedyś to się nazywało chorobą sierocą. Ja do dzisiaj lubię się pobujać podczas gdy siedzę i myślę. Czy powinno się mnie leczyć? Czy to jakoś wpływa na moją wartość jako człowieka? U mnie raczej podejrzenia wzbudzają ludzie, którzy ruszają się zbyt mało i są mało ekspresyjni.

7. Ciągłe roztargnienie i zapominanie.

Mieliście kiedyś tak, że nie wiedzieliście która jest godzina, spojrzeliście na zegarek i dalej nie wiedzieliście, która jest godzina? Po czym spojrzeliście znowu i dalej nie wiedzieliście? No właśnie.

Mógłbym tak wymieniać te podpunkty jeszcze długo, ale wiele z nich jak np. problemy ze snem czy z jedzeniem, przy beznadziejnych rodzicach (a tacy właśnie najczęściej diagnozują u swoich dzieci ADHD), może mieć po prostu związek z brakiem umiejętności rodzicielskich, a nie jest winą dziecka. Zatem pozwolę sobie pozostałe podpunkty pominąć.

Konsekwencje ADHD (źródło)

Szkoda, że nie ma nigdzie artykułów, jakie konsekwencje niesie za sobą leczenie ADHD, czyli faszerowanie dzieci silnymi psychotropowymi substancjami już od najmłodszych lat. Zastanówmy się zatem, jakie niebezpieczne konsekwencje niesie ze sobą nieleczone ADHD.

1. Wypadki.

No to jestem zaskoczony. W sensie, że dzieci, które się ruszają, mają więcej wypadków, od tych, które cały dzień siedzą w jednym miejscu? Nie chcę nawet pytać ile trwały i ile kosztowały badania nad tymi niesamowitymi wnioskami. Jednocześnie warto zauważyć, coś czego zwolennicy ADHD widzieć nie chcą. Osoby, które przez swoje całe dzieciństwo były aktywne fizycznie, są w swoim dorosłym życiu zdrowsze. Ich ciało dostosowane jest do wysiłku fizycznego i nauczyło się reagować na sytuacje niebezpieczne.

2. Uzależnienia

Uzależnione to raczej będzie dziecko leczone, a nie nieleczone. Już dwu i trzylatkom podaje się Ritalin! I nie mówimy tutaj o pojedynczych przypadkach, tylko o tysiącach dzieci. Nie mamy pojęcia jak Ritalin, Adderall i im podobne, oparte na amfetaminie leki, zadziałają na dziecko w wieku szkolnym (w dłuższej perspektywie czasu). Nie przeszkadza to jednak lekarzom faszerować chemią, już najmłodsze dzieci. Chyba wolałbym już, żeby kazali dzieciakom palić marihuanę. Też byłyby spokojniejsze. No i zniknąłby problem niejadków.

3. Niższe wykształcenie

„Nauczyciel wzywa ojca do szkoły i mówi:
– Pana syn nie uważa na lekcji, ma olbrzymie kłopoty z koncentracją. Proszę go zaprowadzić do specjalisty i zająć się tym.
Ojciec, ze stoickim spokojem:
– A próbował pan bardziej interesująco uczyć?”

To mniej więcej podsumowuje problem niższego wykształcenia. Po co mi dyplom, skoro wiedzy i tak nikt mi nie przekazał, bo próbowano mnie uczyć metodami, które były archaiczne już dwadzieścia lat temu?

4. Konflikty z prawem.

Tutaj zakładam, że wynika to z ciągłego próbowania nowych rzeczy. Osoby aktywne, częściej będą wchodziły w konflikty z prawem, niż pozostałe osoby. Jednak podobnie, jak z wypadkami, dzięki takim doświadczeniom w młodości, będą miały świadomość daleko idących konsekwencji swoich czynów, w dorosłym życiu.

5. Wypadki samochodowe.

ADHD to nie jest Parkinson. Nie powoduje nieświadomych skurczów mięśniowych, mogących doprowadzić do wypadku. Tak jak przy wypadkach zwykłych i przy konfliktach z prawem – osoby, które żyją pełnią życia i są ludźmi aktywnymi, będą statystycznie częściej spotykały się z takimi zdarzeniami. To nic nadzwyczajnego. Z równym powodzeniem, można podawać informacje, że osoby uprawiające sporty ekstremalne, częściej łamią kończyny, niż przeciętny obywatel.

Jak sobie radzić z ADHD?

Wikipedia radzi, jak sobie radzić, z wychowaniem dzieci posiadających zespół nadpobudliwości ruchowej, z deficytem uwagi.

1. Zakres określonych obowiązków musi być dostosowany do możliwości

2. Nie dać się zdominować dziecku.

3. Należy przygotować dziecko do przezwyciężania trudności (a nie chronić przed nimi).

4. Po wystąpieniu konfliktu – należy go przedyskutować z dzieckiem w atmosferze spokoju i rzeczowości, po uspokojeniu dziecka.

5. Należy unikać agresji słownej i fizycznej, która bardzo mocno pobudza dodatkowo dziecko.

Wszystkie te porady wydają się oczywiście sensowne, ale coś jest nie tak jak powinno. Przecież te rady dotyczą tak samo wychowania zdrowych dzieci, jak i tych z ADHD. A może między nimi, nie ma żadnej różnicy? Hmm…

Mam ADHD (i wy też)

Wszystkie (nie wybrane, wszystkie) dolegliwości związane z ADHD posiadam. Wszystkie. Bez wyjątków. Moje dzieci też na pewno mają kilka. Widzę to po nich. I większość z dzieci moich znajomych też. I wasze dzieci też mają ADHD. Wiedzieliście, że jednym z objawów ADHD, jest chęć do chodzenia tylko po pełnych płytkach chodnikowych?

tatatakimadryI wy też macie ADHD. Jak to mówili w komisji wojskowej: pokaż mi człowieka, a znajdę na niego paragraf. Teraz jest podobnie, tylko że z ADHD. Oczywiście jak zapytasz lekarza, to on powie, że to długi i wymagający proces (i kosztowny, ale tego lekarz już nie doda), żeby stwierdzić czy ADHD jest. Jednak w mniejszym czy większym stopniu, wszyscy mamy ADHD.

Skąd wzięło się ADHD?

Wraz ze zmianą sposobu nauczania w ostatnich dziesięcioleciach, pojawił się niespotykany dotąd problem. Najpierw wycofane zostały kary fizyczne ze szkoły, które do tej pory całkowicie wystarczały do hamowania dzieci nadpobudliwych. Później wprowadzono standardowe testy. Czyli najpierw zabrano nauczycielom broń, a później wprowadzono testy tak nudne, że nawet ich autorzy zasypiali, tworząc je. Dzieci (z przewagą chłopców) zaczęły więc dokazywać. To normalne, że chłopcy wolą aktywności ruchowe, a dziewczynki wolą zajęcia spokojniejsze. I jeśli nie umiesz ich zainteresować tym co mówisz, to właśnie tak będą się zachowywać. Naturalnie. Jednak okiem nauczycielek, nie było w tym nic naturalnego. Dla nich normalne było zachowanie dziewczynek. Tzw. „grzeczne” zachowanie. Jak jednak nauczycielka, która o chłopcach wiedziała mało lub mniej, miała sobie poradzić w tym nowym świecie?

Ktoś wymyślił sposób. Pedagożki Żeńskie grono pedagogiczne potrzebowało nowoczesnego sposobu na krnąbrne dzieci, a koncerny farmaceutyczne potrzebowały nowoczesnego sposobu, żeby zarabiać dolary. W efekcie tej współpracy zaczęto podawać dzieciom magiczne pigułki, które uspokajają je. Co z tego, że jednocześnie je otępiają i zmniejszają ich poziom odczuwania bodźców zewnętrznych? Najważniejsze, że w końcu są „grzeczne”, prawda? Cel osiągnięty, a przecież cel uświęca środki.

Może po prostu jesteśmy różni?

Te wszystkie drogie panie „specjalistki” założyły, że ich podejście do świata, jest tym właściwym podejściem. Skoro one wolą zajęcia spokojne i są ogólnie „grzeczne”, to inni też powinni być. Na jakiej podstawie to wywnioskowały? Nie wiadomo. To jednak jest ogromna arogancja, żeby zmuszać innych, do bycia podobnymi sobie. Myślę, że chęć stania się równym bogom i kształtowania ludzi na swój obraz, mogłaby być metaforycznym nadużyciem, ale właśnie w tym kierunku zmierzamy. Nie rozumiem dlaczego nikt nie dopuścił do siebie myśli, że ludzie są po prostu różni? Skoro znaczna część chłopców cierpi na ADHD (a według moich wniosków na początku tego artykułu, niemal każdy na naszej planecie, w mniejszym lub większym stopniu), to może po prostu tak są zbudowani? Tak zostali stworzeni? Może, jako chłopcy i mężczyźni zostaliśmy stworzeni do czegoś innego niż kobiety (kolejne bluźniercze wnioski, wiem) i powinno się wobec nas zastosować inne podejście, zamiast wszechobecnej standaryzacji?

Dlaczego to „grzeczność” ma być chwalona? Dlaczego postawy ospałe i apatyczne mają być wzorem? Dlaczego nie wspomóc dzieci w dążeniu do fizycznej aktywności? Dlaczego nie obudzić w nich chęci do zdobywania świata? Czy naprawdę rozwiązaniem są silne psychotropowe leki? Podawane w imię świętego celu, jakim jest osłabienie woli dziecka, złamanie jej, a następnie dostosowanie dziecka do norm społeczeństwa, do których wcześniej nie pasowało. Czy tego właśnie chcecie dla swoich dzieci? Żeby z małych szczęśliwych wulkanów energii, zmieniły się w dużych, smutnych pracowników korporacji? O takiej przyszłości dla swoich dzieci marzycie?

Wytrzymasz dwie minuty?

Na koniec polecam obejrzeć dwuminutowy fragment, jednego z najlepszych wystąpień jakie wydziałem. Oczywiście polecam cały materiał, ale jeśli cierpisz na zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, to dwie minuty wystarczą (najważniejsze zaczyna się w 3:35).

Prawa do zdjęcia należą do Scooter Lowrimore.

  • Iza

    Jak zawsze bardzo ciekawy i wartościowy wpis, trudno mi się jednak
    oprzeć wrażeniu, że nieco krzywdzący dla kobiet/dziewczynek. Dlaczego
    uważasz, że to żeńskie – z naciskiem na płeć – grono pedagogiczne
    przyczyniło się do wprowadzenia histerii ADHD sugerując, że jakieś
    znaczenie miała tu płeć i „naturalne” zachowania danej płci? Wydaje mi
    się to spłyceniem przyczyn bardzo ważnego problemu, o którym piszesz.
    Nie chodzi tu o „genderową” poprawność tylko o nie wpadanie w pułapki,
    które chyba właśnie nie są potrzebne. Pozdrawiam, Iza

    • ADHD, jest skupione głównie na chłopcach. Stąd takie, a nie inne wnioski. Kiedyś czytałem badania, właśnie na temat tego, że wszystko powstało jako pewna forma dyskryminacji Jak znajdę, to podrzucę tutaj link. Masz rację, że stereotypowe podejście jest krzywdzące i również chcę go unikać. Tym pilniej szukać będę tych badań.

      • Iza

        Ok :) nie neguję tego, że problem rzekomego ADHD (tak jak go opisałeś) może dotyczyć częściej właśnie chłopców, ale powody dla których dziewczynki są „grzeczniejsze” mogą być bardzo różne a przyczyny tego dlaczego to właśnie nauczycielki naciskały/stosowały te metody farmakologiczne mogą być również nieco inne niż chęć upodobnienia zachowania chłopców do zachowań danej płci (np. to że po prostu w gronie pedagogicznym od lat jest więcej kobiet, co też samo w sobie może być spowodowane różnymi czynnikami, itp.). Chodzi mi po prostu o to, że przy tak fajnie przez Ciebie zdiagnozowanym problemie i opisanym temacie nagle wyskakuje ta płeć jako w pewnym sensie jedyne uzasadnienie i to rodzi pewien zgrzyt.

        A poza tym pojadę trochę wazeliną – od dawna nie czytałam tak fajnego bloga „parentingowego”, w którym poruszane są albo nietypowe tematy, albo w nietypowy sposób – świetną robotę robisz!

        • W sumie to masz rację, bo nigdzie tego nie mogę teraz tych badań znaleźć. Kiedyś coś przeczytałem i tak już mi zostało, a nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby to sprawdzić. Kajam się i więcej do tego nie dopuszczę :)

          Z ciekawych rzeczy, na jakie się natknąłem, to informacja, że twórca ADHD przyznał się przed śmiercią, że to wymyślone schorzenie. Szok.

          PS. Dzięki, dzięki i dzięki :) Zaproś znajomych :)

          • figment

            Przed jego śmiercią, nie istniały jeszcze wiele wiarygodnych dowodów naukowych, na istnienie ADHD. Od tego czasu wiele się w nauce zmieniło.

          • Jakikolwiek przykład poparty badaniami? Czy tylko tak wpadłeś sobie pogadać?

          • figment

            Przykłady badań podałam wyżej. Istotnie, trafiłam tu przez przypadek i nie mogłam się powstrzymać od skomentowania bredni, które wypisujesz w tym poście i w komentarzach. Jak mawiał pewien satyryk, „to by mi było na tyle”. Żegnam.

      • figment

        Nie jest skupione wyłącznie na chłopcach. Dziewczynki prezentują inny konglomerat objawów.

  • „Kto nadepnie w linie, ten pokocha świnie” – niedeptanie na linie, to nie adhd, to styl życia!

    Zgadzam się w całej rozciągłości. Podobnie jak z dys-czymkolwiek istnieje niewielka grupa ludzi, którzy mają z tym problem i cała rzesza rodziców, którzy nie potrafią sobie poradzić i szukają łatwego wytłumaczenia/usprawiedliwienia swojej nieudolności.

    • Tego powiedzonka nie znałem :)

      Gorzej z tych nadeptywaniem na linie jak się biega. Ale sprawdziłem – da się :)

      • Podziwiam. Ja, kiedy biegam, rozkoszuję się ciszą i spokojem :)

        Poza tym nasze dzieci mają gorzej, wszędzie ta kostka brukowa… I jak tu nie nadepnąć.

  • Marta Przymusińska

    to chyba nie pedagożki wymyśliły, tylko pewien nieżyjący już profesor płci męskiej. nie chce mi się teraz szukać, ale kilka miesięcy temu były artykuły o tym, o jego wyznaniu, że wymyślił ADHD i lekarstwo na nieistniejącą jednostkę medyczną

    • Zgadza się. Przyznał, że stworzył maszynkę do zarabiania pieniędzy i z prawdziwym schorzeniem nie miało to nic wspólnego. A ja przyznałem, że moje wnioski były błędne, ale nie chcę już poprawiać posta, więc kajam się w komentarzach :)

  • też mam adhd i to kurcze mocno nasilone :) starszy syn ma objawy, a młodszy ma nasilenie wprost proporcjonalne do mojego :) choroba genetyczna :)

    • Myślę, że genetyczna dla całego gatunku :)

  • Wygląda na to, że ja też mam ADHA :-D Ale tak szczerze to ostatnio szerzą się właśnie tego typu diagnozy. To to samo co z dysleksją, dysortografią i innymi tego typu. Nagle okazuje się, że prawie wszystkie dzieci to mają… no i pewnie większość dorosłych też.

    • Istnieje nawet coś takiego jak dyskalkulia. Największy jednak problem jest w tym, że stawia się diagnozę i na diagnozie kończy się leczenie. Bo jeśli trzeba z dzieckiem coś popracować, to nie bardzo ma kto.

      • Niestety rodzice dzisiaj są zabiegani i nie mają czasu, albo im się nie chce zwrócić uwagi na niektóre problemy. A w przedszkolu i szkole to chyba nigdy nikt z nikim nad niczym porządnie nie pracował…

        • Ogólnie jest tak, że winę ponoszą szczególnie nauczyciele. Bo oni muszą podpisać taki świstek, potwierdzający „dys”. W sensie poradnia, poradnią, ale nauczyciel prowadzący ma obowiązek sprawdzać czy osoba z „dys”, jakoś temu przeciwdziała. Więszkość tego jednak nie robi. W całej mojej przygodzie ze szkolnictwem, tylko jedna nauczycielka wzięła to na poważnie i z ośmiu osób z „dys”, tylko dwie miały z tego dodatkowe korzyści. Pozostałe sześć, które nic w tym kierunku nie robiło, nie miało żadnych ulg.

  • Dla mnie straszne jest to, że rodzice pozwalają to sobie wmówić i faszerują dzieci, było nie było, narkotykami, żeby je wyłączyć…

  • Magdalena Buraczewska-Świątek

    ja z kolei jestem zdania (nie bardzo zagłębiając się w te wszystkie mądre teorie „naukowców”), że ADHD istnieje, ale niestety od kilkunastu ładnych lat staje się przykrywką innych problemów (zwłaszcza wychowawczych). Jak dziecko jest na maksa nieznośne (agresja, brak szacunku do np. nauczycieli, czy kolegów), to rodzice często sami diagnozują ADHD (łatwiej jest powiedzieć „moje dziecko ma ADHD”, niż „nie umiem sobie poradzić z własnym dzieckiem”).

    podobnie jak najpopularniejsza współcześnie „etykietka” dysortografik (dyslektyk i inne trudności z rodzaju dys) – obserwuje się spory wzrost wydawania zaświadczeń o tego typu dysfunkcjach przed maturami. Jak ktoś nie nauczył się zasad poprawnej polszczyzny i dajmy na to, ortografii, to dla ułatwienia mu życia (szkolnego) nadaje mu się „tytuł” dyslektyka – straszne…(ale ludzie uwielbiają kombinować). Pewnie to tylko kwestia czasu, kiedy zaczną wydawać zaświadczenia zwalniające z myślenia…

    ps. a „grzeczność” powinna być chwalona, ale powinna mieścić w swojej definicji wszelkie naturalne aktywności i potrzeby wpisane w wiek dzieciństwa

    • Zgadzam się w pełni. Również uważam, że ADHD istnieje, jednak nader często i moim zdaniem zbyt łatwo i niewłaściwie diagnozuje się wspomniane.

      Za każdym razem, gdy miałam do czynienia z PPP ciśnienie znacznie mi podskakiwało, gdy panie psycholog po 20 min spędzonych z dzieckiem sam na sam (nie obserwując go w domu, nie obserwując w grupie rówieśniczej, nie mając pojęcia jak dziecko naprawdę funkcjonuje) potrafiły wydawać niejednokrotnie krzywdzącą opinię o dziecku.

  • Ojcze! Mądrze prawisz , dawno mnie tu nie było i podobaja mi się nowy ( a może już nie nowy) porządek :)

    • Najwyższa pora nadrobić zaległości :) (do Disqusa też się przekonasz :)

  • Alicja

    Jeszcze niedawno miałam dokładnie takie samo zdanie. Później poznałam dorosłego ADHDowca, zglebilam się w temat wspólnie z psychologiem, przeczytałam mnóstwo artykułów, przesledzilam nasze wspólne życie i tak, ADHD zdecydowanie istnieje a my wiedzieliśmy zbyt mało myśląc, że wiemy wystarczająco. Twoje przykłady są w porządku Ale istniejąc osobno. W małym nasileniu. Na szczęście moja druga połówka nie bierze neuroleptykow, poradził sobie nauką wyciszenia poprzez sztuki walk. Lata pracy, ale w chwilach stresu wszystko wyłazi. Twoje porównania moga być w wielu przypadkach trafne, ale zdarzyć się może, że są ludzie, jak mój ukochany, który dawno temu skończył szkołę, faktycznie ma ADHD.

    • Nie ma obecnie żadnych badań jednoznacznie potwierdzających istnienie ADHD. Coraz
      więcej lekarzy zgadza się, że ADHD diagnozuje się nieco „na siłę” u
      dzieci z normalnymi dla ich wieku objawami (o których piszę w tekście)
      lub z drugiej strony, diagnozuje się ADHD u dzieci, które mają silne
      objawy choroby, ale spowodowane innym schorzeniem. Powstała nawet
      książka „ADHD Does Not Exist”, dr Richarda Saula, a sam twórca ADHD, przyznał się przed śmiercią, że wymyślił to fikcyjne schorzenie. Ja nie mam odpowiedniej wiedzy, żeby jednoznacznie stwierdzić czy istnieje czy nie, ale coraz więcej faktów wskazuje na to, że tytuł posta jest prawdziwy.

      • figment

        To, że Ty nie znasz takich badań, nie oznacza, że one nie istnieją. Kilka komentarzy wcześniej, stwierdzasz, że nie jesteś naukowcem, ani lekarzem – zatem Twój post prezentuje typową w tym kraju postawę: nie znam się, ale się wypowiem. Twój tekst jest na takim poziomie, jakbyś czerpał swoją wiedzę z Wikipedii (zresztą powołujesz się na nią, sic!) i tym podobnych ‚rzetelnych’ źródeł. W związku z powyższymi faktami, zapewne nie słyszałeś o najnowszych technikach neurobrazowania, dzięki którym zachodzą przełomowe odkrycia w dziedzinach neuronauk oraz, że schorzenia psychiczne mają korelaty neuronalne, które przy pomocy owych metod można wykryć. ADHD do nich należy. Apeluję o nie wypowiadanie się na tematy, o których nie masz pojęcia.

        • Bez linków do badań, Twoja wypowiedź jest pozbawionym sensu bełkotem. Wróć jak będziesz miał w ręce jakieś dane do pokazania.

          • figment

            :) Jeżeli moja wypowiedź jest ‚pozbawionym sensu bełkotem’, to nie wiem jakim mianem Twoje wywody można by określić:) Tak dla przykładu – pierwsze z brzegu, jakie mam na półce: „W poszukiwaniu mózgowego podłoża zaburzeń uwagi u dzieci z
            ADHD – wyniki uzyskane przy użyciu metod neuroobrazowania strukturalnego i funkcjonalnego” (s.259-275); „Zmiany w zapisie EEG w zespole nadpobudliwości psychoruchowej z deficytami koncentracji uwagi” (s. 245-258), [w:] K. Janowski, K. Grzesiuk, „Człowiek chory – aspekty biopsychospołeczne”. Tom III. (Polecam sięgnąć do bibliografii rzeczonych artykułów, jeśli interesują Cię odwołania do większej ilości badań w temacie).

          • Jednak zostanę przy tym co napisał Richard Saul.
            „ADHD is not a condition on its own, but rather a symptom complex caused
            by over twenty separate conditions—from poor eyesight and giftedness to
            bipolar disorder and depression—each requiring its own specific
            treatment.”
            http://www.amazon.com/ADHD-Does-Exist-Richard-Saul/dp/006226673X

          • porcelanowa

            No nie przegadasz. Adhd istnieje, a Ty piszesz o fatalnym w wiekszosci diagnozowaniu tej choroby – faktycznie zwykla energiczna osobowosc czy niestabilna (to moze wynikac ze srodowiska, w jakim wyrasta) to nie adhd. I faszerowanie nadaktywnych dzieci nie jest ‚lekiem na cale zlo’ – od wielu lat sie o tym mowi. A do tematu dobrze jest podejsc calosciowo, nie opierac sie na jednym nazwisku, bo tak naprawde wiemy duzo, ale jak sie okazuje wciaz duzo za malo. A te zachowania, ktore opisales wraz z przykladami nie sa niestety obrazem klinicznym choroby jaka jest adhd, ktora siedzi w nieprawdlowo funcjonujacym mozgu. I to tak jak z tym wyplakiwaniem dziecka, ktore nie chce spac – wczora jeszcze uwazales, ze nie ma w tym nic zlego. Dzisiaj odkrywasz, ze jest. Trzeba ostroznie ferowac wyroki, bo problem nie jest z chorobami typu dysgrafia czy dyslekcja, ale ze zlym diagnozowaniem i to jest powazny problem zwl. w niektorych krajach. Dzisiaj dziecko ma byc grzeczne jak dorosly, zupelnie zapominajac ze jest dzieckiem i ma prawo do szalenstw i w zadnym wypadku nie jest to choroba. Pozdrawiam

          • No niestety nie przegadasz. Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy, potwierdzają, że ADHD jest w dalszym ciągu hipotezą. Ty wierzysz, ja nie wierzę. I możemy się w tym miejscu zgodzić (agree to disagree), bo próba przekonywania siebie nawzajem jest jak dysputa o religii :)

            Pod całą resztą podpisuję się obiema rękami.

          • Bakterie też były na początku hipotezą, dopóki nie skonstruowano urządzenia, na którym dało się je zobaczyć ;)

          • Święta racja. Okrągła ziemia też była kiedyś hipotezą. Z drugiej strony płaska również :) i jak wiemy, tylko jedna przetrwała.

            Dlatego kajać się będę, dopiero gdy skonstruują urządzenie do zobaczenia ADHD :)

          • To jest jeszcze problem tego, że media tratują każdą naukową publikację jak coś, co musi być słuszne. A sami naukowcy latami się spierają, robią masę wykluczających się wynikami badań, potem te badania weryfikują i wychodzi cyrk. To tak jak z karmieniem piersią/mm i otyłością. Pominięto w badaniach ważny aspekt, jakim jest wykształcenie matek i od razu wyniki się wypaczyły. Wg nowych badań nie ma żadnego związku z karmieniem naturalnym/sztucznym, za to bardzo silna korelacja ze sposobem odżywiania rodziców, który jest sprzężony z wykształceniem i stylem życia (zdrowsze i szczuplejsze dzieci mają po prostu ludzie żyjący świadomie zdrowo, przez cały czas, a nie przez pierwsze lata życia dziecka). I tak jest z każdą rzeczą. Wystarczy popatrzeć na coś takiego jak dysplazja bioder u niemowląt. Do tej pory jest wojna z chustonoszeniem u polskich ortopedów, choć już w latach 80 było wiadomo, że w krajach, w których nosi się dzieci w chustach od urodzenia – dysplazja niemal wcale nie występuje. Cofa się (każde dziecko rodzi się z dysplazją) dzięki szerokiemu ustawieniu nóżek u dziecka. Jak się dziecko zawija w ciasny becik i nie pozwala majtać nogami -hoduje się mu dysplazję. I ja to wiem z wywiadu z polskim ortopedą z końcówki lat 80. Idź do ortopedy dzisiaj i spytaj, czy wolno Ci nosić dziecko. Zaraz powie Ci że nie. Ale zazwyczaj nie będzie umiał wytłumaczyć, dlaczego nie. I tak jest z każdą rzeczą :(

          • Lekarze są w tym wszyscy najgorsi, bo mają największy autorytet. Oni szczególnie powinni zapoznawać się z wychodzącymi publikacjami i być na bieżąco. Niestety jest jak jest i kończy się tym, że doradza nam 70 latek, który publikację medyczną ostatni raz widział na studiach.

          • I tu się mylisz. Mnie życie na porodówce uratował profesor na skraju emerytury. Banda młodszych nieuków omal mnie i dziecka do grobu nie wpędziła, bo teraz jest moda na rodzenie naturalne. A profesor tylko spojrzał i od razu powiedział, że to przecież wysokie proste stanie główki i jeszcze pokazywał lebiedze, jak ma ciąć. Jeszcze lepiej, zaczęli cesarkę nie mając mojej krwi. A tam krwotok, bo się okazało, że macica popękała w trakcie porodu. Powinni mnie położyć na stół sześć godzin wcześniej. Ja czasem bardziej ufam staremu profesorowi, niż młodemu, który ma w dupie pacjenta, bo chce tylko zarobić na nowe kije golfowe. Lekarze się teraz zrobili strasznymi snobami i dobro pacjenta mają w nosie. :(

          • Generalizowałem w poprzednim wpisie. Bardziej chodziło mi o to, że żyjemy w systemie, który nie sprawdza na bieżąco wiedzy swoich pracowników. I dopóki to się nie zmieni, to nie ma znaczenia czy trafimy na osobnika starszego, który lubi średniowieczne metody czy trafimy na chłystka, który przespał połowę swoich studiów – mamy przerąbane.

          • Tak to się nigdy nie da. Obawiam się, że żyjemy w świecie teoretyków, bo za mało mają przypadków do nauki. Pokolenie wychowane podczas wojny miało o tyle łatwiej, że na bieżąco spotykało się z przypadkami, które teraz są tylko akapitem w książce. Teraz na zaawansowanego gruźlika trudno trafić, a co dopiero na inne schorzenia. Z drugiej strony bierzemy się za leczenie takich chorób, które jeszcze 50 lat temu były zagadką, a na chorym stawiano krzyżyk. A początki leczenia czegoś, co nie do końca jest jeszcze opisane lub zdiagnozowane jako choroba – to błądzenie we mgle domysłów.

          • mamuta

            to co ja mam powiedziec obraz EEG glowy w normie, badania psychiatryczne bystra, inteligentna z duza wiedza, neurolog fiycznie sprawna w szkole gorzej z koncentracja i diagonoza na dzien dzisiejszy ADHD no jakim ku….. cudem ??? zaczynam zalowac, ze ja diagnozowalam

          • Ja dawno temu to pisałem i raczej nie miałem racji.

          • Natalie

            No właśnie, to jest cholernie krzywdzące, ten artykuł, bo bagatelizuje ogrom cierpienia jakie to zaburzenie ze sobą nosi :( A nie ma nic gorszego dla osoby, która cierpi, to wmawianie jej, że sobie to cierpienie wymyśliła…

          • Natalie

            Może warto byłoby ten artykuł zredagować, napisać sprostowanie, bo nadal jest on wysoko pozycjonowany i wali po oczach „ADHD-owcy, nie istniejecie, przestańce ludziom wmawiać bzdur”.

          • W drugim zdaniu jest informacja o tym, że jest jeszcze drugi nowszy tekst na ten temat, ale masz rację – dopiszę to wyraźniej.

      • Sylwia Bylicka

        Twórca jak go Pan nazywa faktycznym „twórcą” nie jest. ponieważ pierwsze badania opiblikował George Still w 1902 roku. Pisze Pan o amfetaminie a żaden z leków jej nie zawiera. Jeśli już to metaamfetamina- pochodna amfetaminy – o zupełnie innym składzie i działaniu. Pisze Pan, że dzieci są po zażyciu leków otępiałe a to nie jest prawda.Odpowiednio dostosowana dawka neuroleptyku powoduje większą koncentrację. Objawy, które Pan wymienia są tak ogólne, że można je przypisać większości dzieci ale nie ma Pan pojęcia o diagnozie. Diagnozować na podstawie tych ogólników to jak orzekać raka mózgu bo człowiekowi zdarzyło się stracić przytomność…

        • Następnym razem polecam przeczytać cały tekst. Jak widać już w samym wstępie stanowisku tu przedstawione nie jest moim obecnym.

  • Marcin Chmiele-wski

    Jeśli ADHD nie istnieje, to jakiego rodzaju dysfunckcję ma Clifford Stoll?

    Polecam obejrzeć ten film (można włączyc Polskie napisy).
    http://www.wykop.pl/link/1296413/ted-wyklad-szalonego-naukowca-z-powaznym-adhd-napisy-pl-a-must-see/

    Film, oprócz tego że ogólnie przekazuje żeby dzielić się wiedzą z dziećmi, to pokazuje jeszcze że czasami mimo naprawdę ogromnej dysfukcji można zostać naukowacem.
    Wystarczy trafić na swojego „konika” + kogoś kto będzie potrafił i chciał pokierować człowiekiem tak, żeby ta dysfunkcja nie kolidowała z pasją.

    • Jak pisałem już wcześniej, nie jestem lekarzem, ani naukowcem, żeby stwierdzić na jakie schorzenie ktoś cierpi, jest jednak co najmniej kilka schorzeń, które mają objawy podobne do ADHD.

      Sam szalony naukowiec jest idealnym przykładem, że nasza sytuacja wyjściowa nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia co Ci się przytrafiło. Jedyne co ma znaczenie, to co z tym zrobisz? On zrobił coś niesamowitego. Dzięki za ten link :)

      • Marcin Chmiele-wski

        Problemem nie jest samo istnienie ADHD lub innych dysfunkcji jak dyskalkulia, dysortografia, dyslekcja itp. tylko diagnozowanie.

        Rodzicie w porozumieniu z lekarzami dla spokoju ducha i sumienia przypisują je dzieciakom wystawiając stosowne zaświadczenia.

        W ten sposób zamiast z dziatwą pracować mają bardzo proste wytłumaczeni „i tak tego nie zrobi / nie nauczy się bo jest chory”.
        Najlepiej jeszcze dołożyć jakieś prochy i można zapomnieć o problemie :-)

        • Ano zgadza się.

          U nas problem rozwiązała nauczycielka polskiego, która wymagała odrabiania dodatkowych zadań, związanych z daną dysfunkcją. Ostatecznie na chyba osiem osób z „dys”, tylko dwie miały z tego powodu jakiekolwiek udogodnienia. Niestety zbyt mało jest nauczycieli, którym się chce, mimo że jest to ich obowiązek.

          Nie zwalniam tutaj rodziców z odpowiedzialności, bo Ci często są winni w równym stopniu. Jednak oni nie mają wykształcenia pedagogicznego i mogą niektórych rzeczy nie wiedzieć.

  • Pingback: Mam ADHD (i wy też) « przedszkolanki()

  • dora

    Mieszkam w Holandii. Tu standaryzacja rozpanoszyla sie na dobre. Panie w szkolach chca miec tylko grzeczne dzieci, a te nadpobudliwe – kieruja do psychologa. Znam problem na pamiec. Moj syn jest bardzo energicznym, madrym chlopcem, zadnym poznawania swiata – „co odstaje od normy”. ;) Ciagla walka z nauczycielami – szamotanie sie w gabinetach psychologicznych. W koncu powiedzialam dosc. Przestalam go ciagac po testach na ADHD i innych wariactwach. Dalam dziecku spokoj – choc szkola ciagle zmuszala mnie do dzialania w tym kierunku. Zapewniam mu judo, pilke nozna w swietnym kubie. Chlopak sobie wspaniale radzi. Z nauka troche gorzej jezeli chodzi o jezyk (jest dyslektykiem – choc wcale nie jestem tego taka pewna, bo wychowuje sie w rodzinie trojjezycznej – i kazdy by zwariowal) Matma idzie mu super. IQ wysokie. To co ja mam sie martwic????? Powiedzialam nauczycielom, zeby prowadzili lekcje ciekawiej i przestali mojego syna za kazdym razem gasic. Czasem chodze na lekcje posiedziec sobie z tylu w klasie. Rozmawiam duzo z synem, zapewniam mu kontakt z kolegami poza szkola. Wiecej nie potrafie zrobic…. I tak!!! Wierze! ADHD nie istnieje!

    • Niech się spokojnie rozwija w tym, co go pasjonuje, a z reszty wystarczą mu podstawy :) Bardzo słuszne podejście do wychowania :)

  • Patrycja

    To jest ogromny problem, z ktorego wielu nie zdaje sobie sprawy i nie chodzi tutaj tylko o ADHD – zapraszam do mojego postu ze stycznia na temat „etykietowania” – http://niepolka.blogspot.com/2014/01/stop-etykietowaniu.html

    • Bardzo fajny artykuł. Dziękuję za link.

  • Alenda

    Może coś w tym jest… Mi powiedziano, że mam ADHD jako dorosłej kobiecie. I… nie zmieniło to niczego w moim życiu, nie dało żadnej ulgi (aha, czyli przez to jestem taką wybuchową jędzą i nie potrafię nauczyć się żadnego języka) i dobrze. Gdybym dowiedziała się o tym w nastoletnim wieku na pewno miałabym fajne usprawiedliwienie na wszystko.

    • W ten język to nie wierzę :) Każdy potrafi się nauczyć języka :) i masz rację, że wiele młodych osób, które do usłyszy stwierdzi „aha, czyli to nie moja wina, tylko ADHD, więc nie będę z tym nic robił i ujdzie mi to na sucho”.

      • Alenda

        to opinia pani psycholog ;)

        • Nie wiem czy słyszałaś o człowieku, który nazywa się Les Brown. Określany był jako „educable mentally retarded”. To też była opinia psychologów. Obecnie jest jednym z najlepszych mówców na świecie. Albert Einstein miał podobnie. Nie daj sobie wmówić takich rzeczy :)

      • Nieprawda, ja nie potrafię. Żadnego. Uczyłam się latami wielu języków, przez maturę przeciśnięto mnie na ładne oczy. Mój profesor raz się załamał, gdy na początku lekcji pamiętałam trzy słowa, a pod koniec już żadnego.

        • Ale ja też tak miałem. Z niemieckim. No nie wchodziło. Do dzisiaj jedyne co umiem to policzyć po niemiecku do dziesięciu, a uczyłem się tego języka przez 4 lata. Niemniej wiem, że obecnie nauczyłbym się go bez problemu. Bo mam zamiar kiedyś tam pojechać i trochę pozwiedzać, a odpowiednia motywacja, tworzy całą różnicę.

          • Ja tak myślałam z angielskim i francuskim, bo wchodziły łatwo do głowy. Pierwsze 20 słów. No może z 50. A potem klapa. Ale u mnie to jest pochodną nie tyle braku zdolności językowych, co pamięci. To się przekłada także na historię, do tej pory pamiętam może ze dwie daty. Bitwę pod Grunwaldem i rozpoczęcie II wojny światowej. Poza tym totalne zero. Podejrzewam jakieś upośledzenie działania komór mózgowych. Po polsku też czasem zapominam słów i muszę się namęczyć, żeby sobie przypomnieć. To przychodzi falami. Czasem mam problem z przypomnieniem sobie tak oczywistego słowa, jakim jest krzesło.

          • Z tym polskim to każdy tak ma.
            „- Kurcze jak to było? Coś na T… albo na Z?
            – Awokado?
            – Tak!”
            Także nie przejmuj się :)

  • Z ADHD to trochę jak z autyzmem. Lekarze dla wygody nazwali jakiś zespół cech, żeby było łatwo ustawiać pomoc dla dziecka, a teraz każde ma albo jedno, albo drugie. A przecież już teraz naukowcy pomału oddzielają Aspergera od autyzmu, bo im się przyczyny i objawy nie zgadzają (są diametralnie różne). Z poziomu samego autyzmu jest milion podziałów, bo się nagle okazuje, że te dzieci to a tamte dzieci tamto. Myślę, że istnieje coś takiego jak nadpobudliwość dziecięca. To znaczy taka sytuacja, gdy dziecko wpada w szał przestymulowane bodźcami z zewnątrz. Ale żeby leczyć je środkami uspokajającymi? To trochę słabe. Niektóre dzieci po prostu słabo się dopasowują, a szkoła najczęściej te postawy tylko wzmacnia doczepiając łatki „tego z problemami”. I potem łatwo zwalać winę na dziecko z łątką, niż poszukać przyczyny głębiej. Szkoła, do jakiej chodzą nasze dzieci została wymyślna bardzo dawno temu i nijak nie pasuje do obecnych realiów. Ruchy przesuwania dzieci z jednej szkoły do drugiej nic nie zmienią, dopóki nie zreformuje się sposobu przekazywania wiedzy. A ten nie zmienił się od 100 lat.

    • Świetnie napisane. I jest sporo racji jest w tym, że system edukacji jest przyczyną pogłębiania się większości schorzeń, bo jest kompletnie niedopasowany do współczesnych realiów.

      • Katarzyna Alexandra

        Mój 10 letni syn nienawidzi szkoły .Słabo mu to wszystko idzie ,nauczyciele odgrazają ze go zostawią już od pazdziernika.Syn uwielbia internet ,chce być youtuberem i na tym zarabiać .Codziennie mówi ” a po co mi to wszystko ,w domu więcej się uczę niż w szkole”.Lekcja go nudzi ,czasem prawie zasypia na ławce.Odrabianie lekcji to zmora największa z możliwych .Pomagam ,nie dlatego ze o to prosi tylko aby wogóle zostało zrobione.Beze mnie nawet tego nie tknie.Mówi ,że chciałby miec laptopa do szkoły i programy do każdego przedmiotu.Do tego jest szybki ,emocjonalny ,nabodzcowany na maxa.W lipcu przeprowadziliśmy się z miasta ,gdzie się urodził do nowego miejsca,szkoły i kolegów.Nie mówię ,że w poprzedniej placówce nie sprawiał „problemów”,bo sprawiał .Był mądrzejszy od całego świata ,nie chciał ani pisać ,ani słuchać ani liczyć .Nigdy nie przeżywał złych ocen ,uwag nic.Jedynie zdawać chce z klasy do klasy ,jak mniemam ,po to by z tym skończyc -w sensie ze szkołą….Byliśmy w ppp ,w sumie już 3 razy.Jakieś wskazówki dla nauczycieli ,nigdy nie zostały wprowadzone do edukacji mojego syna ,bo „jak pani sobie to wyobraża???”
        Kilka dni temu udaliśmy się za namową szkoły ,do psychiatry dziecięcego ,Diagnoza -napewno wiecie ,tak ,mój też .Przepisano leki ,poczytałam ulotki ,jestem przerażona ,nad przepaścią .Sama jestem już zmęczona .I wynikami syna ,i słabymi ocenami i lataniem do szkoły ….Gdy wdaję się w dyskusję z pedagogami ,robią oczy i patrzą na mnie z politowaniem „a dlaczego pani syna tłumaczy „…….Nie dostał jeszcze ani jednej drażetki .Nie wiem czy kiedykolwiek je podam ………..

  • Skoro sam Eisenberg („wynalazca” ADHD) był przerażony lawinowymi diagnozami i twierdził, że to już przesada, to niewątpliwie coś w tym jest. Niektórzy odczytali nawet jego słowa, że wszystko to wymyślił i żadnego ADHD nie ma. Ale przemysł został i ma się dobrze.

    Zawsze mi smutno, gdy czytam o wpychaniu dzieci w jakiekolwiek ramy. Ostatnio smutno mi nawet, gdy mamy niemowląt mówią „ale _grzecznie_ leżał na macie, mogłam posprzątać”. „Spokojnie” -OK, ale grzecznie? Tak jakby wybrało spośród wielu zachować właśnie grzeczność, bo tak wypada, bo mama chce posprzątać. Okropne słowo, brrr.

  • kwiniszewski

    Również nie jestem naukowcem i nie posiadam szerokiej wiedzy na ten temat. Mam jednak swoje spostrzeżenia i wiedzę jaką dostałem od – UWAGA – mojej Teściowej, która jest nauczycielką w klasach 1-3 od ponad 35 lat. Kto z Was kiedykolwiek słyszał o tym, że kolega z klasy ma ADHD w podstawówce? Zwracam się oczywiście do roczników >85 bo sam jestem z „najwspanialszego rocznika 85” :). Nie było ADHD ani innych dziwactw. Byli uczniowie, którzy przysparzali kłopotów nauczycielom, ale to była „śmietanka” towarzyska, paląca papierosy pod szkołą – takie szkolne czarne charakterki. Z resztą każdy z nas ma kilka takich grzechów na swoim koncie, a nikomu jednak ADHD nie stwierdzono. Jako dziecko – nawet do teraz – cały czas miałem 10000 myśli i pomysłów na minutę. Ja nazywam to myśleniem kreatywnym, co okazało się słuszne, ponieważ dzisiaj pozwala mi to pracować w branży, która ode mnie tego wymaga. Sztuką jest nauczyć się lub dziecko czerpać korzyści z intelektu, ciekawości i chęci poznawania.

    • Twój przykład doskonale pokazuje, że powinniśmy opanowywać nasze indywidualne cechy i wykorzystywać je, zamiast je hamować lekami i próbować wszystkich uśrednić. Nadpobudliwość może okazać się jedną z naszych największych zalet.

      • Jeśli ktoś podaje dziecku leki „na ADHD” to ewidentnie nie zna tematu i nie wie co robi. Bo nie ma czegoś takiego jak lek na ADHD. Leki są po to, aby wzmożyć koncentrację, poprawić pamięć. Po to, by terapia przynosiła większe efekt. podczas działania leku dzieci nabywają tych umiejętności czy zachować, które ciężej im nabyć bez leków. Nie do końca jestem ich zwolenniczką, ale trzeba wiedzieć po co one są.

        Mój syn jest cudownym, kreatywnym i żywiołowym dzieckiem. Cierpi na ADHD. I nie jest aniołkiem, ale to nie znaczy, ze nie ma problemów. Ma i nad nimi pracujemy.

    • ADHD to nie „niegrzeczność”, palenie papierosów czy „przysparzanie kłopotów”. I wtedy już też istniało, ale u nas rzadko było diagnozowane, niestety. Teraz rzesza rodziców przy diagnozie swojego dziecka dowiaduje się o tym, że również cierpi na ADHD.

  • Z miłą chęcią zaprosiłabym Cię na kilka dni do domu. Może wtedy zmieniłbyś zdanie co do tego, że ADHD nie istnieje.
    Masz małe pojęcie o tym, czym jest ADHD naprawdę i polecam bardziej wgłębić się w temat, zanim zaczniesz rozprawiać się na temat, o którym mało wiesz.
    Bo agresja (która niekoniecznie musi występować przy ADHD….) czy wiercenie się to są NAJMNIEJSZE problemy zaburzeń hiperkinetycznych, niestety :/
    Prawdziwym problemem jest brak koncentracji, problemy z pamięcią i samooceną.

    Postrzegasz ADHD jak co drugi człowiek – to, co pokażą mu w TV. Że dziecko klnie, rzuca krzesłami i biega po suficie. A to nie do końca jest tak i wcale nie chodzi o wymuszanie przez koncerny farmaceutyczne wykupienia leków, bo nie każde dziecko czy dorosły z ADHD je zażywa, ale o to, że jest to faktyczny problem i wymaga wiele pracy. Dziecka, rodzica, psychologa i wielu innych osób.
    Więc następnym razem, zanim zaczniesz dywagować postaraj się bardziej wgłębić w temat i poznać wszystkie strony tego, o czym zamierzasz pisać…

    • Ale nie mówię, że nie ma dzieci które wykazują objawy ADHD. Mówię jedynie (i jednocześnie zaznaczam, że nie jestem lekarzem), że takie objawy są w zdecydowanej większości przypadków spowodowane czymś innym, a leki, które polegają na obniżeniu pobudliwości lub zwiększeniu możliwości skupienia się, działają tylko na skutki dolegliwości, w ogóle nie zwracając uwagi na przyczyny.

      I przykro mi, że myślisz iż demonizuję to zjawisko, widząc je jako dzieci rzucające krzesłami. Bo tak nie jest. Sam mam dzieci, które do spokojnych nie należą i muszą być ciągle w ruchu. Jestem też pewny, że gdybym mieszkał we wschodniej części Stanów Zjednoczonych, to wszystkie moje dzieci miałyby plakietkę ADHD. Dlatego może trochę bagatelizuje skalę zjawiska. Nie bagatelizuję jednak samego zjawiska. Chodzi mi wyłącznie o to, żeby zamiast likwidować skutki, skupić się na przyczynach.

      • Skoro nie jesteś lekarzem i nie widziałeś tej większości dzieci, o których piszesz, że „większości przypadków spowodowane czymś innym (…)” to skąd właśnie takie wnioski ? To mnie najbardziej denerwuje. Wyciąganie wniosków z czyichś badań ? Czy miałeś do czynienia choćby z kilkorgiem dzieci ze zdiagnozowanym ADHD ?

        Powtarzam jeszcze raz: ADHD to nie tylko nadruchliwość. Nadruchliwość jest naprawdę najmniejszym problemem i same bardzo ruchliwe dziecko niekoniecznie ma ADHD.
        Mój drugi syn, 3 latek jest równie żywiołowym dzieckiem co nasz „adehadek”, a wcale ADHD nie ma. I już teraz można zauważyć spore różnice między nimi. Między ich koncentracją, pamięcią i kojarzeniem faktów.

        Zgadzam się z Tobą, że trzeba pracować z takim dzieckiem, ale nie tylko ze zdiagnozowanym ADHD. Wszystkie te rady, które zostały przytoczone w Twoim poście można w wychowywaniu każdego dziecka, ale nie zdajesz sobie sprawy jakie to jest trudne w przypadku zaburzeń hiperkinetycznych.
        Jak wiele trudu, wysiłku i pracy trzeba poświęcić takiemu dziecku…

  • Każdy z nas znajdzie u siebie objawy ADHD :) Problem jest taki, że ludzie zamiast zacząć od terapii od razu wolą sięgać po magiczne pigułki. Jeśli one nie pomagają udają sie na terapię. Cięzki to temat ponieważ niejeden rodzic słysząc, że powinien iść z dzieckiem do specjalisty zapiera się, że do psychiatry nie pójdzie bo jego dziecku nic poza kilkoma zaburzeniami nie dolega. Błędne koło się z tego robi i jest jak jest. Można na prawdę w prosty sposób nie faszerując dziecka lekami zalagodzić objawy np. nadpobudliwości. Wystarczy tylko chcieć. Piszę o tym, ponieważ byłam ostatnio na konferencji na ten temat.

  • Renata

    Zdaje mi się, że rozumiem Pana przekaz ale mimo to mam mieszane uczucia do tego artykułu. ADHD istnieje. Diagnozę ADHD robi się nie po to, żeby podawać dzieciom leki (Z resztą o tym ostatecznie i tak decydują rodzice.) ale po to, żeby przemówić do rodziców, nauczycieli, specjalistów i opiekunów, że dziecko z ADHD wymaga od nich innego podejścia!!! nie chodzi o to, żeby próbować dopasować dziecko, tylko, żeby dopasować się do dziecka. Przykro mi, że jest wielu specjalistów, a szczególnie nauczycieli, którzy tego nie rozumieją. Problem nie leży w diagnozie i w ADHD ale w tym, że ludzie nie potrafią się dostosować do takiej postawy co w efekcie odbija się na dziecku i powstaje błędne koło. Dziecko z ADHD nie jest przeciętnym statystycznym dzieckiem więc przeciętne statystyczne metody wychowawcze są zwyczajnie nieskuteczne i właśnie to trzeba sobie uświadomić. Rodzic ma wiele możliwości poradzenia sobie z ADHD. Nie musi podawać leku. Nie atakujmy diagnozy ale formy pomocy dzieciom. Podważanie występowania ADHD jest bardzo krzywdzące dla dzieci, które rzeczywiście je mają i niestety odbija się to często poważnie na ich samoocenie.

    • Cieszę się, że obrała Pani tak rozsądny ton wypowiedzi, mimo tego, że nie uznaje Pani artykułu za w pełni zgodni z Pani poglądem. I ja obecnie jestem bliżej tego co Pani napisała, niż tego co ja sam napisałem jeszcze rok temu. A obecnie czytam książkę o ADHD – jak skończę, to pewnie napisze o tym parę słów :)

  • Sylwia Rezmer – Urbaniak

    No ale sam wynalazca kilka lat temu publicznie przyznał ze wymyślił ADHD za namową firm farmaceutycznych i dostał za to grube pieniądze. A przyznał się głównie dlatego, że sam się przeraził jak bardzo moda w ferowaniu diagnoza i lekow na ADHD się rozkręcila i zaznał „poczucie winy” za taki stan rzeczy. Niestety odkręcić trudniej niż nakręcić :/ Sama ostatnio wykłócałam się z „asystentem rodziny”, że chłopiec fakt może i ma problem ale zupełnie innej natury i trzeba mu pomóc a nie faszerowac lekami na uspokojenie, które nie rozwiązują problemu, tylko go zakrywają… Masakra generalnie…

    • Podobno te „ostatnie słowa” potwierdza równie duża ilość osób, co im zaprzecza (w sensie część ludzi, że to bzdura). Więc odnośnie tego pewności nie mam. Nie zmienia to jednak faktu, że warto zawsze szukać przyczyny, a nie tylko zakrywać problemy lekami.

  • Mitsuo

    Wiem, czepiam się :) Ale czytanie książek czy granie w gry bez względu na gatunek to czynności i dla kobiet i mężczyzn, po co tak to wszystko rozdzielać? ;)

  • MAMA

    Witam ,
    Dla mnie nie istniej żadne ADHD,walczyłam z szkołą i psychologiem,byliśmy zastraszani oraz szykanowany przez szkołę.To co przeżyliśmy w szkole nikomu nie życzę.
    Przez 3 lata walczyłam z wmawianiem mi ze mój syn ma ADHD, a wszystko dzięki książce Andrzejowi Samsona którą polecił mi znajomy psycholog ,przeczytałam jego książki z którymi zgadzam się i dała mi siłę.
    Mój syn walczył w szkole o nie sprawiedliwe oceny,ze się rusza w ławce , Pani wychowawczyni nie motywowała go do nauki tylko gnębiła ? itd…
    Przez te lata nauki ani razu nie dostała świadectwa z czerwonym paskiem,gdzie uczy się dobrze.Dostają dzieci rodziców którzy wspomagają szkole, nie liczy się dziecko i jego wyniki. Syn brałam czynny udział w rożnego rodzaju konkursach,zawodach z dobrami wynikiem.
    TAK SIĘ GNĘBI UCZNIÓW ZDOLNYCH , KTÓRZY MAJĄ WYSKOKI ILORAZ INTELIGENCJI, BO NIE ŁADNIE GDY DZIECKO W SZKOLE MA SWOJE ZDANIE.
    Obecny rok był dla naszej rodziny udany syn bez problemu dostała się do dobrej szkoły , dzięki temu ze zmieniliśmy na inną szkolę.

  • Kocyk

    Ja mam dziecko z adhd. Wiem, jak to wygląda od wewnatrz.
    Twoje wywody sa smieszne po prostu a nie inteligentne jak zapewne uwazasz.
    To, co napisales niczego nie zmienia. Mowisz, ze to jak rozmowa o religii. To po jakie licho probujesz przekonac czytajacych?
    Tak, to prawda, kazdego z nas czasem boli glowa i miewamy zawroty, ale nie znaczy to, ze wszyscy mamy np. guza mozgu. Do takiego naiwnego belkotu sprowadzasz swoje wypociny.
    Masz nikłe pojecie o diagnozowaniu ADHD.
    Nie masz odpowiedniej wiedzy dot. zagadnienia oraz psychologii. (NIE Z INTERNETU)
    Nie dyskutujesz z hipoteza.
    Tylko i wylacznie wyrazasz swoje zdanie.
    Zadne mi halo. Ale mam wrazenie, ze uwazasz sie za jakiegos przelomowego odkrywcę, ktory otwiera innym oczy :)
    Jestem zaskoczona, ze tak latwo oceniasz wszystkich rodzicow dzieci z adhd, ktorych nawet nie znasz, nazywajac ich nieudolnymi. Powiem wiecej, te dzieci kosztuja duzo duzo wiecej pracy niz Twoje zdrowe dzieci, duzo wiecej inteligencji w wychowaniu, wiekszego nakladu emocjonalnego i wiekszej sily psychicznej, a przede wszystkim ogromnej pracy nad soba samym.
    Dla Ciebie to jakas rozrywka, a jesli na powaznie w ten sposob ogarniasz zagadnienia, to tym bardziej, swiadczy to tylko o niskiej inteligencji, ograniczonym pogladzie i checi narobienia zbednego szumu. Strzelanie takimi stwierdzeniami o nieudolnosci w ludzi, ktorzy i tak latwo nie maja, jest hm… dowodem na reprezentowanie zenujacego poziomu.
    Moze zajmij sie soba i swoimi corkami? Wylecz kompleksy i zajmij sie czyms bardziej konstruktywnym niz obrzucanie blotem grupy ludzi, ktorym i tak jest pod gorke.

  • Natalie

    Pewnie uwierzyłabym w to, co piszesz, gdybym sama nie doświadczyła pewnych objawów :( i wolałabym ich nie doświadczyć. Z jednej strony zgadzam się, diagnoza jest stawiana na wyrost, z drugiej to, co opisałeś zupełnie nie oddaje skali jaką to może przybierać. Sama mam zdiagnozowanego Aspergera wysokoenergetycznego, ale dla mnie ta nazwa jest z d…, że tak się wyrażę, bo nie ma nigdzie w żadnych publikacjach takiego sformułowania i uważam, że mam Aspergera (nadwrażliwość sensoryczna, trudność w zrozumieniem innych ludzi, nieadekwatność zachowań, trudność w zrozumieniu norm, obsesje, skrajne poszukiwanie logiki i wiele innych) właśnie z adhd. Nie umiem przeczytać artykułu do końca, mimo, że mnie interesuje, napoczynam po 5 książek i nie mogę ich skończyć, święto jest kiedy mi się uda. nie potrafię obejrzeć filmu do końca, a jak go skończę, to z wieloma przerwami, nawet kilku dniowymi. Czasami mam takie napięcie, że nic, komplemtnie nic nie mogę zrobić, bo cała się trzęsę, jeśli mnie coś pochłonie, to choćby szef mi patrzył do komputera, żaden argument, że nie mogę tego kontynuować do mnie nie przemawia, po prostu jestem jak w transie. NIe czuję często kontroli nad sobą, ciągle macham nogami, bawię się rękami, czuje jakby mnie nosiło, mimo, że nie ma wokół żadnego bodźca stresowego. Mój organim działa tak intensywnie, że po pracy nie mam na nic siły, czasem nawet na rozrywkę, ze zmęczenia padam i nawet po 9 godzinach snu potrafię być wykończona. Dodam, że nie mam depresji, od dziecka mam problem by spać mniej niż 9 godzin i już jako 5 latka narzekałam na zmęczenie. A i mam zmiany w EEG, nie jakieś ogromne, ale na ostatnim badaniu (kilku dni temu) wyszło, że się nasiliło w porównaniu do poprzedniego. Proszę, Autorze artykułu, powiedz mi, że każdy ma w sobie takie ADHD, bo mi ludzie ciągle mówią, że się wyróżniam, jestem inna, że nie do końca potrafią się zidentyfikować z tym, o czym mówię. Ja bardzo chciałabym być bardziej podobna do innych, a mniej „wyjątkowa” :(